Czy wiecie PaĹstwo gdzie leĹźy na mapie KanaĹ OgiĹskiego?
Czy wiecie PaĹstwo gdzie leĹźy na mapie KanaĹ OgiĹskiego? Wszyscy potrafimy zanuciÄ polonez „PoĹźegnanie Ojczyzny”, ale umiejscowiÄ na mapie kanaĹ sfinansowany przez wuja autora tego poloneza- to juĹź gorsza sprawa.
Wybudowany w XVIII wieku przez Hetmana Wielkiego Litewskiego- MichaĹa Kazimierza OgiĹskiego kanaĹ, dĹugoĹci 54 km, ĹÄ czy dorzecze Dniepru i Niemna, a dokĹadnie rzekÄ JasioĹdÄ wpadajÄ cÄ do Prypeci /ta z kolei do Dniepru/ z rzekÄ SzczarÄ , uchodzÄ cÄ do Niemna. W ten sposób od BaĹtyku moĹźna dopĹynÄ Ä do Morza Czarnego lub odwrotnie. Tak czy owak czÄĹÄ drogi pod prÄ d. A punktem krytycznym jest tutaj SĹonim. Od tego miasta w obie strony pĹyniemy w dóĹ. KanaĹ miaĹ 9 Ĺluz o konstrukcji drewnianej, zakonserwowanej sĹomÄ . DĹugoĹÄ komory kaĹźdej ze Ĺluz wynosiĹa 40 metrów, a szerokoĹÄ Ĺwietle – 5,25 m. KanaĹ OgiĹskiego leĹźy na BiaĹorusi.
Wyjazd na BiaĹoruĹ leĹźÄ cÄ od nas o przysĹowiowy „rzut beretem”, to ciÄ gle dla turysty wyjazd egzotyczny. Zdecydowanie lepiej znane sÄ Stany Zjednoczone, Cypr czy Tunezja.
Wyjazd na BiaĹoruĹ to takĹźe cofniÄcie w czasie.
Najpierw wiza. TrochÄ biurokracji, zdjÄcie, woĹczer, obowiÄ zkowe ubezpieczenie i przepisowe 5 dni czekania.
SzczÄĹliwi, Ĺźe mamy wizÄ na caĹe 10 dni / wyjazd planujemy na tydzieĹ, ale w myĹl zasady „strzeĹźonego Pan Bóg strzeĹźe” zabezpieczamy sobie trzy dni awaryjne/, pakujemy bagaĹźe. ZaĹatwiamy przez Internet wypoĹźyczenie kajaków / tu pomagajÄ przyjaciele z Grodna/ i transport na SzczarÄ. Jeszcze KuĹşnica BiaĹostocka i juĹź „pĹyniemy ‘ z nurtem drobnych przemytników do pociÄ gu do Grodna. JesteĹmy w tym skĹadzie chyba jedynymi turystami, chociaĹź ludzi tĹum. Do plecaków przypiÄte kamizelki ratunkowe i namioty wzbudzajÄ ciekawoĹÄ i sympatie celników. PrzypominajÄ tylko o koniecznoĹci zarejestrowania siÄ na policji. JeĹli jesteĹmy tam dĹuĹźej niĹź trzy dni- taki obowiÄ zek nas nie ominie- inaczej –powaĹźne kĹopoty czekajÄ nas przy wyjeĹşdzie.
No wiÄc – rejestracja w Grodnie. Najpierw dwie sÄ Ĺźniste ankiety na osobÄ do wypeĹnienia obowiÄ zkowo w jÄzyku rosyjskim. GwaĹtownie przypominamy sobie ksztaĹt rosyjskich liter. Kiedy pomyliwszy rubryki prosimy o dodatkowy arkusz – urzÄdujÄ ca policjantka mówi- „nielzia”- tyle papieru ile ludzi i „chwatit”. Sytuacje ratuje korektor uĹźywany jeszcze wielokrotnie. W rubrykach jest miejsce na zdjÄcie. Tego na szczÄĹcie nie ĹźÄ dajÄ , ale za to musimy uiĹciÄ opĹatÄ meldunkowÄ . Nie byĹoby to nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, Ĺźe miejsce, gdzie dokonuje siÄ opĹaty- leĹźy na drugim koĹcu Grodna. Z kwitkami potwierdzajÄ cymi opĹatÄ trzeba wróciÄ do biura meldunkowego na PolicjÄ. PóĹşniej odczekaÄ swoje przy biurku Pani policjantki, która na sĹowa zniecierpliwionego klienta wypominajÄ cego gĹoĹno po rosyjsku : „naczelnik siÄ zmieniĹ, miaĹo byÄ proĹciej, mniej papierów, mniej biurokracji, przyjaĹşniej dla turystów- a tu co?” rzuca ksiÄ ĹźkÄ meldunkowÄ i z rozbrajajÄ cÄ otwartoĹciÄ zamyka dyskusjÄ: „naczalnik izmieniĹsia, no ustroj jeszczio niet”. Na takie dictum zamykamy usta. Jeszcze szukanie toalety- nie takie to proste. Po odwiedzeniu wielu gabinetów otrzymujemy cenny kluczyk do przybytku- czego to nie robi siÄ dla goĹci z Polski. Tak po 3,5 godzinach /to naprawdÄ wyjÄ tkowo krótko- i tylko dziÄki kierowcy, który obleciaĹ Grodno dookoĹa za opĹatami/ , mamy upragnione pieczÄ tki. W Polsce zapomnieliĹmy juĹź jak smakuje biurokracja- stÄsknionym polecam meldunek na BiaĹorusi.
Jedziemy na SĹonim. Nie dojeĹźdĹźamy do niego. Zbyt duĹźo czasu straciliĹmy w Grodnie, robi siÄ ciemno i nie ma szans, Ĺźeby dzisiaj skĹadaÄ kajaki- jedziemy do DuĹźej Woli- wioseczki nad SzczarÄ jakieĹ 20 km od SĹonima. Zwiedzanie miasta zostawiamy na inny czas. Nie dotkniemy teĹź KanaĹu OgiĹskiego, który zaczyna siÄ tuĹź za SĹoniem i prowadzi w kierunku JasioĹdy. To zostawiamy na przyszĹy rok. My wybieramy kierunek do Grodna.
Szczara i Niemen.
Kierowca busa, który nas wiezie, pomaga nam rozbiÄ obóz, a ostra maczeta znakomicie zastÄpuje siekierÄ / ten to sobie poradzi w kaĹźdym ustroju jaki bÄdzie na BiaĹorusi/. Pomoc jest bardzo przydatna, bo chmary komarów /Karelia to przy tym maĹe miki/ - osĹabiajÄ morale naszej druĹźyny. Obóz rozbijamy nad SzczarÄ z piÄknym widokiem na caĹkiem pokaĹşnÄ rzekÄ wijÄ cÄ siÄ wĹród podmokĹych ĹÄ k.
ukrywajÄ cych siÄ w pobliskiej puszczy partyzantów. Pomnik poĹwiÄcony tym ludziom stoi na skarpie prawego brzegu.
SkĹadamy kajaki. Stare tajmienie. Jeden z nich ma chyba 20 lat. PoĹatane, z brezentem pÄkajÄ cym na szwach, przeĹźyĹy juĹź nie jedno. Nasze obawy gasi zostawiony w worku przez poprzedniego uĹźytkownika nie rozpoczÄty walidol. Jak on czy ona pĹynÄli i nie musieli po walidol siÄgaÄ, to znaczy, Ĺźe nie jest tak Ĺşle. Co nieco próbujemy jeszcze pokleiÄ, ale wszystkiego siÄ nie da. Wybieramy te najbardziej newralgiczne miejsca.
TajmieĹ to dobry kajak, nasze egzemplarze mogĹyby mieÄ tylko bardziej szczelnÄ powĹokÄ. Ĺadujemy bagaĹźe i delikatnie rozpoczynamy spĹyw. Szybko siÄ okazuje, Ĺźe poziom wody w kajaku nie jest tak wysoki, wystarczy co jakiĹ czas ulaÄ obciÄtÄ butelkÄ i moĹźna pĹynÄ Ä. Najbardziej suchy okazuje siÄ najbardziej zniszczony kajak. Pozory czasem mylÄ .
Rzeka jest piÄkna.
Szybko koĹczÄ siÄ bagna i wpĹywamy w LipiczaĹskÄ PuszczÄ. PiÄkne dÄ browy, cisza, tylko czasem zimorodek lub czapla zakĹócÄ spokój. Ĺťadnych ludzi, tylko przyroda. Kilkusetletnie dÄby, od których trudno oderwaÄ wzrok. Po jakimĹ czasie puszcza nabiera jeszcze bardziej dzikiego charakteru- wpĹywamy w rezerwat myĹliwski „BiaĹy trop”. Mam nadziejÄ, Ĺźe myĹliwi bywajÄ tu tylko zimÄ . Wydaje siÄ, Ĺźe jesteĹmy teraz jedynymi uĹźytkownikami rzeki. Nie wiadomo kiedy przepĹywamy 25 km, by szukaÄ noclegu na lewym brzegu w okolicach wioski Koroli. Z nurtem Szczary pĹynie siÄ szybko. WedĹug internetowych informacji jej nurt to 2 km na godzinÄ, ale przy tym poziomie wody jest zdecydowanie szybszy.
Wieczór przy ognisku juĹź bez owadów, sympatyczna kompania, opowieĹci snujÄ ce siÄ wraz z leniwym dymem ogniska palonego dÄbinÄ /to najbardziej dostÄpne drzewo w LipiczaĹskiej puszczy/. I cisza, cisza, cisza, tylko od czasu do czasu szmer liĹci nad gĹowÄ .
ĹowiÄ t..a..a..a..kie sumy. Jednym z wÄdkarzy jest pochodzÄ ca z WoĹkowyska Irena.
Sympatyczna wÄdkarka ĹźaĹuje, Ĺźe nie wziÄĹa ze sobÄ maszynki do strzyĹźenia- nasi mÄĹźczyĹşni wedĹug niej majÄ zdecydowanie niedobrane fryzury. Irena jest fryzjerkÄ . Mówi po polsku z piÄknym zaĹpiewem. Jest PolkÄ mieszkajÄ cÄ na BiaĹorusi. Tu siÄ urodziĹa. CzÄstuje nas pysznÄ uchÄ z suma i kaĹźdemu trafia siÄ kawaĹ sĹodkiego miÄsa. Ilonie nawet z wÄ sami. Jak bÄdziecie pĹynÄ Ä- mówi- wszyscy wÄdkarze na brzegu mnie znajÄ - aĹź do Mostów. Ma potÄĹźne osiÄ gi wÄdkarskie. W zeszĹym roku jej sum waĹźyĹ 40 kg. Jak ta wÄ tĹa kobieta mogĹa go wyciÄ gnÄ Ä? Pozory mylÄ . Irena jest silna, odwaĹźna i bardzo dobrze zorganizowana.
Ĺmiejemy siÄ, Ĺźe do Mostów- wszyscy znajÄ IrenÄ, od Mostów Aleksandra, i w ten sposób jesteĹmy wĹród samych przyjacióĹ. No i jest z nami Tolo. Kolega z Grodna, który przez trzy dni towarzyszy nam w spĹywie, póĹşniej musi wróciÄ do pracy. Jeszcze kÄ piel w Niemnie i ruszamy w kierunku Mostów. Do Grodna zostaĹo niewiele- tylko 90 km rzeki.
