1
Utrzymać partię w rękach
.
W 1993 roku Porozumienie Centrum nie wchodzi do Sejmu. Siłą rzeczy również sam Kaczyński traci poselskie krzesło i diety. Z czego żyje? "Przez jakiś czas musiałem pożyczać pieniądze od Leszka [Lecha Kaczyńskiego - przyp. T.P.]. Bez jego pomocy ciężko byłoby mi przetrwać pierwsze miesiące po rozwiązaniu Sejmu. Później trochę się ustabilizowało, znalazłem zatrudnienie w Fundacji, za płacę przeszło trzy razy niższą niż w Sejmie" - wyznaje Kaczyński w książce Porozumienie przeciw monowładzy[2], w której przedstawia swój wieloletni marsz ku władzy.
O jakiej "Fundacji" mowa, która tak skąpo płaciła wybitnemu działaczowi? O Fundacji Prasowej Solidarności, którą założył sam Kaczyński. I to on decydował o zarobkach pracowników. A miał z czego wypłacać pensje. Fundacja bowiem przejęła atrakcyjne nieruchomości w centrum Warszawy. Chodzi o budynki i grunty u zbiegu Alej Jerozolimskich i ulicy Nowogrodzkiej, gdzie dzisiaj mieści się m.in. siedziba PiS-u. Cała operacja, przeprowadzona za pomocą bezprawnych sztuczek, została dokładnie opisana w Kaczyńskim i jego pajęczynie.
Jesień 1993 roku to czas walki z partyjnymi kolegami o władzę w PC. Koledzy obwiniają Jarosława Kaczyńskiego o klęskę wyborczą. I to nie byle jacy koledzy. Kaczyńskiego atakuje m.in. główny sojusznik Sławomir Siwek. Już od pewnego czasu Siwek odcina się od przywódcy. Stroni od działalności partyjnej, nie wziął udziału w wyborach... Gorzej: namawia członków partii, żeby porzucili politykę dla biznesu! Nieruchomości, spółki, fundacje, całe to imperium, które Siwek buduje dla Kaczyńskiego, ma ogromny potencjał gospodarczy. Świetna maszyna do zarabiania pieniędzy dla partii? Jasne. Ale na co komu partia, która właśnie przegrała wybory? Dlaczego nie zarabiać pieniędzy dla nich samych?
Andrzej Anusz, ówczesny towarzysz partyjny Kaczyńskiego, tak to wspomina po latach:
- Do kiedy PC było w Sejmie, robiliśmy politykę. Nikt nie doceniał potencjału Fundacji Prasowej. Faktu, że może być doskonałym zapleczem na ciężkie czasy. Nie mieliśmy świadomości, że są jakieś budynki, drukarnie, działki. Po porażce wyborczej Siwek wycofał się z polityki i chciał po prostu zarabiać pieniądze. Jarek Kaczyński uważał, że ważniejsze od bycia magnatem prasowym jest wsparcie politycznych przyjaciół, bo wtedy z nim pozostaną. Stąd spór[3].
Postawa Sławomira Siwka, współtwórcy spółek, fundacji i partii, robi wrażenie na kolegach. Do buntowników dołącza też Adam Glapiński. On z pieniędzmi wciąż ma do czynienia, gdyż pozyskuje fundusze dla partii. Jako człowiek o dobrodusznym sposobie bycia Glapiński buntuje się łagodniej. "Po trosze, jak zwykle z pewnego dystansu" - tak Kaczyński opisuje ten bunt w Porozumieniu przeciw monowładzy[4]. Jednak inni rebelianci nie gryzą się w język. Padają straszne słowa "Jarek, jesteś śmieszny".
Co na to Jarek? Kontratakuje. Zarzuca swoim krytykom lenistwo. Próbuje przerzucić na nich odpowiedzialność za porażkę[5]. Rozpaczliwie szuka sprzymierzeńców.
POMOCNA SENATORKA GRZEŚKOWIAK
I nagle pojawia się niespodziewana sojuszniczka. To senatorka Alicja Grześkowiak, przedstawicielka województwa toruńskiego, była wicemarszałkini i późniejsza marszałkini Senatu.
"W Zarządzie [Porozumienia Centrum - przyp. T.P.] miałem ewidentną przewagę, była jeszcze Naczelna Rada Polityczna, a tam mogło być różnie. Była [...] grupa członków Rady [...] działaczy katolickich, zwykle lojalnych. Gdyby moi ówcześni przeciwnicy połączyli siły choćby z Alicją Grześkowiak, mogliby zmienić front" - tak Kaczyński relacjonuje swe ówczesne obawy. Bezpodstawne, jak się okazuje, gdyż: "ogromnego wsparcia udzieliła mi pani profesor Grześkowiak. Byłem bardzo pozytywnie zaskoczony, dzielił nas zawsze spory dystans [...]. Miała przy tym dobre, koleżeńskie stosunki z niektórymi moimi krytykami, na przykład [...] [ze] Sławkiem Siwkiem" - czytamy w Porozumieniu przeciw monowładzy[6].
Kim jest Alicja Grześkowiak? Urodziła się w 1941 roku. 22 lata później ukończyła prawo na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. W 1968 r. jako młoda prawniczka wstąpiła do Stronnictwa Demokratycznego, wspierającego reżim PRL-u. Zrobiła to podczas odrażającej antysemickiej nagonki prowadzonej przez ten reżim.
W latach 70. esbecy pozwalali Alicji Grześkowiak podróżować na Zachód. Dzięki temu mogła odbyć staż uniwersytecki w Rzymie w latach 1974-1975.
Po upadku komunizmu Alicja Grześkowiak zdobyła sławę jako ultrakonserwatystka, zaciekła przeciwniczka praw reprodukcyjnych kobiet. W latach 90. zyskuje przydomek "Matki Boskiej Karnej", gdyż żarliwie domaga się ścigania osób dokonujących aborcji[7]. Słynie wówczas z namiętnych wystąpień. Nieraz ozdabia swoje przemowy długimi cytatami z poezji.
W latach 90. Alicja Grześkowiak wiąże się z antyzachodnim kaznodzieją i przedsiębiorcą Tadeuszem Rydzykiem[8] (jego esbeckie i rosyjskie związki zostały opisane w dwutomowej książce Rydzyk i przyjaciele[9]). Jednak w 1998 r. Grześkowiak pokłóci się z księdzem Rydzykiem o to, kto ma rządzić katolickimi duszami w Toruniu[10]. Według niektórych źródeł kością niezgody stanie się też przeprowadzany wówczas podział samorządowy kraju. Alicja Grześkowiak będzie chciała, żeby Toruń znalazł się w jednym województwie z Gdańskiem. Tymczasem Rydzyk w przymierzu z postkomunistyczną partią SLD wybierze Bydgoszcz i jak zwykle postawi na swoim[11].
SOJUSZNICY, BIZNESY, WSCHÓD
W tej samej dekadzie Alicja Grześkowiak rozpoczyna współpracę z toruńskim przedsiębiorcą i politykiem Januszem Strześniewskim, który też jest wówczas człowiekiem Jarosława Kaczyńskiego, gdyż reprezentuje Porozumienie Centrum w Toruniu.
Współpraca sojuszniczki Kaczyńskiego z sojusznikiem Kaczyńskiego przynosi owoce. W 1994 r. Strześniewski zostaje radnym Torunia, potem zdobywa fotel wiceprezydenta miasta jako przedstawiciel PC. Razem z nim do miejskiej rady wchodzą ludzie senatorki Grześkowiak.
- To był strzał w dziesiątkę - tak Strześniewski będzie wspominać swoją współpracę z Grześkowiak przy wyborach samorządowych. - Wprowadziliśmy do Rady Miasta sporą grupę naszych kandydatów i nieoczekiwanie zaproponowano mi funkcję wiceprezydenta. Rada Miasta to przegłosowała, bo wówczas to ona wybierała prezydenta, jego zastępców i członków zarządu miasta[12].
Alicja Grześkowiak i Janusz Strześniewski będą współpracować na różnych polach, nie tylko w radzie Torunia. W latach 2001-2004 pani Grześkowiak zasiądzie w radzie Fundacji Pomocy Samotnym Matkom, której prezesem będzie Strześniewski. W latach 2013-2014 Grześkowiak znajdzie się w radzie nadzorczej firmy tekstylnej Kaja Investment, kontrolowanej przez Strześniewskiego i jego rodzinę[13].
Dlaczego to odnotowujemy? Dlatego, że w latach 2005-2007 Strześniewski zostanie wspólnikiem toruńskiego potentata Romana Karkosika w spółce Unibax Włóknina[14]. Karkosik to były konfident komunistycznej SB, który, gdy upadał komunizm, dorobił się fortuny dzięki przedsięwzięciom związanym ze Wschodem. Mianowicie importował złom cennych metali z ZSRR, a później z krajów postsowieckich. W następnych latach robi biznesy w Rosji. W 1994 r. rejestruje tam spółkę akcyjną Grossi[15]. W 2007 r. zaoferuje polskiej Grupie Lotos ropę naftowa? od Gazpromnieftu (jedna ze spółek kremlowskiego koncernu paliwowego Gazprom). W 2013 r. zbuduje fabrykę części samochodowych w Dzierżyńsku pod Niżnym Nowogrodem. A w roku 2019 - czyli pięć lat po napaści Putina na Ukrainę - Roman Karkosik będzie planować zbudowanie kolejnego zakładu produkcyjnego w imperium Kremla. Więcej na ten temat w książce Rydzyk i przyjaciele.
Rzućmy też okiem na bliskie związki Janusza Strześniewskiego z Nometem, polską firmą meblarską zarabiającą w Rosji. W latach 2002-2003 Strześniewski będzie wiceprezesem Nometu[16]. "Gazeta Pomorska" napisze, że Janusz Strześniewski wskoczył na ten stołek zaraz po tym, jak pomógł Nometowi w urzędzie miejskim. Jako wiceprezydent Torunia miał przekazać firmie trzy nieruchomości na szczególnie dogodnych warunkach[17]. W tym samym czasie Nomet będzie szukać klientów i przychodów w Rosji. W 2002 r. moskiewska filia Nometu będzie uczestniczyć w tamtejszych targach meblarskich[18]. Podobnie jak w roku 2005.
Portal BiznesMeblowy.pl nazwie to "pukaniem do rosyjskich drzwi"[19]. Czy rosyjskie drzwi się otworzą? W Rosji akcesoria meblowe firmy Nomet będą obecne na rynku przez następne lata. Co najmniej do roku 2023, gdy piszę te słowa[20].
ZAKON Z PLACÓWKĄ W MOSKWIE
Co jeszcze warto wiedzieć o koneksjach Alicji Grześkowiak, która uratowała Jarosława Kaczyńskiego jako wodza PC? W 1996 r. senatorka Grześkowiak wstępuje do katolickiego świeckiego zakonu bożogrobców (Zakon Rycerski Bożego Grobu)[21]. Zakon bożogrobców nie stroni od Rosji. Również po przejęciu władzy przez Władimira Putina, a nawet po tym, jak Putin napadnie na Ukrainę w roku 2014. To nie będzie przeszkadzać Alicji Grześkowiak, która pozostanie w tej organizacji. Wystąpi publicznie jako "dama zakonu bożogrobców" m.in. w 2019 r.[22] W tym samym roku wielki mistrz zakonu, kardynał Edwin O'Brien, odwiedzi Moskwę[23]. A w roku 2022 generalny gubernator zakonu bożogrobców, Leonardo Visconti di Modrone, będzie ubolewać, że opinia publiczna zbytnio się przejmuje najazdem Kremla na Ukrainę, przez co zapomina o konflikcie izraelsko-palestyńskim...
Kto jest zwierzchnikiem bożogrobców w Rosji? Rosyjski katolik Jarosław Tiernowski, który regularnie kontaktuje się z centralą w Watykanie[24]. Aczkolwiek ma też inne autorytety. Tiernowski to bowiem doświadczony i sprawdzony putinowiec.
W 1999 r., gdy Władimir Putin wygrywa wybory prezydenckie, Tiernowski działa w sztabie wyborczym Putina. Współpracuje wtedy z Dmitrijem Miedwiediewem [późniejszy marionetkowy prezydent, który w latach 2008--2012 formalnie zastąpi Putina na stanowisku głowy państwa - przyp. T.P.]. W 2002 r. katolicki bożogrobiec Tiernowski zostanie szefem prezydencko-rządowo-parlamentarnej komisji spraw zagranicznych.
Będzie też kierować Ogólnorosyjskim Związkiem Stowarzyszeń Publicznych "Publiczna Rada Doradcza", utworzonym przez pełnomocników Putina. Rosyjskie media podadzą, że Jarosław Tiernowski za swoje zasługi "został nagrodzony przez Prezydenta Rosyjskiej Federacji Władimira Putina dyplomem i cennym upominkiem"[25].
Dodajmy, że urodzony w 1970 r. Tiernowski cieszył się zaufaniem kremlowskich służb już jako nastolatek. W latach 1987-1988 władze wysyłały go na oficjalne spotkania z amerykańskimi rówieśnikami, starannie wyreżyserowane. Nazywano to "dyplomacją ludową"[26].
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki