Recenzje:
1700 km, 120 dni, 2 ludzi, 64 kg bagażu, 1 cel. Bez wsparcia tragarzy, kucharzy i przewodników. Joanna Lipowczan i Bartosz Malinowski jako pierwsi Polacy przemierzyli Wielki Szlak Himalajski. Warsztaty Kultury w Lublinie zapraszają na spotkanie poświęcone tej niezwykłej wyprawie i prezentację książki „Wielki Szlak Himalajski. 120 dni pieszej wędrówki przez Nepal”. Upał, deszcz, dżungla i mgła, huraganowe wiatry, mróz, szczeliny i lodowce, lawiny śnieżne, płaskowyże, górskie zbocza porośnięte prosem, karawany jaków; ponadto serdeczni i gościnni ludzie – tak w skrócie wygląda liczący 1700 kilometrów Wielki Szlak Himalajski. Uważany jest on za jeden z najtrudniejszych i najwyżej położonych szlaków górskich na świecie. W najwyższym punkcie trasy przełęcze przekraczają wysokość 6200 m n.p.m. i pokonanie ich wymaga odpowiedniej aklimatyzacji oraz przygotowania technicznego. Droga jest w wielu miejscach trudna orientacyjnie, wymaga nieustannej nawigacji i pracy z mapą i kompasem. Szlak poza popularnymi wśród turystów regionami (np. rejonem Everestu czy Annapurny) nie jest wytyczony i oznakowany. Na wielu odcinkach nie ma żadnej infrastruktury turystycznej, co powoduje konieczność transportowania odpowiedniej ilości żywności, gazu oraz ekwipunku górskiego, tj. namiotu, śpiworów oraz sprzętu wspinaczkowego i asekuracyjnego. Pierwsze polskie przejście Wielkiego Szlaku Himalajskiego zostało wyróżnione w kategorii Wyczyn Roku w ramach 18. edycji Ogólnopolskich Spotkań Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów (Kolosy 2015). O autorach: Joanna Lipowczan i Bartosz „Malina” Malinowski — poznali się w 2008 w Argentynie i tak już zostali razem. Zafascynowani górami, szczególnym sentymentem darzą Himalaje, w które powracają z mniejszą lub większą regularnością i w różnych porach roku. Tworzą zgrany duet, będący połączeniem dwóch zupełnie różnych osobowości i charakterów, i może właśnie dlatego z powodzeniem realizują kolejne mniejsze i większe górskie i pozagórskie wyzwania: w 2009 roku po raz pierwszy pojechali w Himalaje Nepalu na trekking wokół Manaslu, w 2011 spędzili dwa miesiące, wędrując w indyjskich Himalajach, dokąd powrócili w styczniu 2013 roku, żeby przejść po zamarzniętej rzece Zanskar z krainy Ladakh do krainy Zanskar, szlakiem zwanym Chadar — Lodowa Droga. W 2015 roku spełnili swoje wielkie marzenie i przeszli liczący ok. 1700 km Wielki Szlak Himalajski.

http://www.lsi-lublin.pl


Wydawnictwo Bezdroża data wydania 2017 stron 280 ISBN 978-83-2832-704-7 Niesamowity trekking u podnóża górskich kolosów Czytanie książek odrywa nas od rzeczywistości. Gdy lektura się kończy mniej lub bardziej chętnie wracamy do prawdziwego życia.Są jednak książki, po których przeczytaniu robi się wszystko, by pozostać w opisanym przez autora świecie. Ma się go żywo przed oczami, a zachwytom nie ma końca. Do takich tytułów należy publikacja będąca zapisem trekkingu Wielkim Szlakiem Himalajskim, który był spełnionym marzeniem pewnej pary. Joanna i Bartosz postawili sobie jeden cel. Trudny i wymagający. Stawili mu czoła samotnie bez pomocy osób trzecich. W drodze spędzili aż 120 dni. W nogach zostało 1700 kilometrów. Towarzyszyło im 64 kilogramów bagażu. Dali radę i jako pierwsi Polacy przeszli Wielki Szlak Himalajski, który został otwarty w 2011 roku. Za to osiągnięcie otrzymali wyróżnienie w kategorii Wyczyn Roku na Kolosach w 2015 roku. Osiągnięty cel dał podróżnikom wiele satysfakcji, ale był też niesamowitą próbą wobec możliwości ciała i dusza. Podróż wymagała na samym początku miesięcy przygotowań, załatwiania góry formalności, walki z biurokracją oraz ogromnego pakowania. Mimo solidnego wstępu na krętej drodze wyprawy i tak zdarzyło się wiele nieprzewidzianych zdarzeń, trudnych ? wyglądających na patowe sytuacji i niespodzianek, które nie zawsze okazywały się miłe. Było pięknie, było emocjonująco, ale również trudno. Wyprawa wyssała wiele sił, potu i łez. W zamian trekkersi otrzymali piękne widoki, nowe znajomości, możliwość poznania dzikiej, dziewiczej przyrody oraz pełnego oblicza kraju, który odwiedza coraz więcej turystów. Nie zabrakło momentów euforii, zachwytu nad cudami natury, ale miały miejsce także chwile zwątpienia oraz bólu z powodu kontuzji. Książka napisana jest w formie dziennika, w którym dzień po dniu zapisywane są przeżycia z trasy. Relacja nie jest sztuczna i wyidealizowana. Nie brak gorzkich słów i narzekań. Autorzy sumiennie pokazują trudy oraz wymagania trasy, która biegnie z dala od dobrych hoteli czy luksusowych restauracji. Wielokrotnie trzeba liczyć tylko na siebie i zmagać się z pogodą, pijawkami, wysokością czy błotem. Trzeba mierzyć się nie tylko z otaczającą rzeczywistością, ale i własnymi słabościami, lękami i ograniczeniami, które wyrastają przede wszystkim w ludzkim umyśle. Podróż nie jest łatwa, ale warto ją przebyć. Książkę czyta się wybitnie przyjemnie, a lektura jest czymś więcej niż tylko czytelniczą ucztą. Jest też przygodą, która na długo zapisuje się w głowie. Tytuł wyjątkowo silnie zachęca, by odwiedzić Nepal. By zobaczyć jego wszelkie oblicza ? stolicę, dżunglę, lodowce, bazy pod ośmiotysięcznikami, skalne krajobrazy i sielskie zielony doliny. Poczuć ostre górskie powietrze, w którym mało jest tlenu i posmakować regionalnej kuchni, która ma swoje specjały. Autorzy wyraźnie pokazują, że realizacja marzeń wymaga wiele sił i poświęceń. Jednocześnie ich spełnianie nas hartuje, pokazuje granice ludzkich możliwości, a także pomaga poznać nas samych. Trudno rozstać się z tak wspaniałą i ciekawą lekturą pełną przepięknych zdjęć, map oraz opisów wyjątkowo malowniczych miejsc. Gorąco polecam ją tym, którzy góry kochają, lubią je odkrywać i eksplorować. Rekomenduję osobom, które lubią turystyczne wyzwania oraz poznawanie świata. To gotowy przepis na podróż życia, w której na nudę zdecydowanie nie ma miejsca.

