Rozmowa 3: Islam a radykalizm i terroryzm
Pamiętasz, jak po 11 września ludzie zaczęli nagle zwracać uwagę na muzułmanów z brodami w samolotach? Te wszystkie opowieści o tym, jaki to rzekomo muzułmanie mają szalony wzrok, jak było strasznie w tym samolocie "bo nigdy nie wiadomo". Czyja to wina? Muzułmanów? Al-Ka'idy? Europy?
Nie rozpatrywałabym chyba tego w kategorii winy, poza winowajcą zasadniczym, czyli zamachowcami i tymi, którzy ten zamach obmyślili. Do czasu pojawienia się tzw. Państwa Islamskiego, czyli przez ponad dekadę, to Al-Ka'ida wywoływała największy lęk. A że zamach został przeprowadzony w imię islamu i wymierzony przeciw zachodniej cywilizacji, nic dziwnego, że mieszkańcy Zachodu zaczęli bać się muzułmanów. To było coś zupełnie nowego, niespotykanego i niewyobrażalnego - cios w serce Ameryki, przemyślany projekt o niewielkim budżecie (bo tylko około 500 tys. USD).
Zachód musiał jakoś zmierzyć się z nową sytuacją, bo przecież nikt jej nie przewidział, nikt jej nie rozumiał, a co gorsza, nie było wiadomo, co może być dalej. Pamiętam, jak w kolejnych latach międzynarodowe ośrodki badania opinii społecznej zaczęły nagle obejmować swoim zakresem również państwa muzułmańskie (przedtem nikt specjalnie nie kwapił się, aby poznać zdanie muzułmanów). Padały pytania: czy ufasz Ibn Ladinowi? Czy popierasz działania Al-Ka'idy? Czy nienawidzisz Zachodu? Pytania te wskazywały na gorączkową potrzebę dowiedzenia się, dlaczego "oni" nas tak nienawidzą i jak daleko są w stanie się posunąć.
Równolegle wzmocniono procedury bezpieczeństwa. Wierzę, że dzięki temu udało się zapobiec podobnym wypadkom. Ale wiem zarazem, że czasami były one zakrojone na zbyt szeroką skalę. Pamiętam, na przykład, opowieść znajomego Araba o tym, jak pojawiły się u niego w mieszkaniu służby specjalne, które zostały zaalarmowane przez sąsiadów. Z jego mieszkania wydobywały się dziwne dźwięki, więc być może konstruował bombę. Okazało się, że te dźwięki to bulgotanie postawionej na podłodze fajki wodnej. To były też czasy, gdy zagubione studenckie notatki z lekcji arabskiego odnajdywały się na najbliższej komendzie policji.
Czyli były jakieś zalety... A jaki stosunek do terroryzmu mają muzułmanie?
Na początku warto zapytać, co muzułmanie rozumieją przez terroryzm. Dosyć często zaciera się bowiem granica między terroryzmem a działalnością partyzancką, przy czym wszystko zależy od tego, po której jesteśmy stronie. Ilustracją niech będą badania sondażowe zrealizowane przez Uniwersytet Jordański w 2005 roku w pięciu państwach arabskich. Zapytani o to, jakie działanie kwalifikują jako terroryzm, zdecydowana większość Egipcjan, Jordańczyków, Libańczyków, Palestyńczyków i Syryjczyków odpowiadała, że są to operacje koalicji amerykańskiej w Iraku, wjeżdżanie buldożerami na pola uprawne w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu, czy zabijanie palestyńskiej ludności cywilnej przez wojska Izraela. Zdecydowana mniejszość była gotowa uznać za działania terrorystyczne ataki na siły amerykańskiej koalicji w Iraku, czy działania Hezbollahu wymierzone w Izrael. Ugrupowania takie jak Islamski Dżihad, Hamas, Brygady Męczenników Al-Aksa, czy Al-Ka'ida zostały uznane przez większość respondentów za organizacje narodowo-wyzwoleńcze[16]. One's man terrorist is another man's freedom fighter. Pytając o terroryzm możemy zatem mieć na myśli coś zupełnie innego niż nasi respondenci. Podobnie rzecz się ma z zamachami w Paryżu. Dla mieszkańców Bliskiego Wschodu, wstrząsanego atakami zbrojnymi, wydarzenia te jawiły się jako kolejny element w serii ataków, a nie coś wyjątkowego.
Co to jest dżihad? Ale w praktyce? Czy dżihad oznacza, ze każdy muzułmanin powinien rzucić się na mnie z nożem, bo jestem chrześcijaninem czyli "niewiernym"?
Słowo 'dżihad' pochodzi od arabskiego słowa dżahada oznaczającego dokładanie starań w jakimś celu. Może to być na przykład działalność społeczna, albo ulepszanie siebie (np. chodzenie na zajęcia z zumby, zaangażowanie się w WOŚP), wówczas jest to - jak uważają niektórzy - dżihad większy. Może to być również walka zbrojna, pod warunkiem, że doszło do ataku na islam lub muzułmanów - wtedy jest to dżihad mniejszy; w Koranie pojawia się także dżihad rozumiany jako walka ofensywna. Nie ma natomiast pojęcia 'święta wojna', gdyż w czasach, gdy kształtowała się doktryna muzułmańska, nie było podziału na sacrum i profanum; wszystko należało do sacrum. To my, ludzie chrześcijańskiego Zachodu, organizowaliśmy krucjaty, czyli właśnie "świętą wojnę".
Współcześnie dżihad stał się synonimem walki świata islamu z Zachodem. Wynika to z działalności ugrupowań fundamentalistycznych, które ogłaszają dżihad, utożsamiając go z wojną w imię islamu. Nietrudno znaleźć przykłady działań państw zachodnich, które mogą być wykorzystane jako pretekst do walki w obronie islamu - może to być wojna w Afganistanie, sytuacja Palestyńczyków (w tym wypadku Izrael traktowany jest jako forpoczta Zachodu), ale także zalew amerykańskiej popkultury - przyczyna może być dowolna, wystarczy tylko chcieć ją znaleźć. Warto dodać, że ofiarami takiego fundamentalistycznego rozumienia pojęcia dżihadu padają często sami muzułmanie. Według największych radykałów dżihad należy stosować wobec wszystkich, którzy nie podzielają ich poglądów.
A odpowiadając na Twoje pytanie - jako chrześcijanin należysz do ludu księgi, czyli do ahl al-kitab. Nie jesteś zatem niewiernym, gdyż chrześcijanom, jak i żydom, zostało objawione Pismo. Według muzułmanów wierzą oni w tego samego Boga, tylko nie zaakceptowali posłannictwa Mahometa (a żydzi dodatkowo Jezusa - będącego w islamie prorokiem). Muzułmanie mogliby prowadzić z Tobą walkę, jak długo nie zaakceptowałbyś ich zwierzchnictwa. Wówczas musiałbyś płacić podatek - dżizję - za co uzyskałbyś ochronę. Przede wszystkim jednak musiałbyś urodzić się kilka wieków wcześniej, bo przepisy te miały zastosowanie do realiów społecznych VII-wiecznej Arabii i późniejszych czasów ekspansji imperium muzułmańskiego.
To skąd się biorą "muzułmańscy" terroryści?
Na to pytanie istnieją przynajmniej dwie odpowiedzi, obie niepoprawne politycznie, choć jedna bardziej i od niej zacznę. Jeszcze 20 lat przed 2001 roku większość zamachów terrorystów-samobójców nie odwoływała się do przesłanek religijnych, a do końca lat 90. XX wieku w zasadzie nie było zamachów terrorystycznych na Bliskim Wschodzie, a większość miała miejsce w Ameryce Łacińskiej.
Sytuacja zmieniła się na początku XXI wieku - wówczas większość zamachów zyskała charakter religijny, a w państwach takich jak Afganistan, Jemen czy Pakistan stały się one smutnym elementem życia codziennego. Serwis internetowy Loon Watch ilustruje tę zmianę danymi liczbowymi: w latach 2005-2011 muzułmanie stanowili od 82% do 97% wszystkich ofiar śmiertelnych terroryzmu, a na trzy państwa muzułmańskie (Afganistan, Irak i Pakistan) przypadało od 59% do 77% wszystkich wypadków śmiertelnych. Punktem zwrotnym były lata 2001 i 2003 - odpowiednio początek amerykańskiej inwazji na Afganistan i na Irak. Wtedy nastąpił dramatyczny wzrost liczby ataków terrorystycznych[17]. Innymi słowy, terroryści muzułmańscy stali się terrorystami ze względów politycznych i wykorzystują religię do legitymizacji swoich działań.
Druga odpowiedź wiąże się z przyznaniem religii, czyli islamowi, mocy sprawczej i postrzeganie jej jako źródła motywacji terrorystów. Pojawia się jednak pytanie bez odpowiedzi, dlaczego zdecydowana większość wyznawców islamu nie interpretuje w ten sposób swojej religii (gdyby tak było, islam nie byłby drugą najliczniejszą na świecie religią, gdyż większość muzułmanów poniosłaby śmierć w samobójczym ataku). Związek religii z terroryzmem nie jest jednak jednoznaczny. Na przykład, badając biografie terrorystów muzułmańskich, Marc Sageman[18] zauważył, że przed przystąpieniem do organizacji terrorystycznej byli to ludzie często dosyć luźno związani z islamem, a przystąpienie do organizacji wiązało się z przyjęciem tzw. ideologii salafickiej. Z kolei badaczki zajmujące się terrorystami czeczeńskimi zauważyły, że niektóre formy religijności, zwłaszcza sufizm, stanowiły skuteczną ochronę przed radykalizacją. Można zatem powiedzieć, że osoby o płytkiej i powierzchownej wiedzy religijnej były bardziej podatne na radykalną ideologię religijną[19].
Co może siedzieć w głowie kogoś, kto się wysadza w powietrze? Oni naprawdę wierzą, że zostaną męczennikami? Naprawdę wierzą, że dostaną 77 dziewic?
Pomysł z dziewicami pochodzi z hanbalizmu, radykalnej wersji interpretacji islamu. Upowszechnili go wahabici. Wcześniej takiego pomysłu nie było. Według Ibn Hanbala (IX w.) dziewic ma być ponoć 72, choć - jak powiada z kolei mój znajomy muzułmanin - taka wieczna dziewica to musi być nie lada udręka. Nie wiemy, co siedzi w głowach terrorystów samobójców, zwłaszcza że po udanej misji nie ma ich jak zapytać. Można na przykład analizować ich pożegnalne wiadomości - jeżeli takie zostawili - jednak często jest to rodzaj kreacji artystycznej. Zresztą autor prędzej opowie, dlaczego odbiera sobie i innym życie, niż o tym, na co liczy w życiu po śmierci.
Skoro poruszyłeś wątek męczeństwa, warto dodać, że w klasycznym islamie istnieją znacznie bardziej pokojowe metody uzyskania tego statusu. Już sam termin 'męczennik' to po arabsku 'szahid' czyli "świadek" - zaświadczający wielkość islamu. Wyróżniano trzy kategorie męczenników: na tym i na tamtym świecie (osoby, które zginęły jako męczennik i zostały uznane za męczenników na Sądzie Ostatecznym), tylko na tym świecie (tacy, którzy zostali uznani przez ludzi, ale nie przez Boga), oraz tylko na tamtym świecie (którzy nie zginęli śmiercią męczeńską, ale w niebie mają status męczenników).
Męczennikiem na tym i na tamtym świecie można zostać, ginąc na przykład na polu walki. Osoba taka chowana jest w stroju, w jakim zginęła, aby w dniu Sądu Ostatecznego jej szaty świeciły blaskiem i pachniały piżmem. Męczennikiem tylko na tym świecie można zostać, próbując uzyskać status męczennika (na Sądzie Ostatecznym okaże się, że zamiary były nieszczere). Męczennikiem tylko na tamtym świecie może zostać np. matka, która umrze przy porodzie, robotnik, który spadnie z rusztowania, a nawet śpiący - bo być może śnił o Bogu. Naturalnie radykalne ugrupowania muzułmańskie nie będą motywować swoich zwolenników do pobożnego życia, aby stali się męczennikami tylko na tamtym świecie. Nie jest to w ich interesie. A do której kategorii zaliczony zostanie ten, co wysadza się w powietrze? Mam nadzieję, że co najwyżej do drugiej.
Jak się rekrutuje takiego zamachowca? Pewnie bardzo ważna jest tutaj psychologia?
Przykład tzw. Państwa Islamskiego wskazuje jednoznacznie, że wystarczy internet. A poważnie - nie ma jednego modelu rekrutacji, choć jednym z kluczowych czynników mobilizacji przyszłych terrorystów jest poczucie niesprawiedliwości (bardzo szeroko rozumianej) i związana z nim chęć zemsty. Zemsta może dotyczyć krzywd doznanych bezpośrednio przez terrorystę albo jego najbliższych, może mieć także charakter zapośredniczony.
Osobista trauma jako motywator działań terrorystycznych znajduje uzasadnienie w miejscach, gdzie opresja jest stałym elementem rzeczywistości społecznej, na przykład w Palestynie czy w Czeczenii. Osadzenie jej w islamie daje legitymację ideologiczną i sprawia, że zemsta nabiera dodatkowego znaczenia dla jednostki. Jednak zdecydowana większość terrorystów czy osób ich wspierających nie miała tak silnych traumatyzujących przeżyć. Podobną rolę odgrywa tu więc zapośredniczone poczucie krzywdy, dotyczące innych muzułmanów. Nie bez powodu w komunikatach propagandowych ugrupowań terrorystycznych aż roi się od materiałów przedstawiających tragedie doznawane przez muzułmanów w Palestynie, Czeczenii i Iraku. Stanowią one niepodważalny dowód wrogich działań Zachodu, za które należy się zemścić.
A istnieją osoby podatne na taką rekrutację i osoby, które nie mają predyspozycji do bycia terrorystą?
Zdecydowanie najwygodniejszą odpowiedzią na to pytanie byłoby stwierdzenie, że terroryzm jest zaburzeniem psychicznym przejawiającym się u osób o określonym typie osobowości. Podejście takie dominowało do lat 80. ubiegłego stulecia, jednak okazało się błędne ze względu na błędne założenie. Terroryzm nie jest koncepcją psychologiczną, a polityczną, trudno zatem zakładać, że istnieje specyficzny rodzaj zaburzenia. Profesor Andrew Silke z University of East London nazywa to logiką kota z Cheshire: skoro terroryści robią to, co robią, to znaczy, że są nienormalni, bo przecież, gdyby było inaczej, na pewno nie posunęliby się do takich czynów[20].
W opozycji do prób stworzenia modelu osobowości terrorystycznej (trzeba przyznać, że gdyby istniał, znacznie ułatwiałby nam wszystkim życie!) są koncepcje, według których każdy z nas w specyficznych warunkach może stać się terrorystą. Wskazują na to chociażby dwa klasyczne eksperymenty z psychologii społecznej. W eksperymencie Philipa Zimbardo badani bez trudu weszli w rolę strażników więziennych i to na tyle silnie, że badanie trzeba było po kilku dniach przerwać ze względu na dobro podległych im osadzonych. Z kolei w eksperymencie Stanley'a Milgrama badani razili prądem inną osobę. Szczególnie wymowny jest przykład drugi, ponieważ akty terroryzmu dokonywane są w związku z wyidealizowanym podmiotem (w imię wiary, ideologii etc.), zaś badani w eksperymencie Milgrama wyrządzali krzywdę drugiej osobie również w związku z wyidealizowanym podmiotem - w imię naukowego eksperymentu.
Czy wzrost terroryzmu po 11 września to kwestia przykładu, jaki dała Al-Ka'ida? Czy też to antymuzułmańskie nastroje w Europie i Ameryce spowodowały kontrę? Na zasadzie, skoro wy jesteście dla nas niedobrzy i ksenofobiczni, to my wam pokażemy?
Al-Ka'ida wytyczyła drogę, pewien sposób postępowania, który inni terroryści starali się później powielać, jednak nie mieli aż takiej siły rażenia. Nowy etap muzułmańskiego terroryzmu zainicjowało tzw. Państwo Islamskie, tym razem stawiając na okrucieństwo i wymyślność swoich zbrodni. Nastroje antymuzułmańskie na Zachodzie spowodowały raczej wzrost poczucia alienacji wśród muzułmanów. Głównym motywem, tym przemawiającym do wyobraźni zbiorowej, są jednak miejsca naszej zachodniej hańby - Abu Ghurajb (czyli Abu Gharib) i Guantánamo. Będą one wykorzystywane, jak długo będą znajdować się ludzie, którzy uwierzą, że jest to wystarczający powód akcji odwetowej. Albo do czasu, gdy znajdą się kolejne, jeszcze bardziej drastyczne obrazy. Nie bez znaczenia jest sytuacja społeczno-polityczna w Iraku, a teraz w Syrii. Panujący chaos, powszechny dostęp do broni, służby państwowe w rozsypce - to wszystko sprzyja nasilaniu się przemocy.
Cały czas zastanawiam się, jak ukształtowani zostali nastoletni obecnie Irakijczycy, którzy znają jedynie wojnę i zamachy samobójcze. Co wyrośnie z syryjskich dzieci szkolonych w obozach ISIS? Jak na małych uchodźców, których tak łatwo nazywamy imigrantami, wpłyną miesiące tułaczki do bram Europy i poczucie, że nie są tam mile widziani. Absolutnie nie mówię, że wyrosną z tego przyszli radykałowie, jednak pozostaniemy z balastem milionów młodych ludzi ze spapranym, naznaczonym olbrzymią traumą dzieciństwem.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki