Trzy lata temu, na przełomie lutego
i marca, w hiszpańskich mediach rozpętała się istna burza. Otóż do
jednego z dziennikarzy dotarła kopia listu skierowanego do madryckich
komisariatów. Treść tego krótkiego polecenia służbowego datowanego
na październik 2008 roku brzmiała tak:
[...] Obcokrajowcy:
zależnie od wielkości populacji w każdej dzielnicy należy
zatrzymać konkretną liczbę osób. W Villa Vallecas (przyp. aut
- jeden z dystryktów Madrytu, zamieszkiwany również przez
imigrantów) cel = 35. Jeśli ich nie ma, to szukać w innych
dzielnicach...[1].
Dalej w tekście znajdują się konkretne
wskazówki, co robić, jeśli uda się kogoś zatrzymać. Osobę bez
odpowiednich dokumentów należy odprowadzić na komisariat, a następnie
umieścić w CIE (Centro de Internamiento de Extranjeros - ośrodek
detencyjny), wszczynając procedurę wydalenia z kraju. Ponieważ jednak
ośrodki te często są przepełnione w notatce znalazła sugestia,
że "należy dokonywać selekcji w momencie zwracania się do CIE",
dlatego też zaleca się kierować do owych placówek przede wszystkim
Marokańczyków:
Priorytet Maroko (zostają
wyrzuceni, bo większa część trasy następuje drogą lądową i jest
dobrze udokumentowana. Bolivia, obecnie nikogo się nie wydala. Liczba
lotów ograniczona).
Koszta wyrzucenia Marokańczyków po prostu
są niższe.
Tak dosadne sprecyzowanie liczby osób
i ich narodowości w zaleceniach dla policji dotyczących osób, które
miały zostać zatrzymane i poddane procesowi deportacji, wprawiła
Hiszpanów w osłupienie. Telewizja, radio, Internet - wszystkie
środki masowego przekazu na bieżąco dostarczały informacji o tym
wydarzeniu, starając się dotrzeć do autora pomysłu. Na próżno. Mimo
protestów, skarg, zgłoszenia sprawy do prokuratury, Ministerstwo Spraw
Wewnętrznych nie podało pomysłodawcy. Kilka miesięcy później
sprawa sama przycichła. Jednak łapanie przypadkowych osób na
ulicach nie ustało. Sama zresztą kilkakrotnie byłam świadkiem,
jak patrol policji zatrzymywał w celu wylegitymowania osoby, które
można było podejrzewać o to, że nie są rodowitymi Hiszpanami. Tak
też się stało w okolicy jednej ze stacji madryckiego metra, Tirso
de Molina, gdzie patrol zatrzymał pewną parę. I może nie byłoby
w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że zbiegło się to w czasie
z opublikowaniem feralnego listu, a wylegitymowany został tylko
mężczyzna, Senegalczyk, który właśnie spacerował ze swoją
dziewczyną, Hiszpanką. Dziewczyna sama zaczęła domagać się, aby
i ją wylegitymowano, bo nie rozumiała, na jakiej podstawie żądają
dokumentów tylko od jej chłopaka, a od niej nie. Mimo jej nalegań,
o dokumenty poproszono tylko jego. W podobnej sytuacji były również
inne osoby: Algierczycy, Marokańczycy, Pakistańczycy itd. Mnie nie
wylegitymowano. Przechodzących tamtędy kilku Brytyjczyków również
nie. Oczywiście, można by próbować tłumaczyć zaistniałą sytuację
względami bezpieczeństwa, poszukiwaniem konkretnych osób. Tak z resztą
robiła policja, podając walkę z przestępczością jako przyczynę
częstego legitymowania grup obcokrajowców. Ale w tym samym czasie po
całej pobliskiej madryckiej dzielnicy Lavapiés (jednej z większych
dzielnic zamieszkiwanej głównie przez imigrantów) jeździły grupy
patroli blokujące ulice i proszące o karty pobytu czy ważne wizy
wszystkich obcokrajowców, którzy mogliby pochodzić z Afryki bądź
z Azji. Dlatego też w pewnym momencie ulice prawie zupełnie opustoszały,
niektóre knajpki i sklepy zamknięto. Tętniąca życiem dzielnica
zamieniła się w dzielnicę nieufnych ludzi, niechętnie patrzących na
turystów robiących zdjęcia. Podobne akcje policyjne miały miejsce
przy wyjściu ze stacji metra Noviciado, znajdującej się w zupełnie
innej części Madrytu. Tutaj z kolei, funkcjonariusze ustawiali się
dość blisko siedziby jednej z największych hiszpańskich organizacji
pozarządowych CEAR (Comisión Espańola de Ayuda al Refugiado). I ta
lokalizacja nie była przypadkowa. W biurze tej właśnie organizacji
przyjmowano osoby z nieuregulowanym statusem. Wiadomo więc było,
że duża część osób zmierzających po poradę prawną w tym
właśnie kierunku nie będzie mogła się wylegitymować, bowiem
to CEAR miał im pomóc w przejściu przez procedurę regulacji
statusu[2].
Opisane powyżej sytuacje musiały zszokować
mieszkańców Madrytu, bowiem do tej pory Hiszpania bez wątpienia
mogła służyć za przykład kraju przyjaznego emigrantom. Stosunek
Hiszpanów do obcokrajowców postrzegano przez pryzmat takich działań,
jak promowany przez premiera rządu José Luísa Zapatero plan Alianza de
Civilizaciones (Przymierze Cywilizacji), madrycki projekt stawiający na
współistnienie różnych kultur Madrid Convive, działalność różnych
organizacji rządowych i pozarządowych na rzecz imigrantów. Sami
cudzoziemcy widzieli w Hiszpanii wiele zalet, jak młody Senegalczyk
z Dakaru[3]:
W Hiszpanach zawsze podobało
mi się to, że byli bardzo prospołeczni... Jak we Francji pytałem
o drogę, to nie chcieli ze mną rozmawiać, wołali policję, a w Hiszpanii... byłem kiedyś w Marbelli i zapytałem pewnego staruszka
o drogę - wziął mnie pod rękę i poszedł tam razem ze mną.
Także inni rozmówcy podają przykłady:
Jak byłem w Senegalu, wielu
mi opowiadało, że w Hiszpanii ludzie są bardzo otwarci, we Włoszech
też, ale w Hiszpanii bardziej. [...] tutaj jest tolerancja religijna. Jak
jest ramadan szanują to muzułmanie i nie muzułmanie.
Tak naprawdę zaostrzenie procedur,
nowe restrykcje i prawa nadeszły wraz z reformami z zakresu
polityki migracyjnej rozpoczętymi przez Unię Europejską (a mocno
oprotestowanymi przez Hiszpanów). Dotyczyły one Europejskiego
Paktu o Imigracji i Azylu (kontynuacji dotychczasowego Programu
Haskiego)[4]. Pakt ten został podpisany 24
września 2008 roku w Brukseli. Opiera się on na pięciu zobowiązaniach:
zorganizowaniu legalnej imigracji (z uwzględnieniem potrzeb rynków
krajów przyjmujących, czyli europejskich; stworzenie baz danych na temat
migracji), zwalczaniu nielegalnej imigracji (nacisk na międzynarodową
współpracę policji i sądów w celu zwalczania przestępczości
zorganizowanej; dążenia, aby nakaz deportacji jednego z krajów
członkowskich obowiązywał we wszystkich państwach UE; przymusowe
i dobrowolne powroty), skuteczniejszej kontroli granic (współpraca
państw członkowskich, uszczelnienie zewnętrznych granic Unii),
Europie jako miejscu azylu (próby stworzenia jednej procedury azylowej;
możliwość przeniesienia części osób ubiegających się o status
uchodźcy do innego państwa UE); stworzeniu globalnego partnerstwa
(współpraca między krajami pochodzenia i tranzytu). Reformy te szerokim
echem odbiły się w całej Hiszpanii. Wiele środowisk sprzeciwiało
się przyjęciu przez Hiszpanię nowego paktu. Bezskutecznie. Nie
pomogły masowe demonstracje, protesty, konferencje. Pakt został
podpisany, a więc zobowiązywał wszystkie kraje członkowskie do
podjęcia działań. Zmieniono zatem hiszpańską ustawę o imigracji
na bardziej restrykcyjną: ograniczono możliwości wjazdu do Hiszpanii
oraz pozostania w niej osobom spoza granic Unii Europejskiej. Nowości
weszły w życie jasno określając co wolno imigrantom, a czego nie.
A jedną z konsekwencji tej ustawy stały się właśnie "łapanki"
na ulicach i nie tylko.
Policja mi się tutaj nie
podoba. Traktują nas bardzo źle - zawsze przyjeżdżają tutaj. Bardzo
trudno prowadzić interes, kiedy co dwa-trzy tygodnie pojawia się policja
i legitymuje klientów. To jest miejsce imigrantów, cudzoziemców. To
nie jest normalne.
Z tematyką uregulowania statusu i w ogóle
zalegalizowania pobytu w Hiszpanii związane są także inne pomysły,
również wzbudzające kontrowersje. Jednym z nich stał się proponowany
przez głównego członka opozycji, Mariano Rajoy, przewodniczącego
prawicowej partii PP (Partido Popular), projekt podpisania z imigrantem
"kontraktu integracji", który nadawałby osobie wjeżdżającej spoza
Unii Europejskiej takie same prawa jak Hiszpanom, ale zobowiązywałby do
przestrzegania przepisów, kultywowania zwyczajów Hiszpanów oraz nauki
ich języka, płacenia podatków i pracy na rzecz zintegrowania się. Taka
umowa miałaby dotyczyć tylko tych osób, które chciałyby pozostać
w Hiszpanii dłużej niż rok i zobowiązywałyby się do opuszczenia
granic państwa, jeśli w ciągu roku nie znalazłyby pracy. Inny polityk
tego samego ugrupowania, Juan Costa, zaproponował przyznawanie wiz "na
punkty". Punkty określałyby zdolność danego człowieka do integracji
i decydowałyby o przedłużaniu prawa pobytu. Ale byłaby także pula wiz
dla obywateli z krajów uprzywilejowanych (jak tłumaczy twórca pomysłu,
tych, które historycznie są związane z Hiszpanią). Równie duże
kontrowersje wzbudził pomysł wprowadzenia egzaminu dla starających
się o przyznanie obywatelstwa hiszpańskiego. Taki egzamin stał
się jedną z obietnic przedwyborczych Mariano Rajoya. Test miał
polegać na zadawaniu obcokrajowcom pytań z zakresu literatury,
historii i sztuki[5]. I chociaż Partido
Popular przegrało wybory, okazało się, że część urzędników,
podejmując decyzję o nadaniu obywatelstwa, zadaje petentom kilka pytań
z zakresu wiedzy o Hiszpanii. I robią to zupełnie legalnie, bowiem prawo
zezwala urzędnikowi państwowemu na sprawdzenie "stopnia adaptacji
(cudzoziemca) do kultury i stylu życia Hiszpanów"[6]. Pośród samych zainteresowanych krążą najczęściej
zadawane pytania.
I tak z zakresu literatury najczęściej są
to[7]:
1. Który Hiszpan jako ostatni zdobył
literacką Nagrodę Nobla?
2. Wymień trzech poetów okresu
powojennego.
3. Kim są: Lope de Vega, Calderón,
Cervantes i Machado.
Z historii:
1. Jakie wydarzenie miało miejsce 2 maja
1808?
2. Wyjaśnij, czym była Wojna Domowa.
3. Gdzie są zapewnione podstawowe prawa
człowieka?
4. Co się stało w roku 1704?
Pytania z zakresu wydarzeń bieżących:
1. Jak się nazywa obecny marszałek
Senatu?
2. Kiedy przypada Święto
Konstytucji?
3. Ile wynosi liczba ludności
Hiszpanii?
4. Jakie święto obchodzi się 12
października?
5. Z jakimi państwami graniczy
Hiszpania?
6. Jak się nazywa król Hiszpanii?
7. Jak się nazywa królowa Hiszpanii?
8. Jak się nazywa burmistrz miasta
Madryt?
9. Jak się nazywa prezydent Regionu
Madrytu?
Różne:
1. Wyjaśnij kim są Picasso, Velázquez
i Murillo.
2. Co to jest paella?
3. Z czego jest zrobiona tortilla?
4. Z czego przyrządza się cocido
madrileńo?
5. Jaki sport uprawiają Pau Gasol
i Alonso?[8]
Pytania zmieniają się w zależności od
regionu, w którym zainteresowany stara się o obywatelstwo. I tak
w Madrycie pytania odnoszą się do lokalnych polityków, a na Wyspach
Kanaryjskich pojawiają się kwestie związane z władzami tamtejszego
regionu czy tamtejszymi świętami. Wprowadzenie testów wzbudziło
niechęć Hiszpanów, którzy sami mieli problemy z odpowiedzią na
sporą część pytań. Na przykład telewizyjny Kanał 6 (La Sexta)
wyemitował program przedstawiający rodowitych Hiszpanów udzielających
odpowiedzi. Jeden z rozmówców stwierdził, że chyba należałoby mu
odebrać obywatelstwo.
Dlaczego te informacje dotyczące imigrantów
w Hiszpanii są istotne? Większość muzułmanów mieszkających
na terytorium Hiszpanii to właśnie imigranci. Aby więc w pełni
przedstawić ich życie codzienne nie można pominąć aspektów prawnych
związanych z uregulowaniem pobytu, co przy nowych obostrzeniach staje
się coraz trudniejsze.
W jaki sposób osoba spoza szeroko pojętego
Zachodu może wjechać do Hiszpanii i legalnie w niej pozostać? Na
początku chciałabym przedstawić uproszczony scenariusz pokazujący
teorię. W dalszych rozdziałach opiszę praktyczne rozwiązania
zastosowane przez moich rozmówców.
Pierwszym krokiem, aby w ogóle dostać się na
terytorium Hiszpanii, jest zdobycie wizy[9]. Już
na początku należy wybrać, który rodzaj wizy interesuje potencjalnego
obcokrajowca: wiza Schengen czy wiza krajowa. Aby otrzymać pierwszy
rodzaj wizy, należy dotrzymać różnych warunków, które już wstępnie
determinują, kto może wjechać na teren państw przynależących
do strefy Schengen, a kto nie. Oto kilka z nich: dostarczenie dwóch
formularzy wraz ze zdjęciem, przedstawienie ważnego paszportu,
przedstawienie biletów lotniczych potwierdzających trasę podróży,
dołączenie kopii ubezpieczenia (z dokładnymi wytycznymi, że
w przypadku ubezpieczenia zdrowotnego musi być ono na minimum 30 000 euro, ubezpieczenia od nieszczęśliwych wypadków również
na minimum 30 000 euro, a ponadto firma ubezpieczeniowa musi mieć
swoją filię w Europie), zaproszenie od rodziny bądź przyjaciół
(w przypadku podróży biznesowej od firmy), potwierdzenie odpowiedniego
zabezpieczenia finansowego umożliwiającego pobyt przez dany okres na
terytorium wybranego kraju. Wiza Schengen również dzieli się na dwa
rodzaje: wizę lotniskową (umożliwiająca jedynie tranzyt, bez opcji
opuszczenia terytorium lotniska) oraz wizę krótkoterminową. I znów,
oba rodzaje wiz są obostrzone wieloma warunkami. Aby skorzystać
z wizy tranzytowej, należy przedstawić między innymi wyciągi bankowe
dokumentujące dochody z ostatnich sześciu miesięcy, mieć ważną wizę
wjazdową do kraju, do którego ktoś się udaje oraz zapłacić 60 euro
za wystawienie dokumentu. Wiza krótkoterminowa upoważnia maksymalnie
do 3-miesięcznego pobytu w strefie Schengen. Warto podkreślić, że
wydanie wizy wcale nie gwarantuje wjazdu do danego kraju, ponieważ
zawsze istnieje możliwość cofnięcia z granicy. Jak zatem widać,
wjazd do Hiszpanii już "w teorii" może być dość problematyczny
dla osób próbujących się tam dostać. Z kolei w przypadku wiz
krajowych również mamy kilka ich rodzajów: wizę tranzytową, wizę
krótkoterminową (pozwala na pobyt na terytorium Hiszpanii nie dłużej
niż trzy miesiące), wizę dyplomatyczną (dla pracowników ambasad,
konsulatów, przedstawicieli rządowych), wizę pozwalającą na pobyt
w Hiszpanii bez możliwości podjęcia pracy, wizę pracowniczą, wizę
studencką. Wydanie którejkolwiek z wyżej wymienionych wiz, podobnie
jak w przypadku wiz Schengen, jest obostrzone wieloma dodatkowymi
wymaganiami.
Po legalnym przekroczeniu granicy, pobyt
obcokrajowca może być dwojakiego rodzaju[10]:
tak zwany de estancia (pobyt czasowy) oraz
de residencia (pobyt długiego trwania). Pobyt
czasowy poniekąd jest związany z rodzajem wizy, jaki się otrzymało.
I tak na przykład, za pobyt czasowy uważa się zarówno ten związany
z wizą turystyczną, jak i z wizą studencką. Z kolei pobyt długiego
trwania związany jest z kartą pobytu, która w Hiszpanii jest również
pozwoleniem na pracę (w większości przypadków). Wszelkie inne
scenariusze wskazują na nieuregulowany status, co jest równoznaczne
z nielegalnym przebywaniem na terytorium Hiszpanii. Istnieje jednak kilka,
dość skomplikowanych możliwości, aby go uregulować i jednocześnie
otrzymać pozwolenie na pracę. Zakładając, że obcokrajowiec
przybywa do Madrytu, może tam skorzystać z pomocy wielu organizacji
pozarządowych zajmujących się doradztwem w kwestiach uregulowania
statusu. Również władze miasta i Regionu Madryt otworzyły specjalne
punkty informacyjno-interwencyjne, w których można poprosić o pomoc. Te
najbardziej znane to: specjalna komórka przy Radzie Adwokackiej miasta
Madryt oraz w Centrach Pomocy Społecznej dla Imigrantów (CASI). Broszury
w różnych językach zawierające informacje o kwestiach najważniejszych
dla cudzoziemców (prawie pracy, opieki zdrowotnej, dostępie do
edukacji itp.) zostały rozesłane do wielu punktów na terenie miasta
(ambasad, konsulatów, siedzib organizacji pomagających obcokrajowcom
itd.). Jest także dostępna specjalna strona internetowa Inmigra Madrid
oraz całodobowy telefon 012, gdzie można poprosić wielojęzycznych
ekspertów o pomoc.
Madrid Convive: Biuro informacji dla imigrantów
Jedną z możliwości uregulowania pobytu jest
tak zwane permiso de trabajo y residencia inicial
(wstępna karta pobytu z prawem pracy). Aby ją uzyskać, należy
powrócić do kraju, z którego się pochodzi, a następnie wystąpić
do konsulatu z prośbą o przyznanie wizy pracowniczej i karty pobytu,
przedstawiając potwierdzenie, że w Hiszpanii czeka pracodawca
z gotowym kontraktem. Wniosek o wydanie pozwolenia na pracę
przedstawia pracodawca. Opcja ta nie cieszy się dużym powodzeniem
z kilku powodów. Powrót do kraju, poza tym, że jest kosztowny (warto
pamiętać, że największa część imigrantów przybywa z innych
kontynentów), to w dodatku prawie niemożliwy do zrealizowania (wielu
pracodawców woli zatrudniać osoby, które przebywają legalnie oraz
są "na miejscu", dostępne "od zaraz"). Także sama wiza jest
promesą, czyli nie daje gwarancji, że granica zostanie przekroczona
bez żadnego problemu. Druga możliwość to tzw. residencia de
arraigo w kilku odmianach. Najogólniej rzecz ujmując, polega
ona na tym, że dana osoba przedstawia dowód trzyletniego nieprzerwanego
pobytu na terenie Hiszpanii oraz zaświadczenie o niekaralności (w
Hiszpanii, jak i w swojej ojczyźnie), a ponadto dowód potwierdzający
legalny pobyt i pozwolenie na pracę któregoś z członków
najbliższej rodziny (jeśli w Hiszpanii przebywa się samotnie, należy
przedstawić zaświadczenie o wpisaniu się na listę w Ośrodku Pomocy
Społecznej). Problem polega na tym, że żadnego z tych dokumentów
nie da się przedstawić bez kontaktu z urzędami bądź najbliższym
komisariatem policji. Osoba z nieuregulowanym statusem unika tych
instytucji, bowiem zgłoszenie się i poproszenie o którykolwiek dokument
jest równoznaczne z przyznaniem się do nielegalnego pobytu na terenie
Hiszpanii. A zgodnie z ustawą dotyczącą imigracji, osoby przebywające
nielegalnie powinny zostać deportowane. Ponadto wszystkie pozwolenia
na pobyt i pracę są tymczasowe, więc powinny zostać odnowione, co
również komplikuje kwestię uregulowania statusu. Ministerstwo Pracy
i Imigracji ustala co roku tzw. pulę kontraktów do podpisania, czyli
listę miejsc pracy dostępnych na hiszpańskim rynku i rozsyła ją
do placówek dyplomatycznych. Preferowane są kraje, które podpisały
z Hiszpanią umowy o kontroli ruchów migracyjnych. De facto osoby
pochodzące z tych właśnie krajów, spełniające oczekiwane wymagania,
mają większe szanse na wyjazd niż inne osoby.
Jak już wcześniej wspomniałam, niestawienie
się na komisariat bądź do odpowiedniego urzędu w ce-lu odnowienia
karty pobytu jest traktowane jako wykroczenie. Przeglądając ustawę
o imigracji można zapoznać się ze wszystkimi sankcjami grożącymi
za nielegalne przebywanie na terenie Hiszpanii. Według artykułu
51. istnieją trzy rodzaje naruszeń przepisów: czyny o małym
znaczeniu, średnie naruszenie prawa i znaczne. Warto tu zaznaczyć,
że wspomniane w tej ustawie przypadki mogą dotyczyć zarówno
Hiszpanów jak i imigrantów. Do najlżejszych wykroczeń należy
na przykład niepoinformowanie odpowiednich władz o zmianie adresu,
stanu cywilnego, obywatelstwa czy opóźnienie (do trzech miesięcy)
w złożeniu wniosku o przedłużenie pobytu. Za przykład wykroczeń
poważnych uważa się między innymi: nieposiadanie ważnej karty pobytu,
podanie nieprawdziwych danych osobowych o miejscu zamieszkania, otrzymanie
zapłaty za zawarcie małżeństwa, adopcję czy wystawienie zaproszenia
dla osoby zza granicy. Także trzecie wykroczenie lekkie jest traktowane
jako poważne. Do wykroczeń bardzo poważnych kwalifikuje się pomoc
w organizowaniu przemytu imigrantów, działania przeciw bezpieczeństwu
Hiszpanii, nielegalne zatrudnienie. Każdy z tych rodzajów wykroczeń
związany jest z sankcjami. Za najlżejsze grożą mandaty do 500
euro, za poważniejsze do 10 000 euro, za najpoważniejsze do 100 000
euro. Najwyższe kary przewiduje się dla osób organizujących przemyt
ludzi. Przewoźnik, który umożliwi grupie cudzoziemców nielegalne
przekroczenie granicy może zostać ukarany mandatem nawet w wysokości
750 000 euro. Karą, którą można zastosować wobec obcokrajowców jest
deportacja (ale wtedy nie można nałożyć na nich grzywny). Deportacja
oznacza nie tylko wywiezienie z kraju, ale i zakaz wjazdu do niego przez
kolejnych 10 lat (chyba, że dana osoba zgodzi się wyjechać jeszcze
zanim zapadnie decyzja o deportacji). Deportowani mogą zostać: imigranci
bez ważnej karty pobytu, osoby skazane prawomocnym wyrokiem sądowym
(w Hiszpanii bądź w kraju pochodzenia) oraz osoby, wobec których
zapadła decyzja o deportacji w którymś z krajów należących do Unii
Europejskiej. W artykule 57. wymienia się także osoby, które nie mogą
zostać deportowane. Są to: kobiety w ciąży, osoby niepełnosprawne,
ofiary handlu ludźmi (ale muszą oni zadecydować czy chcą pomagać
rządowi w zwalczaniu tego procederu, w przypadku odpowiedzi odmownej,
mogą zostać wydaleni), uchodźcy oraz osoby niepełnoletnie (do
osiągnięcia pełnoletności). W trakcie debaty nad tą właśnie ustawą
wiele kontrowersji wzbudziły zapisy odnoszące się do procesu deportacji
oraz do możliwości zatrzymania danej osoby. Jak się bowiem okazało,
wraz z wejściem w życie tego prawa każdego obcokrajowca można
zatrzymać na 24 godziny bez podawania konkretnej przyczyny. Jeśli
w tym czasie nie przedstawi kompletu dokumentów potwierdzających
zalegalizowany pobyt, można rozpocząć procedurę deportacji. Sama
procedura jest dość szybka, w ciągu 60 dni od podjęcia decyzji
dana osoba zostanie przetransportowana do swojego kraju. W praktyce
zatem, po zatrzymaniu imigranta, który akurat nie miał przy sobie
całego kompletu dokumentów (jak to miało miejsce prawie codziennie
w różnych dzielnicach Madrytu), można go było przewieźć na policję
i przetrzymać przez 24 godziny. Często 24 godziny to zbyt mało czasu na
skompletowanie dokumentów, bowiem zanim rodzina zatrzymanego dowie się
o tym, że jej członek przebywa na komisariacie, już na wstępie mija
kilka godzin. Następnie należy dostarczyć wiele zaświadczeń, które
często musi wydać pracodawca. W kontekście polecenia służbowego
wydanego Policji hiszpańskiej, przytoczonego przeze mnie w pierwszym
rozdziale, i nowej ustawy, opustoszałe ulice i niechęć obcokrajowców
wobec osób robiących zdjęcia wydają się zrozumiałe.
Ciąg dalszy w wersji pełnej