Kos.Czarny jak sadza
Kos to nasz jedyny naprawdę czarny ptak! Ale nie zawsze tak było. Jego przodkowie byli biali jak płatki lilii... Któregoś dnia jeden z nich zobaczył, jak sroka chowa w gnieździe garść klejnotów.
- Czy ja też mógłbym mieć takie cudeńka? - zapytał rozochocony.
- To wcale nie takie trudne - odskrzeczała jego czarno-biała sąsiadka. - Wystarczy, że udasz się na służbę do Księcia Skarbów, władcy Krainy Podziemi. Służba długo nie potrwa, a Książę na odchodne pozwoli ci zabrać tyle kosztowności, ile tylko udźwigniesz. Pod jednym warunkiem - ciągnęła sroka. - Po drodze będziesz musiał minąć siedem grot pełnych kosztowności, ale nie wolno ci niczego dotknąć, zanim nie zobaczysz się z samym Księciem.
Jeszcze tego samego dnia kos odnalazł prowadzące pod ziemię wrota i wleciał do pierwszej komnaty, po brzegi wypełnionej srebrem. Czego tam nie było! Kandelabry, misy, dzbany, fantazyjne brosze, a nawet migotliwe cekiny, leciutkie jak płatki śniegu. Pomny przestrogi przemierzał kolejne, coraz bardziej bajeczne wnętrza, aż w końcu znalazł się w grocie pełnej złota. Tam pokusa okazała się zbyt silna. Zatrzymał się oszołomiony i chwycił w dziób pierwszy z brzegu pierścień. W tej samej chwili wśród gromów i błyskawic ukazał się ziejący ogniem stwór. Przerażony ptak uszedł z życiem, ale bestia zdążyła obrzucić go lepką sadzą, a pierścień stopił żar. Od tamtej pory wszystkie kosy mają czarne jak sadza pióra oraz złoty dziób i takie same obrączki wokół oczu. W każdym razie tak wyglądają dorosłe samczyki. Im starsze i w im lepszej kondycji, tym bardziej jaskrawe są ich ozdoby. Samiczki i młodzież są brunatne. Za to w chwili strachu, bez względu na płeć i wiek, wszyscy uciekają i krzyczą, jakby gonił je smolisty demon.
Kosy to czarodzieje. Gdy nikt inny jeszcze nie śpiewa, bo noce mroźne, a na skraju drogi zbity śnieg i lód, ich powłóczyste, miękkie jak aksamit nuty otulają zaspany jeszcze świat i przypominają, że wiosna niedaleko. W środku dnia kosy robią sobie przerwę, ale usłyszymy je znowu przed zachodem słońca, a czasami długo po. Soliści w zrelaksowanej pozycji - głowa do góry, skrzydła lekko opuszczone, rozluźnione pióra - sadowią się na wierzchołkach drzew, na szczytach dachów, na latarniach i antenach. Ostatnio poznałem takiego jednego, co regularnie śpiewał z leśnego traktu, ale on, nawet przelatując z miejsca na miejsce, nie mógł się powstrzymać. O najlepsze sceny niektórzy pewnie się pobili, ale warto było, bo im wyżej i im mniej przeszkód po drodze, tym dalej popłynie magiczna melodia. Być może to z jej powodu Szwedzi wybrali czarnego kosa, symbol budzącego się słońca i nadziei, na swojego ptaka narodowego. Kosy mają też swoje wsie i miasta, a nawet cały kraj - Kosowo. Podobno wojownicy, którzy 15 czerwca 1389 polegli w wielkiej bitwie na Kosowym Polu, powstali z martwych jako kosy, żeby ją opiewać. To musiały być kiedyś ważne ptaki w tej części świata, bo kos to jedno z prasłów, które znajdziemy w wielu, jeśli nie we wszystkich językach słowiańskich. U Celtów i Anglosasów czarne ptaki towarzyszyły najpierw druidzkim pustelnikom, a potem chrześcijańskim mnichom. W złożonych do modlitwy dłoniach Świętego Kevina, tamtejszego odpowiednika Franciszka z Asyżu, kosy złożyły kiedyś jajko. Wzruszony, pozwolił im nie tylko je wysiedzieć, ale i wychować wyklute z niego pisklę, co zwykle zajmuje kosom około miesiąca. On sam przez cały ten czas nawet na chwilę nie przerwał pacierzy.
Zawodowcy twierdzą, że pod względem kompozycyjnym muzyka kosów jest najbliższa naszej. Niektóre z nich mają w repertuarze ponad 30 fraz2 i dowolnie je miksują. Każdy ptak ma też kilka ulubionych motywów, które stają się jego wokalną wizytówką. Głosy kosów przekraczają pełną oktawę, a ich echa znajdziemy w wielu klasycznych dziełach, nawet jeśli ich kompozytorzy nie zawsze się do tego przyznawali. Byli jednak i tacy, którzy otwarcie mówili o swoim podziwie dla kosowych improwizacji. Richard Strauss (z tych drugich Straussów) otwiera swoją flagową operę, Kawalera srebrnej róży, klarnetem, który przez kilka minut naśladuje kosa. Olivier Messiaen napisał na flet i fortepian słynne Le Merle noir, Kos. Nawet Beatlesi nagrali zainspirowaną kosowymi trelami piosenkę i zatytułowali ją Blackbird, Czarny ptak, co po angielsku znaczy "kos". No bo i jak inaczej nazwać kosa...?
Ciekawe, że ptaki mieszkające w lasach, z których wiele odlatuje na zimę, śpiewają dużo bardziej urozmaicone melodie niż przeważnie osiadłe kosy miejskie. Prawdopodobnie dzieje się tak dlatego, że wędrowcy wplatają do swoich pieśni motywy zasłyszane od kolegów z zachodniej i południowej Europy, gdzie nasze ptaki spędzają zimę, a dokąd zlatują się również te z północy i wschodu. Całoroczne mieszczuchy nie mają szansy na takie spotkania, a inspiracje czerpią od tak samo zasiedziałych ziomków. Oni za to dłużej trwają w swoich parach. Spośród kosów lęgnących się w północno-zachodniej Polsce po zakończonym sezonie rozpada się połowa związków, w zachodnich Niemczech około jedna trzecia, a w Anglii, gdzie ptaki te są całkowicie osiadłe, tylko jedna piąta.
Miejskie, wiejskie czy leśne - wszystkie kosy są bardzo czujne i zapewniają swoim sąsiadom system wczesnego ostrzegania. Zaniepokojone podrywają się z ziemi lub gałęzi, wybuchając serią szybkich, szeleszcząco-kwiczących okrzyków, które niejednemu gwałtownie podniosły poziom adrenaliny we krwi... W ciągu ostatnich 200 lat wiele kosów przeniosło się z lasów do miejskich parków i ogrodów. Strategiczne posunięcie na zurbanizowanym po brzegi kontynencie! Najpierw, w roku 1820, zaobserwowano je w bawarskich Bambergu i Erlangen. W Londynie, mieście, w którym być może jest ich dzisiaj najwięcej, kosy osiedliły się dopiero w latach 30. XX wieku. W dobrych, zielonych dzielnicach żyją tam w przeliczeniu na hektar co najmniej cztery pary, które wyprowadzają przynajmniej trzy lęgi w roku. Połączenie odsłoniętych trawników nafaszerowanych dżdżownicami z gęstymi krzewami, w których można ukryć siebie i gniazdo, oraz wysokimi drzewami, z których można zaśpiewać, to dla kosów idealna kompozycja, bardzo już rzadka w tak zwanym naturalnym krajobrazie. Mimo podwyższonej śmiertelności w miastach i wysokich strat w lęgach, powodowanych przez koty i ludzi, kos to dzisiaj jeden z najliczniejszych europejskich ptaków, z populacją szacowaną na 40-82 milionów par, z czego u nas 2 786 000-3 865 000. Najstarszy, o jakim wiemy, przeżył 21 lat i 10 miesięcy3.
Gdzie i kiedy patrzeć?
Przez cały rok na parkowe i ogrodowe trawniki, a wiosną również na wierzchołki drzew, szczyty dachów i anteny. Najlepiej o świcie, rano i pod wieczór.
Czego wyglądać?
Czujnego czarnego ptaka z pomarańczowożółtym dziobem i taką samą obwódką wokół oczu. To dorosłe samczyki. Samiczki i młodzież są w całości mniej lub bardziej brunatne z subtelnym kreskowaniem, które fachowcy nazywają strychowaniem - u samiczek ciemniejszym, u młodzieży jaśniejszym, rudawym. Jeśli chcemy się upewnić, że ptak, który wylądował na trawniku, to kos, warto zwrócić uwagę na to, jak się porusza - to kombinacja truchtu, pauzowania i podskoków. Co rusz dumnie się prostuje, zadzierając wysoko ogon.
Czego nasłuchiwać?
Od lutego do lipca - eleganckich, melancholijnych, lekko jazzujących melodii na flet, przeplatanych dużo cichszymi smyczkami. Poza tym wybuchowych, trzeszczących i skrzypiących głosów alarmowych.
2 Według Ilustrowanego słownika muzycznego: "Fraza jest to struktura muzyczna powstała w wyniku współdziałania takich elementów jak melika [składowa melodii], harmonika i rytmika. Struktura ta tworzy pewną zamkniętą muzyczną myśl i określoną całość wyrazową. Fraza składa się minimum z dwóch motywów muzycznych [...]".
3 Wiek dzikich ptaków możemy określić dzięki zakładanym im obrączkom. Najstarsze daleko odbiegają od średniej lub oczekiwanej dla swojego gatunku długości życia. Za każdym razem, kiedy pada informacja o najstarszym ptaku, musimy jednak pamiętać, że jest to najstarszy ptak, o jakim wiemy, i nie możemy wykluczyć, że nie było gdzieś kosa czy modraszki, które doczekały jeszcze bardziej sędziwego wieku niż te zarejestrowane w międzynarodowych czy krajowych archiwach obrączkarskich.