Pokolenie zmiany. Młodzi o sobie i świecie, który nadejdzie - Justyna Suchecka

Kup ebooka

39.99 zł
33.19 zł (27,99 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Jak ich widzimy?

"Od dawna chciałam to powiedzieć, ale bałam się, że mogę ci sprawić przykrość. Zakładałam, że przecież nie robisz tego złośliwie" - taką wiadomość dostałam od jednej z obserwatorek, gdy pochwaliłam się na Instagramie nowo nabytą wiedzą o tym, że używanie uśmiechniętej emotki nie jest okej.

Przynajmniej tak usłyszałam od licealistów. I nie ukrywam, byłam na początku zaskoczona, że niewinna =) może oznaczać coś negatywnego.

Jeszcze do niedawna używałam jej tak często, jak często uśmiecham się w życiu. Była w co drugiej wiadomości i za nic nie wpadłabym na to, że coś z moim uśmiechem jest nie tak.

Co takiego? Już tłumaczę. A właściwie wytłumaczy Julia Święch (ur. 2000), z którą spotkałam się na początku 2023 roku, by porozmawiać o komunikacji międzypokoleniowej. Julia pracowała wtedy w agencji marketingu społecznego Pacyfika.

- Często doradzamy organizacjom przy tworzeniu kampanii skierowanych do młodego pokolenia, teraz zajmujemy się głównie TikTokiem, bo nie da się ukryć: zwykle lepiej rozumiemy nowe narzędzia czy media społecznościowe. Niektóre filmy i formy tiktokowe trzeba starszym od nas osobom wyjaśniać trzy razy dłużej, niż trwają same materiały - dodała z pełnym wyrozumiałości uśmiechem.

Wyobrażałam sobie, że podobnie musiała się uśmiechać, gdy kolegom i koleżankom z pracy tłumaczyła, dlaczego nie należy pisać "okej." (z kropką na końcu) i w ogóle czym jest kropka nienawiści.

Bo gdy młodszy współpracownik lub współpracownica zapyta was: "Hej, coś się stało? Czy wszystko okej? Mogę ci pomóc?", a wy odpowiecie "Nie, jest okej." - to kropka na końcu mówi coś zupełnie innego niż całe zdanie. Nie jest tu zwykłą kropką. Dla wielu rówieśników Julii - pokolenia Z - jest sygnałem, że ktoś jest na nich bardzo zły.

"Jest okej =)" wcale nie jest lepsze.

Uśmiechnięta buźka zdaniem zetek nie zwiastuje niczego dobrego. Kiedy naprawdę dobrze się jej przyjrzymy, możemy zrozumieć dlaczego.

"Nic się nie stało =)"

"Rób, co chcesz =)"

"Wcale nie jestem zła =)"

Nikt zadowolony nie uśmiecha się w taki sposób.

Julia wyjaśnia:

- Te różnice w komunikacji może i sprawiają wrażenie drobnych, ale w praktyce mogą powodować nieporozumienia. Czasem się łapię na tym, że dostanę od kogoś starszego wiadomość, która mnie jakoś urazi, a po chwili myślę sobie: "a, okej, ta osoba pewnie nie wiedziała, że tak się nie pisze, wysłała mi to nieświadomie, bez sensu biorę to do siebie". Uśmieszki są tricky, bo czasem mają wymiar pasywno-agresywny. Miałyśmy ostatnio w biurze rozmowę generacyjną, w trakcie której tłumaczyłyśmy, które emotki nie są wskazane w komunikacji. Pytałyśmy na przykład o to, jaką reakcję wywołałby w nas taki uśmiech na ulicy. Nie było lekko. Ale w tej historii jest coś jeszcze. Mianowicie to, że nasi starsi koledzy chcieli nas zrozumieć, co wcale nie zdarza się często. Najczęściej spotykamy się jednak z tym, że osoby starsze nawet nie chcą usłyszeć, co mamy do powiedzenia. Nie że nie chcą się zmienić, bo przecież takiej zmiany nikt nie musi oczekiwać. Chodzi o brak chęci, by choćby spróbować zrozumieć. I jak my wtedy mamy się dogadać?

I to sprowadza nas właśnie do tego, czego Julia - i ja też - w dyskusji o pokoleniach nie lubi najbardziej. Braku chęci zrozumienia.

- Patrzmy na siebie jak... no, jak na innych ludzi. Mam wielu starszych znajomych, którzy dobrze czują się w naszym towarzystwie. Są nas ciekawi, są otwarci. Nigdy nie mówią "ta dzisiejsza młodzież", nie odcinają się od rzeczy, które wydają im się na początku dziwne. Nie mówią na wejściu: "jestem za stary, żeby to zrozumieć". A to pierwszy krok, by się od siebie czegoś nauczyć. Bo naprawdę możemy wzajemnie nauczyć się wielu rzeczy.

Czy przestałam stosować uśmiechnięte buźki? Nie, skądże. Ale staram się ich nie używać w komunikacji z osobami o dekadę i więcej młodszymi ode mnie.

Zależało mi na tym, by moje wyobrażenie o pokoleniu Z zderzyć z jego faktycznym obrazem.

Musiałam się z nimi dogadać.

Pani tego nie pamięta, ale...

Z nimi, czyli z kim? Zanim oddam im głos, odrobinę ich przedstawię.

Bywają nazywani zetkami, zoomerami albo postmilenialsami. Nie pamiętają PRL-u, urodzili się w wolnej Polsce między rokiem 1995 a 2010.

Tylko nieliczni pamiętają, jak przez mgłę, walące się wieże World Trade Center.

W 2005 roku umierał Jan Paweł II, wielu z nich nie było jeszcze na świecie. Inni - jak sami twierdzą - dopiero uczyli się wtedy chodzić i na chleb mówili "bep".

Gdy doszło do katastrofy pod Smoleńskiem, spora część z nich była w żłobkach lub przedszkolach.

To wydarzenia, które kształtowały ich rodziców. Dla nich to historia. I może dlatego tak często wciąż wydają nam się dziećmi. Bo nie pamiętają, nie znają, nie było ich na świecie.

Mówimy o nich "ta dzisiejsza młodzież", choć wielu z nich młodzieżą już być przestało. Pokolenie Z to nie tylko nastolatki. To osoby, od których zależy, czy dostaniemy kredyt, początkujący lekarze, nauczyciele naszych dzieci. Sama nie wiem, kiedy to się stało, ale najstarsze spośród zetek w 2023 roku skończą 28 lat! Już zmieniają rynek pracy i nie tylko.

Gdy piszę te słowa, materiał do matury powtarza właśnie rocznik 2004. Ludzie, którzy przyszli na świat w tym samym roku, w którym Polska weszła do Unii Europejskiej, powstał Facebook, Irlandia jako pierwszy kraj na świecie wprowadziła całkowity zakaz palenia w pubach i restauracjach, a z Katowic do Luton poleciał pierwszy samolot tanich linii Wizz Air.

Wydarzenia, które ukształtowały moje pokolenie, dla nich - co nie powinno być zaskoczeniem - są mniej lub bardziej odległą, ale jednak historią.

Nie jest oczywiście tak, że kto urodził się w grudniu 1994 roku z automatu jest jeszcze milenialsem, a ten ze stycznia 1995 roku magicznie zmienia się w zetkę.

Ważniejsze od dat są uwarunkowania społeczne i historyczne - w każdym kraju nieco inne.

Część badaczy zwraca też uwagę, że na wartości i potrzeby polskich zetek duży wpływ może mieć sytuacja ich rodziców, którzy byli pierwszym pokoleniem od czasu wybuchu drugiej wojny światowej mogącym w pełni wykorzystać wolny rynek i przemiany ustrojowe.

Nie wszyscy są tacy sami

Trzeba jednak też pamiętać, że wszelkie pokoleniowe charakterystyki zawsze są pewnego rodzaju uproszczeniem - część osób może niemal idealnie się w nie wpisywać, część mieć ochotę nieustannie krzyczeć: "mam zupełnie inaczej!". Tak, zatem na pewno są też zetki, które używają uśmiechniętych buziek nieironicznie.

Pokolenie to nie tylko ludzie, którzy żyją w tym samym czasie i mają zbliżone doświadczenia czy perspektywy. To podobieństwo postaw, motywacji, nastawień i systemów wartości. Ale to nie oznacza, że wszyscy są tacy sami.

W obszernym raporcie Świat młodych firmy badawczo-analitycznej IQS podzielono zetki na pięć plemion. Pierwszym są Ziomki, które stanowią 33 proc. populacji młodych i dla których najważniejsza jest grupa. Relacje z innymi są dla nich sposobem definiowania samych siebie. To plemię zanurzone w wartościach kolektywnych, które indywidualizm postrzega jako coś, co może być nawet niebezpieczne. Co dość ważne: niezbyt interesuje ich polityka.

Drugim dużym plemieniem są Lifehackerzy (28 proc.), którzy na pierwszym miejscu stawiają własny sukces i - w przeciwieństwie do Ziomków - są skrajnymi indywidualistami. Równocześnie są przy tym dość konserwatywni - prawie połowa z nich wierzy, że dyscyplina i posłuszeństwo to najważniejsze wartości, ponad 40 proc. z nich stara się żyć zgodnie z naukami Kościoła, bardzo ważna jest dla nich również tradycja.

Trzecia grupa to Domisie (28 proc.), którzy realizują się w relacjach rodzinnych. Ważne są dla nich tradycja i ojczyzna. Bardziej niż pozostali pragną dla Polski silnego przywództwa.

Z kolei Regrety, które stanowią 10 proc. zetek, to najbardziej sfrustrowane plemię młodych. Codzienność postrzegają jako ciągłą walkę o przetrwanie i uznanie. Ich pierwszą potrzebą jest normalność, marzeniem jest normalna praca, normalny kraj, spokój i bezpieczeństwo na co dzień.

Jest jeszcze jedna grupa - Hipsterzy - to kosmopolityczne i chyba najbardziej otwarte, choć niewielkie plemię (9 proc. populacji młodych). Nie potrzebują autorytetów, czują się obywatelami świata, są wrażliwi na problemy globalne.

Nazwij to sam

Od starszych reprezentantów zetek możecie usłyszeć, że wcale się zetkami nie czują. Od koleżanki z pracy urodzonej w 1997 roku usłyszałam na przykład, że uważa siebie za zilenialkę - znajduje w sobie cechy i mojego, i jej, młodszego, pokolenia. To nic dziwnego. Granice są w końcu umowne, a doświadczenia poszczególnych osób mogą być różne. Choćby to, że niby mówimy o pokoleniu cyfrowym, a przecież nie wszyscy jego przedstawiciele mieli w domach komputery od urodzenia. W różnym wieku dostawali też pierwsze telefony komórkowe.

Kto zdecydował o tym, gdzie zaczyna się to nowe pokolenie?

Jedną z osób, które wyznaczyły rok 1995 dla narodzin zetek jako nowego pokolenia, jest amerykański dziennikarz i pisarz Bruce Horovitz. To on w 2012 roku opublikował tekst After Gen X, Millennials, what should next generation be? (Jaka generacja powinna nastąpić po pokoleniu X i milenialsach).

Z przekąsem pisał: "Jak nazwać to pokolenie technoćpunów? Co powiecie na Wii Generation - od szalenie popularnej domowej konsoli do gier wideo? A może iGeneration - z przymrużeniem oka i ukłonem w stronę iPoda i iPhone'a firmy Apple? Oba zwroty są w użyciu. Tak samo jest kilka innych, przesiąkniętych technologią, w tym Gen Tech, Digital Natives i, oczywiście, Net Gen. (...) Jakkolwiek nazwiesz to wciąż kształtujące się pokolenie młodych ludzi, których daty urodzenia zaczynają się mniej więcej około 1995 roku, faktem jest, że będzie ono technologicznie najsprytniejsze w dotychczasowej historii" (tłumaczenie własne).

Pewne jest, że zetki to pierwsi ludzie dorastający we w pełni scyfryzowanym społeczeństwie. Nazywani są więc również "generacją multitasking", "cichym pokoleniem", "Generation V", "pokoleniem kopiuj-wklej" albo "pokoleniem kciuka" i wreszcie: "Generation C" (od angielskich słów connect, communicate, change - połącz, komunikuj, zmień).

W zorganizowanym w roku 2012 przez dziennik "USA Today" internetowym plebiscycie dla czytelników wygrała właśnie nazwa "generacja Z", którą Horovitz uważał za "odpychającą". I - co nie powinno być zaskoczeniem - duża w tym zasługa specjalistów od reklamy. Uważa się, że za sukces tej nazwy w dużej mierze odpowiada nowojorska agencja Sparks and Honey, która w 2014 roku zaprezentowała światu raport Poznajcie generację Z. I zapomnijcie wszystko, czego nauczyliście się o milenialsach. Agencja pokazała światu nowe pokolenie, na którym można zarabiać.

Tacy, jak ich media opowiedzą

A co działo się w Polsce?

Arleta Hrehorowicz, doktorka nauk społecznych, prawniczka i pedagożka specjalizująca się w tematyce obywatelskości, procesach demokratycznych oraz aktywności nastolatków, dokonała analizy artykułów prasowych na temat młodzieży.

W książce Postawa pokolenia Z wobec obywatelskości, którą zwieńczyła te badania, możemy przeczytać o tym, jak młodych ludzi kilka lat temu pokazywały wiodące tygodniki opinii. "Otóż generacja Z "brunatnieje", jej przedstawiciele są głośni i groźni, bierni i wściekli, są dryfującym pokoleniem, buntownikami gawędziarzami, są pierwszym pokoleniem, które nie chce zmiany, mają braki w edukacji, dają sobą manipulować, nie akceptują zmian zachodzących w świecie. To zagubione pokolenie - niezorientowane, wystraszone, głosują na prawicę". To podsumowanie wieńczy ważne z mojego punktu widzenia zdanie: "Biorąc pod uwagę to, iż wciąż brakuje naukowych opracowań dotyczących generacji Z, to właśnie przekazy medialne - prasowe, internetowe, telewizyjne - zdają się głównymi nośnikami informacji o tym, jaka jest dzisiejsza młodzież".

Kilka lat po analizie dr Arlety Hrehorowicz przeglądam tytuły publikacji internetowych na temat pokolenia Z.

Luty 2022, tvn24.pl: Pokolenie Z, czyli pragmatycy.

Kwiecień 2022, "Business Insider": Generacja Z jest najbardziej samotnym pokoleniem - i to wina ich rodziców.

W kontrze do tego jawi się tekst z portalu Money.pl, który ukazał się w październiku 2022: Amerykański miliarder uważa, że "zetki" to "najwspanialsze pokolenie". Tłumaczy dlaczego.

Autorem tych słów jest Mark Cuban (ur. 1958), którego majątek "Forbes" szacuje na 4,8 mld dolarów, jest właścicielem grającej w NBA drużyny koszykarskiej Dallas Mavericks oraz współwłaścicielem firmy mediowej 2929 Entertainment. O kim mówił Cuban? Przecież pokolenie Z doskonale znamy i przywykliśmy już do narzekania na "tę dzisiejszą młodzież", bo też jest na co narzekać, prawda?

Czy Amerykaninowi mogło chodzić o jakąś inną młodzież niż ta, którą polska prasa opisywała w 2015 i 2016 roku? A może w ciągu tych sześciu, siedmiu lat doszło do jakiegoś cudownego uzdrowienia sytuacji? Czy w Stanach młodzi są lepsi?

A może po prostu wiele zależy od tego, gdzie przyłożymy ucho? I jeszcze więcej od tego, co chcemy usłyszeć? Weźmy najprostszą rzecz: mailową zwrotkę ustawianą przez współpracowników z pokolenia Z. Od "jeśli masz jakieś pytania, zapytaj kogoś innego", przez "żyj, śmiej się, ale mnie zostaw w spokoju", po "proszę, nie kontaktuj się ze mną". Jak to czytamy? Jako wyraz lekceważenia wobec pracy? Tego, że im nie zależy? Że nie są odpowiednio ambitni, nie chcą niczego w pracy osiągnąć?

Sama pisałam dotąd raczej: "mam urlop, ale jeśli bardzo potrzebujesz, zadzwoń". Urlop tak, ale jeżeli coś ważnego dzieje się w pracy, to wskakuje ona na pierwsze miejsce. Czy tak powinno być? Zerkam raz jeszcze na zwrotkę zetki, która wakacje spędza naprawdę poza pracą. Czy to źle, że rozgranicza czas wolny i pracę?

Szacuje się, że już za kilka lat zetki będą stanowić ponad połowę kadr. Prędzej czy później każda osoba spośród nas dostanie pewnie podobnego maila. Tej zmiany nie da się zatrzymać. Słucham mojej przyjaciółki prawniczki, milenialki, która opowiada o tym, jak musiała tłumaczyć szefowi boomerowi, dlaczego jej koleżanka z pokoju (również zetka) wychodziła z biura o czasie.

- Wyciągnęłam wnioski i zastosowałam tę lekcję w kolejnej pracy - mówi mi. I dodaje: - Myślę sobie, że my, milenialsi, byliśmy prekursorami zmian w kwestii work-life balance i zaczynaliśmy się buntować. Ale to zetki są zmianą. To dla nich praca jest pracą, a życie poza życiem poza.

Widziałam na TikToku

Algorytm TikToka, z którego od jakiegoś czasu korzystam, szybko zorientował się nie tylko, że lubię mailowe zwrotki zoomerów, ale też, że chcę wiedzieć wszystko o generacji Z. Dlatego podpowiedział mi film z konta 21-letniej theolivetheory, która odpowiada na pytania: jak dobrze znasz generację Z?

Spróbujmy.

1. Oglądasz Fame MMA i konferencje.

2. Wiesz, kim są Friz i Wersow.

3. Rozróżniasz Team X i Ekipę.

4. Oglądasz kanały commentary.

5. Znasz chociaż jedną piosenkę Maty albo Young Leosi.

6. Wiesz, kim jest LilMasti, a kim LinkiMaster.

7. Wiesz, kto był "planem B".

8. Wiesz, kto kryje się pod pseudo Masny Ben.

9. Masz chociaż jeden powód, żeby nie lubić Jacka Murańskiego.

10. I wiesz, kogo teraz boi się Daniel Majewski.

Jesienią 2022 roku, gdy trafiam na ten filmik, umiałabym odpowiedzieć twierdząco na pięć, Oliwia na cztery punkty. A przecież to ona jest zetką! Dziewczyna sama podsumowała swoją wiedzę słowami "Boomer vibes!".

Autorką pytań i tym samym głosu z offu, który rozwiązując quiz, wykorzystywali kolejni tiktokerzy, jest Karolina Gondorek. Dziewczyna opublikowała je w sieci po raz pierwszy 3 września 2022 roku. Czy jednak odpowiedzi na te pytania rzeczywiście są potrzebne, by zrozumieć zetki? Nie zawsze i nie wszystkie.

A jednak czuję, że należy wam się wyjaśnienie, byśmy mogli sprawniej poruszać się po internetowym świecie młodszego pokolenia. Bo w zrozumieniu zetek wcale nie chodzi o znajomość panteonu wszystkich internetowych gwiazd, bohaterów seriali, muzyków, tiktokerek, bohaterek powieści z gatunku young adult. Chodzi o ciekawość i starania - a przynajmniej tak mnie wielokrotnie zapewniali, gdy zabrałam się do pisania tej książki.

Wskakuj do klatki

Postaram się tę ciekawość u was zbudować, wykorzystując właśnie ten tiktokowy quiz. Zacznijmy od punktu pierwszego.

Fame MMA jest pierwszą w Polsce federacją sportów walki, która zajmuje się organizacją gal freak fight. To pojedynki pomiędzy zawodnikami o niejednolitych umiejętnościach, doświadczeniu czy mocno odbiegającej od siebie wadze. Powiedzmy wprost: w tych walkach bardzo często w klatce spotykają się nie sportowcy w klasycznym rozumieniu tego terminu, a różnej maści celebryci i internetowe gwiazdy.

"Rany, kto by to chciał oglądać?".

Cóż. Pierwsza edycja Fame MMA odbyła się w Koszalinie 30 czerwca 2018 roku. Trzecią na żywo śledziło już 200 tysięcy osób. A cztery lata później na dziesiątą, jubileuszową galę sprzedano ponad pół miliona subskrypcji. Bo tak, by obejrzeć okładające się po twarzy gwiazdy w internecie, trzeba wykupić coś na kształt biletu. Na początku 2023 roku ceny wirtualnego wstępu na galę zaczynały się od 34,99 zł.

Przeciwnicy dobierani są tak, by wywołać jak największe emocje, na przykład podczas jednej z gal walczyli ze sobą DanielMagical i Rafonix, którzy byli wrogimi względem siebie patostreamerami. Walka miała być przeniesieniem ich długiego internetowego konfliktu na grunt sportowej rywalizacji.

Widzowie w czasie przygotowań do gali i samego wydarzenia są raczeni - i zwykle tym zachwyceni - opowieściami o używkach, przygodnym seksie oraz przemocy, które serwują im uczestnicy walk. Czy należy się tym martwić? Zaglądam do raportu Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, przygotowanego w 2019 roku na zlecenie Rzecznika Praw Obywatelskich - Patotreści w internecie. Sporo miejsca poświęcono w nim właśnie galom freakfightowym. W tym konferencjom, czyli temu, o co w quizie pytała Karolina z TikToka. Formalnie to po prostu konferencje prasowe zawodników przed walką. Praktycznie: osobna bitwa - zwykle na wyzwiska. Organizatorzy przyznają, że wielu widzów czeka na - tu w drodze wyjątku posłużmy się językiem patostreamerów - "dymy".

W raporcie czytamy: "Na przykładzie Fame MMA zaobserwować można charakterystyczny sposób "pączkowania" patotreści. Po konferencji poprzedzającej trzecią galę, na której doszło do kilku starć słownych pomiędzy przyszłymi przeciwnikami, pojawiły się na YouTubie prezentujące je filmy - shoty. Następnie różni nadawcy opublikowali przeróbki shotów oraz kompilacje najlepszych fragmentów konferencji, a inni nagrywali filmy, w których komentowali wideo z konferencji. Dzięki temu zapis został zmultiplikowany i dotarł do dużej grupy odbiorców. W ten sposób rozprzestrzeniają się także treści patostreamerów, co bardzo utrudnia całkowite ich usunięcie z internetu".

Gdy zapytano starsze nastolatki, a więc zetki, dlaczego to oglądają, można było usłyszeć:

- Podchodzimy do tego z dystansem, po prostu się z tego śmiejemy.

- Z ciekawości i dla śmiechu.

- Oni po prostu robią z siebie głupków, robią szum wokół siebie.

Przyznają jednak, że nie powinny oglądać tego młodsze od nich dzieci.

- My wiemy, że to wszystko jest ustawione, i się z tego śmiejemy, ale dzieci już nie. Dla dzieci to jest wow!

I tak z raportu wynika, że 87 proc. badanych nastolatków doskonale wie, że patotreści - a gala Fame MMA do nich według badaczy należy - są szkodliwe i mogą zachęcać do nagannych zachowań. Ale choć młodzi są świadomi, co jest dobre, a co złe, jedna trzecia z nich i tak ogląda te treści regularnie. Z ciekawości, żeby być na czasie, żeby nie odstawać od grupy, albo żeby sięgać po zakazany owoc. Część dość szybko z tego wyrasta.

- Kiedyś byłem bardzo nietolerancyjny, a moimi idolami byli ludzie o podobnych poglądach - usłyszałam od jednego z nastolatków. - Teraz się już tym nie interesuję, ale wtedy bardzo mocno. Miałem ze trzynaście lat i nawet koszulkę z hasłem Marcina Różalskiego "Pomagaj pomagać". Polubiłem go, bo był dobrym zawodnikiem i miał słabość do zwierząt. Dziś myślę, że ta miłość do zwierząt to nasza jedyna wspólna cecha. Kiedy to się skończyło? Chyba gdy na dobre zainteresowałem się polityką. Po prostu znalazłem nowe hobby. Na szczęście - dodaje.

Marcin Różalski (ur. 1978) karierę sportową zaczynał od kick-boxingu. Internet bardziej niż za sportowy talent pokochał go za dramy. Wydziarany sportsmen skandalista w 2012 roku zapewniał, że nie poważa Biblii i jest satanistą, a w 2017 roku oświadczył w mediach społecznościowych, że popiera topienie łodzi z uchodźcami na Morzu Śródziemnym. W 2020 roku zabrał głos po twitterowym wpisie Krzysztofa Bosaka, który przekonywał: "Stwierdzenie, że życie zwierząt w klatce jest nieustanną męką, jest dogmatem wiary lewicowej i zarazem antynaukowym kłamstwem". Różal, który na niego głosował i nigdy nie krył się z tym, że ma zbliżone do Bosaka poglądy, zapewnił na Instagramie, że w kwestii zwierząt nigdy się z jednym z liderów Konfederacji nie zgodzi. Różal uważa, że zwierzęta mają duszę i ludzie powinni je traktować, tak jak sami chcieliby być traktowani.

W klatkach Fame MMA tworzą się i wzmacniają właśnie takie internetowe gwiazdy.

Milionerzy z Instagrama

Pytanie numer sześć o LilMasti i LinkiMaster. Tak, to dwie różne osoby.

Marta Linkiewicz (ur. 1997) - posługująca się pseudonimem LinkiMaster - zasłynęła w 2015 roku filmikiem, na którym opowiada z koleżanką o przygodach seksualnych, jakie przeżyły z raperami z zespołu Rae Sremmund. Gdy nagranie stało się wiralem, dziewczyna postanowiła wykorzystać je do budowania swojej popularności. Skutecznie. Dziś jest najlepiej zarabiającą zawodniczką Fame MMA. To ona spopularyzowała kilka lat temu określenie, które weszło do słownika młodzieży - "fejm dojebany". Ale jest coś, co podkreślają moi młodzi rozmówcy - jej akurat MMA wyszło na dobre. Dziś promuje całkiem zdrowy styl życia.

Z kolei LilMasti to Aniela Bogusz (ur. 1990), która kilka lat temu w sieci zaistniała jako SexMasterka, a nastolatki śmiały się, śpiewając jej hitowy utwór Poka sowę. Aniela też postanowiła zostać królową freakfightów. Ale na krótko. W grudniu 2022 roku ogłosiła, że spodziewa się dziecka.

Razem z Różalskim należą one do niemałego panteonu celebrytów, których nie zobaczycie (raczej) w tradycyjnych mediach. Za to jeśli sprawnie się w nim poruszacie, to umiecie odpowiedzieć też na pytanie numer trzy i rozróżnić Team X i Ekipę. Czyli dwie grupy internetowych influencerów.

Jedną z takich internetowych gwiazd jest też Masny Ben. To muzyk. Jego hit Louda wyświetlono na YouTubie już ponad 22 miliony razy. Raczej nie jesteście targetem ukrytego za czerwoną kominiarką rapera, który nawija:

"Szybko jak Niki Lauda

Dupę wsadzam do bolta

Nie będę zgrywał Bonda

Weź kurwa zrób mi louda".

Mhm.

Najpierw nieco się oburzam. A potem wywracam oczami, bo przypominam sobie i nucę:

"Tu jest tak najarane, że się rzygać chce

Może chcecie wykitować

Ja raczej nie

Przyjechali gliniarze, nie otwieraj drzwi

Dawaj głośniej muzykę zagłuszymy ich, ho".

Wypuszczona w 1998 roku Bania u Cygana zespołu Zero gościła na niejednej imprezie, na której się bawiłam. I jakoś przecież wyrośliśmy na ludzi.

A potem zastanawiam się, jak to się stało, że urodzony w 1949 roku kierowca rajdowy pojawia się i u Masnego Bena, i u rapera mojej młodości Pezeta (ur. 1980):

"To życie - ciężka waga i najtwardsza walka

Często się upada, wstawaj tak jak Niki Lauda".

I nawet u urodzonej w 1963 roku Anny Jurksztowicz, która śpiewała przecież:

"Gonić Zachód!

Z całych sił.

Gonić Zachód!

Tylko jak tu wygrać z Niki Laudą?".

Ten kod kulturowy jakimś dziwnym trafem stał się ponadpokoleniowy. Pytanie, ilu odbiorców z których grup wiekowych musiało sprawdzać, kim właściwie jest ten cały Niki, będę jednak musiała zostawić bez odpowiedzi.

Wróćmy jednak do Masnego Bena. To muzyczne alter ego Michała Barona (ur. 1995), znanego w sieci lepiej pod innym pseudonimem - Boxdel (to współwłaściciel federacji Fame MMA). Raper-influencer wchodzi w skład grupy o nazwie MGNG. Jego działalność to maszynka do zarabiania pieniędzy.

Masnemu Benowi zdarzyło się nagrać jeden z hitów z Frizem, czyli twórcą Ekipy. A skoro już przy nim jesteśmy. Do Ekipy należy też Weronika Sowa (ur. 1996) z Mielca, czyli Wersow z tiktokowego quizu, od którego zaczęliśmy podróż po internecie pokolenia Z. Piękna blondynka - znana z ładnych zdjęć, ciuchów i makijaży - w 2021 roku znalazła się na liście najbardziej wpływowych influencerów. Jej słodkie życie na Instagramie śledzą 3 miliony osób, na YouTubie ma ponad 2,42 miliona subskrybentów. Jest narzeczoną Friza, a na początku 2023 roku ogłosili, że spodziewają się pierwszego wspólnego dziecka.

I tu zamyka się nasz internetowy ekosystem.