Zapiski spod wezgłowia, czyli notatnik osobisty - Shōnagon Sei

Kup ebooka

32.00 zł
17.60 zł (17,60 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
Smutek mnie ogarnia, gdy pomyślę...

Smutek mnie ogarnia, gdy pomyślę o tych kobietach, które spędzają życie w domach, jedynie służąc mężom; o kobietach, które nigdy nie zakosztowały ekscytującego życia na dworze, a myślą, że osiągnęły prawdziwe szczęście. Są one godne pożałowania. Damy te, często dobrze urodzone, nigdy nie miały okazji zobaczyć, jak wygląda świat naprawdę. Chciałabym, aby mogły przyłączyć się do nas, choćby na chwilę, nawet jeśli miałyby służyć jako dwórki, a zrozumiałyby, jakie to wspaniałe.

Nie znoszę mężczyzn, którzy uważają, że kobiety służące na dworze cesarskim są frywolne i fałszywe. Wiem dlaczego tak sądzą. Damy dworu nie spędzają całych dni ukryte za parawanami i wachlarzami, tylko przechadzają się swobodnie i otwarcie spoglądają na każdego, kogo mają okazję spotkać. To prawda, że ich twarze mogą oglądać nie tylko inne dwórki, lecz także Ich Cesarskie Mości, których wspaniałych imion nie śmiem wymienić, wysocy rangą urzędnicy, dworzanie czwartej, piątej i szóstej rangi. Rzeczywiście jest niewiele osób, które nie widziałyby dam dworu. Ale czy naprawdę w obecności tak znamienitych osobistości powinny one skrywać się wstydliwie jak ich krewne z prowincji albo pokojówki i sprzątaczki, czy kobiety niemające znaczenia większego niż dachówka albo kamyk w rzece? A mężczyźni nie spotykają różnych osób? Czy wstydzą się pokazywać tak wielu osobom w pałacu? Każdy, kto służy na dworze, zasługuje na takie samo traktowanie!

Damy, które kiedyś służyły na dworze, a potem wyszły za mąż, nazywane są matronami i otaczane szacunkiem. Powszechne jest mniemanie, że kobieta, która przez lata służby pokazywała wszystkim swoją twarz, zatraciła kobiecy wdzięk. Ale mimo wszystko może być dumna, gdy tytułują ją damą dworu albo zapraszają do pałacu, czy wybierają na cesarskiego herolda podczas Festiwalu Kamo. Taka żona to skarb! Jeśli na przykład wyjdzie za mąż za rządcę prowincjonalnego, a jej córka zostanie wybrana na tancerkę w Gosechi[63], nie musi wstydzić się swoich manier jak prowincjuszka ani pytać innych o przebieg ceremonii. Zna ceremoniał dworski i zachowuje się stosownie do niego.

[63] Przedstawienie taneczne odbywające się w jedenastym miesiącu w ramach shintoistycznej Ceremonii Dziękczynnej za dobre żniwa, w którym brały udział dziewczęta z dobrych domów. Trzy tancerki były córkami arystokratów stołecznych, jedna - córką rządcy prowincjonalnego.

Parawan w północno-wschodnim skrzydle pałacu Seiry?[51]

Na parawanie w północno-wschodnim skrzydle pałacu Seiry? są namalowane Obrazki z Barbarzyńskich Krajów - przedstawiają przerażające postacie Długonogich i Długorękich[52]. Drzwi do komnaty cesarzowej były otwarte. Patrzyłyśmy na parawan i żartowałyśmy z dziwacznego wyglądu namalowanych na nim istot. Zauważyłyśmy, jakie są nieprzyjemne.

Na werandzie stał zielony dzban z chińskiej porcelany, z przelewającymi się przez balustradę pięknie kwitnącymi gałęziami wiśni długimi na pięć shaku[53].

Około południa przyszedł wielki radca dworu najwyższego stopnia Korechika. Miał na sobie szatę n?shi w kolorze wiśniowym, ciemnofioletowe spodnie sashinuki, białą szatę spodnią, a na wierzchu ciemnoróżową szatę idashiginu z adamaszku. Cesarz przebywał w komnacie cesarzowej, więc Korechika usiadł przed wejściem i zdawał raport ze spraw urzędowych. W komnacie, za przepierzeniem, siedziały dwórki. Wszystkie miały na ramionach wiśniowe narzutki karaginu. Zza przepierzenia widać było rękawy ich szat w kolorze wisterii i żółtej róży. Rozległy się kroki sług niosących posiłek dla cesarza. Ktoś powtarzał: "Uwaga, zrobić przejście". Był piękny, słoneczny, wiosenny dzień. Kiedy przyniesiono wszystkie naczynia, sługa oznajmił:

- Podano do stołu.

Rozsunięto drzwi i cesarz udał się na posiłek. Korechika odprowadził cesarza, a następnie wrócił i usiadł koło wazonu z gałęziami wiśni. Wyrecytował wiersz z Man'y?shu[54]:

Miesiące i dni mijają, a góra Mimuro trwa wiecznie[55].

Wzruszona cesarzowa aż odsunęła parawan i wyszła na próg, słysząc to błogosławieństwo. Także my byłyśmy wzruszone. Pomyślałam, że ta cudowna chwila powinna trwać tysiąc lat.

Wkrótce Jego Wysokość skończył posiłek. Słudzy uprzątnęli naczynia i cesarz wrócił na pokoje cesarzowej. Jego Wysokość kazał mi rozetrzeć tusz. Spojrzałam na promienistą twarz cesarza i omal nie wypuściłam tuszu z ręki olśniona blaskiem jego majestatu. Cesarz rozdał kartki papieru:

- Niech teraz każda z dam napisze wiersz, jaki pierwszy przyjdzie wam do głowy.

- Jaki wiersz mogłabym napisać? - zapytałam pana Korechika.

- Musi pani szybko coś napisać. My mężczyźni nie pomożemy wam - odparł.

- Napiszcie Naniwazu[56] albo cokolwiek innego, co pamiętacie - polecił cesarz.

Nie wiem dlaczego, ale ogarnęła mnie trema i poczułam, jak czerwienieją mi policzki. Jedna dama napisała wiersz o wiośnie, inna o kwiatach, aż przyszła moja kolej. Napisałam znany wiersz, który brzmi: Mijają lata i mija moja młodość, lecz teraz patrzę na piękne kwiaty i nie myślę o troskach, ale zmieniłam trzeci wers i napisałam: ...lecz teraz patrzę na twarz mego pana... Cesarz przeczytał wiersz i powiedział:

- W ten sposób można się dowiedzieć, jakie uczucia skrywa czyjeś serce. Pewnego razu cesarz En'yu[57] polecił swoim dworzanom napisać wiersz. Niektórzy usprawiedliwiali się, że nie potrafią ładnie kaligrafować, ale cesarz uspokoił ich, mówiąc, że nie będzie zwracał uwagi na charakter pisma ani na to, czy wiersz jest stosowny do pory roku, więc nieco zakłopotani napisali wiersze. Wśród dworzan znajdował się obecny szambelan, wtedy jeszcze naczelnik trzeciego stopnia. Napisał wiersz, który brzmi: Tak jak przypływy nieustannie zalewają brzegi morza, tak ja coraz bardziej kocham ciebie, lecz zmienił koniec i napisał: ...tak ja coraz bardziej kocham mojego pana. I ten wiersz został nagrodzony.

Kiedy Jego Wysokość wymówił te słowa, poczułam na ciele kropelki potu. Przyszło mi na myśl, że żadna z młodszych dam nie potrafiła wykorzystać tego poematu i poczułam się szczęśliwa. Tego rodzaju konkursy są ciężką próbą. Zdarza się przecież, że ludzie, którzy zwykle piszą płynnie, są tak stremowani, że popełniają błędy przy pisaniu znaków.

Cesarzowa położyła przed sobą antologię Kokinwakash?. Czytała początek wiersza, a my miałyśmy zgadnąć, jak brzmi jego zakończenie. Choć były to tak znane poematy, że powinnyśmy je recytować o każdej porze dnia i nocy, nie wiedzieć czemu zupełnie nie potrafiłyśmy ich sobie przypomnieć. Pani Saish? potrafiła wyrecytować jedynie dziesięć wierszy, co ledwo kwalifikowało ją na osobę znającą Kokinwakash?. Inne damy znały jeszcze mniej utworów, zaledwie pięć czy sześć.

- Byłoby lepiej przyznać się Jej Wysokości, że nie pamiętacie tych wierszy, niż zgadywać - stwierdziłam.

Jeden wiersz okazał się tak trudny, że nie znalazł się nikt, kto potrafiłby go dokończyć, więc cesarzowa przeczytała zakończenie.

- Ach, to przecież taki znany wiersz! Jak mogłyśmy go zapomnieć? - ubolewałyśmy nad naszą niewiedzą.

Wiele razy przepisywałyśmy poematy z Kokinwakash?, powinnyśmy więc znać je dobrze.

Cesarzowa zaczęła opowiadać:

- Za panowania cesarza Murakami[58] pani Yoshiko, córka wielkiego ministra Lewej Strony Fujiwara Morotada... chyba wszyscy o niej słyszeli? Więc kiedy została księżniczką[59], ojciec udzielał jej takich rad:

- Przede wszystkim naucz się pięknie kaligrafować. W drugim rzędzie powinnaś umieć grać na koto[60] i nauczyć się na pamięć dwudziestu zwojów Kokinwakash?.

Cesarz usłyszał tę historię i kiedyś w dniu postu[61] przyszedł do księżniczki, przynosząc ukradkiem Kokinwakash?. Inaczej niż zazwyczaj usiadł za parawanem, co zdziwiło damę. Cesarz rozwinął zwoje i zaczął pytać:

- W którym roku, którym miesiącu i jaki poeta napisał ten i ten wiersz?

- Ach, więc o to chodzi - zrozumiała księżniczka. I chociaż była to tylko zabawa, obawiała się, że z pośpiechu lub roztargnienia łatwo może popełnić pomyłkę. Cesarz polecił dwórkom dobrze znającym poezję zaznaczać poprawne i błędne odpowiedzi pionkami do gry w go[62].

Och, jakże cudowny to musiał być widok! Naprawdę zazdroszczę każdemu, kto wtedy służył cesarzowi.

- Tak więc - kontynuowała cesarzowa - cesarz zaczął przepytywać księżniczkę. Odpowiadała bez wahania, mówiąc kilka słów o każdym wierszu, aby pokazać, że dobrze je zna. I nie popełniła ani jednej pomyłki. Po jakimś czasie cesarz poczuł się znużony nieskazitelną pamięcią damy Yoshiko i zdecydował, że przerwie sprawdzian, jeśli tylko znajdzie jakiś błąd lub niejasność w jej odpowiedzi. Ale mimo że doszedł do połowy dziesiątego zwoju, wciąż nie mógł złapać jej na błędzie. Wreszcie cesarz stwierdził:

- Nie, to daremny trud. Nie ma co kontynuować.

Zaznaczył miejsce, w którym przerwał, i postanowił uciąć sobie drzemkę. Dama triumfowała. Dużo czasu upłynęło, zanim cesarz się obudził. Kiedy wstał, zdecydował jednak:

- Gra nie może się skończyć bez rozstrzygnięcia. Ale jeśli poczekam do jutra z przepytywaniem Yoshiko z dalszych dziesięciu zwojów, ona wykorzysta ten czas, żeby odświeżyć sobie pamięć. Muszę rozstrzygnąć tę kwestię dzisiaj.

Słudzy przynieśli lampy i cesarz kontynuował egzamin przez całą noc. Mimo iż doszedł do końca antologii, dama nie pomyliła się ani razu!

Przez cały czas, gdy cesarz egzaminował księżniczkę, jej ojciec bardzo się denerwował. Wysłał sługi do świątyni, aby zamówili czytanie sutr w intencji pomyślnego zakończenia sprawdzianu, sam zaś zwrócił się w stronę pałacu i długo się modlił. Cóż za niezwykłe uwielbienie dla poezji!

Cesarz wysłuchał tej historii i dodał:

- Jak to możliwe, że cesarz Murakami był w stanie przeczytać tak wiele poematów? Ja mógłbym przeczytać najwyżej trzy, cztery zwoje. Cóż, czasy się zmieniają. Dawniej nawet ludzie niższego stanu mieli dobry smak artystyczny i gustowali w eleganckich rozrywkach. Czy ta historia mogłaby się wydarzyć dzisiaj?

Służące i dwórki cesarza, które przyszły razem z Jego Wysokością, zaczęły szczebiotać między sobą, a moje frasunki uleciały w dal.

[51] Dosł. Pawilon Orzeźwiającego Chłodu, główna część pałacu cesarskiego.

[52] Mowa o ilustracjach przedstawiających mieszkańców legendarnych krain, którzy charakteryzowali się nietypową budową ciała. Najbardziej popularne były wizerunki Długonogich, których nogi miały osiągać długość 4,5 m i Długorękich, których ręce miały ok. 3,5 m. Często przedstawiano ich razem, tzn. Długoręcy siedzieli na ramionach Długonogich i na przykład wspólnie łowili ryby.

[53] Ok. 1,5 m.

[54] Man'y?sh? - Dziesięć tysięcy liści, pierwsza cesarska antologia, ok. 781 roku.

[55] Góra Mimuro była symbolem władzy cesarskiej, tak więc wiersz ten był życzeniem pomyślności dla cesarzowej.

[56] Wiersz z antologii Kokinwakash?, którego uczyły się dzieci podczas nauki pisania.

[57] Panował w latach 969-984.

[58] Panował w latach 946-967.

[59] Tzn. cesarską konkubiną.

[60] Strunowy instrument muzyczny, rodzaj cytry.

[61] Dzień, w którym powstrzymywano się od jedzenia, stosunków seksualnych, aktywności fizycznej i wizyt towarzyskich.

[62] Gra planszowa, rodzaj szachów.

Nowy Rok...

W Nowy Rok niebo rozpogodziło się, a w powietrzu unosiła się tajemnicza mgiełka. Tego dnia wszyscy wyglądali wyjątkowo pięknie i elegancko. Z przyjemnością patrzyłam, jak składają życzenia noworoczne cesarzowi i świętują pierwszy dzień nowego roku.

Bardzo lubię siódmy dzień pierwszego miesiąca, kiedy ludzie zrywają pędy młodych ziół kiełkujących spod topniejącego śniegu[2]. To niezwykłe, jak wszyscy cieszą się na widok młodziutkich roślinek wschodzących niedaleko pałacu, w miejscu, gdzie nikt by się tego nie spodziewał. W tym dniu wszyscy mieszkający poza pałacem przybywają w pięknie przystrojonych powozach na Paradę Białych Koni[3]. Razem z innymi damami pojechałam na ceremonię. Kiedy przejeżdżałyśmy przez bramę pałacu, powóz podskoczył na progu tak, że stuknęłyśmy się głowami. W powstałym zamieszaniu połamały się grzebienie, które powypadały nam z włosów. Bardzo nas to rozbawiło. Przed Urzędem Gwardii Pałacowej Lewej Strony stała duża grupa dworzan, którzy trzymali w rękach łuki i śmiali się głośno. Ich śmiech spłoszył konie. Odsunęłam zasłonę w powozie i rozejrzałam się dookoła. Za ogrodzeniem spostrzegłam dwórki krzątające się tu i tam. Ach, jakże szczęśliwa musi być osoba mogąca tak swobodnie poruszać się po cesarskim pałacu!

Spostrzegłam, że jeden z żołnierzy przechodzących koło mojego powozu ma niedokładnie upudrowaną twarz. Ciemna skóra przebijała spod bieli pudru, tak jakby topniejące płaty śniegu odsłaniały czarną ziemię. Doprawdy, wyglądało to fatalnie.

Nagle konie stanęły dęba, parskając głośno. Przestraszyłam się trochę, więc usiadłam w głębi powozu i już nie widziałam tak dobrze, co się dzieje na zewnątrz.

Ósmego dnia pierwszego miesiąca w pałacu panuje wielkie poruszenie, gdy wszyscy przyjeżdżają, aby podziękować za otrzymane zaszczyty[4], i nawet stukot kół powozów brzmi jakoś inaczej niż zwykle.

Piętnastego dnia pierwszego miesiąca cesarzowi ofiarowano tacę ze świąteczną potrawą mochikayu[5]. Wszystkie księżniczki i damy dworu w pałacu trzymały w ręku pałeczki i co chwila oglądały się za siebie, uważając, aby ktoś nie uderzył ich znienacka taką pałeczką. Gdy tylko któraś została uderzona, wszyscy wybuchali śmiechem. Jedynie osoba uderzona miała bardzo niezadowoloną minę.

Zięć cesarza, który niedawno poślubił księżniczkę, spędził noc z małżonką i rankiem wychodził z pałacu. Jedna nieco zarozumiała dwórka zajrzała przez drzwi i weszła do pokoju. Zaczaiła się z tyłu, czekając na odpowiedni moment. Inne damy zaczęły chichotać, widząc, co się święci. Dwórka uciszyła je gestem. Na szczęście księżniczka nie zauważyła niczego i usiadła, nic nie podejrzewając.

- A ja tutaj coś mam - powiedziała dwórka, podbiegła do księżniczki i uderzyła ją pałeczką w plecy, a wszyscy zgromadzeni wybuchnęli śmiechem. Książę uśmiechnął się czarująco i choć nie wyglądał na zaskoczonego, nieco się zarumienił. To było takie urocze.

Kiedy damy uderzają się nawzajem pałeczkami, mężczyźni czasem przyłączają się do zabawy. Ciekawe tylko po co? Bawi mnie widok uderzonej osoby, która ze złości ma aż łzy w oczach i obsypuje przekleństwami tego, kto ją uderzył. W tym dniu wszyscy w cesarskim pałacu i innych rezydencjach zachowują się dość swawolnie.

W czasie ceremonii Jimoku[6]okolica cesarskiego pałacu wyglądała prześlicznie. Padał marznący śnieg, a urzędnicy czwartej i piątej rangi schodzili się do pałacu, przynosząc podania o awans. Wszyscy oni byli pełni nadziei i młodzieńczego wigoru. Tylko kilku starszych, już siwowłosych dworzan, co rusz prosiło kogoś o protekcję. Dworzanie ci przyszli do apartamentów dam i przechwalali się, jakie to mają zasługi. Siedzące z tyłu młode dwórki zaczęły ich przedrzeźniać, chichocząc przy tym, ale oni chyba tego nie zauważyli.

- Proszę powiedzieć Jego Cesarskiej Mości o moich zasługach. Proszę powiedzieć o tym Jej Wysokości - powtarzali.

Dobrze by było, gdyby taki dworzanin otrzymał awans zgodny z swoim oczekiwaniem, ale zwykle jego wysiłki idą na marne.

Trzeciego dnia trzeciego miesiąca, podczas Festiwalu Lalek[7], słońce pięknie świeciło i czuło się wyjątkowy spokój. Drzewa brzoskwiniowe zaczęły wypuszczać pąki kwiatów, zaś wierzby wyglądały tak ślicznie, że nie sposób opisać tego słowami. Ich liście były jeszcze uwięzione w pąkach niczym jedwabniki w kokonach. Jakie to niezwykłe - kiedy kwiaty i liście całkiem się rozwiną, drzewa nie wyglądają już tak ładnie.

Brat cesarzowej przyszedł z wizytą. Miał na sobie wierzchnią szatę n?shi w kolorze wiśniowym, a pod spodem szatę idashiginu. Usiadł koło dużego wazonu z długimi, pięknie kwitnącymi gałęziami wiśni i opowiadał o czymś. Wokół gałęzi krążyły małe ptaszki i motyle. Zachwycił mnie ten widok.

Uwielbiam Festiwal Kamo[8]. Drzewa pokryte już były młodą zielenią, choć liście nie rozwinęły się jeszcze w pełni. Tego dnia rozpogodzonego nieba nie przesłaniała żadna mgiełka i było rzeczywiście pięknie. Wieczorem trochę się zachmurzyło. Dobiegł mnie z oddali głos kukułki, ale był tak niewyraźny, że nie byłam pewna, czy się nie przesłyszałam. To dziwne uczucie usłyszeć taki tajemniczy, odległy głos.

Zbliżał się dzień festiwalu. Wszyscy krzątali się, składając fioletowe i oliwkowe szaty, zawijając je w papier i chowając do skrzyń[9]. Pięknie barwione suknie mieniły się kolorami. Ujrzałam małą dziewczynkę, która przygotowywała się do wzięcia udziału w procesji. Miała już umyte i uczesane włosy, ale wciąż jeszcze ubrana była w codzienne szaty. Jej ubranie znajdowało się w kompletnym nieładzie, wymięte, z rozdarciem na szwie. Krzątała się wokół, oczekując na rozpoczęcie festiwalu, i pokrzykiwała na służące:

- Zawiążcie rzemyki w ashida[10]! Sprawdźcie, czy buty są wyczyszczone!

To bardzo zabawne, że te dziewczynki, które teraz w takim ferworze przebierają szaty, podczas festiwalu paradują z głębokim namaszczeniem, jak mnisi niosący kadzielnice podczas procesji, a ich matki, ciotki i starsze siostry towarzyszą im, krocząc z równie wielkim dostojeństwem.

[2] Wierzono, że zjedzenie w tym dniu kleiku z siedmioma rodzajami ziół chroni od wszelkich chorób poprzez przeniesienie sił witalnych młodych roślin na jedzące je osoby. Domy też dekorowano ozdobami z ziół.

[3] Parada Białych Koni była wzorowana na podobnej ceremonii chińskiej. Początkowo brały w niej udział konie maści stalowoszarej, stąd tradycyjna nazwa święta Aouma sechie, czyli Parada Błękitnych Koni. Później używano wyłącznie białych koni i nazwę święta zaczęto zapisywać znakiem "biały", dlatego w tłumaczeniu przyjęto nazwę Parada Białych Koni. Oglądanie przemarszu białych koni, uważanych za posłańców bogów, miało zapewnić ochronę przed chorobami.

[4] W tym dniu nadawano rangi damom dworu.

[5] Tego dnia spożywano specjalną potrawę z masy ryżowej, rodzaj kleiku, co miało zapewnić ochronę przed urokami i chorobami. Wierzono, że kobieta uderzona tego dnia w plecy pałeczką używaną do gotowania kleiku zajdzie niebawem w ciążę i urodzi chłopca.

[6] Była to ceremonia nadawania rang dworskich i stanowisk państwowych. Odbywała się dwa razy w roku.

[7] Hinamatsuri - początkowo było to święto oczyszczenia. W tym dniu sporządzano papierowe lalki, na które przenoszono choroby i nieszczęścia i wrzucano je do wody. Z biegiem czasu znaczenie święta uległo zmianie. Lalki zaczęto wykonywać z trwałych materiałów i przechowywano z roku na rok jako symbol kobiecości i życia małżeńskiego. Obecnie Festiwal Lalek jest świętem dziewczynek.

[8] Odbywał się w połowie czwartego miesiąca.

[9] W okresie Heian istniały ścisłe kanony mody określające kolor i wzór szat odpowiednio do pór roku.

[10] Drewniane klapki na koturnach.

Kotka cesarza

Kotka cesarza miała piątą rangę dworską i nazywano ją My?bu[21]. Była naprawdę urocza i cesarz darzył ją szczególnymi względami. Pewnego razu kotka wyszła na skraj werandy. Dama opiekująca się kotką, zwana Uma no my?bu - Damą od Koni[22], zawołała:

- Nie wolno wychodzić. Wracaj do środka!

Ale kotka nie usłuchała i wygrzewała się w ciepłych promieniach słońca. Opiekunka pogroziła:

- Tu gdzieś kręci się Okinamaru[23]. Okinamaru! Chodź, ugryź My?bu!

Ten głupi Okinamaru pomyślał chyba, że opiekunka mówi to poważnie, bo przybiegł i rzucił się na kotkę. My?bu przestraszyła się bardzo i w popłochu uciekła za kotarę. Cesarz przebywał właśnie w jadalni i nieprzyjemnie zaskoczyła go ta sytuacja. Wziął kotkę na ręce i zawołał dworzan. Kiedy przyszedł sekretarz Minamoto Tadataka, Jego Wysokość rozkazał:

- Okinamaru trzeba zesłać na Psią Wyspę[24]. Natychmiast!

Dworzanie z tumultem wybiegli szukać psa.

- A ty już nie będziesz opiekunką My?bu. Bardzo mnie zawiodłaś! - cesarz złajał Damę od Koni.

Dama ukłoniła się i już nigdy więcej nie pokazała się przed obliczem Jego Wysokości.

Pies został złapany i wyrzucony z miasta. Wszystkie damy były smutne:

- Ach, biedny Okinamaru. Biegał taki dumny. A podczas Festiwalu Lalek wielki sekretarz Prawej Strony udekorował go wieńcem z witek wierzbowych, kwiatami brzoskwini i gałązkami wiśni. Kto by pomyślał, że teraz przyjdzie mu cierpieć taką niedolę!

Jedna z dwórek mówiła:

- Kiedy cesarzowa spożywała posiłek, Okinamaru zawsze nam towarzyszył i siedział razem z nami. Jak ja za nim tęsknię...

Minęły tak trzy, cztery dni.

Około południa usłyszałam straszny skowyt psa. Jak długo ten nieszczęsny pies będzie tak wył? - pomyślałam. Zewsząd zbiegły się psy, jakby chcąc sprawdzić, co się stało. Przybiegły sprzątaczki, wołając:

- Och, to straszne! Dwóch dworzan bije tego psa. Zatłuką go! Pies wrócił z Psiej Wyspy, a oni chcą go ukarać.

To przecież był Okinamaru! Bili go Tadataka i Sanefusa. Byłam wstrząśnięta i wysłałam służące, żeby ich powstrzymały, ale nagle psi skowyt ucichł. Ktoś powiedział:

- Pies nie żyje. Trzeba go zakopać za bramą.

Ogarnęła nas żałość i cały wieczór upłynął w smutku. Inne psy, przestraszone, nie mogły sobie znaleźć miejsca. Nagle jakaś dama zawołała:

- O, czy to nie Okinamaru? Wydawało mi się, że tam go widziałam. Okinamaru, Okinamaru...

Ale pies nie zareagował. Jedni twierdzili, że to był Okinamaru, inni, że to nie on.

-Poślijcie po damę Ukon - rozkazała cesarzowa - ona powinna wiedzieć.

Po chwili przyszła pani Ukon i kiedy Jej Wysokość spytała, czy to był Okinamaru, odpowiedziała:

- Nie wiem, Wasza Wysokość. Był bardzo podobny, ale kiedy go zawołałam po imieniu, pies nie przyszedł. Okinamaru zawsze przybiegał z radością.

- Więc jednak go zabili. Jak mógłby przeżyć, kiedy biło go dwóch silnych mężczyzn? - rozpaczała cesarzowa.

Po zapadnięciu zmroku przygotowano jedzenie dla psa, ale pozostało nietknięte, więc to chyba nie był Okinamaru.

Rankiem, kiedy trzymałam lustro przed cesarzową, która czesała się i robiła makijaż, zauważyłam psa leżącego koło schodów. Powiedziałam sama do siebie: "Biedny Okinamaru. Pobili go na śmierć. To takie smutne. W jakim ciele się teraz narodzi? Jakie cierpienia go czekają?".

Wtem pies wzdrygnął się gwałtownie, a z oczu zaczęły mu kapać łzy. Byłam zdumiona. A jednak to Okinamaru! Wczoraj ukrył się w ciemnościach nocy. Ucieszyłam się ogromnie. Odłożyłam lustro.

- Wasza Wysokość, to przecież Okinamaru! - krzyknęłam.

Pies przewrócił się na grzbiet i zaczął skomleć. Ucieszona cesarzowa roześmiała się radośnie. Zebrały się wszystkie damy.

- Popatrzcie na to - zawołała cesarzowa.

Cieszyłyśmy się bardzo. Wieści dotarły do cesarza i Jego Wysokość przyszedł do nas.

- To zdumiewające! Kto by pomyślał, że pies potrafi żywić tak głębokie przywiązanie - rzekł cesarz z uśmiechem.

Cesarskie dwórki zebrały się tłumnie, gdy tylko usłyszały nowiny. Zawołałyśmy psa i zajęłyśmy się nim. Miał opuchnięty pysk. Powiedziałam:

- Trzeba przygotować dla niego posiłek.

- No, to nareszcie Okinamaru nam się przedstawił - zażartowała Jej Wysokość.

Tadataka, który dowiedział się o wszystkim, poprosił o audiencję.

- Czy to prawda? Czy mógłbym go zobaczyć? - pytał.

- Niestety to niemożliwe. Po tym wszystkim nie powinien go pan widzieć - odparłam.

- Nie może go pani przez cały czas ukrywać przede mną - powiedział Tadataka. - Wcześniej czy później i tak go zobaczę.

Okinamaru otrzymał cesarskie przebaczenie i został przywrócony do poprzednich łask. Jednak serce mi się krajało na wspomnienie, jak biedaczek trząsł się ze strachu i żałośnie skomlał. Płakałam też, kiedy inne damy opowiadały komuś o tym zdarzeniu.

[21] Tytuł noszony przez damy dworu piątej i wyższych rang.

[22] Ten przydomek wziął się prawdopodobnie stąd, że ojciec lub starszy brat damy służył jako cesarski koniuszy.

[23] Imię psa.

[24] Wyspa na rzece, gdzie znajdowało się schronisko dla psów.

Góry, które lubię najbardziej[35]

Góry, które lubię najbardziej, to: Ogura[36], Mikasa, Konokure, Wasure, Iritachi, Kase, Hieno. Także góra Kasatori ma niezwykły urok, choć niektórzy są innego zdania. Inne góry, które bardzo lubię, to Itsuhata, Nochise, Kasatori, Hirano i Tokono. Kiedyś podczas recytacji poematu Sumikechi[37]cesarz Sh?mu[38] miał powiedzieć: "Ach, zupełnie zapomniałem nazwę tej góry".

A także góra Ibuse i Asakura, o której wiersz mówi: Widząc tych, którzy dawniej byli przyjaciółmi, a dziś są rozdzieleni, z żalu okrywa się chmurami. Góra Ihata. Góra ?hire. Zawsze przypominam ją sobie, gdy cesarski herold śpiewa o niej pieśń w czasie Festiwalu Górskich Źródeł[39]. Góra Tamuke, Miwano, Otowa, Machikanu, Tamasaka, Miminashi, Suenomatsu, Miyagi, Kazuraki, Minonoo, Hanaso, Kurai, Kubinonaka, Arashi, Sarashina, Obasute, Oshio, Asama, Katatame, Kaeru, Imose. Lubię je wszystkie.

[35] Większości tych gór, jak i innych miejsc wymienianych w dalszych rozdziałach, autorka nigdy nie widziała. Były jej znane jedynie z wierszy, legend i opowiadań.

[36] Znana jako miejsce wyjątkowo piękne jesienią, kiedy liście porastających ją klonów czerwienieją.

[37] Poemat Sumikechi pochodzi z antologii Kokinwakash? - Zbioru pieśni dawnych i dzisiejszych (905 r.).

[38] Panował w latach 724-749.

[39] Odbywał się w trzecim miesiącu w Dniu Konia.

W rezydencji ministra Taira Narimasa[13]

Do rezydencji ministra Narimasa cesarzowa przybyła w palankinie przez bramę wschodnią przebudowaną z tej okazji na bramę yotsuashi[14], zaś damy dworu cesarzowej przyjechały powozami przez bramę północną. Kiedy nasz powóz dojeżdżał do bramy, sądziłyśmy, że w strażnicy nie ma wartowników. Myślałyśmy, że powozy podjadą pod werandę, więc nie troszczyłyśmy się o nasz wygląd po podróży. Wiele dam miało rozczochrane włosy i nawet nie przygładziły ich palcami. Okazało się jednak, że z powodu czyjegoś niedbalstwa brama jest za mała i nasz powóz biry?ge[15] nie przejedzie, więc rozłożono maty od bramy do domu, abyśmy mogły wysiąść. Bardzo zirytowała mnie ta sytuacja, ale cóż mogłam zrobić? Obok strażnicy stali dworzanie i służący i wpatrywali się w nas. To było takie nieprzyjemne! Poszłam do cesarzowej i opowiedziałam o tym wszystkim.

- I sądziłaś, że nikt was tutaj nie zobaczy? Doprawdy dziwię się, jak możecie przez cały dzień chodzić takie zaniedbane! - powiedziała cesarzowa.

- Ależ Wasza Wysokość! Oni już przyzwyczaili się do takich widoków i dopiero byliby zaskoczeni, gdybyśmy nagle pokazały się w pełni zadbane. A poza tym, cóż to za dom, gdzie nie można wjechać powozem przez bramę? Muszę wytknąć to panu Narimasa!

Kiedy to mówiłam, przyszedł Narimasa z tuszem i przyborami do pisania dla cesarzowej.

- Proszę to przekazać Jej Wysokości - podał przybory zza parawanu.

- Doprawdy jest pan okropny - zagadnęłam do niego. - Jak może pan mieszkać w rezydencji, w której bramy są za małe?

- Wielkość mojego domu pasuje do mojej wielkości - odparł z uśmiechem Narimasa.

- A ja słyszałam, że są tacy, którzy zaszli wysoko, budując duże bramy[16]!

- Ach, zapewne ma pani na myśli karierę Yu Guo[17]? Ktoś, kto nie był w służbie cesarza i nie musiał zdawać trudnych urzędniczych egzaminów, nie potrafi zrozumieć, jakie to ciężkie zadanie. Ja miałem okazję kroczyć tą drogą i wiem niejedno na ten temat - odparł Narimasa.

- Och, nasza droga też nie była łatwa! Wprawdzie rozłożono maty, ale co chwila któraś z nas wpadała z pluskiem w jakąś dziurę.

- To pewnie dlatego, że padał deszcz. Tak, rzeczywiście, tak mogło być. To ja już pójdę - dodał głośniej Narimasa i wyszedł.

- Co się stało, że Narimasa tak się zdenerwował? - spytała cesarzowa.

- Ach, nic ważnego. To dlatego, że powiedziałam mu, jak nasz powóz nie mógł przejechać - odparłam i opuściłam komnaty cesarzowej.

Razem z młodziutkimi dwórkami, które mieszkały ze mną w pokoju, zasnęłyśmy w najlepsze, zapominając o bożym świecie. Nasz pokój znajdował się we wschodnim skrzydle rezydencji. Nie miałyśmy pojęcia, że w drzwiach z tyłu zachodniej werandy nie ma zamka. Narimasa, który jako właściciel rezydencji dobrze o tym wiedział, teraz przyszedł i otworzył je. Usłyszałam dziwnie schrypnięty głos pytający:

- Czy mogę wejść? Mogę?

I kiedy otworzyłam oczy, zobaczyłam jasno migotające światło za parawanem. Głos oznajmił, że drzwi są rozsunięte na pięć sun[18]. Bardzo mnie to wszystko rozbawiło. Pomyślałam: Inny nie pozwoliłby sobie na tak frywolne zachowanie nawet we śnie, a ten urządza lekkomyślnie schadzkę, gdy cesarzowa osobiście przebywa w rezydencji, i z zaciekawieniem czekałam na rozwój sytuacji. Dziewczęta, które spały obok mnie, obudziły się.

- Spójrzcie tylko! - powiedziałam. - Czegoś takiego jeszcze chyba nie widziałyście - podniosłam głowę, pokazując wzrokiem drzwi i zaśmiałam się.

Jedna z dziewcząt zapytała z wyrzutem w głosie:

- A któż to? Tylko proszę mówić bez wykrętów!

- Najmocniej przepraszam - odezwał się Narimasa - to ja, gospodarz domu. Chciałem porozmawiać z przełożoną dam.

Odezwałam się więc:

- Rozmawialiśmy wprawdzie na temat bram, ale nie przypominam sobie, żebym wspominała coś o drzwiach!

- Właśnie chciałem o tym z panią pomówić - odpowiedział Narimasa. - Mogę wejść? Mogę?

- Ależ to oburzające! Jak tak można? W żadnym wypadku! - wykrzyknęła jedna z dziewcząt, tłumiąc chichot.

- Ach, to tu są dziewczęta. Hm... - Narimasa wycofał się i zamknął za sobą drzwi.

Po jego odejściu śmiałyśmy się do łez. Mężczyzna, który zakrada się do pokoju kobiety, nie powinien nic mówić, tylko wejść szybko. Ktoś, kto pyta: "Czy mogę wejść? Bardzo proszę", jest po prostu śmieszny!

Następnego dnia odwiedziłam cesarzową i Jej Wysokość zagadnęła:

- Widocznie zrobiłaś na nim wrażenie podczas wczorajszej rozmowy o Yu Guo. Narimasa to taki porządny człowiek, a ty potraktowałaś go tak ostro. Biedaczysko - zaśmiała się.

Kiedyś polecono panu Narimasa, aby dopilnował uszycia strojów dla dziewczynek z orszaku księżniczki[19], a on zapytał: "W jakim kolorze ma być uwaosoi - wierzchnia szata stroju akome?", co oczywiście bardzo rozśmieszyło dwórki[20]. Innym razem zapytał:

- Na czym przygotować posiłek dla księżniczki? Zwykła taca będzie chyba za duża. Może małom tacę na małym stoliku?

Odparłam z przekąsem:

- O tak, tak będzie łatwiej podawać do stołu dziewczętom ubranym w uwaosoi...

Rozbawiona cesarzowa upomniała mnie potem:

- On może wyraża się jak prowincjusz, ale to bardzo porządny człowiek. Nie drwij tak z niego.

Usługiwałam właśnie cesarzowej, kiedy sługa oznajmił, że Narimasa chce ze mną porozmawiać.

- Pewnie znów powie coś zabawnego - stwierdziła Jej Wysokość. - Idź zobacz, czego chce.

Wyszłam więc do niego.

- Mówiłem mojemu bratu Korenaka, który jest radcą cesarskim średniego stopnia, o naszej rozmowie na temat bram i tak mu się spodobały pani słowa, że poprosił mnie, abym zaaranżował spotkanie z panią, bo chciałby o tym porozmawiać.

Aha, więc to o tym chciał mi powiedzieć wczoraj w nocy - uświadomiłam sobie pomyłkę.

- Jeśli pani pozwoli, to on przyjdzie kiedyś - dodał i poszedł sobie.

Wróciłam do cesarzowej.

- No i co mówił? - spytała Jej Wysokość.

Opowiedziałam o rozmowie i o nocnej pomyłce.

- Tak to już jest, jeśli ktoś nie wysyła sługi z prośbą o posłuchanie. Powinien był powiedzieć, że chce porozmawiać na zewnątrz - zwróciłam się do zgromadzonych dam.

Cesarzowa skomentowała to wydarzenie z właściwym sobie wdziękiem:

- Czasem człowiek dumny myśli, że chwaląc kogoś, sprawia mu przyjemność. Ale czy tak jest rzeczywiście?

[13] Tu cesarzowa przybyła na czas ciąży i porodu. Ze względu na konieczność zachowania rytualnej czystości, w cesarskim pałacu nie mogły przebywać kobiety od czwartego miesiąca ciąży.

[14] Dosł. czworonożna. Rodzaj bramy głównej, która miała podkreślać dostojeństwo osób przez nią wjeżdżających.

[15] Powóz z koszem wyplatanym z włókien palmy betelowej. W okresie Heian używano kilku rodzajów powozów, każdy z nich przysługiwał arystokratom zależnie od ich rangi dworskiej.

[16] Jest to aluzja do chińskiego polityka Ding Guo (110-40 p.n.e.) z czasów zachodniej dynastii Han (200 p.n.e.-9 n.e.). Jego ojciec Yu Gong kazał budować w swych rezydencjach wielkie bramy, marząc, że syn w przyszłości dostąpi zaszczytów i będzie podróżował w towarzystwie licznej świty, co zresztą się stało, gdyż Ding Guo zrobił wielką karierę, służąc na cesarskim dworze. Jednocześnie jest to złośliwy przytyk Sei Sh?nagon do niskiej pozycji, jaką zajmował Narimasa w hierarchii dworskiej

[17] Narimasa, który nie był zbyt błyskotliwy, pomylił się i połączył imiona ojca i syna w jedno.

[18] Ok. 15 cm; 1 sun wynosi ok. 3,03 cm.

[19] ?sako, czteroletnia córka cesarzowej.

[20] W okresie Heian noszono szaty składające się z kilku warstw. Strój akome był codziennym ubraniem małych dziewczynek, zaś uwaosoi dziewczynki wkładały tylko podczas świąt i oficjalnych ceremonii. Pytanie ministra świadczyło więc o jego kompletnej nieznajomości dworskich obyczajów, co w środowisku arystokratów uchodziło wręcz za przejaw głupoty, stąd śmiech dwórek.