Przedmowa
Graziella Campagna była drobną siedemnastoletnią dziewczyną o dziecięcej twarzy. Uwielbiała haftować. Ostatni raz widziano ją 12
grudnia 1985 roku, kiedy czekała na autobus, którym zawsze wracała do
domu z pracy w pralni chemicznej. Miała na sobie czerwoną kurtkę i czarne spodnie.
Jak wielu innych młodych mieszkańców Sycylii, Graziella dostawała
skromną wypłatę pod stołem za długie godziny ciężkiej pracy. I podobnie
jak inne dziewczyny miała szansę wyjść za mąż jedynie pod warunkiem, że
jej rodzina oszczędzałaby na to przez wiele lat. Zatem jej zniknięcie
uznano za fuitina (ucieczkę) -?uciekła ze swoim chłopakiem, by nie
narażać rodziców na koszty wystawnego ślubu. W każdym razie tak to
zatroskanemu ojcu tłumaczyli policjanci.
Brat Grazielli, Pietro, pracujący jako karabinier -?żandarm policji
wojskowej -?nie uwierzył w historię o fuitina i jeździł na pożyczonym
motocyklu po całej okolicy, szukając siostry. Po dwóch dniach zatrzymał
się przy straganie z kanapkami w górach nieopodal miasta, żeby pokazać
sprzedawcy fotografię Grazielli. Wtem podjechało do niego bmw, którego
kierowca, zdyszany z emocji, powiedział, że znalazł w pobliżu
opuszczonego fortu ciało dziewczyny w czerwonej kurtce i czarnych
spodniach.
Pietro pojechał czym prędzej w to miejsce i ujrzał tam widok, przy
którym zbladły jego najgorsze koszmary.
-?Widziałem to, co widziałem. -?Tylko tyle zdołał później wykrztusić.
Rodzina Grazielli prowadziła długoletnią kampanię, zanim udało jej się
potwierdzić swoje domysły na temat tego morderstwa.
Pralnia zatrudniająca Graziellę znajdowała się w miasteczku Villafranca
w sycylijskiej prowincji Mesyna. Jednym z jej stałych klientów był
Eugenio Cannata, uprzejmy, łysiejący inżynier budownictwa po
czterdziestce. Podczas wizyt w pralni Cannacie zawsze towarzyszył
młodszy, znacznie bardziej milczący kolega. Sortując pewnego dnia pranie
Cannaty, Graziella znalazła w kieszeni jednej z jego koszul
przezroczysty winylowy portfel; w środku była fotografia papieża Jana
XXIII i mały dzienniczek. Z dzienniczka wynikało niezbicie, że Eugenio
Cannata to w istocie pseudonim. Posługujący się nim mężczyzna w rzeczywistości był mafiosem -?człowiekiem honoru, jak sam siebie nazywał
-?ukrywającym się przed wymiarem sprawiedliwości z powodu zarzutów o handel narkotykami. Jego milczący przyjaciel pełnił funkcję
ochroniarza.
Jest mało prawdopodobne, by Graziella zdawała sobie sprawę z tego, jak
niebezpiecznego dokonała odkrycia. Niemniej Eugenio Cannata zapewne
dowiedział się, że jej brat jest karabinierem, i zdecydował, że nie
warto ryzykować, darując jej życie. Razem z ochroniarzem uprowadzili ją
z przystanku autobusowego, wywieźli w góry, przesłuchali w opuszczonym
forcie i wreszcie zamordowali.
Graziella została postrzelona z obrzyna pięć razy z bliskiej
odległości. Pierwszy strzał trafił ją w rękę i ramię. Pewnie wyciągnęła
je instynktownie przed siebie, gdy dotarło do niej, co ją czeka. Kolejne
trzy strzały dosięgły jej twarzy, brzucha i barku. Leżała już na ziemi,
kiedy zabójca stanął nad nią i oddał ostatni strzał -?w pierś.
Graziella Campagna padła ofiarą cosa nostry, mafii sycylijskiej.
* * *
Trzydzieści tysięcy mieszkańców. Bez biblioteki. Bez kina. Bez parku.
Casal di Principe to obszar niskiej zabudowy, gdzie budynki wzniesione
na podstawie pozwolenia na budowę są raczej wyjątkiem niż regułą. Beton
i asfalt już dawno wygrały walkę o przestrzeń z sadami brzoskwiniowymi i morelowymi. Kościół San Nicola di Bari idealnie wpasowuje się w otaczającą go architekturę. Jego pozbawiona charakteru bryła oraz portyk
z kanciastymi kolumnami przywodzą na myśl wielopoziomowy parking.
Przykręcony do dachu krzyż jedynie potęguje wrażenie upartej
determinacji.
Jednak don Giuseppe Diana wiedział, że trzeba czegoś więcej niż
determinacji, by dać Casal di Principe nadzieję. Don Peppino, jak go
nazywano, pochodził stamtąd, był synem rolnika. Księdzem. Nauczycielem
literatury. Przyjacielem. Prowadził lokalną drużynę skautów. Organizował
dla dzieci mecze piłki nożnej i ping-ponga. Zabierał je na wycieczki za
miasto. Dyskretnie nakłaniał je do pracy na rzecz lokalnej społeczności
-?w miejscu, gdzie słowo "społeczność" nie cieszyło się wielkim
poważaniem. Wolontariusze don Peppina zbudowali nawet schronisko dla
najnędzniejszych mieszkańców tego nędznego miejsca -?nielegalnych
imigrantów, których miejscowi gangsterzy bezlitośnie wykorzystywali do
ciężkiej pracy.
Ponadto don Peppino zajął wyraźne stanowisko wobec przestępczości
zorganizowanej. Razem z pięcioma innymi księżmi z okolicy podpisał się
pod skromnym, napisanym na maszynie dokumentem, który zatytułowali: "W imię miłości do mojego ludu nie zamierzam milczeć".
Don Peppino zmarł w zakrystii kościoła w niedzielę rano 19 marca 1994
roku. Dopiero co odsłuchał w swoim ciasnym biurze wiadomości nagrane na
sekretarce automatycznej i za kilka minut miał zacząć mszę.
Kilka kroków od niego, w pierwszych ławach kościoła, dwie siostry
karmelitanki odmawiały różaniec, gdy nagle rozległy się strzały.
Zakonnice zauważyły mężczyznę, który wymknął się niczym cień głównym
wejściem. Poszły wąskim korytarzem łączącym nawę z zakrystią i znalazły
tam don Peppina, który leżał w powiększającej się wolno plamie krwi.
Strzelono do niego trzy razy w twarz z bliskiej odległości.
Don Peppino Diana padł ofiarą kamorry, mafii z Kampanii.
* * *
Giuseppe Grimaldi, mężczyzna w wieku pięćdziesięciu czterech lat, był
salumiere, rzeźnikiem specjalizującym się w produkcji kalabryjskich
odmian salami naszpikowanych chili, jakich nie da się znaleźć w żadnym
innym regionie Włoch. Pewnego majowego popołudnia w 1991 roku do sklepu
spożywczego w Taurianovie, który Giuseppe prowadził ze swoim bratem,
wbiegli trzej mężczyźni w kominiarkach wymachujący obrzynami. Kazali
braciom Grimaldim i ich klientom wyjść na ulicę. Jak orzekł później
sędzia, bracia Grimaldi "nigdy nie byli karani ani nie mieli związku z żadnym rodzajem działalności przestępczej". Tak więc w pierwszych
chwilach wszystko wskazywało na to, że był to wprawdzie przerażający
napad, jednak wyłącznie na tle rabunkowym.
Tymczasem okazało się, że chodziło o publiczną egzekucję -?akt, który
włoskie gazety nazywają vendetta trasversale (wendetą poprzeczną) -?co
oznacza zemstę na niewinnych krewnych mafiosa. Po wyprowadzeniu
Grimaldich na malutki piazza przed sklepem obu braciom strzelono kilka
razy w plecy z bliskiej odległości.
Następnego wieczoru pogrążona w smutku rodzina Grimaldich czuwała przy
ciele Giuseppe. Raptem kilku mężczyzn podających się za karabinierów
zaczęło się dobijać do drzwi. Pani Grimaldi kazała im włączyć syreny na
potwierdzenie, że są z żandarmerii. Tamci w odpowiedzi otworzyli ogień w kierunku domu. Nikt nie zginął, ale dwunastoletnia córka Grimaldich
została poważnie ranna; wciąż leżała na oddziale intensywnej terapii,
kiedy dziennikarze z całego kraju zjechali się przed dom, którego drzwi
wejściowe podziurawiły kule.
Żona Giuseppe, Luciana, stojąc z pochyloną głową, odpowiadała
bezbarwnym, cichym głosem na pytania dziennikarzy. Pytali ją, czy
umiałaby wybaczyć ludziom, którzy się tego dopuścili.
-?Czasami wydaje mi się, że tak. A czasami, że nie. Ale sądzę, że coś
takiego jedynie Bóg może przebaczyć.
Bóg jeden wie, skąd czerpała spokój. Na pewno wciąż miała przed oczami
przerażający obraz tego, co spotkało jej męża.
Zabójczy strzał urwał Giuseppe większą część szyi. Po chwili mordercy
wzięli nóż rzeźnicki i przecięli resztę mięśni oraz skóry, po czym
wykorzystali głowę swojej ofiary jako cel strzelecki. Przechodnie -?było
ich w centrum Taurianovy około dwudziestu -?widzieli, jak głowa Giuseppe
wielokrotnie wzlatywała w powietrze, a kiedy trafiały w nią kulki śrutu,
gwałtownie zmieniała trajektorię i spadała na drogę.
Giuseppe Grimaldi padł ofiarą 'ndranghety, mafii kalabryjskiej.
* * *
Współczesne Włochy powstały 2 i 3 czerwca 1946 roku, kiedy naród
wyczerpany wojną opowiedział się w referendum za zniesieniem monarchii,
którą mocno zdyskredytowało podporządkowanie się faszystowskiej
dyktaturze. Nastąpiło wyraźne zerwanie z przeszłością -?odtąd Włochy
miały być republiką. Podczas tego samego głosowania Włosi wybrali
członków zgromadzenia konstytucyjnego, które miało opracować nową
konstytucję Republiki Włoskiej opartą na demokracji, wolności i rządach
prawa.
Organizacje, których członkowie zamordowali Graziellę Campagnę, don
Giuseppe Dianę i Giuseppe Grimaldiego, stanowią potworną zniewagę dla
wartości założycielskich nowego państwa. Przerażające okrucieństwo jest
nierozerwalnie związane z mafią. Nie ma mafii bez przemocy. Ale przemoc
to dopiero początek. Za pomocą przemocy oraz licznych taktyk, które ta
umożliwia, mafie korumpują demokratyczne instytucje republiki,
drastycznie ograniczają szanse życiowe jej obywateli, unikają wymiaru
sprawiedliwości i ustanawiają konkurencyjny dla sądów i nastawiony na
własny interes tryb rozwiązywania zatargów. Na obszarach kraju, gdzie
wpływ mafii jest najsilniejszy, panuje zgoła reżim przestępczy. W 2008
roku konsul generalny Stanów Zjednoczonych w Neapolu sporządził tajny
raport, który później wyciekł na stronę Wikileaks, o Kalabrii, regionie
na palcu włoskiego buta, będącym siedzibą 'ndranghety. Można się nie
zgadzać z kilkoma przytoczonymi tam danymi statystycznymi, ale sedno
diagnozy jest tyleż prawdziwe, ile przygnębiające:
Syndykat przestępczości zorganizowanej pod nazwą 'ndrangheta kontroluje
ogromne połacie terytorium i gospodarki [Kalabrii] i generuje co
najmniej trzy procent włoskiego PKB (prawdopodobnie znacznie więcej)
poprzez handel narkotykami, wymuszenia i lichwę. [...] Ponad dziesięć
lat temu dużą część przemysłu w tym regionie dotknęła zapaść, która
doprowadziła do ruiny środowiska i gospodarki. Region ten zajmuje
ostatnie miejsce w niemal wszystkich kategoriach analizy kosztów i korzyści na poziomie krajowym. Większość polityków, z którymi
spotkaliśmy się podczas niedawnej wizyty, była nastawiona fatalistycznie
i twierdziła, że niewiele da się zrobić, by zatrzymać spiralę upadku
gospodarczego w regionie lub ucisk 'ndranghety. Kilku innych nieuczciwie
sugerowało, że przestępczość zorganizowana już nie stanowi problemu.
[...] Nikt nie wierzy, że rząd centralny ma istotny, ani nawet
jakikolwiek wpływ na to, co dzieje się w Kalabrii, lokalni politycy zaś
są powszechnie postrzegani jako nieskuteczni i/lub skorumpowani. Gdyby
Kalabria nie stanowiła części Włoch, byłaby zbankrutowanym państwem.
Macki 'ndranghety sięgają daleko poza "przygnębiające i chaotyczne"
miasta Kalabrii, które odwiedził konsul generalny. W najuboższym
regionie Włoch powstało bractwo o charakterze przestępczym, zakładające
sprawniej niż jakakolwiek inna mafia nowe kolonie w najbogatszych
częściach kraju. (A także w wielu innych bogatych krajach, takich jak
Niemcy, Kanada i Australia).
Mafie i republika wzrastały jednocześnie. Gdy kładziono podwaliny pod
rozwój republiki, mafie wkomponowały się w powojenny porządek. Włochy
zaczęły podnosić się po katastrofie wojny, a mafie także rosły w siłę.
Wkrótce Włochy miały przekształcić się w jedną z najbogatszych
gospodarek kapitalistycznych współczesnego świata. Włoskie towary były
produkowane przy wykorzystaniu fachowej wiedzy i projektowane z wyczuciem stylu, który sprawiał, że pożądano ich na całym świecie. Mafie
również stały się bogatsze niż kiedykolwiek przedtem -?choć osiągnęły
to, oferując asortyment towarów i usług o bardziej szemranym
charakterze. Robiąc to, rozsławiły daleko poza granicami kraju problem
przestępczości zorganizowanej we Włoszech.
Od lat sześćdziesiątych XX wieku Włochy już nie mogą zasłaniać się biedą
jako dobrą wymówką dla tego, że w kraju istnieją dogodne warunki dla
rozwoju mafii. Właściwie nie mają żadnej wymówki. Powojenne Włochy
bywały społeczeństwem targanym głębokimi niepokojami. Nie jest to jednak
republika bananowa w Ameryce Południowej, posiadłość zubożałych watażków
w Azji ani pozostałość po rozbitym imperium w Europie Wschodniej. O ile
nasze mapy nie są całkowicie błędne, słynny półwysep w kształcie kozaka
nie znajduje się w regionie świata, w którym trzeba by się liczyć z brutalną, drapieżną alternatywną siłą zdolną podważyć władzę państwową.
Włochy są pełnoprawnym członkiem rodziny narodów Europy Zachodniej.
Jednak jako jedyne spośród nich stanowią dom dla kilku organizacji
przestępczych, które uzurpowały dla siebie władzę na dużych obszarach
tego demokratycznego państwa.
Stąd właśnie wynika zarówno fascynująca natura historii mafii, jak i ważna potrzeba jej zrozumienia. Potęga mafii jest antytezą takich
wartości jak wolność i demokracja, które leżą u podstaw powojennego
dobrobytu Europy. Ale we Włoszech zdaje się doskonale współgrać z codzienną rzeczywistością dotyczącą wolności, demokracji i dobrobytu.
W Republice mafii opowiadam o tym, w jaki sposób cosa nostra, kamorra
i 'ndrangheta przetrwały w epoce republiki. I nie tylko przetrwały, lecz
faktycznie rozpleniły się na jeszcze większym terytorium, tworząc nowe
mafie i nowe źródła owej plagi w tych częściach kraju, które do tej pory
wydawały się na nie odporne. Nie wystarczy, że się rozpleniły, na domiar
złego stały się silniejsze, zamożniejsze i bardziej brutalne niż
kiedykolwiek przedtem.
Oparłem Republikę mafii na dwóch prostych założeniach:
Z jednej strony, różnic między trzema głównymi mafiami włoskimi jest o wiele więcej, niż przypadkowy obserwator mógłby się domyślać. Niektóre
różnice są subtelne, inne bardzo wyraźne, ale każda z nich jest
nakierowana na to, by umożliwić konkretnej organizacji przestępczej
przetrwanie i prosperowanie w lokalnym środowisku. W rezultacie każda
mafia podążała odrębną ścieżką.
Z drugiej strony, mimo wszystkich intrygujących różnic między
organizacjami przestępczymi ich historie nabierają większego sensu, gdy
zostaną splecione w jedną narrację. Mafie mają wiele cech wspólnych,
przede wszystkim perwersyjne stosunki z władzami Włoch, które na zmianę
infiltrowały je, zwalczały lub przyjaźniły się z nimi. We Włoszech nie
ma odseparowanych od siebie, statycznych bytów przestępczych; istnieje
tam rozbudowany ekosystem półświatka przestępczego, który do dzisiaj
generuje nowe formy życia.
"Mafia" jest słowem sycylijskim, ale często używa się go jako ogólnego
określenia organizacji przestępczych i dlatego odnosi się zarówno do
mafii sycylijskiej, jak i do kamorry oraz 'ndranghety. Zachowam tutaj tę
samą konwencję.
Nie chcę jednak zaczynać tej książki od przytaczania nazw i objaśniania
ich znaczeń, ponieważ nazwy nie są szczególnie istotne dla tego, czym
naprawdę zajmują się mafie. Jednak owe nazwy, a także dotyczące ich
niejednokrotnie poczucie dezorientacji i nieprzystępności, stanowią
integralną część historii, którą zamierzam opowiedzieć. Kamorrę zawsze
nazywano kamorra, ale aż do 1955 roku wielu mieszkańców Neapolu
niechętnie wypowiadało to słowo. W tym samym roku zaczęto mówić o 'ndranghecie, posługując się jej obecną nazwą. Musiało upłynąć kolejne
dziesięć lat, zanim nazwa cosa nostra zdobyła popularność wśród
sycylijskich mafiosów jako określenie ich grupy. Przeciętni Włosi
usłyszeli o cosa nostrze dopiero dwadzieścia lat później. Dla
przejrzystości będę czasami używał na stronach tej książki określenia
'ndrangheta w odniesieniu do mafii kalabryjskiej i cosa nostra w odniesieniu do mafii sycylijskiej, nawet mówiąc o czasach, w których
nazwy te jeszcze nie funkcjonowały w powszechnym obiegu.
Bez względu na to, jak nazywano te organizacje na przestrzeni lat,
dzieje cosa nostry, kamorry i 'ndranghety sięgają nawet stu lat przed
utworzeniem republiki. Mafie są mniej więcej rówieśnicami Włoch jako
państwa, które oficjalnie powstało w 1861 roku. Początki i wczesny
rozwój mafii opisałem w opublikowanej w 2011 roku książce pod tytułem
Mafia Brotherhoods. Jako badacz tego tematu chętnie wykorzystałbym tę
przedmowę, by pogrozić palcem temu, kto sięgnie po egzemplarz niniejszej
książki, nie przeczytawszy jej prequelu, Mafia Brotherhoods. Ale tak
naprawdę byłoby to nie do końca usprawiedliwione profesorskie
zrzędzenie. Rebublika mafii jest bowiem odrębną książką, bo historię
mafii zaczęto pisać na nowo po II wojnie światowej, niejako od pustej
strony. A może trafniej byłoby stwierdzić, że zaczęto ją pisać od
strony, z której starannie wymazano krwawe ślady przeszłości. Republika
włoska kompletnie zapomniała o lekcji, którą powinna była wyciągnąć z poprzedniego stulecia.
Republikę mafii otwiera wycieczka po różnych bastionach organizacji
przestępczych w latach czterdziestych XX wieku -?w czasie, gdy włoskie
instytucje państwowe powstawały lub odradzały się po upadku faszyzmu.
Następne strony przedstawiają kolejno każdą z głównych mafii, a przy
okazji ukazują pomysłowe sposoby, dzięki którym kraj odradzający się po
katastrofie wojennej oduczono większości tego, co już wiedział o zagrożeniach ze strony przestępczości zorganizowanej. W republice
włoskiej historia mafii zaczęła się od wymazania wspomnień.
Sycylia.
Groźby, zastraszania, morderstwa, podpalenia, porwania i chaos
Wczesnym rankiem 10 lipca 1943 roku amerykańskie i brytyjskie okręty
desantowe przybiły do plaż Sycylii i zostawiły na nich swój ładunek -
żołnierzy oraz czołgi. Pięć i pół tygodnia później, 17 sierpnia, od
hakowatego pirsu portu w Mesynie odbiły pod ciężkim ostrzałem
artyleryjskim ostatnie statki ewakuujące żołnierzy oraz sprzęt wojskowy
państw Osi przez cieśninę na kontynentalną część Włoch. Sycylia została
zajęta przez aliantów.
Nowo wyzwolona Sycylia już osuwała się w chaos. Od Alianckiego Zarządu
Wojskowego Terytoriów Okupowanych (Allied Military Government for
Occupied Territories -?AMGOT) oczekiwano wzięcia odpowiedzialności za
wyżywienie głodujących mieszkańców wyspy, podczas gdy jednocześnie
musiał on zmagać się z takimi problemami jak gwałtowny rozwój czarnego
rynku, bandytyzm, ucieczki z więzień, porachunki i wymuszenia. Już we
wrześniu 1943 roku "New York Times" donosił, że mafia jest głęboko
uwikłana w falę przestępczości, która zalała Sycylię po jej wyzwoleniu.
Na początku lat trzydziestych faszystowscy działacze głośno przechwalali
się, że zwalczyli mafię za pomocą obław i masowych procesów sądowych.
Opinia publiczna w znacznej części świata zgadzała się z nimi. W 1938
roku pochodzący z Sycylii autor amerykańskiego przewodnika turystycznego
zapewniał, że mafię można uznać za "gatunek wymarły", a "wycięcie tego
raka jest zdecydowanie najważniejszym wydarzeniem w historii najnowszej
tej wyspy".
Tymczasem brytyjskie i amerykańskie władze wojskowe wiedziały jeszcze
przed najazdem na Sycylię, że przechwałki faszystowskiej propagandy o wyrugowaniu mafii są grubą przesadą. Trudno było jednak stwierdzić, jak
mocno mafia naprawdę się trzyma, między innymi dlatego, że Mussolini
próbował uwiarygodnić owe przechwałki w jedyny znany sobie sposób -
zakazując publikacji we włoskich mediach materiałów na temat
przestępczości zorganizowanej. Ukrywana w ten sposób prawda dopiero
niedawno wyszła na jaw dzięki danym archiwalnym, z których wynika, że w latach trzydziestych XX wieku mafia sycylijska była silna jak zawsze.
Stanowiła tajną, wzorowaną na masonerii wspólnotę przestępców związanych
przysięgą, a jej członkowie nazywali siebie ludźmi honoru. Wspólnota ta
miała filie, zwane Rodzinami, w większości miast i wsi w zachodniej
części wyspy. W prowincji Palermo, gdzie skoncentrowała się mniej więcej
połowa sił mafii sycylijskiej, jej szefowie, formalnie nazywani
przedstawicielami, odpowiadali przed rządzącą Komisją, na której czele
stał przewodniczący lub szef wszystkich szefów. Wyrazem walki faszyzmu z mafią sycylijską były przede wszystkim dwie fale zastosowanych wobec
niej represji. W końcu jednak reżim Duce, jak każdy poprzedni rząd
włoski, nauczył się z nią żyć.
W chaosie, który nastąpił po wyzwoleniu, znów dało się wyraźnie dostrzec
budzący postrach cień mafii sycylijskiej. AMGOT pilnie musiał ustalić, z czym właściwie ma do czynienia. W październiku 1943 roku zlecił
wywiadowi wojskowemu sporządzenie raportu na temat mafii -?raportu tak
tajnego, że kurier osobiście przeprawił się z nim przez Morze Śródziemne
do kwatery dowództwa sił alianckich w Algierze. Jego autor, kapitan
William Everett Scotten, był pochodzącym z Pasadeny w Kalifornii
trzydziestodziewięcioletnim zawodowym dyplomatą, a od jakiegoś czasu
także oficerem wywiadu wojskowego amerykańskich sił zbrojnych. W raporcie stwierdził, że mafia jest "układem przestępczym", którego celem
jest "bezkarne dokonywanie wymuszeń i kradzieży" za pomocą "rozmaitych
metod -?od gróźb i zastraszania po zwykłe morderstwa, podpalenia,
uprowadzenia i wprowadzanie chaosu".
Dalej Scotten opisywał, w jaki sposób w ciągu kilku tygodni po inwazji w lipcu 1943 roku układ przestępczy udowodnił aliantom, że jest zdolny
przeniknąć do machiny rządowej. Kiedy na Sycylii upadł faszyzm, AMGOT
potrzebował godnych zaufania lokalnych mieszkańców, którzy pomogliby mu
w utrzymaniu jako takiego porządku. Kapitan Scotten raportował, że wielu
Sycylijczyków -?samozwańczych ofiar faszyzmu -?mianowanych przez AMGOT
burmistrzami miast było w rzeczywistości gangsterami lub ich
marionetkami. Ponadto sycylijscy mafiosi, którzy mogli się pochwalić
doświadczeniem nabytym w Ameryce, zgłaszali się na ochotnika do roli
tłumaczy i w ten sposób zapewniali sobie obsadzenie na wpływowych
stanowiskach. Kapitan Scotten wiedział też o "licznych przypadkach", w których członkowie kadry sił alianckich "wskutek powiązań rodzinnych lub
pochodzących stąd amerykańskich przodków znaleźli się bezpośrednio w sferze wpływów mafii". Na domiar złego nawet uczciwi urzędnicy byli
wodzeni za nos przez sycylijskich arystokratów powiązanych z mafią
(kapitan Scotten nazywał ich "klasą wyższą" mafii).
Nastąpił także wzrost siły ekonomicznej mafii. Pod administracją AMGOT-u zboże miało być rekwirowane rolnikom i przechowywane w magazynach, a następnie dystrybuowane w ramach systemu reglamentacji. Kapitan Scotten
dowiedział się, że mafia nie tylko kontrolowała prężnie działający na
lokalnym gruncie czarny rynek zboża -?w niektórych miejscach mafiosi
wykorzystywali swoje kontakty polityczne w Palermo, żeby przejąć
kontrolę także nad rządowymi rezerwami zboża. Zarówno nielegalny, jak i legalny obrót produktami rolnymi znalazł się w rękach przestępców.
Krótko mówiąc, w ciągu kilku tygodni od zajęcia wyspy przez aliantów
mafia chwyciła Sycylię za gardło. Wyposażyła się w uzbrojenie zebrane z pola bitwy, a był to potężny arsenał: "karabiny maszynowe, moździerze
okopowe, a nawet lekkie działa polowe, miny lądowe, radia polowe i duże
zapasy amunicji" -?jak twierdzi kapitan Scotten. Mafia sycylijska była
uzbrojona po zęby i gotowa robić każdy biznes, który mógł pojawić się po
wojnie.
Tymczasem inwazja aliantów na Sycylię zapoczątkowała reakcję łańcuchową.
W Rzymie Benito Mussolini stracił władzę i na rozkaz króla został
aresztowany. Następnie, 8 września 1943 roku, Włochy skapitulowały przed
aliantami. Król, jego ministrowie i niektórzy z najważniejszych
generałów zbiegli. Machina państwowa uległa rozkładowi, porzucając
zdezorientowanych żołnierzy i obywateli, którzy musieli sami znaleźć
sposób na przetrwanie do końca wojny. Nazajutrz rano siły alianckie
wylądowały na południowym wybrzeżu kontynentalnej części Włoch, w Salerno nieopodal Neapolu. Na teren półwyspu przerzucono więcej
żołnierzy niemieckich, którzy mieli stawić opór inwazji; teraz jednak z towarzyszy broni stali się okupantami. Włochy podzieliły się na dwie
części: alianci zajmowali południe, Niemcy -?północ i centrum kraju. Do
końca II wojny światowej konflikt toczył się na terytorium
kontynentalnej części Włoch. Tymczasem za linią frontu w okupowanych
przez nazistów Włoszech toczyła się wojna domowa, podczas której
członkowie ruchu oporu stawili czoło zagorzałym faszystom.
Na wyzwolonej Sycylii w lutym 1944 roku zniesiono administrację AMGOT-u,
a wyspa znalazła się pod władzą koalicji sił antyfaszystowskich
tworzących nowy włoski rząd cywilny z siedzibą w części kontynentalnej,
będącej obecnie pod kontrolą aliantów.
W ciągu następnych kilku lat na całym terytorium Włoch dokonała się
transformacja z wojny do pokoju oraz z fazy wyzwolenia do ustanowienia
demokracji, przy czym można wyróżnić cztery kamienie milowe owej
transformacji.
Kwiecień 1945 roku: wojna we Włoszech dobiegła końca, kilka dni później
Hitler popełnił samobójstwo.
Czerwiec 1946 roku: zniesiono monarchię i narodziła się republika.
Marzec 1947 roku: prezydent Harry S. Truman ogłosił, że Stany
Zjednoczone będą interweniować w celu powstrzymania ekspansji Związku
Radzieckiego na świecie. We Włoszech Partito Comunista Italiano (partia
komunistyczna) zyskała wielki prestiż dzięki roli, którą odegrała w ruchu oporu, i teraz obiecywała, że w każdej miejscowości mającej
dzwonnicę będzie także filia partii komunistycznej. Półwysep znalazł się
na linii frontu nowo wypowiedzianej zimnej wojny.
Kwiecień 1948 roku: pierwsze demokratyczne wybory parlamentarne we
Włoszech zdecydowanie wygrała popierana przez Amerykę Democrazia
Cristiana (DC -?chrześcijańscy demokraci), komuniści zaś ponieśli
wierutną klęskę.
W żadnej innej części Włoch powojenne przemiany nie dokonywały się w bardziej burzliwym stylu niż na Sycylii. Nigdzie indziej w te
zawirowania nie angażowali się w takim stopniu ludzie związani z przestępczością zorganizowaną. Do tej pory niektóre części południa
kraju już od wielu pokoleń były bastionami tego rodzaju działalności
przestępczej. Na południu Kalabrii i Kampanii, jak wkrótce się
przekonamy, 'ndranghetyści i kamoryści wykuli sobie wygodną niszę w powojennym ładzie. Na Sycylii jednak plany mafii były zakrojone na
większą skalę. Wielu Sycylijczyków skłania się ku opinii, żeby nie
przyczepiać mafii etykiety "organizacji przestępczej". Wszyscy mafiosi
są przestępcami i zawsze nimi byli. Ale zwykli przestępcy, niezależnie
od tego, jak dobrze są zorganizowani, nie utrzymują bynajmniej
politycznych przyjaźni takiego rodzaju, jakimi cieszą się mafiosi
zajmujący najwyższe miejsca w hierarchii. Próby wywierania wpływu na
kształt instytucji i los ojczyzny w taki sposób, w jaki próbowali to
robić sycylijscy mafiosi po 1943 roku, wykraczały daleko poza horyzont
umysłowy zwykłego przestępcy.
