Krzysztof, 40 lat
Wszystko rozsupłać
Napisz, że miałem normalną, wręcz perfekcyjną rodzinę. Bo fakt faktem rodzice dbali, żeby mi niczego nie brakowało. Co roku jeździłem na kolonie, nad morze albo co najmniej nad Zegrze. Natomiast o relacjach w domu nie mogę za wiele powiedzieć, bo niestety jak miałem pięć lat, jeszcze za komuny, moja matka poszła siedzieć, właśnie dlatego, że chciała mnie i mojemu bratu zapewnić przyszłość.
Byłem u niej kiedyś w Krzywańcu na widzeniu. Całą noc jechało się PKS-em. Pamiętam swoje zmęczenie; to jechanie, a potem czekanie godzinami, aż ją przyprowadzą. Jak w końcu wyszła, to z ojcem się o coś kłóciła, a ja musiałem siedzieć u babci na kolanach. Całą drogę powrotną przepłakałem. Ciężko mi było bez mamy. Nie rozumiałem jeszcze, co to jest kryminał. Wiedziałem, że ona handluje wódką i winami, ale dla mnie to była normalna praca.
To, co się działo w mojej rodzinie, czy ogólnie rzecz biorąc, tu, na Brzeskiej, oraz dlaczego jestem taki, a nie inny, to jest za bardzo zagmatwana historia, żeby ją opowiedzieć w kilku zdaniach. Na przykład jak matka była w więzieniu, mieszkałem z ojcem, ale wychowywałem się bardziej u babci, czyli u jego matki. Tylko że tak naprawdę ona nie była moją babcią, ale ciocią. To była siostra matki mojego ojca, która go wzięła i zaadoptowała. Dlatego ojciec przyjął nazwisko po swoim ojczymie, czyli pierwszym mężu mojej cioci, na którego zawsze mówił "tato". Ja nawet nie wiem, jakie jest moje prawdziwe nazwisko, bo nigdy ojca o to nie spytałem. Tak czy owak, jak matka wyszła z kryminału, to tata się wyprowadził. Mieszkałem z matką, bratem i nowym mężem matki, po którym mam teraz nazwisko, ale dalej utrzymywałem dobry kontakt z resztą rodziny. Potem ojciec spiknął się z taką Ireną, o której nawet nie chcę wspominać, i układy się skomplikowały. Trudno mi się w tym temacie wypowiada, bo może stawiam w złym świetle rodziców, a tego na pewno wolałbym nie robić. Oni byli dla mnie zawsze bardzo dobrzy, choć dla siebie nawzajem to już różnie bywało.
Zasady
Zawsze mieliśmy zasady i nawet jako małolaty nigdy nie robiliśmy krzywdy ludziom, którzy nie mają nic. Wiadomo, że jak ktoś ma samochód i tak dalej, to jest bogatszy niż my. Jak się takiemu ukradnie karton papierosów, to go będzie stać na drugi. Była też zasada, że swojaków się nie rusza. Swojak na Brzeskiej nie musiał być złodziejem. Nawet jak zostawił otwarte mieszkanie, to żeśmy pilnowali.
Jak się okradało samochody, to nigdy z Polski, tylko te, co miały zagraniczne rejestracje. I nie wolno było szyb wybijać. Otwieraliśmy zamki i jak ktoś szedł, to nie miał pojęcia, czy samochód już jest okradziony, czy nie. Wybita szyba to przypał. Zaraz wszyscy wiedzą, żeby tu aut nie zostawiać. Inni złodzieje też przez to nie mają zarobku, policja przyjeżdża i tak dalej... A my zawsze robiliśmy tak, żeby ludziom jak najmniej zaszkodzić.
Jak skończyły się samochody, to zaczęły się wyrwy. Wyrywało się torebkę albo zrywało łańcuszek z szyi. A potem sklepy, ale nie tu, tylko zawsze gdzieś dalej. Policja miała nas dość, bo czasem było po sto zgłoszeń dziennie.
Kogo oni złapią, jak jest tyle zgłoszeń? Kogo? Mnie długo nie łapali, bo byłem w okularach, uczesany, z tornistrem. Jak kazali otworzyć, to w środku były książki. I fakt faktem zawsze się umiałem inteligentnie wytłumaczyć. Ale jak w końcu mnie dopadli, to już tłumaczenia nie było.
Wzięli mnie na komendę, posadzili przy biurku. Przyszło dwóch policjantów i psiara od nieletnich. Ja ogólnie szedłem w zaparte: nie wiem, o co chodzi, to nie moje, znalazłem, nie pamiętam, od obcego człowieka kupiłem. Policjant mi mówi, żebym na spokojnie pomyślał i sobie przypomniał. Otworzył szufladę, w środku papierosy. "Częstuj się" - powiedział. Wkładam rękę, a on jeb tą szufladą. Palec mi złamał od razu. Zacząłem się drzeć. Wtedy ta policjantka z plaskacza mi dała i: "Przyznaj się, kurwo! - krzyczy. - Albo smalec sobie szykuj, bo cię zaraz będą w pierdlu dymać".
A potem to już mnie katowali pięć godzin, fachowo, jak esesmani! Bili wszędzie, po plecach, po jajach, po głowie. W szafce metalowej mnie zamknęli. Tam się nie dało kucnąć ani stanąć. Najebali tam gazu pieprzowego, pałami w tę szafkę napierdalali, huk nie do wytrzymania, ból, gaz dusi. Oni się tylko śmiali. Powiem ci, samo bicie to pikuś. Jak ubliżają rodzicom, że twoja matka to kurwa, ojciec cwel, a ty nie możesz nic zrobić - to najbardziej boli. Bo zasada była taka, że jak cię policja łapie pierwszy raz, to wpierdol ci spuszcza niesamowity. Nie rozjebałeś się - w porządku. Rozjebałeś się, to już nie masz spokoju nigdy. Już cię będą ciągle łapać za byle co! Szantażować, żebyś powiedział na kogoś, bo już cię mają w garści, skurwysyny! Już zrobili z ciebie konfidenta!
Państwo w państwie
Wieczorem mnie zawieźli na mostowski dołek. Tam się trzeba było rozebrać. Jak mnie zobaczył dyżurny, to aż się spietrał cały. Nie chciał mnie przyjąć; że jak coś, to będzie na niego. Potem usłyszał, że jestem z Brzeskiej, i machnął ręką. Oni tu kiedyś nie zwracali uwagi, czy zostawiają ślady, czy nie, bo nikt nie robił obdukcji, nikt im spraw nie wytaczał. Policja tu rządziła. To było państwo w państwie.
Kiedyś byłem u sąsiada i brat z podwórka przybiega przerażony: "Krzysiek, drzwi nam rozbili, matkę biją!". Wpadam do domu, a to, kurwa, antyterroryści. Od razu na glebę poszedłem. Zaczęli wrzeszczeć, że jakąś bronią handluję. Matkę w kajdanki zakuli, mnie zakuli i do samochodu. Na dołek nas zawieźli, potrzymali i jak zaczęli sprawdzać, to nic im się nie zgadzało. Ani rysopis, ani nazwiska. Patrzą na adres i co? O jedną cyferkę się pomylili. Puścili nas. Wszystko w mieszkaniu rozjebali, a nawet "przepraszam" nikt nie powiedział. I jeszcze grozili, że nas dojadą, że matka z domu nie wyjdzie, a mi świnię podłożą, jak nie będziemy cicho.
Powiem ci, ja i tak miałem farta, bo mnie złapali, dopiero jak miałem szesnaście lat. Ale oni dzieciaki po dwanaście, trzynaście lat bili, skatowanych wywozili nad Wisłę i w krzakach zostawiali. Do tej pory niektórzy mają uszczerbki na zdrowiu. Jakbyś chciał porozmawiać z innymi, tobyś się dopiero nasłuchał niewesołych historii!
Normalne zachowanie
Nie chcę tym, co mówię, przeważać szali na swoją czy nie swoją stronę, bo i tak nie przeważę. Ktoś, kto to będzie czytał, a wychował się przykładowo na Bielanach albo Wilanowie, pewnie i tak pomyśli, że jestem tylko bandytą i złodziejem. Pracowałem kiedyś na Saskiej Kępie na budowie, nawet niedaleko stąd. I powiem ci, inny świat. Na klatkach żarówki wszędzie, szyby całe! Maszynę w chuj drogą można na trawie zostawić i iść do sklepu. Tam się nawet dzieci inaczej bawią.
Ktoś, kto tam mieszka, zawsze będzie mówił, że mogłem się zawziąć, nie musiałem kraść. Ciekawe tylko, co by zrobił na moim miejscu. Wyobraź sobie, że mieszkasz w jednym pokoju z matką, ojczymem, siostrą przyrodnią i bratem. I że masz się jeszcze tam uczyć. Ojczym haruje, matka też, a ty masz piętnaście czy szesnaście lat i jedne stare buty. I kolegów, którzy robią to, co robią. Pójdziesz, zobaczysz, tak ze zwykłej ciekawości, i będziesz robił to samo!
Tu każdy wiedział, że czy się będzie uczył, czy nie, i tak dostanie wyrok. Policja, jak nie mogła kogoś za coś złapać, łapała byle kogo. Kręcił się pod bramą, wystarczy. I wpierdol, póki się nie przyzna. Bo jak nie zrobił akurat tego, to pewno zrobił co innego.
Szanuję ludzi, którzy się wykształcili. Mój brat zrobił zawodówkę, liceum wieczorowe i ma wykształcenie średnie. Żałuję, że go kiedyś biłem, i się wstydzę tego do tej pory. Ja zawsze byłem alkoholikiem, ale najwięcej piłem, jak miałem osiemnaście, dwadzieścia lat. Jak wróciłem do domu pijany, a jeszcze wkurwiony o coś, to on musiał ode mnie wpierdol dostać. Jak mu nie dałem w mordę, to nie mogłem się normalnie spać położyć. Potrafiłem go w sraczu zamknąć i gazu mu tam najebać. I jeszcze matkę, co go broniła, zwyzywać. Głupi byłem. Nie brałem pod uwagę tego, że kogoś krzywdzę, że ranię czyjeś uczucia. Mnie się wydawało, że to jest normalne zachowanie.