Facebook

ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Opinie czytelników - Horn na trawersie. Opowieści nie tylko żeglarskie (4)

6

2018-04-12
syrena_bosto
Podoba mi się pełne skupienie na kwestii opłynięcia Przylądka Horn od strony czysto techniczno-żeglarskiej, a jednocześnie dość rozbudowana popularyzacja historii tego wyczynu. Dzięki takiej budowie narracji, czytelnik dostaje pełne kompendium wiedzy o tym specyficznym miejscu na Ziemi. Łatwiej też pojąć motywację tych, którzy chcą dołączyć do grona kaphornowców. Sława rodziła się przez wieki i trwa po dziś dzień. Gratulacje dla p. Witkowskiej zarówno za sam wyczyn podróżniczy, jak i za bardzo dobrą relację książkową.
2018-04-07
Burtek , lekki i łatwy
Jak mówi Autorka „ nie interesuje mnie samo oranie morza”. To widać, że Witkowska przywozi ze swoich podróży mnóstwo różności, którymi może ozdobić, wzbogacić, pogłębić opowieść o nich. Jej relacje zawsze są próbą dotarcia gdzieś jeszcze, ponad zdobyty szczyt czy poza osiągnięty punkt. Także i w przypadku książki o Przylądku Horn czytelnik otrzymuje szeroki wachlarz doznań nie tylko stricte żeglarskich, ale i wyimki z tła historycznego, wybitne biografie, garść społeczno-politycznych aktualiów i przytomne, nienachalne zakorzenienie i wyczulenie na polskość w „świecie szerokim”.
2018-05-28
Aleksandra Heininger , Nauczyciel,
Doskonala książka, wciąga od pierwszej strony i nie pozwala odejść. Podobnie jak Monika, jestem fanką gór, natomiast o żeglowaniu słyszałam tylko z opowiadań. Teraz poznaję lepiej, barwniej ten sposób na życie czy wędrowanie. Książka PIĘKNIE wydana (ukłon w stronę wydawnictwa), każda strona z rameczką, dobre zdjęcia, no i wyjątkowa treść. Oprócz opowiadania książka zawiera też wiele ciekawych faktów. Ilość książek podróżniczych jaką przeczytałam jest niezliczona, natomiast ta zdecydowanie się wyróżnia.
2018-08-14
Justyna Gul , terapeuta zajęciowy, dziennikarka
Ahoj przygodo! W odniesieniu do podróżniczych celów, często możemy spotkać pytanie, czy wolimy morze czy też góry. Okazuje się, że są osoby, które kochają zarówno wodę (szczególnie tę oceaniczną), jak i górskie szczyty, a co więcej twierdzą, że te obie miłości wzajemnie się uzupełniają! Jedną z takich osób, które prosto z górskiej wyprawy zmierzają na żagle, jest Monika Witkowska, znana podróżniczka i dziennikarka, zdobywczyni Korony Ziemi i specjalistka od pływania w ekstremalnych warunkach. Do jej wyczynów należy m.in. dwukrotne opłynięcie przylądka Horn. Po raz pierwszy opłynęła go na polskim jachcie „Stary”, którego załoga była najmłodszą ekipą, jaka zaliczyła ten cel. Ten trudny rejs został doceniony Kolosem w kategorii Żeglarstwo oraz Srebrnym Sekstantem, ale jak się okazuje, sukces ten był zaledwie zapowiedzią wyczynu o wiele bardziej spektakularnego – zdobycia Horn na rumuńskim, drewnianym jachcie „Phoenix” o długości zaledwie 9,5 metra. Biorąc pod uwagę, iż Horn nazywany jest Najgroźniejszym z Przylądków, zaś nikt z Polaków nie żeglował wcześniej w tamtym kierunku na tak małej jednostce, relacja z takiej wyprawy ma szanse stać się emocjonującym przeżyciem dla czytelnika. I tak w rzeczywistości jest, bowiem od lektury książki Moniki Witkowskiej pt. „Horn na Trawersie. Opowieści nie tylko żeglarskie” rzeczywiście trudno jest się oderwać. Opublikowana nakładem Wydawnictwa Bezdroża pozycja, to emocjonująca lektura nie tylko dla miłośników żeglarstwa czy tych, którzy marzą o podobnym rejsie, ale i dla tych, którzy nie brali dotąd takiej aktywności pod uwagę (kto wie, może po lekturze się to zmieni). I choć nie jest to typowo opowieść żeglarsko-podróżnicza, to z pewnością jest to opowieść o świecie, mnóstwo bowiem na stronach książki historii wielkich odkryć, sylwetek wielkich ludzi czy interesujących szczegółów dotyczących lokalnych nawyków żywieniowych czy zagrożeń, z którymi w danym regionie możemy się spotkać. Lekturę książki ułatwia fakt, iż autorka starała się unikać typowo żeglarskiego żargonu (oczywiście tam, gdzie to możliwe), zaś w tych przypadkach, kiedy była do tego zmuszona, śmiało możemy sprawdzić znaczenie poszczególnych słów w umieszczonym na końcu książki słowniczku. Publikacja powstała zarówno na podstawie rejsowego dziennika, jak i wspomnień autorki oraz informacji, które mają istotne znaczenie dla zrozumienia danego fragmentu czy też pozwalają nam spojrzeć z innej perspektywy na rozgrywające się wydarzenia. Pikanterii książce dodają wspaniałe zdjęcia, które uruchamiają wyobraźnię i pozwalają naprawdę wyruszyć z Moniką Witkowską w ten daleki i niebezpieczny rejs. Wraz z nami płynie oczywiście kapitan – Marius Albu oraz jego żon Catalina, która pełniła rolę „okrętowego kucharza”. Z Mariem autorka znała się już wcześniej, choć – paradoksalnie – poznali się oni nie na morzu, ale w górach, w dość dramatycznych okolicznościach, bowiem wspinaczka na najwyższy szczyt Ameryki Północnej skończyła się dla niego utratą palców i części nosa. Te niecodzienne okoliczności poznania skutkowały podtrzymaniem kontaktu oraz propozycją towarzyszenia w niezwykłej wyprawie. Na kartach książki znajdziemy jednak nie tylko relację z samej wyprawy, rozpoczętej w Puerto Williams. Sporo tu historii z wcześniejszych podróży autorki, a także opisu drogi, która doprowadziła ją do tego miejsca na pokładzie. Witkowska wspomina również swoich mentorów, czyli osoby, które wpłynęły na rozwój jej żeglarskich umiejętności i rozpalenie tej miłości do żeglugi, próbuje także odpowiedzieć na pytanie, po co znów wraca na Horn skoro stroni ona od powrotów w odwiedzone już miejsca. Poznamy również wielu słynnych żeglarzy i ich biografie, oraz sporo ciekawostek, związanych między innymi z tatuażami marynarzy, nazwami różnych miejsc i wypadki z udziałem wielorybów. To wszystko składa się na fascynującą książkę „Horn na trawersie”, której lektura jest gwarancją niezapomnianej przygody, która porywa i nie pozwala się oderwać od żeglarskich historii. To również przykład świetnego pióra Witkowskiej i jej daru opowiadania, a także pretekst, by wrócić do wcześniejszych książek autorki (oczywiście jeśli jeszcze ich nie przeczytaliście).