Niemen jest piÄkny. Okolony jeszcze piaszczystymi skarpami w ksztaĹcie maĹych klifów, z pĹaszczyznÄ ciÄ gnÄ cego w bezbrzeĹźnej przestrzeni nieba. Jak w Mongolii- wzdycham. Na niebie biaĹe baranki chmur. PrzejrzystoĹÄ powietrza i biaĹe czaple na pĹyciznach. A na brzegach wÄdkarze. Na rzece tylko nasze skromne trzy kajaki. PeĹna sjesta. Rzeka niesie dostojnym i doĹÄ szybkim nurtem. Jej szerokoĹÄ to okoĹo 50 metrów wody. Od czasu do czasu na podmytym piaskiem brzegu pojawia siÄ czapla biaĹa, siwa, a nawet stada bocianów. JuĹź zbierajÄ siÄ do odlotu- to przecieĹź poĹowa sierpnia. Czasem pojawi siÄ jakiĹ aborygen. Zamacha do nas, pozdrowi. Ludzie sÄ tu Ĺźyczliwi. Na jednej z Ĺach piachu, maĹy piesek wskakuje do wody i usiĹuje przepĹynÄ Ä na drugÄ stronÄ. Patrzymy z niepokojem na jego walkÄ z nurtem, ale po paru minutach juĹź radoĹnie otrzepuje siÄ na drugim brzegu, gdzie Ĺowi ryby jego pan. Sielsko, anielsko dopĹywamy do
miejscowoĹci Mosty. Dzisiaj za nami zostaĹy 34 km. TrochÄ Szczary i Niemna. Krótki wypad do sklepu i sĹowa sprzedawczyni, która na nasz kaleki rosyjski odpowiada „przecieĹź ja mówiÄ po Polsku. ChodziĹam do polskiej szkoĹy”. Tu w tym rejonie mieszka duĹźo Polaków. Szukamy miejsca na biwak, który znajdujemy na lewym brzegu wĹaĹciwie miÄdzy mostami w sosnowym lesie. WyraĹşnie czujemy zmÄczenie po wiosĹowym dniu i nawet szyszki pod karimatÄ nie robiÄ wiÄkszego wraĹźenia.
NastÄpny dzieĹ rozpoczynamy niecierpliwie. Za jakieĹ 24 km bÄdÄ Bohaterowicze. Bardzo jesteĹmy ciekawi tej zamkniÄtej w czasie wioseczki. Na chwilÄ wpĹywamy w rzekÄ RossÄ- lewy dopĹyw Niemna pĹynÄ cy z okolic WoĹkowyska. Rzeczka nas zachwyca swojÄ krystalicznÄ , miÄkkÄ wodÄ i bystrym nurtem. MoĹźe to jest temat na nastÄpny spĹyw? Siedzimy na dnie popijajÄ c kawÄ jak w najlepszej kawiarni. Ĺťal nam opuszczaÄ RossÄ, ale czas pĹynÄ Ä dalej. PĹyniemy w kierunku Bohatyrowicz.
SkĹadamy na nim nazrywane po drodze kwiaty. Jest tu jeszcze drugi grób- grób powstaĹców styczniowych- ale ten, zostaĹ za nami, trzeba by siÄ cofnÄ Ä z kilometr, a juĹź wieczór. Ĺťegnamy goĹcinnych gospodarzy i obĹadowani w darze pachnÄ cymi sĹoĹcem pomidorami i soczystymi gruszkami, przedzieramy siÄ do rzeki.
Biwak znajdujemy na prawym brzegu, na Ĺasze ĹźóĹtego piachu. Jak nad morzem. NastÄpny dzieĹ to poĹźegnanie Toli. Zarzuca na siebie plecak i maszeruje 10 km do najbliĹźszej drogi, by ĹapaÄ stopa do Grodna. Brakuje nam jego zabawnych opowieĹci, wspomnieĹ o wyprawach, i opowieĹci o BiaĹorusi. Sam z pochodzenia jest AzjatÄ z Republiki Komi. Jego ojciec byĹ wojskowym, Tola urodziĹ siÄ w DreĹşnie. Za czasów sowieckich mieszano ludnoĹÄ na róĹźne sposoby. Na przykĹad nasza koleĹźanka z Grodna swoje dzieciĹstwo spÄdziĹa na Wyspach Kurylskich. Pomimo surowoĹci przyrody i klimatu Wysp- miĹo je wspomina. Jak dziecko, które wszÄdzie potrafi znaleĹşÄ sobie zabawki. PóĹşniej ojciec dostaĹ przydziaĹ do Grodna. I tu koĹczyli wszystkie szkoĹy. Tola odsĹuĹźyĹ wojsko w czoĹgistach, ale nigdy nie chciaĹ zostaÄ w wojsku i skorzystaĹ z pierwszej okazji, Ĺźeby z niego wypaĹÄ. Kocha wyprawy i katamarany. GdzieĹź on nie byĹ. PraskaĹo go po rzekach na terenie caĹego byĹego ZSRR. A ĹźonÄ znalazĹ sobie PolkÄ. Ĺťegnamy TolÄ i pĹyniemy dalej z nurtem Niemna. Od Bohaterowicz mamy jeszcze 41 km.
