I.
Wrażenia i relacja z podróży
Od lat warszawiacy oraz przyjezdni turyści mogą wyruszyć na rejs przez Kanał Żerański i po przepłynięciu Zalewu Zegrzyńskiego spędzić około 2-3 godzin w malowniczym Serocku. Na końcu książki podaję odnośniki, które po kliknięciu umożliwią nam zakup biletów na rejs.
Płynąc drugi raz, tym razem w towarzystwie mojej mamy wiedziałem już co mnie czeka. Jedyną różnicą była pora roku, gdyż za pierwszym razem był to czerwiec a przy powtórce, odbywając drugą podróż, płynąłem we wrześniu. Warto zawczasu zarezerwować bilety, bo rejsy cieszą się dużym zainteresowaniem i czasem nawet na tydzień naprzód bilety są już wyprzedane.
Z tego względu, że miejsce z którego wypływa "Zefir" (statek, który może zabrać ponad 100 osób na pokład) zostało przesunięte z Podzamcza na Żerań, ZTM podstawia specjalne autobusy. W drodze powrotnej również można z nich skorzystać i zameldować się z powrotem na warszawskim przystanku Podzamcze nad Wisłą.
Rozpoczynając rejs byliśmy trochę niepewni, gdyż w sobotni poranek było zimno i przez chwilę zaczął kropić deszcz. Na szczęście, kiedy autobus zabrał nas z chłodnego Podzamcza i gdy już nas dowiózł na Żerań, pogoda się ustabilizowała. W Serocku momentami nawet pokazało się słońce, ale o tym za chwilę.
Kiedy już po sprawdzeniu biletów wraz z innymi pasażerami czekaliśmy na rozpoczęcie rejsu, okazało się, że nie przybyło na czas aż kilkoro maruderów.
Wkrótce pośród wycieczkowiczów dało się słyszeć głosy niezadowolenia i gdy zobaczyliśmy spóźnialskich jak podchodzą z biletami do kapitana statku i gdy wreszcie jego pomocnik zakręcił kołowrotkiem (gdyż trap trzeba było podnieść do góry i odcumować statek) odetchnęliśmy z ulgą. Usłyszeliśmy silnik i po chwili ruszyliśmy na północ.
Rejs po kanale i zalewie
Na Zefirze pokład składał się z dwóch części: jedna "oszklona" z plastikowego przeźroczystego pleksiglasu i druga w pełni otwarta tzn. nie było tam, żadnych okien tylko metalowe framugi. Statek był zadaszony, ale w przypadku zacinającego deszczu czy wiatru w części bez okien trzeba było liczyć tylko na kurtkę.
Fot.2. "Zefir" sprawia wrażenie bardzo stabilnego, ale na wszelki wypadek na górze
możemy dostrzec szalupy ratunkowe
W sumie za pierwszym razem płynąc sam i za drugim razem z mamą trafiłem na idealną pogodę, gdyż nie było ani za zimno ani za gorąco. Co chwila mijaliśmy stadka krzyżówek. Jak widać te popularne ptaki upodobały sobie rzeki naszym kraju i gdziekolwiek jestem na jakimś szlaku wodnym zawsze mi towarzyszą, albo wszystkie w maskujących szarych barwach albo ładnie ubarwione samce w okresie godowym.
Fot.3.Tym razem małe stadko przycupnęło na drewnianym pomoście
Kanał żerański nie jest szeroki, ale pomimo tego, że czasem zbliżają się do niego ulice bądź płynie się pod mostem to rejs był cały czas spokojny.
Fot.4. Napotkane łabędzie nie przejęły się naszą obecnością
Obserwowałem towarzyszy podróży i choć teraz nie było tak dużo dzieci jak ostatni razem, przez to było spokojniej, to część osób prowadziła ożywione dyskusje. Była grupka, która siedziała dwa stoły dalej i miałem wrażenie, że w ogóle ich nie interesuje co się dzieje po obu stronach burty. Ale byli też wycieczkowicze, którzy co chwila robili zdjęcia.
Fot.5. Podczas pierwszego rejsu było bardziej słonecznie niż za drugim razem