W celu uzupełnienia zapasów, udajemy się do dobrze zaopatrzonego sklepu samoobsługowego.

W celu uzupełnienia zapasów, udajemy się do dobrze zaopatrzonego sklepu samoobsługowego. Spotykamy tu młodego chłopaka, który chwali się, że jeździ na rowerze z kolegami, był też w Polsce. Nie pociesza nas mówiąc, że górki będą aż po samą Odessę. Wymieniamy się adresami i w trasę na Kamieniec Podolski- około 80 km.




Z uśmiechem na twarzy dojeżdżamy do Skały, gdzie przy ruinach zamku Koriatowiczów robimy sobie piknik. Kilka fotek i dalej w drogę w pięknie grzejącym słońcu. Po drodze jemy obiad w zajeździe ( znowu pękło 100 hrywien ). Gdy przejechaliśmy te 80km, na skrzyżowaniu stoi znak, że jeszcze 18 km do przejechania, a jakie było nasze zdziwienie, gdy 200 metrów dalej jest informacja, że 22km.Najbardziej wkurzało to Waldka, z wiadomych przyczyn, Janek tym razem nic nie zawinił, ale był głównym podejrzanym. Od tej pory zaczynamy mieć doświadczenia z oznakowaniem dróg i jak to się ma do map. Po pewnym czasie znikają górki, droga płaska jak stół, mkniemy więc z prędkością ponad 30 km/h. Koło godzin czternastej docieramy do Kamieńca Podolskiego. Najpierw trzeba znaleźć nocleg.

Wchodzimy do pierwszego napotkanego hotelu i zaraz czmychamy – cena 100$. Pojawia się chłopaczek może 13 letni, taki swoisty przewodnik. On to powiedział patrząc na nasze rowery - „Rower dobra rzecz, dobrze jest mieć rower”, co potem często cytowaliśmy podczas różnych okazji. Zaprowadza nas do klasztoru, gdzie można by przenocować. Niestety wycieczka senatorów z Polski ( popatrzcie jak mile spędzają czas) zajęła wszystko. Próbujemy w innych hotelach, ale zbywają nas, że nie ma miejsc. Krążymy po Kamieńcu już dwie godziny i nic nie załatwiliśmy.

Postanawiamy spróbować u sióstr zakonnych. Fajny klasztor, ale miejsc brak, ale miła siostra dzwoni do kogoś daje adres pani Marii i już mamy nocleg -na dziewiątym piętrze potężnego blokowiska! Zjadamy kotlet po francusku i pędzimy do dzielnicy Mikrorejon. Za pół godziny jesteśmy przed blokiem. Waldi był chyba trochę przemęczony, bo zapytał „Czy jest tu winda towarowa ?”. Dajemy sobie radę zwykłą winda i już jesteśmy w przytulnym mieszkaniu, gdzie dominują święte obrazki. Waldi do łóżka, bo ciągle go boli a my na miasto. Potem kolacyjka z panią Marią, kilka SMS-ów i śpimy.