Recenzje:
Travelbook – zachęca na tylniej okładce do kupna i lektury tej nowej serii przewodników jego wydawca – to Twój niezastąpiony towarzysz podróży. Wskaże najważniejsze atrakcje, podpowie, czego szukać poza głównymi szlakami i wprowadzi w świat miejscowych obyczajów.


Znajdziesz w nim opisy najciekawszych regionów i miast, a sprawdzone informacje praktycznie ułatwią zaplanowanie podróży. Przewodnik uzupełniają czytelne mapy, starannie dobrane zdjęcia i liczne ramki z ciekawostkami. Wszystko to w połączeniu z poręcznym formatem i atrakcyjną szatą graficzna sprawia, że Travelbook to najlepszy wybór dla ciekawych świata.

Przewodniki z tej serii są rzeczywiście udane, o czym pisałem już kilka dni temu recenzując Czarnogórę. I, na ile znam ten kraj, nie znajdując żadnych błędów, istotnych pominięć, czy innych wad. Podkreślając równocześnie, że są to książki przede wszystkim dla turystów, którzy nie odczuwają potrzeby obciążania pamięci nadmiarem faktów i informacji o proponowanych im do zobaczenia miastach, miejscach i innych atrakcjach. W przypadku przewodnika „Dubaj i okolice" moja ocena jest już trochę inna, gdyż znalazłem w nim trochę istotnych wad, chociaż generalnie zasługuje on na pozytywną ocenę. Ale o nich trochę niżej.

Dubaj, największe, około 2-milionowe, i najbardziej rozreklamowanie miasto Zjednoczonych Emiratów Arabskich, które wyrosło na nadmorskiej pustyni na miejscu niewielkiej osady poławiaczy pereł w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat i zadziwia świat, jest trochę nietypowym celem podróży turystycznych. Przez pól roku panują tam tak powalające upały ( 40 i więcej stopni C) powodujące, że nawet plażowanie i kąpiele morskie nie stanowią większej przyjemności. Zabytków jest tam niewiele. Atrakcję stanowi natomiast nowoczesna architektura i skala oraz nowatorstwo przestrzenne budownictwa.

Z ciągle jeszcze, bo przecież w Chinach wyrasta mu już konkurent, najwyższym budynkiem świata. 830 metrowym i ponad 160 piętrowym Burj Khalifa oraz kilkunastoma innymi sławnymi i kilkudziesięcioma innymi znakomitymi budowlami – perłami architektury naszych czasów. Ale poza nimi nie jest ona, moim zdaniem, powalająca. A jednak tłumy zamożnych turystów – nie jest to przecież, ze względu na ceny, kraj dla „plecakowiczów" – walą z każdym rokiem coraz liczniej. Dlaczego – na to pytanie z powodzeniem odpowiada przewodnik.

Czytelnik znajduje w nim najważniejsze informacje praktyczne, a także podstawowe, ciekawie napisane, krajoznawcze. Poczynając od Krajoznawczego ABC: położenia i ukształtowania powierzchni, klimatu, flory i fauny oraz problemów ekologicznych, poprzez historię, politykę i gospodarkę, informacje o społeczeństwie, religii, językach, kulturze i sztuce, aż po stałe święta i festiwale. W najobszerniejszej części czysto przewodnikowej znajdują się, w postaci niemal „prowadzenia turysty za rękę" informacje o poszczególnych dzielnicach Dubaju i najważniejszych w nich atrakcjach oraz obiektach wartych zobaczenia.

Natomiast, chyba nadmiernie skrótowo, po pozostałych 6 emiratach ZEA oraz sąsiadującym z nimi Omanie. W tekst włamano sześć co najmniej dwustronicowych wkładek monotematycznych: Sztuka kaligrafii; Kalendarium festiwali w Dubaju i regionie; Etniczna kuchnia regionalna; Parki w Dubaju; Sztuczne wyspy; Wyścigi wielbłądów oraz Ubiór lokalnej ludności. Ponadto blisko 70 krótkich, ale przeważnie ciekawych, informacji w ramkach. M.in. Cenzura, Egzotyczne atrakcje, Beduini, Kodeks postępowania, Poezja Nabati, Ramadan, Wieże Al Barejeel, Biżuteria w islamie, Poławianie pereł.

W tekście oraz na wewnętrznych stronach okładek ze skrzydełkami są mapki i plany, wewnątrz sporo ciekawych zdjęć, na końcu zaś krótki słowniczek arabsko – polski i indeks najważniejszych miejscowości i obiektów. To są niewątpliwe plusy tego przewodnika. Chociaż nie podzielam zacytowanej na wstępie opinii wydawcy o „czytelnych mapach". Wręcz przeciwnie, uważam je za mało czytelne, z przeważnie zbyt drobnymi czcionkami opisów, a w przypadku mapki ZEA i regionu, braku zaznaczenia granic poszczególnych emiratów.

A ma to istotne znaczenie, bo obowiązuje w nich przecież różne prawo. Np. rygorystyczny zakaz nie tylko spożywania, ale nawet posiadania niewielkich ilości alkoholu, surowo karany za jego przekroczenie. Pamiętam, jak jadąc z Al-Fudżajry nad Zatoką Omańską do Dubaju nad Zatoką Perską musieliśmy nadrobić kilkadziesiąt kilometrów, aby ominąć Szardżę (Sharjah, obecnie Asz-Szarika), bo w walizkach były jakieś resztki whisky i woleliśmy nie ryzykować kontaktu z tamtejszą policją i szarjackim wymiarem sprawiedliwości. A wybrać się do Szardży na tamtejszy sławny bazar złota i aby obejrzeć inne atrakcje, specjalnie innego dnia.

Generalnie po lekturze tego przewodnika można odnieść wrażenie, ja je przynajmniej odniosłem, że Dubaj i w ogóle ZRA to jakaś kraina szczęśliwości z Baśni 1001 Nocy. „Większość mieszkańców Dubaju – napisała autorka – nieustannie podróżuje." Bo, w domyśle, ma tyle wolnego czasu i pieniędzy. I zwiedza inne emiraty, sąsiedni Oman czy Arabię Saudyjską, nie mówiąc już o bliższych atrakcjach. Być może nie widziała – a ja widziałem – w jakich warunkach pracują i żyją, zwłaszcza w Dubaju i Abu Zabi, sprowadzani do pracy w nich z Pakistanu, Indii, Iranu, Sri Lanki i innych krajów regionu, robotnicy.

Rzeczywiście nieźle żyją tam rdzenni obywatele ZRA, nie mówiąc już o ich przebogatych władcach. Tyle, że stanowią oni niewiele ponad 10% wśród obecnych około 8 mln wszystkich mieszkańców Emiratów. Ale pozostała, przytłaczająca większość, nie ma takich praw. Chociaż np. europejscy specjaliści, także Polacy nawet na stosunkowo niskich stanowiskach, np. kelnerów, szeregowych bankowców czy informatyków, zarabiają dobrze. A w porównaniu z ojczyznami przeważnie doskonale. Wrócę jednak do dostrzeżonych mankamentów i braków tego przewodnika. Łatwych do uzupełnienia i poprawienia w następnych wydaniach.

Uważam za nie m.in. używanie niemal wyłącznie spolszczonych nazw, zwłaszcza miejscowości, co może prowadzić do nieporozumień. Brak zwłaszcza, chociażby w nawiasach, nazw angielskich figurujących na drogowskazach. Czy każdy czytelnik domyśli się, że Asz-Szarika to do niedawna Sharjah (Szardża), Ras-al-Chajma to Ras-al-Khaima, Abu Zabi to Abu Dhabi itp.? Przy okazji: wyschnięte koryta rzek napełniające się wodą tylko w porze deszczowej przyjęto w Polsce nazywać wadi. Warto więc było, przynajmniej w nawiasie, napisać to po stosowanym przez autorkę określeniu uedi.

W części przewodnika poświęconej religii brak informacji, czy, ew. kiedy i które meczety dostępne są dla nie muzułmanów. Takich informacji nie ma niekiedy również przy ich bardziej szczegółowym opisie w części przewodnikowej. Podobnie jak zbyt lakoniczne są informacje o polecanych klubach, restauracjach itp. Nie zostały one też zaznaczone na planach miasta. Co polskiemu czytelnikowi mówi np. informacja: „Ravi's" – Pakistańska restauracja serwująca dania prosto z pieca na ruchliwej (której?) ulicy w dzielnicy Satwa."? To tak, jak by napisać np. Indyjska restauracja przy ruchliwej ulicy w śródmieściu Warszawy.

Pominięcie istotnych informacji zauważyłem w przypadku stolic pozostałych emiratów, a poza dwoma najmniejszymi i najmniej ciekawymi byłem we wszystkich. Słusznie autorka zachęca do poznania Sharjah Art Museum i paru innych w tym mieście, obecnie Ash-Sharika ( Asz-Szarika), czy tamże niewielkiego, zabytkowego bazaru Souk Al Arsah. Ale dlaczego pomija sąsiadujący z nim, ciekawy najstarszy meczet? Czy położony po drugiej stronie ulicy nad zatoką egzotyczny i malowniczy port handlowy, statki w którym przeważnie załadowywane są, i wyładowywane, jak przed wiekami, siłą ludzkich mięśni?

Pomija również tamtejszy, w ciekawej hali targowej, słynny bazar złota z, podobno, najbardziej atrakcyjnymi cenami w całych ZRA? W przypadku Musandamu, omańskiej enklawy na cyplu półwyspu oddzielającego Zatoki: Perską (tam nazywaną Arabską) i Omańską, na wschód od emiratu Ras al-Khaima (Chajma) i na północ od Al Fujaira (Fudżajra), zabrakło informacji, że obywatele polscy mogą do niej wjeżdżać, inaczej niż do Omanu właściwego, bez wiz.

Zaś nazywanie fiordami tamtejszych zatoczek, fantastycznych zresztą miejsc do pływania w szmaragdowej, przezroczystej wodzie, otoczonych stromo opadającymi wzgórzami, skojarzyło mi się z mickiewiczowskim „minaretem świata". Nie widząc wcześniej żadnych gór, tak poeta określił płaski, podobny do namiotu, szczyt Czatyrdahu na Krymie. Za duże pominięcie w tym przewodniku uważam brak planów omawianych stolic pozostałych, poza Dubajem, emiratów. Fatalny był też pomysł, aby część informacji, także na jasnym, pastelowym tle, wydrukować negatywową (białą) czcionką. Co powoduje, że są one częściowo niemal nieczytelne.

Zwłaszcza w części Atrakcje Dubaju, czy Kalendarium festiwali. A przecież o wiele lepszy w tych i paru innych przypadkach byłby druk czarny, co znakomicie potwierdzają strony: 14, 114-115 i inne. Sądzę, że wymienione pominięcia i mankamenty tego przewodnika łatwo będzie poprawić w jego następnym wydaniu. Generalnie bowiem jest on udany, a zainteresowanie podróżami do Dubaju i innych emiratów arabskich w Polsce rośnie. M.in. dzięki zniesieniu w marcu br. dla nas wymogu wizowego oraz dobrych, także bezpośrednich, połączeń lotniczych. Czytelników nie powinno więc zabraknąć.

kurier365.pl Cezary Rudziński


Arabskie noce


Nieco chaotycznie ułożony niewielki informator po jednym z najsłynniejszych emiratów, jednym z najbardziej dyna-m i c z n y c h współczesnych centrów handlu i biznesu. Świetnie skomunikowany lotniczo ze światem niewielki zakątek na Półwyspie Arabskim wabi super-nowoczesnością, która wpisana w surowy kanon arabskiej codzienności sprawia silnie egzotyczne wrażenie. Autorka wylicza dubajskie atrakcje, jednocześnie wyprowadza nas z miasta, gdzie po 2-3 godzinach wkraczamy w tytułowe okolice, do Maskatu, Al-Fudżajry czy Musandam, do miejsc, w których czas płynie inaczej niż w Dubaju.


Niewielki emirat, kiedyś zapomniana wioska poławiaczy pereł, znany jest dziś w świecie nawet przez tych, którzy nie mają pojęcia, gdzie wskazać go na mapie. To zasługa ikonicz-nych budowli, które już wpisały się w panoramę współczesności. Burj Al Arab, jedyny na planecie hotel 7-gwiazdkowy w kształcie żagla, stał się symbolem Dubaju. Burj Kalifa to z kolei najwyższy budynek świata (830 m), którego nie sposób nie dostrzec. Podobnie znany jest Atlantis Palm, kompleks hotelowy na sztucznej wyspie mającej kształt palmy. W Dubaju rozgrywają się wspaniałe zawody sportowe, konne i żeglarskie, ściągające nie tylko najlepszych sportowców, ale także tysiące ich fanów. Emirat, którego bogactwo płynie z ziemi (ropa i gaz), umie świetnie zarabiać na każdej innej działalności. Ci, którzy przedkładają ponad wszystko naturę, także w Dubaju znajdą wiele atrakcji, choćby góry Hadżar, oazy w mieście ogrodów El-Ajn albo nurkowanie w bajecznych rafach zatoki omańskiej. Imprezowicze zaś znajdą dla siebie wszystko na wyspie Yas, gdzie są tory wyścigowe, marina, hotele i amfiteatr.


Informator jest bogato ilustrowany i zawiera niezbędne informacje praktyczne. Warto go mieć pod ręką, gdy wysiądziemy z warszawskiego samolotu linii Emirates na gigantycznym Dubai Airport.

Tygodnik Angora Ł. Azik 38/2014