Co wyrośnie z Halusi-Lilusi?
Dziecko urodzone 26 lutego, w 1900 roku, na granicy dwóch wieków. W Rawie Mazowieckiej, gdzie matka Marianna z domu Raszkiewicz razem z mężem Jakubem Konopackim gościła przejazdem u siostry. W metryce urodzenia Haliny zapisano: Leonarda Kazimiera. Matka wytłumaczy córce, że były to wówczas bardzo modne imiona, ale dziewczynka szybko zakwestionuje jej wybór.
Astrolog Jan Starża-Dzierżbicki, prezes Polskiego Towarzystwa Astrologicznego w Polsce międzywojennej, przepowiadał, że urodzony w tym dniu "tam gdzie wszyscy inni porzucą pracę zniechęceni, on jednak wytrwa" i będzie trudzić się dalej, że jego "styl jest potoczysty i wartki. Słowa płyną mu strumieniami. Jego listy mają nieraz wartość literacką"7.
W rodzinie doszukiwano się koligacji z Tatarami (po kądzieli) i pokrewieństwa z Mikołajem Kopernikiem. Aleksander Konopacki (Dominik, dziadek Aleksandra, i Jakub, ojciec Haliny, byli stryjecznymi braćmi) prześledził historię rodu, wertując stare księgi i herbarze. W broszurze zatytułowanej Halina Konopacka 1900-1989, wydanej własnym sumptem w sto dziesiątą rocznicę urodzin sławnej kuzynki, dowodzi, że nazwisko Konopackich istniało już w XIII wieku. Ponoć protoplaści zapuścili korzenie na Pomorzu jeszcze w czasach Bolesława Chrobrego, ponoć rzeczywiście wśród nich był toruński astronom. Nie wiadomo, kiedy i skąd pojawili się na Mazowszu. Wiadomo natomiast, że wychowywano ich w duchu patriotyzmu. Byli wśród nich powstańcy i legioniści.
Gałąź rodziny, z której wywodził się ojciec Haliny, miała smykałkę do przedsiębiorczości. Wielu Konopackich było właścicielami folwarków, w których działały młyny i tartaki. Ich nowoczesne domy w posiadłościach ziemskich miały własne ujęcia wody. Gdy wokół wieczory rozjaśniało światło naftowych lamp, u Konopackich świeciły się żarówki.
W dwudziestoleciu międzywojennym to Konopaccy właśnie, synowie Konstantego z Fałku skoligaceni z linią Jakuba, założyli w Mostach niedaleko Grodna fabrykę sklejek lotniczych, jeden z największych i najnowocześniejszych w Europie zakładów przeróbki drewna.
Sama Halina nigdy nie okazywała specjalnego zainteresowania rodzinną historią. Traktowała dobre familijne kontakty jako możliwość uprawiania sportu na łąkach otaczających folwarki spokrewnionych z nią właścicieli.
W jej domu panował typowy podział ról. Do matki należało zagospodarowywanie codzienności z pomocą niestrudzonej służącej Antoszki. Ojciec, mężczyzna bardzo wysoki (to po nim córka odziedziczyła wzrost) i wybitnie przystojny, zarabiał na utrzymanie bliskich. Wraz ze wspólnikiem handlowali pojazdami konnymi. Zajmowała ich wynalazczość. Stworzyli projekt powózki na tak wysokim zawieszeniu, że pasażerowie nie musieli obawiać się pryskającego spod kół błota.
Halina była najmłodsza wśród trójki rodzeństwa. Miała o pięć lat starszego brata Tadeusza i o rok starszą siostrę Czesławę.
Rodzina zajmowała stupięćdziesięciometrowe mieszkanie przy Grochowskiej 326 w Warszawie, pięciopokojowe, z dwoma wejściami (dla państwa i służby), pałacowym parkietem i czeczotowymi meblami. W salonie stał fortepian, ściany były ozdobione obrazami olejnymi, w kredensie trzymano japońską porcelanę i srebra.
Klasyczna zasobność polskiego mieszczaństwa z początków XX wieku.
Najmłodsza latorośl Konopackich nie lubiła swoich imion.
- Nie jestem Leosią. Nie jestem Kazią - protestowała z uporem.
"Zaraz wracam. Lilka" - pisała na kartce, wychodząc z domu.
Leonarda i Kazimiera odeszły do lamusa. W domu, zgodnie z życzeniem, zaczęto nazywać ją Lilką, imieniem w owym czasie bardzo popularnym, przybranym nawet przez Marię Pawlikowską-Jasnorzewską, w której wierszach będzie rozczytywać się przyszła sportsmenka.
Zmiana imienia nastąpi raz jeszcze, tym razem na modną Halinę. I tak już pozostanie.
Matka chodziła w fantazyjnych kapeluszach, zawsze starannie kolorystycznie dobranych do toalet. To ona stała się dla córki arbitrem elegancji; na wszystkich zdjęciach i we wspomnieniach przyjaciół Halina jest zawsze nieskazitelnie ubrana. Tymczasem ta sama matka, której wprawdzie nikt nie skazywał na siedzenie z robótką ręczną przy stoliku w sypialni wzorem dziewiętnastowiecznych mężatek, była w rodzinie określana jako "kobieta bluszcz". Tyle że ten "bluszcz" mówił płynnie po rosyjsku i francusku, ozdabiał haftem richelieu obrusy i poduszki, szydełkował, dziergał na drutach fantazyjne szale i śpiewał romanse.
A ojciec? Skupiony na utrzymaniu życia rodziny na wysokim poziomie, człowiek interesu, znajdował ucieczkę od codzienności, wyśpiewując operowe arie. Albo zasiadał nad szkicownikiem i pracowicie rysował. Najczęściej konie. Tak zapamiętała go córka.
Rodzina była modern. Światli rodzice dbali o odpowiednie i wszechstronne wykształcenie dzieci. Wszystkie mówiły po francusku i oczywiście po rosyjsku, bo uczyły się w rosyjskich szkołach. Wszystkie grały na fortepianie, nucąc pod nosem modne szlagiery. Młoda Halina kupiła sobie nawet mandolinę, na której wygrywała legionowe piosenki.
Halina Konopacka z rodzicami. Słabość do fantazyjnych nakryć głowy towarzyszyła jej przez całe życie
Archiwum rodzinne
Co wyrośnie z naszej Halusi-Lilusi? Płacze, kiedy czyta wiersze, z przejęciem rysuje, lubi śpiewać. I zaraziła się pasją ojca - uprawia sport.
Jakub uważa, że należy dbać o rozwój fizyczny całej trójki potomstwa. Ruch to zdrowie.
Taka filozofia życia była rzadko spotykana w tradycyjnych mieszczańskich domach, w których królował styl zasiadano-spacerowy. U Konopackich ojciec, za aprobatą matki, prowadzał dzieci na Agrykolę, gdzie mogły ćwiczyć i rywalizować w grach zespołowych. Nie dzielił sportów na te przeznaczone wyłącznie dla dziewczynek i te tylko dla chłopców. Dzieci grały w piąstkówkę, krykieta, kręgle, komórki do wynajęcia. Halina, z ojcem i Czesławą, spędzała godziny na korcie. Cała trójka małych Konopackich uczyła się konnej jazdy.
Magdalena z Kossaków Samozwaniec wspominała panikę, jaką wzbudzały z siostrą Marią podczas pierwszych rowerowych przejażdżek po krakowskich Błoniach. Jakiś starszy chudy mężczyzna wymachiwał laską, regularnie zabiegając im drogę z krzykiem: "Bezwstydnice, ja wam dam, przyjdzie na was kara boska, zobaczycie!"8.
W rodzinie Haliny kary boskiej za uprawianie sportu nikt nie brał pod uwagę.
Ona sama była entuzjastką jazdy na łyżwach w Dolinie Szwajcarskiej. Cóż za radość życia! W muszli koncertowała wojskowa orkiestra dęta. Halina holendrowała z zapałem, mijając dostojnych członków klubu łyżwiarskiego - w obcisłych granatowych strojach obłożonych barankiem, w wysokich sznurowanych butach. Łyżwy w tamtym czasie, o nosach zakręconych ku górze, przypominały bajkowe tureckie pantofle.
Nic dziwnego, że wysportowana dziewczynka wygrała konkurs w ogródku jordanowskim, gdzie po raz pierwszy w życiu rzucała piłką do celu. Chodziła wtedy jeszcze do przedszkola pani Gerlach, na plac zabaw zabrał ją brat. Gdy przyłączyła się do grających dzieci, okazało się, że rzuca najlepiej; w nagrodę obdarowano ją dużą kolorową piłką. W drodze powrotnej kopali tę piłkę z Tadeuszem. Oczywiście, że była dumna.
- Ten sukces był moją pierwszą sportową inspiracją - powie w przyszłości.
Kiedy wybuchła I wojna światowa, miała czternaście lat i uczyła się na pensji Cecylii Plater-Zyberkówny.
Wojna otworzyła jej drzwi. Wydaje się - paradoks. Ale to właśnie światowy konflikt, który pochłonął około dziesięciu milionów ludzkich istnień, przysłużył się ruchom feministycznym. A Halinie, żyjącej w "międzyepoce", jak mawiał Melchior Wańkowicz o dwudziestoleciu międzywojennym, w której przeplatało się stare z nowym, emancypacja umożliwiła wkroczenie na sportowe stadiony.
Mężczyźni walczyli na froncie. Ginęli. Wracali do domów kalecy, niezdolni do podjęcia jakiejkolwiek pracy. Ich miejsca zaczęły zajmować kobiety. Cywilizowany świat powoli dojrzewał do równouprawnienia.
Polki zostały dopuszczone do studiów wyższych: w 1908 roku w Krakowie i w 1915 roku w Warszawie.
Niektórzy twierdzą, że 28 listopada 1918 roku po prostu otrzymały dekretem Naczelnika Państwa czynne i bierne prawo wyborcze w nagrodę za udział w walce o niepodległość. Inni, że legionistki zagroziły w Belwederze Piłsudskiemu, że nie wyjdą z jego gabinetu, dopóki nie podpisze dekretu o ordynacji wyborczej, stanowiącego, że wyborcą jest każdy obywatel państwa, bez względu na płeć.
Tak czy inaczej, podpisał.
Odszedł fin de si?cle, zbliżało się stulecie wielkich wydarzeń. Losy narodów miały zmienić totalitaryzmy, Kosmos miał przybliżyć się do Ziemi, a kobiety wyjść z cienia. Ich wartość jako równoprawnych uczestniczek życia publicznego i społecznego doceniał już Ignacy Daszyński, wybitny polityk międzywojnia, socjalista. "Nie umiem nawet sobie wyobrazić tego, co będzie z życiem ludzkości, jeżeli - połowa jej - kobiety wejdą naprawdę w to życie z wolą świadomą, z siłą odpowiadającą nie tylko swej liczbie, lecz i walorom kobiecym, silniejszymi pod pewnym względem od męskich"9 - pisał.
Czołowa ówczesna dyskobolka Irena Dobrzańska mówiła o swojej koleżance Halinie, że była piękną dziewczyną, rosła spokojnie, chociaż nadmiernie. Uczyła się w miarę dobrze. I jak wszystkie dziewczęta epoki marzyła o karierze gwiazdy filmowej10.
Halina biegała do kina na filmy z Polą Negri, która grała w Niewolnicy zmysłów, w Bestii i w Żonie. Zawsze jako femme fatale, przez co zapisała w pamięci młodej dziewczyny przekonanie, że piękność doprowadza do zguby zakochanych mężczyzn. Halina, choć świadoma swojej oryginalnej urody, nigdy nie spróbowała sił na scenie ani w filmie. Podżartowywano z niej, gdy już była sportsmenką, że w całym Hollywoodzie nie da się znaleźć wyższego od niej aktora, więc nie miałaby z kim występować.
Obserwowała zmiany w obyczajowości. Kobiety wyruszały w nową drogę - od raz uzyskanej przez nie świadomości własnej inwencji, możliwości i siły nie było odwrotu. Studiowały. Pracowały. Wydawały własne czasopisma. Skróciły spódnice, które zamiast kostek sięgały teraz połowy łydek. Włożyły spodnie, obcięły włosy, zaczęły publicznie palić papierosy.
Znajdowały pracę, głównie w administracji, centralnej i samorządowej. Kazimiera Iłłakowiczówna, znana poetka, budziła zdumienie stwierdzeniem, że wyżej ceni sobie karierę urzędniczą niż własne wiersze. Utrzymywała się wprawdzie rażąca nierówność w dochodach kobiet i mężczyzn, ale w dużych miastach pracująca zawodowo młoda kobieta przestawała dziwić.
Środowiska katolickie przestrzegały przed zgubnymi skutkami rozbudzania w kobietach nadmiernych ambicji. Publicyści związani z Kościołem nawoływali, aby kobiety, zamiast iść fałszywą drogą maskulinizacji, wzbogacały swoją osobowość i wykorzystywały posiadane z racji "biologicznej natury" walory. Kościół był również ośrodkiem hamującym ambicje komisji kodyfikacyjnych dążących do zrównania sytuacji prawnej obu płci.
181 cm wzrostu, 66 kg wagi, talia osy. Figura raczej współczesnej modelki niż sportsmenki z dwudziestolecia międzywojennego
Archiwum rodzinne
Niemniej prasa kobieca niezmiennie umacniała ducha czytelniczek w dążeniu do zaistnienia w wolnym kraju. "Bluszcz", opiniotwórczy tygodnik kobiecy, nawoływał: "[...] droga pracy politycznej kobiet jest jasna - zmyć wielką wielomilionową falą serc i głosów kobiecych ohydę egoizmu i cynizmu, który przenika życie społeczne i metody polityczne narodów; wnieść wszędzie, do każdej dziedziny życia, do rodziny, fabryki, dworu, urzędu i parlamentu zasady etyczne"11.
Halina w 1918 roku skończyła osiemnaście lat. Weszła w pełnoletniość razem z niepodległą Polską i uwielbieniem dla Piłsudskiego. Kiedyś będzie obracać się w towarzystwie tych, którzy wywalczyli upragnioną wolność.
Gdy front wojny polsko-bolszewickiej w sierpniu 1920 roku zbliżał się do Warszawy, Halina, już jako absolwentka gimnazjum, odbyła przeszkolenie pielęgniarskie. Zwycięstwo świętowała z rodziną w towarzystwie portretu Naczelnika, wiszącego w mieszkaniu Konopackich.
Zaczynała się era wielkonakładowej prasy. Świat stawał się bardziej czytelny. Hasło: "Gazeta dla każdego mężczyzny na ulicy i dla każdej kobiety w kuchni" dotarło do Polski. W domu Haliny czytano "Bluszcz", "Kobietę Współczesną", "Ilustrowany Kurier Codzienny", "Gazetę Polską". Informacje miały coraz szerszy zasięg, także za sprawą powstałego w 1925 roku Polskiego Radia, które już po dwóch latach odnotowało czterdzieści pięć tysięcy abonentów.
Dzięki radiu Halina usłyszy, że pierwszą sędzią do spraw nieletnich w Polsce została Wanda Grabińska (dotychczas sądy karne były obsadzone wyłącznie przez sędziów mężczyzn). Jako pierwszą kobietę na listę polskiej palestry wpisano w 1925 roku Helenę Wiewiórską, która podjęła praktykę w prawie cywilnym. Polska w pochodzie ku emancypacji wyprzedziła Węgry, gdzie w tym samym czasie zatwierdzono rządowy projekt ustawy o izbach adwokackich. Na wykonywanie zawodu zezwolono wyłącznie mężczyznom, uznając, że kobiety nie są do niego zdatne.
Ale była też Finlandia, pierwszy kraj cywilizowanego świata, który wprowadził równouprawnienie. Ministrem opieki społecznej w fińskim rządzie została już w 1927 roku Miina Sillanpää.
Były także pierwsze przedstawicielki kobiet w Lidze Narodów. Rumuńska poetka Elena Văcărescu, która zasiadała w niej od 1919 roku, odgrywała wybitną rolę w komisji socjalnej.
My za to mieliśmy Marię Kubaszewską-Rogowską, specjalistkę inżyniera dróg i mostów, jedyną kobietę wśród reprezentantów trzydziestu trzech państw świata na Międzynarodowym Kongresie Budowy Mostów i Konstrukcyj Lądowych w Paryżu. A w Hucie Królewskiej odbył się egzamin kandydatów na mistrzów piekarnictwa. W komisji egzaminacyjnej zasiadali sami mężczyźni. Z dużą odwagą zgłosiła się wypiekać chleb, po raz pierwszy w Polsce, kobieta, Elżbieta Mitasowa. Zdała chlubnie.
Wysportowaną Halinę fascynowały i takie doniesienia, że dwudziestosiedmioletnia Mrs Corson, Amerykanka, pokonała kanał La Manche. Podążającego za nią w łódce męża wyniesiono na brzeg omdlałego z zimna i zdenerwowania, gdy tymczasem żona dopłynęła w świetnej formie. Również Amerykanka Amelia Earhart była pierwszą kobietą, która samotnie przeleciała nad Atlantykiem.
Te wszystkie informacje o nowych rolach kobiet budowały nieznane dotąd wzorce. Ale w opowieściach matek i babek wciąż królowała powtarzalność życiorysów. Młodsze pokolenie szukało odpowiedzi na pytanie: jak godzić kobiecą aktywność zawodową, działalność społeczną, uczestnictwo w życiu kulturalnym i realizację ambicji z obowiązkami domowymi i rodzinnymi?
W 1920 roku Halina rozpoczęła studia na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Warszawskiego. Dokumenty wskazują jednak, że nie podjęła nauki. Czy przez jakiś czas była wolną słuchaczką? Być może.
Nie dziwi, że ta młodziutka piękność marzyła o karierze aktorskiej
Archiwum rodzinne
- Swojego miejsca w życiu nie wiązałam wtedy ze sportem - wyzna w przyszłości.
Ale właśnie przygoda ze sportem, intensywna, coraz intensywniejsza, stanie się ważniejsza niż zaliczanie ćwiczeń z gramatyki i składni.
Halina obserwowała, jak wyjątkowo uzdolnione kobiety budują fascynujący obraz różnorodności talentów. Zrobiło się głośno o Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Zofii Nałkowskiej, Marii Dąbrowskiej, Marii Kuncewiczowej, Poli Gojawiczyńskiej, Zofii Kossak-Szczuckiej, Kazimierze Iłłakowiczównie, Zofii Stryjeńskiej, Katarzynie Kobro, Mai Berezowskiej czy Grażynie Bacewiczównie.
Prasa nie ujawniała skandali z życia ówczesnych celebrytów. Ale odwaga obyczajowa sławnych kobiet była powszechnie znana z prywatnych przekazów. To przecież nie kto inny jak Eliza Orzeszkowa rzuciła męża zesłanego za udział w powstaniu styczniowym i związała się z żonatym prawnikiem.
A autorka Roty? Słów: "Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród. Nie damy pogrześć mowy", od których dostawało się dreszczy? Maria Konopnicka też zostawiła męża. Samotnie wychowywała sześcioro dzieci, aż wreszcie rozkochała w sobie młodszego o dwadzieścia dwa lata mężczyznę, który popełnił samobójstwo przed hotelem, w którym zamieszkała.
Wszystkie konwenanse złamała Maria Rodziewiczówna. Pewnie i dzisiaj wzbudziłyby emocje jej związki z dwiema kobietami jednocześnie: jedną męską w typie, a drugą delikatną blondynką. Z jedną spędzała zimę, z drugą lato. A czasami mieszkały wszystkie trzy pod jednym dachem, w środku lasu.
Opinię publiczną szokowała Irena Krzywicka, walcząca z podwójną moralnością, inną dla kobiet i inną dla mężczyzn. Działalność na rzecz upowszechnienia edukacji seksualnej i kontroli urodzeń uczyniła z niej najbardziej znaną działaczkę feministyczną dwudziestolecia międzywojennego. Opowiadała się za dopuszczalnością aborcji. Popierała tolerancję dla odmienności seksualnej. Budziła krańcowe emocje, od zachwytu po potępienie. Hasło: "Chrońcie dzieci przed krzywicą!" trawestowano na: "Chrońcie dzieci przed Krzywicką!".
Halina dorastała w tym tyglu postaw. Nigdy nie manifestowała publicznie swoich poglądów obyczajowych czy społecznych. Jedno jest pewne: należała do pierwszego pokolenia kobiet, które wyszło spod hegemonii rodziny.
Marysia Kwaśniewska, oszczepniczka, która wyrastała wśród męskiego rodzeństwa, w tradycyjnej rodzinie, powie o niej:
- Była dla mnie przykładem feministki tak klasycznym, jak wzorzec z S?vres.
Halina sama decydowała o sobie i swoich wyborach.
Trzy lata młodsza od wielkiego biegacza Nurmiego, trzynaście lat starsza od legendarnego lekkoatlety Owensa - napiszą kiedyś o niej sprawozdawcy sportowi.