Historie ze stacji kolejowej
Każda osoba spotkana na dworcu nosi w sobie jakąś opowieść, na którą niekoniecznie jesteśmy gotowi.
Na dworcu Constitución jest stragan, około trzydziestoletnia kobieta handluje na nim ubraniami. Jej długie proste włosy są związane, na szyi ma różową apaszkę. Teraz, w kwietniu, ruch jest niewielki z powodu kryzysu, dlatego może spokojnie śledzić w telefonie debatę na temat legalizacji aborcji, trwającą właśnie w Kongresie w Buenos Aires. Pogłaśnia, gdy prawniczka Soledad Deza referuje sprawę Belén.
"Mieszkam w Tucumán. Jestem prawniczką i feministką. Przyjechałam z prowincji, gdzie przez dwadzieścia dziewięć miesięcy więziono Belén za to, że poroniła, będąc w szpitalu. Odzyskała wolność dopiero dzięki działaniom ruchu kobiet".
Marina, sprzedawczyni z sąsiedniego kramu, słucha i zagaduje:
- Nie miałam pojęcia, że coś takiego wydarzyło się w twoich stronach. Biedaczka. Znałaś ją?
- Nie, przecież to spora prowincja - odpowiada dziewczyna. Odkąd mieszka w Buenos Aires, używa prawdziwego imienia, którym posługiwała się, gdy przed czterema laty osadzono ją w więzieniu. Tutaj, w Buenos Aires, nikt nie wie, że Belén to ona.
Czeka na koniec dniówki, żeby spotkać się z Soledad, swoją adwokatką. Ta ma dla niej orzeczenie sądu w Tucumán ostatecznie oczyszczające ją z zarzutów, z powodu których spędziła dwa i pół roku w więzieniu na przedmieściach San Miguel de Tucumán. Belén potrzebuje go, ponieważ w rejestrze wciąż figuruje jako osoba karana. Jeśli nie usuną tego z akt, będzie jej trudno znaleźć lepszą pracę.
O tej porze w Kongresie, gdzie wcześniej przemawiała Soledad, głos zabierają przeciwnicy legalnej aborcji. Adwokat Máximo Fonrouge, prezes miejskiego zrzeszenia prawników, podkreśla znaczenie praw wszystkich gatunków i dowodzi, że ochrona prawna przysługuje zarodkom tak samo jak drzewom i zwierzętom. Mówi również o hedonistycznej pokusie.
Soledad czeka na nią u zbiegu bulwarów Callao i Rivadavia, przed budynkiem Kongresu. Tym, co Belén najmniej lubi w mieście, są tłumy, ale rozwesela ją widok grupy dziewcząt w zielonych chustach, które pomalowały twarze brokatem. Kiedy podchodzi do Soledad, stojące nieopodal kobiety witają się z nią.
- Rozpoznały mnie? Jeszcze nie chcę, żeby wiedziano, kim jestem.
Soledad śmieje się i uspokaja ją:
- Nie, królowo, pozdrawiają cię, bo wszystkie się cieszymy i pozdrawiamy nawzajem.
Kobiety gratulują Soledad wystąpienia. Wymieniają też komentarze na temat wcześniejszego przemówienia Claudii Pi?eiro. Belén milknie i przysłuchuje się rozmowom, w których często powraca jej sprawa.
Soledad odłącza się od grupy i mówi z szerokim uśmiechem:
- Zobacz, kochana: to, że dziś można dyskutować o aborcji, jest także twoją zasługą. Twoja historia sprawiła, że w Argentynie można o tym rozmawiać.
Następnie robią sobie wspólne selfie z dokumentem orzeczenia sądu, ale żadna nie udostępni go na swoim profilu w mediach społecznościowych, zachowają je za to w pamięci telefonu.
Belén nie zostaje długo, nie chce się spóźnić na pociąg, który zawiezie ją do dzielnicy Lomas de Zamora, gdzie mieszka od dwóch lat.
Robi się zimno. Gdy jest już na peronie, dostaje wiadomość od swojego chłopaka: "Daj znać, kiedy będziesz dojeżdżać, odbiorę cię z dworca. Ugotowałem dla ciebie potrawkę z ryżu".
Jest 12 kwietnia 2018 roku.
Zwyczajna kobieta
Sąd Najwyższy w Tucumán zwolnił Belén w sierpniu 2016 roku, po prawie trzech latach więzienia. Stało się tak, ponieważ trzy miesiące wcześniej tucumańska prawniczka Soledad Deza przez przypadek dowiedziała się o kobiecie, którą zamknięto za to, że poroniła, i w ciągu dwóch dni została jej obrończynią. Dziewczynę skazano na osiem lat za zabójstwo na szkodę osoby najbliższej. Sześć miesięcy później ten sam sąd wydał wyrok uniewinniający.
Odkąd Belén jest na wolności, prawie żadna ze śledzących jej sprawę osób nie wie, gdzie przebywa. Mówi się o niej w dyskusjach o aborcji, jej krótka wypowiedź pojawia się również w filmie dokumentalnym. Część jej historii pozostaje jednak nieznana.
Belén postanowiła utrzymywać kontakt jedynie ze swoją rodziną i niewielką grupą osób zaangażowanych w jej uwolnienie i towarzyszących jej w pierwszych miesiącach po wyjściu z więzienia. Soledad Deza to jedna z nich.
Ta historia wymaga opowiedzenia. Muszę ustalić, co spotkało Belén, co wydarzyło się w prowincji, w której ją skazano, wreszcie - kim były kobiety, które pomogły w jej uwolnieniu.
Ta myśl przyświeca mi, gdy piszę o wydarzeniach, o których - mimo że doszło do nich w tym kraju - wie niewiele osób. Wszystko dlatego, że w 2016 roku nie mówiło się o aborcji, a kobieta, którą można było oskarżać lub bronić, nie miała twarzy. Było tylko imię: Belén. I masa pytań.
Dlaczego do dziś nie chce się ujawnić? Jak to możliwe, że była tyle czasu za kratami z powodu poronienia? Dlaczego więcej mówiło się o tej sprawie za granicą niż w kraju, w którym to się zdarzyło? Jak wygląda droga od skazania za zabójstwo do całkowitego uniewinnienia? Gdzie jest Belén?
W dwóch z niewielu wywiadów, których udzieliła jeszcze jako skazana i po uniewinnieniu, Belén wspomniała, że chciałaby napisać książkę o tym, co ją spotkało.
Po to, by zrozumieli, że jestem zwyczajną kobietą, nie żadną morderczynią ani wymyślonym przez nich potworem.