RELACJE Z PODRÓŻY

Sardyńska majówka



Autor: Małgorzata Felińczak
Data dodania do serwisu: 2010-09-06
Relacja obejmuje następujące kraje: Włochy/Sardynia

Oceń relacjęŚrednia ocenaIlość ocen
6.12 48
<!-- @page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } P { margin-bottom: 0.21cm } --> <!-- @page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } P { margin-bottom: 0.21cm } A:link { color: #000080; so-language: zxx; text-decoration: underline } A:visited { color: #800000; so-language: zxx; text-decoration: underline } --> <!-- @page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } P { margin-bottom: 0.21cm } A:link { color: #000080; text-decoration: underline } A.western:link { so-language: zxx } A.ctl:link { so-language: zxx } --> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><p align="center"><strong>SARDYŃSKA MAJ&Oacute;WKA</strong></p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">Zima stulecia teoretycznie dobiegła końca, ale wiosna też nie rozpieszczała. Kwietniowe opady śniegu z deszczem i temperatury bliskie zeru wyjątkowo motywują do szczeg&oacute;łowego analizowania rozkładu lot&oacute;w tanich linii lotniczych. Szczerze m&oacute;wiąc, w okresie kiedy brak słońca, jest to m&oacute;j ulubiony spos&oacute;b na walkę z depresją. Tym razem otwarcie nowego połączenia lotniczego z Wrocławia do Mediolanu, przez mojego ulubionego przewoźnika, a niekiedy i gł&oacute;wnego &bdquo;sponsora&rdquo; podr&oacute;ży (bilet lotniczy za 1 grosz to nie fikcja)&ndash; Ryanair &ndash; stworzyło całkiem nowe drogi do eksploracji południa Europy. Potrzebowałam na to trochę czasu, ale w końcu udało się znaleźć idealne połączenie: Wrocław &ndash; Mediolan Bergamo &ndash; Cagliari Sardynia &ndash; Bruksela Charleroi &ndash; Wrocław. Wylot 10 maja 2010 powr&oacute;t 19 maja 2010, czas oczekiwania na połączenia na lotniskach ok. 3 godzin, cena za 1 bilet w obie strony z bagażem podręcznym ok.300 zł. Jeszcze szybka analiza miejsca: </p><p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/sardynia.jpg" alt="" /><p>&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><p align="JUSTIFY">Jest idealnie: morze, g&oacute;ry, średnia temperatura powietrza w maju 23 stopnie, temperatura morza 18 stopni, jeszcze telefon do przyjaci&oacute;ł, kt&oacute;rzy nigdy nie odm&oacute;wią udziału w wyprawie i lecimy....</p> <p align="JUSTIFY">Miesiąc, kt&oacute;ry pozostał do wylotu upłynął nam na poszukiwaniu informacji o Sardynii, co okazało się wcale nie tak łatwa sprawą. Nie znajdziemy w księgarniach zbyt wielu przewodnik&oacute;w po tej wyspie, a o mapach g&oacute;r, kt&oacute;re zamierzaliśmy chociaż trochę poznać, można tylko pomarzyć. Utwierdziło nas to w przekonaniu, że wybraliśmy dobry kierunek podr&oacute;ży, bo nie dla nas przepełnione kurorty, betonowe plaże, i all inclusivy. W internecie można znaleźć wszystko, a więc też i sporo informacji o tej mało popularnej wśr&oacute;d naszych rodak&oacute;w wyspie. Dla os&oacute;b wybierających się na Sardynię ważna jest informacja, że Sardynia co prawda administracyjnie należy do Włoch &ndash; od 1948 ma status regionu autonomicznego, ale przez wieki będąc pod wpływem Fenicjan, Rzymian, Arab&oacute;w, Katalończyk&oacute;w i w końcu Włoch&oacute;w, zachowała sporą odrębność kulturową i niezależność. Językiem urzędowym jest włoski, ale język sardyński jest w powszechnym użyciu, a większość mieszkańc&oacute;w bardziej czuje się Sardyńczykami niż Włochami. W kontaktach z &bdquo;tubylcami&rdquo; warto o tym pamiętać. Wyspa, jak nam się wydawało, jest niewielka ma 272 km długości i 144 szerokości i jest drugą pod względem wielkości wyspą Morza Śr&oacute;dziemnego. Założyliśmy, że nasza wyprawa ma mieć charakter turystyczno - wypoczynkowy, i zaczęliśmy poszukiwania dogodnego miejsca na założenie &bdquo;obozu&rdquo;. Szybko sprecyzowaliśmy warunki konieczne takiego miejsca: nad morzem, ale blisko g&oacute;r, dobra komunikacja z cała wyspą, niska cena, ale w miarę komfortowe warunki. Wbrew pozorom poszukiwania nie było szczeg&oacute;lnie trudne, istnieje wiele stron, np.</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY"><font color="#000080"><span><u>http://www.sardegna.com</u></span></font></p> <p align="JUSTIFY"><font color="#000080"><span><u>http://www.paradisola.it</u></span></font></p> <p align="JUSTIFY"><font color="#000080"><span><u>http://www.rent-sardinia.com</u></span></font></p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY"> kt&oacute;re oferują, szczeg&oacute;lnie przed sezonem, sporo tanich i przyjemnych nocleg&oacute;w, od popularnych camping&oacute;w, kt&oacute;rych standard zdecydowanie przewyższa znane nam krajowe, przez &bdquo;wioski turystyczne&rdquo;- (Village Turistico &ndash; chyba włoski wynalazek), apartamenty, aż do pięciogwiazdkowych hoteli &ndash; dla każdego według potrzeb. Wyb&oacute;r padł na wioskę turystyczną (Village Turistico) Porto Corallo w pobliżu miejscowości Villaputzu na wschodnim wybrzeżu &ndash; <font color="#000080"><span><u>http://www.portocoralloresidence.it</u></span></font>. </p> <p align="JUSTIFY">O wyborze zadecydowała nie tylko urocza nazwa ale, przede wszystkim cena i całkiem dobre położenie jako punkt wypadowy do zwiedzania wyspy. Za 9 nocleg&oacute;w w bardzo ładnym dwupoziomowym domku z dwoma sypialniami dwoma łazienkami i tarasami z widokiem na morze, zapłaciliśmy 458 Euro - do podziału na cztery osoby. Jest to cena podstawowa nie obejmująca np. takiego luksusu jak telewizor, jeśli ktoś nie wyobraża sobie wakacji bez telewizji, za niewielką dopłatą może go sobie wypożyczyć. Zamiast telewizora wynajęliśmy samoch&oacute;d, co jak się okazało na miejscu jest najlepszą i chyba jedyną możliwością sprawnego poruszania się po wyspie. Istnieje oczywiście komunikacja publiczna, ale jeśli chce się dotrzeć w mało uczęszczane a jednak ciekawe miejsca, o transporcie publicznym można zapomnieć. Skorzystaliśmy z oferty firmy <font color="#000080"><span><u>http://www.autoeurope.pl</u></span></font> , koszt wynajęcia Fiata Punto z klimatyzacją na 9 dni w maju to ok. 200 Euro. </p> <p align="JUSTIFY">Zaliczki za nocleg i samoch&oacute;d zostały zapłacone, stroje kąpielowe kupione, urlopy załatwione, symulacja spakowania się na 9 dniową wyprawę w bagaż podręczny wielkości 55 cm x 40cm x 20 cm, z małymi problemami, ale zaliczona, nawet kurs euro osiągnął akceptowalny poziom, tylko ta natura.....8 maja chmura pyłu wulkanicznego przykryła dokładnie trasę naszego przelotu. Obserwowaliśmy jak po kolei zamykają się lotniska w Cagliari, Mediolanie, i na całym wybrzeżu Morza Śr&oacute;dziemnego. Wrocławskie lotnisko czekało na decyzję o zamknięciu, ale ciągle działało &ndash; wiadomo Wrocław zawsze poddaje się ostatni. Szukaliśmy alternatywnych dr&oacute;g dotarcia na Sardynię, ale nic poza pokonaniem Morza Tyrreńskiego wpław nie byliśmy w stanie znaleźć, miejsca na promach już dawno zostały wykupione. Na szczęście wiecz&oacute;r przed odlotem przyni&oacute;sł zmianę pogody, padał deszcz i wiał silny wiatr, chmura pyłu przemieszczała się na wsch&oacute;d odsłaniając Sardynię i Mediolan, ale zasłoniła teraz południe Polski razem z Wrocławiem. Rano przed odlotem, licząc na cud sprawdziłam w internecie odloty z lotniska w Mediolanie Bergamo, i nie mogłam uwierzyć ale, samolot kt&oacute;rym mieliśmy odlecieć z Wrocławia do Mediolanu, właśnie był w drodze do Wrocławia, zaczęłam szykować kanapki na drogę !!</p> <p align="JUSTIFY">Wrocław pożegnał nas deszczem, wiatrem i jesienną pogodą, a lotnisko w Mediolanie Bergamo powitało wielkim tłumem ludzi, kt&oacute;rzy od kilku dni koczowali tu w oczekiwaniu na samolot. Gdzieniegdzie porozstawiane były jeszcze ł&oacute;zka polowe, na kt&oacute;rych ofiary wulkanu Eyjafjoell spędziły kilka dni swoich wakacji. Jeszcze kr&oacute;tki lot i lądowanie w Cagliari na pasie lotniska wychodzącym prosto w morze. Podczas podejścia do lądowania można podziwiać turkusowy kolor wody i bogate życie podwodne w strefie przybrzeżnej, oglądanie szczeg&oacute;ł&oacute;w dna morskiego z okna samolotu &ndash; to jak dla mnie troszkę za duża atrakcja. Samoch&oacute;d z wypożyczalni już na nas czekał i być może widok nowiutkiego błyszczącego Punto z przebiegiem 1000 km, w innych okolicznościach uradowałby nas niezmiernie, ale nie tym razem. Jesteśmy co prawda na Sardynii, ale nie zapominajmy, że to ciągle Włochy, i południowy spos&oacute;b jazdy, kt&oacute;ry mieliśmy już okazję wcześniej poznać. Trudno, niestety w wypożyczalni nie było brzydszego samochodu, oby bogowie nad nami czuwali, inaczej nie zobaczymy już kaucji. Przy okazji kaucji za samoch&oacute;d, kt&oacute;ra miała być zablokowana na karcie kredytowej, okazało się że bardzo miły pan z obsługi nie jest w stanie tego uczynić ponieważ musi wpisać nasze nazwiska obfitujące w polskie znaki &bdquo;ł&rdquo; &bdquo;ę&rdquo; &bdquo;ń&rdquo; itp. do jakiejś bazy, a niestety jego klawiatura nie posiada tychże liter, chcąc nie chcąc, musieliśmy uiścić kaucję w got&oacute;wce, co poważnie uszczupliło nasze zapasy walutowe. Jadąc na Sardynię, trzeba być przygotowanym na to, że Sardyńczycy są miłośnikami kaucji, pewnie w pięciogwiazdkowych hotelach nie ma takiego zwyczaju, ale w Villagio Turistico, jak najbardziej. I nie należy być zdziwionym, kiedy zaproponujemy założenie blokady na określoną sumę na naszej karcie kredytowej, a zdziwiona pani recepcjonistka odpowie: only cash ! </p><p>&nbsp;</p><p>&nbsp;</p><p align="center">&nbsp;</p><p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY"><strong>Z CAGLIARI DO PORTO CORALLO</strong></p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">Wsiedliśmy do pachnącego nowością Punto i ruszyliśmy drogą nr125 wytyczoną jeszcze przez Rzymian w kierunku Porto Corallo, oddalonego od Cagliari o ok. 75 km. Pokonanie tej trasy zajmuje ok. 2 godzin.</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/mapka_1.jpg" alt="" /> <p>&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">Kręta g&oacute;rska droga przez masyw Sarrabus poprzecinany kanionami rzeki Flumendosa, dostarcza niezapomnianych wrażeń i jest sporym wyzwaniem, zwłaszcza kiedy trzeba uważać na nieustraszonych kierowc&oacute;w i zwierzęta wsp&oacute;łuczestniczące w ruchu. Widok k&oacute;z pasących się na poboczu drogi, czy kr&oacute;w stojących na p&oacute;łce skalnej w pierwszej chwili zaskakuje, po kilku dniach jest po prostu zwykłym widokiem.</p><p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY"><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/kozy.jpg" alt="" />&nbsp; </p> <p align="JUSTIFY">Do Porto Corallo dotarliśmy o zmierzchu, po załatwieniu wszystkich formalności i wpłaceniu kaucji, udało nam się odnaleźć jedyną jak się okazało p&oacute;źniej, działającą restaurację. Przy prawdziwej włoskiej pizzy (od 5-10 E w zależności od dodatk&oacute;w) i sardyńskim winie zakończyliśmy pierwszy dzień wyprawy. </p> <p align="JUSTIFY">Rano obudził nas szum morza i słońce przedzierające się przez drewniane żaluzje, widok z tarasu wynagrodził trudy podr&oacute;ży</p><p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/porto_corallo.jpg" alt="" /> </p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">Postanowiliśmy dzień przeznaczyć na rekonesans najbliższej okolicy i zgromadzenie zapas&oacute;w żywności. Nasze Villago okazało się całkowicie opustoszałe, opr&oacute;cz naszej czw&oacute;rki mieszkało tu kilka os&oacute;b, sądząc z wyglądu Skandynaw&oacute;w i Niemc&oacute;w. Prawdziwy sezon turystyczny zaczyna się na Sardynii pod koniec maja, przybywa turyst&oacute;w, a ceny za apartamenty wzrastają kilkakrotnie. Wzrastają też temperatury, ze średniej 23 stopnie w maju do średniej w czerwcu 28 a w lipcu 31. Nam po zimie stulecia, 25 stopni w zupełności wystarczyło do plażowania i kąpieli w morzu, mimo przerażonych spojrzeń Sardyńczyk&oacute;w, kt&oacute;rzy przechadzali się brzegiem morza w swetrach i puchowych kamizelkach. </p> <p align="JUSTIFY">Wybrzeże wyspy jest pięknie ukształtowane, strome zbocza porośnięte makią &ndash; zaroślami składającymi się ze skarlałych drzew i krzew&oacute;w, schodzących do samego brzegu morza, brzeg jest kamienisty, ale w zatoczkach osłoniętych od wiatru znajdziemy piękne piaszczyste plaże.</p>Wybrzeże:<p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/wybrzeZe.jpg" alt="" /><p>&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">Nasza &bdquo;prywatna&rdquo; plaża:</p><p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/plaZa.jpg" alt="" /> <p>&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">Skały poddane erozji i działaniu morza tworzą niesamowite kształty i faktury</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/morze.jpg" alt="" /> <p>&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/skala.jpg" alt="" /> <p>&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><p align="JUSTIFY">Zachwyca też piękna śr&oacute;dziemnomorska roślinność, moje ulubione kwiaty w kształcie szczotki do mycia butelek &ndash; wyjaśnienie dla młodszych czytelnik&oacute;w: kiedyś myło się butelki od mleka specjalnymi szczotkami :-)</p><p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/kwiatek.jpg" alt="" /> <p>&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">i otoczenie domk&oacute;w campingowych w villagio:</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/villagio.jpg" alt="" /> <p>&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">kaktusy przybierają ciekawe kształty:</p><p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/kaktus.jpg" alt="" /><p>&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">a niekt&oacute;re roślinki nie dość, że ładne to mają małe wymagania i potrafią wyrosnąć wprost ze skały:</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/kwiatek_ze_skaly.jpg" alt="" /> <p>&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">Do odwiedzenia pobliskiego miasteczka Villaputzu tak zachęcą przewodnik: &bdquo;właścicielem miejscowości był niegdyś Giovanni Maria Visconti, kt&oacute;ry zasłynął jako okrutnik. Hodował sfory ps&oacute;w, kt&oacute;re uczył pożerania ludzi żywcem&rdquo; - nie możemy nie odwiedzić takiego miejsca. Samo miasteczko nie zachwyca, ale można znaleźć kilka ciekawych miejsc, o kt&oacute;rych milczą przewodniki, np. ciekawy kości&oacute;ł z charakterystycznym dla tego regionu dachem:</p><p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/kosciol.jpg" alt="" /> <p>&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">oraz klimat prawdziwego życia w stylu południowym:</p><p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/villaputzu.jpg" alt="" /> <p>&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">W Villaputzu jest też market, w kt&oacute;rym można uzupełnić zaopatrzenie. Ceny żywności są trochę wyższe niż w Polsce, ale za to asortyment może przyprawić o zawr&oacute;t głowy nawet umiarkowanego miłośnika kuchni włoskiej. W każdym sklepie kupimy ser pecorino w kilkunastu odmianach, ricottę czy kilkanaście odmian sera koziego i owczego, szynkę parmeńską i mn&oacute;stwo pysznych produkt&oacute;w, kt&oacute;rych nazw nie jestem w stanie tutaj przytoczyć, a kt&oacute;rych warto spr&oacute;bować. W sklepie, w kt&oacute;rym się zaopatrywaliśmy niestety nie było sera Casu Marzu &ndash; dziurawionego przez żywe larwy owad&oacute;w. Wspominają o nim wszystkie przewodniki,wzbudził więc, czemu chyba trudno się dziwić, nasze spore zainteresowanie graniczące nawet z chęcią spr&oacute;bowania tego przysmaku, poszukiwania jednak zakończyły się fiaskiem. Czyżby surowe europejskie przepisy sanitarne zabiły kolejną lokalną mało higieniczną atrakcję kulinarną ? Sklep to nie tylko miejsce, gdzie robi się zakupy, to miejsce spotkań towarzyskich, wymiany informacji, pogawędek ze sprzedawcami, sąsiadkami, pośpiech nie jest mile widziany, a kupienie i krojenie plastra sera czy szynki to prawdziwa ceremonia, na zakupy trzeba zarezerwować sporo czasu i uzbroić się w cierpliwość. Raz w tygodniu odbywa się targ na kt&oacute;rym można w bardzo przystępnych cenach kupić owoce i warzywa. Maj to końc&oacute;wka zbior&oacute;w pomarańczy, kilogram owoc&oacute;w prosto z sadu kosztuje od 0,5-1 Euro. </p> <p align="JUSTIFY">Przy drodze między Porto Corallo a Villaputzu stoi Torre Murtas jedna z setek wież obronnych, znajdujących się na wybrzeżu. </p><p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/wieZa.jpg" alt="" /><p>&nbsp;</p><p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><p align="JUSTIFY">Wieże zostały wybudowane podczas hiszpańskiego panowania na wyspie w XVI-XVII wieku, jako system fortyfikacji mających chronić wybrzeże przed napaściami arabskich pirat&oacute;w. Część wież jest udostępniona do zwiedzania, część, szczeg&oacute;lnie te znajdujące się w trudno dostępnych miejscach można podziwiać tylko z oddali.</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><p align="JUSTIFY"><strong>SARDYNIA PODZIEMNA</strong></p><p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/mapka_2.jpg" alt="" /> <p>&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">Kolejny dzień nie budzi nas słońcem, tylko jakby znajomą deszczową pogodą, na szczęście jest całkiem ciepło. Po szybkiej naradzie wybieramy cel wyprawy: uciekamy przed deszczem pod ziemię - jedziemy do jaskini <strong>Grotte di Su Marmuri</strong> nieopodal miasta Ullassai.</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><p align="JUSTIFY">Do pokonania jest trasa ok. 60 km, częściowo po nowo budowanej trasie szybkiego ruchu, a częściowo po krętych g&oacute;rskich drogach. Droga szybkiego ruchu SS125, powstaje w tempie jakie znamy z naszego kraju, przy czym Euro 2012 odbędzie się w Polsce, więc tutaj pośpiechu nie ma...Na pr&oacute;żno szukać map, na kt&oacute;rych naniesiono by istniejące już odcinki nowej drogi w spos&oacute;b zgodny z rzeczywistością. Jak dowiedzieliśmy się w sklepie przypominającym sklep papierniczy znany nam z końc&oacute;wki lat 80 w Polsce, jak skończą budowę to naniosą na mapy. Do tego czasu trzeba przyjąć zasadę: jak się jedzie drogą szybkiego ruchu to znaczy, że ten odcinek jest już skończony, jak się kończy i trzeba zjechać na wąską g&oacute;rską drogę, to znaczy że tego kawałka jeszcze nie ma. Miasteczko Ulassai jest malowniczo położone, a w zasadzie wygląda jakby zostało zawieszone pod skałami </p><p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/ullasai.jpg" alt="" /> <p>&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">Z miasteczka prowadzi dość dobrze oznakowana droga do jaskini, w sezonie wejścia odbywają się dość często, zwiedzanie trwa około godziny, przewodnik m&oacute;wi w języku angielskim i włoskim, szczeg&oacute;łowe informacje na stronie:<font color="#000080"><span><u>http://www.ogliastraontheweb.it/sumarmuri.htm</u></span></font>. </p> <p align="JUSTIFY">Trzeba przyznać, że jaskinia robi wrażenie, składa się z kilku sal, największa Grande Sala ma 70 metr&oacute;w długości i 30 metr&oacute;w wysokości, ciekawa jest też Sala del Cactus nazwana tak od stalagmit&oacute;w, kt&oacute;re przybrały kształt kaktus&oacute;w. Po zwiedzeniu jaskini nabraliśmy chęci na jakiś większy posiłek, zachęceni przewodnikowymi opisami wspaniałości kuchni Sardyńskiej udaliśmy się na poszukiwanie restauracji. Nie wzięliśmy pod uwagę jednak, że obiad w rozumieniu ciepłego kilkudaniowego posiłku jada się na Sardynii bardzo p&oacute;źnym wieczorem. W typowej dla nas porze obiadowej, a więc jeszcze przed zachodem słońca, można co najwyżej zjeść kanapkę. Zanim dotarła do nas ta &bdquo;oczywista oczywistość&rdquo; odwiedziliśmy kilka sympatycznych restauracji, gdzie popatrzono na nas z politowaniem jak na typowych &bdquo;turisti&rdquo; i zaproszono na wiecz&oacute;r. Od śmierci głodowej uratowała nas przemiła właścicielka pijalni wina w miejscowości o swojsko brzmiącej nazwie Jerzu, kt&oacute;ra do kieliszeczka miejscowego cannonau podała nam właśnie wyjęte z pieca drożdżowe bułeczki nadziewane ziemniakami z serem i przyprawami. Wieczorem deszcz ustał a na niebie pokazała się tęcza zapowiadając piękną pogodę następnego dnia.</p><p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/tecza.jpg" alt="" /> <p>&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">Kolejny dzień minął nam na lenistwie na plaży, i planowaniu kolejnej wyprawy. Postanowiliśmy wr&oacute;cić do Cagliari, żeby zwiedzić miasto, ale tym razem wybraliśmy bardzo malowniczą trasę wzdłuż wybrzeża, przez Villasimius i Poetto. </p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY"><strong>WZDŁUŻ WYBRZEŻA</strong></p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/mapka_3.jpg" alt="" /> <p>&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><p align="JUSTIFY">Villasimius, w ostatnim czasie z małej rybackiej osady stało się modnym ośrodkiem wypoczynkowym z wszystkim tego konsekwencjami, czyli tłumem turyst&oacute;w, sklepikami i straganami z pamiątkami. Są też dobre strony komercjalizacji, znaleźliśmy informację turystyczną i darmową mapkę regionu z zaznaczonymi atrakcjami, i co wywołało naszą euforię z naniesionymi fragmentami nowo budowanej drogi - co kurort to kurort ! W okolicach Villasimius na pewno warto zobaczyć wznoszącą się nad zatoką fortecę &ndash; <strong>Fortezza Vecchia</strong>, wzniesioną w XIV wieku i rozbudowaną w XVII przez Hiszpan&oacute;w. W fortecy obecnie znajduje się galeria sztuki, w maju zamknięta, a więc nie udało się wejść do środka. Sprzed fortecy roztacza się bardzo ładny widok na zatokę.</p><p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/forteca.jpg" alt="" /> <p>&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">Z Villasimius ruszyliśmy wzdłuż wybrzeża do Cagliari. Droga wije się po g&oacute;rzystym terenie, cały czas towarzyszył nam widok na szmaragdowe morze i malownicze zatoczki z piaszczystymi plażami, o tej porze roku zupełnie pustymi. Natężenie ruchu na tym odcinku drogi jest bardzo duże i pewnie takie będzie, aż do otwarcia kolejnego odcinka autostrady, wtedy pokonywać ją będą tylko miłośnicy pięknych widok&oacute;w, a nie tak jak to się dzieje teraz, cały transport zmierzający do stolicy od strony wschodniego wybrzeża. Dotarcie do centrum Cagliari zajmuje sporo czasu odstanego w korkach, ale naprawdę warto poświecić dzień na zwiedzenie tego starszego od Rzymu miasta. A szczeg&oacute;lnie warto zagłębić się w wąskie uliczki Castello - historycznego centrum w obrębie dawnych mur&oacute;w obronnych. </p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/cagliari.jpg" alt="" /> <p>&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">Zdążyliśmy zobaczyć dwie wieże fortecy &ndash; wieżę św. Pankracego i Słoniową, Bastion San Remy, z kt&oacute;rego roztacza się panorama miasta, oraz katedrę i dopadła nas ulewa. I mimo że nie straszne nam deszcze, to tym razem musieliśmy ustąpić i schronić się w pobliskiej kawiarni.</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><p align="JUSTIFY">Catedra di Santa Maria</p><p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/cagliari_2.jpg" alt="" /> <p>&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><p align="JUSTIFY">Siedząc nad kawą i resztkami ciabatty, wraz z innymi zmokniętymi turystami zastanawialiśmy się czy deszcz ustanie i pozwoli nam pogubić się w krętych zaułkach starego miasta. Niestety nie tym razem, obiecujemy sobie że jeszcze tu wr&oacute;cimy, jeśli nie w tym to w przyszłym roku. Czeka nas jeszcze droga powrotna przez g&oacute;ry, więc ze sporym poczuciem niedosytu ruszamy w kierunku Porto Corallo. Na pocieszenie zatrzymujemy się w centrum handlowym przy wyjeździe z miasta i kupujemy zestaw lokalnych win, dzięki kt&oacute;rym lepiej poznamy prawdziwy smak tej krainy. Sardyńskie wina należą do pierwszej ligi winiarskiej, są towarem bardzo poszukiwanym na świecie, a że produkowane są w niewielkich ilościach, to kupienie ich poza wyspą jest bardzo trudne i kosztowne. Średniej klasy lokalne wino kupowane w supermarkecie to wydatek ok. 6-10 E.</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/wino.jpg" alt="" /> <p>&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY"><strong>W POSZUKIWANIU NUOR&Oacute;W</strong></p><p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/mapka_4.jpg" alt="" /> <p>&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">Nie zrażeni ulewą z Cagliari i zachęceni słoneczną poranną pogodą postanowiliśmy odkryć ślady tajemniczej cywilizacji nuorskiej i obraliśmy kurs na Nuraghe su Nuraxi w pobliżu Barumini &ndash; skupisko zachowanych doskonale budowli z 1500 r. p.n.e. Cywilizacja nuorska pozostawiła po sobie na Sardynii ok. 7 tysięcy konstrukcji kamiennych - &bdquo;nuraghi&rdquo;, kt&oacute;re powstały jak wykazują badania mniej więcej w połowie drugiego tysiąclecia p.n.e. Nie wiadomo w jakim celu były wznoszone, ani przez kogo, a cywilizacja Nuorska zaginęła w tak samo tajemniczych okolicznościach jak się pojawiła. </p> <p align="JUSTIFY">Tym razem poruszaliśmy się nie wzdłuż wybrzeża, tylko w głąb wyspy, szkoda trochę było zostawiać za sobą widok lazurowego morza, ale płaskowyż przez kt&oacute;ry przejeżdżaliśmy w pełni zaspokajał naszą żądzę doznań estetycznych. </p><p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/widoczek.jpg" alt="" /> <p>&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><p align="JUSTIFY">Po prawie trzech godzinach jazdy, potrzebnych na pokonanie ok. 100 km naszym oczom ukazał wyczekiwany Nuragh. </p><p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/su_nuraxi.jpg" alt="" /> <p>&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">Wieża znajdująca się pośrodku obecnie ma ok 13 metr&oacute;w, a według badaczy miała kiedyś 18 metr&oacute;w wysokości. Do roku 1949 była ukryta wewnątrz wzg&oacute;rza, została odkryta przez archeolog&oacute;w i udostępniona zwiedzającym, wykopaliska trwają do dziś, a wieża i otaczające ją budowle została wpisana na listę Unesco.</p> <p align="JUSTIFY">Jeśli kogoś zainteresowały tajemnicze nuraghi w innych miejscach wyspy polecam stronę (po włosku)</p> <p align="JUSTIFY"><font color="#000080"><span><u>http://www.neroargento.com</u></span></font></p> <p align="JUSTIFY">Zwiedzanie odbywa się tylko z przewodnikiem, trwa ok. p&oacute;ł godziny i jest dość kosztowne, bilet normalny kosztuje 8 E. W budynku, gdzie znajduje się kasa można kupić pamiątki a w okolicznych barach przygotowanych na przybycie turyst&oacute;w zjeść posiłek, nawet w środku dnia. </p> <p align="JUSTIFY">My ruszyliśmy dalej w poszukiwaniu mniej &bdquo;turystycznego&rdquo; miejsca i znaleźliśmy je zaledwie kilka kilometr&oacute;w dalej, w uroczym malutkim miasteczku Tuili, kt&oacute;re wyglądało jakby czas się w nim zatrzymał. Wąskie uliczki wyłożone brukiem, drzewka oliwne, krzewy winogron przechodzące na drugą stronę kamiennych murk&oacute;w, karczochy w przydomowych ogr&oacute;dkach i do tego niesamowity spok&oacute;j zakł&oacute;cany tylko od czasu do czasu odgłosami dzieci grających w piłkę na gł&oacute;wnym placu przed kościołem. W takich miejscach, zupełnie autentycznych, pozbawionych turystycznego blichtru, odczuwam prawdziwą radość i sens podr&oacute;żowania. </p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/tuili.jpg" alt="" /> <p>&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/tuili_1.jpg" alt="" /> <p>&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><p align="JUSTIFY">Karczochy w naturalnym środowisku:</p><p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/tuili_2.jpg" alt="" /> <p>&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">Jak w prawie każdym mieście na Sardynii r&oacute;wnież w Tuili znaleźliśmy murale. Kiedyś malowidła na ścianach były dla Sardyńczyk&oacute;w orężem w walce politycznej o autonomię, dzisiaj murale mają inny cel, czasem są po prostu zabawne, jak na przykład ten z Villaputzu:</p><p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p>&nbsp;</p><p>&nbsp;</p><p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/murale.jpg" alt="" /> <p>&nbsp;</p><p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><p align="JUSTIFY">Czasem to sztuka naiwna - Tuili</p><p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/murale_2.jpg" alt="" /> <p>&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><p align="JUSTIFY">a czasem, a w zasadzie najczęściej, pokazują w dużym formacie prawdziwe życie na wyspie:</p><p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/murale_3.jpg" alt="" /> <p>&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">Na temat sardyńskich murali powstało już wiele prac naukowych, można kupić pięknie wydane albumy z fotografiami najbardziej znanych, a w internecie warto zajrzeć na stronę z galeriami zdjęć z całej wyspy:</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY"><font color="#000080"><span><u>http://www.muralesinsardegna.net/index.php?act=list_gallery&amp;categoria=1</u></span></font></p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">W drodze powrotnej po raz kolejny spotykamy świnki pasące się beztrosko przy drodze, tym razem odpowiadała im rola modelek, zapozowały do zdjęć :</p><p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/swinki.jpg" alt="" /> <p>&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">i oddaliły się dostojnie..........</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/swinki_2.jpg" alt="" /> <p>&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><p align="JUSTIFY">Kolejny dzień zgodnie z wyznaczonym przez pogodę cyklem &ndash; leżenie na plaży, chodzenie po plaży, i chodzenie po..... morzu. Brzeg morski w zatoczce Porto Corallo jest tak ukształtowany, że po przejściu kilku metr&oacute;w w głąb morza w wodzie sięgającej mniej więcej pasa, wychodzi się na mieliznę, z wodą sięgającą kostek, i można tak wędrować unikając niewielkich fal kilkadziesiąt metr&oacute;w w stronę otwartego morza prawie sucha stopą. Błogie chwile zakł&oacute;cał jedynie bardzo silny, ale gorący wiatr, niosący ze sobą drobinki piasku, kt&oacute;re jeszcze przez kilka tygodni po powrocie do domu nieoczekiwanie wysypywały się a to zza obwoluty książki, a to z kieszeni spodni, albo z etui na okulary...w sumie całkiem przyjemna pamiątka z podr&oacute;ży.</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY"><strong>W G&Oacute;RY</strong></p><p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/mapka_5.jpg" alt="" /> <p>&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">O wyborze Sardynii jako miejsca wyprawy, zdecydowało między innymi to, że tak niedaleko plaży i morza o kt&oacute;rym marzyliśmy od miesięcy, są położone całkiem spore g&oacute;ry. Przed wyjazdem pr&oacute;bowaliśmy kupić mapy g&oacute;r Gennargentu, ale oczywiście bezskutecznie. Ostatecznie postanowiliśmy zakupić mapy na miejscu, co w miejscowościach nadmorskich też nie jest łatwą sprawą. Na podstawie doświadczeń wyniesionych z g&oacute;rskich wędr&oacute;wek po Bałkanach, wyciągnęliśmy, już spory czas temu, wniosek, że ludy południowe zamieszkujące tereny pomiędzy g&oacute;rami a morzem, zdecydowanie bardziej są nastawione na eksplorację teren&oacute;w płaskich, niż stromych. Być może nie leży w naturze południowca wspinanie się w skwarze na szczyty, ale nigdy nie mogłam się nadziwić, że ludzie mieszkający u st&oacute;p potężnych g&oacute;r, nie mieli ochoty choćby z czystej ciekawości wejść na gorę i popatrzeć na świat z innej perspektywy. Nie inaczej było i tym razem, w informacji turystycznej budziliśmy zdziwienie pytaniami o mapę g&oacute;r, a o szlaki nawet nie pytaliśmy, wiedzieliśmy że nie ma sensu...Byliśmy zdani na nasze polskie przewodniki i liczyliśmy na to, ze przecież jakieś mapy przy wejściu do parku narodowego muszą w końcu być. Kierując się wskaz&oacute;wkami naszego przewodnika, pojechaliśmy w kierunku miejscowości Oliena, skąd dalej udało nam się trafić na oznakowania prowadzące do miejsca nazywanego <strong>Su Gologone</strong> &ndash; czyli źr&oacute;dło. Stąd miały wychodzić szlaki do <strong>Gola Su Goruppu</strong> najgłębszego w Europie kanionu o ścianach sięgających prawie 500 m &ndash; celu naszej wycieczki. I owszem źr&oacute;dło było i to całkiem ciekawe, wypływające spomiędzy wapiennych skał, tworzące w zasadzie małe bulgoczące jeziorko z turkusową wodą o głębokości kilkudziesięciu metr&oacute;w, tylko szlaku nigdzie nie było. Troszkę zirytowani wr&oacute;ciliśmy na parking, na kt&oacute;rym stało kilka budek z pamiątkami, na jednym straganie opr&oacute;cz miejscowego rzemiosła made in china, leżało też kilka map, a pani m&oacute;wiła po angielsku. Kiedy usłyszała o celu naszej wycieczki, wyglądała na dość przerażoną. Z analizy zakupionej mapy wynikało że do wąwozu idzie się ok. 8-9 godzin w jedną stronę, a ukształtowanie terenu wskazywało na to, że bez sprzętu wspinaczkowego nie damy rady. W sumie nasz przewodnik nie do końca mijał się z prawdą, z Su Gologone można dojść do Gola Su Goruppu, tyle że raczej nie w jeden dzień i na pewno nie jest to trasa dla przeciętnego turysty. Jednak prawdziwy turysta nigdy się nie poddaje, czasem tylko zmienia cel wyprawy, zaplanowaliśmy wyjście w g&oacute;ry, więc g&oacute;ry muszą być, tylko trochę inne - wąw&oacute;z będzie musiał poczekać. Szybko znaleźliśmy nowy cel: <strong>Monte Tiscali</strong> w masywie Supramonte. Monte Tiscali to odkryta w XIX wieku, całkiem dobrze zachowana osada nuorska, kryjąca się wewnątrz krateru wygasłego wulkanu. Według archeolog&oacute;w osada była zamieszkała r&oacute;wnież w średniowieczu, a pierwotnie składała się z 60 okrągłych domk&oacute;w, i pomieszczeń mieszkalnych wydrążonych w wapiennych skałach. Według mapy od Tiscali dzieliło nas kilkanaście kilometr&oacute;w, część trasy postanowiliśmy więc pokonać naszym nowiutkim Punto, nie zważając na zapis w regulaminie wypożyczalni o zakazie poruszania się poza drogami utwardzonymi. Jeśli jeszcze tego dnia chcieliśmy chociaż troszkę zapoznać się z sardyńskimi g&oacute;rami, nie było wyjścia. Z nadzieją na to, że w samochodzie nie ma zainstalowanego nadajnika GPS zaczęliśmy się wspinać po szutrowej drodze w kierunku Monte Tiscali. Po około p&oacute;ł godziny bardzo ostrożnej jazdy zostawiliśmy samoch&oacute;d na leśnej polance i z nadzieją że zastaniemy go po powrocie rozpoczęliśmy g&oacute;rską &bdquo;wyprawę&rdquo;. Na całej trasie dojazdowej brak jest jasnego oznakowania dla turyst&oacute;w, zaznaczone są miejsca, w kt&oacute;rych prowadzone są prace archeologiczne, ale drogowskazu do gł&oacute;wnej atrakcji, nie spotkaliśmy ani razu. Nie spodziewaliśmy się też jasno oznakowanych szlak&oacute;w g&oacute;rskich, znanych nam z polskich g&oacute;r, ale rzeczywistość okazała się jeszcze bardziej brutalna, po ok. p&oacute;ł godziny marszu w kierunku wyznaczonym &bdquo;na czuja&rdquo;, nie spotkaliśmy żadnego nawet najmniejszego śladu farby na skale czy drzewie. Przed nami wznosił się dość stromy masyw, na kt&oacute;ry trzeba było znaleźć jakiś spos&oacute;b żeby dotrzeć do celu. Skoro docierali tam Nuorowie, na pewno nie wyposażeni w buty na wibramie, to my też powinniśmy dać radę </p><p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/gory.jpg" alt="" /> <p>&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">Po kolejnych kilku kilometrach znaleźliśmy pierwsze oznakowanie szlaku, hmm tylko co ono oznacza ?</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/szlak.jpg" alt="" /> <p>&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">Odnalezienie kolejnej strzałki dowiodło, że pierwszą zinterpretowaliśmy poprawnie...</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/szlak_2.jpg" alt="" /> <p>&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">ale tu natrafiliśmy na kolejny problem interpretacyjny, strzałka wskazywała na ścianę skalną, po wnikliwej analizie odnaleźliśmy w niej wąski i stromy przesmyk, </p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/szczelina.jpg" alt="" /> <p>&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">przez kt&oacute;ry przecisnęliśmy się w nadziei że właśnie trafiliśmy do wnętrza krateru, ale nic z tego &hellip; wyszliśmy na całkiem widowiskową i widokową p&oacute;łkę skalną: </p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/polka.jpg" alt="" /> <p>&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">kt&oacute;ra przeszła w jeszcze węższą dr&oacute;żkę, wyglądającą bardziej na uczęszczaną przez kozice niż przez turyst&oacute;w, i kiedy już zaczęliśmy wątpić w odnalezienie celu naszej wyprawy, po prawie dw&oacute;ch godzinach błądzenia po nieoznakowanych skalnych ścieżkach, naszym oczom ukazał się następujący widok:</p><p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/muzeum.jpg" alt="" /> <p>&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">Kolejnym punktem była kasa biletowa, a w niej &bdquo;kustosz&rdquo; tego nietypowego muzeum-wykopaliska, w stanie wskazującym na lekkie spożycie. Nie wiem, kto był bardziej zaskoczony swoją wzajemną obecnością, czy my czy on, ale po kr&oacute;tkiej angielsko-włosko-migowej dyskusji, ustaliliśmy, że jesteśmy z Polski, a skoro jesteśmy z ojczyzny Jana Pawła II, to zdecydowanie jesteśmy wycieczką szkolną i przysługują nam bilety ulgowe. Wnętrze krateru jest rozległe, ściany są wysokie na kilkadziesiąt metr&oacute;w , więc wewnątrz panuje p&oacute;łmrok. Wok&oacute;ł wytyczona jest ścieżka przeznaczona dla zwiedzających, wyraźnie widać p&oacute;łokrągłe kamienne &bdquo;domki&rdquo; i nietrudno sobie wyobrazić, że w tym miejscu istniała kiedyś tętniąca życiem osada ludzka. Nasz gospodarz pożegnał nas bardzo serdecznie, polecając nam jakąś alternatywną drogę powrotną, ale uznaliśmy, że skoro mamy następnego dnia samolot do domu, to wr&oacute;cimy jednak wypr&oacute;bowana już trasą. Zejście zajęło nam zdecydowanie mniej czasu, nie skupiając się już na poszukiwaniu drogi, mogliśmy w pełni napawać się pięknem tych g&oacute;r i przyrody. Strome zbocza porastają skarłowaciałe drzewa, narażone na wiejący mistral, przybierające poskręcane kształty, przypominające pienińskie reliktowe sosny.</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/sosna.jpg" alt="" /> <p>&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><p align="JUSTIFY">To była nasza ostatnia Sardyńska wycieczka, ostatni dzień spędziliśmy na plaży, a wieczorem siedząc na tarasie patrzyliśmy na morze, obserwowaliśmy krążące ptaki i przybywających nowych turyst&oacute;w. Następnego dnia oficjalnie rozpoczynał się sezon turystyczny, jedyny sklep w villagio był już gotowy do otwarcia, obsługa przygotowywała kolejne domki na przybycie gości, pojawił się pierwszy autokar, a wraz z nim nocny szum morza przerwała swojska melodia: Sto lat sto lat...</p> <p align="JUSTIFY">Rano odzyskaliśmy kaucję za domek, ostatni raz pokonaliśmy g&oacute;rską trase do Cagliari, oddaliśmy nasze dzielne Punto w nienaruszonym stanie, g&oacute;rska wyprawa pozostała niezauważona więc i tu nie było problem&oacute;w z kaucją i zasiedliśmy w hali odlot&oacute;w w nadziei że pył wulkaniczny uniemożliwi odlot. Niestety, nie tym razem....Na płycie lotniska pożegnało nas mocne uderzenie gorącego mistralu, a z okien samolotu obserwowaliśmy oddalającą się wyspę </p><p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p><img src="_grafika/photos/users/b8fb0b4d49e1aaae9a390749adadd895/photos/sardynia_odlot.jpg" alt="" /> <p>&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p align="JUSTIFY">&nbsp;</p> <p>&nbsp;</p> <p>&nbsp;</p>

powrót do początku strony