Kto walczy z potworami
OTO KILKA FRAGMENTÓW LISTÓW, KTÓRE OTRZYMAŁEM:
Drogi Dee! Dziękuję za Pański list. W ciągu ostatnich ośmiu miesięcy
byłem zajęty. Większość czasu pochłania mi oglądanie piłki nożnej w telewizji. Chętnie skontaktuję Pana z moim adwokatem i żoną Teeną.
Otrzymała ona polecenie, by przekazać samochód i skuter wykorzystane w domniemanym morderstwie Julie Dart i porwaniu Stephanie Slater. Mogę
zaaranżować widzenie w więzieniu, bo reżim bezpieczeństwa nie jest
tutaj [w zakładzie karnym Full Suton w Wielkiej Brytanii] zbyt
surowy.
Michael Benniman Sams, więzień numer HP2510, w liście do autora, styczeń
1995
Kłamstwa opowiadane na mój temat, o tym, co rzekomo powiedziałam i zrobiłam, są zbyt liczne, żebym się nimi przejmowała. Zaczynasz mnie
naprawdę denerwować.
brytyjska seryjna morderczyni Joanna Christine Dennehy, więźniarka numer
A0616A, w liście do autora, 8 czerwca 2014
Christopherze, grasz na niej jak na organach [mowa o Dennehy].
nadkomisarz Martin Brunning, wydział poważnych przestępstw dla hrabstw
Bedford, Cambridge i Hertford, w mejlu do autora, 2014
Wiem, gdzie jest pański dom. Wiem, że ma pan młodą, ładną żonę o ciemnych włosach i dwoje dzieci. Jeździ pan srebrnym mercedesem. Ale
dopilnuję, żeby panu ani pana rodzinie nie stało się nic złego. Mam w pańskim kraju przyjaciół, którzy o mnie dbają.
mrożące krew w żyłach powitanie wygłoszone przez Harveya Louisa
Carignana, gdy autor odwiedził go w więzieniu Stillwater w stanie
Minnesota, 1996
Czekam na ciebie od dwóch godzin! Za kogo mnie, kurwa, uważasz?! Mam
lepsze zajęcia!
Ronald "Butch" DeFeo junior, więzień numer 75-A-4053 (bohater filmu
Amityville Horror, 2005), w zakładzie karnym Green Haven w Stormville
w stanie Nowy Jork (oddział B) na widok autora i ekipy telewizyjnej, 23
września 1994
Prosimy przyjąć załączony podarunek jako drobny wyraz wdzięczności
wszystkich amerykańskich organów ścigania, którym pomagał Pan na
przestrzeni lat.
porucznik Glenn R. Miner, policja stanu Nowy Jork, w liście do autora,
21 sierpnia 2013
Dziękujemy za egzemplarze Pana książek [Rozmowy z seryjnymi
mordercami, część pierwsza i druga]. Włączymy je do zbiorów naszej
biblioteki naukowej. Przesyłamy kilka drobiazgów z podziękowaniem za
Pańską uprzejmość.
Gregory M. Vecchi, doktor filozofii, szef Sekcji Studiów Behawioralnych
FBI, Quantico, Wirginia 22135, w liście do autora, 26 października 2009
Po Pańskim liście do koronera zachodniego Londynu natychmiast
rozpoczęłam poszukiwania dokumentów związanych ze sprawą Muriel
Maitland, które Pana interesują. Jak się okazało, miały one zostać
zniszczone, więc Pana prośba nadeszła w szczęśliwym momencie.
Louise Hall, urzędniczka biura koronera zachodniego Londynu, w rozmowie
telefonicznej z autorem, 2 stycznia 2012
Dziękuję za Pańską prośbę o materiał dowodowy (fotokopie) na podstawie
art. 57 Zasad postępowania przed koronerami z 1984 roku [dowody w sprawie Muriel Maitland z maja 1957]. Załączam 47 stron.
Louise Hall, urzędniczka biura koronera zachodniego Londynu, w liście do
autora, 5 stycznia 2012
Otrzymaliśmy kopie akt dochodzenia koronera, które nam Pan przesłał, a które uważaliśmy za zniszczone. Będziemy bardzo wdzięczni za
jakiekolwiek użyteczne dla nas informacje [dotyczące nierozwiązanej
sprawy zabójstwa Muriel Maitland w Cranford Park w Londynie w 1957],
jakie Pan zdobędzie w trakcie swoich badań. Zleciliśmy jednemu z kryminologów poszukiwanie dokumentów i materiałów dowodowych, o które
Pan prosi. Proszę przekazać nam swoje wyniki [...] Poinformujemy
Pana, jeśli poczynimy postępy lub odzyskamy akta sprawy i dowody.
Dziękujemy za Pańską pomoc i życzymy powodzenia.
policja londyńska - wydział zabójstw i poważnych przestępstw (specjalny
zespół dochodzeniowy), New Scotland Yard, w liście do autora, około
stycznia 2012
To Brytyjczyk [autor niniejszej książki] i wariat. Od dwudziestu
lat pracuję w wydziale zabójstw, ale on śmiertelnie mnie przeraża.
Namówił mnie, żebym mu pokazał akta Carignana [...] Szef zrobił mi
straszną awanturę. Później Chris rozpruł umysł Harva jak puszkę sardynek
i zrobił idiotów z psychiatrów, którzy próbowali go rehabilitować.
Harvey Carignan? Ten gość to pieprzony diabeł. Już wiele lat temu
powinni go usmażyć na krześle elektrycznym i ustawiać się w kolejce, by
włączyć prąd. Po śmierci należało wbić mu kołek w serce, pogrzebać, a po
tygodniu odkopać i wbić drugi kołek, by mieć pewność, że ten sukinsyn
naprawdę nie żyje.
detektyw Russell J. Kruger, główny śledczy, Departament Policji
Minneapolis, 15 czerwca 1966
Wstęp
Witajcie w świecie Christophera
Berry'ego-Dee! Zapraszam do podróży, w której będę odgrywał rolę
przewodnika i która pozwoli Wam odwiedzić najgłębsze otchłanie umysłu
psychopatów i bestii. Skoro czytacie tę książkę, już wyruszyliście w drogę, czy tego chcecie, czy nie.
Przez dziesiątki lat przeprowadzałem wywiady z psychopatami i bestiami o morderczych skłonnościach, co doprowadziło do wyjaśnienia kilku
nierozwiązanych przypadków zabójstw, toteż nie zdziwiłem się, kiedy mój
długoletni wydawca John Blake zaproponował, bym napisał Rozmowy z psychopatami. John założył, że powinienem zabrać Czytelników w podróż
po mrocznym świecie psychopatycznych zabójców. Żadnych wahań i wymówek.
Koniec, kropka. Przepraszam za użycie zwrotu "koniec, kropka", ale go
lubię, podobnie jak "Życzę miłego dnia!", choć lektura tej książki nie
będzie wcale miła. Koniec, kropka!
John uznał, że tytuł niniejszej książki powinien nawiązywać do mojego
bestsellera Rozmowy z seryjnymi mordercami i jego kontynuacji. Mam w swoim archiwum tysiące nieopublikowanych listów, dokumentów i innych
materiałów, więc doszedłem do wniosku, że należy te cenne, unikatowe
źródła odkurzyć i wykorzystać.
O, bardzo się pomyliłem!
Kiedy pracując w równym rytmie, napisałem około czterdziestu pięciu
tysięcy słów z siedemdziesięciu pięciu tysięcy przewidzianych w umowie z wydawnictwem (Czytelnicy przekonają się, że końcowa objętość książki to
mniej więcej osiemdziesiąt tysięcy słów), nagle dostałem mejla od
swojego redaktora prowadzącego Toby'ego Buchana. Brzmiał on mniej więcej
następująco: "Ach! W porządku, Christopherze... ale mamy na myśli
wszystkie rodzaje psychopatów i bestii, nie tylko morderców, z którymi
rozmawiałeś".
Znowu znalazłem się w punkcie wyjścia!
Od lat uważam, że przestępcy, z którymi przeprowadzałem wywiady, i ci, z którymi w dalszym ciągu koresponduję, żyją w świecie, gdzie słonie
fruwają, ołowiane kule odbijają się od ziemi jak piłeczki, a władzę
sprawują wróżki. Nie wymyśliłem tego określenia; użył go w trakcie
rozmowy były sędzia Stuart Namm z hrabstwa Suffolk - mój serdeczny
przyjaciel i konsultant kilku moich filmów dokumentalnych - gdy w 2000
roku pływaliśmy razem w jego basenie. Przypomniało mi się ono po nieco
spóźnionych instrukcjach Johna i Toby'ego, ponieważ wydaje się, że
wszyscy żyjemy w świecie, gdzie słonie fruwają, ołowiane kule odbijają
się od ziemi jak piłeczki i władzę sprawują wróżki.
9 grudnia 2015 roku Max Hastings napisał w "Daily Mail", że otaczają nas
socjopatyczni politycy, którzy zawyżają koszty podróży, "kłamią i traktują nas jak idiotów". Do tego dochodzą pazerni właściciele
korporacji i bezczelni kanciarze w rodzaju nieżyjącego już barona
medialnego i arcyoszusta Roberta Maxwella (prawdopodobnie podstawionego
przez Mosad), którego można uznać za klasyczny przykład pompatycznego,
psychopatycznego megalomana brutalizującego otoczenie.
Kolejny problem stanowią przywódcy religijni, psychiatrzy, psycholodzy i dziesiątki tysięcy niskich rangą funkcjonariuszy, którzy dysponując
kurtkami odblaskowymi i wyposażeniem, jakiego nie powstydziłby się
antyterrorysta, mają niemal nieograniczoną władzę i uprzykrzają życie
normalnym ludziom.
Psychopaci i bestie popełniający morderstwa czasem trafiają za kratki.
Niektórzy zostają nawet skazani na karę śmierci i moim zdaniem nie warto
ich żałować. Warto jednak pamiętać o tym, że pozbawiony sumienia prezes,
którego przestępcze zaniedbania doprowadziły bank do bankructwa i zrujnowały finansowo dziesiątki tysięcy klientów, pozostawiając ich bez
grosza, a wielu skłaniając do samobójstwa, otrzymuje w nagrodę
wielomilionową odprawę w formie emerytury większej niż, powiedzmy,
budżet Grecji, a ponadto miejsce w Izbie Lordów.
Anthony Trollope napisał w swoim arcydziele z 1875 roku The Way We Live
Now, że wszyscy politycy są "fałszywi od stóp do głów [...] i powinni
zostać obici szpicrutą". Psychopaci i bestie, którzy popełnili
morderstwa, gniją za kratami, natomiast socjopaci w eleganckich
garniturach, którzy ograbili społeczeństwo i wyrządzili niemożliwe do
oszacowania szkody, siedzą na pokładach pięknych jachtów, kupują
nieruchomości w różnych częściach świata, opowiadają ze śmiechem o swoich sukcesach i ekscesach; nie potrafią tylko wypowiedzieć słowa:
"Przepraszam". Nawet nie wiedzą, jak się je pisze. Przepraszam za
dygresję.
Niniejsza książka nie rozczaruje osób zainteresowanych szczegółami
wyjątkowo ohydnych zbrodni. Po raz pierwszy w dziejach kryminalistyki
poprosiłem jednego z najbardziej bestialskich seryjnych morderców, by
zrecenzował dwie moje prace; zaproponowałem, by wyraził "fachową opinię"
na temat opisanych w nich spraw.
Keith Hunter Jesperson, znany jako "Uśmiechnięta Buźka", przebywa
obecnie za ponurymi murami więzienia stanowego w Oregonie. Wysłałem mu
egzemplarze pierwszej i drugiej części Rozmów z seryjnymi mordercami w twardej oprawie (książki te są obecnie lekturą obowiązkową dla stażystów
Sekcji Badań Behawioralnych FBI w Quantico w stanie Wirginia). Byłem
ciekaw, jak ten budzący skrajną odrazę pyszałek pozbawiony choćby
odrobiny wyrzutów sumienia za swoje przerażające zbrodnie seksualne,
mierzący przeszło metr osiemdziesiąt olbrzym oceni psychopatów i bestie.
Zamieściłem w niniejszej książce kilka fragmentów uwag Jespersona.
Wstrząsną one wami, podobnie jak wstrząsnęły moimi przyjaciółmi z FBI.
W jednym z listów Jesperson przesłał mi odrys swojej prawej dłoni i napisał: "Aby kogoś udusić, trzeba mieć ręce tak duże jak ja".
Przechwalał się, że fanki morderców w dalszym ciągu chcą go poślubić, i dołączył list od podziwiającej go kobiety. Znajdował się w nim czerwony
odcisk warg, jednak nie miał nic wspólnego z makijażem. "To krew
menstruacyjna" - oświadczył Jesperson.
Radcy prawni mojego wydawcy kategorycznie zabraniają mi wymieniać
nazwiska kobiety, która wysłała Jespersonowi ten dowód czułości. Jednak
w przypadku Rozmów z psychopatami chciałbym iść jeszcze dalej. Przed
laty napisałem dobrze przyjęty artykuł do czasopisma "Justice of the
Peace" - łatwo się domyślić, że subskrybują go głównie sędziowie.
Dotyczył on problemu okoliczności łagodzących wskazywanych przez
psychiatrów obrony, których honoraria pochodzą najczęściej, jeśli nie
zawsze, ze środków publicznych.
Oczywiście wiemy już, że psychiatrzy oskarżenia - również zarabiający
fortunę finansowaną ze środków publicznych - nigdy nie zgadzają się ze
swoimi kolegami zaangażowanymi przez obronę. Jeśli zaprosi się do
jednego pokoju kilku psychiatrów, szansa, że się ze sobą zgodzą, będzie
równie niewielka jak uzyskanie głównej wygranej w toto-lotku.
Książka ta opisuje kilka tragicznych przypadków, gdy morderców
wypuszczano na wolność, po czym znowu zabijali. Takim człowiekiem był
Paul Beecham, z którym przeprowadziłem wywiad w zakładzie
psychiatrycznym Broadmoor. Odwiedzała go Rita Riddlesworth, sympatyczna
członkini stowarzyszenia Liga Przyjaciół, udzielającego wsparcia
więźniom, która się w nim zakochała i poprowadziła kampanię na rzecz
jego zwolnienia. Nastąpiło ono w 1985 roku. Beecham zabił ją, a później
strzelił sobie w głowę. Za chwilę wrócimy do Paula.
Co zdumiewające, istnieją również duchowni popierający przedterminowe
zwolnienia potworów, takich jak Kenneth Alessio Bianchi (osławiony
amerykański morderca seksualny, który zabijał kobiety i uczennice, znany
jako "Dusiciel ze Wzgórz"). Ojciec Frederick Ellsworth, pastor Misji
Ortodoksyjnej Chrystusa Uzdrowiciela w stanie Waszyngton, napisał
następujący list rekomendujący przedterminowe zwolnienie tego potwora:
Ken jest otwarty, chce dzielić się swoimi przemyśleniami i chętnie
słucha innych. Mam dwie młode córki i zaprosiłbym go nawet do swojego
domu. Jego relacje z moją rodziną z pewnością dobrze by się ułożyły, a jego listy były bardzo wnikliwe [sic].
Doradca podatkowy Bruce Zicari z Penfield w stanie Nowy Jork oświadczył:
Chciałbym podkreślić, że Kenneth Bianchi cieszy się moim zaufaniem i wielkim szacunkiem. Jestem pewien, że ma zdolności, które pozwolą mu
odnieść sukces w każdej dziedzinie, jaką wybierze.
Bianchi to bestialski morderca seksualny o skłonnościach sadystycznych
(zamordował co najmniej piętnaścioro kobiet i dzieci). Mimo to ukończył
Ewangelikalne Seminarium Teologiczne, a w 1986 roku uzyskał święcenia
Kościoła katolickiego i stał się "wielebnym K. Bianchim". Prowadził
prywatne studia na temat religii Wschodu, neopogaństwa, judaizmu i archeologii biblijnej, napisał homilię zatytułowaną Word on the Word,
po czym pozwał amerykańskiego producenta kart do gry o wiele milionów
dolarów za "wykorzystanie materiałów objętych copyrightem" i "użycie bez
zezwolenia [jego] podobizny w talii kart", jak napisał do mnie w liście z 1995 roku.
Katherine Yronwode, dawna właścicielka Eclipse Enterprises Inc. w Forestville w Kalifornii, powiedziała mi podczas rozmowy telefonicznej w 1995 roku: "Rozwiedliśmy się z mężem z powodu stresu. Wszystko, co
zbudowaliśmy w ciągu dwudziestu lat, legło w gruzach. Nie mogę
powiedzieć, co myślę o Bianchim. Po prostu nie mogę, bo mógłby mnie
znowu pozwać. Jestem bankrutem. Nasze marzenia, bezpieczeństwo finansowe
dzieci, ich edukacja w college'u, plany założenia rodziny - to wszystko
zostało zapakowane do worka i wysłane do piekła".
Morderca dzieci Kenneth Bianchi (w tej chwili przestał mnie darzyć
jakąkolwiek sympatią) został w więzieniu członkiem Amerykańskiego
Stowarzyszenia Adwokatów, sponsorował "plan resocjalizacyjny"
Departamentu Więziennictwa stanu Waszyngton i pozwał do sądu wspomnianą
wcześniej Katherine Yronwode. Zaatakował stan Waszyngton za to, że
pozwolił mi naruszyć jego prywatność - wpadł w szał, kiedy odwiedziłem
jego celę, choć nie byłem wcześniej umówiony. Usiłował pozwać również
mnie. Na szczęście popełnił błąd. Ponieważ mieszkam w Anglii, nie
podlegam jurysdykcji sądów amerykańskich. Trudno to sobie nawet
wyobrazić, ale sama groźba procesu sądowego, choćby absurdalna,
zdenerwowała John Blake Publishing Limited, możecie mi wierzyć!
Witajcie na skraju otchłani zdradliwego świata psychopatów i bestii.
Wstąpcie do tego piekła, a wasze życie nigdy już nie będzie takie samo.
Psychopatia
W ciągu ostatnich dekad termin
"psychopatia" uznawano za niepoprawny politycznie i ludzie o liberalnym
nastawieniu próbowali go zastępować określeniem "socjopatia". W istocie
rzeczy pojęcia te są ze sobą tak ściśle związane, że prawie nie można
zdefiniować różnicy. Jednak w ostatnim czasie termin "psychopatia" znowu
stał się modny.
Jon Ronson, autor książki Czy jesteś psychopatą: Fascynująca podróż po
świecie obłędu, nigdy nie zastąpiłby określenia "psychopata" terminem
"socjopata". Sądzę, że trzyodcinkowy cykl filmów Meet the Psychopaths,
przygotowany przez brytyjską telewizję Channel 5, straciłby tysiące
widzów, gdyby nosił tytuł Meet the Sociopaths. I nie bez powodu.
Angielskie słowo sociopath ("socjopata"), dawniej uznawane za
poprawniejsze politycznie, kojarzy się z wyrazem social ("społeczny",
"towarzyski") i może wręcz sugerować, że określana w ten sposób osoba
jest przyjazna i miła, pragnie żyć w społeczeństwie, a nie samotnie.
Mogę zapewnić Czytelników, że osoby opisywane w niniejszej książce nie
mają w sobie niczego przyjaznego ani miłego; należałoby je raczej
określić jako "aspołeczne", ale to również nie byłoby dobre w tytule.
Termin "psychopata" ma korzystne właściwości - istnieje wiele słów
pokrewnych: "psychopatyczny", "psychopatologiczny", "psychopatia". W języku angielskim można nawet użyć skróconej formy psycho, co
natychmiast wywołuje skojarzenia z makabrycznym filmem Psychoza w reżyserii Alfreda Hitchcocka, z udziałem Anthony'ego Perkinsa i Janet
Leigh; jego angielski tytuł to właśnie Psycho. Wielu Czytelników
pamięta słynną scenę, gdy Janet bierze prysznic, a Anthony zakrada się i zabija ją nożem. Inne skojarzenie to film Milczenie owiec z 1991 roku,
w którym występuje krwiożerczy psychopata, doktor Hannibal Lecter
(Anthony Hopkins).
"Psychopata" nie jest miłym określeniem; wzbudza w nas dreszcz i sprawia, że jeżą nam się włosy na karku - typowa reakcja fizjologiczna
na zbliżającą się naturalną śmierć albo egzekucję.
Na temat psychopatii opublikowano setki książek i artykułów naukowych.
Są wśród nich pozycje zatytułowane: Mądrość psychopatów i Mózg
psychopatów. Dlatego zaintrygowało mnie pytanie mojego wydawcy, czy
byłbym zainteresowany napisaniem książki Rozmowy z psychopatami,
ponieważ wiedziałem, że temat ten został wcześniej dokładnie opracowany.
Jednak wkrótce się przekonałem, że tylko nieliczne publikacje mają jakąś
wartość; potrzebna jest jeszcze jedna. Mimo to zastanawiałem się,
dlaczego to właśnie ja miałbym ją napisać.
Z myślą o Czytelnikach, którzy nie czytali żadnej z moich książek,
informuję, że rozmawiałem twarzą w twarz z mniej więcej trzydziestoma
seryjnymi zabójcami, a ponadto kilkoma przestępcami, którzy dokonali
masakry albo popełnili jedną zbrodnię. Muszę również dodać, że większość
przestępców, z którymi przeprowadziłem wywiad, czuła psychopatyczny
przymus wyszukiwania niewinnych ofiar i zadawania im okropnej, ohydnej
śmierci.
Bardzo podziwiam naukowców prowadzących badania nad psychopatią, ale
wszyscy zdajemy sobie sprawę, że nasza wiedza o funkcjonowaniu ludzkiego
mózgu jest dopiero w powijakach. Istnieją różne teorie na temat przyczyn
psychopatii, zależne od teoretycznych poglądów psychiatrów i psychologów
- często prezentują oni rozbieżne stanowiska, gdy mają zeznawać jako
biegli albo wypowiadać się oficjalnie. Wszystko sprowadza się do wiary,
czy można odkryć przyczyny psychopatii; w praktyce często zbyt późno
identyfikujemy osoby mające takie cechy.
Ostatnie badania wykazują, że ciało migdałowate, jedna z części mózgu,
może pozostawać w konflikcie z płatami czołowymi. Podejrzewa się, że
przyczyną psychopatii jest niski poziom serotoniny; może on odpowiadać
za działania morderców. Psychiatrzy posługują się terminami
"przemieszczenie", "błędna interpretacja potrzeb", "oscylacja półkul
mózgowych", "trwały, patologiczny brak kontroli nad emocjami". Wydaje
się, że ważną rolę w powstawaniu psychopatii odgrywa ciało migdałowate
współpracujące z korą przedczołową; problemy mogą się nasilać, gdy nasze
neuryty i dendryty mają akurat zły dzień.
Doskonale pamiętam amerykańskiego psychiatrę, doktora Dennisa
Philandera, który z frustracją wznosił ręce w czasie badania
amerykańskiego seryjnego mordercy Harveya Carignana (przez wiele lat
korespondowałem z tym przestępcą i rozmawiałem z nim twarzą w twarz). Po
wyjściu z sali rozpraw doktor Philander zawołał: "Dlaczego dwóch moich
kolegów nie może się zgodzić co do diagnozy?!". Zanim opuścił gmach
sądu, dodał: "Problem z nami wszystkimi polega na tym, że nigdy nie
jesteśmy w stanie się zgodzić w żadnej sprawie. Pieprzę ciało
migdałowate Carignana. Jeśli następnym razem mój klient pojawi się w sądzie w białej szacie i skórzanych sandałach, powiem obrońcy, że skoro
poprzednim razem Bóg mu nie pomógł, ja również nie pomogę".
Mechaniczne okrucieństwo [psychopatów] odzwierciedla dehumanizację,
brak sumienia i niezdolność do empatii. Są zwykle gładcy, wymowni,
grzeczni, schludni i sztuczni - panują nad sobą i innymi. Za maską
szaleństwa kryje się płytka psychika, często również skłonność do
destrukcji.
doktor Richard Kraus
A oto informacja, która sprawi, że Czytelnicy przetrą oczy ze zdumienia.
Czy wiecie, że przeciętny człowiek ma w mózgu sto milionów komórek, a mężczyzna o zespole chromosomów XYY ma sto milionów dodatkowych
chromosomów? Studia prowadzone przez doktora Arthura Robinsona,
specjalistę o międzynarodowej sławie, pokrywają się z wynikami badań
Richarda Krausa, który oświadczył: "Prawdopodobieństwo, że mężczyzna z zespołem chromosomów XYY trafi do zakładu psychiatrycznego lub
więzienia, jest dwudziestokrotnie większe niż w przypadku reszty
populacji - nie jest to wskaźnik, który można lekceważyć".
Wnioski te wspiera doktor John Money, jeden z uczestników debaty na ten
temat. W artykule Human Behavior Cytogenetics opublikowanym w "Journal
of Sex Research" pisze: "Wydaje się zupełnie oczywiste, że dodatkowy
chromosom w każdej komórce mózgu sprawia, że dana osoba jest bardziej
podatna na zaburzenia bądź nieprawidłowości zachowań, co może być jedną
z przyczyn psychopatii ze skłonnościami do przemocy".
W trakcie studiów nad przypadkiem amerykańskiego seryjnego zabójcy
Arthura Johna Shawcrossa (obecnie już nieżyjącego) odnalazłem Supermana
- a przynajmniej prawie Supermana! Shawcross nie dość, że cierpiał na
wspomniany wyżej zespół chromosomów XYY, to jeszcze jego organizm
charakteryzowała nierównowaga biochemiczna. Wielu z nas przeżywa skutki
takiej nierównowagi w trakcie porannego kaca, ale problemem Arthura były
nieprawidłowe stężenia mało znanej substancji zwanej kryptopirolem. O kryptopirolu wiadomo niewiele, do tego stopnia, że specjaliści, z którymi kontaktował się doktor Kraus, nigdy o nim nie słyszeli, a laboratorium biochemiczne Uniwersytetu Rochester nie znało nawet
prawidłowej pisowni nazwy tego związku chemicznego i odpowiedziało:
"...brzmi to jak jakaś nazwa z filmu o Supermanie, prawda?". Wszystko to
wydaje się oczywiście odrobinę naciągane, jednak czy tego chcemy, czy
nie, zwiększone stężenie kryptopirolu stwarza bardzo poważne problemy.
Badania laboratoryjne krwi i moczu Shawcrossa przeprowadzone przez
doktora Krausa wykazały, że poziomy miedzi, cynku, żelaza i histamin są
w normie, jednak jeden z wyników badania moczu okazał się kompletnie
zaskakujący. Stężenie kryptopirolu wynosiło "H 200,66 mikrograma na 100
centymetrów sześciennych" zamiast spodziewanej wartości 0-20. Litera "H"
to skrót laboratoryjny oznaczający High (poziom wysoki).
Nazwa "kryptopirol" pochodzi od greckich wyrazów kryptos, czyli
"ukryty", i pyr, "ogień", oraz łacińskiego rdzenia ol, oznaczającego
"olej". Innymi słowy, "kryptopirol" to "ukryty ognisty olej", substancja
chemiczna przypominająca związki działające toksycznie na mózg, na
przykład LSD (narkotyk psychodeliczny, dietyloamid kwasu lizergowego).
Wysokie stężenie kryptopirolu, choć nie jest objawem żadnej konkretnej
choroby, uważa się za biochemiczny wskaźnik zaburzeń psychicznych;
przypomina to nieco wskazania termometru. Metabolit ten
(5-hydroksy-kryptopirol laktam) zwykle występuje u badanych albo w bardzo niewielkich ilościach, albo wcale; można go wykryć w moczu, który
przybiera czasem fiołkoworóżową barwę.
Niestrudzony doktor Kraus, czując, że wreszcie natrafił na coś
ciekawego, przeprowadził dodatkowe studia i ustalił, że nawet zawartość
kryptopirolu na poziomie dwudziestu mikrogramów na sto centymetrów
sześciennych stanowi powód do niepokoju. W przypadku Shawcrossa stężenie
było niewiarygodnie wysokie, na poziomie dwustu mikrogramów na sto
centymetrów sześciennych. Kryptopirol jest spokrewniony z żółcią, a gdy
jego stężenie jest zbyt wysokie, może się łączyć z witaminą B6 i cynkiem, wywołując zaburzenie przemiany
materii o nazwie pyroluria. Okazało się to kolejnym kluczem do
zrozumienia psychopatii Shawcrossa, ponieważ ludzie chorzy na pyrolurię
dobrze funkcjonują w spokojnym, przewidywalnym otoczeniu, korzystając z odpowiedniej diety. Z wyjątkiem początkowych okresów aklimatyzacyjnych,
które są trudne dla wszystkich nowych więźniów, Shawcross, podobnie jak
większość seryjnych zabójców, z którymi rozmawiałem, zawsze czuł się
dobrze w hierarchicznym świecie zakładów karnych, gdzie dieta ma
charakter zrównoważony.
Ludzie cierpiący na pyrolurię źle funkcjonują poza uporządkowanym
środowiskiem więziennym. Jeśli zostają sprowokowani, nie są w stanie
zapanować nad gniewem; miewają wahania nastroju, nie znoszą nagłych
głośnych dźwięków, są wrażliwi na jaskrawe światło i często bywają
"nocnymi markami". Zwykle nie jedzą śniadań, z trudem przypominają sobie
sny i mają kiepską pamięć krótkoterminową, więc łatwo ich przyłapać na
kłamstwie. Niekiedy ich skóra jest pozbawiona pigmentacji, wydają się
bladzi. Przedwcześnie siwieją i z trudem radzą sobie ze stresem. Mogą
być bardzo niebezpieczni i stanowią zagrożenie dla otoczenia.
Studiowałem psychikę Shawcrossa przez wiele lat i wielokrotnie z nim
rozmawiałem, a odkrycia doktora Krausa rzuciły interesujące światło na
jego osobowość i zachowania. Doktor Kraus uważa, że obserwowane u tego
seryjnego mordercy objawy to skutek niezwykle wysokiego poziomu
toksycznych związków chemicznych. W biografii Shawcrossa można znaleźć
niewłaściwe relacje z rodzicami, nieprawidłowe elektrokardiogramy,
ogólną nerwowość, stopniowy zanik ambicji, kiepskie wyniki w nauce i zmniejszenie potencji seksualnej. Odkryłem, że przeżywał te problemy
przez całe życie, od kolebki do grobu.
Nierównowaga biochemiczna nie stanowi okoliczności łagodzącej pod
względem prawnym, jednak nieprawidłowości metaboliczne miały poważne
skutki w psychice - nadmierną drażliwość, napady szału, niezdolność do
panowania nad gniewem i stresem, wahania nastroju, skłonność do przemocy
i zachowań psychopatycznych. Shawcrossa można nazwać "chodzącą bombą
zegarową". Poświęciłem mu cały rozdział bestsellera Rozmowy z seryjnymi
mordercami, opublikowanego przez Johna Blake'a.
Innym przedmiotem moich studiów był Kenneth Alessio Bianchi, którego
uważam za wcielenie zła - rozumiem przez to całkowity brak empatii dla
innych. W gruncie rzeczy gdyby ktoś zajrzał do słownika i wyszukał słowo
"zło", mógłby tam zobaczyć nieruchome, czarne jak atrament oczy
Bianchiego. Ken to jeden z najzimniejszych ludzi, z jakimi kiedykolwiek
rozmawiałem, a to o czymś świadczy, możecie mi wierzyć. Jednak nie jest
psychopatą w znaczeniu medycznym i prawnym.
W 1979 roku, w trakcie toczącego się w stanie Waszyngton procesu tego
odrażającego, sadystycznego seryjnego mordercy seksualnego, kilku
najwybitniejszych psychiatrów amerykańskich nie mogło się zgodzić - i w dalszym ciągu nie może - co do diagnozy na temat psychiki tego
przestępcy. Pewien doświadczony, twardy jak stal detektyw użył w rozmowie ze mną zdania, które jest trudne do przełknięcia: "Bianchi
wylągł się w słońcu, kiedy Lucyfer wyrzygał się za mur wychodka".
Wygląda na to, że kiedy Ken pokłócił się z dziewczyną albo miał jakiś
problem, wychodził i kogoś zabijał. Właśnie dlatego jestem przekonana,
że w latach 1971-1973 zabił trzy uczennice. Powiedziałam to nawet
policji.
Frances Bianchi, która adoptowała Kennetha, w rozmowie z autorem, 1996
Bianchi kłamał, by wyglądać na inteligentniejszego niż w rzeczywistości:
nie chciał uchodzić za kogoś gorszego w oczach rówieśników, którzy
odnosili sukcesy, choć on sam zaliczał porażki. Pragnął podziwu, lecz na
niego nie zasługiwał. Miał koszmarne wyniki na studiach, próbował
wstąpić do policji, ale jego podanie odrzucono i zaproponowano mu
objęcie funkcji strażnika w areszcie, a wtedy to on odmówił. Musiał być
najlepszy we wszystkim, czym się zajmował.
Kiedy analizujemy życiorys Bianchiego, widzimy, że stawiał sobie zbyt
wyśrubowane cele, bo uważał, że jest kimś wyjątkowym.
Kobiety, które nabierały się na kłamstwa przystojnego, z pozoru
wiarygodnego łgarza, szybko odkrywały, co się kryje pod fałszywą maską -
rzucały go, gdy je zdradzał. Nie potrafił zrozumieć emocji i potrzeb
innych osób ani się z nimi identyfikować: dotyczyło to również jego
matki Frances Bianchi, a później konkubiny Kellie Kay Boyd (obecnie już
nieżyjącej). Czuł, że wszystko mu się należy. Wyniosły i skupiony na
sobie, święcie wierzył, że jest lepszy niż wszyscy pozostali ludzie, i dlatego odnosił się do nich protekcjonalnie. Jednak w końcu poniósł
fiasko: wszystkie jego powierzchowne relacje interpersonalne się
rozpadły, a marzenia o sukcesie legły w gruzach. Jego przekonanie o własnej wartości, wyniosłość i arogancja przypominały nadęty balon
kołyszący się na cieniutkiej nici i mogący lada chwila pęknąć. W końcu
jego świat runął jak zamek z piasku.
Kiedy w październiku 1979 roku ten bestialski potwór został skazany na
karę dożywotniego więzienia, zabrał głos Kościół i oświadczył: "Ken to
dobry człowiek i odnalazł Pana". Jak już wspomniałem, pewien duchowny
poparł wniosek o przedterminowe zwolnienie Bianchiego i napisał: "Mam
dwie młode córki i zaprosiłbym go nawet do swojego domu. Jego relacje z moją rodziną z pewnością dobrze by się ułożyły".
Kenneth uzyskał później licencjat z prawa, po czym zrobił doktorat i został członkiem Krajowego Stowarzyszenia Adwokatów. W 1988 roku w liście do mnie napisał, że uzyskał też licencjat w zakresie nauk
humanistycznych.
U Bianchiego stwierdzono objawy rozszczepienia jaźni: po jego
aresztowaniu psychiatrzy musieli badać dwie osobowości - "Steve'a" i "Billy'ego". Niedawno liczba jego osobowości jeszcze się zwiększyła.
Odnalazł w sobie dwie nowe, noszące staroświeckie włoskie nazwiska -
"Anthony Amato" (co oznacza "ukochany") oraz "Nicholas Fontana". Ten
dziobaty mężczyzna ma mnóstwo wielbicielek liczących na to, że zostanie
ich mężem.
Zapomnijcie o tym, dziewczęta! Miał trzy żony i szybko się z nimi
rozwiódł.
Kiedy Kenneth zbierał swoje mordercze żniwo, wymyślał inne fałszywe
tożsamości. Przebywając w Los Angeles, udawał psychiatrę
przedstawiającego się jako "doktor Bianchi", ale nie udało mu się zdobyć
pacjentów. Później występował jako fałszywy policjant; następnym
wcieleniem był "kapitan Bianchi" - pracował wtedy jako ochroniarz w niewielkim nadmorskim mieście Bellingham w stanie Waszyngton, gdzie
zabił dwie licealistki. Zamordował przynajmniej kilkanaście kobiet i dwie uczennice. Nawiasem mówiąc, jest w dalszym ciągu głównym
podejrzanym w sprawie morderstwa trzech dziewczynek w Rochester w stanie
Nowy Jork na początku lat siedemdziesiątych. Miłośnicy reportaży o tematyce kryminalnej wiedzą, że media nazywały te zabójstwa
"Morderstwami na Tę Samą Literę" albo "Morderstwami Alfabetycznymi",
ponieważ imiona i nazwiska ofiar zaczynały się od tej samej litery:
Carmen Colon (dziesięć lat), Wanda Walkowitz (jedenaście lat) i Michelle
Maenza (jedenaście lat).
Chris, naprawdę zgubiłem siedem stron, o które prosisz.
Bianchi w liście do autora (1996) na temat dokumentów związanych ze
śledztwem w sprawie zabójstw Karen Mandic i Diany Wilder w Bellingham 11
stycznia 1979
(Dokumenty dotyczące miejsc pobytu Bianchiego i badań krwi odnaleziono
później w jego celi, kiedy autor poprosił o jej przeszukanie).
Detektyw Terry Wight, jeden z policjantów, którzy aresztowali Bianchiego
w Bellingham, powiedział mi coś takiego: "Mieliśmy w dupie, czy to
wariat, czy nie. Możemy tylko powiedzieć, że Bianchi to albo cholernie
dobry aktor, albo dyplomowany łgarz. Niech pan popatrzy na zdjęcia z miejsc zbrodni i powie, czy rodziców tych martwych dziewczyn może
obchodzić jego psychika".
Detektyw Wight trafił w sedno. Czułem do tego policjanta wielką
sympatię.
Później szef ekipy śledczej, detektyw Robert Knudsen, w barze w Bellingham, gdzie jedliśmy stek z frytkami, powiedział mi coś jeszcze
bardziej uderzającego: "Ten gość [Bianchi] jest równie uczciwy jak
polityk. Oświadczyłem mu prosto z mostu: "Musimy robić swoje i wiemy, że
byłeś w tym domu, gdy zginęły te dziewczyny. Mamy świadków, fanie
szybkich aut... mamy odciski palców... mamy DNA z twoich zasranych spodni.
Laboratorium udowodni, że jesteś mordercą. Mój szef chce cię powiesić.
Porozmawiasz z nami poważnie i zaczniesz współpracować czy wolisz
wciskać nam kit i popełnić samobójstwo?". Hej, Chris, stary, napijesz
się jeszcze piwa?".
Przyjąłem piwo, bo poczułem sympatię również do Boba Knudsena.
Detektyw Richard Crotsley (wydział zabójstw policji Los Angeles) wyraził
jeszcze dalej idącą opinię: "Gdyby Bianchi trzymał gębę na kłódkę, nawet
najgłupszy obrońca z urzędu tak zamąciłby sprawę, że jego klient
znalazłby się na wolności po kilku godzinach. Proces sądowy mógłby się
skomplikować, psychiatrzy uznaliby Bianchiego za wariata, a później co
najmniej dziesięć lat trwałyby spory na temat jego stanu psychicznego.
Doszłoby do karuzeli apelacji, trafiłby do stanowego szpitala
psychiatrycznego, gdzie postawiono by diagnozę, wróciłby do więzienia,
potem znowu do wariatkowa, i tak kółko. Więzienia pękają w szwach, w chwili wydania wyroku ludzie będą pić drinki w barach na Marsie. Ten
sukinsyn powinien zadyndać na szubienicy!".
Bardzo mi się podobały te uwagi, ponieważ je podzielam. Czytelnicy
zapewne rozumieją, że moje doświadczenia są ograniczone -
korespondowałem z wieloma mordercami i przeprowadzałem z nimi wywiady.
Podobnie jak policjanci, którzy muszą wyjaśniać straszliwe zbrodnie i widzą tragedie rodzin ofiar, mówię to, co myślę, i piszę to, co mówię.
Nie wierzę w opinie profesjonalistów, którzy prowadzą wykłady i teoretyzują na temat morderczych psychopatów, nie spotkawszy żadnego z tych pokręconych ludzi. Krótko mówiąc, jestem normalnym człowiekiem,
podobnie jak Czytelnicy tej książki. Zapomnijmy o terminologii, o efektownych etykietach, którymi lekarze opatrują tych przerażających
zbrodniarzy. Ludzie bywają bardzo dobrzy albo bardzo źli, musimy się po
prostu z tym pogodzić.
Inny przykład, tym razem związany z Anglią. Pacjenci doktora Harolda
Shipmana, jego żona, najbliżsi przyjaciele i koledzy po fachu (w tym
wielu psychiatrów), z którymi pracował przez kilkadziesiąt lat, byli
przekonani, że jest dobrym, troskliwym lekarzem rodzinnym. Czyż nie
doznaliśmy wstrząsu, kiedy Shipman został zdemaskowany jako jeden z najbardziej osławionych seryjnych zabójców w historii?! To tragiczne,
ale podczas wizyt domowych Harolda przeszło dwustu ufnych pacjentów
otrzymało śmiertelne zastrzyki i nigdy więcej się nie obudziło.
Czy można sobie wyobrazić coś takiego nawet w najbardziej fantastycznych
snach? Pomyślcie, że chodzi o waszą matkę, która jest w dobrym stanie
zdrowia i tylko trochę bolą ją stopy. W podnieceniu telefonuje i mówi,
że po południu wpadnie doktor Shipman. "To taki miły lekarz - dodaje. -
Ma brodę, wiesz. Zawsze ubiera się jak twój zmarły tata, Panie świeć nad
jego duszą. Tweedowa marynarka, sztruksowe spodnie, kraciasta koszula z mieszanki bawełny i wełny, półbuty... Hm, tata też był jednym z pacjentów
doktora Shipmana".
Wieczorem otrzymujecie telefon, że wasza ukochana matka znajduje się w kostnicy, ponieważ "zmarła z przyczyn naturalnych". Dwadzieścia pięć
minut po kremacji odkrywacie, że majątek matki, wart trzysta
pięćdziesiąt tysięcy funtów, który mieliście nadzieję odziedziczyć,
został zapisany w testamencie doktorowi Shipmanowi, a on w sekrecie
przygotowuje wyjazd do Hiszpanii.
Cholera!
Kiedy czytacie zapewnienia, że po przestudiowaniu książki, artykułu
prasowego lub tekstów opublikowanych w internecie, a nawet obejrzeniu
programu telewizyjnego, można rozpoznać morderczego psychopatę i przedłużyć sobie życie, proszę, byście się głęboko zastanowili. W większości przypadków opisanych w Rozmowach z psychopatami ofiary
odkrywają, że umrą, dopiero gdy jest już za późno; pacjenci doktora
Shipmana tracili życie, nie mając pojęcia o psychice swojego zabójcy.
Aby rozwinąć tę argumentację, rozważmy przypadek Syeda Farooka i Tashfeen Malik. Myślę, że stąpam w tym momencie po pewnym gruncie,
ponieważ para ta, małżeństwo z Redlands w Kalifornii, przeprowadziła
najbardziej krwawy po zamachu na World Trade Center atak terrorystyczny
w Stanach Zjednoczonych; zginęło w nim czternaście osób, a dwadzieścia
dwie odniosły poważne rany.
Farook (dwadzieścia osiem lat) i Malik (dwadzieścia siedem), obywatele
amerykańscy, posiadacze zielonych kart i rodzice sześciomiesięcznego
dziecka, w środę 2 grudnia 2015 roku, ubrani w kamizelki kuloodporne i mundury polowe, dokonali masakry w ośrodku pomocy niepełnosprawnym
Inland Regional Centre w San Bernardino. Oboje zginęli od kul
policjantów w chaotycznej strzelaninie, jaka się wywiązała. FBI znalazła
w ich domu pięć tysięcy sztuk amunicji, dwanaście bomb rurowych oraz
wyposażenie niezbędne do ich produkcji, a także dywanik modlitewny.
Psychopaci Farook i Malik przygotowali atak terrorystyczny. Korzystali z przywilejów związanych z życiem w wolnym społeczeństwie, otrzymywali
pieniądze od państwa, a jednak bez najmniejszych skrupułów postanowili
popełnić wyjątkowo odrażające masowe morderstwo. Taką samą nieczułość
okazali swojemu dziecku, którego przyszłość ich nie interesowała.
Czy najbliżsi krewni i znajomi Farooka i Malik podejrzewali, że to
groźni psychopaci? Mohammad Abuershaid, jeden z prawników rodziny
Farooka, powiedział: "[Malik] była tradycjonalistką. Prowadziła dom,
opiekowała się dzieckiem i nie pracowała (w Stanach Zjednoczonych o takich kobietach mówi się, że "pielęgnują ognisko domowe"). Kiedy
rodzina dowiedziała się, co się stało, doznała szoku. Zupełnie się tego
nie spodziewaliśmy". Siostra Farooka oświadczyła, że była wstrząśnięta
morderczym atakiem dokonanym przez członków swojej rodziny: "Nie
wyobrażałam sobie, że mój brat i bratowa mogliby zrobić coś takiego".
Kobieta pielęgnująca ognisko domowe, rzeczywiście. Raczej konstruktorka
bomb rurowych!
Nie żyjemy w utopijnej krainie. Dziennikarz kryminalny Joel Norris
sugerował, że należy się nauczyć rozpoznawać psychopatów, a nawet -
jeśli spełniają odpowiednie kryteria - donosić o nich władzom. Kiedy w czyimś zachowaniu można dostrzec objawy psychopatii, nie oznacza to
jednak, że ta osoba jest bezdusznym mordercą. Jakieś cechy
psychopatyczne ma co najmniej jeden procent populacji - owszem, jedną z takich osób może być wasz partner, żona, dentysta, a nawet uzbrojony
amerykański policjant zachwycony swoją władzą, ale prawdopodobieństwo,
że zostaniecie zamordowani przez psychopatycznego zabójcę, jest
niezmiernie małe.
Społeczeństwo tworzy zasady, których powinniśmy przestrzegać. Większość
z nas je zna i kieruje się nimi, bo kary za ich naruszanie bywają bardzo
surowe. Niestety, zdarzają się ludzie, którzy łamią te zasady, i w niektórych stanach grozi im za to kara śmierci. Dokonują takiego wyboru
i mogą winić tylko samych siebie.
Stuart Namm, sędzia w okręgu Suffolk na Long Island, w rozmowie z autorem, 1994
Ogólnie rzecz biorąc, psychopatyczni mordercy z Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych - a także większości innych krajów - często
próbowali ocalić swoje życie, powołując się na niepoczytalność, ale
rzadko im się to udawało. Wynika to stąd, że w kontaktach ze zwykłymi
ludźmi psychopaci zachowują się absolutnie normalnie, toteż nawet ich
najbliżsi - rodzina, przyjaciele i koledzy z pracy - nie znają ich
tajemnic ani mrocznych zakamarków psychiki.
Amerykański psychiatra sądowy doktor Martin Blinder sformułował to
lapidarnie w swojej książce Psychiatry in the Everyday Practice of Law
z 1973 roku: "Na pierwszy rzut oka psychopata wydaje się całkowicie
normalny". Następnie wymienił cechy psychopatii: "Psychopata nie ma
urojeń, halucynacji ani uszkodzenia pamięci; dobrze rozumie
rzeczywistość. Jego nieobliczalne zachowania są wynikiem trwałych
defektów osobowości - niezdolności przestrzegania reguł społecznych,
odczuwania satysfakcji, tolerowania frustracji, kontrolowania popędów i tworzenia związków".
Psychopata przede wszystkim pragnie, niezależnie od konsekwencji, zdobyć
to, na co ma chęć. Interesują go tylko własne potrzeby, nie jest w stanie zrozumieć potrzeb innych, co oznacza, że nonszalancko lekceważy
ludzi albo wykorzystuje ich do własnych celów. Oczywiście nie wszystkie
osoby o cechach psychopatycznych popełniają morderstwa, choć czasem mogą
stosować przemoc albo zachowywać się w sposób gwałtowny, by rozładować
ukryte emocje lub wewnętrzne napięcia.
Wielu psychopatów ma tendencje aspołeczne; pojawiają się one i rozwijają
w dzieciństwie. Psychopata nie budzi się pewnego ranka i nie spostrzega,
że stał się potworem; rozwój w pełni ukształtowanej morderczej
psychopatii jest poprzedzony długim okresem inkubacji. W przypadku
morderców seksualnych, których mogłem obserwować, zawsze istniał taki
okres, niemal "proces dojrzewania". Najpierw sprawca popełniał drobne
przestępstwa, na przykład kradzieże, później zajmował się podglądactwem,
co dawało mu zadowolenie seksualne. Czasami uprawiał stalking, następnie
napastował kobiety, stawał się gwałcicielem, później seryjnym
gwałcicielem, a wreszcie mordercą, z czasem seryjnym. Wielu spośród tych
osobników czerpało swoje fantazje z pornografii, po czym, nie mogąc się
od nich uwolnić, wpadało w spiralę przemocy.
Właśnie dlatego próby poszukiwania miłości w internecie również mogą być
niebezpieczne. Sieć zawiera tysiące stron WWW, czatów i forów
dyskusyjnych, gdzie na naiwne ofiary polują tacy mężczyźni jak Neville
Heath. Nie musicie wierzyć mi na słowo: nie ma miesiąca, by jakaś
kobieta nie została okradziona z oszczędności całego życia przez
bezwzględnego oszusta, by czyjeś dziecko nie zostało porwane przez
pedofila, by ktoś nie został zgwałcony albo nawet zamordowany przez
bezlitosnego drapieżnika - pająka w ludzkiej skórze, który powoli utkał
sieć, by schwytać co najmniej jedną niewinną ofiarę.
Badania wykazały, że psychopaci cierpią na poczucie alienacji, które
sprawia, że nie są związani z resztą społeczeństwa i wyrastają na ludzi
pozbawionych sumienia. Z tego powodu jeden ze specjalistów nazywa
psychopatów "mistrzami oszustwa" - nie mają żadnych skrupułów i działają
tylko we własnym interesie. Psychopata o morderczych skłonnościach jest
pozbawiony poczucia winy i jakichkolwiek zahamowań; może zabijać wiele
razy. Przyczyną morderstw nie jest niezrównoważenie psychiczne, tylko
pragnienie zaspokojenia seksualnego, doznania przyjemności.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki