Rozdział 1
Kiedy Morgan Geyser była małym dzieckiem, duchy przytulały ją i gryzły1. Gdy nieco podrosła, kolory spływały ze ścian jej pokoju niczym farba2, a wokół jej ciała krążyły tęcze3. Słyszała głosy rozbrzmiewające w jej czaszce i poza nią, jakby stała przed systemem nagłaśniającym. Jeden z tych głosów, nazywający siebie Maggie, stał się jej kochaną przyjaciółką.
Gdy Morgan nauczyła się czytać4, zdania fruwały po stronach jej książek niczym postaci z kreskówek. Z ekranów, na których oglądała swoje ulubione filmy anime, wychodziły w pełni uformowane, trójwymiarowe postacie. Zaprzyjaźniła się z chłopcem o imieniu Sev, który przypominał właśnie postać anime: miał ciemne włosy opadające długą grzywką na wielkie, opalizujące, szare oczy. Kiedy Morgan przykładała dłoń do piersi Seva, czuła bicie jego serca. Czasami spał z nią w jednym łóżku, a Morgan budziła się z jego śliną we włosach.
W szkole wizje i głosy stale domagały się uwagi Morgan. Wpatrywała się w tęczową mgłę, próbując skupić uwagę na niewyraźnych słowach nauczycielki, które z niej dobiegały. Gdy była sama, wolała rozmawiać z Maggie, Sevem5 i innymi głośno - wydawało jej się to naturalniejsze. Jednak w miejscach publicznych mówiła do nich z zamkniętymi ustami. Innym dzieciom wydawało się to dziwne, więc odsuwały się od niej.
Fakt, że Morgan nie cieszyła się sympatią rówieśników, nie uszedł uwadze jej rodziców, Matta i Angie Geyserów. Podczas gdy inne dziewczynki nosiły kolorowe koszulki z napisami w rodzaju "LOVE" i słuchały boysbandów, ich córka ozdobiła swój pokój kartonową sylwetką naturalnej wielkości ze zdjęciem Spocka, postaci z filmów Star Trek, pół człowieka, pół kosmity, który działa, "kierując się logiką", a nie emocjami6. Swoim świnkom morskim nadała imiona Thor i Loki7, na cześć boga burzy oraz złego olbrzyma z mitologii nordyckiej - rzekomo wrogów, choć w tym przypadku obaj żyli w zgodzie, w klatce ustawionej pod antresolą, na której spała Morgan.
Dziewczynka dużo czasu spędzała sama, co jednak raczej tylko imponowało jej rodzicom. Uważali, że to oznaka siły i niezależności, a nie czegoś, nad czym należy ubolewać. Nie martwili się tym, bo Morgan nigdy nie wydawała się samotna. I rzeczywiście nie czuła się samotna, bo nigdy nie była sama - miała Seva i Maggie. Wszędzie też towarzyszyły jej tęcze.
Jednak jej rodzice tego nie wiedzieli. Dopiero z perspektywy czasu dostrzegli różne sygnały ostrzegawcze i mieli wyrzuty sumienia8 - Matt w związku ze swoimi genami, a Angie ze względu na cały ten czas, który spędziła poza domem, pracując i zarabiając na rodzinę. Tymczasem Morgan wcale nie przejmowała się statusem outsiderki, a obojętność na opinie innych ludzi wydawała się jej rodzicom rzadką i wyjątkową cechą, szczególnie w przypadku dziewczynki - i szczególnie w Wisconsin, gdzie rządził środkowozachodni konformizm.
Mama Morgan, Angie, wychowała się na farmie mlecznej. Jako dziecko nadawała wszystkim krowom imiona i zabierała do stajni swoją lalkę, by razem z tatą doić krowy9. Jej ojciec był silnym mężczyzną. Jednak gdy Angie miała dziesięć lat, zachorował na raka, a jego ciało stało się słabe i bezwładne. Tygodniami leżał nieprzytomny na szpitalnym łóżku w salonie.
Po jego śmierci na trawniku przed domem Angie zebrał się tłum obcych ludzi. Ona sama i jej rodzeństwo ukryli się w środku, podczas gdy licytator wyprzedawał inwentarz gospodarstwa oraz części posiadłości. Ich matka, Dianna, zasunęła rolety, ale Angie wciąż słyszała licytatora, który sprzedawał ich krowy, jedną po drugiej, ani razu nie wymieniając ich imion.
Wiele lat później Angie leżała na plecach w swoim domu, czytając powieści Stephena Kinga. Jej matka wyszła ponownie za mąż, za miłego mężczyznę o imieniu Bob, emerytowanego komendanta policji z New Holstein w stanie Wisconsin, gdzie żyje więcej krów niż ludzi.
Wkrótce po tym, jak w wieku szesnastu lat Angie nauczyła się prowadzić, uczestniczyła w okropnym wypadku samochodowym. Aby zszyć skórę na jej głowie, lekarze musieli częściowo zgolić jej włosy. W domu Angie zgoliła resztę. Jednak New Holstein nie było miejscem, w którym kobiety nosiły tego rodzaju fryzury, sąsiedzi Angie zaś należeli do ludzi, którzy chcieliby wiedzieć, dlaczego to zrobiła. Mieszkali na cichej, zadbanej ulicy, wydawało się, że nikt nie wychodzi tu nigdy na zewnątrz, a jednak na wszystkich podwórkach panował wzorowy porządek, a kiedy ktoś wyprowadzał na spacer psa, czuł na sobie wzrok wszystkich mieszkańców.
Angie chciała mieszkać gdzieś, gdzie nikt by jej nie znał ani nie interesował się jej włosami. Przeniosła się więc do najbliższego miasta i została kelnerką, jak jej mama.
Milwaukee było nijakim miastem o niskiej zabudowie, nad którą górowały kościelne wieże. Nad drogami zalegał ciężki, drożdżowy zapach z browarów, od którego kierowcom łzawiły oczy.
Angie dostała pracę w centrum, została kelnerką w SafeHouse, szpiegowskiej restauracji tematycznej, która działała od lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku10. Goście wchodzili do lokalu przez "tajne" wejście ukryte w bocznej alejce. Tuż za drzwiami znajdował się mały, pozbawiony okien pokój z kominkiem, gdzie sekretarka ubrana jak Moneypenny z wczesnych filmów o Jamesie Bondzie poddawała ich "przesłuchaniu", obejmującemu taniec, ruchy karate i hula-hoop.
W końcu przechodziło się z pokoju do właściwej restauracji ze szklanymi gablotami, w których wystawiano szpiegowskie oznaczenia i kawałki Muru Berlińskiego. Przy Magicznym Barze barmani wyjmowali banknoty jednodolarowe z pomarańczy i podawali słodkie drinki, jak specjalność SafeHouse, czyli Great Spytini.
Podobnie jak inne kelnerki w SafeHouse, Angie musiała nosić w pracy szarawary i nauczyć się na pamięć zwrotów, którymi posługiwała się podczas rozmowy z gośćmi.
- Witajcie, szpiedzy11 - mówiła, podchodząc do stołu. - Pomogę wam dziś w realizacji waszej misji żywnościowej.
Oprócz tego używała fraz w rodzaju:
"Oto wasza broń masowej konsumpcji" (sztućce).
"Czy mogę pozbyć się dowodów?" (Czy mogę zabrać talerze?)
"Oto protokół szkód" (Wasz rachunek).
Jednak nawet gdy musiała się zwracać do swoich klientów jak do tajnych agentów, Angie emanowała niemal królewską dystynkcją12. Miała uśmiech Mona Lisy, wielkie oczy i lśniące jasnobrązowe włosy, które dawno już odrosły od czasu wypadku i teraz sięgały jej niemal do pasa. Na deser serwowała gościom puchary lodów, większe od ich głów i przystrojone zimnymi ogniami, które po zapaleniu głośno trzaskały i strzelały.
Kiedy bramkarz SafeHouse, Matt Geyser, zobaczył Angie, jego serce również zapłonęło, choć w tym wypadku gorącym uczuciem.
Matt miał ponad metr dziewięćdziesiąt wzrostu i ważył prawie sto osiemdziesiąt kilogramów. Zazwyczaj sama jego obecność wystarczała, by nikt nie ważył się wdawać w bójkę w SafeHouse. Jednak gdy goście wypili zbyt wiele Spytini i robili się "pyskaci", jak określał to Matt, pozostawiał im wybór13: mogli się pogodzić albo bić z nim.
Ludzie byli pod wrażeniem pewności siebie i spokoju, jakie cechowały Matta. Nie mieli pojęcia, jak często musiał się zmagać ze strachem. Kiedy wychodził z restauracji, widział różne wzory unoszące się w powietrzu14. W blasku latarni krążyły tęczowe kręgi. Kiedy spoglądał na witryny, oprócz własnego odbicia widział stojącego za nim szatana.
W odróżnieniu od innych dziewczyn, z którymi wcześniej spotykał się Matt, Angie nie odstręczała jego schizofrenia. Nie przeszkadzało jej też, że był domatorem i unikał dużych imprez. Między innymi właśnie dlatego Matt darzył ją prawdziwym uwielbieniem. Zachwycał się zdjęciami, które zrobiono jej po wypadku samochodowym, uważał, że wygląda na nich równie pięknie jak Sinéad O'Connor. Jako pierwszy chłopak Angie dostrzegł to, co wydawało się oczywiste: że Angie jest ładna. Podbił jej serce, sprawiając, że czuła się dostrzegana i akceptowana, pokazując jej, że jest normalna, a zarazem wyjątkowa i niezwykła. Weekendy spędzali w domu, słuchając albumów Smashing Pumpkins i oglądając Tombstone15, film o kilku rewolwerowcach, którzy nie szukają wcale problemów, ale problemy wkrótce znajdują ich16.
Mormońscy rodzice Matta uważali jego schizofrenię za próbę, której poddał ich Bóg, i wpoili swemu synowi przekonanie, że najlepszym lekarstwem w tym przypadku jest stoicyzm17.
Determinacja i unikanie problemów od stuleci pomagały mieszkańcom środkowego zachodu radzić sobie w życiu. W Wisconsin zimy trwały nawet dziewięć miesięcy. Ciemności zapadały wcześnie i ustępowały dopiero późnym rankiem. Życie w mroku wywoływało nieraz choroby psychiczne; w dziewiętnastym wieku gazety opisywały historie osadników, którzy przedzierali się nago przez śnieg lub masakrowali swoje rodziny podczas śnieżycy. Po prerii krążyły olbrzymie wilki. Ci, którym udało się pozostać przy zdrowych zmysłach, uczyli się panować nad emocjami i znosić izolację oraz mroźną pogodę. Potrafili radzić sobie z żywiołami, tłumiąc uczucia.
"Przerażające wycie wilków preriowych nie pozwalało mi spać" - pisał w 1838 roku Ole Knudsen Nattestad, jeden z pierwszych osadników zamieszkujących ten stan. "Aż przyzwyczajenie uodporniło mnie na dokuczliwości tego rodzaju"18.
Kiedy Matt miał siedem lat, obudził się nagle pewnej nocy i zobaczył nad sobą ducha swojej nienarodzonej jeszcze siostry19. Była ubrana na biało i promieniowała miłością.
- Do zobaczenia - powiedziała i zniknęła.
Matt pobiegł do swoich rodziców, zanosząc się płaczem. Opowiedział im o tym, co widział. Ostrzegł swoją ciężarną matkę, że dziecko w jej łonie jest martwe. Rodzice powiedzieli mu, żeby się nie martwił.
- Wracaj do łóżka - przykazali.
Jednak kilka dni później, podczas wizyty u lekarza, okazało się, że Matt miał rację. Matka przeprosiła go, że nie chciała mu uwierzyć.
- Bóg chce, byś przebywał na ziemi dla jakiegoś wyższego celu - powiedziała. - Szatan nasyła na ciebie demony, bo nie znosi Bożego światła.
Wiele lat później Matt siedział na sofie Angie i palił papierosa, gdy nagle ogarnęło go znajome, nadnaturalne uczucie, a wtedy od razu zrozumiał: właśnie poczęli dziecko20. Dwa tygodnie później test ciążowy potwierdził jego przeczucia. Miał wtedy trzydzieści lat, Angie skończyła dwadzieścia trzy lata. Byli młodzi i choć cieszyła ich świadomość, że zostaną rodzicami, nie czuli się na to całkiem gotowi. Matt pracował na część etatu jako bramkarz, a praca Angie, choć czasochłonna, przynosiła niewielkie dochody. Potrzebowali więcej pieniędzy, większego mieszkania i ubezpieczenia zdrowotnego. Praca na cały etat była zbyt obciążająca dla zdrowia psychicznego Matta. Angie wróciła więc do szkoły, by uzupełnić wykształcenie i zapewnić lepsze życie swojej rodzinie, a Matt przygotowywał się do roli ojca pozostającego przez cały dzień w domu. Jego schizofrenia straciła na znaczeniu w obliczu bardziej palących problemów. Nawet gdyby Morgan odziedziczyła po nim chorobę, jej objawy prawdopodobnie ujawniłyby się dopiero w wieku dojrzałym - a gdyby miały przypominać objawy dręczące jej ojca, byłyby niegroźne i poddawałyby się leczeniu.
Nawet taki scenariusz wydawał się mało prawdopodobny. Według amerykańskiej organizacji NAMI (National Alliance on Mental Illness), która zajmuje się chorobami psychicznymi, schizofrenia i powiązane z nią "zaburzenia psychiczne" dotykają od 0,25 do 0,64 procent populacji. NAMI ustaliło, że schizofrenia dziecięca jest jeszcze rzadszym schorzeniem i dotyka zaledwie 0,0025 procent dzieci. Mimo to okazało się, że optymizm Matta i Angie był złudny; wyniki badań mogą się różnić, stwierdzono jednak, że jeśli jedno z rodziców cierpiało na schizofrenię, prawdopodobieństwo wystąpienia tej choroby u dziecka jest aż czterdziestokrotnie większe niż przeciętnie21. Tym samym ryzyko, że Morgan odziedziczy chorobę ojca, wynosiło tyle, co jeden do dziesięciu.
Na razie jednak radość, z jaką Matt i Angie oczekiwali przyjścia na świat córki, przyćmiewała wszelkie obawy. Musieli wierzyć, że ich przyszłość maluje się w jasnych barwach. Po narodzinach Morgan jeszcze mocniej trzymali się tej nadziei. Tam, gdzie w grę wchodzą dzieci, akceptacja najgorszych scenariuszy - porwania, molestowania, chorób genetycznych - walczy z biologią.
Kiedy Morgan miała trzy lata i wbiegła do sypialni rodziców, mówiąc, że jej pokój jest nawiedzony - że duchy ciągną ją za włosy, gryzą ją, obejmują - Matt i Angie zapewnili ją, że wszystko jest w porządku.
Kazali jej wrócić do łóżka22.
Morgan nie śniła, a przynajmniej nie tak, jak inni ludzie. Jej noce były ciemne i ciche, dawały wytchnienie od głosów i wizji, podczas gdy sny, jeśli można je tak nazwać, dręczyły ją na jawie, ściekały z sufitu klasy, gdzie ściany zapadały się w sobie, a ze szczelin wypełzały dziwne postacie, niektóre przerażające. W lustrze w łazience widziała sylwetkę stojącego za nią mężczyzny - wysoki i mroczny, przesuwał się raz w jedną, raz w drugą stronę, a jego ciało miało kolor dymu i atramentu. Nazwała go "To" - Morgan nie czytała w tym czasie książek Stephena Kinga, po prostu nie wiedziała, jak inaczej mogłaby określić tę istotę. Gdy budziła się w nocy, z mroku patrzyły na nią białe, kościste twarze o czarnych oczodołach, wykrzywione straszliwym bólem. Jednak gdy świeciła na nie latarką, znikały.
W 2010 roku, kiedy miała osiem lat, obudziła się w środku nocy i zobaczyła demoniczną dziewczynkę kucającą na jej toaletce23. Morgan sięgnęła po latarkę, lecz gdy ją włączyła, światło jedynie podkreśliło zdeformowaną twarz dziewczynki, która spojrzała na Morgan i się uśmiechnęła.
To spotkanie stanowiło punkt zwrotny w dzieciństwie Morgan. Od tej pory nie potrafiła już kontrolować swojego wyimaginowanego świata ani usuwać zeń tego, co ją przeraziło - zaczęła też doświadczać nieobecnej dotąd tęsknoty za ludzkim towarzystwem. W szufladzie jej szafki nocnej śledczy znaleźli później przezroczystą foliową torebkę z wydrukowaną instrukcją, jak wstąpić do klubu24, co wskazywało, że w pewnym momencie Morgan postanowiła wprowadzić kogoś nowego do swojego dziwnego i coraz bardziej samotnego świata. Wciąż kochała Seva i Maggie. Chciała mieć jednak prawdziwą przyjaciółkę - taką, którą widzieliby też inni ludzie.