ZachÄceni przez Tola szukamy na prawym brzegu ujĹcia rzeki Kotry. To podobno bardzo Ĺadne, sosnowe miejsce biwakowania. Ale obraz wyobraĹşni, który nam siÄ tworzy na wskutek Tolowych opowieĹci, nijak nie pasuje do rzeczywistoĹci. Ani siÄ obejrzymy- Kotra zostaje za nami. Nocujemy juĹź w okolicach podmiejskich Grodna. Miejsc przyjaznych biwakowaniu – duĹźo. WÄdkarzy teĹź. NastÄpnego dnia, przed Grodnem mijamy rozpoczÄtÄ budowÄ zapory. Podobno ma tu powstaÄ hydroelektrownia. Niemen juĹź nie bÄdzie taki sam. Ĺťal nam tego wizerunku piÄknej rzeki, moĹźe zdÄ ĹźyliĹmy w ostatnim momencie, Ĺźeby podziwiaÄ jej naturalne piÄkno? KoĹczÄ c spĹyw mamy nadziejÄ, Ĺźe to nie ostatnie spotkanie z rzekami BiaĹorusi.
To piÄkne i ciekawe miasto.
CoĹ w tym jest - sprawdziĹam. W Ĺcianie zewnÄtrznej ozdobne lazuryty, a wewnÄ trz Ĺciany wbudowane amfory, które miaĹy wzmacniaÄ akustykÄ. Poza tym koĹcioĹy, klasztory, piÄkna XVIII wieczna zabudowa z czasów Tyzenhausa, piÄknie odnowiona Dolina Szwajcarska i brukowane wÄ skie ulice. NaprawdÄ warto zobaczyÄ to miasto. W sierpniu przyszĹego roku ma siÄ w nim odbyÄ festiwal kultur narodowoĹci zamieszkujÄ cych Grodno. A róĹźnorodnoĹci w tym wzglÄdzie nie brakuje. To chyba najbardziej przyjazne turystom miasto na BiaĹorusi.
Okolice piÄkne. Mnie zauracza miasteczko Mir, z odbudowanym zamkiem, niewielkim starym ryneczkiem i cerkwiÄ . Nazwa miasteczka nie pochodzi od rosyjskiego sĹowa mir- jak moznaby skojarzyÄ, ale od nazwiska ostatnich wĹaĹcicieli- Mirskich. Odbudowany zamek zostaĹ wpisany na swiatowÄ listÄ zabytków Unesco. Wielokulturowe niegdyĹ miasteczko, do którego sciÄ gali nawet kupcy z Chin na sĹynne dwutygodniowe jarmarki, zachowaĹo coĹ z klimatu dawnych czasów. Wystarczy wejĹÄ do cerkwii na rynku i porozmawiaÄ z nastawnikiem.Ten pasjonat historii swojego miejsca, odsĹoni przed wami ciekawe pamiatki, opowie zajmujÄ co historiÄ , której na próĹźno by szukaÄ w miejscowych folderach. Nas zauroczyĹ. Takich miejsc na BiaĹorusi i ciekawych ludzi jest wiÄcej. Wystarczy tylko odwaĹźyÄ siÄ na podróĹź na wschód.
Na zakoĹczenie spĹyw w piguĹce:
Szczara i Niemen
W tym Szczara- 40, Niemen- 90
DuĹźa Wola- Koroli – 24 km
Koroli- NowosioĹki - Mosty- 27km
Mosty- ujĹcie rzeki Rossy - Bohatyrowicze- 38 km
Bohaterowicze ujĹcie rzeki Kotry – 19km
Miejsca biwakowania - dowolne, poza rezerwatem, gdzie biwakowanie jest zabronione.
TrudnoĹÄ: szlak Ĺatwy.
MalowniczoĹÄ w skali od 1-4 /3/
Najlepiej zabraÄ dolary lub euro.
1 dol=ok.2140 rubli
Wiza turystyczna – 6 dol /czas oczekiwania do 5 dni roboczych/
ObowiÄ zkowe ubezpieczenie –okoĹo 10 zĹ, woĹczer tygodniowy- 70 zĹ.
PodróĹź pociÄ giem z KuĹşnicy do Grodna- 4 zĹ.