Najdokuczliwszym, najbardziej krwawym rodzajem przestępstw, w które
angażowała się mafia, był bandytyzm. W szczytowym okresie, w 1945 roku,
po sycylijskiej prowincji grasowały setki band, z których wiele miało na
tyle dobre uzbrojenie, że w razie strzelaniny mogły pokonać oddziały
policji i karabinierów. Rabunki, wymuszenia, uprowadzenia i obrót
nielegalnymi towarami zapewniały bandytom źródło wielkich dochodów.
Mafiosi nie mieli w zwyczaju przyłączać się do bandytów, lecz kiedy
tylko mogli, wykorzystywali ich poprzez wymianę przysług. Na przykład
bandyci mogli przekazywać część swoich łupów mafiosom, którzy w zamian
wskazywali im możliwości lukratywnych haraczy lub rabunków, informowali
o obławach policyjnych albo zapewniali pośrednictwo w dyskretnym
przekazaniu okupu.
Wkrótce po inwazji aliantów mafiosi zaczęli stopniowo wracać do
tłumaczonej tradycją "ochrony" gruntów rolnych w zachodniej części
Sycylii, dzierżawienia ich i zarządzania nimi. Wielu najbogatszych
właścicieli ziemskich na Sycylii mieszkało w dekadenckim przepychu w Palermo, a prowadzenie swoich rozległych gospodarstw zostawiało
bezwzględnym podwykonawcom z mafii. Dlatego też po wojnie właściciele
ziemscy wyznaczali na dzierżawców-zarządców swoich gruntów ludzi, którzy
w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku dorobili się
statusu najbardziej znanych bossów -?takich jak Giuseppe Genco Russo z Mussomeli czy też dwudziestoletni zabójca Luciano Liggio z rolniczej
miejscowości Corleone w prowincji Palermo. (Nad Liggiem już ciążył nakaz
aresztowania, kiedy po niewyjaśnionej śmierci swojego poprzednika został
w 1945 roku zarządcą majątku Strasatto).
Kwestia ziemi nieuchronnie pchnęła mafię w kierunku polityki. Wśród
wszystkich zawirowań politycznych, do których doszło w najnowszej
historii Sycylii, chłopi głośno domagali się sprawiedliwszych warunków
zatrudnienia lub nawet udziału w majątkach należących do sycylijskich
arystokratów. Ostatecznie mafijne strzelby zawsze stanowiły odpowiedź na
ich żądania.
Po wojnie temat ten musiał znów zostać wyciągnięty na światło dzienne, a kiedy tak się stało, właściciele ziemscy i mafiosi zmienili terror w narzędzie polityczne. Za pomocą pistoletów, broni maszynowej i granatów
mafiosi robili wszystko, żeby pozbyć się bojowników chłopskich i strachem zmusić ich zwolenników do uległości. Wstrząsająca lista
nieobecności zaczyna się nazwiskami związkowców oraz działaczy
lewicowych zamordowanych latem 1944 roku, a kończą ją zabici dziesięć
lat później. Na przykład jesienią 1946 roku w Belmonte Mezzagno koło
Palermo chłopi utworzyli spółdzielnię, która miała przejąć od
pobliskiego majątku zarządzanie gruntami. Drugiego listopada szwadron
śmierci składający się z trzynastu mężczyzn pojawił się na polu, na
którym pracowało wielu szeregowych członków spółdzielni. Bandyci
odprowadzili na bok braci Giovanniego, Vincenza i Giuseppe Santangelów,
po czym po kolei każdemu strzelili w tył głowy.
Zarówno właściciele ziemscy, jak i członkowie mafii obawiali się, że
nowy, demokratyczny rząd włoski zostanie zmuszony do ustępstw wobec
komunistów, a co za tym idzie -?lewicujących chłopów na Sycylii. W związku z tym już w 1943 roku jedni i drudzy finansowali ruch społeczny,
którego celem było oderwanie wyspy od reszty kraju. Drogę do
niepodległości Sycylii wytyczono podczas serii spotkań odbywających się
w ciągu kolejnych lat. Potomkowie najstarszych rodów Sycylii gościli w swoich luksusowych wiejskich willach najważniejszych gangsterów na
wyspie. Podczas jednego z takich spotkań we wrześniu 1945 roku bossowie
wynegocjowali porozumienie w sprawie wcielenia części bandytów w szeregi
oddziałów zbrojnych ruchu separatystycznego. Salvatore Giuliano,
przywódca najsłynniejszej bandy, otrzymał dużo pieniędzy, stopień
pułkownika i obietnicę amnestii po tym, jak zostanie podniesiona flaga
niepodległej Sycylii. Nastąpiła seria ataków na koszary karabinierów,
mająca przygotować grunt pod powstanie.
Ostatecznie nie doszło do powstania separatystów. Skrzydło zbrojne
ruchu, będące już na granicy rozpadu, kompletnie się rozproszyło. Co
jeszcze ważniejsze, jego przywództwu politycznemu zagrano na nosie -?w maju 1946 roku Sycylia uzyskała autonomię i własny parlament regionalny,
pozostając we Włoszech. Mafiosi popierający separatyzm rozpoczęli
poszukiwania nowych sprzymierzeńców politycznych.
O ile w 1946 roku słabły nastroje separatystyczne, o tyle kryzys
przestępczości na Sycylii stał się w tym czasie poważniejszy niż
kiedykolwiek przedtem. Bandy, często działające pod skrzydłami mafii, do
woli rabowały i brały zakładników. Policjanci i karabinierzy na Sycylii
zasypywali raportami władze w Rzymie. Mafia znajdowała się na pierwszym
planie mrocznego obrazu, który malowali. Podobnie jak wcześniej kapitan
Scotten, nie mieli złudzeń co do tego, czym jest mafia -?wyraźnie wynika
to z raportu z października 1946 roku:
Mafia to tajna organizacja, która rozlewa się po prowincjach Sycylii, a jej ukryte przed wzrokiem postronnych macki sięgają do wszystkich klas
społecznych. Jej wyłącznym celem jest wzbogacanie się w sposób niezgodny
z prawem kosztem uczciwych, bezbronnych ludzi. Obecnie powołała na nowo
swoje komórki, czyli "Rodziny", jak się je nazywa w tutejszym żargonie,
zwłaszcza w prowincjach Palermo, Trapani, Caltanissetta, Enna i Agrigento.
Były to więc brutalne lata, które zadecydowały o przyszłości Sycylii.
Nieprzypadkowo też w owym okresie rządzący Włochami postanowili
zapomnieć wszystko, co dotąd wiedzieli o tej owianej złą sławą na
Sycylii "tajnej organizacji". Najwięcej o tym procesie zapominania nie
mówi bynajmniej żadna wielka masakra spowodowana przez mafię ani tajny
raport. Aby zrozumieć, jak naprawdę działała mafia sycylijska pod koniec
lat czterdziestych XX wieku, i zrozumieć jej wyjątkowy talent do
rozpływania się w powietrzu, a jednocześnie do przenikania w tryby
aparatu państwowego, musimy obejrzeć pierwszy w historii kina włoski
film o mafii.
Sycylia.
W imieniu prawa
Jest wrzesień 1948 roku, ale spalony słońcem sycylijski interior, który
rozciąga się przed obiektywem kamery, wydaje się ponadczasowy. Młody
mężczyzna w dwurzędowej marynarce siedzi wyprostowany w siodle. Jego
przystojną twarz ocienia rondo fedory. Wtem obraca się, by omieść
wzrokiem księżycowy krajobraz -?suchy pył i skały. Widzi osiem ciemnych
postaci na koniach, wyłaniających się zza szczytu wzgórza i zatrzymujących się na tle nieba.
-?Mafia. -?Młody mężczyzna wypowiada na głos to groźne słowo, zaciska z determinacją szczęki.
Nazywa się Guido Schiavi i jest prokuratorem, orędownikiem prawa.
Spodziewał się tej konfrontacji.
Mafiosi, dosiadający pięknych, zadbanych klaczy pełnej krwi, zjeżdżają
dostojnym kłusem ze wzgórza do prokuratora. Ścieżkę dźwiękową tworzą w tej scenie nastrojowe dźwięki trąbek i sekcji smyczkowej. Gdy jeźdźcy
się zbliżają, Schiavi widzi, że każdy z nich ma na sobie sztruks i barchan; każdy ma na głowie płaską czapkę osłaniającą szorstką,
nieruchomą twarz; każdy ma też strzelbę przewieszoną przez ramię.
Mafiosi zatrzymują się na mostku. Boss -?trudno go pomylić z kimś
innym, dosiada posągowej, białej klaczy -?nazywa się Turi Passalacqua.
Uprzejmie unosząc czapkę, zwraca się do prokuratora:
-?Dzień dobry, voscenza1. Witamy na naszej ziemi. Czyni nam
pan wielki zaszczyt. Jest pan bardzo młody. Fakt ten wielce cieszy mnie
i moich przyjaciół. Bo wiemy, że młodzi mają czyste serca. Jest pan
inteligentny i na pewno już rozumie, jaki tu panuje porządek rzeczy.
Sytuacja nie zmienia się od ponad stu lat i wszyscy są zadowoleni.
Na prokuratorze Schiavim ta świętoszkowata przemowa nie robi wielkiego
wrażenia. Odpowiada, że wielu ludzi bynajmniej nie czuje się
zadowolonych z obecnego "porządku rzeczy" -?na przykład ofiary morderstw
i wymuszeń, a także ich rodziny, podobnie jak barbarzyńsko traktowani
parobkowie w gospodarstwach i górnicy wydobywający siarkę. Jego słowa
nie wywołują jednak nawet cienia irytacji na pogodnej twarzy mafiosa:
-?Każde społeczeństwo ma swoje wady. A poza tym ludzie honoru zawsze
mogą osiągnąć porozumienie. [...] Wystarczy wyrazić wprost swoje
pragnienia.
Teraz z kolei prokurator pozostaje niewzruszony. Tonem wyważonego
sprzeciwu zapewnia, że on ma tylko jedno pragnienie i tylko jeden
obowiązek -?przestrzegać litery prawa.
Widać, że ci dwaj nie dojdą do porozumienia. Na tym terytorium zderzyły
się dwa przeciwstawne systemy wartości. Wielkie starcie władz państwa z mafią jest nieuniknione. Pozostaje jedynie, by capomafia2
Turi Passalacqua ponownie wyraził swoje credo:
-?Jest pan odważnym człowiekiem, ale to my stanowimy tu prawo zgodne z naszymi odwiecznymi tradycjami. Żyjemy na wyspie. Rząd znajduje się
daleko. Gdyby nie było tu nas i naszych surowych zasad, przestępcy w końcu zepsuliby tę krainę, tak jak życica psuje pszenicę. Nikt nie
czułby się bezpieczny we własnym domu. My nie jesteśmy przestępcami.
Jesteśmy ludźmi honoru -?wolnymi i niezależnymi jak ptaki na niebie.
Przy tych słowach trąbki i smyczki znów chwytają widzów za serce.
Widzimy, jak oddział ludzi honoru zawraca i galopuje w dal.
We Włoszech lat czterdziestych XX wieku kino było czymś więcej niż tylko
rozrywką. Amerykańskie studia filmowe zbojkotowały włoski rynek w proteście wobec podejmowanych przez Mussoliniego prób kontrolowania
importu. W ciągu ostatnich pięciu lat faszyzmu Włosi nie mieli dostępu
do cotygodniowej dawki magii celuloidu rodem z Kalifornii. Po wyzwoleniu
znów otwarto kina i odnowiono kontakty z Hollywood, dzięki czemu Włosi
wkrótce zaczęli oblegać sale kinowe w jeszcze większej liczbie niż
kiedykolwiek przedtem -?i większej niż gdziekolwiek indziej w Europie.
Splendor Rity Hayworth i Glenna Forda stanowił dla nich obietnicę tego,
co wolność i demokracja mogą dać krajowi udręczonemu wojną i zdemoralizowanemu przez klęskę faszyzmu.
Produkcje amerykańskich studiów nie mogły jednak w pełni
satysfakcjonować mieszkańców państwa, w którym zaszły tak traumatyczne
zmiany. Tak więc włoskie kino lat 1945-1950 zaczęła definiować szorstka,
rodzima poetyka takich dzieł, jak Rzym, miasto otwarte Roberta
Rosselliniego czy też Złodzieje rowerów Vittoria De Siki. Neorealizm
("nowy realizm") był wówczas modnym hasłem w kulturze. Neorealistyczni
reżyserzy wynieśli swoje kamery na zniszczone bombami ulice; dostrzegli
chwytające za serce dramaty wśród chłopów pracujących na polach
tarasowych lub brodzących wśród upraw ryżu. Kino neorealistyczne zdawało
się bliskie prawdziwemu życiu niczym skóra zdjęta z historii (cytując
sugestywne słowa jednego z ówczesnych krytyków). Jeszcze nigdy nie
zdarzyło się, by ekran filmowy stanowił ważniejszy nośnik wyobrażeń
Włochów na temat światła i ciemności, które nosili w sobie.
Wyświetlany we włoskich kinach od marca 1949 roku In nome della legge
(dosłownie "w imieniu prawa", w Polsce znany jako Pod niebem Sycylii)
był pierwszym włoskim filmem o mafii. Ten film to dziwny amalgamat -?da
się w nim wyróżnić wiele cech kina neorealistycznego, zwłaszcza to, w jaki sposób wykorzystuje spalony słońcem krajobraz Sycylii, ale
jednocześnie stanowi swego rodzaju pomost między neorealizmem a Hollywood. Jego reżyser, Pietro Germi, przed rozpoczęciem produkcji w 1948 roku nigdy nie był na Sycylii. Ale jego ignorancja dotycząca
miejsca akcji nie miała większego znaczenia, bo kiedy zszedł z promu i po raz pierwszy postawił stopę na wyspie, już miał w głowie gotowy obraz
tego, co tam zastanie -?Arizonę. Pod niebem Sycylii reprezentuje
mariaż neorealizmu z filmem kowbojskim. Sycylia Germiego to Tombstone
wśród śródziemnomorskich dekoracji -?miejsce, w którym roi się od
samotnych stróżów prawa, pojedynków na długie spojrzenia i zasadzek w wąwozach. Tutaj pociągi zatrzymują się na stacjach pośrodku pustyni, pod
szerokim niebem rozlegają się głośne strzały, a mężczyźni wchodzą pewnym
krokiem do barów i piją sycylijski likier anyżowy tak, jakby wlewali w siebie pędzoną przez bimbrowników whisky.
Germi uzasadniał swoją wizję artystyczną tym, że ów quasi-Dziki Zachód
dodaje dramatyzmu pojedynkowi między samotnym stróżem prawa a jego
przeciwnikiem spod ciemnej gwiazdy. Muskularny łamacz serc Massimo
Girotti grający młodego prokuratora Guida Schiaviego miał być włoską
odpowiedzią na Johna Wayne'a. Ale Germi zdaje się z jeszcze większym
zainteresowaniem kierować kamerę na bossa mafii Turiego Passalacquę,
którego gra francuski weteran kina Charles Vanel -?zawsze kadruje go od
dołu, dzięki czemu ten wyraźnie odcina się na tle bladego nieba,
wywołuje skojarzenia z twardym rolnikiem, a jednocześnie z mądrym
życiowo Apaczem.
Formuła capo udających kowbojów najwyraźniej się sprawdziła. Już podczas
pierwszych publicznych pokazów odnotowano "gorący aplauz". Pod niebem
Sycylii uplasował się na trzecim miejscu wśród najpopularniejszych
filmów sezonu 1948-1949 we Włoszech, zarabiając 401 milionów lirów
(odpowiednik mniej więcej 7 milionów euro według wartości z 2011 roku) i mógł się pod względem komercyjnym równać z takimi hollywoodzkimi
klasykami, jak Masakra Fortu Apache i Skarb Sierra Madre.
W kategorii filmów o mafii Pod niebem Sycylii może na pierwszy rzut
oka zdawać się wręcz sielankowy -?w obecnych czasach nasze gusta
dostrojone są raczej do Chłopców z ferajny i Gomorry. Jednak film
Germiego też jest złowieszczy -?opowiada historię pełną mrocznych
zwrotów akcji w kontekście nieznanej do tej pory w kinie przemocy i arogancji mafii. Nowsze klasyki gatunku, takie jak Ojciec chrzestny,
często są krytykowane za gloryfikowanie organizacji przestępczych. Ale
akurat pod tym względem film Coppoli nie dorasta do pięt Pod niebem
Sycylii. Na początku widzimy znajome zastrzeżenie: "Wszelkie
podobieństwa do autentycznych wydarzeń, miejsc i ludzi są całkowicie
przypadkowe". Daleko jednak temu stwierdzeniu do prawdy.
Pod niebem Sycylii nakręcono na podstawie powieści, a inspiracją filmu
był przykład jej autora. Piccola Pretura (W małym sądzie) napisał w pierwszej połowie 1947 roku Giuseppe Guido Lo Schiavo, jeden z największych autorytetów w sprawach dotyczących mafii sycylijskiej. Lo
Schiavo urodził się i wychował w Palermo, był bohaterem I wojny
światowej, a po jej zakończeniu stanął na pierwszej linii walki z przestępczością zorganizowaną na swojej rodzinnej wyspie.
Życie Lo Schiava było ściśle związane z historią mafii sycylijskiej w epoce faszyzmu. W 1926 roku już jako młody człowiek był prokuratorem,
tak jak bohater jego powieści. (Podobieństwo nazwisk autora i jego
bohatera -?Giuseppe Guido Lo Schiavo / Guido Schiavi -?nie jest
przypadkowe). W tym roku dyktatura Benita Mussoliniego przypuściła
oczekiwany od dawna atak na mafię. "Rak przestępczości" miał zostać
wycięty z Sycylii za pomocą faszystowskiego "skalpela" -?przechwalał się
Duce. Uderzenie przeprowadzono pod przywództwem policji i karabinierów,
a zadaniem sądów niższej instancji, takich jak ten, który reprezentował
Lo Schiavo, było przygotowanie dowodów potrzebnych do tego, żeby tysiące
aresztowań skończyło się wyrokami skazującymi.
Lo Schiavo był jednym z najbardziej entuzjastycznych członków aparatu
faszystowskich represji. W 1930 roku jeden z obrońców gangsterów,
Giuseppe Mario Puglia, opublikował esej, w którym twierdził, że mafia
nie jest tajnym stowarzyszeniem przestępców. Utrzymywał, że mafiosi
bynajmniej nie mają nic wspólnego z przestępstwami. Jego zdaniem mafioso
jest raczej niepoprawnym indywidualistą, "człowiekiem, który
instynktownie nie uznaje zwierzchnictwa nikogo poza własnym ego".
Ponadto mafioso jest na wskroś Sycylijczykiem, bo ta rozbuchana duma
oraz powściągliwość zakorzeniły się w psychice mieszkańców wyspy jako
forma oporu przed trwającymi wiele stuleci najazdami z zewnątrz. Dlatego
represje wobec mafii nieuchronnie równają się represjom wobec ludności
Sycylii. Innymi słowy, esej Puglii brzmi jak słowa, które Lo Schiavo
później włożył w usta bossowi mafii Turiemu Passalacqui w książce
będącej pierwowzorem Pod niebem Sycylii.
Lo Schiavo nie pozwolił, by twierdzenia obrońcy pozostały bez odzewu, i odpowiedział na nie w broszurze, którą można uznać za perełkę wywodów
wyrażających kontrolowany gniew. Argumentował, że mafia była "układem
przestępczym" -?nie tylko nielegalnym, lecz także "tworem pozostającym w kontrze wobec prawa, a jej jedynym celem jest wzbogacanie się za pomocą
nielegalnych sposobów".
W dalszej części Lo Schiavo udzielił adwokatowi mafii lekcji historii o tej organizacji. Mafia sycylijska wyłoniła się po raz pierwszy z politycznej przemocy stosowanej przez Risorgimento -
dziewiętnastowieczny ruch, który połączył odrębne państewka na terenie
dzisiejszych Włoch w zjednoczony naród. Wszyscy rewolucjoniści
potrzebują silnych ludzi, jeśli chcą wprowadzić w życie swoje ideały -
tłumaczył Lo Schiavo. Rewolucjoniści sycylijscy w okresie przed
zjednoczeniem nie różnili się od innych pod tym względem -?potrzebną im
siłę znaleźli wśród budzących postrach stróżów, nadzorców i płatnych
zabójców, którzy już stanowili prawo na sycylijskiej prowincji. W ten
sposób doszło do zawarcia paktu, a jego beneficjentami byli z jednej
strony najtwardsi i najambitniejsi bandyci na wyspie, z drugiej zaś
patrioci dążący do przekształcenia Włoch w naród. Paktu tego nie zerwało
w 1860 roku włączenie Sycylii w granice zjednoczonego państwa ani fakt,
że patriotyczni konspiratorzy zasilili szeregi narodowej klasy
rządzącej.
Lo Schiavo argumentował, że wielu patriotycznych konspiratorów należało
do masonerii albo sekt wzorowanych na lożach masońskich. Ci spośród
nich, którzy nie mieli skrupułów, wskazywali swoim działającym poza
prawem przyjaciołom, jakie ogromne korzyści może osiągać siatka
przestępcza zdolna do zorganizowania swoich struktur na podobnych
zasadach.
Lo Schiavo badał także ekonomiczny aspekt historii mafii. Ustalił, że
pierwotnie wzbogaciła się ona dzięki haraczom za rzekomą ochronę cennych
gajów cytrynowych i pomarańczowych otaczających Palermo. W owych czasach
gaje cytrynowe i pomarańczowe należały do najbardziej dochodowych upraw
w Europie. Mafiosi żądali od właściciela gruntu pieniędzy za "ochronę"
drzew cytrynowych -?żeby przypadkiem nie zniszczył ich ktoś taki jak oni
sami. Te machinacje umożliwiły członkom mafii utworzenie zaplecza
politycznego potrzebnego do sprawowania kontroli nad całym rynkiem
cytrusów.
Strach przed mafią szerzył się wśród mieszkańców zachodniej części
Sycylii, sięgając aż do parlamentu. Wszystkie nieprzychylne uwagi na
temat mafii nieuchronnie docierały do uszu ludzi pozbawionych skrupułów.
To dlatego -?twierdził Lo Schiavo -?tak wielu Sycylijczyków powtarza
bzdury w stylu: "mafia nie istnieje; w najgorszym razie mafiosi są
ludźmi, którzy rozwiązują lokalne problemy, wykazując się przy tym
typową sycylijską dumą i buńczucznością wobec władzy". Nawet właściciele
ziemscy, którzy -?przynajmniej teoretycznie -?najwięcej ucierpieli ze
strony mafii, wierzyli w tę fikcję i wyrażali przekonanie, że mafia w pewien sposób dobrze wpływa na utrzymanie ładu społecznego oraz na
przestrzeganie prawa i porządku. Wręcz przeciwnie -?wskazywał Lo Schiavo
-?mafia to "program, którego celem jest wyzysk i prześladowanie
uczciwych członków społeczeństwa, zasłaniający się maską odwagi i działań dla dobra ogółu, co jednak jest wierutną bzdurą".
Tak więc w pierwszej połowie lat trzydziestych XX wieku człowiekiem,
który później zainspirował film Pod niebem Sycylii, był bohater
prowadzący krucjatę przeciwko mafii, który miał odwagę wdać się w publiczny spór z adwokatami jej bossów. W 1948 roku Lo Schiavo został
jednym z najwyższych rangą prokuratorów w kraju i pracował w Sądzie
Najwyższym w Rzymie. W tym samym roku wydał swoją powieść, która
natychmiast doczekała się adaptacji filmowej.
Zarówno powieść, jak i film opowiadają prostą historię młodego
prokuratora Guida Schiaviego, który zostaje oddelegowany do odległego
miasta leżącego na jałowych pustkowiach w sycylijskim interiorze. W tej
okolicy, gdzie nikt nie liczy się z prawem, mafia rządzi niepodzielnie i wymusza od miejscowego właściciela ziemskiego opłatę za ochronę jego
majątku. Kiedy bandyci zabijają jednego z jego ludzi, capomafia Turi
Passalacqua rusza za nimi w pościg -?związuje ich i wrzuca do
wyschniętej studni lub po prostu strzela im w plecy w górskim wąwozie.
Młody prokurator prowadzi śledztwo w sprawie serii zabójstw, ale
napotyka opór przerażonych mieszkańców wsi. Kiedy dochodzi do
konfrontacji nieustraszonego Schiaviego z capomafia Turim Passalacquą,
który dosiada białej klaczy, prokurator nie daje się bossowi przekonać
do zmiany opinii na temat mafii (to scena, od której zacząłem ten
rozdział).
Ostatecznie Schiavi ledwo uchodzi z życiem po nieudanej próbie zamachu.
Pogodzony z porażką decyduje się opuścić swoje stanowisko i wrócić do
stolicy Sycylii -?Palermo. Ale gdy już ma wsiąść do pociągu i wyjechać w bezpieczniejsze strony, dowiaduje się, że jedyny przyjaźnie nastawiony
do niego człowiek w tym mieście, uczciwy siedemnastoletni chłopak
imieniem Paolino, zginął z ręki pewnego zbuntowanego mafiosa. Oburzony i wstrząśnięty Schiavi wraca do miasta. Dzwoni w kościelne dzwony, żeby
wezwać mieszkańców na plac i poprowadzić ich do walki na śmierć i życie.
Odbędzie się zatem pojedynek w samo południe -?państwo kontra mafia -
który może pretendować do miana najdziwniejszej sceny kulminacyjnej w dziejach kina gangsterskiego.
Kościelny dzwon rozbrzmiewa bez przerwy, natarczywie wzywając ludzi.
Jego dźwięk niesie się nad zakurzonym placem, nad spalonymi słońcem
dachami i nad okolicznymi polami. Kamera przesuwa się po postaciach
bezrobotnych górników z kopalni siarki, siedzących lub drzemiących w rzędzie przy krawężniku. Podnoszą oni głowy, nasłuchując. Po chwili
widzimy kobiety, młode i starsze, które wychodzą na ulicę otulone
czarnymi chustami; a potem przenosimy się do eleganckiego klubu, gdzie
burmistrz i jego kompani nagle zapominają o grze w bakarata i odwracają
głowy w stronę, z której dochodzi odgłos alarmu.
Wszyscy bez słowa wstają i idą ku dzwonnicy. Poganiacze mułów ledwie
przystają na chwilę, żeby uwiązać swoje zwierzęta. Rolnicy upuszczają
motyki w bruzdy w ziemi. Wkrótce w kierunku placu zmierzają strumienie
ludzi. Nawet mafiosi pod wodzą Turiego Passalacquy na białej klaczy -
jak zawsze przy rytmicznym akompaniamencie trąb, motywie muzycznym,
który towarzyszy im przez cały film -?galopują do miasta, by dołączyć do
tłumu gromadzącego się przed schodami kościoła.
Kiedy w drzwiach świątyni pojawia się młody prokurator Guido Schiavi,
rozlegają się głośne pomruki niespokojnego zaciekawienia. A potem zalega
cisza i Schiavi zwraca się do zebranych:
-?Skoro wszyscy się tu stawili, oświadczam, że jest to sąd. Pół godziny
temu znaleźliśmy ciało Paolina, którego zastrzelono z dubeltówki.
Chłopak miał siedemnaście lat i nigdy nikogo nie skrzywdził.
Schiavi rozgląda się wśród tłumu, próbując spojrzeć prosto w oczy
każdemu ze stojących przed nim ludzi. Przenosi wzrok i jeszcze
intensywniej przygląda się grupie jeźdźców o nieruchomych, jakby
kamiennych twarzach.
-?Wy tam, ludzie mafii. I ty, Turi Passalacquo. Wasza żądna krwi,
okrutna sprawiedliwość karze jedynie tych, którzy wam podpadną, a chroni
wyłącznie posłusznych waszym decyzjom.
Słysząc te słowa, jeden z mafiosów zwraca ku prokuratorowi wylot lufy
swojej strzelby. Jednak jego szef stanowczym, lecz łagodnym gestem
kieruje lufę z powrotem do ziemi.
Guido Schiavi nie waha się ani chwili:
-?I zdecydowaliście, że należy przedkładać waszą sprawiedliwość nad
obowiązujące prawo... Jedyne prawo, które pozwala nam żyć obok naszych
sąsiadów bez rozszarpywania się na strzępy jak dzikie zwierzęta.
Prawda, massaro Passalacqua?
Wszyscy na placu unoszą wzrok, żeby sprawdzić, jak capomafia przyjmie
to zapierające dech w piersiach wyzwanie. Subtelna zmiana na jego twarzy
sugeruje, że poczuł się strapiony; jego zwykłe opanowanie zastąpiła
powaga. Znów skadrowany na tle nieba, Turi Passalacqua zaczyna
podniosłą, wiekopomną przemowę:
-?Mocne słowa, prokuratorze. Do tej pory nikt nie zwracał się do nas w tak ostry sposób. Dodam jednak, że pańskie słowa były też sprawiedliwe.
Nie przyjechaliśmy tu dzisiaj z moimi ludźmi po to, żeby słuchać
pańskiego wystąpienia. [...] Ale przypomniało mi ono mojego syna i sprawiło, że pomyślałem, jak bardzo byłbym dumny, gdyby mówił właśnie w taki sposób. Zapewniam więc moich przyjaciół, że nadszedł czas, by
zmienić kurs i przywrócić w tym mieście rządy prawa. Możliwe, że wszyscy
tutaj przyczynili się do śmierci Paolina. Ale tylko jeden człowiek
pociągnął za spust. Oto więc oddaję go w pańskie ręce, żeby został
osądzony zgodnie z literą obowiązującego w kraju prawa.
Odwraca się i jednym ruchem głowy wydaje rozkaz swojej załodze. Ludzie
honoru przy wtórze tętentu kopyt otaczają mordercę, który nie ma szansy
zbiec. To zbuntowany mafioso, Francesco Messana.
Prokurator podchodzi w towarzystwie dwóch karabinierów.
-?Francesco Messana, aresztuję cię w imieniu prawa.
Morderca zostaje odprowadzony. Następnie prokurator obraca się i unosi
wzrok do twarzy bossa mafii, by z pełnym uznaniem wypowiedzieć ostatnie
słowa filmu:
-?W imieniu prawa!
Na ekranie znów widać dominującą sylwetkę Turiego Passalacquy na tle
nieba. Na jego twarzy ponownie widnieje błogi spokój, a kąciki ust unosi
mu cień uśmiechu. Kolejny raz rozbrzmiewa melodia towarzysząca mafijnej
kawalkadzie. Kiedy pojawiają się napisy końcowe, boss zawraca swoją
białą klacz, by poprowadzić mafiosów w bohaterskim galopie w stronę
zachodzącego słońca.
Mafiosi nie są przestępcami -?przekonują nas twórcy Pod niebem
Sycylii. Turi Passalacqua to człowiek żyjący w zgodzie z kodeksem
honorowym, a ten na swój prymitywny sposób jest prawem równie godnym
szacunku jak to, którego stara się przestrzegać prokurator Guido
Schiavi. Wystarczy zwrócić się do mafiosów odpowiednio stanowczym tonem,
by stanęli oni na straży pokoju i porządku. Pod koniec filmu mafia
znajduje swoje prawdziwe powołanie, będące najlepszym sposobem
wprowadzenia w życie głęboko zakorzenionych w niej wartości -?przyjmuje
rolę pomocniczych sił porządkowych. Gdyby Sycylia naprawdę była Arizoną,
a Pod niebem Sycylii -?naprawdę filmem o kowbojach, to nie wiadomo,
który z tych dwóch mężczyzn w większym stopniu zasługiwałby na gwiazdę
szeryfa.
Pod niebem Sycylii nie jest filmem o mafii; jest to raczej mafijna
propaganda, podstępny, wystylizowany rodzaj "kłamliwych bzdur", które
Giuseppe Guido Lo Schiavo tak zajadle krytykował w latach trzydziestych.
W latach czterdziestych XX wieku każdy kolejny dzień chaosu na Sycylii
dostarczał nowych dowodów na to, że mafiosów bynajmniej nie łączą z praworządnością przyjacielskie stosunki. Tymczasem dokładnie w tym
okresie Lo Schiavo w zdumiewający sposób zmienił o sto osiemdziesiąt
stopni swoje poglądy na temat mafii. Niczym nowo nawrócony uwierzył w jej kłamstwa.
Człowiek, który chciałby dać kredyt zaufania Giuseppe Guidowi Lo
Schiavo, mógłby podejrzewać, że film Pietra Germiego wypaczył sens
powieści prokuratora, przeszczepiając hollywoodzki happy end na tę
zapewne mniej optymistyczną sycylijską opowieść. I na pewno prawdą jest,
że w 1948 roku trudno byłoby stworzyć absolutnie realistyczny portret
mafii. Podczas produkcji filmu krążyły plotki, że kiedy reżyser Pietro
Germi przybył na Sycylię, skontaktowało się z nim kilku wysokich rangą
mafiosów, którzy nie pozwolili mu zacząć pracy, dopóki nie zatwierdzili
scenariusza. W trakcie konferencji prasowej zorganizowanej po premierze
filmu pewien znajdujący się na widowni młody Sycylijczyk pokłócił się z Germim o to, na ile wiernie ukazał on na ekranie wizerunek ludzi honoru
-?pytał, czy reżyser nie wie, że prawdziwa mafia zabiła mnóstwo ludzi.
Germi zdobył się jedynie na odpowiedź pytaniem na pytanie: "Więc
oczekiwałby pan, żeby mnie spotkał ten sam los?".
Trudności, na które natknął się Germi na Sycylii, nie usprawiedliwiają
samego Giuseppe Guida Lo Schiava. W gruncie rzeczy jego powieść jest
jeszcze bardziej przychylna dla mafii niż film Pod niebem Sycylii. W opowieści Lo Schiava szef mafii Turi Passalacqua jest "uosobieniem
mądrości, rozwagi i spokoju [...] z krągłym brzuchem, ogoloną głową i uśmiechem dobrotliwego Buddy".
Trudno uniknąć konkluzji, że prokurator, który na początku lat
trzydziestych zachodził za skórę mafii, w połowie lat czterdziestych już
był entuzjastycznym rzecznikiem kłamstw, które równie dobrze mogli
rozpowiadać najbardziej podstępni jej zwolennicy. Kiedyś Giuseppe Guido
Lo Schiavo z pogardą piętnował to, w jaki sposób "literatura i dramat
gloryfikują postać mafiosa". Teraz pisał powieści, w których robił
dokładnie to samo.
Ale dlaczego? Co sprawiło, że Lo Schiavo tak bezwstydnie wywrócił do
góry nogami swoje poglądy?
Lo Schiavo był konserwatystą, sympatie polityczne pchnęły go do poparcia
reżimu Mussoliniego w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku. Po
odzyskaniu niepodległości przez Włochy ten sam konserwatyzm sprowokował
go do nawiązania przyjaźni z najbardziej bezwzględnymi przestępcami na
wyspie. Dziwaczne wypaczenia historii dotyczącej mafii w Piccola
Pretura świadczyły o niewypowiedzianym wprost, cynicznym do cna
poglądzie autora-prokuratora, że lepiej już trzymać z mafią niż z komunistami. Ten prosty aksjomat wystarczył, żeby Lo Schiavo zapomniał
wszystko, czego dowiedział się nie bez trudności o sycylijskim "układzie
przestępczym", i porzucił wiarę w praworządność, na której opierał się
etos jego urzędu.
Turi Passalacqua, heroiczny wódz bandytów z filmu Pod niebem Sycylii,
został przedstawiony tak nierealistycznie, że wręcz śmieszy.
Jednocześnie -?co wynika z paradoksu właściwego Sycylii -?jest także
postacią złowrogo prawdopodobną. Pod niebem Sycylii było kinową
fantazją, niemniej gloryfikowało bardzo realny układ istniejący między
mafią a państwem w pierwszych latach republiki włoskiej.
Sycylia jest krainą dziwnych sojuszy -?na przykład między szlachtą
ziemską a gangami należącymi do ruchu separatystów. A kiedy sentymenty
separatystyczne wygasły, presja, którą odczuwali zarówno politycy, jak i przestępcy w latach 1946-1948, doprowadziła do jeszcze dziwniejszej
zbieżności interesów -?spraw konserwatystów, mafii i policji. To właśnie
ten sojusz sławi Pod niebem Sycylii za pośrednictwem fikcyjnej postaci
bossa mafii Turiego Passalacquy prawiącego kazania z siodła
pełnokrwistej białej klaczy.
W 1946 roku policja i karabinierzy uprzedzali rząd w Rzymie, że jeśli
mają zwalczyć mafię, będzie im potrzebne wsparcie ludzi na najwyższych
szczeblach władzy, ponieważ mafiosi mają wielu przyjaciół wśród
sycylijskich elit -?przyjaciół, którym pomagali w trakcie wyborów,
zdobywając dla nich głosy. Prośby te jednak zostały zignorowane.
Możliwe, że konserwatywnych polityków w Rzymie zniechęcała perspektywa
konfliktu z sycylijską klasą rządzącą, której lojalność wobec państwa
wprawdzie była wątła, lecz jej konserwatyzm nie budził wątpliwości. Albo
mogli rozumować jeszcze bardziej cynicznie, że mafijny terror wobec
szeregowych członków lewicowego ruchu chłopskiego był w gruncie rzeczy
dość użyteczny. Radzili więc funkcjonariuszom policji i karabinierom na
Sycylii zapomnieć o mafii (innymi słowy, zapomnieć o prawdziwej
przyczynie gwałtownego rozwoju przestępczości) i rozprawić się w pierwszej kolejności z bandytami.
Policjanci wiedzieli, że do walki z bandytami będą potrzebować pomocy -
pomocy mafiosów gotowych dostarczać poufnych informacji na temat
poczynań gangów. Mafiosi zaś zdawali sobie sprawę, że nie da się
utrzymywać i wykorzystywać bandytów na dłuższą metę. Kiedy więc ci
przestali być potrzebni, mafiosi wydali ich władzom, żeby zyskać
przyjaciół na wysokich stanowiskach. Włoscy "mafiolodzy" ukuli specjalne
określenie tego tradycyjnego porozumienia policji z mafią -?nazywają je
"współzarządzaniem" przestępczością.
Wkrótce za pośrednictwem wielu tajnych kanałów nadeszło ze strony mafii
potrzebne policji wsparcie. W drugiej połowie 1946 roku bandyci, którzy
od czasu przeprowadzonej w 1943 roku inwazji aliantów szerzyli na
Sycylii bezprawie, zostali sprawnie wyeliminowani. Do tej pory nie
zdarzało się patrolom policyjnym, które przemierzały dzikie zachodnie
tereny Sycylii, wyłapać tamtejszych bandytów. Teraz jakimś cudem udawało
się im znaleźć poszukiwanych i zabić ich lub schwytać. Jeszcze częściej
podrzucano im już martwych przywódców lokalnych band. Podobnie jak w filmie Pod niebem Sycylii wiązano ich i wrzucano do wyschniętych
studni lub po prostu strzelano im w plecy w górskim wąwozie.
Zatem już u zarania włoskiej demokracji mafia była dokładnie tym, czym
była zawsze. Dokładnie tak, jak opisali ją antymafijny prokurator
Giuseppe Guido Lo Schiavo, oficer wywiadu armii amerykańskiej, kapitan
William Everett Scotten, oraz wielu funkcjonariuszy policji i karabinierów -?stanowiła tajne stowarzyszenie bezwzględnych przestępców,
chcących wzbogacić się w nielegalny sposób, siłę sprawczą licznych
morderstw, podpaleń, porwań i chaosu.
Jednocześnie mafia była dokładnie tym, czym -?mimo różnych ubarwień
wynikających ze swobody twórczej -?chcieli ją widzieć pisarz Giuseppe
Guido Lo Schiavo i reżyser Pietro Germi -?pomocniczą siłą porządkową i strażnikiem politycznego status quo na niespokojnej wyspie. Nie
wyrzekając się przywódczej roli w "układzie przestępczym",
najsprytniejsi bossowie nakładali kostiumy, w których chcieli ich
widzieć konserwatyści. Z wysokości siodeł swoich fikcyjnych białych
klaczy mafiosi mordowali bandytów niewygodnych ze względów politycznych
albo chłopskich bojowników, którzy opierali się zrozumieniu, jak mają
się sprawy na Sycylii. I oczywiście większość powojennych morderstw
politycznych dokonanych przez mafię pozostała nierozwiązana -?przy
wsparciu ze strony prawa.
* * *
Pierwszym poważnym starciem wyborczym zimnej wojny we Włoszech były
wybory powszechne, które odbyły się 18 kwietnia 1948 roku. Jeden ze
znanych plakatów wyborczych przedstawiał twarze Spencera Tracy'ego, Rity
Hayworth, Clarka Gable'a, Gary'ego Coopera i Tyrone'a Powera oraz
głosił, że "Gwiazdy Hollywood jednoczą się przeciwko komunizmowi".
Jednak to przede wszystkim plan Marshalla -?zakrojony na szeroką skalę
amerykański program pomocy gospodarczej dla Włoch -?zaważył na porażce
partii komunistycznej (Partito Comunista Italiano -?PCI) i jej
sojuszników. PCI trwała w opozycji w parlamencie i miała pozostać na tej
pozycji kolejne pół wieku. Zwycięzcy tych wyborów, chadecy (Democrazia
Cristiana -?DC), weszli do rządu, w którym pozostali następne pół wieku.
Linia frontu zimnowojennej polityki Włoch zdawała się skuta lodem i nie
do ruszenia niczym okopy w tundrze.
Kilka tygodni po tych epokowych wyborach powszechnych najwyższy rangą
funkcjonariusz organów ścigania na Sycylii poinformował, że "mafia
jeszcze nigdy nie była tak potężna i zorganizowana jak obecnie". Nikt
nie zwrócił uwagi na jego słowa.
Partia komunistyczna i jej sojusznicy jako jedyni nie czuli się gotowi
zapomnieć. W Rzymie podejmowali starania mające potępiać tolerancję
chadeków wobec mafii na Sycylii. Lewicowi parlamentarzyści zwracali
uwagę na to, że politycy DC oddają przysługi bossom mafii, a sami
wykorzystują ich do pozyskiwania głosów wyborczych. W podobnym tonie
protestowali przez następne czterdzieści lat. Partia komunistyczna
jednak nigdy nie miała wystarczającego zaplecza, które umożliwiłoby jej
utworzenie rządu; jej kandydaci nie mieli większych szans wyborczych,
zatem byli bezsilni. W czerwcu 1949 roku, zaledwie kilka tygodni po
premierze we włoskich kinach Pod niebem Sycylii, w senacie wystąpił
minister spraw wewnętrznych Mario Scelba, który miał dostęp do całej
wiedzy zgromadzonej przez policję na temat mafii na Sycylii. Wyszydził
jednak obawy komunistów dotyczące przestępczości zorganizowanej i wygłosił nieformalną prelekcję na temat tego, czym mafia naprawdę jest
dla Sycylijczyków, takich jak on.
Jeśli ulicą idzie dziewczyna o dorodnych kształtach, Sycylijczyk powie o niej, że jest mafiosa. Jeśli jakiś chłopiec jest nad wiek rozwinięty,
Sycylijczyk powie o nim, że jest mafioso. Ludzie gadają o mafii,
doprawiając ją wszelkimi możliwymi sosami, ale wydaje mi się, że
przesadzają.
Scelba chciał przez to powiedzieć, że mafia, a raczej typowa dla
Sycylijczyków cecha określana mafijnością, jest takim samym elementem
życia codziennego na wyspie jak cannoli albo cassata -?i tak jak one
nieszkodliwym. Świat powinien wreszcie zapomnieć o mafii, cokolwiek to
znaczy, i zająć się poważniejszymi problemami.
Przez ponad czterdzieści lat po ustanowieniu republiki mafie miały w partii Scelby, DC, najbardziej niezawodnych przyjaciół politycznych. Ale
DC bynajmniej nie była po prostu fasadą mafii. W rzeczywistości była to
ogromna, hybrydowa machina polityczna. Popierali ją mieszkańcy północy i południa, kardynałowie i kapitaliści, urzędnicy państwowi i sklepikarze,
bankierzy i rodziny chłopskie, których całe bogactwo stanowiło
niewielkie poletko. Jedynym czynnikiem łączącym ten zróżnicowany
elektorat był strach przed komunizmem.
Na Sycylii oraz w południowej części Włoch DC zetknęła się z klasą
przywódców politycznych, która dominowała w polityce na długo przed
faszyzmem -?możnymi. Typowym możnym z południa był właściciel ziemski
lub prawnik, często dysponujący wielkim majątkiem, ale jego bogactwo
zawsze polegało raczej na bliskich relacjach z Kościołem i ośrodkami
władzy. Ich metodą wywierania wpływu był patronat -?polegający na
sięganiu po środki publiczne (takie jak pensje, kontrakty, kredyty
rządowe, licencje... ale także pomoc w nawigowaniu w gąszczu przepisów i regulacji) i traktowaniu ich jak prywatny łup, który można rozdać
orszakowi złożonemu z rodziny i zwolenników. Za pomocą patronatu możni
brali pod swoje skrzydła anonimowych członków struktur rządowych i tkali
sieć zależności opartych na przysługach. Mafiosi byli naturalnymi
sprzymierzeńcami możnych. Za najlepszy aspekt relacji DC z mafiami można
uznać to, że partia była zbyt rozbita i skonfliktowana wewnętrznie, by
stawić czoło możnym i starać się ich odciąć od dostępu do publicznych
pieniędzy.
W czasach faszyzmu, podobnie jak wiele razy wcześniej, policjanci i prokuratorzy z wielką dbałością starali się utworzyć portret pamięciowy
organizacji mafijnej, "układu przestępczego". Teraz, w epoce zimnej
wojny i rządów chadecji, portret ten został podarty i poskładany na nowo
w taki sposób, żeby nadać mu przywodzące na myśl Buddę rysy twarzy
Turiego Passalacquy. Lepiej godzić się na mafię niż na komunizm. Lepiej
snuć hollywoodzkie fantazje o kowbojach w filmie Pod niebem Sycylii,
niż poważnie podejść do zrozumienia i zwalczania układu przestępczego,
do którego należało wielu istotnych zwolenników partii rządzącej.
* * *
Dzięki sukcesowi Pod niebem Sycylii i dającej prestiż karierze na
stanowisku prokuratora Giuseppe Guido Lo Schiavo został w latach
pięćdziesiątych XX wieku jednym z głównych włoskich autorytetów w sprawach dotyczących mafii. Nie przepuścił żadnej okazji, by powtórzyć
te same wygodne kłamstwa, które po raz pierwszy sformułował w swojej
powieści. Jeszcze bardziej niepokojący był fakt, że objął funkcje
wykładowcy prawa w akademii karabinierów, przewodniczącego krajowej rady
do spraw cenzury filmowej oraz prokuratora w Sądzie Najwyższym.
W 1954 roku Lo Schiavo nawet napisał płomienne pożegnanie czcigodnego
capomafia don Calogera Vizziniego, który niedawno zmarł spokojną
śmiercią w swojej rodzinnej Villalbie. Vizzini brał czynny udział w każdym istotnym wydarzeniu w historii mafii podczas burzliwych lat po
wyzwoleniu. W 1943 roku został burmistrzem Villalby pod zarządem AMGOT-u -?sześćdziesięciosześcioletni wówczas boss miał już na koncie długą
listę przestępstw związanych z szantażami, kradzieżami bydła, obrotem
czarnorynkowymi towarami oraz inwestycjami w wydobycie siarki. Rok
później we wrześniu podwładni Vizziniego wywołali ogólnokrajową
sensację, rzucając granatami w pewnego działacza komunistycznego, który
przybył do Villalby, żeby wygłosić przemówienie. Vizzini stał na czele
separatystów. Ale kiedy przycichły nastroje separatystyczne, dołączył do
DC. W wystawnym pogrzebie seniora, który odbył się w lipcu 1954 roku,
uczestniczyli bossowie mafii z całej wyspy.
Giuseppe Guido Lo Schiavo potraktował śmierć Calogera Vizziniego jako
okazję do powtórzenia swoich zwyczajowych farmazonów na temat mafii. Ale
ujawnił także intrygujący fakt, że pewnej niedzieli w 1952 roku stary,
gruby boss złożył mu prywatną wizytę w Rzymie. Lo Schiavo doskonale
pamiętał, jak otworzył drzwi swojego domu i napotkał "ostre jak brzytwa,
magnetyczne" spojrzenie swojego gościa. Prokurator przywitał go
uprzejmie, choć zjadały go nerwy:
-?Commendatore Vizzini, nazywam się...
-?Dla ciebie nie jestem commendatore -?usłyszał. Vizzini poczłapał do
pełnego książek gabinetu i ciężko osunął się na sofę. Kiedy posadził na
niej swoje zwaliste ciało, rzekł: -?Mów mi wujku Cal?.
Ton wujka Cal? był stanowczy, ale jego zachowanie wyrażało serdeczność.
Pochwalił Lo Schiava, mówiąc mu, że jest człowiekiem prawa, który gra
twardo, lecz uczciwie. Mężczyźni uścisnęli sobie dłonie na znak
wzajemnego szacunku. Lo Schiavo opowiadał, że patrząc na wujka Cal?,
przypomniał sobie scenę z przeszłości, z pierwszych lat pracy na
stanowisku prokuratora wyznaczonego do walki z mafią na Sycylii. To
wtedy po raz pierwszy ujrzał korpulentnego, już postarzałego bossa,
który zawsze jeździł na białej klaczy. Zakończył swoje wspomnienie o wujku Cal? życzeniami dla jego następcy w mafii:
-?Niech jego wysiłki zmierzają ku poszanowaniu prawa ustalonego przez
władze państwa i prowadzą do postępu społecznego dla wszystkich.
Relacja Lo Schiavo z jego rozmowy z don Calogerem Vizzinim jest równie
fikcyjna, jak każda z jego powieści. Ale samo spotkanie zdarzyło się
naprawdę. Przyczyną wizyty wujka Cal? był fakt, że wytoczono mu serię
procesów sądowych w związku z tamtym rzucaniem granatami w 1944 roku.
Zaledwie trzy dni wcześniej Sąd Najwyższy wydał wyrok skazujący. Jednak
sam proces miał trwać jeszcze długo i wujek Cal? wiedział, że niemal na
pewno umrze, zanim trafi do więzienia. Prawdziwym powodem jego odwiedzin
u Lo Schiava mogło być po prostu podziękowanie. Słynny prokurator i pisarz uczestniczył bowiem w prezentacji materiału dowodowego oskarżenia
przed Sądem Najwyższym. Nadal istnieją podejrzenia, że za kulisami
pomagał bossowi w jego sprawie.
Gdyby w dzisiejszych Włoszech boss mafii złożył wizytę towarzyską
prokuratorowi, natychmiast wszczęto by śledztwo. Lecz w konserwatywnym
środowisku chrześcijańskiej demokracji we Włoszech kontakty między mafią
sycylijską a prokuratorami odbywały się w bardziej zażyłej atmosferze.
Państwo i mafia pozostawały w komitywie w imieniu prawa.
Kalabria.
Ostatni romantyczny bandyta
Mafia kalabryjska, podobnie jak mafia sycylijska, była wzorowanym na
masonerii, tajnym stowarzyszeniem, którego członków obowiązywała
przysięga. Posługiwała się tym samym żargonem przestępczym co mafia
sycylijska -?omerta, honor i tak dalej -?a stowarzyszeni w niej
partnerzy angażowali się w te same codzienne zadania polegające na
wymuszeniach i przemycie. Te mafie nie były jednak ze sobą bezpośrednio
powiązane i bynajmniej nie były identyczne -?miały inną strukturę i terminologię oraz inne rytuały. Na przykład w Kalabrii bossa nazywano
capobastone -?"główną pałką". Mafia kalabryjska narodziła się później
niż sycylijska i miała skromniejsze korzenie -?wyłoniła się z systemu
więziennictwa w latach osiemdziesiątych XIX wieku i zaczęła opanowywać
burdele oraz tawerny. Najpierw zaistniała w Reggio Calabria oraz w rolniczych miejscowościach wąskiego pasa nadmorskiego w tym regionie.
Wkrótce rozprzestrzeniła się w górach zajmujących większą część południa
Kalabrii.
W krótkim czasie mafia kalabryjska stworzyła siatkę złodziei bydła i bandytów wymuszających haracze za ochronę. Zaczęły powstawać pierwsze
fortuny w jej środowisku. Pozyskiwano przyjaźń polityków, policję zaś
przekonywano do zostawienia bossów w spokoju w zamian za informacje o drobnych przestępcach. Kolejne rządy w Rzymie niewiele robiły, żeby
naprawić tę sytuację, bo posłowie z Kalabrii mieli duże znaczenie dla
ewentualnego utworzenia koalicji w parlamencie. Mafia weszła w skład
kalabryjskiej klasy rządzącej.
Tak samo jak na Sycylii, faszyści zapoczątkowali kampanię represji wobec
mafii w Kalabrii. Dokonano wielu aresztowań. W trakcie jednego z wielu
ważnych procesów sądowych, który odbył się w 1932 roku, dziewięćdziesiąt
osób oskarżono o przynależność do Szacownej Rodziny Montalbano -?co jest
tylko jedną z kilku jej nazw (inne to na przykład Zaszczytne Towarzystwo
-?czyli Onorata Societa -?albo Stowarzyszenie Klamry), którą
kalabryjska mafia posługiwała się w tamtych czasach. (Wkrótce zastąpi ją
inna; dopiero w 1955 roku mafia kalabryjska przyjęła nazwę 'ndrangheta,
którą nosi dzisiaj).
Detektywi badający działalność tej grupy w 1932 roku odkryli, że była
ona podzielona na lokalne komórki, czyli 'ndrine (słowo 'ndrina może
pochodzić od malandrina, oznaczającego część więzienia zarezerwowaną
dla gangsterów). W odróżnieniu od Rodzin mafii sycylijskiej te
kalabryjskie komórki miały podwójną strukturę -?starsi rangą członkowie,
pozostający w głębszym cieniu, należeli do tak zwanego Głównego
Stowarzyszenia, podczas gdy Mniejsze Stowarzyszenie składało się z mniej
godnych zaufania rekrutów, zobowiązanych do "absolutnego posłuszeństwa
wobec swoich zwierzchników". Dokumentacja z procesu ukazuje w alarmujący
sposób, jak dzięki surowej dyscyplinie 'ndrangheta zdołała zinfiltrować
wszystkie dziedziny życia w Kalabrii.
W ten sposób mafia ingerowała praktycznie w każdy możliwy interes -
nawet gdy wyrażał nim zainteresowanie któryś z jej członków, nawet kiedy
chodziło o najdrobniejsze sprzeczki rodzinne, które nie miały nic
wspólnego z resztą organizacji. Kontrakty rządowe, państwowe projekty
budowlane, urzędy publiczne -?we wszystko wtrącała się organizacja.
Wśród jej specjalizacji znalazły się przede wszystkim manipulacje
wyborcze. Najpotężniejszą bronią polityków podczas kampanii oraz
najpewniejszą dla nich drogą do zwycięstwa w wyborach była pomoc grupy
bezwzględnych, wyjątkowo zdyscyplinowanych przestępców.
Detektywi zajmujący się sprawą w 1932 roku uważali, że mafia kalabryjska
miała nawet własny rodzaj rządu, zwany Criminale, który interweniował,
kiedy trzeba było rozstrzygnąć spory w poszczególnych 'ndrine w prowincji Reggio Calabria. Pewnego razu w trakcie I wojny światowej
Criminale interweniował w sprawę 'ndrina Santo Stefano, której dwaj
członkowie popadli w konflikt, ponieważ obaj zaręczyli się z tą samą
kobietą. Trudno jednak to nazwać przestępczą operą mydlaną. W ich sporze
nie było bowiem nic błahego ani komicznego. Na tym etapie swojej
historii Onorata Societa odkrywała, jak ważnym narzędziem politycznym
jest małżeństwo. Mafiosi, którzy przestawali czerpać korzyści ze
stręczycielstwa i decydowali się na pewną stabilizację życiową, mogli
zakładać przestępcze dynastie i przekazywać nielegalnie zdobyte fortuny
swoim synom; mogli też w ten sposób zawierać sojusze z innymi członkami
organizacji lub negocjować porozumienia pokojowe z zaciekłymi rywalami.
To były lekcje, których gangsterzy sycylijscy uczyli się już od wielu
pokoleń. Teraz w Kalabrii małżeństwa zawierane wewnątrz mafii nabierały
takiego samego znaczenia, jakim cieszyły się od dawna na Sycylii.
Tak więc 'ndrangheta nie była zwykłym gangiem -?podobnie jak mafia
sycylijska, stanowiła alternatywny rząd, przywoływała na myśl
pasożytnicze pnącze, które tak ściśle owinęło się wokół gałęzi państwa,
że utworzyło solidniejszą strukturę niż drzewo, którym się żywiła. Tak
jak na Sycylii, entuzjazm faszystów wobec planu rozgromienia mafii w Kalabrii nie trwał zbyt długo. Partia, jak każda inna władza w prowincji
Reggio Calabria, została zinfiltrowana przez mafię i wydrążona od
środka. Ostatecznie okazało się, że o wiele łatwiej jest udawać, iż
problem został rozwiązany, i zakazać publikowania w prasie wszelkich
informacji na temat przestępczości.
Po wybuchu II wojny światowej jej wydarzenia w dużej mierze ominęły
Kalabrię. Wojska Osi stawiały tam jedynie symboliczny opór, a po
wyzwoleniu alianci rozmieścili w tym regionie niewiele oddziałów.
Lokalna mafia bardzo mocno angażowała się w handel towarami na czarnym
rynku, jednak mało kto zdawał się to zauważać. Wyżsi urzędnicy AMGOT-u nawet nie zdawali sobie sprawy z istnienia mafii w Kalabrii.
* * *
Jeśli chodzi o przestępczość zorganizowaną, powojenna amnezja Włoch była
równie głęboka i zróżnicowana jak przekrój geologiczny tego kraju: jej
warstwy stanowiły nagromadzone sedymenty niekompetencji i zaniedbań;
zmowa i cynizm polityków odcisnęły swój ślad w jej zniekształconych
pokładach. Kiedy II wojna światowa dobiegła końca, tektonika zapomnienia
doprowadziła do utworzenia jednej z najbardziej niezwykłych formacji w Kalabrii.
W 1945 roku ulubiony kryminalista Włochów wrócił w rejony, w których
zdobywał przestępcze szlify. Siedemdziesięcioletni Giuseppe Musolino,
obecnie uważany za nieszkodliwego starszego pana, został przeniesiony z oddziału psychiatrii sądowej na północy kraju do zwykłego szpitala
psychiatrycznego w Kalabrii.
W nowym miejscu pobytu Musolina panowały piekielne warunki. Wprawdzie
szpital został zbudowany w czasach faszystowskich, ale popadał w ruinę
już wtedy, gdy pokiereszowane zwłoki faszystowskiego dyktatora zawisły
głową w dół pod metalowym stelażem dachu stacji benzynowej w Mediolanie.
W surowych, niespełniających wymogów higieniczno-sanitarnych,
przeludnionych salach i korytarzach odbijały się echem bełkot i wrzaski
chorych. Jednak na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych XX
wieku, zanim wybrzeże Kalabrii zabudowano autostradami i naprędce
wznoszonymi blokami mieszkalnymi, ze szpitala przynajmniej rozciągał się
piękny, panoramiczny widok -?z przodu na miasto Reggio Calabria,
Cieśninę Mesyńską, a za nią Sycylię; z tyłu zaś na zalesione zbocza
Aspromonte, "surowej góry", na której niegdyś królował Musolino.
Nowy przybysz wzbudzał o wiele więcej uwagi i współczucia niż inni
pacjenci. Bądź co bądź był jednym z najsłynniejszych żyjących
Kalabryjczyków. Lekarze i pielęgniarki nazywali go don Peppino, łącząc
grzecznościowy tytuł z czułym przezwiskiem. Mimo spustoszeń w umyśle
jego wątły organizm nadal w miarę możliwości dotrzymywał kroku
legendzie. Musolino był chudy, ale nawet po kilkudziesięciu latach za
kratami trzymał się prosto. Sztywny, biały zarost odcinał się wyraźnie
od ciemnooliwkowej skóry, upodabniając go nieco do ateńskiego filozofa,
a nieco do fauna, jak zauważył jeden z dziennikarzy. Pewna aktorka,
która odwiedziła szpital, stwierdziła, że aż zaparło jej dech w piersiach, tak wielkie było jego podobieństwo do Luigiego Pirandella,
wielkiego sycylijskiego dramaturga, któremu opowieści o maskach i szaleństwie przyniosły Nagrodę Nobla.
Szaleństwu Musolina psychiatria połowy XX wieku nadawała takie kulawe
etykietki, jak "postępujące, chroniczne delirium interpretacyjne" albo
"paranoja pompatyczna". Uważał się za cesarza wszechświata. Większość
dni spędzał na dworze, paląc, czytając i kontemplując cień cyprysów na
pobliskim cmentarzu. Kiedy jednak trafiał na kogoś, komu nie brakowało
cierpliwości do rozmowy, korzystał z okazji, żeby objaśniać mu piramidę
władzy, na której czele rzekomo sam stał -?od królów, królowych i książąt zasiadających na tronach u jego stóp po gliniarzy i kapusiów,
którzy płaszczyli się daleko na samym dole.
Don Peppino czuł obsesyjną nienawiść wobec gliniarzy i donosicieli. W jakiś sposób podczas rozmów z gośćmi owa uraza często znajdowała drogę
do tych zakamarków jego umysłu, w które nadal trzeźwo funkcjonowały.
"Bandyci muszą zabijać -?przyznawał -?ale muszą postępować honorowo". W słowniku Musolina honorowe postępowanie oznaczało zemstę. Wszystkie
zbrodnie, które doprowadziły do jego uwięzienia, popełnił w odwecie za
zło doznane ze strony policji i jej informatorów. Nawet jako szaleniec
nade wszystko cenił uczciwość -?przypominał z dumą, że nigdy nie
próbował się wykpić z żadnego z dokonanych morderstw. Przecież jego
ofiarami byli tylko gliniarze i kapusie.
Dziennikarze, którzy odbyli długą podróż do szpitala psychiatrycznego w Reggio, cieszyli się z możliwości sięgnięcia w przeszłość i uzupełnienia
dla swoich czytelników luk w dziurawej historii don Peppina. Urodził się
w rodzinie drwala w Santo Stefano d'Aspromonte w 1876 roku, w wieku
dwudziestu dwóch lat został skazany za usiłowanie zabójstwa innego
mieszkańca tej samej wsi, Vincenza Zoccalego. Kiedy Musolino znalazł się
na ławie oskarżonych i usłyszał surowy wyrok -?dwudziestu jeden lat
więzienia -?przysiągł sobie, że zje wątrobę Zoccalego. W styczniu 1899
roku wybił dziurę w ścianie swojej celi, zsunął się po sznurze ze
związanych prześcieradeł i skierował się w stronę masywu Aspromonte. Dwa
i pół roku ukrywał się tam jako zbieg i banita. Zabił siedem osób i próbował pozbawić życia sześć kolejnych, cały czas utrzymując, że
wrobiono go w sprawę Zoccalego. Im dłużej unikał powrotu do więzienia,
tym bardziej umacniała się jego reputacja -?zaczęto postrzegać go jako
bandytę mściciela, pokrzywdzonego bohatera uciskanego ludu. Nawet ci,
którzy uważali, że jego okrucieństwo było odrażające, widzieli w nim
symbol desperackiego oporu wobec bezdusznego państwa. Prasa koronowała
Musolina na "króla Aspromonte".
Rolę tę Musolino nadal odgrywał po tym, jak schwytano go jesienią 1901
roku, a przedstawiciele prasy światowej zjechali się, żeby zobaczyć, jak
staje przed obliczem sprawiedliwości. Przyznał się do przestępstw
popełnionych w górach. Jego jedynym zmartwieniem było udowodnienie, że
jest niewinny usiłowania zabójstwa Vincenza Zoccalego, za które
pierwotnie został skazany na karę więzienia. Był to beznadziejny wybór
linii obrony -?nikt nie czuł się zaskoczony, gdy Musolino usłyszał wyrok
dożywocia. Ale to, z jakiej strony pokazał się w sądzie, z pewnością
dodało blasku legendzie "króla Aspromonte".
W trakcie wielu lat bezwzględnej izolacji Musolino po jakimś czasie
stracił rozum. Syna ubogiego drwala spotkało jeszcze więcej cierpień ze
strony państwa, a jego sposób autoprezentacji tym bardziej uwypuklił
tragizm tej postaci.
Później, w 1936 roku, pewien urodzony w Kalabrii mężczyzna, który
wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, wyznał na łożu śmierci, że to on, a nie Musolino, wiele lat wcześniej strzelał do Vincenza Zoccalego. "Król
Aspromonte" heroicznie bronił swojej wersji zdarzeń dotyczących serii
krwawych mordów, których się dopuścił, zarówno podczas procesu sądowego,
jak i wtedy, gdy popadał już w szaleństwo. Teraz jego wersja się
potwierdziła.
Może więc nic dziwnego, że pewien psychiatra z Reggio Calabria w gniewnych słowach wziął go w obronę.
-?Czy Musolino miał osobowość aspołeczną? -?pytał w jednym z wywiadów
prasowych. -?Czy może społeczeństwo zmusiło go, żeby się taki stał?
Don Peppino dostawał wiele prezentów. Najhojniejsze -?żywność, ubrania i dolary -?darowali mu Kalabryjczycy, którzy wyemigrowali do Ameryki i odnieśli tam sukces. Czasami pozwalano mu nawet wyjść na dzień poza mury
szpitala -?wtedy budzący sentymentalne skojarzenia włosko-amerykański
biznesmen w fedorze i garniturze w prążki zjawiał się pod bramą, żeby
zabrać starego bandytę na przejażdżkę samochodem po górach.
Z perspektywy czasu można podejrzewać, że Amerykanie, którzy
przyjeżdżali złożyć hołd Giuseppe Musolinowi, znali prawdę. Nie był on
bowiem samotnym bohaterskim bandytą, lecz członkiem kalabryjskiej mafii.
Komórkę przestępczą w Santo Stefano d'Aspromonte utworzyli jego ojciec i wuj na początku lat dziewięćdziesiątych XIX wieku. Wszystkie zbrodnie
popełnione przez Musolina były w jakiś sposób związane z mafią. Nawet
próba egzekucji Vincenza Zoccalego, w którą niewątpliwie był zamieszany
(choć zapewne nie pociągnął za spust), wynikła z brutalnej polityki
wewnętrznej Zaszczytnego Towarzystwa. Musolino był po prostu cynglem
'ndranghety.
Po tym, jak Musolino zbiegł z więzienia w 1899 roku i ruszył na swój
krwawy szlak, narodziła się legenda "króla Aspromonte" przekazywana w pieśniach i książkach, utrwalana przez poetów ludowych oraz dzieci
bawiące się na ulicy w bandytów i karabinierów. W chwili aresztowania go
w 1901 roku cieszył się już statusem bohatera narodowego. Jego proces
sądowy w 1902 roku stanowił dla władz niepowtarzalną szansę, by
zniszczyć mit o szlachetnym bandycie, a włoskie społeczeństwo przekonać
o rosnącej potędze kalabryjskiej organizacji przestępczej. Szansa ta
jednak została zmarnowana. Policja zdołała wszcząć postępowanie karne
przeciwko 166 członkom mafii ze wsi Musolina, ale nie była w stanie
sprawić, żeby zastraszani świadkowie nie wycofywali swoich zeznań.
"Królowi Aspromonte" pozwolono odegrać własny scenariusz podczas
procesu, utrzymując tym samym mafię kalabryjską w cieniu.
Brat Musolina, Antonio, także był 'ndranghetystą. Antonio złożył
przysięgę w Ameryce, wkrótce po procesie "króla Aspromonte", a następnie
wrócił do Kalabrii, żeby wspinać się po szczeblach mafijnej kariery. Po
I wojnie światowej wdał się w spór ze swoim bossem -?na tyle poważny, że
zarząd kalabryjskiej mafii, Criminale, nie był w stanie go rozwiązać.
Dwa razy próbowano zamachu na jego życie. W ich następstwie złamał
omertę i w akcie zemsty zwrócił się o pomoc do władz. Od niego pochodzi
cała poufna wiedza na temat mafii kalabryjskiej, która umożliwiła
wytoczenie opisanego wyżej procesu w 1932 roku.
Przed Antoniem Musolinem wielu innych kalabryjskich gangsterów dzieliło
się z władzami tym, co wiedzieli. (Omerty nie przestrzegano z żelazną
konsekwencją wbrew temu, co lubiła twierdzić sama mafia czy to w Kalabrii, czy na Sycylii). Z upływem lat tysiące osób skazano za
przynależność do Zaszczytnego Towarzystwa. Odbywali jednak krótkie
wyroki w tych samych więzieniach, w których wielu z nich zwerbowano w pierwszej kolejności.
Po 1945 roku kraj dźwigał się po wojnie, nastąpił okres wprowadzania
demokracji, a "król Aspromonte" przebywał w szpitalu psychiatrycznym w Reggio Calabria, 'ndrangheta zaś działała na niemal takich samych
zasadach jak wtedy, gdy była u szczytu swojej krwawej świetności.
Karabinierzy "współzarządzali" drobnymi przestępstwami razem z szefami
półświatka. Możni korzystali z usług mafii do pozyskiwania wyborców, a potem odwdzięczali się, zeznając przed sądem, że taka organizacja nie
istnieje. Kolejne rządy przekonały się, jak łatwo jest po prostu liczyć
na głosy wspieranych przez mafię członków parlamentu reprezentujących
Kalabrię, a w zamian ignorować Zaszczytne Towarzystwo. Prokuratorzy
kompletnie zapomnieli o Criminale, grupie koordynującej działania
całej 'ndranghety. Tymczasem leniwi dziennikarze, tak samo jak podczas
serii brutalnych morderstw popełnionych przez Giuseppe Musolina,
zadowalali się pisaniem bajek o "królu Aspromonte", nawet jeśli autorem
tych legend był chory psychicznie stary morderca. Musolino zaś żył
dalej, uważając się za cesarza wszechświata, dowodząc międzygwiezdnymi
statkami kosmicznymi i strzelając pociskami o mocy większej niż bomba
atomowa. Tego mężczyznę o upośledzonych funkcjach umysłowych można uznać
za metaforę zaburzeń poznawczych całych Włoch. Podstawowa przyczyna tej
porażki była bardzo prosta. Na południu Kalabrii konflikt między lewicą
a prawicą nigdy nie nabrał tak wybuchowego charakteru jak ten, który
wyniósł sprawę sycylijską na szczyty programów politycznych i doprowadził do szatańskich intryg między mafiosami a przedstawicielami
prawa. Kalabria pozostała najuboższym i najbardziej zaniedbanym regionem
Włoch. O 'ndranghecie można było nie myśleć, ponieważ region, z którego
się wywodziła, po prostu się nie liczył.
Kino jednak nie oparło się legendzie "króla Aspromonte". W 1950 roku
dwie największe gwiazdy filmowe Włoch, Amedeo Nazzari i Silvana Mangano,
zostały obsadzone w Il Brigante Musolino. Nakręcony w Aspromonte film
opowiada o tym, jak Musolino został oskarżony o morderstwo i na
podstawie fałszywych zeznań niesprawiedliwie wtrącony do więzienia, z którego zbiegł, by stać się bohaterskim banitą. Film cieszył się
popularnością wśród społeczności włoskiej w Stanach Zjednoczonych.
Giuseppe Musolino zmarł w styczniu 1956 roku, ukończywszy siedemdziesiąt
dziewięć lat. Gazety w całych Włoszech jeszcze raz przytaczały jego
legendę, nazywając go "ostatnim romantycznym bandytą".
Neapol.
Marionetki i lalkarze
W 1930 roku w pierwszej wielkiej encyklopedii powszechnej we Włoszech,
Enciclopedia Treccani, zamieszczono następujący opis pod hasłem
"kamorra":
Kamorra była stowarzyszeniem mężczyzn wywodzących się z klas niższych,
którzy używając przemocy, zmuszali występnych i tchórzliwych do
składania im daniny. Przedstawicielstwa tego stowarzyszenia
rozprzestrzeniły się po całym dawnym Królestwie Neapolu;
charakteryzowały je własne prawa i zwyczaje, sztywno zorganizowana
hierarchia, wyraźnie nakreślone obowiązki i zobowiązania, a także
odrębny żargon i system wymierzania sprawiedliwości [...]. Ostatecznie
wychowanie moralne oraz pozytywne zmiany w środowisku społecznym
doprowadziły do wyrugowania kamorry [...]. Do dziś przetrwało jedynie to
słowo, które dotyczy nadużyć lub aktów znęcania się nad innymi.
Kamorra została wyrugowana -?tym razem to dumne hasło było oparte na
mocnych podstawach, a nie zostało ukute na potrzeby propagandy reżimu
faszystowskiego. Czcigodne Stowarzyszenie Neapolitańskie, jak brzmiała
oficjalna nazwa starej kamorry, było tajnym stowarzyszeniem związanych
przysięgą morderców, szantażystów i przemytników, takim jak mafie
sycylijska i kalabryjska. Podobnie jak one wzorowało się na masonerii,
kierowało się językiem honoru i omerty, a wyłoniło się z zawirowań
politycznych i gospodarczych w połowie XIX wieku. Ale kamorra była w dużej mierze ubogą krewną tamtych mafii. Podczas gdy sycylijscy mafiosi
zdobywali szlify w bogatych gajach cytrynowych otaczających Palermo i szybko znaleźli przyjaciół wśród arystokracji oraz urzędników,
neapolitańscy kamoryści wydarli się brutalnie na świat z więzień,
burdeli i slumsów. O ile gangsterzy z Kalabrii pięli się po drabinie
społecznej, dopóki nie połączyli się z instytucjami państwa, o tyle
kamoryści w Neapolu nigdy właściwie nie wydostali się z ciasnych
zaułków. Nie mogąc liczyć na taką opiekę ze strony polityków, jaką
cieszyły się mafie z Sycylii i Kalabrii, kamorra była bezbronna. Kiedy
wybuchła I wojna światowa, Czcigodne Stowarzyszenie Neapolitańskie
dotknęła zapaść.
W Neapolu pod koniec lat czterdziestych XX wieku jednym z niewielu
miejsc, w którym nadal regularnie używano słowa "kamorra", był maleńki
teatr San Carlino. Trudno było go znaleźć -?wejście do niego znajdowało
się wśród straganów z książkami stłoczonych w okolicach Porta San
Gennaro. Na widowni dało się zmieścić zaledwie siedem podniszczonych
ławek. Scena była niewiele szersza od stojącego przed nią pianina. Był
to ostatni, podupadły bastion wykpiwanej dziedziny sztuki dla
niepiśmiennego tłumu -?jedyny zachowany działający teatr marionetek w tym mieście.
Teatr marionetek od ponad stu lat cieszył się popularnością na Sycylii i na południu Włoch. Typowe wystawiane w nim historie opowiadały o rycerstwie lub o zdradach, takich jak ta, której dopuścili się wojownicy
Karola Wielkiego podczas walk z Saracenami. Marionetki w blaszanych
zbrojach, z namalowanymi jaskrawoczerwoną farbą ustami, perorowały w nich o honorze i zdradzie, po czym ruszały do chwiejnego tańca, który
miał symbolizować walkę na śmierć i życie.
W Neapolu teatry marionetek miały jeszcze jedną specjalizację -?były nią
opowieści o rycerskości i zdradzie w szeregach Czcigodnego
Stowarzyszenia. W rzeczy samej San Carlino długo opierał się potędze
kina dzięki niewyczerpanej atrakcyjności dramatów o tematyce dotyczącej
kamorry. Koślawo wydrukowane plakaty wiszące przed teatrem kusiły wciąż
nowymi atrakcjami:
DZIŚ WIECZOREM
ŚMIERĆ BYSTREGO PEPPE AVERZANA.
AUTENTYCZNA KREW
Widownia stanowiła integralną część spektaklu. Głośne krzyki: "Zdrajca!"
albo "Uważaj!", dochodzące z ławek brzmiały tak, jakby były częścią
scenariusza. Widzowie ze znawstwem chwalili umiejętności jednych
kamorystów nożowników, a potępiali gniewnym tonem tchórzliwe sztuczki
innych: "Wstydźcie się! Dziesięciu na jednego!". Fabuła była powtarzalna
-?kamoryści zawierali przymierze krwi, toczyli pojedynki na sztylety lub
ratowali marionetkowe damy przed pohańbieniem. Konflikt tragiczny tych
dramatów zawsze był podobny -?dobro kontra zło, słuszne oburzenie kontra
niezdrowy dreszcz emocji towarzyszący przemocy. Kiedy akcja była
szczególnie poruszająca, San Carlino drżał w posadach i skrzypiał niczym
wagon kolejowy toczący się po zwrotnicach.
Nazwiska bohaterów kamorry brzmiały dla wszystkich widzów znajomo -
gangster-dżentelmen don Teofilo Sperino i potężny boss Ciccio Cappuccio
("Mały Lord Frankie"), przebiegły Nicola Jossa wiecznie starający się
przechytrzyć największego z kamorystów -?Salvatore De Crescenzę. Każdy z tych marionetkowych bohaterów i złoczyńców był kiedyś prawdziwym
gangsterem, a nie jedynie lalką w jaskrawym stroju. Na scenie San
Carlino odtwarzano autentyczne epizody z XIX-wiecznej historii kamorry.
"Autentyczna krew", która trysnęła z piersi marionetki w momencie
dramatycznej kulminacji wydarzeń dziejących się na scenie, była w rzeczywistości barwnikiem anilinowym, którym wypełniono pęcherz. Dobrzy
kamoryści krwawili jaskrawą czerwienią, lecz źli wykrwawiali się w znacznie ciemniejszym, niemal czarnym kolorze.
Poza murami San Carlino, na zdewastowanych wybuchami bomb ulicach
Neapolu, od ponad trzydziestu lat nie widziano Czcigodnego
Stowarzyszenia. W okolicy nadal żyła garstka starych kamorystów.
Najsłynniejszy z nich wywoływał w ludziach znajome, a jednocześnie
żałosne skojarzenia, przypominając im zarówno dawną kamorrę, jak i dziwną historię jej upadku.
Gennaro Abbatemaggio był pulchnym, niemal kompletnie łysym starszym
mężczyzną. Na pierwszy rzut oka zdawał się elegancki -?nosił garnitur i koszulę z rozpiętymi górnymi guzikami albo ciemny golf, sportową
marynarkę i okulary przeciwsłoneczne. Ale liczne przetarcia nie mogły
zmylić nikogo, kto patrzył na niego z bliska. Gennaro -?z ironicznym
szacunkiem zwany przez dziennikarzy don -?był niemal nędzarzem. Żył z dnia na dzień, parając się drobnymi kradzieżami i oszustwami. Nikt nie
przejmowałby się jego losem, gdyby nie fakt, że stanowił żywy relikt
organizacji przestępczej, która niegdyś budziła wielki strach.
W 1911 roku Gennaro Abbatemaggio był zaprzysiężonym członkiem
Czcigodnego Stowarzyszenia, a konkretnie jego komórki w Stelli. Zdradził
jednak swoich towarzyszy zbrodni, by zostać świadkiem koronnym w najbardziej sensacyjnym procesie wytoczonym mafii w tamtych czasach.
Dzięki gazetom i kronikom filmowym jego twarz poznały miliony ludzi na
całym świecie. Podczas szesnastu wyczerpujących miesięcy przesłuchań
Abbatemaggio opisał rytuały, hierarchię i metody działania kamorry oraz
przedstawił bardzo szczegółowe dowody dotyczące krwawych zbrodni
zleconych przez jej przywódców. Jego zeznania zaowocowały
kilkudziesięcioma wyrokami skazującymi. Abbatemaggio zadał śmiertelny
cios, po którym Czcigodne Stowarzyszenie już się nie podniosło. W przededniu I wojny światowej z półświatka nadeszła wiadomość, że
neapolitańska kamorra została formalnie rozwiązana.
W 1927 roku Abbatemaggio znów trafił na pierwsze strony gazet, bo
oświadczył, że wszystkie rewelacje, którymi się podzielił, zostały
wymuszone na nim przez karabinierów. Do dzisiaj nie wiadomo na pewno,
jaką część swoich zeznań sfabrykował. Niemniej wskutek tego
zaskakującego wycofania zeznań zwolniono z odbywania kary kamorystów
skazanych w procesie z 1911 roku. Jednak do tej pory w Czcigodnym
Stowarzyszeniu Neapolitańskim nastąpił już tak daleki rozkład, że nie
dało się go wskrzesić.
Po II wojnie światowej Abbatemaggio robił, co w jego mocy, żeby utrzymać
się w centrum uwagi -?w każdym razie starał się o to, kiedy akurat nie
odsiadywał kary w więzieniu. W 1949 roku zainscenizował próbę samobójczą
i publiczne nawrócenie religijne; wkrótce zaczął udzielać wywiadów na
schodach kościoła w Rzymie, gdzie podobno przystąpił do pierwszej
komunii świętej. Kiedy religia zawiodła, próbował sił w show-biznesie.
Jednak podejmowane wielokrotnie próby przeniesienia swojej biografii na
ekrany kin spełzły na niczym. W 1952 roku musiał zadowolić się sesją
zdjęciową u boku gwiazd na premierze Procesu przeciwko miastu, filmu z 1952 roku będącego fabularyzowaną historią rozprawy z 1911 roku, która
zakończyła się rozmontowaniem Czcigodnego Stowarzyszenia.
Zignorowany przez filmowców Abbatemaggio chwycił się ostatniej deski
ratunku i podjął jeszcze jedną próbę wskrzeszenia swojej chwały.
Twierdził, że ma sensacyjne rewelacje dotyczące jednego z najsłynniejszych niewyjaśnionych morderstw, do którego doszło w 1953
roku -?śmierci młodej mieszkanki Rzymu, Wilmy Montesi. Wkrótce jednak
wyszło na jaw, że stary informator znowu oszukuje. Został aresztowany i osądzony za składanie fałszywych zeznań. Po tych wydarzeniach widywano
go, jak żebrał. Dziennikarze przestali zwracać na niego uwagę.
Jeżeli więc w powojennym Neapolu używano słowa "kamorra", to jedynie po
to, żeby powspominać ją z takim samym rozbawieniem i współczuciem, jakie
budziły gazetowe doniesienia o teatrze marionetek albo o Gennaro
Abbatemaggiu.
Obecnie, ponad pół wieku po śmierci Abbatemaggia, kamorra znaczy co
innego. W ciągu wielu lat, które upłynęły od zakończenia II wojny
światowej, kamorra znów się pojawiła i przyjęła nową tożsamość; stała
się silniejsza i bardziej podstępna niż kiedykolwiek przedtem. Już nie
jest Czcigodnym Stowarzyszeniem -?jednolitą tajną organizacją
przestępczą, w której obowiązują rytuały inicjacyjne, sformalizowane
pojedynki na sztylety, ścisła hierarchia i sztywne zasady. Dziś
kamorystami są członkowie wielu połączonych w jedną, lecz często płynną
strukturę syndykatów gangsterskich. Zatem kamorra nie jest homogenicznym
sekretnym stowarzyszeniem, takim jak mafie z Sycylii i Kalabrii. To
raczej rozległa i stale zmieniająca się mapa gangów rządzących różnymi
terytoriami w Neapolu i Kampanii. Organizacje te, podobnie jak dawne
Czcigodne Stowarzyszenie, zajmują się wymuszeniami haraczy za ochronę i handlem ludźmi. Tyle że -?przynajmniej gdy wszystko idzie po ich myśli -
w kwestii infiltracji instytucji państwowych, polityki i gospodarki
odnoszą znacznie większe sukcesy niż dawne Czcigodne Stowarzyszenie.
Publiczność teatrzyku San Carlino pod koniec lat czterdziestych XX wieku
nie uwierzyłaby, że takie będzie przyszłe wcielenie kamorry. W latach
powojennych w Neapolu z pewnością nie brakowało oprychów. Nie byli oni
jednak bynajmniej tak potężni jak dzisiaj -?nie dorównywali nawet
oprychom siejącym zamęt w owych czasach na Sycylii czy w Kalabrii. W Neapolu nie dałoby się spuścić zasłony milczenia na mafię, jak to stało
się na Sycylii. Nie istniał neapolitański odpowiednik wysoko
postawionego prokuratora Giuseppe Guida Lo Schiavy, który wbrew
wszystkiemu, co wiedział, był gotów zaprzeczać istnieniu mafii. A wielkie, niespokojne miasto Neapol bynajmniej nie mogło się stać
niewidzialne z politycznego punktu widzenia w sposób, na którym
korzystały mafie w miastach i wsiach Kalabrii.
Przyglądając się jednak dokładniej, można odkryć, że to właśnie oprychy
grasujące po powojennym Neapolu były przodkami dzisiejszych uzbrojonych
w kałasznikowy, przemycających kokainę kamorystów w garniturach. Ziarno,
z którego wyrosła nowa kamorra, zostało zasiane już wtedy. Już w tamtych
czasach w półświatku miasta czaiło się coś groźnego -?coś, co wyraźnie
wskazuje, że kamorra nie została stamtąd wyrugowana, jak twierdziły
encyklopedie. Przyglądając się uważnie neapolitańskim gangom w latach
czterdziestych i na początku lat pięćdziesiątych XX wieku, można też
zauważyć, że Włochom w ogóle, a Neapolowi w szczególności, doskwierały
wyrzuty sumienia, jeśli chodzi o przestępczość zorganizowaną. W tym
mieście nie wypowiadano głośno wstydliwego słowa na "k" (chyba że
chodziło o wspomnienia przeszłości -?o teatrzyk San Carlino albo Gennara
Abbatemaggia). Krótko mówiąc, Neapol miał nie tylko wyjątkowych
gangsterów, ale i wyjątkowy sposób zapominania o ich istnieniu.
Stereotypy okazały się najskuteczniejszym sposobem, by zapomnieć o kamorrze. Neapol to najtrudniejsze do rozszyfrowania miasto Włoch. Kusi
swoich niezliczonych gości, by oceniali je po pozorach, bo są to pozory
bardzo widoczne i skutecznie odwracają uwagę. Przez setki lat Europa
dawała się porwać słonecznemu spektaklowi życia na neapolitańskiej
ulicy. W tym miejscu nawet bieda zdawała się nabierać kolorów, a nad
nieustannym zgiełkiem w cudowny sposób unosiła się słodka muzyka. Ubodzy
mieszkańcy miasta słynęli z tego, że są gotowi zastosować dowolną
podstępną sztuczkę, dopuścić się każdej upokarzającej podłości, byleby
tylko napełnić brzuchy i żyć w dolce far niente ("słodkim
nieróbstwie"). Przyczyną tak częstych artykułów na temat Gennara
Abbatemaggia w gazetach pod koniec lat czterdziestych był nie tylko
fakt, że doprowadził on do upadku Czcigodnego Stowarzyszenia -?równie
ważne było to, że wydawał się uosobieniem archetypowego neapolitańczyka,
bo zawsze w tragikomiczny sposób spadał na cztery łapy. Tak samo San
Carlino przyciągał uwagę, bo też uważano go za osobliwy, typowy element
tego miasta. Biedaków z Neapolu postrzegano jak chochliki żyjące w raju
-?psotne, sentymentalne, naiwne i nieskończenie pomysłowe, do tego
stopnia, że nie wstydziły się idealnie dopasować do takiego
stereotypowego wizerunku. Przed wojną ci spryciarze pobierali opłatę od
obcokrajowców, którzy chcieli sfotografować ich jedzących spaghetti
rękami, jak dyktował pokutujący od ponad stu lat stereotyp
neapolitańskiego biedaka.
Pokolenie powojenne też miało swoich podróżników chętnie powielających
te stereotypy. Prostym trikiem było pokazywanie im miasta od strony,
która od razu rzucała się w oczy w biednych dzielnicach, takich jak
Forcella czy Pignasecca. Utrwalano wizerunek miasta żebraków i domokrążców, w którym na każdym parapecie, w każdych drzwiach stoją
skrzynki i tace z pomarańczami i ktoś zawsze próbuje coś sprzedać -
kasztany, kawałki smażonej ryby, papierosy na sztuki, owoce opuncji albo
taralli (precle). Ubogi Neapol był niczym bazar pod gołym niebem, w którym fryzjerzy i krawcy prowadzili interesy wprost na ulicach, a przechodnie mogli zajrzeć do rodzinnych warsztatów, gdzie wytwarzano
buty i rękawiczki.
Nie tylko cudzoziemcy byli odpowiedzialni za powielanie odwiecznych
stereotypów -?pod tym względem zawsze można było liczyć także na
specjalistów z samego Neapolu. Jednym z takich ludzi był Giuseppe
Marotta. Wiedział dokładnie, jak trudne może być życie w Neapolu -?matka
krawcowa wychowała jego oraz dwie córki w jednym z okrytych złą sławą
bassi, mieszkań będących po prostu jednym pokojem, z którego
wychodziło się prosto na ulicę. W 1926 roku Marotta wyjechał na północ,
żeby spróbować szczęścia jako pisarz w stolicy włoskiego przemysłu i literatury -?Mediolanie. Pod koniec lat czterdziestych, po długim
okresie chałturzenia, wreszcie mu się udało. Został felietonistą, do
którego zwracali się redaktorzy, gdy potrzebowali barwnego artykułu na
temat jakiegoś aspektu życia w Neapolu.
W stereotypowym Neapolu, który Marotta serwował swoim czytelnikom,
bezprawie nie było właściwie przestępstwem, było raczej częścią
miejskiego spektaklu. Tutaj kieszonkowcy i nieskończenie pomysłowi
naciągacze kantowali w specyficzny, malowniczy sposób -?ich nieuczciwość
brała się z autentycznych trudności, a nie z chęci skrzywdzenia
bliźniego. W przestępstwach było tu coś kreatywnego i ujmującego.
Biedacy z Neapolu mogli z równą łatwością skraść twoje serce, jak i portfel.
W jednym z artykułów z 1953 roku Marotta zachwycał się zwinnością
correntisti -?zuchwałych, zwinnych młodych łobuzów, którzy czepiali
się z tyłu przejeżdżającej ciężarówki, żeby zrzucić z paki jej ładunek w trakcie jazdy. Ten rodzaj przestępstwa nazywano na ulicy la corrente
(strumieniem) ze względu na płynność całej operacji. Marotta zauważył,
że dobry correntista potrzebuje osobliwego zakresu umiejętności:
Nóg gwiazdy futbolu, oka żeglarza, ucha Indianina, aksamitnego dotyku
biskupa i żelaznego chwytu sztangisty -?a do tego stóp jak haki, żeber z gumy i równowagi dżokeja. Do koordynacji tego wszystkiego konieczny jest
mózg dyrygenta pokroju Artura Toscaniniego.
Dalej Marotta z pobłażliwym uśmiechem opisywał niebezpiecznie chwiejące
się piramidy skradzionych puszek -?łupów z corrente.
Prawda ukryta pod warstwą stereotypów, na których skupił się Marotta,
była taka, że organizacja przestępcza stanowiła w Neapolu realne
zagrożenie. Biedota mieszkająca przy tych uliczkach, które tak bardzo
zachwycały przechodniów, często padała jej pierwszą ofiarą, co widać na
przykładzie pewnego wiele mówiącego epizodu z życia codziennego w Neapolu.
Gorącego letniego wieczoru w 1952 roku około wpół do siódmej Antonio
Quindici, pseudonim "'O Grifone" (gryf), postanowił kupić małże. Poszedł
do stoiska przy via Alessandro Poerio, niedaleko dworca, ale w kolejce
przed nim stało już pięciu robotników z pobliskiej budowy. Zażądał, żeby
obsłużono go pierwszego, a sprzedawca małży potulnie się zgodził. Ale
robotnicy, pochodzący z innej części miasta, najwyraźniej nie wiedzieli,
z kim mają do czynienia, bo zaczęli głośno się buntować. "'O Grifone"
odpowiedział na ich protesty, chwytając nóż sprzedawcy małż i zadając
nim dwa ciosy w serce najgłośniejszego z budowlańców. Po starciu uciekł.
Koledzy ofiary rzucili się w pościg, jednak udaremniła go skoordynowana
grupa wspólników zabójcy. "'O Grifone" znikł w bocznych uliczkach. Jego
ofiara wykrwawiła się na śmierć na miejscu, pozostawiając żonę i nowo
narodzoną córeczkę.
Historia "'O Grifone" jest interesująca z kilku powodów. Po pierwsze
dlatego, że mordercą był jeden z correntisti, których tak podziwiał
Giuseppe Marotta. Ludzie tacy jak "'O Grifone" nabyli swoje umiejętności
podczas wojny, kiedy Neapol wykorzystywano jako główny port
zaopatrzeniowy sił alianckich we Włoszech -?mniej więcej połowa tych
dostaw ginęła z wojskowych ciężarówek, po czym trafiała na czarny rynek.
Gęsto zaludniony obszar sąsiadujący z via Forcella, skąd pochodził "'O Grifone", był rejonem, w którym w czasie wojny koncentrował się handel
skradzionymi zapasami wojskowymi -?nie bez przyczyny obszar Forcella
nazywano "kazbą"3 Neapolu. Co istotne, Forcella niegdyś była
bastionem Czcigodnego Stowarzyszenia, domem wszystkich pierwszych
bossów. Correntisti tacy jak "'O Grifone" stali się protagonistami
odrodzenia kamorry.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki