Był wczesny ranek 24 września 1974 roku.
W Minneapolis wzeszło słońce. Policjanci Robert Nelson i Robert Thompson
jechali samochodem patrolowym w okolicy domu numer 1841 przy E 38th Street, gdy nagle zauważyli czarno-zielonego
chevroleta caprice, model z 1968 roku. Parkował naprzeciwko taniej
restauracji. Thompson powoli okrążył kwartał ulic, a tymczasem jego
partner odszukał komunikat policyjny wydany poprzedniego dnia.
- Zgadza się - powiedział Nelson. - Wygląda na to, że to ten wóz. Trzeba
tylko znaleźć kierowcę. To potężnie zbudowany mężczyzna; piszą, że
wygląda jak goryl.
Dwaj funkcjonariusze zajrzeli przez okno do chevroleta. Zauważyli
czerwony dywanik na podłodze, czasopisma pornograficzne i Biblię. Obok
dźwigni zmiany biegów leżało kilka paczek papierosów Marlboro. Wszystkie
te szczegóły opisała ofiara gwałtu, którego dokonał mężczyzna
poszukiwany przez policję.
Nelson zatelefonował na komisariat i poprosił o wsparcie. Tymczasem
Thompson wszedł do restauracji i spytał właściciela, czy widział
kierowcę chevroleta.
- Tak, jasne - odpowiedział podejrzliwie mężczyzna. - Przed chwilą was
zauważył i zwiał tylnymi drzwiami.
Kilka minut później Harvey Louis Carignan został zatrzymany; policjanci
zadali mu parę pytań i oświadczyli, że jest aresztowany. Zawieziono go
do centrum miasta, odczytano mu prawa Mirandy, a następnie umieszczono
za kratkami pod zarzutem zabójstwa i gwałtu. Najgroźniejszy seryjny
morderca Ameryki, mający na koncie blisko pięćdziesiąt morderstw, nigdy
więcej nie posłuży się młotkiem.
* * *
Nawet teraz mam czasem wrażenie, że moje dzieciństwo było krótkie,
trwało zaledwie kilka dni. Nie lubię go wspominać, nie pozostały żadne
miłe wspomnienia. Tkwiłem w otchłani rozpaczy, podobnie jak dziś.
CARIGNAN DO AUTORA W LIŚCIE Z 14 KWIETNIA 1993 ROKU
Harvey urodził się 18 maja 1927 roku w ubogiej dzielnicy miasta Fargo w Dakocie Północnej i podobnie jak wielu seryjnych zabójców był nieślubnym
dzieckiem, które nigdy nie poznało swojego biologicznego ojca. Jego
dwudziestoletnia matka Mary nie radziła sobie z opieką nad chorowitym,
niezaradnym chłopcem i w 1930 roku, w najtrudniejszym momencie Wielkiego
Kryzysu, zaczęła oddawać go pod opiekę każdego, kto chciał się nim
zajmować. Później młody człowiek stale przenosił się z miejsca na
miejsce i zmieniał szkoły; nie nawiązał z nikim więzów rodzinnych i nie
otrzymał porządnego wykształcenia.
We wczesnym dzieciństwie miał nerwowe tiki twarzy i do trzynastego roku
życia moczył się w nocy. Cierpiał także na chorobę świętego Wita -
pląsawicę dziecięcą - przejawiającą się konwulsyjnymi ruchami, nad
którymi nie potrafił zapanować.
W wieku dwunastu lat został wysłany do domu poprawczego w Mandan w Dakocie Północnej, gdzie według kartotek FBI spędził siedem lat.
Utrzymuje, że w owym czasie był nieustannie terroryzowany i wykorzystywany seksualnie przez jedną z nauczycielek. W liście z 12
czerwca 1993 roku napisał:
Siadała w mojej ławce i wymienialiśmy sprośne liściki. Miałem wtedy
trzynaście albo czternaście lat - pokażcie mi czternastoletniego
chłopca, który nie będzie zachwycony, siedząc w klasie z nauczycielką i wymieniając z nią pornograficzne notatki. Biła mnie po twarzy, kiedy
próbowałem jej dotknąć, ale kazała mi zostawać po lekcjach - musiałem
stać i patrzeć, jak się masturbuje. Wyzywała mnie i mówiła, co każe mi
zrobić - ale, do cholery, nigdy nie dotrzymała żadnej ze swoich gróźb!
Ta suka nie pozwalała mi się nawet masturbować razem z nią! Raz wyjąłem
penisa, to zlała mnie na kwaśne jabłko! Miała ogromne piersi. Była
naprawdę okrutną kobietą...
Harvey Carignan spędził w domu poprawczym w Mandan cały okres
dojrzewania, a później, w 1948 roku, w wieku dwudziestu jeden lat,
wstąpił do armii amerykańskiej, która powitała go z otwartymi ramionami.
Nie był już cherlawym mięczakiem dręczonym psychicznie i wykorzystywanym
seksualnie od czwartego roku życia. Zdrowa, kaloryczna dieta domu
poprawczego w Mandan sprawiła, że wyrósł na wysokiego, dobrze
odżywionego młodego mężczyznę obdarzonego ogromną siłą fizyczną.
Carignan zaczął mordować w 1949 roku, kiedy w poniedziałek 31 lipca
wieczorem, w czasie próby gwałtu w niewielkim parku w Anchorage na
Alasce, zabił pięćdziesięciosiedmioletnią Laurę Showalter. Zginęła
prawie natychmiast wskutek ciosów w głowę, które doprowadziły do
straszliwych urazów mózgu. Twarz ofiary praktycznie przestała istnieć;
od podbródka do czoła potężne pięści Carignana zmieniły ją w miazgę.
Jeden z policjantów zauważył: "Morderca był tak silny, że przebił jej
pięścią głowę jak rakieta uderzająca w pancerz czołgu".
W piątek 16 września 1949 roku Carignan usiłował zgwałcić młodą kobietę
o nazwisku Dorcas Callen, która jednak zdołała uciec. Żołnierz, wyraźnie
pijany, choć była dopiero jedenasta rano, zaczepił ją w pobliżu baru
przy Anchorage Street. Kiedy zaproponował, żeby przejechała się z nim
samochodem, Dorcas odmówiła i chciała odejść.
- Hej! - zawołał. - Chyba skądś cię znam... może.
- Proszę mnie zostawić - odparła. - Nie znamy się.
Była przerażona. Wiedziała, że zaledwie kilka tygodni wcześniej
zamordowano w okolicy kobietę. Jednak potężnie zbudowany żołnierz wpadł
we wściekłość z powodu odmowy i nie miała szans na ucieczkę. Nim zdążyła
się poruszyć, chwycił ją i odciągnął na bok. Stoczyli się do
przydrożnego rowu, Carignan położył się na niej, podarł ubranie, dotykał
jej piersi i włożył dłoń między nogi. Za chwilę mogło dojść do gwałtu.
Dorcas rozpaczliwie się broniła, próbowała chwytać rękami miękką ziemię.
Napastnik był bardzo silny, wręcz nieludzko silny. Z krzykiem wydostała
się z rowu i pobiegła do baru, skąd zadzwoniła na policję.
W szpitalu, z posiniaczoną i zakrwawioną twarzą, szczegółowo opisała
straszliwe przeżycie. "Zmienił się w piekielną istotę. Nagle ogarnęła go
wściekłość, jakby wypełniło go czyste zło" - powiedziała opuchniętymi
wargami.
Podała rysopis napastnika, co doprowadziło do aresztowania Carignana
jeszcze tego samego dnia. W 1950 roku stanął przed sądem pod zarzutem
zabójstwa z premedytacją Laury Showalter. Rozprawie, prowadzonej w Trzecim Wydziale Sądu Okręgowego dla Terytorium Alaski, przewodniczył
sędzia George W. Folta. Prokuratura miała asa w rękawie: Carignan
przyznał się do winy przed szeryfem Herringiem. Harvey Carignan, uznany
za winnego, został skazany na karę śmierci. W czasie późniejszej
apelacji do Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych sędziowie Reed,
Douglas, Black i Frankfurter orzekli, że skazanie Carignana nastąpiło
wskutek naruszenia tak zwanej reguły McNabba. Przewiduje ona, że sąd nie
może brać pod uwagę przyznania się do winy, jeśli nastąpiło ono w sytuacji, gdy aresztowanego nie postawiono niezwłocznie przed obliczem
właściwego sędziego. Ponieważ naruszono tę zasadę, Sąd Najwyższy
zdecydował, że przyznanie się Carignana nie mogło zostać wykorzystane na
rozprawie jako materiał dowodowy. Dzięki temu Harvey uniknął egzekucji i trafił na piętnaście lat do więzienia. Więźnia numer 22072 przeniesiono
z zakładu karnego Seward na Alasce do więzienia na wyspie McNeil w stanie Waszyngton.
W czasie wywiadu z autorem Carignan oświadczył: "Laura Showalter... Dorcas
Callen? Te nazwiska nic mi nie mówią".
* * *
13 września 1951 roku Carignana przeniesiono do więzienia Alcatraz w Kalifornii, gdzie spędził dziewięć lat. 2 kwietnia 1960 roku zwolniono
go warunkowo. Od jedenastego roku życia, z wyjątkiem kilku lat służby
wojskowej, nigdy nie przebywał na wolności.
Zszedł na ląd na nabrzeżu portowym w San Francisco, ubrany w tani
garnitur, który otrzymał w więzieniu. Stał i patrzył na niewielką
więzienną motorówkę wracającą w stronę tak zwanej Skały, jak powszechnie
nazywa się Alcatraz; u jego nóg leżała torba z rzeczami osobistymi.
Następnie wsiadł do pociągu jadącego do Duluth w stanie Minnesota.
Zamieszkał z jednym z trzech braci przyrodnich, ale 4 sierpnia 1960
roku, zaledwie cztery miesiące po zwolnieniu, został aresztowany pod
zarzutem włamania trzeciego stopnia i napaści z zamiarem popełnienia
gwałtu.
Na szczęście dla Carignana to ostatnie oskarżenie wycofano z braku
dowodów. Gdyby udowodniono mu zamiar gwałtu, wróciłby do więzienia i nigdy go nie opuścił. Jednak naruszył warunki zwolnienia warunkowego i został skazany na dwa tysiące osiemdziesiąt sześć dni w więzieniu
federalnym Leavenworth w stanie Kansas.
Wyszedł na wolność w 1964 roku i szybko przeprowadził się do Seattle,
gdzie 2 marca tego roku zarejestrował się jako zwolniony warunkowo
więzień numer C-5073. 22 listopada 1964 roku szeryf okręgu King
aresztował go pod zarzutem włóczęgostwa i włamania drugiego stopnia.
20 kwietnia 1965 roku znowu zasiadł na ławie oskarżonych i został
skazany na piętnaście lat więzienia w Walla, miejscowości, która wraz z Richland i Kennewick leży na terytorium trzech stanów na
południowo-wschodniej granicy Waszyngtonu i Oregonu.
Przebywając w jednym z najstarszych i najbardziej osławionych więzień w Stanach Zjednoczonych, Carignan zaczął nadrabiać wcześniejsze braki
edukacyjne. Zrobił maturę, uczestniczył w wielu zajęciach akademickich z socjologii i psychologii, pisał prace na temat psychopatii seksualnej,
osobowości paranoidalnej oraz jednostek dobrze przystosowanych do życia
w społeczeństwie. Dużo czytał, uzyskiwał wysokie oceny i studiował
dziennikarstwo - wszystko to robiło duże wrażenie na jego nauczycielach.
Jednak miał również mroczną stronę, która wychodziła na jaw, gdy był
sam. Rozmawiając ze współwięźniami, Harvey fantazjował na temat młodych,
niedojrzałych dziewcząt; miał obsesję na punkcie dziewczęcego ciała.
Często mówił - i utrzymuje to również w chwili, gdy piszę tę
książkę1 - że najbardziej lubi nastolatki, co jest dość
niezdrowym pragnieniem w przypadku człowieka, który ma już
siedemdziesiąt cztery lata.
* * *
Jako mężczyzna w średnim wieku, były więzień o niezbyt atrakcyjnym
wyglądzie Harvey po zwolnieniu z zakładu karnego miał niewielkie szanse
na nawiązanie romansu z nastolatką, więc poślubił niedawno poznaną
Sheilę Moran, rozwódkę z trojgiem dzieci. Miała własny dom w Ballard,
skandynawskiej dzielnicy Seattle, gdzie razem zamieszkali. Sheila,
pochodząca z przyzwoitej rodziny, szybko straciła złudzenia co do nowego
męża, który zadawał się z grupą podejrzanych kreatur. Stale wracał do
domu późnym wieczorem i jeździł samochodem z wariacką szybkością. Kiedy
złośliwie zaatakował starego wuja Sheili, ta spakowała rzeczy, zabrała
dzieci i po prostu uciekła. Harvey zamierzał ją zabić i czekał przez
całą noc z młotkiem w ręku, lecz na szczęście nie wróciła do domu.
Kolejny związek małżeński zawarł 14 kwietnia 1972 roku. Zakochała się w nim Alice Johnson, nieco ograniczona, brzydka kobieta w wieku
trzydziestu kilku lat - naiwna, łatwowierna sprzątaczka bez przyjaciół,
która łudziła się nadzieją, że poznała przyzwoitego, pracowitego
mężczyznę. Alice była wcześniej mężatką i miała dwoje dzieci:
jedenastoletniego syna o imieniu Billy oraz ładną czternastoletnią córkę
Georgię. Harvey wkrótce zaczął na nią patrzeć pożądliwym okiem.
W owym czasie zdołał wydzierżawić od Time Oil Company stację benzynową
sieci Sav-Mor i Alice zauważyła, że dystrybutory paliwa zawsze obsługują
młode dziewczęta. Każda z nich odchodziła wkrótce po rozpoczęciu pracy i na jej miejsce pojawiała się nowa kandydatka, równie młoda i ładna.
Wzbudziło to podejrzenia Alice, a z plotek wynikało, że mąż ma obsesję
na punkcie nastolatek. Podchodził do każdej napotkanej dziewczyny, robił
wulgarne sugestie i uwagi. Kiedy Alice udzieliła mu reprymendy,
skrzyczał ją, zbił jej syna i wyszedł z domu, rzucając na pasierbicę
obleśne spojrzenia, które budziły jej zażenowanie. Nic dziwnego, że
małżeństwo wkrótce się rozpadło.
15 października 1972 roku w pobliżu Mount Vernon w stanie Waszyngton
Carignan zamordował nastolatkę o nazwisku Laura Brock.
* * *
Wstępem do makabrycznych wydarzeń, które nastąpiły później, było
ogłoszenie w dziale "Pracownicy poszukiwani" opublikowane 1 maja 1973
roku w gazecie "Seattle Times". Oferowano pracę w miejscowej stacji
benzynowej i anons zwrócił uwagę piętnastoletniej Kathy Sue Miller. Nie
szukała zatrudnienia dla siebie, tylko dla swojego chłopaka, Marka
Walkera. Rankiem następnego dnia zatelefonowała pod numer podany w gazecie i dowiedziała się ze zdziwieniem, że ogłoszeniodawcę interesują
tylko dziewczęta. Podała swój adres i numer telefonu, a później zgodziła
się na spotkanie po szkole. Umówili się, że ogłoszeniodawca zabierze ją
samochodem sprzed Sears Building w Seattle i zawiezie na stację, gdzie
będzie mogła wypełnić kwestionariusz niezbędny do rozpoczęcia pracy.
Matka Kathy była zaniepokojona. Nie podobało jej się to, że córka podała
telefon obcemu mężczyźnie, a sposób zaaranżowania spotkania wzbudził w niej mieszane uczucia. Szczególnie niepokoiła ją myśl, że Kathy miałaby
wsiąść do samochodu z człowiekiem, którego nigdy wcześniej nie widziała.
Przecież niedawno ukazał się w gazecie artykuł o Laurze Brock, którą
zgwałcono i zamordowano, gdy jechała autostopem.
- Mówię poważnie, Kathy - ostrzegła córkę. - Nie waż się spotykać z tym
człowiekiem.
Kathy zdawkowo obiecała, że tego nie zrobi, po czym wyszła do szkoły,
niosąc pod pachą torbę z podręcznikami.
Tego ranka matka i córka jechały tym samym autobusem. Kathy wysiadła
pierwsza w pobliżu Roosevelt High School, a Mary patrzyła przez brudną
szybę, jak jej śliczna córka idzie śpiesznie w stronę szkoły. W pewnej
chwili dziewczyna odwróciła się, uśmiechnęła i pomachała ręką.
Po południu Kathy wbrew obietnicy danej matce spotkała się z Carignanem
w miejscu, gdzie się umówili. Czekał z narastającą niecierpliwością i kiedy zobaczył wysoką, silną, wysportowaną dziewczynę idącą w jego
stronę, zabiło mu mocno serce. Jej jasne włosy o karmelowej barwie
opadały gęstymi falami do połowy pleców. Miała zielone oczy i jasną
skórę usianą drobnymi piegami. Ubrana w biało-niebieską bluzę, granatową
bluzkę i nylonowe pończochy o niebieskawym odcieniu, zatrzymała się po
przeciwnej stronie ulicy na wprost obserwującego ją Carignana. Pomachała
mu ręką.
Carignan pochylił się i otworzył drzwi obok miejsca dla pasażera. Jednak
Kathy podeszła do samochodu od strony kierowcy i zaczęła rozmawiać z nim
przez okno. Na pierwszy rzut oka Carignan nie robił dobrego wrażenia.
Był brzydkim mężczyzną z dziwnie wypukłym czołem. Miał cofnięty
podbródek i głęboką bliznę nad okiem. Skończył czterdzieści sześć lat,
ale wyglądał znacznie starzej. Jego skórę żłobiły głębokie zmarszczki i miał worki pod oczami. Zwykle na jego twarzy malował się wyraz złości i Harvey z wielkim trudem zdobywał się na uśmiech. Tym razem jednak
zachowywał się wyjątkowo czarująco.
- Cześć! Na pewno nazywasz się Kathy - powiedział, uśmiechając się
szeroko.
Kathy zauważyła dołeczek w podbródku nieznajomego i również się
uśmiechnęła. Gestem zaprosił ją do samochodu.
- Musisz wypełnić formularz, mam go w biurze - oznajmił. - Wskakuj.
Kiedy skończymy, odwiozę cię do domu.
Kathy czuła się niepewnie.
- Mama będzie niezadowolona - zauważyła, gdy Harvey położył dłoń na
dźwigni zmiany biegów.
- Trudno mieć do niej pretensję. Ja też mam dzieci. Mój syn jest żonaty.
Piękny dom, śliczna dziewczyna. Tak, trudno mieć pretensję do mamy, że
jest ostrożna.
Zapewnienia Carignana prawie przekonały Kathy.
- Jest pan pewien, że to okej? - spytała.
- Absolutnie. Obiecuję, że gdy odwiozę cię do domu, przedstawię się
twojej mamie. Wtedy wszystko będzie w porządku.
Kathy Sue Miller była wówczas widziana po raz ostatni. Policja wiedziała
o poprzednich przestępstwach Carignana, dokładnie go przesłuchała i obserwowała przez dwadzieścia cztery godziny na dobę, jednak brakowało
dowodów, by go oskarżyć o porwanie, a cóż dopiero o morderstwo! Później,
w niedzielę 3 czerwca, zwłoki Kathy znalazło dwóch szesnastolatków,
którzy jechali motocyklami przez rezerwat indiański Tulalip na północ od
Everett. Były nagie, owinięte czarną plastikową folią. Znajdowały się w tak zaawansowanym stanie rozkładu, że na początku nie dawało się nawet
określić płci. Po przeprowadzeniu sekcji ustalono, że uzębienie denatki
pokrywa się z dokumentacją stomatologiczną Kathy. Urazy czaszki
świadczyły, że ofiara zginęła wskutek mocnych uderzeń w głowę.
Mimo że odnaleziono zwłoki, "Harv Młotek" zdołał uniknąć aresztowania.
Przeprowadził się najpierw do Kolorado, a później do Minneapolis w Minnesocie, gdzie 4 sierpnia 1974 roku zabił Eileen Hunley. Jej zwłoki
odnaleziono 18 września w okręgu Sherburne. Pytany o to morderstwo,
Carignan powiedział: "Była moją konkubiną i przypuszczałem, że spotyka
się z Murzynem, więc podszedłem do niej na ulicy... Trzasnąłem jej łbem o słup latarni, a potem waliłem głową w kratkę ściekową, aż zdechła.
Później próbowałem nakarmić nią świnie".
* * *
Seria napaści seksualnych na autostopowiczki w stanach Kolorado i Minnesota w drugiej połowie 1974 roku nosi charakterystyczne ślady modus
operandi Carignana. Sprawcą był potężny mężczyzna pasujący do jego
rysopisu - atakował młotkiem. Zginęło co najmniej siedem kobiet, a reszta ofiar odniosła trwałe obrażenia psychiczne i fizyczne.
8 września 1974 roku Carignan wziął do samochodu autostopowiczkę,
zawiózł w ustronne miejsce w pobliżu Mory i zgwałcił. Uderzał ją w głowę
młotkiem i wsadził jej do pochwy trzonek. Pozostawił ofiarę na polu, by
zmarła, jednak kobieta przeżyła. Opisała później napastnika i jego auto.
14 września 1974 roku na parkingu w południowej części Minneapolis
podszedł do kobiety o nazwisku Roxanne Wesley, która miała problemy z samochodem. Zaproponował, że ją podwiezie, by mogła uzyskać pomoc, lecz
zamiast tego zabrał ją w ustronne miejsce w okręgu Carver i kilkakrotnie
zgwałcił. Wsadził jej do pochwy trzonek młotka, uderzał w głowę obuchem
i pozostawił na polu. Ta ofiara również przeżyła i doczołgała się do
szosy, dzięki czemu została uratowana. Później opisała napastnika i charakterystyczne cechy jego samochodu.
19 września 1974 roku dwie nastoletnie autostopowiczki zgłosiły policji,
że zaprosił je do samochodu mężczyzna, który wywiózł je poza miasto i groził, że je zgwałci i zabije. Jedną z dziewcząt uderzył w usta, łamiąc
jej ząb. W końcu udało im się uciec - wyskoczyły z auta, kiedy Carignan
zatrzymał się na skrzyżowaniu. Opis napastnika i samochodu pokrywał się
z relacjami poprzednich ofiar.
Następnego dnia policja z Minneapolis otrzymała skargę dwóch innych
nastolatek. Zeznały, że podszedł do nich mężczyzna, który zaproponował
każdej po dwadzieścia pięć dolarów, jeśli pojadą z nim po samochód do
północnej części stanu Minnesota, a potem pomogą dostarczyć go do
Minneapolis. Dziewczęta oświadczyły, że mężczyzna wywiózł je w odludne,
zalesione miejsce, po czym poprosił, by jedna z nich poszła z nim między
drzewa, gdzie rzekomo stał ów samochód. Nastolatka, która pozostała w aucie, usłyszała po chwili krzyki i pobiegła do pobliskiego domu, by
zadzwonić do biura szeryfa. Drugą dziewczynę znaleziono później
nieprzytomną, z ciężkimi ranami głowy zadanymi młotkiem. Opis napastnika
dokładnie pasował do Carignana.
21 września doszło do podobnej napaści, której ofiara przeżyła, i kilka
dni później Carignan został aresztowany.
* * *
Poniżej publikuję fragmenty aktu oskarżenia obejmującego pięć zarzutów.
Pominięto nazwisko ofiary, trzynastoletniej dziewczyny, by chronić jej
dane osobowe. Dokument, który otrzymałem dzięki uprzejmości prokuratorów
okręgów Minneapolis, nigdy wcześniej nie był publikowany.
Brutalna napaść. Gwałt ze szczególnym okrucieństwem. Molestowanie
seksualne. Zgwałcenie nieletniej. Gwałt ze szczególnym okrucieństwem.
Poszkodowana [...] podróżowała autostopem przez Minneapolis, a oskarżony, prowadzący samochód z częścią mieszkalną, zatrzymał się,
zaprosił ją do samochodu, nawiązał z nią rozmowę, spytał, dokąd jedzie,
i oświadczył, że zawiezie ją bezpośrednio do miejsca, do którego
zmierzała. Następnie zmusił ją do uprawiania seksu oralnego, grożąc, że
uderzy ją w głowę młotkiem, który wyjął ze schowka między siedzeniami
wozu. Zmusił poszkodowaną, by się rozebrała, a potem groził, że "rozwali
jej głowę młotkiem", i próbował wsadzić jego trzonek do pochwy
poszkodowanej. Kiedy stawiała opór, kilkakrotnie uderzył ją młotkiem w okolicę pośladków, jeszcze raz zmusił do seksu oralnego, zawiózł na pole
zboża, gdzie zmusił ją do położenia się na brzuchu, próbował odbyć z nią
stosunek pederastyczny i po raz trzeci zmusił do seksu oralnego.
Następnie oskarżony pozwolił ofierze się ubrać, zawiózł ją do domu
przyjaciela przy Lakeland Avenue 5644 w Crystal w okręgu Hennepin i pozwolił jej wysiąść z samochodu. Oskarżony poinformował ofiarę, że jego
imię to "Paul", a nazwisko "Harvey".
W czasie odrębnych procesów w 1975 i 1976 roku Carignana skazano
zaledwie za dwa morderstwa i kilka innych przestępstw. Otrzymał łączny
wyrok stu lat więzienia oraz dożywocie. W istocie rzeczy może odsiedzieć
zaledwie czterdzieści lat.
* * *
Wiem, gdzie jest pański dom. Wiem, że ma pan młodą, ładną żonę o ciemnych włosach i dwoje dzieci. Jeździ pan srebrnym mercedesem. Ale
dopilnuję, żeby panu ani pana rodzinie nie stało się nic złego. Mam w pańskich stronach przyjaciół, którzy o mnie dbają.
MROŻĄCE KREW W ŻYŁACH POWITANIE HARVEYA CARIGNANA,
GDY AUTOR ODWIEDZIŁ GO W WIĘZIENIU
Harvey Louis Carignan, znany jako "Harv Młotek" albo "Morderca z Działu
Ogłoszeń", przebywa obecnie za ponurymi murami więzienia w Stillwater na
granicy stanów Minnesota i Wisconsin. Jest to największy, ściśle
strzeżony zakład karny w Minnesocie, w którym odsiaduje karę około
tysiąca trzystu dwudziestu pełnoletnich przestępców.
Korespondowałem z Harveyem przez pięć lat i w końcu przeprowadziłem z nim wywiad w czasie widzenia w 1995 roku. Był to pierwszy i jedyny
wywiad udzielony przez "Młotka", odkąd 24 września 1974 roku został on
aresztowany pod zarzutem wielokrotnych gwałtów i zabójstw.
Dusze ludzi takich jak Harvey, którzy popełnili straszliwe zbrodnie,
przypominają zamknięte pokoje pełne sekretów. Ich poznanie wymaga
subtelności. Podchodzę do każdego przestępcy indywidualnie, poświęcam
mnóstwo czasu na analizowanie jego wyjątkowych cech i staram się unikać
depersonalizujących uogólnień opartych na charakterystyce popełnionych
morderstw. Próbuję zrozumieć rozmówcę, ale nie identyfikować się z nim
do tego stopnia, by odgrywać jego dramaty w teatrze własnego umysłu.
Nieustannie staram się zachować równowagę między identyfikacją a analizą.
Aby dowiedzieć się czegoś o innej osobie, należy postawić się na jej
miejscu, rozumieć jej myśli i odczuwać podobne emocje. Kiedy jednak
podążamy często dysfunkcyjnym tokiem myślenia przestępcy, nigdy nie
stajemy się tacy sami jak on. Pozostajemy sobą. Na chwilę zbliżamy się
na tyle blisko, by zrozumieć obce idee i emocje, ale zawsze musimy się
cofnąć, by zachować własny charakter, odtworzyć własne granice moralne i psychiczne.
Co powiedział mi psychiatra Carignana? Otóż wygłosił następującą uwagę:
"Przeprowadzi pan wywiad z Harveyem albo czymś żyjącym w jego głowie.
Pan przeprowadzi wywiad, a Zło przeprowadzi wywiad z panem".
Carignana wezwano na widzenie za pomocą jego prywatnego pagera. Wreszcie
zobaczyłem go po raz pierwszy. Ten morderczy maniak jest potężnie
zbudowanym mężczyzną mierzącym przeszło metr osiemdziesiąt wzrostu. Waży
sto piętnaście kilogramów i wygląda jak goryl. Jest masywny, ma
łysiejącą czaszkę neandertalczyka, ogromne dłonie, bardzo długie ramiona
i potężne, lekko pochylone barki. Patrzy przenikliwie błękitnymi oczami
i mówi cichym, lekko ochrypłym głosem. Na pierwszy rzut oka wydaje się
łagodnym, nawet dobrodusznym olbrzymem, jednak wszyscy wiemy, że takie
pozory mogą mylić. "Młotek" to ucieleśnienie zła, jeden z najsłynniejszych seryjnych zabójców Ameryki, który nawet teraz, w wieku
siedemdziesięciu czterech lat, potrafi bez mrugnięcia okiem wykonywać
przez kwadrans pompki na jednej ręce.
Powoli minęło pięć minut i żaden z nas nie wypowiedział ani słowa.
Carignan wpatrywał się w moją twarz groźnym wzrokiem. Miałem wrażenie,
że jakaś istota z innej planety, może nawet podstępna siła, delikatnie
sonduje mój umysł długimi, giętkimi mackami - zastanawia się, bada,
dotyka, smakuje i wącha. Później na jego wargach pojawił się krzywy
uśmieszek. Harvey lekko rozchylił wilgotne usta, lecz jego twarz była
pozbawiona wyrazu.
Zimny jak lód seryjny morderca okazał się fascynującym przedmiotem
obserwacji twarzą w twarz. To wilk w owczej skórze, w połowie człowiek,
w połowie antychryst, postać jak z najgorszego koszmaru. Później po raz
pierwszy się odezwał.
- Wiesz, Chris, popełniałem przestępstwa, żeby utrzymać w tajemnicy inne
przestępstwa. Zabijałem, żeby nie oskarżono mnie fałszywie o gwałt.
Lody pękły i potwierdziło się moje wcześniejsze przypuszczenie, że
Harvey żyje w świecie zaprzeczeń - częściowo przyznaje się do winy, ale
nie bierze pełnej odpowiedzialności za swoje potworne zbrodnie.
W trakcie wywiadu przyznał się do zgwałcenia i zamordowania młodej
kobiety, ale, jak mówił, to ona go sprowokowała.
Najlepszą ilustracją będzie jego własny opis napaści na dwudziestoletnią
pielęgniarkę, przyzwoitą kobietę, której zepsuł się samochód.
W rzeczywistości zaproponował, że go naprawi, ale oświadczył, że musi
najpierw pojechać po narzędzia. Wepchnął ją do swojego wozu i wywiózł w odludne miejsce, gdzie brutalnie ją zgwałcił i próbował zabić, uderzając
w głowę kluczem do wymiany kół.
Wersja Carignana jest oczywiście zupełnie inna, ponieważ utrzymuje w niej, że kobieta wsiadła do samochodu z własnej woli. Jego relacja
zawiera szczyptę prawdy i mnóstwo kłamstw. Jest jednocześnie niepokojąca
i niesmaczna, jednak świetnie ilustruje psychikę seryjnego mordercy
seksualnego, który, jak się przypuszcza, zabił nawet pięćdziesiąt
kobiet. Opowieść Carignana nie jest przeznaczona dla osób o słabych
nerwach.
Wsiadła, mogła być trochę zdenerwowana, ale nie wydawała się
przestraszona. Podczas jazdy rozmawialiśmy o dziewczynie, z którą
wcześniej się spotykałem i która odeszła, bo nie dałem jej trzydziestu
dolarów, jak co tydzień. Nie była to zapłata, tylko prezent. Kobieta
jadąca ze mną powiedziała, że nigdy nie uprawiałaby seksu za trzydzieści
dolarów - zasugerowała, że dziewczyna, o której opowiadałem, uprawiała
seks za pieniądze; mówiła to pogardliwie. Próbowałem tłumaczyć, o co
chodzi, ale upierała się, że nigdy nie uprawiałaby seksu za trzydzieści
dolarów. Pomyślałem, że chce powiedzieć, że w ogóle nie uprawiałaby
seksu za pieniądze.
Wreszcie wszystko do mnie dotarło. Myślała, że proponuję jej tę samą
kwotę za seks, i odrzucała propozycję. Mimo to nie mówię, że żądała
pieniędzy za seks. Z rozmowy wynikało, że mogła mieć na myśli różne
rzeczy - że nie uprawiałaby seksu za trzydzieści dolarów albo że w ogóle
nie uprawiałaby seksu za pieniądze. Niewiele mnie to wtedy obchodziło,
ta rozmowa wydała mi się ważna dopiero znacznie później, kiedy
próbowałem sobie dokładnie przypomnieć, o czym mówiliśmy.
Kiedy dojechaliśmy do domu przyjaciela, gdzie powinny być narzędzia,
zatrzymałem samochód, zawróciłem i natychmiast odjechałem. Przyjaciel
mówił, że jeśli na podwórku nie stoi jego pikap, ćwierćtonowy chevrolet
z 1973 roku, nie powinienem się tam kręcić, bo jego synowie mnie nie
lubią. Dziwiło mnie to, bo w ogóle ich nie znałem. [Carignan nie miał
żadnych przyjaciół w normalnym znaczeniu tego słowa]. Tak czy inaczej,
odjechałem i zatrzymałem samochód tuż obok szosy. Objąłem ją i chociaż
się zawahała, przysunęła się do mnie, kiedy zwiększyłem nacisk ramienia,
by dać do zrozumienia, czego chcę. Do niczego jej nie zmuszałem; gdyby
nie chciała, mogłaby się nie przysunąć. Po prostu zasugerowałem, czego
chcę, a ona się zgodziła. Pamiętam swoje myśli, jakby działo się to
wczoraj: "Chce tego!". Jednak stale się zastanawiałem, dlaczego tak się
upierała, że nie uprawiałaby seksu za trzydzieści dolarów albo za inną
sumę. Wsunąłem ramię za jej głowę, lekko, delikatnie nacisnąłem szyję, a ona się pochyliła - z własnej woli, nie z powodu nacisku. Potem
rozpiąłem spodnie, wyjąłem penisa, gładziłem go, całowaliśmy się, aż
wreszcie zasugerowałem podobnym naciskiem ręki, że chcę, by go possała.
Zrobiła to.
Kiedy skończyła, powiedziałem: "Wypluj to cholerne świństwo", bo
widziałem, że ma spermę w ustach. Wypluła - ale trzymałem ją na wypadek,
gdyby chciała wyskoczyć i uciec. Nie byłem pewny, czy nie powie, że ją
zmusiłem do zrobienia tego, co zrobiła. Popatrzyła na mnie, dziwnie się
uśmiechnęła - jakbym był głupcem, skoro pomyślałem, że ucieknie - a potem zamknęła drzwi i odjechałem.
Kiedy ruszyliśmy, powiedziałem: "Chcę cię wyruchać. Znam miejsce, gdzie
możemy pojechać!".
"Jak długo nas nie będzie? - spytała. - Muszę wrócić o pierwszej". Była
wtedy jakaś dziesiąta trzydzieści.
Myślałem o pewnym miejscu, ale znajdowało się wiele kilometrów dalej.
Ruszyłem i skręciłem nad jezioro. Kiedy się zatrzymałem, zobaczyłem dom
między drzewami i mężczyznę idącego w naszym kierunku. Zawróciłem i odjechałem. W tym czasie dziewczyna nie próbowała otworzyć drzwi
samochodu i wysiąść.
Naprzeciwko drogi do jeziora była droga prowadząca do wąwozu. Wąwóz
ciągnął się sto pięćdziesiąt albo dwieście metrów od szosy. Kiedy tam
dotarliśmy, poszedłem do bagażnika i wyjąłem niebieski koc [następnie
odnaleziony przez policję], a później rozłożyłem go na ziemi i powiedziałem: "Przygotuj się!". Coś mi się w tym wszystkim nie podobało,
ale była bardzo seksowną kobietą, miała jakieś dwadzieścia lat i chciałem uprawiać z nią seks, zwłaszcza że już coś przecież robiliśmy.
Ściągnęła mi spodnie, zdjęła majtki i położyła się na plecach, z nogami
skierowanymi w moją stronę. Widziałem jej cipkę - była śliczna, ona też
była bardzo piękna. Nie wiem, na czym zależy innym mężczyznom ani na co
patrzą, ale ja zawsze patrzę na cipkę, bawię się nią. Im ładniejsza
cipka, tym większą mam ochotę na seks.
Po prostu się zatrzymałem, żeby pomóc dziewczynie naprawić wóz. Kiedy
wsiadła do samochodu, zamierzałem przywieźć narzędzia. Nie myślałem o seksie, wcale jej nie porwałem. Wszyscy uważają, że te kobiety i dziewczyny to niewiniątka. Zwykle to nieprawda. Każda z nich czegoś ode
mnie chciała, pieniędzy, przejażdżki samochodem albo czegoś, czego nie
ujawniły. Ta nie różniła się od innych. Nie jestem gwałcicielem, samo to
słowo budzi we mnie obrzydzenie.
Cokolwiek mówią, spędziliśmy na polanie cudowne chwile, a potem
oskarżyła mnie, że ukradłem jej z torebki pieniądze. Znowu się zaczyna -
pomyślałem. Zdenerwowałem się bardziej, niż powinienem. Ogarnęła mnie
złość i zacząłem działać nieracjonalnie, bo wystarczyło przecież
powiedzieć, że nie wziąłem żadnych pieniędzy. Kiedy na mnie krzyknęła,
zmieniałem prawe tylne koło swojego samochodu, bo złapałem gumę.
Wrzeszczała, że pieniądze nie należą do niej, i prawie jak wariatka
żądała, żebym je oddał. Później nagle zmieniła ton i powiedziała, że
zamierza kupić nowy samochód i że powinienem jej dać na to dwieście
dolarów, bo inaczej oskarży mnie o gwałt. Do tej chwili spokojnie
dokręcałem śruby koła, ale kiedy zaczęła mi grozić, nie potrafiłem nad
sobą zapanować, wpadłem w szał i walnąłem ją kluczem - nie młotkiem, jak
później zeznała, w co wierzy większość ludzi. Była całkowicie ubrana,
pamiętam tę scenę, jakby to się działo dzisiaj. Upadła na ziemię jak
trafiona w głowę siekierą i zsunęła się powoli do rowu o głębokości
trzech i pół albo czterech metrów, stopami do przodu, a jej brązowy
sweter zawinął się pod pachy. Nie wpadłem w panikę, schowałem klucz do
bagażnika, a ostatnią śrubę do kieszeni. Później odjechałem. Po
piętnastu albo dwudziestu minutach jazdy, jakieś dwadzieścia pięć albo
trzydzieści kilometrów dalej, zdałem sobie sprawę, że nie mogę zostawić
tej kobiety na pewną śmierć i że muszę się dowiedzieć, czy jest ranna,
więc zawróciłem. Kiedy mijałem to miejsce, stało tam kilka samochodów, a na poboczu ciągnik z przyczepą. Ludzie pochylali się nad kimś i wiedziałem, że to ona, więc pojechałem dalej.
Kiedy Harvey skończył mówić, przedstawiłem mu prawdziwy przebieg
wydarzeń. Przypomniałem, że zostawił młodą pielęgniarkę w rowie,
uznawszy ją za martwą, ale ona, leżąc w kałuży własnej krwi po niemal
śmiertelnych uderzeniach w głowę, po kilku godzinach odzyskała
przytomność. Mimo straszliwego bólu przeczołgała się w zapadającym
zmroku półtora kilometra do szosy, gdzie rankiem znalazł ją farmer i wezwał pomoc.
Gdy później Carignan wrócił na miejsce ataku - nie po to, by ratować
życie ofiary, ale ponieważ czuł niepokój, że mogła przeżyć i opisać jego
albo samochód - minął karetkę pogotowia. Młoda kobieta przeżyła, bo
poprzedniego dnia dowiedziała się, że jej siostra spodziewa się dziecka,
i koniecznie chciała je zobaczyć.
Harvey utrzymuje, że był wykorzystywany seksualnie prawie przez każdą
kobietę, z jaką miał do czynienia, w tym przez krewne, opiekunki i nauczycielkę z domu poprawczego. Chociaż w ciągu ostatnich trzydziestu
lat wykorzystywanie seksualne dzieci zostało uznane za częstą patologię
społeczną, nie ma nawet cienia dowodu, że Harvey był molestowany na taką
skalę, jak opisuje.
Możemy jedynie przyjąć, że od dzieciństwa miał pretensję do kobiet, a jego niechęć skupiła się na zaniedbującej go matce, jej rodzinie i przyjaciółkach. Ale być może nie są potrzebne inne dowody, ponieważ
mężczyźni nie zaczynają nienawidzić kobiet bez powodu, więc
niewykluczone, że Carignan mimo wszystko mówi prawdę.
Niedawno oświadczył: "Serdecznie nienawidzę kobiet [...] Zawsze mieszały
mi w głowie swoimi gierkami". Opowieści o wykorzystywaniu seksualnym
mogą mieć pewną wartość, gdy analizujemy jego wcześniejsze życie. Opisy
zawarte w listach Carignana są pełne sprzeczności i niewątpliwie oparte
na fantazjach. Utrzymuje, że był molestowany przez "naprawdę okrutną
kobietę", że sam był biednym, bezradnym chłopcem, a jednak wydaje się,
że ta sytuacja sprawiała mu przyjemność.
Podobnie jak wielu morderców Harvey Carignan miał wyjątkowo trudne
dzieciństwo. Urodził się z piętnem bękarta, był słabym, nerwowym
chłopcem, moczył się w nocy, cierpiał na pląsawicę i w młodości był
nieustannie terroryzowany, tak samo jak brytyjski seryjny zabójca Peter
Sutcliffe.
Utrzymuje, że kobiety wykorzystywały go seksualnie w dzieciństwie, choć
nie ma na to żadnych dowodów. Jednak nie ulega wątpliwości, że matka i pozostałe krewne, w tym ciotki i babka, odnosiły się do niego z pogardą.
Wynikłe stąd szkody psychologiczne mogą w dużym stopniu tłumaczyć
gwałtowną nienawiść Harveya do kobiet. Uważa, że "mieszały mu w głowie",
co może tłumaczyć, dlaczego kaleczył głowy ofiar tępymi narzędziami.
Jego wściekłość była tak wielka, że nie uderzał raz lub dwa razy. Często
masakrował czaszki ofiar z demoniczną, nieludzką siłą.
Zemsta - ściśle biorąc, zemsta na kobietach - stanowiła ważny motyw
przestępstw Carignana, a jego modus operandi był zawsze taki sam. Jednak
w zachowaniu tego mordercy pojawia się dziwaczny rys. Zabijał, z kilkoma
wyjątkami, przede wszystkim starsze kobiety, może symbolizujące matkę,
ciotki i babkę, jednak często pozwalał przeżyć nastolatkom, choć
kaleczył je w straszliwy sposób. W kilku przypadkach nawet odwiózł je do
domu i opatrzył rany. Te niekonsekwentne zachowania można tłumaczyć
pociągiem seksualnym do młodych dziewcząt, do czego otwarcie się
przyznaje.
W ciągu naszej długiej korespondencji Harvey często wspominał o czymś,
co nazywa swoim "sznurem pereł". Sugerował, że ujawnia bezcenne "perły
mądrości" dopiero wtedy, gdy nadchodzi odpowiedni moment.
"Prawda leży w perłach mądrości - oświadczył bez ogródek, po czym dodał:
- Nie zamierzam ujawniać tej części prawdy nawet przez lata". Następnie
zamknął się w sobie i nie chciał odpowiadać na żadne kolejne pytania na
temat swoich zbrodni.
W pozostałej części wywiadu Harvey "Młotek" Carignan podkreślał, że jest
człowiekiem głęboko uczuciowym. Zdobył ogromną wiedzę, studiuje
filozofię, a jego słowa i myśli są godne zainteresowania. Jednak
psychika "Młotka" ma jedną fatalną skazę.
Ten potwór, w każdym znaczeniu tego słowa, spędził większość swojego
bezsensownego życia za kratami, lecz nigdy nie potrafił przyznać się do
winy. To cecha łącząca go z wieloma innymi seryjnymi zabójcami. W każdym
przypadku napaści seksualnej, gwałtu i morderstwa istnieją
przytłaczające dowody winy Carignana, jednak czuje on przymus
psychologiczny, by przerzucać winę na swoje nieszczęśliwe ofiary.
Kiedy zostaje zdemaskowany i wszystkie wymówki okazują się stekiem
łgarstw, cofa się na drugą linię obrony. Podobnie jak wielu innych
przestępców obwinia policję i wymiar sprawiedliwości, utrzymując, że go
wrobiono.
Gdyby zbrodnie Carignana nie były tak liczne i poważne, można by uznać
te wymówki za śmiechu warte i traktować jego listy jako majaczenia
szaleńca, które należy odrzucić lub w najlepszym razie zignorować.
Jednak Harvey nie jest szaleńcem. To, czego nie chce powiedzieć, co
ukrywa między wierszami albo o czym woli zapomnieć, może być w ostatecznym rozrachunku bardziej interesujące, ponieważ jego
patologiczne zaprzeczenia wyrażają prawdziwą naturę Bestii.
W tej chwili Carignan może się ubiegać o zwolnienie warunkowe, bo w stanie Minnesota nikt nie może spędzić przeszło czterdziestu pięciu lat
w więzieniu, niezależnie od liczby popełnionych morderstw.
Harvey ma obecnie przyjaciółkę, z którą prowadzi korespondencję.
Trzydziestoletnią Glorię Pearson skazano za zabójstwo synka, wcześniej
molestowanego przez nią seksualnie. Często wymieniają listy i wydaje
się, że do siebie pasują.
Niniejszy rozdział oparto na wywiadach przeprowadzonych w 1996 roku
przez autora z Harveyem Louisem Carignanem w zakładzie karnym w Minnesocie oraz na wieloletniej korespondencji. Wywiady, udzielone na
wyłączność, zarejestrowano na taśmie magnetofonowej.
Zebrane w niniejszym tomie teksty powstały w 2001 roku. [wróć]
W kazamatach zakładu karnego Sullivan w Fallsburgu w stanie Nowy Jork przebywa najsławniejszy seryjny morderca
stanu, Arthur John Shawcross. Media nazwały go "Potworem znad Rzeki", a ja spytałem, skąd się wziął ten przydomek.
- Bo tam ich zabijałem - odpowiedział. - Nad rzekami budził się we mnie
potwór, i to dość często.
Nazwisko Shawcross jest spokrewnione z łacińskim zwrotem crede cruci i w wolnym tłumaczeniu oznacza "wiarę w krzyż". Wczesne formy pisowni to
Shawcruce i Shawcrosse. W Stanach Zjednoczonych mieszka obecnie około
pięciu tysięcy Shawcrossów; jeszcze więcej jest ich w Wielkiej Brytanii.
Wszystko wskazuje na to, że sir Hartley Shawcross, były prokurator
generalny Wielkiej Brytanii i główny oskarżyciel brytyjski w czasie
procesu w Norymberdze, jest dalekim krewnym seryjnego zabójcy.
Art był bardzo drobnym niemowlęciem; w chwili narodzin ważył niespełna
2,3 kilograma. Dziecko przyszło na świat o czwartej czternaście nad
ranem w środę 6 czerwca 1945 roku w szpitalu amerykańskiej marynarki
wojennej w Kittery - po przeciwnej stronie rzeki Piscataqua leży
Portsmouth w stanie Maine.
Świadectwo urodzenia głosi, że ojcem dziecka był dwudziestojednoletni
kapral Arthur Roy Shawcross, a matką osiemnastoletnia Bessie Yerakes
Shawcross. Rodzice mieszkali w Portsmouth w lokalu numer 5 przy Chapel
Street 28.
Ojciec, znany policji jako bigamista, służył w czasie drugiej wojny
światowej w amerykańskiej piechocie morskiej. Wylądował na wyspie
Guadalcanal z pułkiem artylerii Pierwszej Dywizji, za co otrzymał kilka
gwiazdek upamiętniających udział w bitwach i medali. W lutym 1943 roku,
po zakończeniu operacji oczyszczania wyspy, żołnierzy piechoty morskiej
wysłano na odpoczynek do Australii, gdzie Arthur Roy Shawcross poznał na
potańcówce Thelmę June. W poniedziałek 14 czerwca tego roku wzięli ślub
w Melby w Australii. Thelma urodziła później syna, którego nazwano
Hartleyem na cześć sławnego brytyjskiego imiennika.
W lipcu 1944 roku Arthur Roy Shawcross otrzymał urlop, po czym wrócił do
Stanów Zjednoczonych, gdzie popełnił bigamię - w czwartek 23 listopada
poślubił przyjaciółkę z dzieciństwa, Bessie Yerakes, będącą wówczas w ciąży. Bessie, powszechnie znana jako "Betty", była córką robotników
fabrycznych z Somersworth w stanie New Hampshire. Jej ojciec, James
Yerakes, przyszedł na świat w Grecji, a matka, Violet Libby, pochodziła
z jednego z krajów basenu Morza Śródziemnego. Upłynął zaledwie tydzień
od wypisania Bessie ze szpitala z małym Arthurem, gdy jej męża wysłano
do Watertown w stanie Nowy Jork, żeby dokończył służbę w piechocie
morskiej. Matka z dzieckiem zamieszkali u jego siostry. Po demobilizacji
małżonkowie przenieśli się do niewielkiego domu w malowniczym miasteczku
Brownville niedaleko granicy z Kanadą i jeziora Ontario; jego
mieszkańcy, w liczbie tysiąca dwustu osób, należeli do niższej klasy
średniej.
Mały Arthur był najstarszym z czworga dzieci; troje pozostałych nosiło
imiona Jean, Donna i James. Można uznać, że okazał się czarną owcą wśród
rodzeństwa. W normalnym wieku rozpoczął naukę w szkole Brownville-Glen
Park, jednak wkrótce wyszły na jaw jego problemy osobowościowe. Nie
lubił brata i sióstr, z wyjątkiem Jean; fantazjował, że uprawia z nią
seks.
W wieku pięciu lat Art wyobrażał sobie, że ma dwóch fikcyjnych
przyjaciół. Pierwszy miał na imię Paul i był chłopcem w jego wieku;
drugim była nieco młodsza, jasnowłosa dziewczynka bez imienia. W następnych miesiącach prowadził z nimi długie rozmowy, a koledzy i nauczyciele odnosili wrażenie, że gaworzy sam do siebie.
- Musiałem wymyślić sobie przyjaciół - powiedział autorowi niniejszej
książki. - Chciałem się z kimś bawić, a nikt mnie nie lubił.
Mały Arthur, przezywany przez kolegów "Dziwadłem", był w szkole
wyśmiewany i terroryzowany. Wycofał się do własnego mrocznego świata,
często chodził z klasy do klasy jak we śnie. Starsi chłopcy dręczyli go
przy każdej okazji; krzyczał wtedy i wygrażał im pięściami albo wracał z ponurą miną do domu, gdzie z zemsty znęcał się nad siostrami i młodszym
bratem.
Pedagodzy szkolni zrozumieli, że mają do czynienia z trudnym dzieckiem,
i przeprowadzili wywiad rodzinny. Wkrótce ustalili, że rodzice
rozpieszczają Arthura. Kiedy źle się zachowywał, matka dawała mu
lekkiego klapsa albo zamykała go w pokoju. Szkoła uznała, że również
ojciec traktuje Arthura zbyt pobłażliwie.
Sytuacja stała się poważniejsza, gdy mały Shawcross uciekł z domu.
Oczywiście szybko go tam odstawiono, ale zaczął jeździć do szkoły
autobusem uzbrojony w łańcuch do opon zimowych, którym bił inne dzieci,
jeśli go zaczepiały. Nauczył się, że broń może się okazać skuteczniejsza
od pięści. Tuż przed ósmymi urodzinami Arthura szkoła zleciła ocenę
stanu jego zdrowia psychicznego. Psycholodzy z kliniki psychiatrycznej
okręgu Jefferson uznali, że pani Shawcross przekazuje swojemu "ładnemu,
dobrze ubranemu, schludnemu synowi" niejasne komunikaty emocjonalne.
Wydawało się, że relacje między matką a synem są bardzo skomplikowane:
czasem pani Shawcross traktowała syna jak lalkę, a kiedy indziej
niespodziewanie karała go bez widocznego powodu, co kompletnie
dezorientowało chłopca.
Pani Shawcross wpoiła synowi, że powinien być schludny i czysty; ona i jej mąż, były podoficer piechoty morskiej, narzucili mu staroświeckie
wartości z elementami dyscypliny wojskowej. Arthur musiał mieć idealnie
posprzątany pokój, a ubrania zawsze złożone w kostkę. Najmniejsze
wykroczenie sprawiało, że dostawał lanie lub odsyłano go do sypialni.
Próbując się przypodobać rodzicom, obsypywał ich prezentami, nigdy nie
zapominał o urodzinach albo rocznicach, jednak w dalszym ciągu wydawał
się zagubiony. Zaczął się lękać niespodziewanych hałasów, a dezorientacja powoli zmieniła się w złość. Podkradał matce pieniądze, by
płacić terroryzującym go w szkole kolegom. Z nikim się nie przyjaźnił,
źle traktował młodszego brata i bardzo trudno było wyciągnąć od niego
prawdę, bo zawsze sprawiał wrażenie zastraszonego. Według oceny
psychiatrów Arthur uważał, że matka go odrzuca, a ojciec faworyzuje
rodzeństwo.
Przestał się interesować szkołą, dostawał coraz niższe oceny i stopniowo
stał się jednym z najgorszych uczniów w klasie. Nauczyciele przypisywali
to niewłaściwemu podejściu do nauki, nie niskiemu poziomowi
inteligencji, a silniejsi chłopcy w dalszym ciągu go terroryzowali i prześladowali. W owym czasie zaczął w charakterystyczny sposób mrugać,
co pozostało mu do dziś. Czasem beczał jak jagnię i gaworzył niczym małe
dziecko. Do początku okresu dojrzewania miewał koszmary senne i moczył
się w nocy. Później znowu uciekł z domu, lecz wkrótce odstawiono go do
rodziców, wrzeszczącego i protestującego. Chociaż data nie jest pewna, w tym okresie w domu Shawcrossów doszło do ważnego wydarzenia, które
wywróciło życie rodziny do góry nogami i miało trwałe konsekwencje.
Kiedy Arthur skończył dziewięć lat, jego babka ze strony matki otrzymała
list od Thelmy June z Australii. Thelma zgodnie z prawdą napisała, że
Arthur Roy Shawcross jest jej mężem i że mają dziesięcioletniego syna.
Trudno się dziwić, że kiedy Bessie Shawcross przeczytała list i dowiedziała się o tak długo utrzymywanej w tajemnicy bigamii męża,
wpadła we wściekłość. Zaczęła uprzykrzać mu życie. Arthur,
przewrażliwiony i zdezorientowany, starał się spędzać jak najwięcej
czasu poza domem. Wstydził się za ojca i nie mógł wytrzymać nieustannych
kłótni między rodzicami.
Wymykał się z domu na długie godziny, by spędzać czas z babką, którą
uwielbiał. Chociaż w zasadzie był miłym, grzecznym chłopcem, w tym
okresie ujawniła się mroczna strona jego psychiki. Jego umysł
rozszczepił się na dwie części i naśladował sprzeczne, ambiwalentne pod
względem emocjonalnym zachowania matki.
W 1960 roku, gdy był uczniem siódmej klasy General Brown High School,
dały o sobie znać poważne problemy behawioralne. W wolnych chwilach
torturował drobne zwierzęta, obdzierał ryby żywcem ze skóry i bawił się
ich ciałami. Obserwował cierpienia zwierząt i sprawdzał, jak długo
umierają. Chwytał w sidła króliki i powoli łamał im karki. Łapał
nietoperze, wrzucał do zaparkowanych samochodów i obserwował panikę
kierowców. Przywiązywał do siebie koty, miażdżył wiewiórki i pręgowce,
rzucał strzałkami w żaby przybite do tarczy, wyrywał pióra żywym
kurczętom. Pewnego dnia zaniósł do pobliskiego jeziora worek i wrzucił
go do wody. "Kto mówi, że koty nie umieją pływać?" - powiedział jednemu
z kolegów ze szkoły. Kiedy przerażone zwierzę wydostało się z worka i dopłynęło do brzegu, złapał je i rzucił jeszcze dalej. Po czterech
próbach dotarcia do brzegu kociak wreszcie się utopił.
W okresie młodzieńczego sadyzmu Shawcross przekonał się, że zabijanie
zwierząt ma jedną wadę: ofiary wydawały głośne dźwięki, a ponadto
brudziły mu ubranie ekskrementami i uryną. Aby temu zapobiec, wtykał
liście i inne śmieci do otworów w ich ciałach - dziwna praktyka, która
później stała się częścią jego modus operandi, gdy zabijał kobiety i dzieci. W wieku piętnastu lat przestał być sterroryzowanym słabeuszem i zmienił się w postrach sąsiedztwa, zwłaszcza dzieci. Nie znał strachu,
był bardzo silny i często strzelał z wiatrówki kalibru 22 do
przypadkowych osób. Jeśli zdenerwował go inny nastolatek, bezlitośnie
tłukł go kijem bejsbolowym albo pięściami, czasem do nieprzytomności.
Nikt nie był w stanie nad nim zapanować, a jeśli nauczyciele próbowali
przywoływać go do porządku, wybiegał z klasy, krzycząc: "Mam w dupie tę
pieprzoną szkołę!", albo wypowiadając podobne wulgaryzmy. W wieku
siedemnastu lat, ku wielkiej uldze nauczycieli, zrezygnował z dalszej
nauki. Mając dużo wolnego czasu, zajął się drobnymi kradzieżami.
Przywłaszczał sobie wszystko, co się dało - dokonywał włamań w sąsiedztwie, plądrował domki letniskowe i ukradł pieniądze z kasy stacji
benzynowej, gdzie przez krótki czas pracował. Włamywał się do
miejscowych sklepów, skąd zabierał jedzenie i gotówkę, i prawie
codziennie kradł towary z półek.
W sobotnią noc w grudniu 1963 roku włamał się do sutereny sklepu sieci
Sears Roebuck i został aresztowany przez policję, gdy włączył się alarm.
Sędzia okazał się wyrozumiały i wymierzył młodocianemu przestępcy karę
półtora roku więzienia w zawieszeniu. Shawcross powołał się na
okoliczność łagodzącą, która przekonała sędziego - oświadczył, że
próbował dokonać włamania, by kupić prezenty gwiazdkowe, co było zgodne
z prawdą.
W owym czasie jako nastoletni sadysta, bandzior i włamywacz zaczął się
coraz dziwniej zachowywać. Mówił dziecięcym, piskliwym głosem podobnym
do kwakania kaczki i nabrał dziwnego zwyczaju "chodzenia na wprost".
Pokonywał długie dystanse w linii prostej, nie zważając na jakiekolwiek
przeszkody; chodził sztywno wyprostowany jak żołnierz, przesadnie
kołysząc rękami. Jeden z jego kuzynów opisał te zachowania następująco:
"Podarłby sobie spodnie na drucianej siatce, byle nie skorzystać z furtki kilka metrów dalej. Wszedłby do bagna i ledwo by się wydostał.
Naprawdę ześwirował".
Dwudziestoletniego Shawcrossa, dobrze znanego policji, oskarżono o napaść na trzynastoletniego chłopca, z którym wcześniej pojedynkował się
na kule śnieżne. Wydaje się, że Arthur lubił towarzystwo znacznie
młodszych dzieci; nieraz widywano go bawiącego się w tajemnicy
dziecięcymi zabawkami. Dorastający morderca często ulegał wypadkom. Od
czasu do czasu zdarzały mu się omdlenia, stracił przytomność po skoku o tyczce, doznał pęknięcia czaszki trafiony dyskiem na boisku, spadł ze
szczytu dwunastometrowej drabiny, został porażony prądem wskutek awarii
przełącznika, uderzony młotem kowalskim i potrącony przez ciężarówkę.
Pięciokrotnie przebywał w szpitalu.
Mniej więcej w tym czasie, chociaż data nie jest znana, Arthur poznał
Sarah Louise Chatteron. We wrześniu 1964 roku wzięli ślub w kaplicy
baptystów w Sandy Creek. Potem urodził im się syn, któremu nadali imię
Michael. Jednak szczęście małżeńskie nie trwało długo. Sarah powiedziała
później: "Arthur był bardzo niedojrzały, zawsze udawał, że jest chory
albo ranny, by nie iść do pracy. W łóżku był kiepski. Po prostu do
niczego się nie nadawał". Małżonkowie rozstali się w sierpniu 1966 roku;
Shawcross winił za to Sarah. Skarżył się, że nie chciała z nim uprawiać
seksu oralnego, który bardzo lubił, jednak żadne z nich nie wspomniało o jego nieustannych zdradach.
Znowu samotny, przesiadywał w fast foodach i chodził na potańcówki.
Rozbił swojego podrasowanego pontiaca, a później poznał Lindę Ruth
Neary, z którą zaczął się spotykać, ale w piątek 7 kwietnia 1967 roku
otrzymał powołanie do wojska. Jeśli coś mogło wyleczyć Arthura z problemów psychologicznych, z pewnością była to armia amerykańska.
Dwudziestodwuletni szeregowy Arthur John Shawcross, numer ewidencyjny
52967041, rozpoczął szkolenie w Forcie Lee w Wirginii.
Niedoświadczony rekrut po raz pierwszy zetknął się z wojskowym wymiarem
sprawiedliwości, kiedy sierżant zarzucił mu "leserstwo". Z oficjalnych
akt wojskowych wynika, że Shawcross odpowiedział: "Myśli pan, że co
robię? Walę konia?". Arthura ukarano grzywną w wysokości dwudziestu
siedmiu dolarów za zwracanie się do przełożonego w niewłaściwy sposób.
Zakończył szkolenie rekruckie w Forcie Benning w Georgii; jego
specjalnością wojskową było zaopatrzenie w części zamienne. Kiedy nie
stawił się na służbie w grupie roboczej, został ukarany grzywną w wysokości jedenastu dolarów i pozbawiony przepustek na czternaście dni.
Później pogodził się z dyscypliną wojskową i akta dokumentujące przebieg
służby nie zawierają wzmianek o następnych karach. Testy inteligencji
wskazywały, że jego iloraz inteligencji jest nieco poniżej lub powyżej
średniej. Zachowanie Shawcrossa oceniano jako "średnie", "dobre", lecz
najczęściej "znakomite". Był to pierwszy przypadek jego dobrej adaptacji
w zhierarchizowanym środowisku.
W październiku 1967 roku poślubił w czasie urlopu Lindę Neary, po czym
poleciał samolotem transportowym C-130 do Wietnamu Południowego, gdzie
spędził dość nudny rok, służąc w kompanii zaopatrzeniowo-transportowej
Czwartej Dywizji Piechoty stacjonującej w południowowietnamskim mieście
Pleiku. W tym okresie Wietnam Południowy zmagał się z tak zwaną ofensywą
Tet - siły Wietkongu i armii północnowietnamskiej prowadziły
skoordynowane ataki na prawie wszystkie większe miasta i miejscowości.
Wydawało się, że wojna nigdy się nie skończy; rozciągnięte do granic
możliwości siły amerykańskie potrzebowały każdego żołnierza zdolnego do
służby.
Analiza dokumentacji służby wojskowej wskazuje, że Arthur prawie nie
uczestniczył w działaniach zbrojnych, choć od czasu do czasu mógł się
kryć przed nadlatującym pociskiem z moździerza. On sam opowiada zupełnie
inne historie. Utrzymuje, że stacjonował na Wyżynie Centralnej i był
kimś w rodzaju Rambo, walczył na pierwszej linii frontu. W jednym z listów do autora napisał z wyraźnym entuzjazmem:
Innym razem poszedłem na patrol i zestrzeliłem chłopaka siedzącego na
drzewie. Zabił jednego z naszych szeregowców z amerykańskiego karabinu
M1. To razem trzech. Później, znowu na petrolu [sic], rozwaliłem w rzece dwie kobiety, które zabiły dwóch żołnierzy amerykańskich. Miały
mapę głównego obozu, karabiny AK-47, amunicję, żywność i 280 tysięcy
dolarów w pasach na pieniądze. Podzieliłem się forsą z kilkoma kolegami,
zniszczyłem AK i amunicję, zabrałem resztę rzeczy do obozu. Trupy
spłynęły z prądem rzeki.
W innej rękopiśmiennej relacji dawny "Rambo" opisał kolejne popełnione
przez siebie zbrodnie wojenne. Te niesmaczne opowieści należy traktować
z przymrużeniem oka.
Zastrzeliłem kobietę, która ukryła amunicję na drzewie. Nie umarła od
razu. Związałem ją, zaknyblowałem [sic], a potem przeszukałem
okolicę. Znalazłem w chacie inną dziewczynę, miała mniej więcej
szesnaście lat. Ogłuszyłem ją kolbą karabinu i zaciągnąłem w miejsce,
gdzie była pierwsza dziewczyna. W chacie było dużo ryżu, amunicji i innych rzeczy. Przywiązałem młodszą do drzewa, ciągle zakneblowaną,
związałem jej nogi. Nic nie mówiły. Miałem bardzo ostrą maczetę.
Poderżnąłem starszej gardło. Później uciąłem jej głowę i umieściłem na
drągu przed chatą.
Dziewczyna przy drzewie zsikała się i zemdlała. Rozebrałem ją [...]
Najpierw wylizałem jej cipkę. Nie rozumiała, co robię, ale jej ciało
rozumiało! Rozwiązałem ją, a potem przywiązałem do dwóch mniejszych
drzew [...] Kilka razy mdlała. Naciąłem ją delikatnie od szyi do
cipki. Wrzasnęła i zesrała się. Wziąłem M-16, odbezpieczyłem,
przystawiłem lufę do głowy i nacisnąłem spust. Odciąłem głowę i umieściłem na drągu w miejscu, gdzie czerpali wodę.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki