Pewnego jesiennego popołudnia parę lat temu, czekając na przystanku autobusowym naprzeciwko bramy Uniwersytetu Warszawskiego przy Krakowskim Przedmieściu, byłem świadkiem niezapomnianej sceny. Otóż w pobliżu stali ojciec i syn, chłopiec z tornistrem na plecach nie mógł mieć więcej niż dziesięć-dwanaście lat.
Mężczyzna trzymał go za rękę, w drugiej zaś miał białą laskę. Dziecko przez cały ten czas opowiadało dorosłemu świat. Nie słyszałem dokładnie, co chłopiec mówił, ale ten świat przedstawiony musiał być naprawdę piękny i niesamowity, bo ojciec uśmiechał się, a z jego niewidzących oczu ciekły łzy.
Zresztą nie tylko z jego oczu.
*
Czytelnik pomyśli może, że nic w tym nadzwyczajnego, ale nigdy nie powstałabyta książka, gdyby zabrakło w moim otoczeniu pewnych osób.
Przede wszystkim dziękuję Rodzicom, którym dedykuję tę książkę.Natomiast bez inspiracji i sugestii profesora Dobiesława Jędrzejczyka,któiy sprawował niekrępującą pieczę nad moimi zmaganiamiz miejską przestrzenią wartości, potencjalny Czytelnik nie znalazłbydzisiaj zapisu tychże zmagań wśród vursavianów.
Dziękuję wszystkim Rozmówcom, że znaleźli czas i chęć, aby podzielić się ze mnąswoimi przemyśleniami dotyczącymi warszawskiego sacrum.
Dziękuję i tym, którzy nigdy nie wierzyli w powstanie i sens tej książki.
Ich postawa była dla mnie nadzwyczaj motywująca, a ich krytyka - wielce pomocna.
Mikołaj Madurowicz
Nie istnieje pełneprzedstawienie rzeczywistości.
Tylko wybór.
Pär Lagerkvist
Góry zamkowej nie było wcale widać, otoczyły ją mgły i mrok,nawet najsłabsze światełko nie zdradzałoobecności wielkiego zamku.
Franz Kafka
Oddany ulic twoich niepokojom,
Wiem, że w twych murach żyć i umrzeć muszę,
Bo ponad wszystko ukochałem twojąKamienną, szarą, zakurzoną duszę.
Włodzimierz Słobodnik