Podziękowania
Podziękowania zamieszczone w książce to
jedyna jej część, w którą wydawca i redaktor nie mogą ingerować. Mimo to
postanowiłem zdobyć przychylność swojego redaktora, Toby'ego Buchana, i zadedykowałem tę książkę właśnie jemu. Ach, Toby, jesteś fantastyczny!
Składam Ci serdeczne podziękowania za ciężką pracę, poświęcenie i wsparcie, którego mi udzielałeś w trakcie pracy nad wieloma książkami
publikowanymi na przestrzeni lat. Masz anielską cierpliwość. Dziękuję
wydawcom i całemu zespołowi wydawnictwa John Blake/Bonnier. Nawiązaliśmy
współpracę w 2003 roku, kiedy niestrudzony John Blake podpisał ze mną
umowę na napisanie Rozmów z seryjnymi mordercami. Była to pierwsza w dziejach książka z zakresu literatury faktu, w której pozwolono autorowi
zamieścić wiele autentycznych wypowiedzi zbrodniarzy. Oparłem ją na
licznych sfilmowanych i wyemitowanych w telewizji wywiadach, jakie
przeprowadziłem w poprzednich latach z maniakalnymi mordercami. Było to
kontrowersyjne posunięcie. Zaproponowałem książkę dwóm firmom:
wydawnictwu Virgin i Johnowi Blake'owi. Virgin - mój wcześniejszy
wydawca - natychmiast ją odrzucił; poinformowano mnie, że zawartość może
wytrącić z równowagi starszych czytelników. Natomiast John z entuzjazmem
przyjął propozycję. Następnego dnia skontaktowało się ze mną wydawnictwo
Virgin, które zmieniło zdanie, ale cóż - książka została już sprzedana.
Od tamtej pory współpracuję z Johnem Blakiem.
Wspominam tutaj mojego mentora, Robina Odella, autora specjalizującego
się w przestępczości, który napisał ze mną kilka książek, gdy zaczynałem
karierę pisarską. Był tak miły, że za każdym razem wyrażał zgodę, by
moje nazwisko wymieniano na pierwszym miejscu; mam wobec Robina ogromny
dług wdzięczności. Dziękuję również dawnemu producentowi moich filmów
dokumentalnych, Frazerowi Ashfordowi, który wyprodukował
dwunastoodcinkowy The Serial Killers. Był to mój pierwszy film
telewizyjny. Mógłbym z łatwością napisać książkę o ekscytujących
przygodach, które razem przeżyliśmy. Frazer pozostaje do dziś jednym z moich najlepszych kumpli.
Aby zakończyć podziękowania związane z tematyką zawodową, chciałbym
wyrazić wdzięczność mediom - zarówno prasie, jak i telewizji, w tym
telewizyjnym działom bieżących wiadomości - nie tylko za pomoc w promowaniu moich książek, ale również za zapraszanie mnie do udziału w filmach dokumentalnych i publikowanie moich artykułów. Nie jestem w stanie wyliczyć wszystkich osób i instytucji. Nie mam na myśli jedynie
wartości promocyjnej współpracy z mediami: często udzielały mi wsparcia
w czasie prób rozwiązywania dawnych spraw kryminalnych albo w trakcie
pracy nad innymi, równie ważnymi kwestiami. Nie mogę zamieścić listy
nazwisk, ale wszyscy wiedzą, o kogo chodzi. Dziękuję.
Przejdźmy do organów ścigania. Amerykańskie służby są bardzo chętne do
współpracy; mam na myśli FBI, United States Marshals Service,
Departament Policji stanu Floryda i niezliczone inne instytucje stanowe,
okręgowe i miejskie. Współpraca z nimi to prawdziwa przyjemność,
podobnie jak z policją rosyjską i dalekowschodnią. Niestety, nie mogę
tego powiedzieć o brytyjskich organach ścigania, które działają nieco
schematycznie. Owszem, współpracują, jeśli uważają to za opłacalne; i w takich przypadkach jest to korzystne dla obu stron, ale mimo to w dalszym ciągu nie rozumieją, że praca wykonywana przez nas, pisarzy,
może się okazać bezcennym narzędziem śledczym.
Jeśli chodzi o podziękowania o charakterze osobistym, chciałbym
przekazać wyrazy wdzięczności swojej filipińskiej partnerce Maui.
Pisanie na temat przestępczości i studia z tym związane sprawiają, że
wkraczamy do mrocznej krainy, a Maui wniosła światło do mojego życia.
Niechaj ją Bóg błogosławi. Kocham Filipińczyków i ich kraj; wspominam o tym w dalszej części książki. Mam również dużo sympatii do Rosji.
Uważam, że my, ludzie Zachodu, staliśmy się za bardzo materialistyczni,
więc wizyta na Filipinach natychmiast sprowadza mnie na ziemię. To
szczęśliwi ludzie, zawsze uśmiechnięci mimo biedy, którą muszą znosić.
Maui i ja staramy się pomagać - czasem oznacza to odbudowanie kilku
domów w slumsach zniszczonych przez pożar, podłączenie elektryczności,
dostarczenie lamp, wiatraka elektrycznego, przy którym można się
chłodzić w upalne dni, jedzenia, mundurków szkolnych dla dzieci (tak
właśnie było po dwóch niedawnych pożarach w Lapu-Lapu). To mój skromny
sposób wyrażenia wdzięczności. Jak widzicie, część tantiem otrzymywanych
przeze mnie za książki jest przeznaczana na szczytne cele.
Zawsze pamiętam o Claire i moim synu Jacku. Dziękuję również
przyjaciołom z Facebooka. Oto ich lista: Clive, Jon, mój współautor
BitCoin Pete, Gary Roberts, Boris, Steve, Karl, Jay, superfantastyczna
Hollie, Wayne i jego żona Sherri, Jennie, nazywana "The Admiral's Car
Crash Magnet", Paul "Dinger" Bell, moja siostra Lizzie i jej mąż Jim,
Laura-Dee i moi bratankowie, zdumiewająca była Miss World Ann Sidney,
Victoria Redstall, Yang Lu, Denis Claivaz, Linda Newcombe, Immy Jj i jej
mąż Steve, Wilf, Robert Pothecary, Christopher Grist Marlow i Riki Read.
A także, wymienieni na końcu, ale nie mniej ważni: mój drogi przyjaciel
Martin "Master Chef", wielebny Chris Richardson oraz ksiądz John
Maunder.
Gorąco polecam Hospitality and Travel, Cathay Pacific, Oman Airlines i Philippine Airlines (nie, nie, nikt mnie nie sponsoruje!).
Międzynarodowy port lotniczy w Omanie to znakomite miejsce na przesiadkę
w drodze do portu lotniczego im. Ninoya Aquino w Manili.
Jeśli odwiedzicie Filipiny, radzę pojechać taksówką do Oxford Suites
Hotel przy Burgos Street w Makati. Przepiękne miejsce, świetna obsługa i bardzo przystępne ceny. W Cebu City warto się zatrzymać w hotelu Park
Lane International. Jest również doskonały, tani i ma najlepszy bufet na
świecie. Poza tym trzeba odwiedzić wyspę Palawan i El Nido. Świetny
hotel Casa Kalaw z pięknymi piaszczystymi plażami i rozkołysanymi
palmami znajduje się zaledwie kilka minut drogi od lotniska
obsługiwanego przez Swift Air - kolejną pierwszorzędną linię lotniczą.
Chociaż Casa Kalaw jest dość drogi, spędzicie tam wakacje marzeń.
Przekazałem już wyrazy wdzięczności wybranym osobom i dorzuciłem kilka
rad na temat urlopu. Pozostaje mi tylko podziękować Czytelnikom, że
kupili moją książkę. Teraz pora się zająć odrażającymi mordercami.
Życzę szczęścia,
Christopher Berry-Dee
Przedmowa
Bramy piekieł wyglądają strasznie, prawda?
E.A. BUCCHIANERI, AUTOR FAUST: MY SOUL BE DAMNED FOR THE WORLD
Nie jestem głupi, nie jestem głupi, kurwa. Policja mówi, że popełniałem
zbrodnie. Lekarze mówią, że coś mi się pokręciło we łbie [...], więc
oddajcie mi mój mózg, oddajcie mi moją inteligencję, bo odbieracie mi
wiarę we wszystko.
PETER SUTCLIFFE, ZNANY JAKO "ROZPRUWACZ Z YORKSHIRE", W ROZMOWIE Z AUTOREM W SZPITALU BROADMOOR
Witaj, Drogi
Czytelniku! Mam nadzieję, że jesteś w świetnej formie fizycznej i psychicznej - choć ta druga może się znacznie pogorszyć, kiedy dotrzesz
do ostatniej strony tej książki. Nowym rozmowom z psychopatami powinno
towarzyszyć ostrzeżenie, że mogą być szkodliwe dla zdrowia. Nie
czytajcie dalej, jeśli macie słabe nerwy albo zamierzacie zjeść kolację.
Wyobraźcie sobie, jak byście się czuli, gdybyście nie mieli moralności i duszy, nie znali współczucia ani litości, a ludzie nie budziliby w was
żadnych emocji. Zastanówcie się, jak czuje się psychopata i morderca
seksualny, który nie panuje nad swoją skłonnością do przemocy i musi
zadawać potworny ból, torturować niewinne ofiary: niemowlęta, dzieci,
starców, ludzi słabych i bezbronnych. W głowach sadystycznych morderców
seksualnych, którzy zabijają dla przyjemności, zamiast sumienia jest
tylko złowroga czarna dziura. Seryjni mordercy są zupełnym
przeciwieństwem uczciwych, honorowych ludzi. To tchórze, brak im silnej
woli i zasad moralnych, są niszczycielscy, złośliwi. Czują
niezadowolenie ze swojej sprawności seksualnej i podświadomie pragną się
zemścić za rzekome niesprawiedliwości i krzywdy, jakie wyrządziło im
społeczeństwo. Co gorsza, wielu z tych potworów snuje mroczne plany, by
znowu zabijać.
Leży obok mnie zaczytany egzemplarz książki When I Was at Scotland
Yard nadkomisarza Jamesa Berretta, opublikowanej w 1932 roku. Berrett
zaczyna przedmowę od następującej uwagi: "Przestępstwa budzą powszechne
zainteresowanie. Zawsze tak było i będzie. Dla milionów zwykłych ludzi
stanowią symbol tego, co niezwykłe, pogardzane, ale fascynujące. Lubimy
czytać i słuchać o zbrodniach". Słowa te napisał wybitny, wielokrotnie
odznaczony oficer policji o długoletnim stażu służbowym i jego opinia
jest prawdziwa również dzisiaj. James Berrett kończy przedmowę
następująco: "A teraz spróbuję dostarczyć Czytelnikom rozrywki". Mówiąc
żartobliwie, ja również spróbuję dostarczyć Czytelnikom rozrywki. Mam
nadzieję, że się nie zawiedziecie.
Seryjnym mordercom i ich zbrodniom poświęcono tysiące książek, artykułów
w czasopismach i prasie, rozpraw naukowych, kompendiów, haseł w Wikipedii, stron internetowych, filmów dokumentalnych i fabularnych.
Takich materiałów jest mnóstwo; dość często istnieje co najmniej
dwadzieścia lub trzydzieści publikacji dotyczących jednego przestępcy.
Nie ma w tym nic złego. Seryjni mordercy to zjawisko stosunkowo rzadkie
i pisarze zajmujący się nimi są często oskarżani o to, że odgrzewają
stare tematy. Oczywiście każdy ma prawo do swojego zdania, a my,
pisarze, musimy szanować opinie krytyków, ale warto, by była to krytyka
rzeczowa, nie zaś histeryczne zarzuty laików, przede wszystkim ludzi,
którzy nigdy nie spotkali seryjnego mordercy, a cóż dopiero mówić o napisaniu trzydziestu siedmiu książek na temat ich zbrodni, tak jak ja w ciągu kilku dekad.
Pozytywną cechą ponownych opisów dawnych przypadków jest to, że pisarze
spoglądają na historię przestępczości z różnych punktów widzenia, co
powiększa naszą wiedzę kryminologiczną, zwłaszcza gdy na światło dzienne
wychodzą nowe materiały.
W tej książce zajmuję się na przykład Peterem Kürtenem, jednym z najbardziej znanych seryjnych morderców. Cóż, zanim sięgniecie po pióro,
by napisać list zatytułowany "Znowu to samo!", pozwólcie mi wyjaśnić, że
nie chodzi o ponowne relacjonowanie tych samych wydarzeń, tylko o zrozumienie psychiki zabójców - a nie są to sympatyczni ludzie.
Aby rozumieć seryjnych morderców, studiować ich, rozmawiać z nimi albo
prowadzić przesłuchania, należy umieć myśleć tak jak oni. Nie wystarczy
stać na krawędzi otchłani i spoglądać w dół - trzeba skoczyć w mrok i wczuć się w pokręcone umysły. Wtedy się z nami identyfikują, a my ich
rozumiemy. Nie jest to przyjemne, bo żyją w cuchnącym, piekielnym
świecie śmierci.
Kiedy rozmawiamy z tymi potwornymi zbrodniarzami, czasem spoglądają na
nas nieruchomym wzrokiem. Czują nasz zapach, poznają lęki i słabości.
Niekiedy miałem wrażenie, że zapuszczają w głąb mojej głowy lepkie
macki. Przypominają nieruchome jaszczurki obserwujące zdobycz, a jeśli
wytrącimy ich z równowagi, emanuje z nich piekielna nienawiść.
Jeśli popełnimy błąd, powiemy coś niewłaściwego, mogą wpaść we
wściekłość i urwać nam głowę. Kiedy mamy do czynienia z tymi
niebezpiecznymi ludźmi, w każdej chwili grozi nam śmierć.
Często tak się czułem, przebywając w niewielkiej zamkniętej celi sam na
sam z przestępcami, którzy nie byli zakuci w kajdany. Gdyby wpadli w szał, mogliby mnie zabić, nim strażnicy zdążyliby otworzyć drzwi. A zabójstwo w więzieniu w niczym by im nie zaszkodziło - nie wpłynęłoby na
długość kary ani status w celi śmierci, prawda? Z tego powodu wszystko
sprowadzało się do wyczucia psychologicznego. Oni oceniali mnie, ja ich,
a ponieważ mordercy różnią się od siebie pod względem psychologicznym,
gra wzajemnych interakcji była za każdym razem inna.
Wielu zabójców, z którymi rozmawiałem, przechwalało się, śmiało i chichotało, gdy opisywali szczegóły swoich potwornych zbrodni. Byli
zachwyceni, że zdobyli sławę. Rozkoszowali się nią. Inni seryjni
mordercy patrzyli wściekłym wzrokiem, warczeli i zachowywali się tak,
jakby chcieli powiedzieć: "Nie próbuj żadnych gierek!". Usiłowali zdobyć
nade mną władzę, straszyć, grozić i terroryzować.
Nigdy nie robiło to na mnie wrażenia, ponieważ to w gruncie rzeczy
słabi, żałośni, mali, tchórzliwi ludzie. Sztuczka polega na tym, by
popatrzeć na nich z kamiennym wyrazem twarzy i spytać: "I co z tego?",
jednocześnie myśląc: "Co za dupek...". Po chwili to do nich dociera.
Koniec kropka! Zdają sobie sprawę, że ich gadanina nie robi na nas
żadnego wrażenia. Wyobrażają sobie, że panują nad sytuacją, ale tak
naprawdę to my nad nią panujemy. Siedzą za kratami, a my jesteśmy wolni.
Jedzą nędzne więzienne żarcie, a my chodzimy do dobrych restauracji na
smaczny obiad i zimne piwo. Ich następne wakacje to godzinny spacer, a my pojedziemy na piękne wybrzeże, zobaczymy lazurowe morze i rozkołysane
palmy (oczywiście na Filipinach!).Właśnie o tym jest ta książka.
Spróbuję przeanalizować psychikę kilku psychopatycznych morderców, by
pokazać Czytelnikom, jak funkcjonują ich umysły i jak stali się tym, kim
są. A także co czują - jakie mordercze myśli ich ekscytują i co się
dzieje w ich głowach po dokonaniu zbrodni. Bądźcie przygotowani na szok,
a czasem na uśmiech.
Przepraszam, że nie pisałem przez miesiąc. Byłem bardzo zajęty, a w telewizji pokazują dużo piłki nożnej. [...] Stres?! O kurwa! Stres
siedzi w mojej głowie, więc dobrze go znam! Właśnie tam mieszka
pierdolony stres! Lekarz mówi, że z moją głową jest wszystko w porządku,
pierdolona pizda!
ROZKUTY, JEDNONOGI MORDERCA I PORYWACZ MICHAEL SAMS, GDY STRACIŁ
PANOWANIE NAD SOBĄ W CZASIE ROZMOWY Z AUTOREM W WIĘZIENIU FULL SUTTON W WIELKIEJ BRYTANII
Niniejsza książka prowadzi Czytelnika "drogą śmierci" do mrocznego,
opustoszałego skrzyżowania, gdzie dochodzi do krwawej zbrodni, często w nocy. Bohaterami są niewinni ludzie, którzy leżą martwi w płytkich,
zapadających się grobach, a także ludzkie bestie, które aresztowano,
osądzono i skazano; niektórzy zginęli na krześle elektrycznym, inni
otrzymali śmiertelny zastrzyk, a jeszcze inni zawiśli na szubienicy.
Przeprowadziłem wywiady z ponad trzydziestoma maniakalnymi zabójcami,
którzy dusili ofiary, zarzynali, podpalali, masakrowali, wstrzykiwali
żrące substancje; stosowali prawie wszystkie metody zadawania śmierci. W publikacji tej próbuję pokazać Czytelnikom bramy piekła - leżą one
bardzo daleko od bram nieba. Nie jest to lektura dla ludzi o słabych
nerwach i nie nadaje się do czytania do poduszki, ponieważ staram się
uświadomić Czytelnikom, jak funkcjonuje psychika ludzi będących
wcieleniem czystego zła.
Moi lojalni Czytelnicy wiedzą, że nie przebieram w słowach - nie
okraszam swoich książek bełkotem psychologicznym, jakim posługują się
psychiatrzy, którzy wymądrzają się na temat seryjnych zabójców, choć
nigdy nie rozmawiali z przestępcą i ich jedyny związek z kryminologią to
prowadzenie zajęć uniwersyteckich w tweedowych marynarkach, spodniach z diagonalu i podniszczonych półbutach.
Mówię prawdę. Przemawiam w imieniu ofiar torturowanych przez bezlitosne
bestie. Przemawiam w imieniu najbliższych krewnych, którzy stracili
bliskich. Przemawiam w imieniu policjantów, którzy muszą badać budzące
litość, zmasakrowane ciała wyrzucone jak śmieci gdzieś na odludziu.
Oczywiście możecie się ze mną nie zgadzać. Możecie wybaczyć mordercy
seksualnemu, który porwie na ulicy waszą żonę, partnerkę albo dziecko,
zgwałci, zabije i wyrzuci do przydrożnego rowu. Niewątpliwie kiedyś
zapomnicie o smutku, może nawet zaczniecie się modlić za duszę bestii.
Jednak większość reaguje inaczej i pragnie, by potwór jak najszybciej
poniósł śmierć.
A zatem zaczynajmy. Zaprowadzę Was łagodnie na skraj przepaści i zepchnę
w dół, żebyście mogli porozmawiać z seryjnymi mordercami. Ale najpierw
udamy się na tropikalne Filipiny.
Wstęp
Uciec i siedzieć spokojnie na plaży - tak wyobrażam sobie raj.
EMILIA WICKSTEAD, NOWOZELANDZKA PROJEKTANTKA MODY
Każdy projekt, każda książka, każdy
rysunek, każdy wiersz i prawie wszystko, co robimy, zaczyna się od
pustej stronicy. Ta książka nie jest wyjątkiem. W tej chwili siedzę na
leżaku na oświetlonej słońcem werandzie domu w moim ulubionym kurorcie
na Filipinach - obok stoi duża szklaneczka lodowatego ginu z tonikiem i leży grube cygaro. Biały piasek parzy stopy nawet w cieniu palm
kokosowych. To raj, zupełnie inny niż zatłoczona Manila, ale nawet tutaj
wszędzie widać uzbrojonych policjantów. Patrolują kurort przez
dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, trzysta
sześćdziesiąt pięć dni w roku... Kilkaset metrów od brzegu na wodzie
spokojnego morza Sulu leniwie kołysze się policyjna motorówka. Łagodne
fale lśnią jak brylanty, za wyspami i wapiennymi klifami zachodzi
słońce. Są tu rafy koralowe, zaciszne laguny, a w wodzie roi się od ryb.
Palawan to raj na Ziemi.
Zapomnijcie o prawach człowieka. Jeśli zostanę prezydentem, będę robił
to samo, co robiłem jako burmistrz. Dilerzy narkotyków, bandyci i lenie,
lepiej się wynoście! Zabiję was i rzucę do Zatoki Manilskiej rekinom na
pożarcie!
RODRIGO DUTERTE W CZASIE KAMPANII PREZYDENCKIEJ W 2016 ROKU, OSTRZEŻENIE
WOBEC BARONÓW NARKOTYKOWYCH
Rodrigo "Rody" Roa Duterte dotrzymał słowa. Zabójcy i handlarze
narkotyków są traktowani na Filipinach naprawdę bardzo surowo.
Cudzoziemscy kryminaliści działający na Dalekim Wschodzie i w Azji
Południowo-Wschodniej nie powinni myśleć, że im się upiecze, bo pochodzą
z Zachodu...
Pieprzę to, nie będę prosił o łaskę. Nie powieszą mnie. Jestem
Brytyjczykiem.
JOHN SCRIPPS W WIĘZIENIU CHANGI W SINGAPURZE NA CZTERY DNI PRZED
EGZEKUCJĄ PRZEPROWADZONĄ 19 KWIETNIA 1996 ROKU
John Martin Scripps, znany jako "Turysta z Piekła", urodził się w Wielkiej Brytanii. Dokładnie opisałem jego zbrodnie w książce Rozmowy z seryjnymi mordercami. Był zabójcą i handlarzem narkotyków działającym z pobudek materialnych; w piątek 19 kwietnia 1996 roku powieszono go w Singapurze między dwoma tajlandzkimi bandytami. Byłem w Singapurze w czasie jego egzekucji i kremacji. Nie pozwolił się zważyć przed
egzekucją, co spowodowało, że kiedy go powieszono, głowa prawie oderwała
się od ciała.
Oczywiście Scripps doskonale zdawał sobie sprawę, że może zostać
powieszony za przestępstwa narkotykowe popełnione w Singapurze i brutalne poćwiartowanie południowoafrykańskiego biznesmena Geralda
Lowe'a w singapurskim hotelu Riverview. W Phuket w Tajlandii zamordował
Sheilę i Darina Damude'ów, matkę i syna, za co zgodnie z miejscowym
prawem mógłby zostać rozstrzelany. Mimo to popełniał zbrodnie, nie
przejmując się grożącymi mu konsekwencjami.
Cóż, moim zdaniem zasługiwał na swój los, ponieważ już wcześniej
popełnił kilka morderstw w innych krajach. Nadinspektor Gerald Lim,
prowadzący śledztwo w jego sprawie, powiedział mi: "W Singapurze
wszędzie wiszą ostrzeżenia, że jeśli ktoś złamie nasze prawa dotyczące
narkotyków albo dokona zabójstwa, zostanie skazany na śmierć niezależnie
od wieku, płci, rasy, pochodzenia i wyznania". W gruncie rzeczy Scripps
sam się powiesił. Władze Singapuru po prostu dostarczyły linę!
W Wielkiej Brytanii jesteśmy bardziej wyrozumiali wobec seryjnych
morderców. Nowoczesne zakłady karne, wszelkie wygody, dobre wyżywienie,
opieka zdrowotna, telewizja, internet, swobodny dostęp do narkotyków,
które w więzieniu łatwo zdobyć - a jednak osadzeni nieustannie się
skarżą.
Weźmy na przykład Joanne Dennehy, której poświęciłem książkę A Love of
Blood. W ciągu kilku dni zasztyletowała trzech mężczyzn; lały się przy
tym potoki krwi. Nie wystarczyło jej to: zaatakowała w biały dzień dwóch
następnych mężczyzn - przypadkowe osoby wyprowadzające psy na spacer.
Jedna z ofiar odniosła przeszło czterdzieści ran, przeżyła kilka lat, po
czym zmarła. A co się teraz dzieje z Dennehy?
Panna Dennehy korzysta z wszelkich luksusów w brytyjskim więzieniu
Bronzefield, prowadzonym przez prywatną firmę. Po trafieniu za kratki
dwukrotnie podejmowała próby ucieczki, usiłowała zamordować inną
osadzoną i planowała odciąć palec strażniczce. Spędziła wiele miesięcy w pojedynczej celi, za co bez powodzenia próbowała pozwać na koszt
podatników rząd brytyjski za łamanie Europejskiej konwencji praw
człowieka. W chwili pisania niniejszej książki ubiega się o zapomogę w wysokości 7000 funtów - znowu na koszt podatników - by poślubić swoją
lesbijską partnerkę z więzienia.
Cóż, niewiarygodne, ale prawdziwe! Mamy się dołożyć do tortu i sukni
ślubnej morderczyni!
Społeczeństwo tworzy reguły, których musimy przestrzegać dla wspólnego
dobra. Jeśli je łamiemy, grozi nam chaos.
Jeśli ktoś lekceważy znak drogowy nakazujący zatrzymanie się albo
czerwone światło, może się spodziewać mandatu. Jeżeli popełnia
morderstwo z premedytacją, musi się liczyć z karą śmierci. Poważne
przestępstwo ma poważne konsekwencje. To jednostka podejmuje te decyzje,
nie ja!
NOWOJORSKI SĘDZIA THOMAS M. STARK (1925-2014) W ROZMOWIE Z AUTOREM WE
WRZEŚNIU 1974 ROKU
Christopher Berry-Dee,
Southsea, Hampshire, Wielka Brytania;
El Nido, Palawan, Filipiny
Rozdział 1
Seryjny morderca - kto to taki?
Uważam, że charakter człowieka można ulepszyć tylko w jeden sposób -
zadając mu śmierć.
CARL PANZRAM, AMERYKAŃSKI SERYJNY MORDERCA, GWAŁCICIEL, PODPALACZ,
BANDYTA I WŁAMYWACZ (1882-1930)
Od czasu do czasu czytam książki lub
artykuły, w których seryjni mordercy są błędnie nazywani masowymi
mordercami. Oba te pojęcia mają różne znaczenia.
Słownik języka angielskiego Collinsa definiuje serię jako "ciąg
powiązanych ze sobą rzeczy lub zdarzeń, zwykle ułożonych w pewnym
porządku", natomiast "masowość" w odniesieniu do morderstw oznacza
zabijanie en masse.
Większość Czytelników wie, kim jest seryjny morderca, ale warto
przypomnieć definicję. Jest to zbrodniarz, który popełnił trzy lub
więcej zabójstw w pewnych odstępach czasu - przerwy mogą trwać dni,
tygodnie, miesiące, a nawet lata.
Masowy morderca (ang. mass murderer) zabija w jednym miejscu wiele
osób, podobnie jak Ronald "Butch" DeFeo junior. W wieku dwudziestu
trzech lat, uzbrojony w karabin Marlin, w nocy z 13 na 15 listopada 1974
roku wystrzelał całą swoją sześcioosobową rodzinę, gdy spała w domu przy
Ocean Avenue 112 w Amityville na Long Island. W przypadku masowych
morderców zabójstwa są popełniane jedno po drugim, w krótkich odstępach.
Inny przykład masowego mordercy to Dylann Storm Roof, terrorysta o twarzy cherubina i zwolennik supremacji białej rasy. W środę 17 czerwca
2015 roku zastrzelił z pistoletu Glock dziewięciu uczestników
nabożeństwa w Emanuel African Methodist Episcopal Church w Charleston w Karolinie Południowej.
Zupełnie innym typem przestępcy jest człowiek wpadający w morderczy amok
(ang. spree/rampage killer). Amerykańskie Biuro Statystyczne
Departamentu Sprawiedliwości definiuje takiego sprawcę jako osobę, która
zabija co najmniej dwie ofiary w różnych miejscach w krótkich odstępach
czasu. W środę 19 sierpnia 1987 roku uzbrojony po zęby Michael Robert
Ryan zastrzelił szesnaście osób i zranił około piętnastu w sennym
miasteczku Hungerford w Berkshire, po czym zabarykadował się w szkole i popełnił samobójstwo. Ryan posługiwał się pistoletem Beretta,
półautomatycznym karabinem 56 i karabinem M1. Przykładem pary
współpracujących ze sobą morderców tego typu są John Allen Muhammad (41
lat) i Lee/John Boyd Malvo (17 lat). W październiku 2002 roku w ciągu
trzech tygodni zastrzelili oni dziesięciu ludzi w Baton Rouge w Luizjanie, w Maryland w Wirginii i w Waszyngtonie, najczęściej
posługując się karabinem myśliwskim Bushmaster. Media nazwały ich
"Snajperami z Beltway". We wtorek 10 października 2009 roku Muhammada
stracono za pomocą śmiertelnego zastrzyku w zakładzie karnym Greensville
w Wirginii.
Istnieją duże różnice między seryjnymi mordercami, masowymi mordercami i mordercami działającymi w amoku, ale wszyscy mają jedną wspólną cechę:
pozbawiają życia wielu ludzi i zawsze uderzają bez ostrzeżenia.
Porównuję ich do rakiet Exocet - nagle pojawiają się na radarze,
bezlitośnie niosąc śmierć i zniszczenie.
Motywy masowych morderców i zabójców działających w amoku mają
najczęściej charakter polityczny lub religijny; czasem są to osobiste
pretensje lub nienawiść. Seryjnymi mordercami seksualnymi kieruje
niepowstrzymana potrzeba zaspokojenia żądzy; dehumanizują ofiary i próbują zdobyć nad nimi całkowitą władzę. W niniejszej książce nie
zajmiemy się masowymi mordercami ani zabójcami działającymi w amoku;
skupimy się na sadystycznych mordercach seksualnych, których psychika
funkcjonuje w specyficzny sposób.
Seryjni mordercy dzielą się na wiele kategorii, jednak omówimy tylko
dwie: "zorganizowanych" i "niezorganizowanych" morderców; w dalszej
części książki zaprezentujemy przykłady takich
przestępców."Zorganizowany" seryjny zabójca planuje swoje zbrodnie,
często skrupulatnie. Najpierw starannie wybiera ofiarę, niekiedy na
podstawie wyglądu, na przykład jasnowłosą kobietę albo rudego mężczyznę,
bądź wieku: dziecko, młodego człowieka lub osobę starszą. Może to być
prostytutka, kobieta idąca samotnie po zmroku, gej, lesbijka, nastolatek
lub nastolatka. Wybór ofiary zwykle dostarcza sprawcy przyjemności o charakterze erotycznym; większość seryjnych morderców odczuwa wtedy
podniecenie. Kiedy zaczynają śledzić upatrzoną osobę, wywołuje to
dreszczyk emocji i narastanie satysfakcji seksualnej. Wielu znanych
psychologów i psychiatrów uważa, że sprawca czerpie większą przyjemność
ze śledzenia i ukrytej obserwacji ofiary niż z samego zabójstwa.
Całkowicie się z tym zgadzam.
Kiedy analizujemy modus operandi seryjnego zabójcy tego rodzaju, warto
zwrócić uwagę na to, że stopniowo dobiera coraz lepszy zestaw narzędzi
potrzebnych do popełnienia zbrodni. Początkujący morderca uczy się,
jakimi akcesoriami się posługiwać. Ubranie na zmianę, może sznur do
rozwieszania bielizny albo kajdanki, by obezwładnić ofiarę? Niektórzy
zabójcy, z którymi rozmawiałem, rozkładali foliowe płachty na tylnym
siedzeniu albo w bagażniku samochodu - by nie zostały zaplamione krwią,
wymiocinami, moczem albo ekskrementami ofiary. Prawdziwe morderstwo nie
wygląda tak jak w telewizji - może być naprawdę odrażające.
Większość "zorganizowanych" i "niezorganizowanych" zbrodniarzy posługuje
się jedną metodą zabijania - taką, która sprawia im największą
przyjemność. Używają broni palnej, młotka, noża, a nawet garoty; inni
chcą mieć jak najbliższy kontakt fizyczny z ofiarą i duszą ją gołymi
rękami lub sznurem.
Kiedy je zobaczyłem, były już martwe.
MICHAEL BRUCE ROSS O SWOICH OFIARACH W CZASIE SFILMOWANEGO WYWIADU W CELI ŚMIERCI W ZAKŁADZIE KARNYM OSBORN W SOMERS W STANIE CONNECTICUT,
PONIEDZIAŁEK 26 WRZEŚNIA 1994
Michael Bruce Ross, "zdezorganizowany" seryjny zabójca, psychopata i sadysta, dusił ofiary gołymi rękami. Jak przyznał w czasie sfilmowanego
wywiadu, miał wytrysk tylko wtedy, gdy patrzył, jak "światło życia
opuszcza ich oczy". Aby przedłużyć to doświadczenie i jeszcze bardziej
się podniecić, Ross dusił niektóre młode kobiety, a potem rozluźniał
chwyt i patrzył, jak się wiją, jęczą, płaczą, błagają o litość, po czym
znowu zaciskał ręce. Robił to kilkakrotnie; przechwalał się, że miał
skurcze i musiał od czasu do czasu masować palce. Pozostawiał w związku
z tym liczne ślady na szyjach ofiar; wspomniał o nich, chichocąc: "Ach,
lekarz sądowy nie rozumiał, skąd się wzięły, a mnie to po prostu
podniecało".
"Zdezorganizowany" zabójca natrafia na ofiarę przypadkowo, podobnie jak
Ross, który nie nosił ze sobą żadnych morderczych narzędzi; posługiwał
się rękami. Podobnie postępował Ted Bundy, sadystyczny morderca
seksualny Kenneth Allen McDuff z Teksasu, Henry Lee Lucas i jego
pomocnik Ottis Toole, Arthur "Art" John Shawcross i Harvey "Młotek"
Louis Carignan - wszyscy byli "zdezorganizowanymi" seryjnymi mordercami.
Bundy atakował ofiary tępym narzędziem, niekiedy konarem drzewa,
podobnie jak Carignan, który posługiwał się łyżką do opon samochodowych
albo łomem. McDuff z początku korzystał z broni palnej, ale później
dusił ofiary potężnymi rękami, a w jednym przypadku kijem od miotły.
Czasem rozbijał czaszkę konarem drzewa. Kiedy przeprowadzałem wywiady z seryjnymi zabójcami, w tym Harveyem Carignanem i Kennethem Bianchim,
oraz badałem modus operandi Petera Sutcliffe'a i Teda Bundy'ego,
odkryłem, że wszyscy w głębi serca śmiertelnie nienawidzili kobiet.
Harvey Carignan powiedział mi, że kobiety zawsze bawiły się z nim w kotka i myszkę; przyznał, że starał się niszczyć tę ich część, która
najbardziej go dręczyła - mózgi (umysły). Po kłótni z jedną z przyjaciółek uderzył jej głową w słup latarni, a potem walił nią w kratkę ściekową. W końcu rzucił ją świniom na pożarcie.
Chyba naprawdę wyprowadziła go z równowagi!
Cóż, spodziewam się, że Czytelnicy zaczynają rozumieć, co mam na myśli,
więc nie będę rozwijał tego tematu. Chciałbym tylko dodać, że istnieją
również sprawcy częściowo "zorganizowani", częściowo "niezorganizowani";
ich wybór ofiar i sposoby działania zmieniają się w czasie. Pozostawiam
Czytelnikom studia nad metodami działania seryjnych zabójców, którzy
wzbudzą ich zainteresowanie; można dzięki temu lepiej poznać sposób
funkcjonowania ich psychiki.
Rozdział 2
Czy seryjnego mordercę można rozpoznać?
Jestem najbardziej bezlitosnym sukinsynem, jakiego kiedykolwiek
spotkaliście. Ludzie podobni do mnie mogą mieszkać tuż obok was.
Społeczeństwo chce wierzyć, że jest w stanie identyfikować złych,
szkodliwych ludzi, ale to niemożliwe. Nie ma stereotypowych oznak, które
dałoby się zauważyć. My, seryjni mordercy, jesteśmy waszymi synami,
mężami [...] jesteśmy wszędzie. I jutro zginą kolejne dzieci. A zresztą
- czy śmierć jednej osoby ma jakieś znaczenie?
THEODORE "TED" ROBERT BUNDY
Zanim przejdziemy do zasadniczej części
książki, chciałbym poświęcić trochę uwagi kilku pytaniom. Najpospolitsze
z nich brzmią: "Czy można rozpoznać psychopatycznego mordercę, zanim
zaatakuje? Jak się chronić przed takimi ludźmi?". Cóż, muszę powiedzieć,
że mimo istnienia wielu książek i artykułów wymieniających cechy
psychopatycznych morderców nie da się tego zrobić! Jest to zupełnie
niemożliwe, czego dowiedzie ta książka. Stanowczo to podkreślam. Jeśli
morderca zaatakuje, zrobi to bez ostrzeżenia - będzie za późno. To
przerażające, ale jeśli seryjny zabójca bierze kogoś na muszkę, ofiara
niczego nie podejrzewa. Mógł ją obserwować dni albo tygodnie. Tak czy
inaczej, pojawi się zupełnie niespodziewanie.
Można przeczytać mnóstwo poradników, jak się chronić przed seryjnymi
mordercami, zastosować wszelkie środki ostrożności, ale jeśli seryjny
zabójca wybrał ofiarę, jest ona martwa, choć z pozoru ciągle żyje. Można
zabarykadować drzwi i okna, lecz zdeterminowany morderca zawsze znajdzie
sposób, by dokonać zbrodni. Nie musicie wierzyć mi na słowo. Spytajcie
pierwszego z brzegu policjanta specjalizującego się w zabójstwach i powie dokładnie to samo. Ta książka wyjaśni, jak funkcjonują umysły
takich bestii.
Mam ostatnią uwagę: nigdy nie współczujcie mordercom, gdy leją krokodyle
łzy. Żałują tylko tego, że trafili za kratki. Ich łzy, choćby wydawały
się najbardziej przekonujące, to sposób, by skłonić ludzi do
współczucia. W rzeczywistości w ogóle nie przejmują się cierpieniami,
jakie spowodowali. W ciągu dziesięcioleci pracy z seryjnymi mordercami i studiów nad ich psychiką nigdy nie spotkałem funkcjonariusza organów
ścigania, prokuratora ani sędziego, który nie zgadzałby się ze mną w tej
sprawie.
Rozdział 3
Wywiady z seryjnymi mordercami
Nie wierzę w człowieka, Boga ani diabła. Nienawidzę ludzkości, łącznie
z samym sobą [...]. Poluję na słabych, bezbronnych i nieuważnych.
Nauczyłem się jednego: rację mają silni.
GARY RIDGWAY (1949-), ZNANY JAKO "MORDERCA ZNAD ZIELONEJ RZEKI"
Postawmy sprawę jasno: sadystyczni
mordercy seksualni przypominają drapieżniki żerujące na dnie głębokiego
stawu. Są całkowicie pozbawieni moralności, sumienia i serca,
terroryzują społeczeństwo, a liczba ich okropnych zbrodni stale się
zwiększa. Więc jak to jest, gdy się ich spotyka w więzieniu?"Chris, co
czujesz, przeprowadzając wywiad z seryjnym mordercą?" "Jak to na ciebie
wpływa?" Często słyszę te pytania - brzmią one rozsądnie, ale po nich
padają następne. "Czy odczuwasz lęk w czasie wywiadu z seryjnym
mordercą?" "Czy masz koszmary, gdy myślisz o ich okropnych zbrodniach?"
"Czy trudno ci utrzymywać osobiste relacje z normalnymi ludźmi?" "Czy
zawsze byłeś siwy?" "Pisarstwo to praca siedząca; czy zastanawiałeś się
kiedyś nad dietą 5:2?" "Masz przyjaciół na Facebooku?" "Krążą plotki, że
na Gwiazdkę dostajesz życzenia tylko od maniakalnych zabójców. Czy to
prawda?" Na końcu pada klasyczna deklaracja: "Chciałbym przeprowadzić
wywiad z seryjnym mordercą, ale śmiertelnie bym się bał".Cóż, lektura
tej książki dostarczy odpowiedzi na część z powyższych pytań - a także
inne, jakie mogą przyjść Czytelnikom do głowy. Moja rada jest
następująca: aby zachować zdrowie psychiczne, należy przede wszystkim
dokładnie przestudiować życiorys mordercy - uzyskana wiedza bardzo się
przyda.
Trzeba zacząć od rodziców, okresu dzieciństwa i dorastania, szkoły,
kolegów, zatrudnienia, relacji w pracy, wszelkich, nawet drobnych
konfliktów z prawem, kar więzienia i wyroków z zawieszeniem. Warto
zwracać uwagę na każdy szczegół, zebrać dokładne informacje o tym, jak,
gdzie i kiedy popełniono morderstwa, poznać sposób działania (modus
operandi) sprawcy, jego kryteria wyboru ofiar i ich relacje z przestępcą. Trzeba ustalić, co podnieca psychopatycznych zabójców - co
na nich oddziałuje. Należy to zrobić przed nawiązaniem z nimi
jakiegokolwiek kontaktu.
Wszystko to ma charakter bardzo subiektywny: kryminologia z pewnością
nie jest nauką ścisłą.
Krótko mówiąc, zanim pomyślimy o odwiedzeniu seryjnego mordercy, musimy
o nim wiedzieć więcej niż on sam.
Kojarzy mi się to z kontrolą graniczną na moskiewskim lotnisku
Szeremietiewo, którą wielokrotnie przechodziłem. Kiedy rosyjscy
funkcjonariusze patrzą na pasażera wzrokiem rejestratorki w przychodni
lekarskiej, zerkają na paszport, a później na ekran komputera, wiedzą o nas więcej niż my sami.
Powinniśmy być równie dociekliwi i podejrzliwi. Nie zachowujmy się jak
sześćdziesięciopięcioletnia panna Doris Jones, samotna idiotka pragnąca
nawiązać romantyczny związek uczuciowy z podstępnym mordercą
odsiadującym dożywocie albo przebywającym w celi śmierci. Maniakalnych
zabójców nie da się zmienić, nigdy się nie poprawią: wszelkie oznaki
wyrzutów sumienia to tylko przebiegłe próby osiągnięcia jakichś
korzyści, a skrucha na łożu śmierci to prawdopodobnie oznaka zwykłego
lęku przed kostuchą... Na świecie jest mnóstwo naiwnych osób - mężczyzn i kobiet - poświęcających czas i pieniądze na korespondencję z psychopatami mającymi na koncie setki przestępstw. Nazywamy takich ludzi
"fanami zbrodni". Oczywiście piękno to kwestia gustu, ale to już
przesada. Trzeba być w kompletnej desperacji i mieć sieczkę w głowie, by
surfować po internecie i próbować nawiązać przyjaźń z sadystycznym
mordercą, który wcześniej przelał dość krwi, by dwukrotnie pomalować
Golden Gate Bridge - w porządku, może raz, a nie dwa razy - a teraz, gdy
odrzucono wszystkie jego apelacje, nagle przeżył objawienie i odnalazł
Jezusa Chrystusa.
Fani zbrodni stoją mi kością w gardle; spotkałem wielu z nich w czasie
swoich badań nad seryjnymi mordercami. Zastanawiam się, czy są naprawdę
poczytalni, podobnie jak sami zbrodniarze. Nie myślcie, że możecie
zmienić przestępców, sprawić, że się poprawią, wprowadzić na ścieżkę
cnoty. Traktujcie z przymrużeniem oka deklaracje skruchy albo poprawy.
To powinno wystarczyć, ale pozwolę sobie jeszcze ostrzec damy o miękkich
sercach, które mogłyby odpowiedzieć takim ludziom jak Henry Alexander
Davis (osadzony numer 358319, Departament Więziennictwa stanu Floryda),
urodzony 25 kwietnia 1965 roku, bezwzględny morderca, który zabijał
ofiary napadów rabunkowych.
Davis reklamował się w internecie w portalu samotnych serc, gdzie
poszukiwał "kandydatek na przyjaciółki" i skromnie opisywał się jako
"najsłodsza czekolada Florydy" (jest czarnoskóry). Publikował takie
teksty:
Cześć, nazywam się Henry. Mam 53 lata. Siedzę w więzieniu od prawie
trzydziestu lat, choć jestem niewinny. Pragnę nawiązać przyjaźń z bratnią duszą. Chciałbym rozwiać mit, że jestem pozbawiony ludzkich
uczuć, a większość mojej rodziny i przyjaciół nie żyje albo straciłem z nimi kontakt.
Nieporadnie zmagając się z językiem i przegrywając walkę, Davis ciągnął:
"Interesuję się głównie prawem, filozofią i duchowością. Pragnąłbym
poznać osoby pełne wrażliwości pozwalającej rozwinąć wzajemnie
inspirujące relacje poprzez komunikację pokrewnych umysłów". Po
dłuższych wywodach tego rodzaju następuje pełen skromności opis własnej
osoby: "Zapraszam kobiety wszystkich ras. Ważę 95 kilogramów. Zdrowy,
wyrozumiały, szczery, kochający, uczciwy i przystojny. Piękny uśmiech.
Odpowiem szybko, jeśli otrzymam 150 dolarów. Jestem otwarty na nowe
doświadczenia". Nie wątpię!
Gdyby Davis mieszkał w Wielkiej Brytanii, mógłby zostać oskarżony o nieuczciwą reklamę. Jego deklaracje są równie prawdziwe jak rozkłady
jazdy pociągów brytyjskich. "Najsłodsza czekolada Florydy" przebywa w ściśle strzeżonym zakładzie karnym, gdzie odsiaduje dwa wyroki dożywocia
- jeden za rabunek z bronią w ręku, a drugi za włamanie. Dwa inne
wyroki, zaledwie pięcioletnie, są prawie niewarte wzmianki.
Dotychczasowy brak sukcesów w nawiązywaniu relacji z kobietami może być
spowodowany tym, że potencjalne kandydatki przeczytały wydrukowane
drobnym drukiem ostrzeżenie na opakowaniu czekolady. Mogły też nie
rozumieć, o czym Davis pisze!
Warto w tym miejscu wspomnieć o innym odsiadującym dożywocie seryjnym
mordercy, Johnie Davidzie Cannanie, uważającym się za potomka
templariuszy. Niedawno wyciekł do mediów jeden z jego listów (ściśle
biorąc, został przekazany "Birmingham Mail" przez policję). W liście tym
John obiecuje zadurzonej w nim kobiecie, że kupi jej willę w Hiszpanii,
chociaż nie ma ani grosza. Cannan, wyjątkowo brutalny gwałciciel i oszust dopuszczający się napadów rabunkowych, z pewnością zamordował
trzy kobiety: Sandrę Court, agentkę nieruchomości Suzy Lamplugh i Shirley Banks, dziewczynę z Bristolu. Myślę, że zakochana w nim kobieta
(nie podaję jej nazwiska z przyczyn prawnych) powinna iść do psychiatry.
Nie są to moje wymysły. Istnieją tysiące mężczyzn i kobiet "pragnących
rozwinąć wzajemnie inspirujące relacje poprzez komunikację pokrewnych
umysłów" z maniakalnymi mordercami; odbywa się to przez internet.
Opisałem wiele takich przypadków w książce Murder.com, powstałej przy
współpracy FBI, CIA i policji rosyjskiej. Zawiera ona niewiarygodne,
niekiedy groteskowe historie - choć zdarzało się, że miały one tragiczne
konsekwencje dla naiwnych kobiet zakochanych w przebywających za kratami
socjopatach, gdy wychodzili na wolność.
Moim zdaniem problem polega na tym, że ludzie nie czytają książek albo
je lekceważą. Nie mija dzień, by ktoś nie zaczął szukać miłości w internecie i nie został oskubany ze wszystkiego, co ma albo kiedykolwiek
będzie mieć, by sparafrazować słowa Clinta Eastwooda grającego Billa
Munny'ego w filmie Bez przebaczenia z 1992 roku: "Zabicie człowieka to
coś fantastycznego. Zabierasz mu wszystko, co ma i kiedykolwiek będzie
mieć". Wiele kobiet szukających miłości w internecie pada ofiarą
seryjnych morderców, tak jak ofiary Johna Edwarda "J.R." Robinsona,
który oszukiwał, okradał i maltretował kobiety, traktując je jak
niewolnice. W 1993 roku odkrył internet i nazwał się "panem niewolnic";
odwiedzał serwisy społecznościowe, szukając ofiar. Robinson, niekiedy
nazywany pierwszym seryjnym zabójcą sieciowym, przebywa w celi śmierci w więzieniu El Dorado w stanie Kansas.
Cóż, zrzuciłem ciężar z serca. Odwiedziłem wiele oddziałów cel śmierci i panuje w nich zawsze taki sam zapach - nie ma nic wspólnego z delikatną
wonią kwiatów. Człowiek wchodzący do więzienia czuje przenikający mury
smród środków dezynfekcyjnych, bielinki, tłuszczu do smażenia, starego
moczu, ekskrementów i potu. Zapach to nie wszystko. Czasami hałas
potrafi być ogłuszający; można by pomyśleć, że to pora karmienia małp w zoo.
Nie mając nic lepszego do roboty, osadzeni (w tej chwili nazywanie ich
"skazanymi" nie jest politycznie poprawne) wyją, wrzeszczą, gadają,
pohukują i skrzeczą. Jeśli ktoś im się nie podoba, obrzucają go
ekskrementami albo sikają przez kraty. Jeśli cele mają lite stalowe
drzwi, sikają na podłogę i rozmazują kał na ścianach.
Myślę, że robią to również niektóre małpy!
Jeśli ktoś odwiedza oddział cel śmierci w Stanach Zjednoczonych albo
oddział o zaostrzonym rygorze, z powodu bezpieczeństwa wszyscy
więźniowie są zamknięci w celach. Funkcyjni myjący korytarze poruszają
się w ciszy; słychać tylko odgłos szczotek i plusk brudnej wody.
Więźniowie i strażnicy nie zamieniają ze sobą ani słowa; rozkazy są
krótkie i jasne: "STAĆ NIERUCHOMO! PRZYCISNĄĆ NOSY DO ŚCIANY!". Nikt nie
ma prawa się rozglądać.
W Wielkiej Brytanii nie istnieją cele śmierci ani "zielone mile".
Ostatnie egzekucje przez powieszenie przeprowadzono w 1963 roku, a później kara śmierci została zniesiona (w 1965 roku w Wielkiej Brytanii,
a w 1975 roku w Irlandii Północnej).
Pyta pan, czy brytyjskie więzienia prowadzą resocjalizację? O kurwa,
nigdy w życiu!
Resocjalizacja?! Niech mnie pan nie rozśmiesza, człowieku. Trafiają za
kratki, wychodzą i znowu wracają. Mam na oddziale bydlaka, który zatłukł
swoje dzieci, a potem przejechał je samochodem, by upozorować wypadek.
Zamierzała od niego odejść żona, więc chciał, żeby nigdy więcej nie
zobaczyła dzieciaków [...]. Muszę mówić do niego "sir". Ma pan ochotę na
bilard?
STRAŻNIK WIĘZIENNY ZATRUDNIONY W PRYWATNEJ FIRMIE PROWADZĄCEJ JEDNO Z WIĘZIEŃ BRYTYJSKICH, WYWIAD PRZEPROWADZONY PRZEZ AUTORA, 20 SIERPNIA
2018
Przeprowadziłem wywiady z wieloma brytyjskimi strażnikami pracującymi w prywatnych firmach, których głównym zadaniem jest dostarczanie zysków
akcjonariuszom i niszczenie więziennictwa, i przekonałem się, że mają
mętlik w głowie.
Trudno w to uwierzyć - brytyjskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych nigdy
tego nie skomentuje - ale więzienia prowadzone przez prywatne firmy
otrzymują specjalne dotacje, by osadzeni nie przebywali w celach,
zajmowali się rekreacją albo po prostu życiem towarzyskim. Dotyczy to
również najbrutalniejszych seryjnych morderców. Chodzi o to, by nie
łamać praw człowieka. A oto kolejna plotka dotycząca więziennictwa.
Obecnie, zgodnie z instrukcjami brytyjskiego Ministerstwa Spraw
Wewnętrznych, strażnicy muszą zwracać się do więźniów "sir", "pan",
"pani" i "panna". W amerykańskich zakładach karnych wygląda to tak:
"Hej, rusz dupę, półgłówku!". Nie ma tam żadnych lewicowych przegięć,
nikt nie myśli o prawach człowieka.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki