MÓJ BOHATER
Oblicza się, iż z pięciu tysięcy oficerów i marynarzy Polskiej Marynarki Wojennej, którzy służyli pod dowództwem brytyjskim w czasie II wojny światowej, pięciuset zginęło, a zaledwie piętnaście procent wróciło do kraju. Pozostałych los rzucił na odległe krańce świata.
Polacy służyli na wszystkich typach okrętów i statków. Wiele okrętów swoimi wyczynami zdumiało największą potęgę morską - Wielką Brytanię i to od pierwszych dni II wojny światowej, kiedy polskie jednostki zablokowane przez Kriegsmarine przedzierały się przez Bałtyk, wykazując niezwykły kunszt, odwagę, precyzję połączoną wręcz z fantazją.
Ogromną rolę odegrały polskie okręty podwodne, z których dwa - ORP "Sokół" i ORP "Dzik" zanotowały największe sukcesy bojowe na Morzu Śródziemnym, gdy wychodząc z bazy La Valleta na Malcie uczestniczyły w licznych operacjach. Tylko te dwa okręty podwodne zatopiły na Morzu Śródziemnym przeszło 30 różnych jednostek wroga o łącznym tonażu około 90 tys. BRT. Skoro do tego dodamy bezustanne paraliżowanie transportu nieprzyjaciela, wiązanie jego sił utrzymywaniem w nieustannej gotowości bojowej, to dopiero wtedy uzmysławiamy sobie wkład tych polskich łodzi podwodnych w gromienie wroga, który nie tylko z lądu, powietrza, ale również z morza, zagrażał światu.
"Sokół" i "Dzik" były okrętami nowymi, średniej wielkości. Miały po 60 m długości, o prędkości nadwodnej 12 węzłów, a podwodnej 9 węzłów. Ich zasięg pływania to 5.000 Mm. Były uzbrojone w 1 działo 76 mm, 2 ckm-y zdejmowane, 4 wyrzutnie torpedowe 533 mm z łącznym zapasem 8 torped.
Załoga każdego z nich składała się z 4 oficerów, 32 podoficerów i marynarzy.
Te dwa polskie okręty podwodne od samego początku stały się postrachem wroga i z czasem zyskały sobie miano "Strasznych Bliźniaków" i to nie tylko wśród Polaków, ale i aliantów, określających te okręty "The Terrible Twins".
Ale miały te okręty szczęście do niezwykłej załogi. Niezwykłej kwalifikacjami, odwagą, ofiarnością i wręcz bohaterstwem. To dzięki niej okręty te ścigały, ale i wymykały się w głębie morza przed atakami wroga zakładającego na nie miny. Większość z tej załogi miała już bogate, wcześniejsze doświadczenia na innych okrętach podwodnych, chociażby na ORP "Wilk", który we wrześniu 1939 r. przedarł się przez zamkniętą Cieśninę Duńską, a potem, walcząc u wybrzeży Norwegii, pod wodą staranował niemiecki okręt podwodny.
Jednemu marynarzowi z tej załogi pragnę poświęcić ten skromny szkic, jako hołd dla tych wszystkich pięciuset, których kości zalegają dna mórz i oceanów, i tych pozostałych, którym po zwycięskiej wojnie Anglicy, którym tak dzielnie pomagali, odmówili udziału w Defiladzie Zwycięstwa, i tym, którzy wrócili do kraju i władze PRL, jakże często odmawiały praw należnych zwycięskiemu żołnierzowi.
Tym jednym symbolicznym dla mnie marynarzem jest dziś 92-letni por. Stanisław Czuba, obecnie stale zamieszkały w Republice Południowej Afryki.
Kandydat na studia medyczne Uniwersytetu Warszawskiego, w 1939 roku jako żołnierz Wywiadu Wojskowego RP po napaści hitlerowskiej na Polskę eskortuje personel dyplomatyczny Ambasady III Rzeszy Niemiec z Warszawy na Litwę, a później polskie najwyższe władze, w tym Marszałka Rydza-Śmigłego, do Rumunii. Brał udział w niebezpiecznej grze wywiadów polskich i niemieckich. Odegrał ważną rolę przy przerzutach polskich lotników do Francji. W 1940 roku we Francji jako żołnierz polski bierze udział w wojnie obronnej, po czym zaciąga się do Marynarki Wojennej pod brytyjskim dowództwem. Służył na okrętach: ORP "Gdynia", podwodnym okręcie ORP "Wilk", a od marca 1941 roku, głównie na Morzu Śródziemnym, między innymi w obronie bardzo ważnej bazy aliantów Malty - na okrętach podwodnych ORP "Sokół" i ORP "Dzik". Brał udział w szeregu niebezpiecznych operacji. W 1944 roku służył na największym polskim krążowniku ORP "Dragon", w czasie inwazji w Normandii. Przeżył storpedowanie "Dragona" żywą torpedą niemiecką. Zakończył służbę w Polskiej Marynarce Wojennej pod dowództwem Wielkiej Brytanii w 1947 roku i poświęcił się działalności gospodarczej. Żonaty, ojciec trojga dzieci. Najpierw mieszkał w Wielkiej Brytanii, a następnie, do chwili obecnej w Afryce Południowej. Działacz i prezes organizacji polonijnej w Johannesburgu.
Kawaler siedmiu odznaczeń alianckich oraz polskich, takich jak Krzyż Walecznych, Medal Morski (dwukrotnie). Po wojnie, w III RP, wyróżniony między innymi: Złotym Krzyżem Zasługi (1992), Krzyżem Czynu Wojennego Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie (1995), Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia RP (1998), Krzyżem Oficerskim Orderu Zasługi RP (2007), Medalem "Pro Memoria" (2006). Jest Członkiem Honorowym Bractwa Okrętów Podwodnych. Oddany działacz polskich i światowych organizacji kombatanckich.
Wciąż żywo związany jest z Polską, którą - po raz pierwszy od 1939 roku - odwiedził dopiero w 1992 roku.