Cudownyswiatksiazek3.blogspot.com Malineczka74


„Różnica między ludźmi, którzy realizują swoje marzenia a całą resztą świata nie polega na zasobności portfela. Chodzi o to, że jedni przez całe życie śnią o przygodach a inni, pewnego dnia podnoszą wzrok znad książki, wstają z fotela i wyruszają na spotkanie swoich marzeń” – twierdzi Wojciech Cejrowski, a patrząc na historię ludzi, którzy marzenia te spełniają, trudno odmówić mu racji. Nie wystarczy bowiem śnić o wielkich rzeczach, nie wystarczy czegoś gorąco pragnąć, jeśli nie zrobimy nic, co by przybliżyło nas do realizacji tych marzeń. Bartosz Malinowski również miał wielkie marzenie. W 2007 roku, kiedy przemierzał Łuk Karpat, dowiedział się o wytyczaniu Wielkiego Szlaku Himalajskiego. To marzenie, by nim przejść, początkowo nierealne, kilka lat później się spełniło. Wyruszył w drogę wraz z żoną, Joanną Lipowczan, zaś efektem tej niezwykłej wyprawy trwającej 120 dni, jest książka „Wielki Szlak Himalajski”, opublikowana nakładem Wydawnictwa Bezdroża. Para, jako pierwsi Polacy, przeszła Wielki Szlak Himalajski, a podróż w którą nas zabierają, pełna jest niezwykłych wydarzeń, widoków oraz ludzi, których spotkali na swojej drodze. Wyprawa wymagająca nie tylko wielkiej odwagi, ale i zgromadzenia środków finansowych, miała odbywać się bez żadnego wsparcia postronnych osób. I choć nie do końca było to możliwe, to jednak parze udało się przemierzyć WSH bez tragarzy, kucharzy i rozlicznych pomocników. Z tym, którzy towarzyszyli im w drodze współpraca układała się różnie, a jednak dokonali oni rzeczy niezwykłej, pokonując nie tylko sam szlak, ale również własne ograniczenia i lęki. Same przygotowania do wyjazdu trwały około 10 miesięcy, zaś głównym źródłem informacji stała się strona internetowa Robina Bousteada, który spędził w Himalajach kilka lat i przyczynił się do powstania idei WSH. Nic jednak nie przygotowało Bartka i Joanny na to, co zastali na szlaku. Lot do stolicy Nepalu rozpoczynający tę karkołomną wyprawę był konieczny, by w Katmandu załatwić wszystkie wymagane przez nepalską administrację dokumenty. Jak się okazało w drodze, skorzystanie z oferty jednej agencji trekkingowych nie rozwiązało wszystkich problemów, pomijając już przebieg samej współpracy z Kul Gurungiem. Właściwe rozpoczęcie wędrówki wymagało dostania się do Taplejung, skąd w dniu 6 września 2015 roku udali się dalej. Podczas swojej wędrówki doświadczyli wielu nieprzyjemności (jak choćby wszędobylskie pijawki), wiele rzeczy ich zaskoczyło (na przykład strajk kierowców autobusów), wielokrotnie też pojawiał się zachwyt. Przeżyli ekstremalny wysiłek fizyczny, przekonali się, jak to jest nie myć się przez kilka tygodni, ale poza drobnymi niedyspozycjami udało im się ukończyć podróż bez szwanku. Nie było to łatwe, biorąc pod uwagę chociażby zgubienie się Bartka w dżungli i wpadnięcie do bagnistego bajora., morderczy marsz wymagający karczowania podejścia do szlaku czy odkrycie, że WSH znacząco różni się od tego opisanego w przewodniku. Jednak szlak to nie tylko piękne widoki, wysiłek fizyczny czy pokonywanie siebie. To również ludzie, których para spotkała podczas wędrówki – jak chociażby szesnastoletni Pemba, który został tragarzem i pomocnikiem pary, Tenba – nauczyciel szkoły publicznej czy Purubu, który – w przeciwieństwie do poprzedników, nie pozostawił po sobie dobrych wspomnień. Wszystko to składa się na niezwykłą relację z podróży marzeń, dzięki której Joanna i Bartosz udowodnili, że dzięki determinacji i odwadze w realizowaniu planów, możliwe jest osiągnięcie wszystkiego. Ich książka „Wielki Szlak Himalajski”, pełna niezwykłych zdjęć, jest źródłem emocji i przygód również dla czytelnika. Relacja nie ma w sobie nic ze sztuczności czy wyniosłości, co – biorąc uwagę wyczyn – mogłoby się zdarzyć. Czytamy natomiast opowieść o wzlotach i upadkach podróżników, o przeszkodach, które musieli pokonać, o codzienności odmierzanej kolejnymi pokonanymi kilometrami, o wspaniałości, ale i dzikości przyrody. Lektura stanowi inspirację, jest bodźcem nie tylko do tego, by spakować plecak i wyruszyć na wyprawę wraz z autorami, ale również, by spełniać inne swoje marzenia. Nawet, jeśli naszym celem nie będzie himalajska wędrówka...

QulturaSlowa Justyna Gul; 2017-07-08


Wielki Szlak Himalajski był dla mnie do tej pory zarysem słów Bartka, które usłyszałam na prelekcji oraz medialnym komunikatem o dwójce Polaków, którzy go przeszli i tym samym dokonali tak ważnego przejścia prawdopodobnie jako pierwsi nasi rodacy. W ciągu godziny czy dwóch trudno na spotkaniach podróżniczych przedstawić całą historię tak by odbiorca przeżył ją z bohaterami na nowo. W katowickim Namaste Bartek i tak przekazał wiele podczas swojego wystąpienia i stworzył słuchaczom szkieletowy zarys tej wyprawy. Jednak dopiero książka sprawiła, że odkrywasz Nepal, ich samych oraz drogę krok po kroku. Książka „Wielki Szlak Himalajski. 120 dni pieszej wędrówki przez Nepal” to bardzo ciekawa książka pod wieloma względami. Podczas czytania doświadczasz nie tylko emocji Asi i Bartka, ale odkrywasz Nepal, kulturę i obyczaje tego kraju. Poznajesz wraz z bohaterami ludzi, którzy podczas podróży tak naprawdę są najważniejsi. Dla mnie ciekawym odkryciem było przeczytanie wielu ważnych dla mnie informacji o samym Nepalu, a także pewnych częściach WSH. Marzy mi się ten kraj i konsekwentnie cały czas poszerzam wiedzę na jego temat. Asia i Bartek opisują w książce elementy tras trekkingowych na Manaslu, wokoło Annapurny czy Everestu. W tej książce jest wiele emocji, przeróżnych. Żyjąc razem ludzie nie spędzają z sobą 24 godzin na dobę. W przypadku tej przygody, to jak w alpinizmie – jedni wiążą się liną, a Asia i Bartek 120-dniową wzajemną obecnością. Przebywanie ze sobą tyle czasu może mieć różne konsekwencje, o czym napisali w swojej książce. Są bardzo dojrzali. Nawet w trudnych chwilach rozsądnie dzielili swoją przestrzeń. Najciekawsze jest to, że WSH mało jest popularne wśród miejscowych. Gdy Asia i Bartek opowiadali Nepalczykom o swoim planie, to wiele osób było zdziwionych. Nie ma wątpliwości, że była to wielka przygoda, gdzie nie raz priorytet stanowiło przełamanie wielu swoich słabości. Aśka to silna kobieta, której można pozazdrościć wielu cech charakteru. Bartek zaś z doskonałą precyzją dbał o wiele szczegółów i trasę. Razem tworzyli i tworzą świetny team. Swoje emocje „wykładają na talerzu”. Gdy są wściekli to są, a gdy radośni – to tak szczerze i prawdziwie. Na przejście WSH trzeba mieć dużo siły. Nie tylko fizycznej, która poniekąd definiuje przyszły sukces. Im bardziej jesteś mocny, tym prawdopodobieństwo sukcesu wzrasta. Oczywiście, że tak. Jednakże siła psychiki oraz dostosowanie się ma tu także ogromne znaczenie. Asia i Bartek stworzyli symbiozę z krajobrazem, warunkami, ludźmi i tym co przynosił im dzień. Jak smakuje niekoniecznie świeży, ale wymarzony pączek? Czy Nepalczycy zawsze byli pozytywnie nastawieni na Asię i Bartka? Jak to jest przechodzić przez rzekę gdy panicznie się jej obawia? Jak odkrywać w sklepikach górskich specjały? Jak czuje się człowiek przed i po wyprawie? Czy da się wytrzymać tyle czasu z jedną osobą? Co najbardziej boli, a co mimo trudu da się znieść? Co cieszy? Jacy są Nepalczycy? Jak smakuje tybetańska herbata? Czy wypadek może zniechęcić do dalszej drogi? Jak zimno jest w namiocie porankiem? O czym się myśli podczas marszu? Na te i wiele innych pytań znajdziecie odpowiedź w tej książce. Dodatkowo autorzy zadbali o raj dla oczu. Przeglądanie zdjęć w książce było ukojeniem dla mojej duszy. Przecudowne górskie widoki, mieszkańcy Nepalu i zmęczeni ale wytrwali Asia i Bartek na fotografiach sprawili, że mnie do Nepalu ciągnie jeszcze bardziej. Wdzięczna jestem im za te wszystkie ciekawe i ważne opisy, dla mnie jako debiutantki to cenne informacje. Mam nadzieję, że uda się w najbliższym czasie spełnić marzenie i odwiedzić Nepal. Książkę czyta się z zapartym tchem i wręcz wścibską ciekawością. Dzięki niej bardziej zrozumiałam to co opowiadał Bartek na prelekcji w Katowicach. Poukładałam sobie wszystko w całość i z pełnym wachlarzem emocji przeżyłam razem z Asią i Bartkiem ich wielką przygodę. Przyznam, że moja ciekawość była ogromna pod wieloma względami, mam do autorów jeszcze wiele, wiele pytań. Jak tylko spotkamy się kiedyś na żywo to je im zadam, ale to będzie długa rozmowa. Czytając nie tylko odkrywasz „wzloty i upadki” bohaterów podczas eksplorowania Wielkiego Szlaku Himalajskiego. Ta książka to emocje, to drugi człowiek, to obyczaje i kultura nepalska, to cudowne widoki, to ból, śmiech, radość, łzy, to tęsknota za banalnymi rzeczami, to Asia i Bartek. Miło było iść z wami strona o stronie!

https://obserwatoriumpodrozy.com Katarzyna Irzeńska; 2017-05-28


Nepal pokazany od podszewki :) ... i, rzecz jasna, na szlaku ;) Ta książka, prócz walorów podróżniczych, jest także pozycją o czymś więcej: o sile marzeń i o odwadze tych, którzy poważyli się te marzenia zrealizować. Nie zawsze bowiem marzenia udaje się przekuć na rzeczywistość... autorom tej książki ta sztuka się udała. W brawurowy, godny podziwu sposób. Przemierzenie bowiem we dwójkę 1700 km w 120 dni nepalskimi szlakami, bez pomocy osób trzecich... to robi wrażenie. Nie do liczb sprowadza się ta książka, ale pozwolę sobie do nich wrócić (do czego zresztą zachęca sam opis na okładce): 1700 km, 120 dni, 2 ludzi, 64 kg bagażu, 1 cel... Wymowne, prawda? Region świata także, pod kątem podróżniczym, nie najłatwiejszy... Dodam w tym miejscu, że wyprawa autorów miała miejsce tuż po tragicznym w skutkach trzęsieniu ziemi w Nepalu, a jego skutki, choćby z wiadomości, kojarzymy pobieżnie wszyscy... Panu Bartoszowi i Pani Joannie jednak się udało. Dopięli swego - Wielki Szlak Himalajski mogą uznać za przebyty... Sama zresztą historia jego wytyczenia jest bardzo ciekawa, lecz o tej idei i historii jej powstania odsyłam już do samej książki ;) "Wielki Szlak..." czyta się bardzo przyjemnie. To książka w rodzaju reportażu, skupiająca się na całokształcie opisywanego świata: zarówno na kwestiach czysto podróżniczych, jak i na tym, co mnie osobiście interesuje w takich książkach najbardziej: na ludziach, kulturze, na charakterze danych miejsc i regionów... To udało się bardzo fajnie. Podobnie jak oddanie ducha walki z przeciwnościami na trasie (niewiele spraw poszło zgodnie z założeniami podróżników) i pokazanie, że, jak pisałem na wstępie... warto jest marzyć :) Naprawdę warto. Nigdy bowiem nie wiadomo, kiedy marzenia przestaną być abstrakcją, a staną się czymś dostępnym na wyciągnięcie ręki. Polecam.

cosnapolce.blogspot.com Northman; 2017-07-08


Czym tak naprawdę jest przyjaźń? Silną więzią emocjonalną, serdecznymi stosunkami opartymi na wzajemnym zaufaniu, szczerości, wspólnym zrozumieniu? Przyjaźń jest wtedy, gdy o kogoś martwimy się bardziej niż o siebie i dla drugiej osoby jesteśmy w stanie zrobić wszystko, dosłownie wszystko. Tak jak bohaterki książki „Piękne złamane serca”. Caddy to dziewczyna z dobrego domu. Nastolatka uczęszcza do prywatnej szkoły i oczekuje się od niej jak najlepszych ocen, wielkich sukcesów i wyróżnienia się wśród uzdolnionych uczniów. Rodzice wychowali córkę tak, by nauczyć ją zasad, a jednocześnie dbając o to, by niczego jej nie zabrakło. Caddy jednak nie chce być już dłużej szarą myszką. Pragnie, by w jej nudnym życiu w końcu coś zaczęło się dziać. Rosie zaś to przeciwieństwo Caddy. Mieszka sama z matką, regularnie pojawia się na imprezach, oceny w szkole nie są dla niej najważniejsze. Caddy i Rosie to prawdziwe przyjaciółki – można by rzec, że od zawsze. Wiecznie nierozłączne, niemal wszędzie pojawiające się razem. Jak to się stało, że osoby o tak skrajnie różnych charakterach darzą się wielkim uczuciem? Co się wydarzy, gdy w tak wspaniałą przyjaźń zacznie ingerować trzecia? Możliwe jest, że zburzy to dotychczasowy świat którejś z nich? Gdy Suzanne wkroczy do świata Caddy i Rosie wszystko będzie inne niż dotychczas. Wyjątkowo piękna i tajemnicza dziewczyna zdoła nieźle namieszać, ale jaki będzie finał tej opowieści? Spokojna Caddy, przebojowa Rosie i enigmatyczna Suzanne. Trzy różne dziewczyny, trzy różne charaktery, trzy różne historie. Wybuchowa mieszanka, na której drodze nie chciałbyś się znaleźć – z pewnością byłoby to zapowiedzią kłopotów. „Piękne złamane serca” to książka, która niesamowicie mnie zaskoczyła. Nie spodziewałam się, że będzie to tak błyskotliwa opowieść o kobiecej przyjaźni. W powszechnym przekonaniu przyjaźń między osobnikami płci pięknej jest najbardziej skomplikowana ze wszystkich relacji międzyludzkich. Ta powieść udowadnia, że nie jest to wymysł, a nawet jest w tym ziarenko prawdy. Jednak powieść Sary Barnard to nie tylko opowieść o przyjaźni, ale również o trudzie dorastania, pierwszych miłościach, problemach i przemocy domowej. To lektura niezwykle życiowa. O nastolatkach i dla nastolatków, ale nie tylko. Myślę, że każdy, nawet dorosły człowiek, odnajdzie w historiach Caddy, Rosie czy Suzanne cząstkę siebie i powróci myślami do niełatwych czasów młodości. Książka jest napisana lekkim, przystępnym językiem, zawiera liczne dialogi, co sprawia, że przez kolejne karty książki przechodzi się w zawrotnym tempie. Bohaterki książki zostały wykreowane w sposób świetny. Czytelnik poznaje je od podszewki, ma szansę na zżycie się z nimi, zaprzyjaźnienie. Suzanne jest wyjątkową postacią. Dlaczego? Większość fabuły dotyczy ukrywanej przez nią tajemnicy. Zachowanie dziewczyny wskazuje, że być może jest to nawet mroczna tajemnica. Nie sądziłam, że książka, której głównym motywem jest przyjaźń, może tak trzymać w napięciu. Jednak za sprawą sekretu Suze tak właśnie się działo. Powieść Sary Barnard oceniam bardzo wysoko. To książka młodzieżowa, którą warto przeczytać. Porusza istotne problemy, poniekąd pokazuje jak sobie z nimi radzić, ale właściwej, konkretnej drogi rozwiązania problemów nie wskazuje. Uważam jednak, że jest niesamowicie wartościowa, a jednocześnie jest rewelacyjną rozrywką. Tak, bawiłam się przy niej bardzo dobrze. Właśnie takie książki lubię. Balansujące między trudnymi tematami a dostarczeniem rozrywki. Jeśli szukacie niebanalnej książki to z pewnością się nie zawiedziecie. Warto również wspomnieć o wyjątkowej okładce „Pięknych złamanych serc”. Drugiej takiej nie widziałam. Rewelacyjna.

Sztukater.pl Izabela Nestioruk


Kochacie przygody? Kochacie podróże? Ta książka jest dla Was...Zawsze podziwiałam osoby, które są odważne i nie ma dla nich rzeczy niemożliwych. Zawsze z podziwem patrzyłam na podróżujących po różnych zakątkach świata. Do miejsc tajemniczych, ale i pięknych, fascynujących i bardzo niebezpiecznych. Kiedy dostałam książkę Pani Joanny i Pana Bartosza bardzo mnie zaciekawiła i wiedziałam, że poznam wspaniałych ludzi, którzy wiedzą czego chcą od życia i nie boją się wyzwań. Bartosz od zawsze marzył o wielkiej wyprawie Wielkim Szlakiem Himalajskim. Początkowo nie myślał o tym poważnie. Było to jedynie jego marzenie. Z czasem jednak marzenie stało się celem obranym zarówno przez niego jak i Joannę. Tak oto postanowili pójść razem jedną drogą i osiągnąć swój cel. Wspólny cel. 1700 km, 120 dni, dwoje ludzi i jedna misja. Ogromna odwaga i determinacja. Ta książka to nie tylko uzmysławia nam, jaki jest Szlak Himalajski, ale przede wszystkim pokazuje ogromną chęć realizacji swoich marzeń. Czytałam ją kilka wieczorów i nie żałuję ani jednej minuty poświęconej na tę lekturę. Poznajemy całą trasę jaką pokonywali młodzi ludzie, ciekawe miejsca, kulturę oraz emocje jakie im w towarzyszyły w trakcie wyprawy. Mnóstwo zdjęć zawartych w książce pomaga nam wyobrazić sobie całą scenerię wydarzeń. Dzięki lekturze możemy przekonać się, że tak naprawdę warto mieć marzenia. Każdy z nas ma świadomość, że one same się nie spełnią, a wszystko zależy przecież od nas samych. Jednak jeśli do czegoś bardzo się dąży i jeśli czegoś bardzo się chce, to nie ma rzeczy niemożliwych. Ci młodzi są tego dowodem. Pomimo obaw i przeciwności jakie napotkali już na samym początku podróży, nie poddali się. Szli dalej, ponieważ wierzyli, że uda im się. Mieli cel, który chcieli osiągnąć. Mieli marzenia, które chcieli spełnić. Według mnie książka jest genialna. Uwielbiam tego typu relacje z podróży. Ma formę reportażu i czyta się ją naprawdę bardzo przyjemnie. Polecam jak najbardziej. Na pewno znajdzie uznanie u wielu czytelników.

portal dlaLejdis.pl (DEPRECATED) Monika Pawlak; 2017-07-18


Było to jedno z największych osiągnięć w polskiej turystyce ekstremalnej 2015 roku, wyróżnione Kolosami. Pierwsze przejście Polaków - pary małżeńskiej Joanny Lipowczan i Bartosza Malinowskiego, Wielkiego Szlaku Himalajskiego w Nepalu.Liczy on około 1700 km, prowadzi zarówno przez dżunglę w jego południowo wschodniej części i gorące, nawet w zimie, tereny w części północno zachodniej, jak i skalne bezdroża, lodowce i przełęcze na wysokości ponad 5, a nawet 6 tys. m n.p.m. Według oferty jednej z nepalskich agencji trekkingowych organizujących wyprawy po tym szlaku, jego przejście wymaga 156 dni, a wraz z dotarciem do Taplejung na jednym jego krańcu i powrót z Kanczendzonga Base Camp na drugim, 180 dni. Przy czym są to wyprawy z przewodnikiem, tragarzami, kucharzami i kilkunastoma dniami odpoczynku na trasie. Polscy podróżnicy przeszli ten szlak w odwrotnym kierunku, samotnie - tylko na nieliczne odcinki wynajmowali przewodników - w ciągu 120 dni. Niosąc na plecach do 64 kg bagaży, borykając się z upałami i mrozami, plagą pijawek, wichrami i burzami piaskowymi, brakami wody, trudnymi, nie oznakowanymi przejściami w nieznanym terenie. Z nierzadko ostrymi podejściami lub zejściami, czy po ścieżkach nagle urywających się nad przepaściami czy rzekami. Nocując w niesionym namiocie, w którym raz było upalnie, a innym razem zamarzała woda w butelkach. Chociaż, gdy były takie możliwości, spali także w różnych noclegowniach lub w domach tubylców. Jedząc, gdy nie było lokalnych restauracji czy jadłodajni, i gotując to, co przywieźli ze sobą z kraju, lub udało im się kupić na trasie. Borykając z problemami z higieną i wieloma innymi. Wielki Szlak Himalajski dopiero zresztą powstaje. Nie jest, poza nielicznymi odcinkami, oznakowany. Nie przypomina więc, nie tylko skalą trudności, szlaków turystycznych, do jakich przyzwyczajeni jesteśmy w większości gór europejskich. A wielu tamtejszych mieszkańców w ogóle o nim nie słyszało. I ma do niespodziewanych gości niekiedy, na szczęście rzadko, stosunek wręcz wrogi, witając ich kamieniami czy krzykami niechęci. Przy czym szlak ten ma różne warianty tras. Pod tym względem może kojarzyć się, przy zachowaniu oczywiście odpowiednich proporcji, z historycznym handlowym Wielkim Jedwabnym Szlakiem, który miał wiele różnych wariantów i odcinków. O tym, jak przebiegała ta ekstremalna wyprawa, można przeczytać w wydanej właśnie przez "Bezdroża" relacji autorów, dokumentowanej 189 zrobionymi przez nich zdjęciami, z odnośnikami we właściwych miejscach w tekście. Przy czym jest to relacja świeża, gdyż ukazała się w nieco ponad rok po powrocie jej autorów i uczestników z tej wyprawy w styczniu 2016 roku. Podzielona została na trzy części. Krótką "Sen o szlaku". Czyli o tym, jak narodził się pomysł pokonania WSH przez doświadczonych już podróżników, którzy także w niektórych miejscach nepalskich Himalajów byli w latach poprzednich. Jakie musieli pokonać trudności, jak przygotowywali się. Króciutką trzecią część "Napisy końcowe", z podsumowaniem wyprawy i podziękowaniami dla tych, którzy przyczynili się do jej sukcesu. I najobszerniejszą "Film w odcinkach" - relacją w formie kroniki codziennej, lub obejmującej kilka kolejnych, konkretnych dni. Podzielonej na 9 odcinków trasy, którą podróżnicy pokonali. Są w niej, oczywiście, powtórzenia sytuacji: trudności w pokonywaniu Szlaku, znacznie odbiegającego od realiów w porównaniu z przedstawionymi na mapach i informacjach w przewodniku z jego opisem. Niełatwe podejścia i zejścia, poszukiwania drogi, tropikalne upały, przenikliwe zimno, huraganowe wiatry, piaskowe burze, niebezpieczne lodowce. A także czaso - i pracochłonne topienie śniegu lub lodu na wodę, aby móc coś zjeść i wypić gorącego. Nie zawsze z powodzeniem poszukiwanie noclegu pod dachem, mijanie kolejnych wiosek i punktów na trasie. Ale są też niezliczone, bardzo ciekawe, opisy kontaktów z tubylcami, pozwalające chociaż trochę poznać ich życie, problemy i specyfikę miejsca czy regionu. Utrudniane, niestety, przez barierę językową, gdyż tylko z niektórymi mogli porozumieć się po angielsku. Jest w tych relacjach mnóstwo cennych informacji dla tych, którzy chcieliby wybrać się w tamte strony. Lub w ogóle na własną rękę do Nepalu. Z opisami tamtejszej biurokracji, konieczności uzyskiwania licznych, kosztownych zezwoleń. Idiotycznych przepisów, np. wymogu wędrowania, pod groźbą kary (zapłacili 150 $ łapówki), z przewodnikiem trasami dobrze oznaczonymi, a brakiem go na bezdrożach. Czy promowanie przez nepalskie władze Wielkiego Szlaku Himalajskiego, na przejście którego potrzeba, wg. agencji trekkingowych, 180 dni. Ale wydawanie wiz tylko na dni 90, z możliwością ich odnowienia, nie na dłużej jednak, niż do 150 dni w roku kalendarzowym. Niefrasobliwych i nieodpowiedzialnych agencji trekkingowych oraz innych realiów kraju po tragicznym i niszczycielskim trzęsieniu ziemi w 2015 roku. Z opisami przejścia także przez najbardziej dotknięte nim regiony. O nieprawdopodobnie koszmarnych często drogach oraz lokalnej komunikacji, z której kilkakrotnie musieli korzystać. Zaliczyli w tej dziedzinie dwa rekordy, na które zwróciłem uwagę: przejechanie 30 km z Arughat Bazar do Sati Khola w 3 godziny i ze wsi Sinja, 10 wieków temu zimowej stolicy imperium Malla obejmującego zachodni Nepal, indyjski obecnie Ladach, Kaszmir i zachodni Tybet - do Gamgadhi, stolicy dystryktu Mugu, przez przełęcze, 20 km w... 8 godzin. Podróż po tej, jak napisali autorzy, "najgorszej drodze świata". Niekiedy z takimi niespodziankami - zacytuję: "Kierowca stwierdza (w połowie opłaconej trasy), że jest za mało pasażerów i podróż mu się nie opłaca. Każe nam wysiąść...". A równocześnie przykłady życzliwości i bezinteresownej pomocy ze strony przypadkowych Nepalczyków. Z opisem realiów ich życia w świecie, o którym większość obcych nie ma pojęcia. Bardzo ciekawe są fragmenty i informacje na temat organizowanych trekkingów i wypraw górskich oraz wyzysku przez ich organizatorów miejscowych tragarzy. Oraz nieodpowiedzialności niektórych kierowników wypraw nie liczących się z kondycją, zmęczeniem, czy nawet objawami choroby wysokościowej ich uczestników. Ale i niefrasobliwością niektórych turystów. Wybierających się np. na wielodniowy trekking dookoła Annapurny w klapkach czy trampkach, z gitarami. Nie reagowaniem przez przewodników i kierowników wypraw na profanowanie przez niektórych ich uczestników miejsc religijnych, czy zaśmiecanie terenu. To zresztą w Himalajach - i nie tylko - ogromny problem. Z przykładami: "Grupa turystów podczas dwudziestu czterech dni trekkingu w rejonie Kanczendzongi potrzebuje 22 osób obsługi". "W 2015 roku rejon Annapurny odwiedziło prawie 80.000 turystów. Jeśli każdy z nich kupił dziennie 3 litrowe butelki wody podczas 11 dni trekkingu i nie zabrał ze sobą pustych butelek (a kto nosi - to już moje pytanie - 33 takie butelki), to w górach zostało ponad 2,5 miliona sztuk śmieci." A jeżeli chodzi o pracę i wynagrodzenie tragarzy (nie mówiąc już o stosunku do nich niektórych turystów), to na mnie duże wrażenie zrobił opis konkretnej sytuacji: "Kilku tragarzy w przerwie między jednym transportem a drugim przychodzi do naszego miejsca noclegowego i wszyscy zrzucają się na jednego papierosa, którego kupują u gospodarza." Są w tych relacjach inne świetne sceny i opisy warunków, w jakich odbywała się ta wyprawa. Znowu kilka cytatów: "W oczekiwaniu na kolację zdrapujemy z siebie pijawki". Znacznie później okazuje się, że jest na nie sposób: mokra, posolona szmatka. "Tygodniami niemyta skóra, miesiącami nie prane ubrania przesiąknięte są potem, krwią i łzami. Ale z czasem człowiek uodparnia się na tę mieszankę zapachów". Nie każdą jednak, zwłaszcza w przypadku butów. "Jeśli idzie się w nich już czwarty miesiąc, dzień w dzień, na przemian je przemaczając i susząc, lepiej trzymać je od siebie z daleka. Często wieczorem, przy niskiej temperaturze, po zdjęciu butów wydobywają się z nich kłęby pary - niczym z kominów w Bełchatowie. Wtedy nawet śmiertelne zmęczenie nie wystarczy, by zasnąć. I okazuje się, że istnieje jednak poziom smrodu, którego nie można zaakceptować." Dodać do tego trzeba opisy noclegów w klitkach tubylców, z paleniskami pośrodku, spaniu obok gościnnych gospodarzy, o zapachach nie mówiąc. Gdy to czytałem, przypomniało mi się spotkanie w Lhasie, stolicy Tybetu, z grupą pielgrzymów będących w drodze 6 tygodni. Z plemienia, w którym, głównie ze względu na lokalne uwarunkowania i tradycję, ludzie myją się, a raczej są myci, tylko raz w życiu: tuż po urodzeniu. A jeżeli chodzi o "przyjęcia", jakie polskim podróżnikom gotowali niekiedy, na szczęście zaledwie kilka razy na trasie, tubylcy, to wystarczy kolejny cytat: "Gdy wchodzimy (do wioski Luma) wybucha zbiorowa histeria... Gromadka (dzieci) oblega nas szczelnie i drze się w niebogłosy... Lecą kamienie, dwie stare kobiety popychają Bartka, okładają kijem jego plecak. "Dominują jednak w tych relacjach opisy spotkań z życzliwymi ludźmi oraz zachwycających gór i krajobrazów. M.in. w odludnym regionie Dolpo, z najgłębszą doliną świata. Różnica poziomów między korytem płynącej nią rzeki i otaczającymi ją szczytami, dochodzi do 6800 m. Oto kolejny, już ostatni cytat: "Brzegi (rzeki) pokrywa cienki, kruchy lód, który wisi kilka centymetrów mad powierzchnią wody. Dookoła skały, żwir i suche krzaki. Nie ma tu ani odrobiny życia. Na drugim brzegu rzeki widać starą osadę Sebung i gompy sprzed kilkuset lat wybudowane w niedostępnych miejscach, które przywarły do zboczy, jakby wisiały w powietrzu. Od wyjścia z Chharkha Bohot mijamy dziesiątki murów mani i rozpadających się czortenów. Idziemy sami przez pustkowie pełne niszczejących reliktów nieznanej nam kultury i czujemy się jak odkrywcy zaginionego świata. Zakochujemy się w Dolpo." To bardzo ciekawa książka. Będąca zarazem niezłym informatorem o przebytej trasie, poprawiająca błędy i nieścisłości przewodnika po WSH i map jego poszczególnych odcinków. A także poradnikiem dla amatorów wysokogórskiego trekkingu. Chociaż wątpię, aby znalazło się u nas wielu ludzi gotowych też przejść, w trakcie jednej wyprawy, ten szlak. Ale może poszczególne jego odcinki? Mimo niezbędnej kondycji fizycznej jakiej to wymagało w przypadku polskich podróżników oraz sporych wydatków, ich ogromnego wysiłku oraz niebezpieczeństw z jakimi zetknęli się, nawet z zagrażającymi życiu upadkami ze skał, momentami kryzysów i załamania, relacja ta jednych może zachęcić do podróży w tamte strony. Innym zaś czytelnikom pozwoli odkryć nieznany im wcześniej świat. Także tym, którzy, jak ja, byli już w Nepalu, a także w Indiach i Tybecie oraz zdołali nieco "liznąć", a przynajmniej popatrzeć z bliska, na te niesamowite góry, jakimi są Himalaje. Oraz nieco poznać tamtejszych ludzi, ich obyczaje, kulturę i zabytki.

Globtroter CEZARY RUDZIŃSKI; 2017-06-19


120 dni w drodze Tyle czasu spędziło w trekkingu dwoje wytrwałych rodaków, przechodząc słynny Wielki Szlak Himalajski. To trudny, leżący wysoko w górach szlak, którym udało się polskie małżeństwo, spełniając himalajskie marzenie. Bogato ilustrowana książka jest spisaną w formie dziennika amatorską relacją, bliższą blogowi niż reportażowi. To sumienny katalog wysiłków fizycznych i organizacyjnych, z jakimi trzeba się było zmierzyć na szlaku. Himalaiści relacjonują stan swych emocji podczas pobytu w Katmandu, opisując sytuacje znane z setek podobnych sprawozdań. Opisują jakże znane nam potęgi Kanczendzongi, Makalu, Manaslu czy Annapurny, by na koniec opowiedzieć nam o krzyku kamieni w zachodnim Nepalu i cieszyć się szczęśliwym przejściem Szlaku, czyli osiągnięciem celu. "Bezdroża" to wielce zasłużony wydawca popularyzujący niemal każdy turystyczny wyczyn, co zawsze nobilituje każdego, kto umie stawiać litery. Z drugiej strony dokumentowanie czegoś, co wyczerpywałoby konwencję błoga, przyczynia się do nadania każdemu wyczynowi cech nadzwyczajnego wydarzenia. Nawet gdy przybiera tak infantylną formę warsztatową, jak pisanie o sobie w trzeciej osobie. Nawet gdy każe zastanawiać się Czytelnikowi - na przykład - dlaczego Nepalczycy tak późno zdecydowali się utworzyć Szlak Himalajski, mimo że każdy górski kraj ma taką trasę od dawna. Opowieść dwojga Polaków w mniejszym stopniu jest opowieścią o Himalajach, za to w zasadniczym stopniu opowiada o dwojgu Polaków z pasją przemierzających nepalskie bezdroża, co być może tłumaczy powód druku. Wartością dodaną książki, stanowiącą praktycznie sens podobnych subiektywnych relacji, jest prosta zachęta mogąca pobudzić innych, by zajęli się turystyką w jakiejkolwiek formie. Także himalajską, w czym na pewno nie przeszkodzi im serwis fotograficzny zaprezentowany w książce.

Tygodnik Angora Ł. AZIK; 2017-06-11


Relacja pierwszych Polaków, którzy przeszli Wielki Szlak Himalajski Nakładem Wydawnictwa Bezdroża ukazała się książka „Wielki Szlak Himalajski. 120 dni pieszej wędrówki przez Nepal” autorstwa Joanny Lipowczan i Bartosza Malinowskiego. Bartosz miał marzenie — początkowo szalone i zupełnie nierealne — przejście Wielkiego Szlaku Himalajskiego. Temat powracał w domowych rozmowach tak często, że pewnego dnia Bartosz i Joanna postanowili iść razem i przejście szlaku stało się ich wspólnym celem. Zanim marzenie przeszło w fazę realizacji, były miesiące przygotowań, mnóstwo formalności, żmudne pakowanie, starcie z nepalską biurokracją i trzęsienie ziemi, które zrujnowało wiele regionów Nepalu i postawiło całą wyprawę pod znakiem zapytania. W końcu Joanna i Bartosz wystartowali 6 września 2015 z Taplejung na wschodzie Nepalu i tak rozpoczęła się ta wielka przygoda — mieszanka stresu i radości, tropikalnych upałów w rejonie Kanczendzongi, i wysokogórskich mrozów w rejonie Rolwaling. Odległe osady, zielone doliny oraz suche płaskowyże. Długie tygodnie bez prysznica pod namiotem i wymarzony pączek w kawiarni w Katmandu. Życzliwi i gościnni Nepalczycy oraz dzieciaki rzucające kamieniami. Były rozmowy, byli ciekawi gospodarze hotelików i była lokalna kuchnia. Kontuzje, trudne chwile i momenty zwątpienia. Były zapierające dech w piersiach widoki na każdym kroku, dzika przyroda i w końcu radość z ostatnich kilometrów. 4 stycznia 2016 roku w Simikot na dalekim zachodzie Nepalu zakończyła się trwająca 120 dni wędrówka. Joanna Lipowczan i Bartosz Malinowski jako pierwsi Polacy przeszli Wielki Szlak Himalajski. Poznaj kulisy wyprawy i przejdź wraz z autorami jednym z najdłuższych i najtrudniejszych szlaków, położonym pod najwyższymi szczytami świata.

portal dlaLejdis.pl (DEPRECATED)