Wstęp
Drogi życia różnych osób dziwnie się ze sobą stykają, kilkakrotnie
zmieniają kierunek, aż wreszcie łączą się w oczekiwaniu na to, co
przyniesie przeznaczenie.
ANN RAE RULE (1931-2015), AMERYKAŃSKA PISARKA SPECJALIZUJĄCA SIĘ W TEMATYCE KRYMINALNEJ1
Tematem tej książki jest głównie
cierpienie, choć pojawią się również elementy humorystyczne. Mroczna
historia przestępczości to przede wszystkim dzieje krwawych zabójstw,
śmierć niewinnych mężczyzn, kobiet i dzieci. Zanim zaczniemy naszą
opowieść, powinniśmy pomyśleć o ich rodzinach, najbliższych krewnych,
przyjaciołach oraz kolegach i koleżankach pogrążonych w żałobie. Śmierć
jest namacalna, żal nie.
Wiele lat temu napisałem z Robinem Odellem książkę Ladykiller -
później wydaną pod zmienionym tytułem Prime Suspect. Była ona
poświęcona brytyjskiemu zabójcy Johnowi Davidowi Guise'owi Cannanowi,
który stopniowo stawał się seryjnym mordercą. Doskonale pamiętam
przejmujące, bolesne słowa jednej z jego ofiar, która przeżyła, Sharon
Major (nazwisko zmienione z przyczyn prawnych):
Wiem, że to, co mi zrobił, było wstrętne, ale ma w sobie dobro, które
próbuje się ujawnić.
SHARON MAJOR W CZASIE WYWIADU PRZEPROWADZONEGO PRZEZ AUTORA W BRISTOLU W 1992 ROKU
John Cannan - główny podejrzany w sprawach morderstw Suzy Lamplugh w południowym Londynie i Sandry Court w Poole w Dorset w 1986 roku -
odsiaduje karę dożywotniego więzienia; w chwili pisania tej książki
przebywa z zakładzie karnym Full Sutton w hrabstwie York. Ofiary, które
ocalały, w dalszym ciągu cierpią wskutek traumy wywołanej dokonanymi
przez niego gwałtami i zabójstwami. Wkrótce wrócimy do Sharon Major. Jej
historia zmrozi wam krew w żyłach - jest równie chłodna jak zimowy
dzień.
Studiuję morderstwa i piszę o nich od około trzydziestu lat. Rozmawiałem
twarzą w twarz i korespondowałem z trzydziestoma seryjnymi mordercami,
masowymi mordercami, zabójcami działającymi w amoku i ludźmi, którzy
pozbawili życia jedną osobę. Pomogłem rozwikłać kilka zagadek
kryminalnych, zwłaszcza w Teksasie, Connecticut i Rochester w stanie
Nowy Jork, więc mam sporą wiedzę o seryjnych mordercach i psychice
potworów. W trakcie mojej długiej wędrówki śladami zbrodni spotkałem
pogrążone w żałobie rodziny, które straciły ukochanych bliskich.
Widziałem łzy niewinnych kobiet, czasem mężczyzn, ludzi nieświadomie
śpiących w jednym łóżku z potworami. Bestia chrapała, partnerka czuła
zapach jej oddechu, zupełnie nie zdając sobie sprawy, że mąż lub
kochanek to chory, zdegenerowany psychopata, przerażający potwór.
Nie chcę, by na początku książki Czytelnicy zaczęli się zastanawiać, czy
ich partner, mąż lub żona, jest złym człowiekiem. Czy mógłbym coś
takiego sugerować? To zupełnie nie w moim stylu, ale po przeczytaniu tej
książki możecie się nad tym głębiej zastanowić... Zostawmy na razie ten
temat. Piszę o osobach, które naprawdę spały z potworami. Przypomnijmy
sobie film z 1991 roku zatytułowany Sypiając z wrogiem, w którym
wystąpili Julia Roberts i Patrick Bergin. Mordercy, zawsze noszący maski
normalności, są wrogami społeczeństwa. Psychopatyczny mąż Julii Roberts
wydaje się prawdziwym koszmarem. Jednak takie przeżycia to codzienność;
doświadczają ich setki niewinnych kobiet, które nagle z przerażeniem
zdają sobie sprawę, że spały z mężczyzną ukrywającym przed nimi przez
dekady swoją sekretną, perwersyjną naturę.
Niniejsza książka uświadomi Czytelnikom, czym jest prawdziwy koszmar, po
którym nie można się spokojnie obudzić w ciepłym łóżku. O nie! Jego
zakończenie to walenie policji w drzwi o poranku i przerażenie dzieci.
Tak, czytacie gazety i oglądacie telewizję, gdzie pojawiają się
wiadomości o seryjnych mordercach. Słyszeliście o Dennisie Lynnie
Raderze, znanym jako "BTK"; działał w latach 1974-1991, po czym został
aresztowany. Zabił czterdzieści osób, może nawet więcej, ale wiódł
szczęśliwe życie rodzinne i miał dwoje dzieci. Jego żona Paula nigdy
niczego nie podejrzewała. Pomyślcie o Peterze Sutcliffie, "Rozpruwaczu z Yorkshire", który napadł na dwadzieścia dwie kobiety. Dziewięć odniosło
rany, a trzynaście zginęło - och, to zabawne, ale zmarł w piątek 13
listopada 2020 roku, a jego ostatnie słowa brzmiały: "Nie przeżyję tego
dnia". Jak się przekonamy, żona tego potwora, Sonia, również niczego nie
podejrzewała. Wyobraźcie sobie, że do Waszego domu nagle wpadają
policjanci z wyciągniętymi pistoletami i wyciągają z łóżka męża, który
zaklina się, że jest niewinny: był przecież głęboko religijny, uczciwie
pracował jako kierowca ciężarówki, choć odznaczał się narcyzmem. Po
kilku godzinach, ciągle nie mogąc się otrząsnąć z szoku, dowiadujecie
się, że mąż został oskarżony o wielokrotne zabójstwa seksualne. Jak to
przyjąć do wiadomości?
Niezliczone żony i partnerki są oszukiwane dzień po dniu: jedzą rano
owsiankę z mężem, który poprzedniego wieczoru wrócił później do domu i podawał absurdalne wyjaśnienia. Miał dżinsy rozdarte w kroku, dziwnie
pachniał, a rano zaczął warczeć na dzieci, bo był w złym humorze.
Później okazuje się zdeprawowanym seryjnym mordercą. A one oczywiście
nie miały o niczym pojęcia! Żony, partnerki i rodzice tych bestii są
takimi samymi ofiarami jak zamordowani ludzie pochowani w zapadających
się mogiłach. Trzeba też pamiętać o zrozpaczonych krewnych, którzy mają
na zawsze złamane serca. Nie wolno zapominać o ich cierpieniach.
Jest jeszcze coś, o czym na pewno już wiecie: tysiące kobiet i mężczyzn
zaleca się do tych potworów, gdy znajdują się za kratami. Podziwiają
ich, uwielbiają. Seryjni mordercy często mają dziesiątki fanek piszących
im co tydzień sugestywne erotycznie listy. Jeden z nich, Keith Hunter
Jesperson, znany jako "Uśmiechnięta Buźka", wysłał do mnie kiedyś list
jednej z wielbicielek. Przechwalał się: "Widzisz ten czerwony ślad,
Christopherze? To nie szminka, tylko krew miesiączkowa. Dziewczyna jest
młoda i ładna".
Odwiedziłem z ekipą filmową Michaela Bruce'a Rossa (1959-2005),
seryjnego mordercę z Connecticut, gdy przebywał w pomalowanej na brązowo
celi śmierci w więzieniu Somers. Uniósł plik listów od fanek i powiedział ze śmiechem: "Popatrz, Christopherze, miłość, miłość, zawsze
miłość. Niektóre są takie seksowne, że masturbuję się czterdzieści razy
dziennie, myśląc o nich". Umilkł i dodał nieśmiało: "Dostaję od tego
otarć na penisie", po czym zaczął histerycznie chichotać. Uwielbiające
go fanki zakochały się w potworze, który zamordował siedem młodych
kobiet, w tym trzy uczennice. Dwie z nich, czternastoletnia April
Brunais i jej rówieśniczka Leslie Shelley, zostały porwane, zgwałcone i uduszone w pobliżu Beach Pond, ogromnego zbiornika wodnego i tamy na
rzece Pachaus, oddzielającej stany Rhode Island i Connecticut. W czasie
przeprowadzonego przeze mnie wywiadu Ross, później stracony, przyznał,
że po śmierci April odbył z nią stosunek analny. Przyznał również, że
kilkakrotnie wracał do rozkładających się zwłok, by się nad nimi
masturbować. Kiedy rozmawiałem z jego psychoterapeutką więzienną, młodą
kobietą o nazwisku Anne Cournoyer, potwierdziła, że Ross nieustannie
uprawia masturbację. Powiedział o niej: "Gdybym miał okazję, zgwałciłbym
i zabił również Anne". W jednej z moich książek opublikowano fotografię
wykonaną w chwili, gdy rozmawiam z Rossem przez kratę celi śmierci.
Popatrzcie na zadowolony uśmiech na twarzy tego potwora. Wyglądał jak
typowy amerykański młody człowiek, sympatyczny okularnik mieszkający w sąsiedztwie - mógłby umawiać się na randki z waszą córką.
W tej książce skupiam uwagę na kobietach i mężczyznach, którzy sypiali z potworami. Ich niespotykane relacje złamią wam serce. Ale to nie
wszystko: analizuję również pokręconą, amoralną psychikę fanek
morderców, które marzą, by mieć dziecko z psychopatą zabijającym dzieci.
Jak cię kocham? Poczekaj - wszystko ci wyłożę.
ELIZABETH BARRETT BROWNING (1806-1861), SONET 432
Mój styl pisarski się rozwijał, a wraz z nim - znajomość ludzkiej
psychiki. Mam wrażenie, że odbyłem długą podróż w mroczne, tajemnicze
rejony - w otchłań. W niniejszej książce, podobnie jak w wielu
poprzednich, próbuję zajrzeć w głąb umysłów zabójców, tym razem także
osób, które nagle poznały przerażającą prawdę - że przez długi czas
utrzymywały intymne relacje z potworami, w ogóle nie zdając sobie z tego
sprawy.
Postaram się, by w każdym rozdziale dochodziło do interakcji między mną
a Czytelnikami: będziemy razem badać poszczególne przypadki, zgadzać się
ze sobą albo nie. Przeanalizujemy, w jaki sposób potwory świetnie się
maskują, dopóki koszmarna prawda nie wyjdzie wreszcie na jaw.
CHRISTOPHER BERRY-DEE,
WIELKA BRYTANIA I EL NIDO, FILIPINY
Sharon Major i John David Guise Cannan (Wielka Brytania)
Niech fałsz lic: uśmiech piękny i godziwy,
W fałszywym sercu kryje czyn straszliwy.
WILLIAM SHAKESPEARE, MAKBET (1606),
AKT I, SCENA 73
Jeśli ktoś jest prawdziwym potworem, to
na pewno John David Guise Cannan. Opiszę, co zrobił Sharon Major. Ludzie
próbujący usprawiedliwiać działania takich morderców zmienią zdanie; mam
nadzieję, że niniejszy rozdział spowoduje, że wielu kobietom spadną
łuski z oczu. Mogłoby to spotkać każdą z nich.
Przeprowadzenie wywiadu z Sharon nie było łatwe, ponieważ wiedziała, że
piszę obszerną książkę o Cannanie i prowadzę z nim korespondencję. Z tego powodu była zdenerwowana i drżała na całym ciele, gdy w końcu, po
kilku miesiącach wymiany listów, w 1992 roku spotkaliśmy się na lunchu
nad brzegiem morza w Bristolu. Wiele kobiet, a także mężczyzn doznało
straszliwych cierpień z rąk potworów mających obsesję na punkcie seksu.
Ich spokojne życie stanęło na głowie, nigdy nie byli w stanie zapomnieć
o traumie fizycznej i psychicznej. Z tego powodu dziękuję ci, Sharon -
twoją historię poznają tysiące Czytelników. Mam nadzieję, że wezmą sobie
do serca twoje słowa. Niechaj cię Bóg błogosławi.
Sharon - mająca około stu sześćdziesięciu pięciu centymetrów wzrostu,
szczupła, lecz nie kanciasta, elegancko ubrana, z dość długimi jasnymi
włosami i otwartą, przyjazną twarzą - okazała się wesoła i niezwykle
sympatyczna, więc natychmiast zrozumiałem, dlaczego spodobała się
gładkiemu, lizusowskiemu Johnowi Cannanowi. W 1980 roku skończyła
trzydzieści dwa lata i rozpoczął się tragiczny etap jej życia.
Historię zbrodni Cannana i jego biografię możecie przeczytać w mojej
książce Prime Suspect; dużo informacji o nim znajduje się też w internecie. W 1979 roku porzucił żonę i córkę. Miał wówczas dwadzieścia
sześć lat, był podrzędnym pracownikiem salonu samochodowego, dużo pił i prowadził ożywione życie towarzyskie. Uważał się za wspaniałego
kochanka, przed którym kobiety powinny padać na kolana, ale coraz więcej
pił i dopuścił się kilku kradzieży. Był bez grosza.
[John] był najprzystojniejszym mężczyzną, którego spotkałam, i natychmiast poczułam do niego pociąg fizyczny [...]. Śmialiśmy się,
żartowaliśmy i postanowiliśmy się spotkać po pracy.
SHARON MAJOR W ROZMOWIE Z AUTOREM
W lutym 1980 roku w walentynki Cannan myślał, że wygrał los na loterii.
Wszedł nonszalancko do sklepu z alkoholem w Sutton Coldfield, rzekomo
zamierzając nabyć skrzynkę wina. Kompletna bzdura - nie miał ani grosza!
Znając jego modus operandi, podejrzewam, że wcześniej zauważył Sharon,
gdy mijał sklep, w którym pracowała jako ekspedientka. Spodobała mu się
i próbował ją poderwać pod byle pretekstem. Kiedy nawiązali znajomość,
wykorzystał kolejną ze swoich ulubionych sztuczek: wysłał jej bukiet
róż. Wpadła w zachwyt i była oczarowana. Róże? Ach, przepraszam,
zapomniałem wspomnieć, że zdobył na nie pieniądze, obrabowując kilka dni
wcześniej stację benzynową.
Wydaje się to początkiem filmu w stylu Pięćdziesięciu twarzy Greya,
prawda? W czasie pierwszej randki Sharon poinformowała Johna, że jest
mężatką, ma dwoje dzieci i zamierza się rozwieść, choć na razie mieszka
z mężem pod jednym dachem. Dobrze ubrany łgarz oświadczył, że jest
rozwiedziony z żoną, June (w owym czasie było to nieprawdą). Dodał, że
pracuje jako "menedżer" w miejscowym salonie samochodowym, co również
nie było zbyt ścisłe, ponieważ jego obowiązki polegały głównie na myciu
samochodów, sprzątaniu sklepu, a także parzeniu kawy i herbaty.
Kiedy ojciec Cannana - to on w rzeczywistości zarządzał salonem
samochodowym - dowiedział się o romansie pozamałżeńskim syna,
zdecydowanie go potępił. John napisał do mnie później, że ojciec
potraktował go "wyniośle". Doszło do awantury. John odszedł z pracy, po
czym zostawił żonę i dzieci na lodzie. Samochód stojący na parkingu
salonu może lśnić jak nowy, lecz kiedy zadowolony nabywca odjeżdża, auto
rozpada się na kawałki - wszyscy słyszeliśmy podobne historie. Właśnie
to spotkało Sharon Major, gdy poznała rzekomo olśniewającego Johna
Cannana: on również okazał się podrasowanym gruchotem.
John spakował manatki i wprowadził się do Sutton House przy Chester Road
w Erdington. Wcześniej zatrzymywał się w tym miejscu z kilkoma
panienkami poderwanymi w nocnych klubach Birmingham; w swojej obszernej
korespondencji ze mną nie sprecyzował, jakie to były lokale, ale chełpił
się: "Odwiedzałem modne kluby Birmingham. Stawiałem dziewczynom drinki,
mówiłem, że je kocham, że są najwspanialsze na świecie, i zabierałem je
do Sutton House na tanią noc pełną namiętności, o której można szybko
zapomnieć".
Dziękujemy ci, John, za to wyznanie - dobrze je zapamiętamy!
Cannan, notoryczny podrywacz, był w tarapatach finansowych, jednak udało
mu się omotać Sharon i zaczęli się regularnie widywać. W kwietniu 1980
roku opuścił Sutton House, a następnie zamieszkał z Sharon i jej
dziećmi, ponieważ mąż się wyprowadził, robiąc miejsce dla intruza.
Zwracam się szczególnie do Czytelniczek: czy nie wyczuwacie w tym
niczego podejrzanego? Chełpliwy elegant, lowelas, rzekomy menedżer
salonu samochodowego nie ma przyzwoitego mieszkania, przewozi nędzne
bagaże do domu Sharon i zaczyna na niej pasożytować. Co o tym sądzić?
Zaczynamy coraz lepiej rozumieć Cannana, nieudacznika, który wkrótce
miał stać się mordercą. Mimo to wydaje się, że w ciągu następnych
sześciu miesięcy jego relacje z Sharon układały się nieźle. Znalazł się
w wygodnej sytuacji: miał dach nad głową i rodzinę złożoną z Sharon i dwojga dzieci, czteroletniego chłopca i sześcioletniej dziewczynki.
Punktualnie dostawał posiłki i czekało na niego ciepłe łóżko.
John, naprawdę wygrałeś los na loterii. Miałeś świetną okazję, by znowu
wyjść na ludzi. Proszę, nie zepsuj tego, dobrze?
"Niezwykle poważnie traktowałem swoją rolę przybranego ojca" - napisał
do mnie. "Czasem kupowałem dzieciom zabawki i zabrałem chłopca na mecz
piłkarski między drużynami Aston Villa i Birmingham City. [...] Jedliśmy
hamburgery - wspominał - i nauczyłem syna Sharon określenia "jełop"".
Twierdził, że dziewczynka była lekko opóźniona w rozwoju i że
zaprowadzili ją do specjalisty w szpitalu dziecięcym.
"Jeździliśmy na wycieczki jak prawdziwa rodzina, Chris, do Blackpool i rodziców Sharon w Ilfracombe, ale wszyscy ojcowie, prawdziwi albo
przybrani, wiedzą, że dostarczanie dzieciom rozrywek sporo kosztuje" -
dodał melancholijnie, po czym zaczął się chwalić: "W 1980 roku kupiłem
im na Boże Narodzenie używane rowery. Pomalowałem je własnoręcznie, bo
nie miałem pieniędzy na nowe".
Tak, tak, John. Dobrze wiemy, że kupiłeś rowery za grosze. Pamiętajmy,
że Czytelnicy nie mogą słuchać twoich wyznań w nieskończoność, więc
lepiej przejdźmy do faktów: opowiedz, dlaczego zgwałciłeś Sharon i o mało nie pobiłeś jej na śmierć. Spodziewam się, że powiesz, że Sharon
ponosi winę za rozpad waszego związku. Powiedziałeś mniej więcej to samo
sędziemu Drake'owi, nim skazał cię na dożywocie.
Gigantyczny wydatek na zakup dwóch używanych rowerów dla dzieci był
dopiero początkiem kłopotów finansowych Cannana. Sharon miała pracę, ale
John stracił posadę, gdy bez pozwolenia skorzystał z samochodu
należącego do firmy, w której znalazł zatrudnienie. Dobra robota, John -
dwukrotne zwolnienie dyscyplinarne w ciągu dwóch lat to całkiem niezły
rezultat jak na pracownika salonów samochodowych. Poza tym Sharon
zaczęła już rozumieć, kim jest jej olśniewający kochanek.
Może nastąpiło to za późno. Przypadkowo spotkała June, żonę Cannana, z którą rzekomo się rozwiódł. Gówno trafiło w wentylator; trudno to
inaczej nazwać. Nawiązała rozmowę z panią June Cannan w miejscowym
markecie sieci Safeway i dowiedziała się, że ciągle jest żoną Johna. W wózku siedziała jego córeczka, mała Louise. Sharon nie spytała Johna,
dlaczego ją okłamał, ponieważ "szukał innej pracy". Zaczęła jednak
rozumieć jego prawdziwy charakter. Później mówiła, że był "niezwykle
wiarygodny i przekonujący", co jest bardzo pospolitą cechą socjopatów o skłonnościach narcystycznych. Opisywała ich relacje seksualne jako
"normalne, zdrowe i aktywne"; twierdziła, że Cannan był "wymagającym
kochankiem, często zmieniającym stosowane techniki".
Po zakończeniu romansu powiedziała: "John był bardzo zainteresowany
seksem, ale nigdy nie stosował akcesoriów erotycznych ani krępowania".
Później zmieniła zdanie i stwierdziła, że nie odznaczał się niczym
szczególnym w łóżku. Oskarżyła go o próbę wykorzystania "protez", jak
nazywał akcesoria erotyczne, i próbę odbycia stosunku analnego. Jednak
mówiła to długo po zakończeniu romansu.
Warto w tym miejscu dokładniej przeanalizować psychikę Cannana. "Czuły
kochanek" był bardzo zazdrosny - kolejna typowa cecha narcystycznych
socjopatów/psychopatów, którzy przerzucają na innych winę za własne
niedociągnięcia. Podobnie zachowywali się pozostali mordercy seksualni
opisani w tej książce. John utrzymywał, że nie życzył sobie wizyt
mężczyzn w domu pod jego nieobecność - sugerował, że Sharon niemoralnie
się prowadziła, co było całkowicie niezgodne z prawdą. Oświadczył, że
pewnego wieczoru się wściekł, gdy znajomy Sharon zatelefonował do niej z restauracji klubu golfowego Belfry. Kiedy się o tym dowiedział, wskoczył
do samochodu i pojechał zrobić mu awanturę.
Relacjonował, że po przyjeździe do klubu golfowego zaczął szukać
przyjaciela Sharon, ale powiedziano mu, że wyszedł. Ubarwiając swoją
historyjkę, napisał do mnie w liście, że następnego wieczoru mężczyzna
odwiedził Sharon, po czym doszło do awantury na ulicy. Nie pobili się,
ale John stwierdził: "Udowodniłem, że jestem panem domu i że Sharon nie
może mieć ciastka i zjeść ciastka".
Tak, John, ciekawa bajeczka. Problem polega na tym, że w owym czasie nie
miałeś samochodu, bo straciłeś pracę; poza tym nigdy nie grałeś w golfa,
nawet na lokalnych festynach. Byłeś bez grosza. W czasie studiów nad
książką Ladykiller odkryłem, że nigdy nie uczestniczyłeś w awanturze
przed jakimkolwiek domem. To kompletna lipa, bujdy. Cannan był na tyle
odważny, by porywać, gwałcić, okradać i zabijać bezbronne kobiety, ale
ten tchórzliwy nieudacznik nigdy nie zmierzyłby się z mężczyzną - nie
chciał, by ktoś wybił mu zęby, wolał nie ryzykować, że przestanie
wyglądać jak zapatrzony w siebie lowelas rzucający kobiety na kolana.
W jednym z listów z więzienia Cannan napisał, że "pragnął utrzymać
spoistość rodziny"; twierdził, że "ceni wartości rodzinne". Moim zdaniem
pani June Cannan mogłaby się z tym nie zgodzić, ponieważ jej oddany mąż
spędzał większość wieczorów poza domem, pijany jak bela i podrywający
przypadkowe kobiety. "Chciałem stworzyć dla nas konstruktywną
przyszłość" - oświadczył. Jednak los sprzysiągł się przeciwko niemu,
nieustannie prześladowały go kłopoty finansowe. Podjął pracę w salonie
samochodowym w Bideford w hrabstwie Devon. Sharon uważa, że chciał się
przeprowadzić bliżej jej rodziców w Ilfracombe. Rzeczywiście, spędzał
niektóre dni w środku tygodnia u rodziców Sharon, po czym w weekendy
jeździł do Sutton Coldfield. Bardzo rzadko zatrzymywał się u swojej
matki, by spotkać się z żoną i dziećmi. Stale brakowało mu gotówki.
Usiłował utrzymywać dwie rodziny, nie mieszkając z żadną z nich. Opisał
to jako "presję przez wielkie P". Musiało dojść do katastrofy i związek
z Sharon zaczął się psuć.
John twierdzi, że zakochał się w Sharon, ponieważ podobała mu się jej
dojrzałość. Szczerze przyznał w rozmowach ze mną, że dużo pił, ale
okłamywał ją na temat stanu swoich finansów. "Wydawała się darem
zesłanym przez Boga" - mówił, opisując swoje uczucia, gdy wprowadził się
do niej w kwietniu 1980 roku. Ale w miarę pogarszania się sytuacji pił
coraz więcej. Utrzymywał, że płacił alimenty June (kłamstwo) i pokrywał
część czynszu Sharon za dom w hrabstwie Devon w nadziei zamieszkania z nią i jej dziećmi (kłamstwo). "Usiłowałem dokonać czegoś niemożliwego
pod względem finansowym. Moje dochody były znacznie niższe od wydatków i debet na koncie bankowym wzrastał z każdym miesiącem". Poza tym musiał
jeszcze kupować alkohol, ponieważ wypijał butelkę szkockiej dziennie.
Miał szczęście, że Sharon pracowała w sklepie z alkoholem, prawda? Te
niefortunne okoliczności negatywnie wpłynęły na ich związek. Kłócił się
z Sharon o drobiazgi i był zazdrosny, że utrzymuje kontakty z przyjaciółmi. Któregoś dnia podbił jej oko; zaczęła rozumieć, że chociaż
potrafi być troskliwy i kochający (kiedy mu się to opłacało), ma również
mroczne strony charakteru, co ją przerażało. "Zrozumiałam, że jest w nim
coś bardzo złego" - powiedziała później. Chciała z nim zerwać, ale nie
wiedziała, jak to zrobić. "W jakiś sposób dalej chciałam z nim być, choć
zdrowy rozsądek podpowiadał, że powinnam się od niego uwolnić" -
oświadczyła.
Kryzys nadszedł przed Bożym Narodzeniem. Doszło do sprzeczki, ponieważ
mąż Sharon miał odwiedzić dzieci w pierwszym i drugim dniu świąt. "Nie
zamierzał nocować w domu, tylko przyjść z wizytą" - wyjaśniła Sharon w rozmowie ze mną. John czuł się urażony, że mąż Sharon, który - jego
zdaniem - opuścił rodzinę, postanowił spędzić święta z dwojgiem swoich
dzieci. Cannan oświadczył: "Stanowczo się temu sprzeciwiałem". Dodał, że
poprosił Sharon, by całkowicie zerwała stosunki z byłym mężem i nie
pozwoliła mu spotykać się z dziećmi. Po dłuższej kłótni nie zdołał jej
przekonać i później opisał to następująco: "Skutek był taki, że
spędziłem święta samotnie w niewielkim hoteliku w Erdington".
Sharon zobaczyła Johna, gdy pojawił się w domu z butelką wina późnym
popołudniem 30 grudnia. Czy nie widzicie, że znowu stosował swoje
standardowe, tanie metody uwodzenia? Zachowywał się niesłychanie
fałszywie, prawda? Sharon zapamiętała jego słowa: "Zawsze było nam ze
sobą dobrze, byliśmy sobie bliscy [...] chodźmy jeszcze raz do łóżka".
Tak, Cannan, człowiek o osobowości narcystycznej, próbował odzyskać
kontrolę nad sytuacją. Brakowało mu jednak pewności siebie; jego słabość
wewnętrzna doprowadziła do tego, że musiał wkrótce się załamać. Psychika
Johna przypominała dom wzniesiony na ruchomych piaskach - widział własne
słabości, własną płytkość. Warto zwrócić uwagę na jego reakcję, kiedy
mąż Sharon chciał zobaczyć ją i dzieci z okazji świąt Bożego Narodzenia.
Rzekomy "pan domu" (nie miał żadnego tytułu prawnego do nieruchomości),
kanciarz usiłujący wykorzystywać Sharon stracił nad sobą panowanie i sztuczna bańka musiała wkrótce pęknąć. Wystarczył podmuch wiatru i rzekoma odwaga Johna natychmiast się załamała.
Jednak Cannan oczywiście opowiada zupełnie inną historię: "Ustąpiła i otworzyłem butelkę wina. Płakała i błagała mnie, żebym wrócił. Nie
chciała, by nasz związek się rozpadł [...]. To ja zrobiłem aluzję, że
moglibyśmy się rozstać, ale w końcu zgodziłem się tego nie robić.
Poszliśmy do łóżka i próbowaliśmy się pogodzić". Później dodał: "Oboje
piliśmy i zaczęliśmy się kłócić. Powiedziała coś niewłaściwego (zwalała
na mnie winę) i nagle się wściekłem".
Późniejsze wydarzenia miały tragiczny przebieg. Sharon utrzymuje, że w czasie stosunku John ścisnął jej szyję i nie mogła oddychać.
"Wykrztusiłam: "Nie rób tego, bo mnie zabijesz". Odpowiedział: "Chcę cię
zabić. Bardzo mnie zraniłaś, więc ja też cię zranię"".
Wściekły wyraz twarzy Johna przeraził Sharon. Usiłowała wstać z łóżka,
ale przygniótł ją całym ciałem. Zaczęła krzyczeć i bić go po głowie;
prosiła, by przestał i pomyślał o jej dzieciach. "Mam je w dupie!" -
odpowiedział groźnie.
Sharon zapamiętała, że w tym momencie Cannan sięgnął po plastikową
torbę, którą przyniósł do sypialni, i wysypał jej zawartość na łóżko.
"Były w niej wibrator, pistolet i czarne gumowe majtki ze sztucznym
penisem" - wyjaśniła.
Wziął pistolet i wycelował go w jej twarz, mówiąc: "Jest nabity". Sharon
była przekonana, że zamierza ją zabić. Usiłowała chwycić broń i skierować ją w inną stronę. "W czasie szamotaniny nacisnęliśmy na spust"
- rzekła. Pistolet wypalił i kula utkwiła w ścianie. Zorientowała się,
że to wiatrówka, z której w lecie strzelali do tarczy w ogrodzie.
"Wiedziałam, że można z niej oddać tylko jeden strzał" - zeznała później
na policji.
Kiedy zdołała rzucić pistolet na podłogę, John zmienił taktykę.
"Przerżnę cię w dupę!" - krzyknął. Nie udało mu się, bo wściekle się
broniła, ale dwa razy wsadził jej wibrator do pochwy. Obficie krwawiła,
lecz mimo to odbył z nią stosunek seksualny za pomocą sztucznego penisa.
"Był brutalny i bardzo mnie bolało" - zeznała. Krzyki Sharon słyszeli
sąsiedzi, po czym włączyli adapter, by zagłuszyć hałas.
* * *
W tym momencie powinniśmy zrobić krótką przerwę i przeanalizować
dotychczasowe informacje na temat Johna Cannana. Jestem pewien, że
większość Czytelników wyrobiła już sobie zdanie o tym koszmarnym typie.
Kobiety intuicyjnie wyczuwają takich ludzi na kilometr, przynajmniej w normalnych sytuacjach. Mimo to pragnienie miłości może czasem zamącić im
w głowach. Właśnie tak było w przypadku Sharon Major. Zamierzała się
rozwieść, jej mąż nie miał nic przeciwko temu, choć chciał widywać
dzieci na Boże Narodzenie.
Na pierwszy rzut oka Cannan mógł się wydawać księciem z bajki.
Romantyczny, postawny, dobrze zbudowany, dobrze ubrany, niektórzy
twierdzą, że przystojny, inni temu przeczą. Jego interesującą cechą,
jeśli można to tak nazwać, było to, że miał zrośnięte brwi; podobno
ludzie obdarzeni tą cechą lubią walkę, co pozwala im uzyskać poczucie
stabilności i równowagi. Mógł się wydawać czarujący - mówił afektowanym
akcentem klas wyższych - ale wiemy, że nie wszystko złoto, co się
świeci. Niektórzy Czytelnicy mogą przypuszczać, że Sharon przesadza.
Jestem odmiennego zdania, ponieważ Cannan zawsze traktował kobiety w podobny sposób: stosował te same techniki uwodzenia - wino, szampan i kwiaty - łgał jak z nut, opowiadał niestworzone bujdy, groził
partnerkom, że je udusi (jedną z nich była łyżwiarka figurowa Jilly
Paige). W czasie napadów i porwań często posługiwał się repliką
pistoletu, nieustannie korzystał z akcesoriów erotycznych. Traktował
Sharon Major w sposób typowy, stosował swój klasyczny modus operandi.
Cannan to podręcznikowy przykład osobowości narcystycznej; określenie to
doskonale do niego pasuje. Ludzie tego rodzaju są świetnymi
manipulatorami. Wykorzystują otoczenie do swoich egoistycznych celów.
Niszczą partnerów fizycznie i emocjonalnie. Terroryzują ich, pragną
zdobyć nad nimi władzę, nigdy nie czują są winni. W końcu Sharon
przejrzała Cannana: zorientowała się, że to kanciarz. Rzekomo drogocenne
precjoza leżące na wystawie sklepu jubilerskiego okazały się tanimi
podróbkami. Myślę, że doskonale podsumowuje to charakter Cannana.
Warto zwrócić uwagę, że ekstremalny narcyzm to forma socjopatii, a w poważniejszych przypadkach - w pełni rozwiniętej psychopatii. Właśnie
dlatego wykorzystałem przypadek Sharon Major i Johna Cannana jako jeden
z pierwszych rozdziałów tej książki. Jak za chwilę się przekonamy,
Sharon Major miała wielkie szczęście, że uszła z życiem. Kilka innych
kobiet zginęło z ręki tego potwora.
* * *
Wróćmy do ponurych zmagań między Major a Cannanem. Sharon kilkakrotnie
próbowała wstać z łóżka. Krwawiła z pochwy; krew ciekła jej również z ust i nosa, bo Cannan uderzył ją w twarz. Chwyciła go za jądra, usiłując
powstrzymać atak, ale jak to opisała: "Stał się jeszcze brutalniejszy...
był wściekły... wyglądał jak opętany". W którymś momencie straciła
przytomność; pamięta, że ocknęła się, gdy John bił ją po twarzy i mówił:
"Jeszcze z tobą nie skończyłem". W dalszym ciągu próbował odbyć z nią
stosunek analny, nazywając ją kurwą i suką.
W tym momencie napaść seksualna przestała być jedynie gwałtem i nabrała
oznak sadyzmu. Cannan wyładowywał na Sharon złość z powodu swoich braków
i niepowodzeń życiowych; frustracja przerodziła się w agresję wobec
bezbronnej kobiety. Bawił się nią jak kot z myszą i sprawiało mu to
przyjemność. Upokarzał ją, obwiniał o swoje niepowodzenia, lecz mimo to
Sharon, zmęczona dwugodzinną szarpaniną, zgodziła się na jego żądania
pod warunkiem, że zastosuje lubrykant. "Przyniosę wazelinę" -
powiedziała. Był to fortel, by mogła wybiec na ulicę i poprosić kogoś o pomoc.
"Chwycił mnie za szyję, wykręcił mi rękę za plecami, po czym poprowadził
mnie do drugiej sypialni" - relacjonowała Sharon. Kiedy znalazła
wazelinę, zaczął ją popychać z powrotem w stronę głównej sypialni.
Uważała, że Cannan może ją zabić, a przynajmniej dalej będzie
maltretował seksualnie i fizycznie, więc na szczycie schodów próbowała
się wyrwać. Powiedziała później: "Wolałam zginąć albo być sparaliżowana
do końca życia, niż wracać do sypialni".
Popchnęła Johna, który stracił równowagę, i oboje spadli ze schodów.
Potoczyli się na dół i Sharon uderzyła się w plecy. "Nie mogłam dłużej z nim walczyć. Byłam kompletnie wyczerpana". W tym momencie - jak
wspominała później - zaczął się zachowywać "normalnie". Próbował jej
pomóc i przepraszał. "O mój Boże!" - mówił. "Co ja zrobiłem?!
Przepraszam!" Zatelefonował na pogotowie, a Sharon usiłowała wstać,
myśląc, że zamierza ją zabić. Później zemdlała.
Czytelnik może teraz zadać sobie pytanie, dlaczego John nagle zaczął się
zachowywać w miarę normalnie. To bardzo interesująca cecha
socjopatów/psychopatów o osobowości narcystycznej. Można to nazwać
"syndromem doktora Jekylla i pana Hyde'a" - rozszczepieniem osobowości.
Wygląda to trochę tak, jakby bokser walczył na ringu z własnym cieniem.
Niełatwo to zrozumieć. Byłem świadkiem podobnych przemian seryjnych
morderców, z którymi przeprowadzałem wywiady. Kipieli z wściekłości,
świdrowali wzrokiem rozmówcę i wydawało się, że wpadną w niekontrolowany
szał, po czym nagle się uspokajali i bestia tkwiąca w ich zbrodniczej
psychice znowu była pod kontrolą, przynajmniej na jakiś czas.
W tym miejscu chciałbym zrobić dygresję. Przeprowadziłem niegdyś wywiad
z "Potworem znad Rzeki", Arthurem Johnem Shawcrossem, seryjnym mordercą
i pedofilem ze stanu Nowy Jork. Przebywałem wraz z ekipą filmową w niewielkim pomieszczeniu w zakładzie karnym Sullivan i spytałem go o morderstwo chłopca, Jacka Blake'a. "Art" ostrzegł mnie, że nie
powinienem poruszać tego tematu. "Nie będę o tym gadał, więc niech pan,
kurwa, nie próbuje. NIECH PAN NAWET NIE PRÓBUJE!" - warknął wcześniej,
ale chciałem o to spytać, bo sprawa była ważna dla najbliższych Jacka.
Shawcross nigdy nie przyznał się do tego zabójstwa. Siostra Jacka
chciała zamknąć sprawę, więc pragnąłem wydobyć przyznanie się do winy od
grubego, odrażającego typa siedzącego naprzeciwko mnie.
Widziałem, że Shawcross wpada we wściekłość. Wyraz jego twarzy w mgnieniu oka się zmienił. Pojawiły się na niej napięcie i dziwna
bladość. Czoło pokryło się kroplami potu, które spływały lśniącymi
strumykami, plamiąc więzienną koszulę. Wyciągnął rękę rozwścieczony i z ogromną siłą chwycił mnie za ramię. Mógłby z łatwością urwać mi głowę.
Strażnicy znajdowali się na korytarzu. Towarzyszyła mi tylko ekipa
filmowa; jej członkowie byli kompletnie przerażeni. Uśmiechnąłem się,
pochyliłem i powiedziałem cicho: "Przed więzieniem czeka twoja
narzeczona Clara. Bardzo cię kocha. Powiedziała, że zamierzacie się
pobrać [...] i że chcesz, bym został twoim świadkiem. Clara chce, byś
powiedział mi prawdę o Jacku". Położyłem rękę na jego kolanie i dodałem:
"Jeśli popsujesz tę rozmowę, kolego, Clara ucieknie gdzie pieprz
rośnie!".
Bezpośredni kontakt fizyczny sprawia, że tacy tchórzliwi, psychopatyczni
mordercy stają się kompletnie zdezorientowani. Jest to automatyczna,
natychmiastowa reakcja, jakby w ich głowach rozlegał się głos: "Hej,
stary, nie wiadomo, co się dzieje. Na twoim miejscu wróciłbym do stanu
pierwotnego i udawał głupka".
Shawcross nagle zaczął się zachowywać prawie normalnie. Nie chcę się
przechwalać, ale w pewnym sensie poskromiłem bestię, po czym przyznał
się do wszystkiego i zarejestrowałem jego relację na filmie. Tak,
obiecałem, że zostanę świadkiem na ślubie Arthura i Clary, powiedziałem,
że będzie to dla mnie zaszczyt, że chętnie pokonam tysiące kilometrów,
by przybyć do więzienia, że przywiozę prezenty i pieniądze dla kochanej,
słodkiej Clary... Każde kłamstwo wydawało się dobre, by skłonić tego
sadystycznego mordercę do przyznania się do winy. Czy Clara rzeczywiście
czekała przed więzieniem? Nie, to także było kłamstwo. Przebywała w odległości pięćdziesięciu kilometrów.
W codziennym życiu wiele kobiet widzi, że ich partnerzy wpadają w niezrozumiałą wściekłość z powodu drobnych afrontów, rzeczywistych lub
wyimaginowanych. W ekstremalnych przypadkach dostają gwałtownego ataku
szału bez żadnego powodu, często pod wpływem alkoholu. Później okazują
skruchę, przepraszają, zmywają naczynia, kupują fantastyczny nowy
odkurzacz, a czasem idą do kwiaciarni i wręczają partnerce ogromny
bukiet kwiatów. Błagają o wybaczenie.
Angielskim odpowiednikiem Shawcrossa jest John Cannan, mistrz
manipulacji, potwór udający troskliwego, kochającego mężczyznę. Kiedy
jechali karetką do szpitala, spytała: "Naprawdę chciałeś mnie zabić,
prawda?". "Tak" - odparł.
Sharon udzielono pomocy na oddziale urazowym. John towarzyszył jej do
przybycia policji. Dała mu klucze do domu i kazała usunąć "wszystkie te
okropne rzeczy". Zadzwoniła do przyjaciółki, która przybyła do szpitala,
a później odwiozła ją do domu. Cannan, obawiając się aresztowania,
zebrał zawartość plastikowej torby i zwrócił klucze. Tchórzliwy bandyta
uciekł.
Sharon była potłuczona i posiniaczona, miała opuchniętą twarz i podbite
oczy. Uszkodzenia przednich zębów wymagały interwencji stomatologicznej.
Mówiła, że John wyrwał jej tyle włosów, że "można by z nich zrobić
perukę". Z Ilfracombe przyjechali jej rodzice, by się nią zaopiekować.
"Opowiedziałam o napaści, ale nie wspomniałam o szczegółach związanych z seksem" - wyjaśniła. Ojciec był wstrząśnięty wyglądem córki, prawie jej
nie poznał po pobiciu przez Johna Davida Guise'a Cannana.
Kiedy analizujemy stan psychiczny Sharon po ataku, który o mało nie
zakończył się jej śmiercią, rozumiemy, dlaczego nie wniosła oskarżenia
przeciwko Cannanowi. Powiedziała mi, że nie miała zaufania do wymiaru
sprawiedliwości, ponieważ w owych czasach policja traktowała takie
zgłoszenia w dość swobodny sposób, lekceważąc przeżycia ofiar.
Wiedziała, że o włos uniknęła śmierci i że gdyby wniosła oskarżenie
przeciwko Cannanowi, "mógłby dostać kilka lat więzienia, a potem by mnie
wytropił i zabił". Kiedy mi o tym opowiadała, drżała na całym ciele,
przeżywając dawne wydarzenia. Poza tym obawiała się, że Cannan zrobi
krzywdę dzieciom, by się na niej zemścić. "Budził we mnie śmiertelne
przerażenie" - oświadczyła. Uważała, że ich związek jest zakończony, i odrzucała jego błagalne, rozpaczliwe propozycje pogodzenia się.
* * *
Warto przeanalizować, co napisał do mnie Cannan w swojej korespondencji.
Należy pamiętać, że Sharon opisała burzliwe zakończenie ich związku po
siedmiu latach. W tym momencie Cannan przebywał w areszcie policyjnym
oskarżony o znacznie gorsze przestępstwa, w tym morderstwo na tle
seksualnym. Wiadomo, że partnerzy często różnie opisują nawet drobne
sprzeczki. Okazało się, że ta o wiele poważniejsza sprawa wygląda
zupełnie inaczej w relacji Johna. Ujawnia się on jako sadystyczny
psychopata o narcystycznej osobowości. Cóż, John, stanąłeś w świetle
jupiterów, więc posłuchajmy, co masz do powiedzenia.
W swojej korespondencji, bardzo obszernej, wykaligrafowanej ładnym
charakterem pisma na poliniowanym więziennym papierze listowym, wiele
razy wspominał o "kłótni" z Sharon Major, ale konsekwentnie zaprzeczał,
że chciał ją zgwałcić. Ogólnie rzecz biorąc, przyznał, że doszło do
poważnej awantury, a nawet napaści, ale zarzekał się, że nie mógłby
zgwałcić Sharon, ponieważ, jak twierdził, "za bardzo ją uwielbiał".
Rzeczywiście, używał w czasie seksu akcesoriów erotycznych;
przypuszczał, że mogło to być przyczyną jej późniejszych kłopotów z wkładką domaciczną. Sugerował, że to Sharon była wszystkiemu winna,
przerzucał na nią odpowiedzialność. Można czuć do niego obrzydzenie.
Trudno zgadnąć, dlaczego nazywał akcesoria erotyczne "protezami", jakby
były to przedmioty o charakterze medycznym. Jak wspomniałem wcześniej,
jednym z używanych przez niego akcesoriów były czarne majtki z gumowym
penisem.
Utrzymywał, że "protezy" zostawił w domu Sharon pewien mężczyzna,
"producent pornograficznych filmów wideo", który wykorzystywał je jako
"rekwizyty". Oświadczył, że Sharon, starsza od niego, była "bardziej
doświadczona i traktowała seks z entuzjazmem". Cóż, miał wielkie
szczęście, że związał się ze "starszą, bardziej doświadczoną partnerką
traktującą seks z entuzjazmem", do tego pracującą w sklepie z alkoholem.
Rzekomo uwielbiał Sharon, ale nie przeszkodziło mu to nazwać jej relacji
"kompletną bzdurą"; twierdził, że "była straszliwie niepewna
emocjonalnie i [poszukiwała] akceptacji i pociechy u każdego,
zwłaszcza u mężczyzn, co skłaniało ją do niewierności". Dodał, że
"Sharon wcale nie była miła... to podstępna i wyrachowana kobieta, której
nie należy ufać".
Myślę, że większość psychiatrów i psychologów zgodzi się z moją oceną:
socjopata John Cannan przypisywał Sharon Major własne wady, przerzucał
na nią winę. Jego zdaniem w 1981 roku nie oskarżyła go o próbę gwałtu,
bo "nie doszło do przestępstwa".
Czekaj, czekaj, John. Kilka linijek wcześniej przyznałeś, że dopuściłeś
się napaści seksualnej. Nie możesz temu zaprzeczyć.
Cannan utrzymuje, że był wściekły, ponieważ Sharon postanowiła zaprosić
byłego męża na Boże Narodzenie, co go ubodło. Został wyrzucony z przytulnego gniazdka, a tymczasem pan Major siedział przy stole w papierowym kapelusiku, jadł pieczonego indyka i żartował z kochającymi
dziećmi. Zdenerwowany oszust Cannan musiał się zmyć i znaleźć sobie inne
miejsce. Napisał do mnie w liście: "Nawiązała bardzo bliskie relacje z pewnym mężczyzną. Nigdy wcześniej nie byłem taki wściekły. Zrobiłem jej
awanturę [...]. Oświadczyłem, że z nią zrywam. Nienawidzę niewierności.
Nie znoszę dziwek. Doszło do bójki i mocno ją uderzyłem [...]. Chciałem
ją zranić i zraniłem".
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki