Pasterstwo na Huculszczyźnie. Gospodarka - Kultura - Obyczaj - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

33.00 zł
27.06 zł (27,06 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Od Wy­daw­cy

Ob­sza­ry górskie z reguły cha­rak­te­ry­zu­je da­le­ko po­su­nięta nie­za­leżność eko­no­micz­na, po­li­tycz­na i kul­tu­ro­wa miesz­kańców oraz ni­ski stan­dard życia. Nie­mal za­wsze po­ja­wia się tu trwałość kul­tu­ro­wych ar­cha­izmów. Go­spo­dar­ka pa­ster­ska w górach sta­no­wi szczególną formę działalności rol­ni­czej, nie tyle ze względu na chów zwierząt i wy­twa­rza­nie pro­duktów mle­czar­skich, ile na pe­try­fi­kację struk­tur społecz­nych, or­ga­ni­za­cji i tech­nik wy­twa­rza­nia, czy­li prze­trwa­nie układów tra­dy­cyj­nych. Społecz­ności pa­ster­skie, za­miesz­kujące re­jo­ny górskie, nie­mal wszędzie są uzna­wa­ne za szczególnie kon­ser­wa­tyw­ne, od­por­ne na pro­ce­sy akul­tu­ra­cyj­ne ze stro­ny sil­niej­szych i le­piej wy­po­sażonych sys­temów kul­tu­ro­wych. Ta od­por­ność do­ty­czy zarówno tech­no­lo­gii i or­ga­ni­za­cji, jak i struk­tury społecz­nej, wie­rzeń oraz re­li­gij­nych obrzędów.

Re­gio­nem, gdzie tego ro­dza­ju go­spo­dar­ka funk­cjo­no­wała od stu­le­ci, jest Hu­culsz­czy­zna. Tu właśnie wy­two­rzył się spe­cy­ficz­ny typ kul­tu­ry i działalności go­spo­dar­czej, o cha­rak­te­rze na poły ko­czow­ni­czym. Czy odgórne wpro­wa­dze­nie go­spo­dar­ki ko­lek­tyw­nej, cen­tral­nie pla­no­wa­nej, jak to miało miej­sce na Hu­culsz­czyźnie po II woj­nie świa­to­wej, było w sta­nie zni­we­czyć ten daw­ny układ? Czy z ko­lei bu­dze­nie się in­dy­wi­du­al­nej przed­siębior­czości w wa­run­kach go­spo­dar­ki ryn­ko­wej, co ob­ser­wu­je­my w tym re­gio­nie w ostat­nich la­tach, przy­nie­sie jesz­cze inny mo­del go­spo­da­ro­wa­nia na wschod­nio­kar­pac­kich połoni­nach, te­re­nach wprost ide­al­nych do se­zo­no­we­go wy­pa­su zwierząt? Temu, między in­ny­mi, jest poświęcona ni­niej­sza pra­ca.

Na powyższe py­ta­nia można by od­po­wie­dzieć cy­tując mot­to z Praw­dy sta­ro­wie­ku Sta­nisława Vin­cen­za, będące frag­men­tem Praw Pla­to­na: "... ci, którzy uniknęli zagłady, byli to nie więcej niż jacyś górscy lu­dzie, pa­ste­rze gdzieś po szczy­tach. Oca­lały ma­lut­kie iskry życia, reszt­ki ro­dza­ju ludz­kie­go. Naprzód sa­mot­ność uspo­so­biła ich przy­jaźnie, życz­li­wie, lu­bi­li się wza­jem­nie. Nie było wśród nich ani bie­daków, ani kłótni wy­nikłej z bie­dy. Nie znając złota ani sre­bra nig­dy nie sta­li się bo­ga­cza­mi. A w społeczeństwie, w którym ani bo­gac­two, ani ubóstwo nie za­miesz­ka, najłac­niej jesz­cze można zna­leźć oby­czaj­ność naj­rze­tel­niejszą. Za­tem co w po­da­niach słysze­li, że to piękne, a tam­to brzyd­kie, to w pro­sto­dusz­ności swej uważali za naj­bar­dziej praw­dzi­we i temu wie­rzy­li, a uważając za prawdę, co się opo­wia­da o bo­gach i lu­dziach, żyli podług tego."

Ba­da­nia, których wy­ni­ki są przed­sta­wio­ne w ni­niej­szej pra­cy, były pro­wa­dzo­ne przez wie­lo­dy­scy­pli­nar­ny zespół pol­sko-ukraiński w la­tach 1998-2001. Miały one miej­sce na dzie­więciu wy­bra­nych połoni­nach w paśmie Czar­no­ho­ry i Świ­dow­ca, na których pro­wa­dzo­no wy­pas krów lub owiec, a formą or­ga­ni­za­cyjną był od­twa­rza­ny obec­nie wy­pas pry­wat­ny o cha­rak­te­rze go­spo­dar­ki jed­no­ro­dzin­nej lub zbliżonej do pry­wat­ne­go przed­siębior­stwa. Cie­ka­wym przy­czyn­kiem była próba uchwy­ce­nia niektórych po­do­bieństw pa­ster­skiej kul­tu­ry Hucułów i in­nych kul­tur pa­ster­skich, z ob­szarów Bałkanów, Ana­to­lii czy re­gio­nu śródziem­no­mor­skie­go, świadczących o zbliżonych me­cha­ni­zmach, a w niektórych przy­pad­kach na­wet o wspólnym ro­do­wo­dzie.

Au­to­rzy ni­niej­szej pra­cy pragną wy­ra­zić po­dzięko­wa­nia przede wszyst­kim głównym bo­ha­te­rom tej pra­cy, na ogół ano­ni­mo­wym rozmówcom-pa­ste­rzom: pa­stu­chom, wa­ta­hom, ko­ro­wa­rom, me­jer­kom, do­rosłym i dzie­ciom pra­cującym na połoni­nach. Przyjęli oni zespół ba­daw­czy do pa­ster­skiej wspólno­ty, dzięki cze­mu możliwe było bar­dziej szczegółowe po­zna­nie zawiłości tej go­spo­dar­ki i tworzącego jej osnowę sys­te­mu kul­tu­ro­wo-społecz­ne­go. Po­dzięko­wa­nia należą się także władzom Wy­działu Geo­gra­fii i Stu­diów Re­gio­nal­nych Uni­wer­sy­te­tu War­szaw­skie­go, Wy­działu Geo­gra­fii Państwo­we­go Uni­wer­sy­te­tu im. I. Fran­ka we Lwo­wie oraz In­sty­tu­tu Ar­chi­tek­tu­ry i Urba­ni­sty­ki Po­li­tech­ni­ki Łódzkiej za po­moc przy or­ga­ni­za­cji badań i przy pre­zen­ta­cji wy­ników.

Ja­nusz Gu­dow­ski

1 K. Do­bro­wol­ski, Stu­dia nad kul­turą pa­sterską w Kar­pa­tach północ­nych, s. 7, [w:] "Wier­chy", Kraków 1961.

2 W.J. Bursz­ta, Czy­ta­nie Kul­tu­ry, s. 45, Łódź 1996.

3 M. Mu­szyn­ka, Dążenia Re­pu­bli­ki Hu­cul­skiej do połącze­nia się z Za­chod­nio­ukraińską Re­pu­bliką Lu­dową, s. 67-74, [w:] Ukra­ina - Pol­ska. Kul­tu­ra, war­tości, zma­ga­nia du­cho­we, pod red. R. Droz­da, R. Skecz­kow­skie­go, M. Zy­momr­ji, Ko­sza­lin 1999.

4 O. Kol­berg, Dzieła Wszyst­kie, t. Po­ku­cie i Ruś Kar­pac­ka, s. 1, edy­cja PTL, Wrocław-Po­znań 1962-1976.

5 W 1876 r. po­wstał w Sta­nisławo­wie pierw­szy od­dział To­wa­rzy­stwa Ta­trzańskie­go.

6 R. Vor­brich, Daba. Górale Pólnoc­ne­go Ka­me­ru­nu, Wrocław 1989, tenże: Górale Atla­su ma­ro­kańskie­go, Wrocław 1996; L. Dzięgiel, Węzeł kur­dyj­ski, Kraków 1992.

7 S.B. Brush., The An­th­ro­po­lo­gy of Hi­gh­land Pe­oples, w: P.D. Be­aver, B.L. Pur­ring­ton (ed.), Cul­tu­ral Ad­ap­ta­tion to Mo­un­ta­in Envi­ron­ment, Athens, Geo­r­gia 1984.

8 O. Kol­berg, op. cit.

9 Ł. Gołębiow­ski, Lud pol­ski, jego zwy­cza­je i za­bo­bo­ny, s.111-112, Lwów 1830.

10 K. Mo­szyński, Ludy pa­ster­skie, ich kul­tu­ra ma­te­rial­na oraz pod­sta­wo­we wia­do­mości o for­mach współżycia zbio­ro­we­go, o wie­dzy, życiu re­li­gij­nym i sztu­ce, Kraków 1953.

11 T.A. Ol­szański, Wołosi - za­po­mnia­ny lud Bałkanów, "Płaj" nr 21, 2000.

12 K. Do­bro­wol­ski, Ele­men­ty rumuńsko-bałkańskie w kul­tu­rze lu­do­wej Kar­pat Pol­skich, s. 4, War­sza­wa 1938.

13 Ibid.

14 O. Kol­berg, op. cit.

15 Ibid.

16 Ibid.

17 Camp­bell B., Eko­lo­gia człowie­ka. Hi­sto­ria na­sze­go miej­sca w przy­ro­dzie, od pre­hi­sto­rii do czasów współcze­snych, War­sza­wa 1995.

18 K. Mo­szyński, op. cit.

19 B. Camp­bell, op. cit.

20 W Pol­sce pi­sa­li na ten te­mat m.in. F. Plit (Przy­rod­ni­cze wa­run­ki cho­wu zwierząt w stre­fie Sa­he­lu, War­sza­wa 1981), A. Rybiński (Tu­are­go­wie z Sa­ha­ry, tra­dy­cyj­na kul­tu­ra Tu­aregów Kel Ahag­gar na przełomie XIX i XX wie­ku, War­sza­wa 1999) i M. Ząbek (Ara­bo­wie z Dar Ha­mid, Społecz­ność w sy­tu­acji za­grożenia eko­lo­gicz­ne­go, War­sza­wa 1998).

21 K. Mo­szyński, op. cit.

22 Określe­nia te, acz­kol­wiek spo­ty­ka­ne po­wszech­nie w li­te­ra­tu­rze są oczy­wiście pew­nym uprosz­cze­niem. Bro­nisława Kop­czyńska-Ja­wor­ska (Próba kla­sy­fi­ka­cji typów pa­ster­stwa kar­pac­kie­go, w: "Et­no­gra­fia Pol­ska" nr 11, 1967) na użytek badań kar­pac­kich za­pro­po­no­wała bar­dziej szczegółowe rozróżnie­nie no­ma­dy­zmu od trans­hu­man­cji i całose­zo­no­we­go wy­pa­su let­nie­go, czy­li szałaśnic­twa różnego typu.

23 K. Do­bro­wol­ski , op. cit.

24 X. de Plan­hol, L'évo­lu­tion du no­ma­di­sme en Ana­to­lie et en Iran, w: B. Gun­da (ed.), Vieh­wirt­schaft und Hir­ten­kul­tur, "Et­no­gra­phi­sche Stu­dien", Aka­de­miai Kiadó, Bu­da­pest 1969.

25 K. Do­bro­wol­ski, op. cit.

26 J. Olędzki, Lu­dzie wy­gasłego wej­rze­nia, War­sza­wa 1999.

27 Ibid.

28 O. Kol­berg, op. cit.

29 J. Olędzki, op. cit.

30 P.D. Be­aver, B.L. Pur­ring­ton (ed.), Cul­tu­ral Ad­ap­ta­tion to Mo­un­ta­in Envi­ron­ments, Athens 1984.

Ma­ciej ZąbekGóry a kul­tu­ra ludów górskich

Ludy za­miesz­kujące re­gio­ny górskie nie­mal na całym świe­cie cieszą się opi­nią szczególnie kon­ser­wa­tyw­nych i od­por­nych na pro­ce­sy akul­tu­ra­cyj­ne ze stro­ny sil­niej­szych i le­piej wy­po­sażonych sys­temów kul­tu­ro­wych. Ta za­cho­waw­czość do­ty­czy zarówno tech­no­lo­gii, struk­tu­ry społecz­nej, jak wie­rzeń i obrzędów re­li­gij­nych. Przy­ciąga uwagę wie­lu et­no­logów, geo­grafów, eko­no­mistów oraz in­nych ba­da­czy za­fa­scy­no­wa­nych kul­tu­ra­mi mniej­szościo­wy­mi, czy chęcią przeżywa­nia doświad­czeń międzykul­tu­ro­wych. Jak pisał Ka­zi­mierz Do­bro­wol­ski stu­dia nad tymi kul­tu­ra­mi "mają dużą do­niosłość teo­re­tyczną, niosą też ogrom­ny urok ba­daw­czy". Według nie­go kul­tu­ry te ce­chu­je, "ni­ski po­ziom sił wytwórczych, eks­ten­syw­ne przy­sto­so­wa­nie się do śro­do­wi­ska geo­graficznego i po­zo­stająca w związku z tym ścisła łączność człowie­ka z przy­rodą"1. Dzięki tej fa­scy­na­cji wie­le ludów górskich, w prze­ci­wieństwie do ni­zin­nych, zo­stało sto­sun­ko­wo dość do­brze po­zna­nych i spo­pu­la­ry­zo­wa­nych. W Eu­ro­pie le­piej niż inne gru­py kul­tu­ro­we zna­ni są górale szkoc­cy, ba­skij­scy, ty­rol­scy czy bałkańscy i kar­pac­cy. Na te­re­nach po­za­eu­ro­pej­skich sławni są m.in.: Kur­do­wie, tu­rec­cy Jörüko­wie, kau­ka­scy Cze­cze­ni, afgańscy Pasz­tu­no­wie, hi­ma­laj­scy Szer­po­wie i Gur­kho­wie, a w Afry­ce Ber­be­ro­wie z Atla­su i Do­go­no­wie z ma­sy­wu Ban­dia­ga­ra.

Za­in­te­re­so­wa­nie górami i lu­da­mi górski­mi ma wie­le wspólne­go z za­cie­ka­wie­niem i pre­fe­rencją ba­dawczą tzw. pe­ry­fe­riów świa­ta, szu­ka­niem eg­zo­ty­ki, "dzi­kich" czy "praw­dzi­wych tu­bylców". Ob­sza­ry górskie, nie­za­leżnie od swe­go położenia są po­strze­ga­ne z per­spek­ty­wy centrów kul­tu­ry eu­ro­pej­skiej, w pew­nym sen­sie jako "ob­sza­ry dzie­wi­cze", "jądra ciem­ności" czy też "mar­gi­ne­sy świa­ta", które chce się od­kryć. Jak pi­sze współcze­sny an­tro­po­log Woj­ciech Bursz­ta: "Cóż z tego, że właści­wie wszyst­ko już zo­stało po­zna­ne, ostat­ni praw­dzi­wy 'dzi­ki', ostat­nia sa­mot­na wio­ska w bu­szu i ostat­ni 'ory­gi­nal­ny' obrzęd po­grze­bo­wy. Dopóki mnie tam nie było 'tam­ten świat' jak­by nie ist­niał na­prawdę, do­pie­ro gdy do­tknę go oso­biście, wie­dzieć będę, że ob­cuję z rze­czy­wi­stością inną od tej, w której po­ru­szam się na co dzień..."2. Fak­tem jest, że pe­ry­fe­ryj­ność i mar­gi­nal­ność to pod­sta­wo­wa ce­cha większości te­renów górskich, choć oczy­wiście przy­pi­sa­nie jej ja­kie­muś ob­sza­ro­wi bywa często bar­dzo su­biek­tyw­ne i et­no­cen­trycz­ne. Poza tym do końca nie wol­no uogólniać, gdyż w przeszłości niektóre cy­wi­li­za­cje lo­ko­wały swe cen­tra po­li­tycz­ne w górach, a przy­najm­niej na te­renach pa­nujących nad do­li­na­mi (np. państwo etiop­skie, czy Inków). Pe­ry­fe­ryj­ność prze­ja­wia się przede wszyst­kim w bra­ku sa­mo­dziel­ności po­li­tycz­nej oraz go­spo­dar­czym i kul­tu­ro­wym uza­leżnie­niu od do­mi­nującego "cen­trum", położone­go w do­dat­ku w znacz­nym od nich od­da­le­niu. W do­dat­ku cza­sem na ob­sza­rze pe­ry­fe­ryj­nym ście­rają się wpływy więcej niż jed­ne­go cen­trum. Dzie­je ludów górskich to bar­dzo często hi­sto­ria ich upo­rczy­wych, odważnych walk z sil­niej­szym prze­ciw­ni­kiem o nie­za­leżność i ciągle po­no­szo­nych na dro­dze do tego celu klęsk. Kar­pa­ty Wschod­nie są także tego przykładem. W za­sa­dzie nig­dy te­reny te nie były na­prawdę sa­mo­dziel­ne po­li­tycz­nie, choć sta­le występowały tu pew­ne re­gio­nal­ne ten­den­cje se­pa­ra­ty­stycz­ne. Naj­bar­dziej ujaw­niły się one 1920 r., gdy po­wstała w Ja­si­ni tzw. Re­pu­bli­ka Hu­cul­ska3. Był to je­dy­ny jak dotąd przykład, uda­nej mo­bi­li­za­cji et­nicz­nej na Hu­culsz­czyźnie. Jej kres położyła wkrótce sku­tecz­na in­ter­wen­cja wojsk rumuńskich. Nie zmie­nia to jed­nak fak­tu, że Kar­pa­ty Wschod­nie w swej hi­sto­rii sta­le pod­le­gały od­da­lo­nym ośrod­kom władzy, mieszczącym się z jed­nej stro­ny jeśli nie w Bu­da­pesz­cie, to w Wied­niu lub Pra­dze, z dru­giej, jeśli nie w Ki­jo­wie, Wil­nie, to w Kra­ko­wie, War­sza­wie lub Mo­skwie. Z per­spek­ty­wy tych centrów, Hu­culsz­czyzna jawiła się oczy­wiście jako ob­szar wyjątko­wo od­legły, eg­zo­tycz­ny i ta­jem­ni­czy. Jak pisał Oskar Kol­berg pod ko­niec XIX wie­ku, był to kraj "bar­dzo mało od­wie­dza­ny [...] praw­dzi­wa zie­mia nie­zna­na"4. Zie­mia, która bu­dziła daw­niej re­spekt i strach, ale od kie­dy podróżowa­nie i ko­lek­cjo­ner­stwo (za­bor­czość) stało się jedną z za­sad­ni­czych cech kul­tu­ry eu­ro­pej­skiej, to podróże tam oraz pra­ce ba­daw­cze stały się bar­dzo częste. Zor­ga­ni­zo­wa­na tu­ry­sty­ka po­ja­wiła znacz­nie później, choć też sto­sun­ko­wo wcześnie bo już w 1876 roku5. Jed­nak zajęcie Kar­pat Wschod­nich po II woj­nie świa­to­wej przez ZSRR, zli­kwi­do­wa­nie pra­wie zupełnie tu­ry­sty­ki in­dy­wi­du­al­nej, a tym bar­dziej możliwości od­wie­dza­nia tych te­renów przez ob­co­kra­jowców, spo­wo­do­wały, że dziś, nie tyl­ko z per­spek­ty­wy pol­skiej, Hu­culsz­czy­zna wy­da­je się nie­mal tak samo ta­jem­ni­cza, pe­ry­fe­ryj­na i wy­ma­gająca od­kry­wa­nia, jak na początku XIX wie­ku.

Inną, często spo­ty­kaną cechą te­renów górskich jest to, że były to nie­rzad­ko tzw. "ob­sza­ry re­fu­gial­ne" (uchodźcze, schro­nie­nio­we) - jak określa się je w et­no­lo­gii. Góry, jako te­reny trud­niej dostępne i przez to łatwiej­sze do obro­ny, wszędzie na świe­cie sta­no­wiły miej­sce schro­nie­nia różnych grup lud­ności za­grożonych w okre­sie wo­jen i nie­po­kojów. Stre­fy te za­zwy­czaj sku­piały ko­lej­ne fale mi­gra­cyj­ne, szu­kające azy­lu na trud­no dostępnej "zie­mi ni­czy­jej". Śro­do­wi­sko górskie wszędzie na świe­cie nie tyl­ko kon­ser­wo­wało sze­reg daw­nych wzorów kul­tu­ro­wych, ale przez swój cha­rak­ter re­fu­gial­ny spełniało za­ra­zem funkcję "ty­gla", w którym po­szczególne gru­py uchodźcze mie­szały się ze sobą, sta­piając się i tworząc nowe gru­py et­nicz­ne i et­no­gra­ficz­ne. Et­no­sy te wyróżniające się z oto­cze­nia, zo­stały również na­zwa­ne "lu­da­mi re­fu­gial­nymi". Na każdym kon­ty­nen­cie można wy­mie­nić przykłady ta­kich społeczeństw uchodźczych. W Afry­ce był nim ma­syw Atla­su czy ob­sza­ry górzy­ste północ­ne­go Ka­me­ru­nu, a na Bli­skim Wscho­dzie góry Li­ba­nu czy te­reny Kur­dy­sta­nu6. W Eu­ro­pie Alpy, gdzie prze­trwały reszt­ki lud­ności re­to­ro­mańskiej pod ger­mańskim na­war­stwie­niem oraz górzy­ste re­jo­ny Półwy­spu Bałkańskie­go, Szko­cji czy Wa­lii7. Wszędzie tam, przed wie­ka­mi, doszło do po­wsta­nia za­mkniętych ob­szarów uciecz­ki, a współcześnie swo­istych wysp sta­rej ar­cha­icz­nej kul­tu­ry. Ar­cha­icz­ność kul­tur góral­skich nie ozna­cza jed­nak nie­zmien­ne­go w for­mie cha­rak­te­ru tej kul­tu­ry, ale ra­czej szczególne bo­gac­two folk­lo­ru i przede wszyst­kim mniej­sze za­awan­so­wa­nie w roz­wo­ju społecz­no-go­spo­dar­czym w sto­sun­ku do ota­czających społecz­ności.

Kar­pa­ty Wschod­nie były także ta­kim ob­sza­rem uchodźczym w Eu­ro­pie Środ­ko­wo-Wschod­niej, a Hu­cu­li lu­dem re­fu­gial­nym. Według Kol­ber­ga8, są oni praw­do­po­dob­nie za­sy­mi­lo­waną z lud­nością ruską po­zo­stałością daw­nych pa­ste­rzy, ko­czujących nie­gdyś nad mo­rza­mi Ka­spij­skim i Czar­nym. Ba­dacz wy­su­wał hi­po­tezę, że po­chodzą od ple­mie­nia tu­rec­kich Uzów, przy­ta­czając na jej dowód przesłanki fi­lo­lo­gicz­ne i hi­sto­rycz­ne. Na ste­py czar­no­mor­skie ciągle przy­by­wały z głębi Azji ko­lej­ne fale tu­rec­ko-mon­gol­skich ko­czow­ników, które zle­wały się ze sobą lub wy­pie­rały co­raz bar­dziej na zachód jed­ne dru­gich (Scytów, Sar­matów, Alanów, Hunów, Awarów, Ma­dziarów, Pe­czyngów, Połowców (Ku­manów), Ta­tarów). Uzo­wie, jak pi­sze Kol­berg, wy­pie­rani przez Ku­manów w 1050 roku ude­rzy­li na Pe­czyngów, a ci ostat­ni prze­szli przez Du­naj, pu­stosząc Bułgarię i Ma­ce­do­nię. Później, nie mogąc się oprzeć Ku­manom, Uzo­wie do­bro­wol­nie pod­da­wa­li się zwierzch­nic­twu Księstwa Ha­lic­kie­go i osie­dli­li się w górskich la­sach. Nie­za­leżnie od tego, czy i na ile hi­po­teza Kol­berga jest traf­na, to istot­ne są wia­ry­god­nie opi­sa­ne przez nie­go pro­ce­sy mi­gra­cyj­ne, które fak­tycz­nie w tym re­jo­nie występowały. Różne gru­py, zarówno lud­ności pa­ster­skiej ze stepów, jak i rol­ni­czej z Rusi, chro­niły się w Kar­pa­tach w cza­sach usta­wicz­nych na­jazdów czy to Li­twinów, czy ludów ste­po­wych. Pi­sze o tym m.in. także Ł. Gołębiow­ski: "W cza­sie na­padów ta­tar­skich ludy poza Dnie­strem miesz­kające szu­kały zwy­kle schro­nienia z do­byt­kiem w sąsiedz­kich im Kar­pa­tach, a niektóre z nich w tychże górach obrały stałe sie­dli­sko"9. Po­nad­to pa­ster­ski chów zwierząt, będący nie­gdyś pod­stawą go­spo­dar­ki górali kar­pac­kich, wy­klu­cza w za­sa­dzie ich po­cho­dze­nie wyłącznie od rol­ni­czej lud­ności z północy. Osia­dli rol­ni­cy bo­wiem wyjątko­wo rzad­ko prze­cho­dzi­li na pa­ster­ski tryb życia, a Słowia­nie - jak pi­sze Ka­zi­mierz Mo­szyński - pier­wot­nie pa­ster­stwa górskie­go w ogóle nie zna­li10.

Z ko­lei od XIV wie­ku, w wy­ni­ku względne­go prze­lud­nie­nia i bra­ku pa­stwisk na Bałka­nach, wzdłuż łuku Kar­pat napływały inne fale mi­gra­cyj­ne lud­ności pa­ster­skiej, na­zy­wa­nej wołoską. Ludy te po­cho­dziły nie tyl­ko z te­renów dzi­siej­szej Ru­mu­nii, ale również z Bułga­rii i Al­ba­nii, krzyżując się stop­nio­wo ze słowiańską lud­nością rol­niczą.11 Pro­ces ten trwał kil­ka stu­le­ci, aż do XVIII wie­ku, przy czym, według Ka­zi­mie­rza Do­bro­wol­skie­go, te­ry­to­rium hu­cul­skie miało naj­sil­niej­szy wkład żywiołu rumuńsko-bałkańskie­go, a najsłab­szy ru­skiej lud­ności z północy12.

Tak więc lud­ność za­sie­dlająca Kar­pa­ty, po­dob­nie jak na in­nych ob­sza­rach re­fu­gial­nych, wy­wo­dzi swą ge­nezę prawdopo­dob­nie z różnych et­nosów, z których każdy wniósł ele­men­ty własnej tra­dy­cji. Kul­tu­ra pa­ster­ska w Kar­pa­tach według Do­bro­wol­skie­go jest niesłowiańskie­go po­cho­dze­nia. Udo­wad­nia to po­czy­nając od wpro­wa­dzo­nych tu nie­gdyś ga­tunków owiec, cha­rak­te­ry­stycz­nych dla krajów bałkańskich, po­przez pra­wo pa­ster­skie re­gu­lujące spra­wy spor­ne, aż po wie­rze­nia i naj­roz­ma­it­sze za­bie­gi ma­gicz­ne, mające na celu za­bez­pie­cze­nie trzód przed złymi wpływa­mi. Zwy­cza­je te wy­ka­zy­wały ogromną różno­rod­ność na­wet w obrębie tej sa­mej osa­dy. Spe­cy­fi­ka pro­cesów et­nicz­nych górskich "ob­szarów re­fu­gial­nych" wy­kształciła prze­ciw­staw­ne me­cha­ni­zmy, z których je­den pro­wa­dził do względnej uni­fi­ka­cji wzorów kul­tu­ro­wych, dru­gi zaś wywoływał sil­ne ten­den­cje izo­la­cjo­ni­stycz­ne, pro­wadząc w kon­se­kwen­cji do mi­nia­tu­ry­za­cji sys­temów społecz­no-go­spo­dar­czych. Nie­mniej jed­nak, jak pi­sze Do­bro­wol­ski, można usta­lić wśród nich za­sad­ni­czy zrąb o ge­ne­alo­gii ar­cha­icz­nej, związa­nej z Bałka­na­mi i pa­ster­stwem rumuńskim w Sied­mio­gro­dzie13. Poza tym stycz­ność z bałkański­mi kul­tu­ra­mi lu­do­wy­mi w za­kre­sie języka, stro­ju, mu­zy­ki i tańca oraz zdob­nic­twa i bu­dow­nic­twa też jest niewątpli­wa. Tak więc jed­nym z czyn­ników z pew­nością sprzy­jającym kul­tu­ro­wej au­to­no­mii i trwałości społecz­nej mar­gi­nal­ności zarówno w Kar­pa­tach Wschod­nich, jak i na in­nych górskich ob­sza­rach uchodźczych, była także od­mien­na od oto­cze­nia ge­ne­za et­nicz­na tych te­renów.

Góry dawały schro­nie­nie roz­ma­itym ucie­ki­nie­rom, nie tyl­ko lud­ności za­grożonej ob­cym na­jaz­dem, ale również chłopom zbie­gającym przed pańszczyzną, jak i po­spo­li­tym przestępcom ucie­kających przed wy­mia­rem spra­wie­dli­wości. Wszy­scy oni przyłącza­li się do lud­ności już wcześniej osiadłej w górach. Nie­rzad­ko two­rzy­li gru­py, które zaj­mo­wały się roz­bo­jem. Według Kol­ber­ga: "Zbie­gi te wcie­lały się w ple­mię hu­cul­skie, co­raz to bar­dziej na­dając mu piętno ru­skie. Z mie­sza­ni­ny różnych tych ludów utwo­rzył się z cza­sem ro­dzaj kor­po­ra­cji, więc po­trzebę wspólnych dążności i in­te­resów wywołał żywot społecz­ny haj­da­mac­ki, tj. lu­dzi w pe­wien ja­ko­by złączo­ny za­kon, nęcący ku so­bie młodzież ju­nac­twem, włóczęgą i na­dzieją łupu"14. Te ce­chy górali wy­mie­nio­ne przez Kol­ber­ga do­strze­ga­ne są przez wie­lu ob­ser­wa­torów i na in­nych ob­sza­rach górskich w świe­cie. Pra­wie wszędzie społecz­ności góral­skie mają le­gen­dy o swo­ich najsław­niej­szych rozbójni­kach, uchodzących w ich w oczach za bo­ha­terów. W Kar­pa­tach Wschod­ni na­zy­wa­ni oni byli oprysz­ka­mi, two­rzy­li ban­dy, które roz­bi­ja­ne przez po­licję czy straż gra­niczną, ciągle na nowo po­wsta­wały. Nie brakło też lo­kal­nych sław typu Ja­no­sik, jak żyjący w pierw­szej połowie XVIII wie­ku Do­bosz z Pe­cze­niżyna nie­da­le­ko Kołomyi. Życie w górach w tych wa­run­kach wiązało się oczy­wiście z usta­wicz­nym za­grożeniem. Być może ono legło u pod­staw wy­kształce­nia się spe­cy­ficz­nej dla większości ob­szarów górskich, tak często pod­kreśla­nej przez zewnętrznych ob­ser­wa­torów, psy­chi­ki lu­dzi gór. Sta­no­wiła wszędzie jedną z pod­stawowych przeszkód w in­te­gra­cji z resztą społeczeństwa da­ne­go państwa. Cha­rak­te­ry­stycz­na po­trze­ba nie­za­leżności i nie­uzna­wa­nia au­to­ry­tetów zewnętrznych były bro­nio­ne przez nich za wszelką cenę, przy­czy­niając się do wy­kształce­nia nie do końca prze­cież praw­dzi­we­go ste­reo­ty­pu "dzi­kie­go", wo­jow­ni­cze­go górala. O Hucułach Do­bro­wol­ski pisał, że "ce­cho­wała ich skłonność do roz­bo­ju"15, a Kol­berg, że "ozna­czają się wyraźnie ja­kimś dzi­kim ju­nac­twem"16. Dzi­siaj dzien­ni­ka­rze, do­nosząc o wal­kach to­czo­nych przez Pasz­tunów, Kurdów czy Cze­czeńców, ciągle na nowo ten ste­reo­typ umac­niają.

Naj­ważniejszą jed­nak cechą cha­rak­te­ry­styczną kul­tur góral­skich są bar­dziej wi­docz­ne, niż gdzie in­dziej, wza­jem­ne zależności między przy­rodą a człowie­kiem. Kli­mat górski jest zwy­kle bar­dziej chłodny i wil­got­ny od kli­ma­tu ni­zin w da­nej stre­fie, zaś gle­by prze­ważnie słabiej wy­kształcone i mniej żyzne. W do­dat­ku oczy­wi­ste trud­ności z uprawą zie­mi na sto­kach i zbyt krótki okres we­ge­ta­cyj­ny, wyjątko­wo nie sprzy­jają rol­nic­twu, przy­najm­niej w stre­fie kli­ma­tu umiar­ko­wa­ne­go. La­tem jed­nak łąki wy­so­kogórskie do­star­czają zna­ko­mi­tej jakości pa­szy. Te nie­jed­no­li­te, często zmien­ne wa­run­ki nie­sio­ne przez przy­rodę górską, z jed­nej stro­ny przy­czy­niają się do wy­two­rze­nia w krótkim okre­sie lata źródeł utrzy­ma­nia, a z dru­giej stro­ny zmu­szają do opusz­cze­nia gór w okre­sie zimy. W tych wa­run­kach w stre­fie kli­ma­tu umiar­ko­wa­ne­go czy na­wet pod­zwrot­ni­ko­we­go, wszędzie na te­re­nie Eu­ra­zji, najczęściej po­dej­mo­waną stra­te­gią przez człowie­ka w śro­do­wi­sku górskim była no­ma­dycz­na lub semino­ma­dycz­na go­spo­dar­ka pa­ster­ska. Po­le­gała ona na let­nim wy­pa­sie stad w górach i zi­mo­wym w do­li­nach lub na ni­zinach. Jak pi­sze Ber­nard Camp­bell: "Pa­ste­rze tego ro­dza­ju występują w wie­lu częściach świa­ta - wszędzie, gdzie ist­nieją góry lub wyżynne pa­stwi­ska zbyt chłodne, aby je spa­sać kie­dy in­dziej niż tyl­ko la­tem. Naj­wy­raźniej jest to wy­so­ce wy­daj­ny sposób wy­ko­rzy­sta­nia pro­duk­tyw­ności ob­szarów nie­na­dających się do za­miesz­ka­nia i nie­pro­duk­tyw­nych przez część roku"17. Pa­stwi­ska górskie - jak pisał Mo­szyński - wy­ko­rzy­sty­wa­ne były także przez ludy ty­po­wo ste­po­we, jak Kir­gi­zi. Roślin­ność na ha­lach od­zna­cza się na ogół bar­dzo dużą war­tością jako pa­sza dla zwierząt, zaś z dru­giej stro­ny ste­py w okre­sach let­nich są zupełnie spa­lo­ne przez słońce, co zmu­szało pa­ste­rzy do pe­re­gry­na­cji na ob­sza­ry mniej su­che, a więc jeśli góry były w po­bliżu - to na hale, gdzie słońce mniej dawało się we zna­ki18. Dość po­dob­nie było w tu­rec­kiej Ana­to­lii, na Sa­ha­rze czy w górach na Mo­rzem Czer­wo­nym, gdzie w su­chej po­rze roku pa­ster­skie ple­mio­na Jörüków, Tu­aregów, Tubu i Bedża chro­niły się w górach z tych sa­mych po­wodów.

Inna sy­tu­acja była tyl­ko na te­re­nach górzy­stych w Afry­ce sub­sa­ha­ryj­skiej, czy w Azji południo­wo-wschod­niej, położonych w stre­fie kli­ma­tu równi­ko­we­go lub zwrot­ni­ko­we­go. Tam wręcz prze­ciw­nie wy­so­kie położenie upraw nad po­zio­mem mo­rza często wręcz im sprzy­jało, zwłasz­cza na żyznych gle­bach typu wul­ka­nicz­ne­go, a nie­ko­rzyst­ne wa­run­ki związane z ukształto­wa­niem po­wierzch­ni zmie­nia­no przez bu­do­wa­nie ta­rasów na zbo­czach, które w tej stre­fie kli­ma­tycz­nej występują cza­sa­mi na­wet na kil­ku tysiącach metrów nad po­zio­mem mo­rza. W Afry­ce sub­sa­ha­ryj­skiej te­re­ny górzy­ste nie były atrak­cyj­ne dla pa­ste­rzy i tam właśnie lud­ność rol­ni­cza chro­niła się przed no­ma­da­mi (Wyżyna Abi­syńska, Góry Nuba w Su­da­nie, At­ta­ko­ra w Be­ni­nie, Ban­dia­ga­ra w Mali i inne).

Wszędzie na­to­miast pa­ster­stwo wędrow­ne po­le­gało na wy­ko­rzy­sta­niu nad­mia­ru pa­szy znaj­dującej się w różnych stre­fach eko­lo­gicz­nych w różnych po­rach roku zarówno na azja­tyc­kich ste­pach, na afry­kańskich półpu­sty­niach i sa­wan­nach, jak i na te­re­nach górskich w stre­fie kli­ma­tu umiar­ko­wa­ne­go. W in­nym bo­wiem przy­pad­ku se­zo­no­we za­so­by pa­szy byłyby nie­wy­ko­rzy­sta­ne. Pa­ster­stwo roz­winęło się praw­do­po­dob­nie w wy­ni­ku tego, że pier­wot­ni łowcy to­wa­rzy­szy­li prze­miesz­czającym się sta­dom dzi­kich ko­pyt­nych, które stop­nio­wo zaczęły być przez nich udo­mo­wio­ne. Ten pier­wot­ny wzo­rzec re­la­cji między zwierzętami a ludźmi ciągle występuje jesz­cze w północ­nej Skan­dy­na­wii u Lapończyków, gdzie sta­dom wędrującym w góry, od jed­ne­go pa­stwi­ska do dru­gie­go to­wa­rzyszą lu­dzie, ale nie kon­tro­lują wędrówek zwierząt ani ich roz­mnażania, tyl­ko podążają za nimi. Nie­licz­ne tyl­ko sztu­ki są chwy­ta­ne, udo­mo­wio­ne i wy­ko­rzy­sty­wa­ne jako zwierzęta pociągowe19. Dla­te­go pa­ster­stwo wy­wodzące się z na­tu­ral­ne­go ru­chu zwierząt po­szu­kujących pa­stwisk wraz ze zmie­niającymi się po­ra­mi roku uzna­je się (o ile wy­daj­ność śro­do­wi­ska nie zo­sta­nie prze­kro­czo­na) za bar­dzo "eko­lo­gicz­ny" tzn. do­sto­so­wa­ny do śro­do­wi­ska20. Z dru­giej jed­nak stro­ny, nie­ob­ce były pa­ste­rzom próby prze­kształca­nia śro­do­wi­ska przy­rod­ni­cze­go w taki sposób, aby móc pro­wa­dzić wy­pas zwierząt do­mo­wych na znacz­nie większym ob­sza­rze niż pier­wot­nie było to możliwe. Zarówno na sa­wan­nie, jak i w górach (cze­go roz­ległe połoni­ny w Kar­pa­tach są do­wo­dem) wy­pa­la­no lub kar­czo­wa­no krza­ki i zarośla, uzy­skując w ten sposób powiększe­nie ob­sza­ru pa­stwisk.

W Eu­ro­pie, ty­po­we, ko­czow­ni­cze pa­ster­stwo, bez gro­ma­dze­nia pa­szy la­tem, spo­ty­ka­no jesz­cze do początków XX wie­ku nie tyl­ko nad dolną Wołgą u Kałmuków czy na da­le­kiej północy u Lapończyków, ale właśnie na te­re­nach górskich w południo­wo-wschod­niej Eu­ro­pie, gdzie jego re­pre­zen­tan­ta­mi były przede wszyst­kim społecz­ności rumuńskie (Aro­mu­ni, Ma­ce­do­ru­mu­ni, Własi)21. Głębo­kie prze­mia­ny po­li­tycz­ne i ustro­jo­we, ja­kie zaszły w XX wie­ku na Bałka­nach (trud­ności przy prze­kra­cza­niu gra­nic państwo­wych, obo­wiązek szkol­ny, rozwój go­spo­dar­ki rol­nej, znacz­ny przy­rost lud­ności, po­wsta­nie spółdziel­ni pro­duk­cyj­nych) spo­wo­do­wały i tu ogra­niczenie, a po­tem stop­nio­we przejście do form mie­sza­nych pa­ster­sko-rol­ni­czych zwa­nych trans­hu­mancją, pa­ster­stwem hal­nym lub al­pej­skim22. Nadal w okre­sach let­nich wy­ko­rzy­sty­wa­no górskie pa­stwi­ska, ale wędrówki ze sta­da­mi nie obej­mo­wały już całych ze­społów lud­ności pa­ster­skiej (mężczyzn, ko­biet i dzie­ci), tyl­ko opiekę nad nimi po­wie­rza­no wy­bra­nym spośród sie­bie "za­wo­do­wym" pa­ste­rzom, pod­czas gdy inni zmu­sze­ni byli gro­ma­dzić sia­no na zimę i zaj­mo­wać się, nie dającą im zbyt wie­le sa­tys­fak­cji, uprawą zie­mi w do­li­nach.

W Kar­pa­tach Za­chod­nich i Wschod­nich to przejście z pa­ster­stwa no­ma­dycz­ne­go do trans­hu­man­cji do­ko­nało się dużo wcześniej. Według Do­bro­wol­skie­go nie ule­ga wątpli­wości, że pa­ste­rze wołoscy próbo­wa­li kon­ty­nu­ować no­ma­dycz­ny tryb życia i na okres zi­mo­wy opusz­cza­li Kar­pa­ty, kie­rując się przede wszyst­kim na te­re­ny ni­zin­ne po południo­wej stro­nie Kar­pat. Do­pie­ro gdy na południo­wych pa­stwi­skach zi­mo­wych możliwości wy­pa­su uległy skur­cze­niu wsku­tek przy­ro­stu licz­by lud­ności i zwierząt, a przede wszyst­kim na­ci­sku osad­nic­twa rol­ne­go i utrud­nień ze stro­ny właści­cie­li ziem­skich, pa­ste­rze zaczęli szu­kać zi­mo­wisk po północ­nej stro­nie Kar­pat. Uda­wa­li się do­li­na­mi rzecz­ny­mi nie­raz i 300 ki­lo­metrów na północ, do pusz­czy San­do­mier­skiej, Nie­połomic­kiej, zie­mi lwow­skiej i bełskiej. Za­cho­wały się na ten te­mat źródła, do­tyczące tych wędrówek lub prób wy­ku­py­wa­nia miejsc na zi­mo­wiska na te­re­nach leśnych, jesz­cze z początków XVII wie­ku. Po­ja­wiły się jed­nak te same trud­ności jak po południo­wej stro­nie Kar­pat, a w do­dat­ku ob­sza­ry leśne po północ­nej stro­nie Kar­pat, w prze­ci­wieństwie do Ni­zi­ny Węgier­skiej, czy tym bar­dziej bałkańskich nad­mor­skich i do­lin­nych te­renów miały wpraw­dzie dłuższy okres we­ge­ta­cji roślin niż w górach, ale jed­nak nor­mal­nie po­kry­wały się szatą śnieżną23. Odejścia od go­spo­dar­ki pa­ster­skiej nig­dy nie następowało jed­nak w sposób na­tych­mia­sto­wy. Do­brym tego przykładem jest pro­ces osad­nic­twa Jörüków, Turk­menów i Kurdów, który opi­su­je de Plan­hol24. Władza osmańska już na przełomie XVIII i XIX wie­ku próbowała siłą zmu­sić pa­ste­rzy do po­rzu­ce­nia ko­czow­ni­cze­go try­bu życia, na­tra­fiając z ich stro­ny na sku­tecz­ny opór. W wy­ni­ku tego jesz­cze na początku XX wie­ku znacz­ny ich pro­cent pro­wa­dził no­ma­dycz­ny styl życia. Władze jed­nak, wspie­rając go­spo­darkę rolną, dopro­wa­dziły do tego, że te­re­ny daw­nych zi­mo­wych pa­stwisk w do­li­nach i nad mo­rzem zo­stały zajęte przez rol­ników (nie­kie­dy wcześniej osie­dlo­nych pa­ste­rzy), zaś na let­nich pa­stwiskach w górach i na płasko­wyżach wy­pas ogra­ni­cza­li pra­cow­ni­cy leśni. Jed­no­cześnie nie przy­zna­wa­no ko­czow­ni­kom żad­nej zie­mi na osie­dle­nie się, sta­wiając ich cza­sa­mi w sy­tu­acji bez wyjścia, gdy nie mo­gli ani kon­ty­nu­ować go­spo­darki pa­ster­skiej ani roz­począć upra­wy zie­mi. Pa­ster­stwo typu al­pej­skie­go w Tur­cji, według de Plan­ho­la, po­wsta­wało stop­nio­wo i tyl­ko tam, gdzie były sprzy­jające wa­run­ki: duże sta­da, bli­skość górskich pa­stwisk i do­brze pro­wa­dzo­na upra­wa zie­mi. W pierw­szym eta­pie tyl­ko około 1/4 gru­py osie­dlała się i upra­wiała zie­mię na miej­scu pa­stwisk zi­mo­wych, pozo­stała część wędro­wała da­lej ze sta­dami, schodząc z gór tyl­ko na okres żniw. Osta­tecz­nie zaś, tak jak dzi­siaj, upra­wia się zie­mię zarówno w do­li­nach, jak i w górach, gdzie wy­ko­rzy­stu­je się prak­tycz­nie wszyst­kie miej­sca na­dające się pod uprawę, łącząc ją jed­nak z wy­pasem owiec i kóz.

Brak źródeł, które by szczegółowo opi­sy­wały ten pro­ces w Kar­pa­tach. Do­bro­wol­ski przy­ta­cza jed­nak pew­ne re­la­cje, według których ro­dzi­ny pa­ster­skie zaczęły się osie­dlać w do­li­nach górskich, ale drużyny pa­ster­skie do­zo­rujące sta­do kon­ty­nu­owały wędrówki ze sta­da­mi, w zimę do lasów na ni­zi­nach, a la­tem na hale. Były jed­nak i ta­kie gru­py, które zi­mo­wały w górach, wy­ko­rzy­stując zgro­ma­dzo­ne sia­no, ko­szo­ne w okre­sie let­nim na łąkach górskich25. W za­sa­dzie tyl­ko całko­wi­ta utra­ta stad po­wo­do­wała odejście od go­spo­dar­ki pa­ster­skiej. Na­wet jed­nak i wte­dy sta­ra­no się je od­bu­do­wać. Jest to bar­dzo cha­rak­te­ry­stycz­ne dla ludów pa­ster­skich, nie tyl­ko z te­renów górskich, ale i sa­wann afry­kańskich, że nig­dy do­bro­wol­nie nie re­zy­gno­wały z wędrow­ne­go cho­wu zwierząt. Po­wo­dem nie są by­najm­niej ja­kieś mo­ty­wy po­za­ra­cjo­nal­ne, jak wy­da­wało się niektórym wcześniej­szym ba­da­czom. Po pierw­sze, śro­do­wi­sko górskie w kli­ma­cie umiar­ko­wa­nym naj­le­piej za­wsze nada­wało się do go­spo­dar­ki ho­dow­la­nej, łąkowo-pa­szo­wej, a pro­duk­cja zbożowa była nie­eko­no­micz­na, po­nie­waż nie od­po­wia­dała wa­run­kom przy­rod­ni­czym. Po dru­gie, go­spo­dar­ka ty­po­wo pa­ster­ska, czy trans­hu­men­tal­na była wszędzie na świe­cie nie tyl­ko naj­lep­szym spo­so­bem wy­ko­rzy­sta­nia okre­so­wych za­sobów pa­szo­wych, ale także opłacal­na, zwłasz­cza jeśli uwzględni się wkład pra­cy, dużo mniej­szy niż przy upra­wie zie­mi. Do­pie­ro pro­ce­sy glo­ba­li­za­cyj­ne w końcu XX wie­ku spra­wiły, że ta teza nie jest już tak oczy­wi­sta.

Pa­ster­stwo hal­ne w górzy­stych re­jo­nach Eu­ro­py: Al­pach, Pi­re­ne­jach czy górach Skan­dy­na­wii, tak jak i w całych Kar­pa­tach było do nie­daw­na jesz­cze dość po­wszech­ne. Obec­nie i ta for­ma działalności za­cho­wała się już tyl­ko w niektórych oko­li­cach i wy­da­je się od­cho­dzić w przeszłość. Kres jej roz­wo­ju położyła przede wszyst­kim świa­to­wa obniżka cen wełny, zwłasz­cza owczej, oraz prze­mysłowe fer­my bydła położone w bez­pośred­nich oko­li­cach miast, co do­ty­czy pro­duk­cji mle­ka. Ten­den­cja ta może się jed­nak jesz­cze odwrócić. Moda na "eko­lo­giczną" żywność i "cho­ro­ba sza­lo­nych krów", które spo­wo­do­wały klęskę me­to­dy "prze­mysłowej" ho­dow­li bydła w Eu­ro­pie Za­chod­niej, może jesz­cze przywrócić nie­opłacal­ny dziś chów hal­ny. Ja­cek Olędzki, et­no­log, który pro­wa­dził ba­da­nia m.in. w Mon­go­lii, przed­sta­wiając szczególne związki łączące pa­ste­rzy ze zwierzętami, pi­sze o tym z pewną na­dzieją: "Każda po­stać pa­ster­stwa, na­wet ta­kie­go nie­pełnego, pod­porządko­wa­ne­go rol­nic­twu - jak to jest w całej Eu­ro­pie - przy­bliża nam praw­dzi­wy wy­miar pojęcia po­ko­ry, jej ma­je­stat, jak też święte reguły uległości i na­szej zależności od in­nych jaw­nie żywych istot. Ra­duj­my się, że nie wszyst­kie one na świe­cie zo­stały uwięzio­ne w wymyślnych kon­struk­cjach, gwa­ran­tujących ocze­ki­wa­ny efekt eko­no­micz­ny...26"

Nie ma wątpli­wości, że różne dzie­dzi­ny kul­tu­ry są w różny sposób uza­leżnio­ne od śro­do­wi­ska. Na te zależności zwra­ca­li już daw­no an­tro­po­ge­ogra­fo­wie, a bar­dziej współcześnie eko­lo­dzy kul­tu­ro­wi. Nie ma tych wątpli­wości, zwłasz­cza jeśli cho­dzi o sferę tech­no­lo­gicz­no-go­spo­darczą. Mamy tu wpływ bez­pośred­ni zwłasz­cza w przy­pad­ku ho­dow­li zwierząt i rol­nic­twa. Śro­do­wi­sko kształtuje jed­nak cza­sem na­wet najbar­dziej wy­ra­fi­no­wa­ne ele­men­ty kul­tu­ry ludz­kiej, choć może nie­ko­niecz­nie w sposób tak oczy­wi­sty, jak w przy­pad­ku sa­me­go pa­ster­stwa. Na przykład sto­su­nek do zwierząt w kul­tu­rach pa­ster­skich różni się sta­now­czo od kul­tur chłopskich. Olędzki, ob­ser­wując Mon­gołów, utrzy­mu­je, że nig­dy nie za­re­je­stro­wał u nich bru­tal­ne­go trak­to­wa­nia, któregoś z ho­do­wa­nych zwierząt27. Po­wszech­nie zna­na jest też szczególna "miłość" Ma­sajów i in­nych ni­lo­tyc­kich pa­ste­rzy do swo­ich krów. U in­nych grup pa­ster­skich, czy na­wet pa­ster­sko-rol­ni­czych wskaźnik po­sza­no­wa­nia zwierząt wy­da­je się być także wyższy niż u rol­ników. Przykładem szczególnie ude­rzającym jest wśród arab­skich pa­ste­rzy po­zy­tyw­ny, pełen sym­pa­tii sto­su­nek do psów, zwierzęcia nie­czy­ste­go i le­d­wie to­le­ro­wa­ne­go na od­ległość u in­nych muzułmanów. Ist­nie­nie pew­nych wzorów kul­tu­ro­wych jest często wręcz uwa­run­ko­wa­ne za­miesz­ka­niem w ta­kim, a nie in­nym śro­do­wi­sku, jak np. szczególna trwałość sys­te­mu ro­do­we­go, or­ga­ni­za­cja seg­men­tar­na i cha­rak­ter osad­nic­twa w społecz­nościach pa­ster­skich i górskich. Kol­berg pi­sze o tym w ten sposób: "Przy­ro­da gór kar­pac­kich wiel­ce sprzy­ja po­działowi na rody i ro­dzi­ny: rody osiadły nad rze­ka­mi, a ro­dzi­ny, każda z osob­na, po wy­niosłych wzgórzach. U pol­skich górali na­po­ty­ka­my zwy­kle sioło ciągnące się do­li­na­mi nad rzeką, tak że nie wiesz gdzie się jed­na wieś kończy a dru­ga za­czy­na; bo na­wet miej­sco­wy góral nie rzad­ko wsi swej na­zwać nie umie; lecz wie bar­dzo do­brze kędy ten lub ów z ojców ro­dzi­ny ma swo­je miesz­ka­nie"28 (czy­li zna swój ród). Pod tym względem do dzi­siaj nie­wie­le się zmie­niło. Nadal występują sie­dli­ska roz­rzu­co­ne po całej oko­li­cy i zwar­te ciągi wsi w niektórych do­li­nach. Na całym świe­cie osie­dla ludz­kie w swych pier­wo­ci­nach pod­porządko­wa­ne były regułom wza­jem­ne­go bez­pie­czeństwa oraz współdziałania w gru­pie. Nie tyl­ko w kul­tu­rze chłopskiej zna­ne są zwar­te osie­dla typu okol­nic, sze­regówek, rzędówek, ale i w Mon­go­lii, czy u Ma­sajów w Afry­ce, osie­dla pa­ster­skie pod­porządko­wa­ne są re­gu­le bli­skie­go sąsiedz­twa. Na­to­miast osad­nic­two jed­no­dwor­cze, roz­pro­szo­ne, ma albo cha­rak­ter później­szy (jak w Eu­ro­pie) albo jest zde­ter­mi­no­wa­ne śro­do­wi­sko­wo, jak np. osie­dla pa­ster­skie na Sa­ha­rze czy Sa­he­lu29.

Pod­su­mo­wując, należy stwier­dzić, zarówno na pod­sta­wie badań pro­wa­dzo­nych w Kar­pa­tach Wschod­nich przez au­torów ni­niej­szej pra­cy, jak i in­nych licz­nych badań te­re­no­wych wśród społecz­ności góral­skich całego świa­ta30, że ob­sza­ry górskie naj­le­piej od­po­wia­dają ce­chom ob­szarów pe­ry­fe­ryj­nych. Hu­culsz­czy­zna w oczach przy­byszów zarówno z War­sza­wy, jak i Ki­jo­wa czy Pra­gi za­wsze wy­da­wała się da­le­ka i obca. W cza­sach ZSRR, gdy cu­dzo­ziem­com nie można było jej od­wie­dzać, Hu­cu­li sta­li się pra­wie mi­tycz­ni. Znając sys­tem to­ta­li­tar­ny, w którym przyszło im żyć, można było się spo­dzie­wać całko­wi­tej ich akul­tu­ra­cji i po­zba­wie­nia własnej tożsamości. Dziś można stwier­dzić, że to się nie udało, a Hu­cu­li w dużym stop­niu nadal są przy­wiązani do swo­je­go try­bu życia i wie­lu swo­ich zwy­czajów. Góry sprzy­jają kul­tu­ro­wej au­to­no­mii i trwałości pew­nych wzorów kul­tu­ro­wych. Istotą ich spe­cy­fi­ki, obok pe­ry­fe­ryj­ności, jest często od­mien­na et­no­ge­ne­za góral­skich grup et­nicz­nych i et­no­gra­ficz­nych, na który to wpływ miał zwy­kle re­fu­gial­ny cha­rak­ter górskich ob­szarów. Przede wszyst­kim jed­nak su­ro­we i wy­ma­gające górskie śro­do­wi­sko przy­rod­ni­cze w stre­fie kli­ma­tu umiar­ko­wa­ne­go, na­rzu­ciło wszędzie je­dyną sku­teczną stra­te­gię go­spo­darczą - pa­ster­stwo wędrow­ne, później ogra­ni­czo­ne do trans­hu­man­cji, która prze­trwała do na­szych czasów. Wszyst­kie te czyn­ni­ki ra­zem: śro­do­wi­sko, et­no­ge­ne­za i pa­ster­ski chów zwierząt wy­kształciły sze­reg szczególnych dla górskich i pa­ster­skich społecz­ności wzorów kul­tu­ro­wych jak np. tra­dycję haj­da­macką, po­czu­cie ho­no­ru, so­li­dar­ności, od­po­wie­dzial­ności gru­po­wej oby­wającej się często bez struk­tur państwo­wych i państwo­wej po­mo­cy. Co­raz więcej po­ja­wiających się przykładów szczególnej przed­siębior­czości tak wśród pol­skich górali pod­ha­lańskich, jak i także jej ozna­ki na ukraińskiej Hu­culsz­czyźnie, dają na­dzieję, że w zmie­nio­nych wa­run­kach go­spo­dar­ki ryn­ko­wej, te ce­chy i wzo­ry kul­tur góral­skich za­trium­fują.

Ja­nusz Gu­dow­skiOr­ga­ni­za­cja i eko­no­mi­ka go­spo­dar­ki pa­ster­skiej na Hu­culsz­czyźnie. Stan obec­ny na tle daw­nych tra­dy­cji

1. Me­to­dy­ka badań oraz ich prze­bieg

Pro­gram ba­daw­czy go­spo­dar­ki pa­ster­skiej na Hu­culsz­czyźnie był re­ali­zo­wa­ny w la­tach 1998-2001 i składał się z kil­ku etapów. W pierw­szej ko­lej­ności zo­stała opra­co­wa­na ogólna kon­cep­cja pro­jek­tu, a następnie la­tem 1998 r. odbył się re­ko­ne­sans w paśmie Świ­dow­ca oraz na od­cin­ku Czar­no­ho­ry, biegnącym od Ku­ku­la ku Przełęczy Jabłonic­kiej. Re­ko­ne­sans ten, którego ce­lem było zlo­ka­li­zo­wa­nie różnych typów go­spo­dar­ki pa­ster­skiej, po­zwo­lił do­ko­nać wy­bo­ru miejsc za­sad­ni­czych badań te­re­no­wych, a mia­no­wi­cie:

- na połoni­nach w paśmie Świ­dow­ca, w do­li­nie górne­go bie­gu Czar­nej Cisy, gdzie występuje wyłączny wy­pas owiec bądź wyłączny wy­pas bydła, a formą or­ga­ni­za­cyjną jest go­spo­dar­ka jed­no- lub wie­lo­ro­dzin­na (połoni­ny: Worożeska I-dol­na i II-górna oraz Ap­szy­niec­ka).

- na połoni­nach w grzbie­cie idącym od Ku­ku­la na północ­ny zachód, na których znaj­dują się sta­re pa­ster­skie osie­dla, do­mi­nu­je wy­pas krów (owce są przypędza­ne je­dy­nie na początku i na końcu se­zo­nu), a formą or­ga­ni­za­cyjną jest od­twa­rza­ny obec­nie wy­pas pry­wat­ny o cha­rak­te­rze go­spo­dar­ki jed­no­ro­dzin­nej lub zbliżonej do pry­wat­ne­go przed­siębior­stwa (połoni­ny Ku­kul, Łabie­ska, Fo­re­sek/Za­ku­kul, Se­red­ne, Ozir­na, Kier­nycz­kie/Fe­re­skuł, Hry­ho­riw­ka);

Wybór lo­ka­li­za­cji badań oprócz kry­te­rium własnościo­we­go uwzględniał również czyn­nik geo­gra­ficz­ny, aby umożliwić porówna­nie dzi­siej­szej go­spo­dar­ki pa­ster­skiej na Za­kar­pa­ciu, tra­dy­cyj­nie le­piej roz­wi­niętej, z go­spo­darką po daw­nej stro­nie ga­li­cyj­skiej.

Na przełomie 1998 i 1999 r. ukon­sty­tu­ował się zespół ba­daw­czy i przy­go­to­wa­no szczegółowe założenia pra­cy, cze­mu było poświęcone ro­bo­cze se­mi­na­rium na Uni­wer­sy­te­cie War­szaw­skim w lu­tym 1999 r., a następnie prze­pro­wa­dzo­no kwe­rendę ma­te­riałów źródłowych w bi­blio­te­kach na­uko­wych we Lwo­wie, War­sza­wie, Kra­ko­wie, Gdańsku i Łodzi. W skład ze­społu ba­daw­cze­go i au­tor­skie­go we­szli: so­cjo­log wsi i zoo­tech­nik Hen­ryk Ko­nar­ski z Aka­de­mii Rol­ni­czej w Kra­ko­wie, zoo­tech­ni­cy Anna Ko­siek z Aka­de­mii Rol­ni­czej w Kra­ko­wie oraz Ja­cek Hucuł Stróżew­ski z SGGW War­sza­wa, geo­graf kra­jo­znaw­ca Mi­chał Kro­piw­nic­ki ze Stry­ja, obec­nie z Prze­myśla, geo­graf sza­ty roślin­nej Jura Ne­ste­ruk z In­sty­tu­tu Eko­lo­gii Kar­pat przy Aka­de­mii Nauk Ukra­iny we Lwo­wie, le­karz An­drzej Rusz­czak z Gdańska, ar­chi­tekt Włod­zi­mierz Wit­kow­ski z Po­li­tech­ni­ki Łódzkiej, hi­sto­ryk-do­ku­men­ta­li­sta Władysław Żakow­ski z Uni­wer­sy­te­tu War­szaw­skie­go, an­tro­po­log kul­tu­ro­wy i et­no­graf Ma­ciej Ząbek z Uni­wer­sy­te­tu War­szaw­skie­go oraz eko­no­mi­sta rol­ny Ja­nusz Gu­dow­ski, również z Uni­wer­sy­te­tu War­szaw­skie­go. Biorąc pod uwagę zróżni­co­wa­nie za­wo­do­we ze­społu oraz fakt, że większość uczest­ników znała ukraińskie Kar­paty z au­top­sji i w pra­cy na­uko­wej zaj­mu­je się te­ma­tyką ukraińską, tak do­bra­ny skład ze­społu umożli­wiał prze­pro­wa­dze­nie wie­lo­dy­scy­pli­nar­nych, w miarę wszech­stron­nych badań. Obec­ność czte­rech osób (H. Ko­nar­ski, W. Żakow­ski, M. Ząbek, J. Gu­dow­ski) związa­nych z ba­da­nia­mi ob­szarów wiej­skich w ba­se­nie śródziem­no­mor­skim, a w szczególności w re­gio­nie ana­to­lij­skim, po­zwa­lała zwrócić uwagę na - cie­ka­we same w so­bie - orien­ta­li­stycz­ne ko­no­ta­cje w go­spo­dar­ce pa­ster­skiej ukraińskich Kar­pat (za­uważane, choć nie za­wsze słusznie, już przez XIX-wiecz­nych ba­da­czy), a zwłasz­cza na niektóre zbliżone ele­men­ty kul­tu­ry społecz­nej i go­spo­dar­czej w kręgu pa­ster­skiej kul­tu­ry kar­pac­kiej, bałkańsko-śródziem­no­mor­skiej i ana­to­lij­skiej.

Właściwe ba­da­nia te­re­no­we, mające cha­rak­ter warsz­tatów ba­daw­czych, od­by­wały się od 13 do 27 sierp­nia 1999 r. Uczest­ni­czył w nich sied­mio­oso­bo­wy zespół (J. Hucuł Stróżew­ski, J. Ne­ste­ruk, A. Rusz­czak, W. Wit­kow­ski, M. Ząbek, W. Żakow­ski i J. Gu­dow­ski), który spędził ty­dzień w re­jo­nie Świ­dow­ca i ko­lej­ny ty­dzień w osie­dlach pa­ster­skich na Ku­ku­lu. Na Świ­dow­cu mu­siało nastąpić ogra­ni­cze­nie pla­no­wa­nych prac w sto­sun­ku do pier­wot­ne­go pla­nu, gdyż po ka­ta­stro­fal­nej po­wo­dzi na przed­wiośniu znisz­cze­niu uległy dro­gi pro­wadzące na Połoninę Ap­szy­niecką, w związku z czym w 1999 r. nie pro­wadzono tu­taj wy­pa­su.

W pra­cach te­re­no­wych szczególny na­cisk położono na sto­so­wa­nie me­tod ob­ser­wa­cji współuczest­niczącej i wy­wia­du bez­pośred­nie­go. Uczest­ni­cy pro­wa­dzi­li ob­ser­wa­cje co­dzien­nych prac na połoni­nie i bra­li w tych pra­cach udział, prze­pro­wa­dza­li wy­wia­dy z pa­ste­rza­mi, do­ko­ny­wa­li po­miarów i szkiców bu­dow­li pa­ster­skich, po­bie­ra­li próbki runa owcze­go oraz próbki roślin­ne z różnych śro­do­wisk fi­to­so­cjo­lo­gicz­nych, ba­da­li struk­turę die­ty miesz­kańców połonin, do­ko­ny­wa­li na­grań, zbie­ra­li do­ku­men­tację fo­to­gra­ficzną.1 Pra­co­wa­liśmy w mniej­szych ze­społach i in­dy­wi­du­al­nie, od­wie­dzając te połoni­ny, na których można było uzy­skać ma­te­riał do­tyczący za­in­te­re­so­wań po­szczególnych uczest­ników. War­to dodać, że w przy­pad­ku badań do­chodów in­for­ma­cje uzy­ski­wa­ne od pa­ste­rzy były nie­kie­dy sprzecz­ne, gdyż rozmówcy ce­lo­wo uni­ka­li dokład­nych od­po­wie­dzi, a nie­kie­dy po­da­wa­li na­wet nie­praw­dzi­we in­for­ma­cje (co jest często spo­ty­ka­ne przy tego ro­dza­ju ana­li­zach). W ta­kich przy­pad­kach we­ry­fi­kację da­nych uzy­ski­wa­no, sto­sując tzw. py­ta­nia spraw­dzające, jak również dzięki uzu­pełniającym wy­wia­dom na in­nych połoni­nach.

Zakończe­nie prac te­re­no­wych nastąpiło 27 sierp­nia, w przed­dzień święta pa­ster­skie­go Per­szej Bo­ho­ro­dy­ci, Mat­ki Bo­skiej Ziel­nej w ka­len­da­rzu grec­ko­ka­to­lic­kim, które nie­gdyś przy­pa­dało z oka­zji sym­bo­licz­ne­go zakończe­nia se­zo­nu wy­pa­su bydła. Ob­cho­dy tego święta w re­jo­nie Czar­no­ho­ry mają dziś miej­sce w Żabiem/We­rcho­wy­nie i tam też odbyło się zakończe­nie pro­gra­mu ba­daw­cze­go.

Pre­zen­ta­cja wstępnych wy­ników odbyła si w grud­niu 1999 r. w Łodzi, przy oka­zji wy­sta­wy zor­ga­ni­zo­wa­nej przez Włod­zi­mie­rza Wit­kow­skie­go na Wy­dzia­le Ar­chi­tek­tu­ry Po­li­tech­ni­ki Łódzkiej.

W lip­cu 2000 r., w dru­gim se­zo­nie prac te­re­no­wych, prze­pro­wa­dzo­no uzu­pełniający i tym ra­zem skrótowy etap badań, w którym wzięli udział J. Ne­ste­ruk, A. Rusz­czak, M. Kro­piw­nic­ki i J. Gu­dow­ski, a także gru­pa stu­dentów geo­gra­fii z Uni­wer­sy­te­tu Lwow­skie­go, kie­ro­wa­na przez Ro­ma­na Hu­lia­ny­cza. Bazą była sta­cja ba­daw­cza Wy­działu Geo­gra­fii Uni­wer­sy­te­tu Lwow­skie­go w do­li­nie górne­go Pru­tu, skąd uczest­ni­cy wy­cho­dzi­li na Połoninę We­snarkę w grzbie­cie Ko­strzy­cy, aby uzy­skać około 100 próbek runa z różnych ras owiec, a także na połoni­ny Ku­ku­la, w miej­sca zna­ne z badań w po­przed­nim roku. Był to etap pod­su­mo­wujący pra­ce te­re­no­we, który trwał sie­dem dni i po­zwo­lił na uzu­pełnie­nie bra­kujących da­nych, a po­nad­to umożliwił określe­nie zmian w go­spo­dar­ce pa­ster­skiej, wi­docz­nych już w per­spek­ty­wie jed­ne­go roku. Ostat­ni wy­jazd ba­daw­czy miał miej­sce w sierp­niu 2001 na połoni­ny w grzbie­cie Ku­ku­la (W.Wit­kow­ski, J.Gu­dow­ski), a ich ce­lem było ze­bra­nie bra­kujących ob­ser­wa­cji z za­kre­su ar­chi­tek­tu­ry pa­ster­skiej oraz do­tyczących ob­sa­dy zwierząt na po­szczególnych połoni­nach.

2. Cha­rak­te­ry­sty­ka ob­sza­ru badań

a) Połoni­ny w paśmie Świ­dow­ca

Świ­do­wiec jest pa­smem leżącym na Za­kar­pa­ciu, od­su­niętym na zachód od główne­go kar­pac­kie­go grzbie­tu, z którym łączy go głęboko wcięta przełęcz Oko­le, tworząca te­ren źródli­sko­wy Czar­nej Cisy. Pa­smo to jest pra­wie w całości po­kry­te połoni­na­mi. Składa się ze sto­sun­ko­wo krótkie­go (około 40 km) grzbie­tu główne­go, od którego od­chodzą długie bocz­ne ra­mio­na, spra­wiające wrażenie odrębnych grup górskich. Naj­wyższym szczy­tem Świ­dow­ca jest Bliźnica (1883 m n.p.m.).

Wy­bra­ne do badań połoni­ny na Świ­dow­cu: Ap­szy­niec­ka i Worożeska, leżą w wiel­kim ko­tle, utwo­rzo­nym na północ­nych zbo­czach To­dia­ski (1764 m n.p.m.), na wy­so­kości około 1200-1350 m n.p.m. Od stro­ny północ­nej - do­li­ny Czar­nej Cisy - od­dzie­la je za­le­sio­ny stok, prze­chodzący przed początkiem połoni­ny w nie­wiel­ki garb, który two­rzy lo­kalną nieckę. Od wschod­niej i za­chod­niej stro­ny połoni­ny ogra­ni­czo­ne są przez ra­mio­na Ta­ta­ru­ki i To­dia­ski. Obie połoni­ny roz­dzie­la pas leśny o sze­ro­kości około 600 m. Worożeska składa się z dwóch pięter, również od­dzie­lo­nych płytką ścianą lasu. W dol­nej części, na­zwa­nej przez au­torów Worożeska I, wy­pa­sa­no kro­wy, na­to­miast w wyżej położonym piętrze, wy­pro­wa­dzającym już na grzbiet Świ­dow­ca, owce.

Ko­mu­ni­ka­cja z obu połoni­na­mi jest trud­na. Je­dy­ne dro­gi do­wo­zu oraz dostępne dla zwierząt pro­wadzą z do­li­ny Czar­nej Cisy boczną do­liną Ap­szyńca, pra­we­go dopływu Czar­nej Cisy. Dro­ga bie­gnie po sto­ku, wie­lo­krot­nie prze­kra­czając bocz­ne stru­mie­nie. Po­wo­dzie często niszczą drew­nia­ne mo­sty, wy­bu­do­wa­ne po­nad bocz­ny­mi dopływa­mi, co utrud­nia, a nie­kie­dy wręcz unie­możli­wia prze­do­sta­nie się na połoninę.

Świ­do­wiec, osłonięty od północy głównym grzbie­tem Kar­pat, jest pa­smem o występo­wa­niu in­wer­sji tem­pe­ra­tur. Lo­kal­nie utrzy­mują się tu wyjątko­wo ni­skie tem­pe­ra­tury, tu również no­tu­je się re­kor­dy naj­niższych tem­pe­ra­tur na ob­sza­rze ukraińskich Kar­pat. Po­kry­wa śnieżna utrzy­muje się dłużej niż w in­nych pa­smach, często do dru­giej połowy maja, cho­ciaż li­nia grzbie­to­wa prze­bie­ga prze­ważnie na wy­so­kości 1550-1650 m n.p.m. Z tego względu wyjście zwierząt na połoni­ny następuje późno, na­wet w połowie czerw­ca. W se­zo­nie 1998 r. wy­pas na Połoni­nie Worożeskiej roz­począł się 25 maja, na­to­miast w następnym roku wyjątko­wo późno, gdyż do­pie­ro 14 czerw­ca, ze względu na nie­zwy­kle ob­fi­te opa­dy śnie­gu. Rozmówcy twier­dzi­li, że ta­kiej zimy jak w 1998/99 r. "nie było w hi­sto­rii". Jak wspo­mnia­no, powódź na przed­wiośniu znisz­czyła dro­gi do­jaz­do­we do tego stop­nia, że w ogóle zre­zy­gno­wa­no z wy­pasu na Połoni­nie Ap­szy­niec­kiej.

Cha­rak­te­ry­stycz­ne, że - jak prze­ka­zy­wa­li in­for­ma­to­rzy - ani święto Jura (6 maja, dzień obrzędów związa­nych z za­pew­nie­niem jak naj­większe­go pożytku z owiec i bydła), ani święto Per­szej i Dru­hej Bo­ho­ro­dy­ci (M. B. Ziel­nej i Siew­nej, 28 sierp­nia i 21w­rześnia w ka­len­da­rzu grec­ko­ka­to­lic­kim, kie­dy następuje uro­czy­sty spęd naj­pierw krów, a po­tem owiec z połonin) nie są po stro­nie za­kar­pac­kiej ob­cho­dzo­ne (więcej na te­mat dzi­siej­szych obrzędów pa­ster­skich pi­sze M. Ząbek). Z różnych względów, na przykład wo­bec bra­ku we wrześniu po­mo­cy przy wy­pa­sie krów, gdyż dzie­ci roz­po­czy­nają naukę, na wie­lu połoni­nach skra­ca się wrześnio­wy wy­pas, nie­mniej jed­nak nie można wy­klu­czyć, że na różno­rod­ność cech kul­tu­ro­wych wy­pasu wpływa także czyn­nik przy­rod­ni­czy.

Na połoni­nach świ­do­wiec­kich swe­go cza­su po­wstały wzor­co­we osie­dla kołcho­zo­we, z obo­ra­mi na wie­le sztuk bydła, z własny­mi ge­ne­ra­to­ra­mi ener­gii, napędza­ny­mi ropą lub wy­po­sażony­mi w hy­dro­tur­bi­ny. Po­zo­stałości ta­kie­go osie­dla ist­nieją na Połoni­nie Ap­szy­niec­kiej.

b) Połoni­ny w grzbie­cie Ku­ku­la

Ku­kul jest wierz­chołkiem o wy­so­kości 1540 m n.p.m. leżącym w głównym grzbie­cie Kar­pat, w paśmie Czar­no­ho­ry. Główny grzbiet kar­pac­ki łączy Ku­kula z południo­wej stro­ny z Ho­werlą, naj­wyższym (2058 m n.p.m.) wierz­chołkiem Czar­no­ho­ry. Z Ku­kula główny grzbiet ciągnie się na pn.-zach. ku Przełęczy Jabłonic­kiej, która od­dzie­la Czar­no­horę od Gor­ganów.

Grzbiet z Ku­ku­la do Przełęczy Jabłonic­kiej bie­gnie prze­ważnie na wy­so­kości 1300-1400 m n.p.m. i po około 15 km kończy się na przełęczy na po­zio­mie 981 m n.p.m.

Ku­kul, po­dob­nie jak cały grzbiet idący do Jabłonic­kiej, jest po­kry­ty roz­ległymi połoni­na­mi, które roz­dzie­la kar­pac­ki las. Tra­dy­cje pa­ster­skie są tu bar­dzo sta­re, o czym świadczą nie tyl­ko prze­ka­zy star­szych pa­ste­rzy, ale i po­zo­stałości daw­nych szałasów. Wzdłuż grzbie­tu biegła daw­na gra­ni­ca z czasów I i II Rze­czy­po­spo­li­tej, a za czasów za­borów gra­ni­ca ga­li­cyj­sko-węgier­ska. Na połoni­ny po stro­nie południo­wej od li­nii gra­nicz­nej przy­chodzą pa­ste­rze z miej­sco­wości zakar­pac­kich, głównie z Łazesz­czy­ny i Ja­si­ni, na­to­miast na północ­ne połoni­ny do­cie­rają pa­ste­rze z Wo­roch­ty i oko­lic. Dostęp do obu stron grzbie­tu jest trud­ny. Łatwiej do­stać się od stro­ny zakar­pac­kiej, gdzie i ścia­na lasu i na­chy­le­nie stoków są sto­sun­ko­wo nie­wiel­kie.

3. Sto­sun­ki własnościo­we na połoni­nach

Dzi­siej­sza struk­tu­ra własnościo­wa, do­tycząca zwłasz­cza po­sia­da­nia i ko­rzy­sta­nia z połonin, jest nie­zbyt ja­sna i za­wie­ra sprzecz­ności, których nie roz­strzy­ga miej­sco­we pra­wo. Lasy pod­le­gają re­sor­to­wi leśnic­twa, ob­sza­ry zaś objęte ochroną re­zer­wa­tową lub znaj­dujące się w obrębie par­ku na­ro­do­we­go są zarządza­ne przez władze powołane do opie­ki nad te­re­na­mi chro­nio­ny­mi. W tym ostat­nim przy­pad­ku trze­ba pod­kreślić, że jesz­cze nie­daw­no, również na niektórych te­re­nach chro­nio­nych, funk­cjo­no­wały pa­ster­skie lub leśne kołcho­zy. Część z nich for­mal­nie ist­nie­je nadal, choć w obec­nej sy­tu­acji go­spo­dar­czej za­prze­stały działalności.

Poza re­zer­wa­ta­mi sy­tu­acja praw­na połonin jest mniej ja­sna. Część górskich lasów i łąk była przez wie­le lat użyt­ko­wa­na przez kołcho­zy. W la­tach 90. większość kołchozów zli­kwi­do­wa­no, jed­nak ich pry­wa­ty­za­cja nadal znaj­du­je się we wstępnej fa­zie. Nie wszyst­kie jed­nak połoni­ny zo­stały nie­gdyś przejęte przez kołcho­zy. Część łąk górskich, zwłasz­cza ob­sza­ro­wo mniej­sze, pozo­stawała przez lata w użyt­ko­wa­niu ro­dzin­nym. Nie­mniej jed­nak na­wet tam, gdzie kołchozów nie or­ga­ni­zo­wa­no, użyt­kującym połoni­ny góra­lom za­ka­zy­wa­no wy­ci­na­nia pod­ro­stu lasu z sa­mo­sie­wu. W związku z tym gra­ni­ca lasu stop­nio­wo prze­su­wała się, ogra­ni­czając ob­szar wy­pa­su. Nie ist­nie­je przy tym żaden ka­ta­ster zie­mi i dziś jest nie­zwy­kle trud­no udo­wod­nić nie tyl­ko, kto był nie­gdyś właści­cie­lem, ale i jaki był ob­szar daw­nej własności.

Mimo to własność zie­mi, do­tycząca po­sia­da­nia i ko­rzy­sta­nia z połonin, ule­ga po roz­pa­dzie sys­te­mu kołcho­zo­we­go stop­nio­wym zmia­nom. Przede wszyst­kim przy­wra­ca się pry­wat­ne włada­nie połoni­na­mi, co do­tyczy tych ro­dzin daw­nych użyt­kow­ników, którym udało się za­cho­wać do­ku­men­ty własności sprzed 1945 r. W ta­kich przy­pad­kach należy udo­wod­nić przed sądem praw­dzi­wość po­sia­da­nych do­ku­mentów, co kończy się przy­zna­niem pra­wa do ko­rzy­sta­nia z połoni­ny. Pod­czas badań pro­wa­dzo­nych w 1999 r. ze­tknięto się z ta­ki­mi przy­pad­ka­mi na połoni­nach Za­ku­kul i Łabie­ska w re­jo­nie Ku­ku­la. War­to przy tej oka­zji wspo­mnieć o po­ja­wia­niu się na tym tle nie­po­ro­zu­mień między użyt­kow­nikami pre­ten­dującymi do od­zy­ska­nia daw­nej własności. Tak było np. na Połoni­nie Ap­szy­niec­kiej w paśmie Świ­dow­ca, użyt­ko­wa­nej przez górali ze wsi Czar­na Cisa, gdzie jed­nak nadal for­mal­nym właści­cie­lem jest kołchoz, po którym po­zo­stało kil­ka wiel­kich obór, każda na kil­kadziesiąt sztuk bydła. W 1998 r. od stro­ny za­kar­pac­kiej próbo­wa­li wkro­czyć na połoninę pa­ste­rze koni ze wsi leżących poniżej Ra­cho­wa, w po­bliżu gra­ni­cy z Ru­mu­nią. Są to tzw. do­li­nia­nie (dołynia­ny), zwa­ni też "haj­na­ra­mi" lub "ru­mu­na­mi", należący do rumuńskiej mniej­szości et­nicz­nej. Pa­ste­rze ci, powołując się na nie­usta­lo­ne w wy­wia­dach do­ku­men­ty własności, próbo­wa­li zająć tę połoninę. Do otwar­te­go kon­flik­tu z miej­sco­wy­mi pa­ste­rza­mi z Czar­nej Cisy jed­nak nie doszło. Rok później, gdy na sku­tek ka­ta­stro­fal­nych po­wo­dzi zo­stały ze­rwa­ne mo­sty i dro­gi spędu zwierząt od stro­ny Czar­nej Cisy, połoni­na nie była w ogóle wy­ko­rzy­sty­wa­na. Inny przykład do­ty­czy Połoni­ny Łabie­skiej i Za­ku­kul na grzbie­cie Ku­ku­la. Połoni­ny te przed 1939 r. two­rzyły całość, na­to­miast po II woj­nie świa­to­wej za­le­sio­no sze­ro­ki pas górskich łąk, co spo­wo­do­wało, że obec­nie są to odrębne te­re­ny wy­pa­su. Ich użyt­kow­ni­cy zgłaszają wza­jem­ne pre­ten­sje, związane z pra­wem do ko­rzy­sta­nia.

Dru­ga możliwość uzy­ska­nia upraw­nień do pry­wat­ne­go wy­pa­su po­le­ga na stwo­rze­niu spółki rol­nej (spiłka se­lan) lub wiel­ko­ob­sza­ro­we­go go­spo­dar­stwa far­mer­skie­go (fer­mer­ske ho­spo­dar­stwo). Ze­zwa­la na to de­kret Rady Mi­nistrów z grud­nia 1992 r. oraz za­pis w no­wej kon­sty­tu­cji Ukra­iny z czerw­ca 1996 r., przy­wra­cający pry­watną własność zie­mi, choć nadal bra­ku­je prze­pisów wy­ko­naw­czych, a na prze­szko­dzie stoi po­nad­to niechęć władz ob­wo­do­wych. Mimo to, co bar­dziej rzut­cy miesz­kańcy hu­cul­skich wio­sek próbo­wa­li two­rzyć na połoni­nach go­spo­dar­stwa far­mer­skie (również w oko­li­cach Ku­ku­la), co do­tych­czas kończyło się jed­nak nie­po­wo­dze­niem, ze względu na wspo­mnia­ny brak prze­pisów.

Sy­tu­acja w za­kre­sie sto­sunków własnościo­wych jest więc stop­nio­wo re­gu­lo­wa­na, nie­mniej jed­nak nadal for­mal­nie ist­nieją niektóre kołcho­zy, choć za­wie­siły one pro­wa­dze­nie działalności go­spo­dar­czej. W ta­kich sy­tu­acjach or­ga­ni­zujący wy­pas na da­nej połoni­nie muszą uzy­skać zgodę od władz kołcho­zu, co po­le­ga na wnie­sie­niu od­po­wied­niej kwo­ty lub też od­da­niu pew­nej części wy­pro­du­ko­wa­ne­go sera.

Mimo stop­nio­wych zmian praw­nych pry­wat­ni użyt­kow­ni­cy połonin nadal na­po­ty­kają wie­le utrud­nień, zwłasz­cza ze stro­ny in­sty­tu­cji de­cy­dujących o za­so­bach leśnych. Przez wie­le lat połoni­ny nie były od­po­wied­nio pielęgno­wa­ne. Na niektórych w ogóle za­prze­sta­no wy­pa­su, co do­pro­wa­dziło do ich wtórne­go za­le­sie­nia. Usu­nięcie za­drze­wień, a na­wet po­je­dyn­czych drzew, wy­ma­ga zgo­dy zarządu lasu, co jest za­da­niem trud­nym. Ro­dzi­nom po­wra­cającym na swe daw­ne połoni­ny zależy szczególnie właśnie na oczysz­cze­niu łąk z drzew, gdyż w ten sposób od­zy­sku­je się na­wet do 30-40% areału, co po­zwo­liłoby na duże zwiększe­nie ob­sa­dy zwierząt.

Przed 1939 r. połoni­ny po stro­nie pol­skiej znaj­do­wały się w rękach pry­wat­nych. S.Rosiński pisał, że w 1926 r. około 80% areału górskich łąk należało do in­dy­wi­du­al­nych po­sia­da­czy, a na ob­sza­rze Czar­no­ho­ry pry­wat­na własność do­cho­dziła do 100%.2 Połoni­ny były wy­dzierżawia­ne na czas wy­pa­su tzw. de­pu­ta­tom, którzy pełnili funkcję przed­siębiorców bądź pośred­ników, or­ga­ni­zujących wy­pas. Górale będący właści­cie­la­mi hal płaci­li po­da­tek za ko­rzy­sta­nie z połoni­ny, na­to­miast de­cy­zja o ob­sa­dzie pa­stwisk należała do de­pu­ta­ta - pośred­nie­go użyt­kow­ni­ka połoni­ny. Na Za­kar­pa­ciu połoni­ny należały do państwa i były również wy­dzierżawia­ne de­pu­ta­tom. Czynsz za użyt­ko­wa­nie górskich łąk określali wójto­wie. Jak wy­ni­ka z in­for­ma­cji uzy­ska­nej w 1998 r. od pa­ste­rza z Połoni­ny Ap­szy­niec­kiej, pamiętającego jesz­cze cza­sy sprzed II woj­ny świa­to­wej, Cze­si za­sto­so­wa­li na Za­kar­pa­ciu cie­ka­we roz­wiąza­nie, po­le­gające na usta­le­niu czyn­szu dzierżaw­ne­go od wy­pa­sa­nej sztu­ki, co zniechęcało do wy­pro­wa­dza­nia na połoni­ny zbyt wie­lu zwierząt, dając bar­dziej ra­cjo­nalną go­spo­darkę pa­sterską. Trud­no jed­nak stwier­dzić, czy ten sys­tem rze­czy­wiście zo­stał wpro­wa­dzo­ny w życie, sko­ro inny in­for­ma­tor, będący w tym sa­mym wie­ku, po­wie­dział pod­czas badań w 1999 r. na sąsied­niej Połoni­nie Worożeskiej, że po zapłace­niu czyn­szu de­pu­tat mógł kon­trak­to­wać do­wolną liczbę krów lub owiec: "Za We­nh­rii, za Cze­chosłowa­kii my płatyły po­dat­ki. Tam buł odyn star­szyj, jak u nas każut, dlia połony­ny. Hołowa sil'skoj rady każe: "Stil­ky to ma­jesz zapłaty­ty za cju połony­nu". A szczo win tam na­be­re ko­row, owci, szczo za­cho­tiw".

W obec­nej sy­tu­acji własnościo­wej dzierżawa połonin nie może być sto­so­wa­na, nie­mniej jed­nak funk­cja de­pu­ta­ta za­cho­wała się, choć w zmie­nio­nej for­mie, gdyż de­pu­tat dziś pełni przede wszyst­kim rolę przed­sta­wi­cie­la da­nej gru­py pa­ster­skiej wo­bec władz.

Nowe zja­wi­sko, związane z prze­mia­na­mi ustro­jo­wy­mi Ukra­iny, sta­no­wią prze­kształce­nia własnościo­we w pro­duk­cji zwierzęcej. Spe­cy­fi­ka te­renów górskich utrud­niała do­mi­nację go­spo­dar­ki kołcho­zo­wej, co ob­ra­zują dane z początku lat dzie­więćdzie­siątych dla obłasti lwow­skiej: 85% krów w podgórskich miej­sco­wościach należało wówczas do pry­wat­nych właści­cie­li (ale ist­niał mo­no­pol kołcho­zu na skup bydła opa­so­we­go), w przy­pad­ku trzo­dy chlew­nej było to aż 91%, na­to­miast dla owiec wskaźnik ten wy­no­sił 28%.3 W związku z li­kwi­dacją kołchozów pa­ster­skich (w których wy­pa­sa­no owce i kro­wy należące do kołcho­zu; kro­wy pry­wat­nych właści­cie­li mogły tu być wy­pa­sa­ne za opłatą 16 ru­bli od sztu­ki - Połoni­na Hry­ho­riw­ka) bar­dzo obniżyło się pogłowie owiec, cze­go jesz­cze nie zdołała zre­kom­pen­so­wać go­spo­dar­ka pry­wat­na, bo­ry­kająca się z in­ny­mi pro­ble­ma­mi.

4. Struk­tu­ra stad i ob­sa­da połonin

W go­spo­dar­ce pa­ster­skiej na ob­sza­rze ukraińskich Kar­pa­tach występują dziś dwa do­mi­nujące kie­run­ki cho­wu: chów bydła i owiec. W pierw­szym przy­pad­ku są to przede wszyst­kim kro­wy mlecz­ne, których część cie­li się pod­czas wy­pa­su, po­nad­to jałówki i mniej licz­ne bycz­ki. Pro­por­cje krów mlecz­nych i młode­go bydła zależą od sy­tu­acji do­cho­do­wej go­spo­darstw. Po­nie­waż re­al­ne do­cho­dy na te­re­nach wiej­skich obniżają się, w ostat­nich la­tach na połoni­nach wy­pa­sa się mniej jałowi­zny, gdyż je­dy­nie właści­cie­lom da­nej połoni­ny opłaca się przy­ga­niać tu jałówki i bycz­ki. Inni płacą za wy­pas młodych zwierząt, lecz co­raz częściej de­cy­dują się je wy­pa­sać w po­bliżu go­spo­darstw, a na połoninę kon­trak­to­wać je­dy­nie wy­pas krów mlecz­nych. Na połoni­nach ba­da­nych w 1999 r. pro­por­cje bydła były następujące: Połoni­na Za­ku­kul: 38 doj­nych krów i 30 cieląt; Połoni­na Łabie­ska: 14 doj­nych, 1 bu­haj, 11 cieląt; Połoni­na Ku­kul (sta­ja I i II): 30 doj­nych i 20 cieląt; Połoni­na Se­red­ne: 12 doj­nych krów, 8 jałówek, byczków i cieląt; Hry­ho­riw­ka: 20 krów doj­nych, 15 jałówek i cieląt. Tyl­ko na Połoni­nie Worożeska I pro­por­cje były inne: wy­pa­sano tu około 20 krów doj­nych, 1 bu­haja i po­nad 30 jałówek i byczków.

Wy­pas bydła jest pro­wa­dzo­ny na niżej położonych połoni­nach, łatwiej dostępnych, o nie­zbyt dużej eks­po­zy­cji i często mających wy­stawę południową, dzięki cze­mu łąki te mają od­po­wied­nie za­so­by pa­szy. Na połoni­nach prze­zna­czo­nych pod wy­pas bydła bu­du­je się obo­ry na kil­ka-kil­kanaście sztuk (w go­spo­dar­ce kołcho­zo­wej bu­do­wa­no na połoni­nach obo­ry na 20-30 sztuk). Często na ta­kich połoni­nach po­wstają osie­dla pa­ster­skie, se­zo­no­wo za­miesz­ka­ne.

Z ko­lei owce są wy­pa­sa­ne w wyższych par­tiach gór i na sto­sun­ko­wo dużym ob­sza­rze, co ozna­cza, że zwierzęta po­ko­nują dzien­nie kil­ku­ki­lo­me­tro­we od­ległości między ko­sza­rem a ko­lej­nym pa­stwi­ska­mi. Są to pra­wie wyłącznie owce doj­ne, gdyż po II woj­nie świa­to­wej ogra­ni­czo­no wy­pas ja­gniąt, a po roz­pa­dzie kołchozów za­prze­sta­no wy­pasu tryków na połoni­nach. W niektórych re­jo­nach po­pu­lar­ny jest wy­pas kóz, które są dołącza­ne do owiec, jed­nak ich li­czeb­ność jest ni­ska w porówna­niu z pogłowiem owiec. W re­jo­nie pro­wa­dzo­nych badań kozy były wy­pa­sa­ne wraz z owca­mi na nieod­ległej od Świ­dow­ca Połoni­nie Dołhej (Długiej) w Gor­ga­nach. Jak piszą R. Ha­ra­sym­czuk i W. Ta­bor (1938), wy­pasu kóz na dużą skalę za­prze­sta­no na połoni­nach około 1904 r. Do tego cza­su kozy two­rzyły od­dziel­ne sta­da (au­to­rzy ci pro­wa­dzi­li ba­da­nia w paśmie Połoni­ny Hry­niaw­skiej oraz w Czar­no­ho­rze), po­tem zaczęto je po­je­dyn­czo dołączać do owiec. Na mar­gi­ne­sie war­to dodać, że górale pod­ha­lańscy mają zwy­czaj wy­pasać wraz z owca­mi jedną lub dwie kozy, których in­ten­syw­na woń wabi wil­ki, chro­niąc w ten sposób bar­dziej cen­ne owce.

W paśmie Świ­dow­ca spo­ty­ka się również wy­pas koni. W re­jo­nie badań, na połoni­nie sąsia­dującej z Ap­szy­niecką przez grzbiet Świ­dow­ca od stro­ny za­kar­pac­kiej, był pro­wa­dzo­ny w 1998 r. wy­pas koni przez wspo­mnia­nych wyżej do­li­nian. Na połoni­ny spędza się głównie młode nie­zaprzęgane jesz­cze ko­nie oraz kla­cze ze źrebiętami, które są wy­pusz­cza­ne lu­zem na cały se­zon. Aby nie zdzi­czały, pa­ste­rze po­dają im dwa razy w ty­go­dniu sól, do której ko­nie zbie­gają się z połoni­ny.

Do rzad­kości na­to­miast należy obec­nie chów świń na połoni­nach, swe­go cza­su to­wa­rzyszący zwłasz­cza wy­pa­so­wi krów. Tyl­ko na Połoni­nie Łabie­skiej gaz­dy­ni tu­czyła trzy świ­nie. Na Worożeskiej II pa­ste­rze owiec tu­czy­li na własne po­trze­by pro­sia­ka, po­dob­nie było na Połoni­nie Se­red­ne w grzbie­cie Ku­ku­la. O tym, jak mar­nie go żywio­no, świad­czy fakt, że po trzech mie­siącach cho­wu do­cho­dził on za­le­d­wie do 30 kg wagi. Pa­ste­rze krów z Se­red­nego twier­dzi­li, że na Boże Na­ro­dze­nie, czy­li po 7 mie­siącach od za­ku­pu pro­sięcia, osiągnie ono wagę około 50 kg. Na Se­red­nem kar­mio­no je mie­szanką "com­bi-cor­nu" oraz psze­nicą z do­dat­kiem pa­szy objętościo­wej (zżętej tra­wy) i mle­ka.

Swe­go cza­su pro­sięta były żywio­ne na połoni­nach na­tu­ralną paszą oraz mąką ku­ku­ry­dzianą, która służy za­ra­zem do wy­ro­bu ku­le­szy zastępującej pa­ste­rzom chleb. Pa­ste­rze, py­ta­ni o możliwości zwiększe­nia na połoni­nach tu­czu pro­siąt twier­dzi­li, że obec­nie nie jest to opłacal­ny kie­ru­nek pro­duk­cji ze względu na zbyt wy­soką cenę mąki ku­ku­ry­dzia­nej oraz na brak in­nej pa­szy treści­wej. Przy słabym za­opa­trze­niu ryn­ku w żywność oraz wo­bec ogólnej drożyzny i ni­skich do­chodów miesz­kańców ukraińskiej wsi, tego ro­dza­ju ar­gu­men­ta­cja świad­czy ra­czej o bra­ku ini­cja­ty­wy, zwłasz­cza że na po­trze­by tu­czu pro­siąt można byłoby wy­ko­rzy­stać maślankę, będącą ubocz­nym pro­duk­tem, czy paszę z liści po­spo­li­te­go na połoni­nach szcza­wiu al­pej­skie­go (Ru­mex al­pi­nus), którą sto­sują np. pa­ste­rze bułgar­scy.

W ciągu ostat­nie­go stu­le­cia w struk­tu­rze ga­tun­ko­wej zwierząt wy­pa­sa­nych na połoni­nach nastąpiły ogrom­ne zmia­ny. Nie­gdyś bar­dzo po­pu­lar­ny był se­zo­no­wy chów jałówek oraz wołów, wie­le lat do­mi­nujący w wy­pa­sie bydła nie tyl­ko na Hu­culsz­czyźnie, lecz zwłasz­cza na sąsied­niej Boj­kowsz­czyźnie. Zwierzęta były przed se­zo­nem ku­po­wa­ne na Po­do­lu lub w Sied­mio­gro­dzie, a po zakończe­niu let­nie­go wy­pa­su sprze­da­wa­no je na od­ległe ryn­ki. Pisał już o tym Bal­tha­sar Ha­cqu­et w 1794 r.4: "Nie­zwy­kle oso­bliwą rzeczą był dla mnie w tych wy­so­kich górach [było to pa­smo Gór Czyw­czyńskich, J.G.] częsty wi­dok pędzo­ne­go na Węgry naj­piękniej­sze­go bydła ro­ga­te­go. W większości były to kro­wy naj­wspa­nial­szej rasy, po­chodzące z sąsied­nich pro­win­cji: Wołynia, Po­do­la i Ukra­iny. Po­nie­waż działo się to pod­czas woj­ny [woj­na Au­strii z Turcją w la­tach 1787-1792, J.G.], pomyślałem so­bie, że Węgry, mające wszyst­kie­go pod do­stat­kiem, wyjątko­wo te­raz po­trze­bują tego bydła. Jed­nakże tu­tej­si miesz­kańcy za­pew­ni­li mnie, że tak już jest od nie­pa­miętnych czasów".

Pra­wie sto lat później po­dob­nie pisał Kol­berg: "W niektórych tyl­ko sta­jach doją kro­wy i wy­ra­biają ser i masło. Naj­więcej bydła wy­pa­sają, sprze­dając je po­tem w je­sie­ni".

Chów wołów zmniej­szył się pod­czas I woj­ny świa­to­wej, a osta­tecz­nie za­nikł po II woj­nie, ustępując miej­sca pro­duk­cji mlecz­nej. Na­to­miast opa­sy (młode bydło) obec­nie trzy­ma się często w go­spo­dar­stwie, aby nie po­no­sić opłat za wy­pa­sa­nie na połoni­nie.

Zmie­niła się także struk­tu­ra wy­pa­su owiec. Dziś na połoni­ny spędza się głównie owce doj­ne, na­to­miast większość ja­gniąt oraz try­ki po­zo­stają we wsi, w go­spo­dar­stwie. Hu­cu­li pro­wadzą ry­go­ry­styczną se­lekcję owiec według płci, zo­sta­wiając jed­ne­go sam­ca na kil­ka­naście ja­rek w przy­pad­ku go­spo­dar­stwa mającego więcej owiec. Wie­le go­spo­darstw nie ma w ogóle tryków i płaci za kry­cie owiec. Po­zo­stałe ja­gnięta-sam­ce oraz re­pro­duk­to­ry powyżej 3-4 roku życia prze­zna­cza się na ubój.

Pro­wa­dze­nie cho­wu ja­gniąt, które w maju-czerw­cu mają do­pie­ro 3-4-mie­siące, jest bez­piecz­niej­sze w go­spo­dar­stwie i zmniej­sza stra­ty sta­da, a po­nad­to po­zwa­la na zwiększe­nie ob­sa­dy owiec mlecz­nych na połoni­nie i na większy uzysk mle­ka na po­trze­by pro­duk­cji sera. Poza tym go­spo­da­rze oszczędzają na opłatach za wy­pas ja­gniąt na połoni­nach, co przy obec­nej bie­dzie w kra­ju nie dzi­wi. Tak więc chów ja­gniąt na połoni­nach jest dziś ogra­ni­czo­ny: na przykład na ba­da­nej Połoni­nie Worożeska II wy­pasano 50 ja­gniąt na 300 owiec doj­nych. Również chów tryków w go­spo­dar­stwie jest ko­rzyst­ny, gdyż po­zwa­la re­gu­lo­wać czas kry­cia owiec po zakończe­niu wy­pasu na połoni­nach.

Po­zo­sta­wia­nie ja­gniąt i tryków w do­li­nach jest prak­ty­ko­wa­ne sto­sun­ko­wo od nie­daw­na. Daw­ne pu­bli­ka­cje, w tym także z końca lat między­wo­jen­nych, po­twier­dzają, że ja­gnięta i ba­ra­ny były nie­gdyś wy­pa­sa­ne na połoni­nach ra­zem z owca­mi doj­ny­mi. O ja­gniętach na połoni­nach wspo­mi­na Bie­low­ski (1857). Z ko­lei Ha­ra­sym­czuk i Ta­bor piszą, że "pa­sze­niem owiec jałowych, ja­gniąt i ba­ranów zaj­mu­je się na połoni­nie "jełoczer". W wy­wia­dach prze­pro­wa­dzo­nych w 1999 r. nie udało się stwier­dzić, kie­dy za­prze­sta­no wypędza­nia na połoni­ny ja­gniąt. W przy­pad­ku tryków jest to prak­ty­ko­wa­ne od nie­daw­na, gdyż w kołcho­zach pa­ster­skich sam­ce były wy­pa­sa­ne ra­zem z owca­mi doj­ny­mi. Praw­do­po­dob­nie w obu tych przy­pad­kach zde­cy­do­wały względy eko­no­micz­ne, po­dob­nie jak w przy­pad­ku cho­wu bydła i po­zo­sta­wia­nia w go­spo­dar­stwie części cieląt i jałowic, gdyż właści­cie­le mu­sie­li­by uisz­czać opłaty za wy­pas ja­gniąt i samców na połoni­nach, nie czer­piąc z tego ko­rzyści w po­sta­ci mle­ka i sera, jak w przy­pad­ku doj­nych owiec. Należy jed­nak pod­kreślić, że choć przy­do­mo­wy chów ja­gniąt jest bez wątpie­nia bar­dziej in­ten­syw­ny, jed­nak w przyszłości będzie on ogra­ni­czał ewen­tu­al­ny wzrost ska­li pro­duk­cji, gdyż drob­no­ob­sza­ro­we go­spo­dar­stwa szyb­ko na­po­tkają ba­rierę bazy pa­szo­wej.

Ge­ne­ral­nie na prze­strze­ni ostat­nich 80-100 lat bar­dzo wyraźnie zmniej­szyło się pogłowie wy­pa­sa­nych na połoni­nach zwierząt. Oprócz za­nie­cha­nia cho­wu wołów spadło, i to zwłasz­cza w ostat­nich la­tach, pogłowie owiec, co pod­kreślali wszy­scy rozmówcy pod­czas badań te­re­no­wych. Nie zna­ne są ak­tu­al­ne dane na te­mat li­czeb­ności zwierząt go­spo­dar­skich, wiedząc jed­nak, że wy­pas owiec w ukraińskich Kar­pa­tach występuje obec­nie tyl­ko w niektórych pa­smach górskich (Czar­no­ho­ra, Góry Czyw­czyńskie, Połoni­na Borżawa, frag­men­ty Gor­ganów) mało re­al­na wy­da­je się dziś wiel­kość pogłowia owiec na po­zio­mie z końca lat 30. XX w., która tyl­ko na Hu­culsz­czyźnie wy­no­siła wówczas 43 tys. sztuk.5 Po­da­ne w roz­dzia­le H. Ko­nar­skie­go za Ko­nopką sza­cun­ko­we wskaźniki licz­by zwierząt go­spo­dar­skich w XIX w. są o wie­le wyższe niż współcześnie i wy­noszą prze­ciętnie bli­sko 2 owce na miesz­kańca. Obec­nie, według da­nych z pierw­szej połowy lat 90., po stro­nie za­kar­pac­kiej na go­spo­dar­stwo rol­ne przy­pa­da prze­ciętnie 1,2 owcy, a po daw­nej stro­nie ga­li­cyj­skiej (w obłasti lwow­skiej) 0,9 i znacz­nie mniej po po­dzie­le­niu przez liczbę osób za­miesz­kujących go­spo­dar­stwo.6

Na długo­okre­so­we zmia­ny w struk­tu­rze go­spo­dar­ki pa­ster­skiej wpłynęło także całko­wi­te za­nie­cha­nie ko­mer­cyj­ne­go cho­wu trzo­dy chlew­nej na połoni­nach. Wspo­mnia­ni Ha­ra­sym­czuk i Ta­bor po­dają, że przed I wojną świa­tową trzodę chlewną wy­pa­sa­no na połoni­nach w wiel­kiej ilości, na­to­miast w la­tach trzy­dzie­stych nie­ro­ga­ci­zna była już bar­dzo nie­licz­na i pasła się sama w la­sach obok szałasów pa­ster­skich. Swe­der­ski po­daje wiel­kość pogłowia świń, wy­pa­sa­nych na połoni­nach Hu­culsz­czy­zny pod ko­niec lat 30., wy­noszącą za­le­d­wie około 500 sztuk.7

Zmniej­szyło się także pogłowie wy­pa­sa­nych na połoni­nach koni. O ma­lejącej licz­bie koni rasy hu­cul­skiej alar­mo­wał już w 1879 r. ar­ty­kuł Jana Gre­go­ro­wi­cza w "Pamiętni­ku To­wa­rzy­stwa Ta­trzańskie­go". W później­szych la­tach roz­wi­nięto jed­nak ho­dowlę tej rasy. Pod ko­niec lat 30. licz­ba koni ogółem wy­pa­sa­nych na połoni­nach Hu­culsz­czy­zny wy­no­siła około 4000 (W. Swe­der­ski 1938 a). Pod­czas II woj­ny świa­to­wej ko­nie zarówno czy­stej krwi, jak i po­spo­li­te go­spo­dar­skie, zo­stały zdzie­siątko­wa­ne, a większość pozo­stałych zwierząt za­re­kwi­ro­wa­no po woj­nie jako sym­bol za­co­fa­nia, nie­pa­sujący do no­wej rze­czy­wi­stości w do­bie so­cja­li­stycz­nej mo­der­ni­za­cji. Spośród ba­da­nych w 1999 r. połonin je­dy­nie na Łabie­skiej wy­pa­sa­no 5 koni (w tym je­den rasy hu­cul­skiej).

Mówiąc o struk­tu­rze go­spo­dar­ki pa­ster­skiej oraz li­czeb­ności pogłowia, szczególną uwagę należy zwrócić na ob­sadę zwierząt. Py­ta­nie, ja­kie trze­ba po­sta­wić, do­ty­czy możliwości wy­pa­su w prze­li­cze­niu na hek­tar łąki. Wiąże się z tym utrzy­my­wa­nie żyzności górskich łąk dzięki sto­so­wa­niu za­biegów agro­tech­nicz­nych, m.in. nawożeniu gno­jo­wicą, wal­ce ze szczawą, pod­sie­wom ga­tunków szla­chet­nych traw, wpro­wa­dze­niu na części połonin łąk kośnych, ale nade wszyst­ko od­po­wied­niej długości i ro­ta­cji wy­pa­su na po­szczególnych pa­szo­wi­skach (więcej na ten te­mat: patrz tekst J. Ne­ste­ru­ka). Tra­dy­cyj­na wie­dza pa­ste­rzy oka­zu­je się w tym przy­pad­ku nie­wy­star­czająca, zwłasz­cza że wskaźniki ob­sady zwierząt z lat między­wo­jen­nych uka­zują, jak duże mogą być różnice między po­ten­cjalną i ak­tu­alną ob­sadą. W. Swe­der­ski (1938 a) pisał, że śred­ni ob­szar po­trzeb­ny dla jed­nej sztu­ki bydła wy­no­si w przy­bliżeniu od 1,5 ha do 6 ha, w zależności od ro­dza­ju pa­stwi­ska i jego położenia. Ten ostat­ni, geo­gra­ficz­ny czyn­nik, mówi m.in. o eks­po­zy­cji i nasłonecz­nie­niu, wy­nie­sie­niu n.p.m. czy o re­la­cjach prze­strzen­nych w układzie połoni­na-las.

Dzi­siej­si pa­ste­rze nie mają zbyt dużej wie­dzy o po­ten­cja­le da­nej łąki, z czym wiąże się dość przy­pad­ko­we kształto­wa­nie ob­sa­dy połoni­ny. W związki z tym pogłowie zwierząt na da­nej połoni­nie może się znacz­nie zmie­niać z roku na rok, co za­ob­ser­wo­wa­no także pod­czas badań w se­zo­nach 1998-1999-2000. Przy spad­ku pogłowia zwierząt ob­ser­wu­je się w ostat­nim cza­sie zja­wi­sko "nad­po­daży" połonin, co może się pogłębiać w następnych la­tach. W re­zul­ta­cie właści­cie­le połonin mają trud­ności z wy­ne­go­cjo­wa­niem opłat za wy­pas, które w ostat­nich la­tach nie zmie­niały się, po­mi­mo in­fla­cji sięgającej w tym okre­sie po­nad 10% rocz­nie, a po­przed­nio znacz­nie więcej. Nie­kie­dy kłótnia sąsiedz­ka po­wo­du­je, że w da­nym roku go­spo­da­rze de­cy­dują się na wysłanie zwierząt na inne połoni­ny. Na Połoni­nie Worożeskiej II w ostat­nich la­tach wy­pasano na­wet 900 owiec (1996 r.), a w in­nych se­zo­nach 450-600 i je­dy­nie 350 pod­czas badań te­re­no­wych w 1999 r. Pa­ste­rze py­ta­ni, ile zwierząt - ich zda­niem - mogłaby przyjąć połoni­na, nie po­tra­fi­li udzie­lić od­po­wie­dzi, która świad­czyłaby, że są świa­do­mi tego pro­ble­mu. Z całą jed­nak pew­nością ob­sa­da, która według daw­nych prac miała wy­no­sić śred­nio 600 owiec na połoninę, nie jest dziś re­ali­zo­wa­na. Nie tyl­ko na ba­da­nych połoni­nach, ale i na in­nych, ob­sza­ro­wo dużych połoni­nach Czar­no­ho­ry, licz­ba wy­pasanych owiec wahała się w 1999 r. od 275 do 350 owiec (połoni­ny na zbo­czach Ho­wer­li i Pie­tro­sa: Gro­pa, Za­no­ga, Hołocze­skie).

Fluk­tu­acje w ob­sa­dzie połonin po­ja­wiały się już przed laty. Na przykład wystąpiły na dużą skalę w dru­giej połowie XIX w., co wiązało się z przej­mo­wa­niem, tj. wy­ku­pem bądź dzierżawą części połonin przez żydow­skich przed­siębiorców. W re­zul­ta­cie, jak po­dają źródła, nastąpiło prze­ciążenie te­renów wy­pa­su na sku­tek zbyt dużej licz­by zwierząt i za­nie­dba­nia pielęgna­cji połonin.8

5. Funk­cje społecz­ne w go­spo­dar­ce pa­ster­skiej

Struk­tu­ra funk­cji społecz­nych w go­spo­dar­ce pa­ster­skiej jest kil­ku­po­zio­mo­wa. Przede wszyst­kim trze­ba pod­kreślić, że szczególnie wy­soką rangę społeczną ma pa­ster­stwo owiec. Owce wy­pa­sa się na naj­wyżej położonych górskich łąkach, nie­kie­dy trud­no dostępnych, często mających duże na­chy­le­nie. Również i wa­run­ki by­to­wa­nia pa­ste­rzy są tu znacz­nie trud­niej­sze. Owcza­rze miesz­kają w naprędce skle­co­nych osłonach przed desz­czem lub w dość pry­mi­tyw­nych szałasach, za­pew­niających mniej­sze wy­go­dy niż za­miesz­ki­wa­nie w osie­dlach pa­ste­rzy krów (patrz roz­dział W. Wit­kow­skie­go). Po­nad­to pa­sterz musi cały dzień prze­by­wać w po­bliżu owiec, które są narażone na nie­bez­pie­czeństwo ze stro­ny dra­pieżników.

Hie­rar­chia społecz­na pa­ste­rzy owiec przed­sta­wia się następująco: naj­wyższą funkcję spra­wu­je przed­siębior­ca - de­pu­tat, następnie przełożony pa­ste­rzy - wa­tah, po którym idą pa­ste­rze. Przy wy­pa­sie bydła oprócz de­pu­ta­ta, wa­ta­ha i pa­ste­rzy pra­cują do­jar­ki, które znaj­dują się naj­niżej w hie­rar­chii funk­cji społecz­nych, co od­zwier­cie­dla także struk­tu­ra do­chodów.

W ciągu ubiegłego półwie­cza nastąpiły znacz­ne zmia­ny funk­cjo­nal­ne w or­ga­ni­za­cji społecz­nej pa­ster­stwa. W daw­nym układzie funk­cji społecz­nych szczególna rola przy­pa­dała wspo­mnia­ne­mu de­pu­ta­to­wi, który dzierżawił połoninę od jej właści­cie­la, usta­lał z go­spo­da­rza­mi ob­sadę zwierząt, określał dzień roz­poczęcia wy­pa­su oraz wa­run­ki prze­go­nu zwierząt do miej­sca wy­pa­su. De­pu­ta­tem mógł być sam właści­ciel połoni­ny lub też szczególnie sza­no­wa­ny przed­sta­wi­ciel wsi, z reguły należący do bo­gat­szych miesz­kańców.9 Mu­siał on być szczególnie doświad­czo­ny w go­spo­da­ro­wa­niu na połoni­nach, gdyż de­cy­do­wał o ob­sa­dzie zwierząt, o struk­tu­rze wy­pa­su na po­szczególnych łąkach, a także o ro­ta­cji wy­pa­su, co wpływało na pro­duk­cyj­ność górskich pa­stwisk. De­pu­tat kon­tro­lo­wał po­nad­to roz­li­cze­nia fi­nan­so­we między wa­ta­hem a po­szczególny­mi go­spo­da­rza­mi, po­wie­rzającymi zwierzęta na wy­pas. Była to za­tem szczególnie ważna funk­cja.10

Dziś de­pu­ta­tem jest właści­ciel połoni­ny (po­sia­dający do­ku­men­ty własności lub ubie­gający się o nie) bądź zwy­cza­jo­wo przed­sta­wi­ciel ro­dzi­ny ostat­nich właści­cieli z czasów przed na­sta­niem ZSSR, który pro­wa­dzi usta­le­nia z par­kiem na­ro­do­wym czy z zarządem lasu, do­tyczące np. zbie­ra­nia chru­stu bądź też wy­pa­su w otu­li­nie leśnej wokół połoni­ny. Jeśli nadal for­mal­nie ist­nie­je kołchoz, de­pu­tat uzy­sku­je od jego zarządu zgodę na wy­pas. "Załatwia" także ze­zwo­le­nie na wycięcie dzi­kich za­drze­wień połoni­ny, często przy po­mo­cy łapówek w gotówce bądź w po­sta­ci wódki i sera.

Pod­czas badań w 1999 r. in­for­ma­to­rzy nie za­wsze byli zgod­ni, kto obec­nie jest de­pu­ta­tem na ich połoni­nie. Niektórzy wręcz twier­dzi­li, że funk­cja ta dziś już nie występuje. Na przykład pa­sterz krów na Połoni­nie Worożeskiej na Świ­dow­cu utrzy­my­wał, że nie ma tu w ogóle de­pu­ta­ta, a pra­wo wy­pa­su uzy­skał od kołcho­zu. Z ko­lei na Połoni­nie Ku­kul de­pu­ta­tem był mężczy­zna, który co kil­ka ty­go­dni od­wie­dzał osie­dle pa­ster­skie i zaj­mo­wał się ewen­tu­al­ny­mi spo­ra­mi z leśni­czym, do­tyczącymi na przykład wyrębu drzew. Jego mat­ka zaj­mo­wała się na połoni­nie wy­ro­bem sera, dzie­ci zaś pasły i doiły kro­wy. Na Połoni­nie Se­red­ne, w daw­nym paśmie gra­nicz­nym idącym z Ku­ku­la do Przełęczy Jabłonic­kiej, ko­bie­ta zaj­mująca się wraz z kil­ku­na­sto­let­ni­mi sy­na­mi wy­pa­sem 20 sztuk bydła twier­dziła, że de­pu­tat był tu daw­niej, za czasów kołcho­zu, i pil­no­wał porządku. Tak więc od­po­wie­dzi różniły się, a nie­kie­dy były na­wet sprzecz­ne, gdyż inni in­for­ma­to­rzy twier­dzi­li, że de­pu­tat pełni rolę wa­ta­ha - przełożone­go pa­ste­rzy, a na­wet jest jed­nym z pa­stuchów.11 Widać więc, że dzi­siej­sze po­strze­ga­nie tej funk­cji bar­dzo różni się daw­nej, zwy­cza­jo­wej for­my opie­ku­na da­nej połoni­ny oraz przed­siębior­cy or­ga­ni­zującego wy­pas.

Spośród rozmówców w 1999 r. naj­bliższy kla­sycz­nej funk­cji de­pu­ta­ta - przed­siębior­cy był po­to­mek daw­nych właści­cie­li Połoni­ny Za­ku­kul na wschod­nim sto­ku Ku­ku­la. Od in­nych go­spo­da­rzy połonin i star­szych pa­ste­rzy różniło go lep­sze wy­kształce­nie i zna­jo­mość go­spo­dar­ki ryn­ko­wej, cze­go efek­tem było bar­dziej ko­mer­cyj­ne po­dejście do pa­ster­stwa, prze­ja­wiające się we wcześniej­szym roz­po­czy­na­niu wy­pa­su, większej ob­sa­dzie zwierząt czy w in­a­czej ne­go­cjo­wa­nych po­ro­zu­mie­niach z go­spo­da­rza­mi, dających mu wyższy dochód.

Dru­gi szcze­bel w hie­rar­chii go­spo­dar­ki pa­ster­skiej zaj­mu­je star­szy pa­stuch (przełożony pa­ste­rzy), zwa­ny wa­ta­hem. Niektóre opra­co­wa­nia, do­tyczące pa­ster­stwa w Be­ski­dach Wschod­nich, niesłusznie przy­znają star­sze­mu pa­ste­rzo­wi pierw­szeństwo w hie­rar­chii funk­cji, gdyż - jak już wspo­mnia­no - w wie­lu kwe­stiach pod­le­gał on de­pu­ta­to­wi. To różniło go od pod­ha­lańskie­go bacy. Wa­tah pełni na­to­miast funkcję kie­row­niczą we wszel­kich bieżących spra­wach, do­tyczących wy­pa­su i ochro­ny zwierząt oraz wy­ro­bu sera i in­nych pro­duktów mle­czar­skich, jak również pod­czas kon­tro­li po­działu tych pro­duktów między za­in­te­re­so­wa­nych. Bywa, że ma on wyłączność przy wa­rze­niu sera. Ha­ra­sym­czuk i Ta­bor piszą o obo­wiązkach wa­ta­ha: "Go­spo­dar­ka na połoni­nach zależy przede wszyst­kim od wa­ta­ha[...] za­da­niem jego jest sta­ra­nie się o jak naj­bar­dziej ko­rzyst­ny dochód dla "de­pu­ta­ta" z wy­pa­su na połoni­nie [...] o wy­bo­rze wa­ta­ha roz­strzy­ga jego war­tość etycz­na i zna­jo­mość wy­robów mlecz­nych [...] także zna­jo­mość prak­tyk obrzędo­wych ko­niecz­na jest dla wa­ta­ha, gdyż od tego, we­dle Hucułów zależy dochód z po­wie­rzo­nej mu trzo­dy".12

Dziś można za­ob­ser­wo­wać nowe zja­wi­sko, gdyż obie funk­cje: de­pu­ta­ta i wa­ta­ha są nie­kie­dy łączo­ne przez jedną osobę, która do­ko­nu­je wszel­kich usta­leń przed se­zo­nem, a następnie prze­by­wa sta­le na połoni­nie, zaj­mu­je się wy­ro­bem sera, a na­wet bie­rze udział w do­je­niu zwierząt. Nie­ty­pową sy­tu­ację ob­ser­wo­wa­li uczest­ni­cy badań w 1999 r. na Połoni­nie Kier­nycz­kie, na którą pod ko­niec sierp­nia przy­gna­no owce z połonin północ­ne­go sto­ku Ho­wer­li, aby spasły reszt­ki pa­szy po zejściu krów. Wa­ta­hem pa­ste­rzy owiec była ko­bie­ta.13

Wa­ta­ho­wi pod­le­gają pa­ste­rze oraz do­jar­ki krów. Daw­niej, gdy struk­tu­ra stad była znacz­nie bar­dziej zróżni­co­wa­na, a go­spo­dar­ka pa­ster­ska zaj­mo­wała się na dużą skalę także wy­pa­sem wołów, kóz, koni czy świń, pa­ste­rze no­si­li różne na­zwy, zależnie od spe­cja­li­za­cji. Tych, którzy wy­pa­sa­li woły, na­zy­wa­no wo­lia­ra­mi, pa­ste­rzy bydła bo­uha­ra­mi, haj­de­ja­mi (od okrzy­ku "haj­da hej"), ko­ro­wa­ra­mi lub pa­stu­cha­mi, koni - ko­niu­cha­ra­mi, świń - swi­na­ra­mi. Dziś, w związku ze zmianą struk­tu­ry stad, na­zwy te w większości przeszły do hi­sto­rii, a za­cho­wały się je­dy­nie te, które od­noszą się do wy­pa­su owiec i krów mlecz­nych.

Pa­ste­rze strzegą stad i kie­rują je w ciągu dnia na ko­lej­ne pa­szo­wi­ska, zga­niają owce na udój i do ko­sza­ru na noc, doją zwierzęta, a w nocy ko­lej­no strzegą je przed wil­kiem lub niedźwie­dziem. Obo­wiązki te nie zmie­niły się od stu­le­ci. Daw­niej, w cza­sach opi­sy­wa­nych przez Kol­ber­ga, kon­trak­to­wa­no na połoninę pa­ste­rza na każde 100 owiec. Dziś licz­ba owiec przy­pa­dająca na pa­ste­rza jest nie­co mniej­sza. Na Worożeskiej II na 300 owiec było co praw­da dwóch pa­ste­rzy, ale w wy­pa­sie i przy udo­ju po­ma­ga­li im wa­tah i na­ga­niacz (do­pie­ro prak­ty­kujący pa­ster­stwo). Na Kier­nycz­kie na około 300 owiec było aż czte­rech pa­ste­rzy, przy czym dwóch pra­co­wało do udo­ju południo­we­go, dwóch na­to­miast na popołudnio­wej zmia­nie. Ge­ne­ral­nie pra­cochłonność go­spo­dar­ki pa­ster­skiej jest dziś mniej­sza, gdyż nie tyl­ko licz­ba zwierząt przy­pa­dająca na pa­ste­rza jest mniej­sza niż daw­niej, ale i dzień pra­cy krótszy (patrz punkt: "Ka­len­darz prac pa­ster­skich - wy­pas owiec"), a po­nad­to obec­nie bryn­dzy nie wy­ra­bia się na połoni­nie.

Ostat­nią funkcją jest do­je­nie krów. Pełnią ją ko­bie­ty wy­najęte na se­zon let­ni, ewen­tu­al­nie udo­jem zaj­mują się mat­ki lub bab­ki pa­ste­rzy, miesz­kające la­tem na połoni­nie i fak­tycz­nie kie­rujące prze­bie­giem całego wy­pa­su krów (Połoni­na Ku­kul, Łabie­ska, Se­red­ne, Hry­ho­riw­ka). W pra­cach tych często po­ma­gają dzie­ci, które pil­nują krów w ciągu dnia, spędzają do po­ideł, przy­ga­niają do obór, a na­wet po­ma­gają przy do­je­niu.

6. Ka­len­darz prac pa­ster­skich

Wy­pas owiec

Początek no­we­go cy­klu pro­duk­cyj­ne­go roz­po­czy­na się bez­pośred­nio po zakończe­niu na połoni­nach se­zo­nu let­nie­go. Wte­dy to, po uro­czy­stym rozłuczen­niu stad, roz­po­czy­nają się gody owiec, tzw. stanówka. Owce z połonin dołączają do samców oraz nie­kry­tych jesz­cze ja­rek z wio­sen­ne­go wy­ko­tu, wy­pa­sa­nych la­tem w do­li­nach. Zwierzęta różnych właści­cie­li, po po­wro­cie do wsi, prze­by­wają w ko­sza­rze przez około 14 dni, w licz­bie 50-60 sztuk, w tym 2-3 ba­ra­ny try­ki.

Zimą zwierzęta są trzy­ma­ne w go­spo­dar­stwie. Obec­nie ra­czej rzad­ko, przy­najm­niej na Hu­culsz­czyźnie, sto­su­je się chów zwierząt w tzw. zy­mar­kach, szo­pach-staj­niach usy­tu­owa­nych da­le­ko od go­spo­dar­stwa, często poza wsią, w których gro­ma­dzo­no sia­no z po­ko­su na połoni­nach. Daw­niej niektórzy go­spo­da­rze prze­trzy­my­wa­li owce w zy­mar­kach na­wet przez całą zimę, aż do ko­lej­ne­go se­zo­nu let­nie­go.14

Wy­ko­ty mają miej­sce na przełomie lu­te­go i mar­ca. Ja­gnięta są żywio­ne mle­kiem mat­ki około 6 ty­go­dni, po czym są odłącza­ne od ma­tek i wy­pa­sa­ne na młodej tra­wie, do­stając uzu­pełniającą mie­szankę po­kar­mową "com­bi-corn". Często są spo­ty­ka­ne wy­ko­ty bliźnia­cze, po­wta­rzające się co roku. Spo­ty­ka­ne są także przy­pad­ki na­wet potrójnych wy­ko­ceń. Pa­ste­rze z Połoni­ny Worożeskiej twier­dzi­li, że owce mające bliźnia­cze wy­ko­ty utrzy­mu­je się w sta­dzie do 10. roku życia. Później ich or­ga­nizm jest osłabio­ny, mają po­nad­to zbyt star­te zęby, aby mogły się paść, i prze­zna­cza się je na rzeź. Try­ki na­to­miast idą na ubój już w 3-4 roku życia.

Jeśli założyć, że bliźnia­cze wy­ko­ty są rze­czy­wiście do­mi­nujące, to pogłowie sta­da może się po­dwoić na­wet już w dru­gim roku. Tym­cza­sem li­czeb­ność owiec na Hu­culsz­czyźnie zmniej­sza się, nie tyl­ko ze względu na li­kwi­dację kołchozów pa­ster­skich, wy­spe­cja­li­zo­wa­nych w pa­ster­stwie owiec, ale i na wy­so­ki od­se­tek ubi­ja­nych zwierząt.

Z przy­pusz­czal­nej pro­por­cji ma­tek i ja­gniąt wy­ni­ka na­to­miast, że dzi­siej­sza go­spo­dar­ka pa­ster­ska na Hu­culsz­czyźnie od­by­wa się w dwóch miej­scach: przy go­spo­dar­stwie, gdzie cho­wa się ja­gnięta, których li­czeb­ność może teo­re­tycz­nie sięgać na­wet 2/3 ogółu sta­da, oraz na połoni­nach, gdzie wy­pa­sa się owce doj­ne. In­for­ma­to­rzy z połonin świ­do­wiec­kich twier­dzi­li, że go­spo­da­rze z oko­lic Ja­si­ni spędzają na połoni­ny naj­więcej 10-11o­wiec, a najczęściej 4-6, co ozna­czałoby, że ra­zem z ja­gniętami i try­ka­mi po­zo­sta­wio­ny­mi w do­li­nach większe go­spo­dar­stwa mogą mieć łącznie na­wet 15-30 sztuk zwierząt. Jest to znacz­nie wyższe pogłowie niż wy­ni­ka ze wzmian­ko­wa­nych już in­for­ma­cji z połowy lat 90., według których na go­spo­dar­stwo rol­ne przy­pa­dała prze­ciętnie jed­na owca. Fak­tem jest, że za­kar­pac­ka stro­na była tra­dy­cyj­nie za­wsze le­piej roz­wi­nięta i bo­gat­sza od daw­nej wsi ga­li­cyj­skiej, choć struk­tu­ra agrar­na nie jest tu ko­rzyst­na dla roz­wo­ju do­cho­do­wej go­spo­dar­ki rol­nej. Prze­ważają drob­ne go­spo­dar­stwa: 18% go­spo­darstw ro­dzin­nych po­sia­da poniżej 0,5 ha, 47% występuje w prze­dzia­le ob­sza­ro­wym 0,5-6 ha, 8% w prze­dzia­le 6-30 ha, a około 2% po­sia­da więcej niż 30 ha. 25% go­spo­darstw ro­dzin­nych na Za­kar­pa­ciu sta­no­wią bez­rol­ni.15

Ko­lej­nym za­da­niem w ka­len­da­rzu pa­ster­skim jest strzyża owiec, która przy­pa­da na ko­niec mar­ca. Strzyżę prze­pro­wa­dza się tyl­ko raz w roku, in­a­czej niż w cza­sach Kol­ber­ga, który wspo­mi­na o je­sien­nej strzyży ja­gniąt, tryków i sztuk prze­wi­dzia­nych na sprze­daż.16

Pu­bli­ka­cje sprzed 1939 r. po­dają, że do­mi­nującą rasą owiec był wówczas zna­ny także na Pod­ha­lu ca­kiel. Z ko­lei pa­ste­rze hu­cul­scy in­for­mo­wa­li w 2000 r., że przed 1965 r. ho­do­wa­no tu owce "rasy rumuńskiej",17 które następnie częścio­wo zastąpio­no spro­wa­dzaną z Kau­ka­zu ka­ra­kułką. Według in­for­ma­cji uzy­ska­nych z wy­wiadów rozróżnia się tu pięć ras: dołho­run­na, ha­be­sta, sa­haj­ka, ka­ra­kułka i cze­row­ka. Nie wy­da­je się, aby były to czy­ste rasy, sko­ro kry­cie po zakończe­niu wy­pasów od­by­wa się bez se­lek­cji. Nie­mniej jed­nak na Połoni­nie Worożeska II oraz na od­wie­dza­nej w 2000 r. We­snar­ce w grzbie­cie Ko­strzy­cy prze­ważały owce rasy dołho­run­na, których było znacz­nie więcej niż ka­ra­kułki.18

Ha­be­sta oraz dołho­run­na są ce­nio­ne szczególnie ze względu na runo. Re­kor­do­wy uzysk runa z ba­ra­na rasy dołho­run­na we wsi Dzem­bro­nia wyniósł 8,2 kg, a długość sierści do­cho­dziła do 35 cm.19 Z ha­be­sty uzy­sku­je się do 6 kg runa o długości włosa do 15 cm. Ta ostat­nia rasa cha­rak­te­ry­zu­je się miękką wełną i wy­soką mlecz­nością. Jesz­cze inna rasa, sa­haj­ka, jest cho­wa­na na mięso, a uzysk runa, po­dob­nie jak w przy­pad­ku ka­ra­kułki, nie prze­kra­cza 3-3,5 kg. Więcej o jakości runa tu­tej­szych owiec pi­sze Anna Ko­siek.

Dziś prze­ważają białe owce, które sta­no­wią po­nad 70% pogłowia. Pro­por­cje te zmie­niły się całko­wi­cie po II woj­nie świa­to­wej, gdyż jesz­cze w 1938 r. Ro­sta­fiński pisał, że to czar­ne owce sta­no­wią 80% pogłowia i więcej. M.M.Do­wie, szkoc­ka podróżnicz­ka po Hu­culsz­czyźnie w 1890 r. też za­uważała, że na połoni­nach do­mi­nują owce czar­ne.20

Początek se­zo­nu pa­ster­skie­go jest uza­leżnio­ny od stop­nie­nia śnie­gu na połoni­nach, przy­pa­da więc w różnych ter­mi­nach, zależnie od roku i nasłonecz­nie­nia da­nej połoni­ny. W maju w ka­len­da­rzu grec­ko­ka­to­lic­kim przy­pa­dają dwa ważne święta pa­ster­skie, sym­bo­li­zujące zbliżanie się wyjścia na połoni­ny: w dniu św. Jury (6 maja) oraz św. Mikołaja let­nie­go (22 maja). Pierw­sze przy­pa­da według tu­tej­szej tra­dy­cji w przed­dzień na­dejścia wio­sny. W dniu św. Mikołaja roz­po­czy­na się se­zon pa­ster­ski (choć w rze­czy­wi­stości zwierzęta mogą już być w górach), święci się wówczas sól dla zwierząt na per­szy wy­hon oraz kro­wie mle­ko, którym następnie trze­ba na­poić kro­wy.

Rze­czy­wi­sty se­zon wy­pa­su roz­po­czy­na się od uro­czy­ste­go wejścia ze zwierzętami na połoni­ny, w stro­jach lu­do­wych i przy dźwiękach góral­skiej mu­zy­ki. Jest to tzw. połonin­ski chid, który wy­pa­da prze­ważnie między 20 maja a 15 czerw­ca, zależnie od zejścia śniegów i sta­nu pa­szo­wisk. Daw­na li­te­ra­tu­ra po­da­je późne daty połonin­ne­go chi­du: np. Bie­low­ski (1857) pi­sze, że od­by­wa się to 13 czerw­ca, Wi­twic­ki (1876) - że około 15 czerw­ca, a według Kol­ber­ga (tom "Ruś Kar­pac­ka", część I, powołuje się na Pola i Wa­gi­le­wi­cza) następuje to również 13 czerw­ca. Różnica w sto­sun­ku do współcze­snej sy­tu­acji jest istot­na, gdyż dziś - jeśli po­go­da dopi­sze - se­zon wy­pa­su za­czy­na się na niektórych połoni­nach na­wet 1 maja (dane z wy­wiadów w 1999 r.). Czyżby więc go­spo­dar­ka ryn­ko­wa zmie­niła dawną tra­dycję?

Wy­da­je się, że wspo­mnia­ne XIX-wiecz­ne in­for­ma­cje do­ty­czyły kon­kret­ne­go roku, w którym ówcześni au­to­rzy od­wie­dza­li Hu­culsz­czyznę, oraz da­nej połoni­ny. Po­twier­dza to Man­dy­bu­ra (1978, str. 54-55), który stwier­dza, nie po­dając co praw­da źródeł in­for­ma­cji, że roz­poczęcie wy­pa­su również daw­niej zależało od wa­runków po­go­do­wych w da­nym roku. Na Hu­culsz­czyźnie, pi­sze Man­dy­bu­ra, wy­pas owiec roz­poczynał się prze­ważnie pod ko­niec maja, a ty­dzień później przy­ga­nia­no na połoni­ny bydło. Na północ­nym skłonie, w do­li­nie Pru­tu, se­zon roz­poczynał się w pierw­szej połowie czerw­ca.

Wy­wia­dy prze­pro­wa­dzo­ne w 1999 r. wy­ka­zały, że początek se­zo­nu i jego or­ga­ni­za­cja są inne na południo­wym skłonie Kar­pat, inne zaś po daw­nej stro­nie ga­li­cyj­skiej. Po stro­nie za­kar­pac­kiej (w oko­li­cach Ja­si­ni) spęd owiec roz­począł się 21 maja, w przy­siółku Ja­si­nie-Steb­nyk, gdzie zwierzęta były ko­sza­ro­wa­ne, pasły się w la­sach i na przy­leśnych łąkach, a także były żywio­ne zwie­zio­nym sia­nem. Gro­ma­dze­nie sta­da miej­sco­wi na­zy­wają mi­szen­nie i jest to za­ra­zem ro­dzaj fe­sty­nu-święta, z udziałem właści­cie­li owiec.21 Wyjście na połoni­ny nastąpiło ze Steb­ny­ka do­pie­ro trzy ty­go­dnie później, czy­li 11 czerw­ca.

Na połoni­ny Ku­ku­la owce są spędza­ne znacz­nie wcześniej, ze względu na południową wy­stawę i szyb­kie ta­ja­nie śniegów. W 1999 r. po­ja­wiły się tu już 18 maja, jed­nak wy­pa­sa­no je nie na połoni­nach, lecz w przy­ległych la­sach. W ten sposób oszczędza­no górskich łąk na wy­pas krów, które od­stra­szyłby po­zo­sta­wio­ny przez owce za­pach mo­czu. Owce pasły się na Ku­ku­lu do św. Pe­tra (12 lip­ca w ka­len­da­rzu grec­ko­ka­to­lic­kim), a następnie przeszły pod Ho­werlę na Połoninę Za­nogę i Gropę, gdzie prze­by­wały przez większość se­zo­nu. Obie te połoni­ny były od daw­na wy­ko­rzy­sty­wa­ne przez pa­ster­stwo owiec. Nie­gdyś byli to pry­wat­ni właści­cie­le, a w la­tach między­wo­jen­nych oraz po 1945 r. go­spo­dar­ka pa­ster­ska przy­brała tu bar­dziej in­sty­tu­cjo­nal­ne for­my: na Gro­pie w la­tach 30. po­wstało spółdziel­cze osie­dle pa­ster­skie, założone przez Czechów, na­to­miast na Za­no­dze po woj­nie założono kołchoz.

O tym, w jaki sposób po­dej­mu­je się de­cyzję o roz­poczęciu wy­pa­su, może świad­czyć frag­ment wy­wia­du, prze­pro­wa­dzo­ne­go la­tem 1999 r. na Połoni­nie Se­red­ne. Na py­ta­nie: "Kie­dy roz­poczyna się se­zon wy­pa­su?" od­po­wiedź była następująca: ".jak zej­dzie śnieg, jak przyj­dzie pa­sza. Wy­cho­dzisz na połoninę i pa­trzysz: jeśli jest pa­sza, przy­ga­niasz sta­do, a jeśli nie ma, to po co zga­niać? Jeśli pa­sza jest, to za ty­dzień, dwa można wy­cho­dzić".

Py­ta­nie: "Kie­dy najczęściej przy­pa­da dzień wyjścia na połoni­ny?" uzy­skało od­po­wiedź: "dzień wy­go­nu po­wi­nien nastąpić przed świętem Mikołaja let­nie­go, czy­li przed 22 maja. 22 maja trze­ba już być na połoni­nie. Ale jak po­go­da nie po­zwo­li, to się nie idzie. W tym roku po­go­da nie po­zwo­liła, to wy­szliśmy dwa ty­go­dnie później, 1 czerw­ca".

Wy­da­rze­niem roz­po­czy­nającym wy­pas owiec jest próbne do­je­nie, zwa­ne po­doj na miru, którego ce­lem jest oce­na spo­dzie­wa­nej mlecz­ności owiec pod­czas całego se­zo­nu. Jest to daw­ny pa­ster­ski oby­czaj, zna­ny także u górali pol­skich i słowac­kich. Na Połoni­nie Worożeskiej II, gdzie wy­pa­sa­no owce, mira prze­bie­gała w bar­dzo nie­ty­po­wy sposób, gdyż próbnym udo­jem nie zaj­mo­wa­li się właści­cie­le zwierząt, lecz pa­ste­rze (ale w obec­ności właści­cie­la). Trud­no stwier­dzić, dla­cze­go tak właśnie była or­ga­ni­zo­wa­na mira. Ka­indl pisał w 1896 r. o do­je­niu "na miarę" w ten sposób: "Każdy właści­ciel sa­mo­dziel­nie w obec­ności wa­ta­ha doi swo­je owce i kro­wy, aby sto­sow­nie do ilości wy­do­jo­ne­go mle­ka otrzy­mać przy spędze­niu bydła w do­li­ny udział w wy­ro­bach mlecz­nych. Pa­ste­rze pil­nie baczą by go­spo­darz nie dodał do mle­ka wody, lub własnej ury­ny". O kon­tro­li udo­ju i ewen­tu­al­nej nie­uczci­wości in­a­czej wy­po­wia­dał się Kol­berg: "Wa­ta­ha nie pa­trzy jak doją go­spo­darze mle­ko i nie prze­ko­ny­wa się kto z tych go­spo­darzów nie do­le­wa do mle­ka wody, gdyż Hu­cu­li mają przesąd, że gdy­by do mle­ka nalał wody, toby nie miał pożytku z owiec".

Na­to­miast sto lat później, w 1999 r., pa­ste­rze owiec na Połoni­nie Worożeskiej py­ta­ni: "kto mirę doi?", od­po­wia­da­li: "My, pa­stu­chy do­imy, ale pry nim, szczo­by win ba­czył - cho­zja­in". Czy jest to wyjątek, trud­no stwier­dzić. Na Połoni­nie Kier­nycz­kie owce do­ili pod­czas miry ich właści­cie­le.

Przy zapłacie za wy­pas w na­tu­rze udój na miru po­zwa­la określić, ile kg sera otrzy­ma za se­zon właści­ciel, ile na­to­miast pa­sterz. W przy­pad­ku zapłaty pie­niężnej za wy­pas, na pod­sta­wie miry usta­la się spo­dzie­waną ilość sera, wy­pro­du­ko­wa­ne­go pod­czas se­zo­nu. Pro­ce­du­ra miry jest bar­dziej szczegółowo opi­sa­na w punk­cie: "Za­sa­dy opłat i po­działu do­cho­du". Mira w przy­pad­ku owiec następuje na połoni­nach świ­do­wiec­kich pierw­sze­go dnia po przyjściu na połoninę, gdyż owce uzy­skują od­po­wied­nią mlecz­ność pod­czas długo­tr­wałego zbie­ra­nia się sta­da w do­li­nie i wy­pa­su na przy­ległych pa­stwi­skach i w le­sie. Po daw­nej stro­nie ga­li­cyj­skiej po przyjściu na połoninę sto­su­je się przez 14 dni wstępny roz­doj, po którym do­pie­ro następuje udój na miru - "koły wiw­cia uże na­pa­set­sja", "gdy owca już się na­pa­sie", jak ma­wiają miej­sco­wi.

Co­dzien­ne pra­ce pa­ste­rzy owiec to wy­pas, do­je­nie zwierząt, wyrób sera i ewen­tu­al­nie opie­ka nad cho­ry­mi zwierzętami. Za­da­niem pa­ste­rza jest skie­ro­wa­nie sta­da na wy­bra­ne pa­szo­wi­ska, aby tra­wa była równo­mier­nie spa­sa­na. Przed udo­jem południo­wym owce prze­chodzą jedną trasę, a po południu pasą się na po­zo­stałych łąkach. Strzeżone są przez pa­ste­rza i kil­ka psów-mie­szańców. Owce doi się trzy razy dzien­nie: rano, w południe i wie­czo­rem. Wiosną, gdy po od­sta­wie­niu ja­gniąt są one bar­dziej mlecz­ne, z jed­no­ra­zo­we­go udo­ju uzy­sku­je się po­nad pół li­tra mle­ka, na­to­miast w sierp­niu na ba­da­nych połoni­nach uzy­ski­wa­no za­le­d­wie 150-200 ml. Całod­nio­wy udój wiosną wy­no­si po­nad 1 l, a pod ko­niec se­zo­nu do ? l. Udój południo­wy i wie­czor­ny prze­pro­wa­dza się w do­dat­ko­wym ko­sza­rze, bo­daj o iden­tycz­nej kon­struk­cji w całym pa­sie kar­pac­kim. Na noc zwierzęta są zga­nia­ne do dru­gie­go ko­sza­ru. Ko­sza­ry są małe i zwierzęta stoją tam w wiel­kiej cia­sno­cie. Ko­szar na Połoni­nie Worożeskiej II miał wy­mia­ry 18x23 m, co przy 350 owcach dawało nie­wie­le po­nad 1 m kw. na sztukę (fot. 28). Po ty­go­dniu ko­szar prze­no­si się na inne miej­sce, aby owce nie cho­ro­wały na za­pa­le­nie ko­pyt na sku­tek sta­nia na wil­got­nym podłożu.

Duże za­grożenie sta­no­wią wil­ki, przed którymi ko­sza­ry ogra­dza się dra­ni­ca­mi do wy­so­kości 2 m i więcej. Pa­ste­rze często mają fu­zje na śrut różnego ka­li­bru, którymi mogą od­stra­szyć także niedźwie­dzia.22 W ochro­nie przed wil­ka­mi po­ma­gają psy, spośród których te naj­bar­dziej za­pra­wio­ne do wal­ki z wil­kiem noszą, jak nie­gdyś, ochronną żelazną obrożę (fot. 27).

Na połoni­nach ba­da­nych w 1999 r owce wy­ga­nia­no na paszę o go­dzi­nie szóstej, po po­ran­nym udo­ju. Jest to o półto­rej go­dzi­ny później niż po­dają Ha­ra­sym­czuk i Ta­bor w swym do­sko­nałym stu­dium Et­no­gra­fia połonin hu­cul­skich z 1938 r. Go­dzi­na udo­ju południo­we­go nie zmie­niła się w sto­sun­ku do ob­ser­wa­cji tych au­torów, po­dob­nie jak nie zmie­nił się, w sto­sun­ku do ba­da­nych w 1999 r. połonin, czas udo­ju wie­czor­ne­go (go­dzi­na 19-20). Za­sta­na­wiające jest, czy różnice te wy­ni­kają z pro­wa­dze­nia ob­ser­wa­cji w in­nych mie­siącach czy też znacz­ne­go ogra­ni­cze­nia wy­pa­su w dzi­siej­szych cza­sach? Ha­ra­sym­czuk i Ta­bor pro­wa­dzi­li swo­je ob­ser­wa­cje w lip­cu, kie­dy dzień jest dłuższy, na­to­miast nasz zespół pra­co­wał na połoni­nach w dru­giej połowie sierp­nia. Cie­kawą in­for­mację po­da­je Man­dy­bu­ra (str. 56) o do­dat­ko­wym, wie­czor­nym wy­pa­sie owiec, który trwał do godz. 22, po ostat­nim udo­ju. Prak­ty­ko­wa­no to w lip­cu, gdy dzień był długi. Na­to­miast w sierp­niu udój wie­czor­ny był pro­wa­dzo­ny do­pie­ro o godz. 22. Dziś ta prak­ty­ka nie występuje, a należy pod­kreślić, że w ten sposób pa­ste­rze zy­ski­wa­li więcej mle­ka niż przy­pa­dało z udo­ju próbne­go na miru, i mle­kiem tym nie mu­sie­li się już dzie­lić z właści­cie­la­mi. Stąd wnio­sek, że go­spo­dar­ka pa­ster­ska w daw­nych cza­sach była znacz­nie bar­dziej pra­cochłonna, dając większe uzy­ski mle­ka.

Inne za­da­nia pa­ste­rzy to opie­ka nad połoni­na­mi w po­sta­ci za­biegów agro­tech­nicz­nych. Jest ona dzi­siaj bar­dzo ogra­ni­czo­na, co za­pew­ne wiąże się z nie­roz­wiązaną sprawą własności. Pa­ste­rze owiec, którzy ko­rzy­stają z połonin kołcho­zo­wych, nie pro­wadzą wal­ki z górskim szcza­wiem, który w dużym stop­niu ogra­ni­cza ob­szar wy­pa­su. Nie zbie­rają też na­sion cen­niej­szych ga­tunków traw, np. kupkówki, aby sto­so­wać pod­siew, co pro­pa­go­wa­no w okre­sie między­wo­jen­nym. Na­to­miast właści­cie­le od­zy­ski­wa­nych łąk sto­sują niektóre za­biegi agro­tech­nicz­ne, ta­kie jak gno­je­nie łąk i ko­sze­nie szcza­wiu (patrz punkt: "Ka­len­darz pa­ster­ski. Wy­pas krów"). Ogra­ni­czo­na go­spo­dar­ka łąkar­ska w przy­pad­ku wy­pa­su owiec jest pro­wadzona na naj­wyżej położonych pa­szo­wi­skach, które prze­zna­cza się na po­kos, przy­pa­dający "po Iwa­nie Kupały", jak in­for­mo­wa­li pa­ste­rze (po 7 lip­ca). Na łąki te przed po­kosem nie wpro­wadza się owiec. Sia­no zbie­ra de­pu­tat lub wa­tah, zależnie od umo­wy, i zwo­zi do swo­je­go go­spo­dar­stwa.

Wy­pas kończy się w dru­giej połowie września, zależnie od wa­runków po­go­do­wych, a sym­bo­licz­nym dniem za­mknięcia se­zo­nu jest pa­ster­skie święto Dru­hej Bo­ho­ro­dy­ci, Mat­ki Bo­skiej Siew­nej, które w ka­len­da­rzu grec­ko­ka­to­lic­kim przy­pa­da 21 września i jest uro­czyście ob­cho­dzo­ne.

Po zejściu z połonin i zakończe­niu godów owce są żywio­ne sia­nem zgro­ma­dzo­nym w go­spo­dar­stwach lub w zi­mar­kach. Jeśli w go­spo­dar­stwie bra­ku­je sia­na, wówczas ścina się młode gałązki je­dli­ny i świer­ka i mie­sza z sia­nem. Przed wy­ko­ta­mi po­da­je się owcom do­dat­ki pa­szo­we: bryję jęczmienną lub pszenną oraz mie­szankę "com­bi-corn". Do­je­nie owiec je­sie­nią jest ogra­ni­czo­ne nie tyl­ko ze względu na niską mlecz­ność, ale i tu­cze­nie zwierząt. Pa­ste­rze na Połoni­nie Kier­nycz­kie twier­dzi­li, że owce prze­sta­je się doić po 27 września. Swe­go cza­su w kołcho­zach ist­niał na­wet za­kaz do­je­nia owiec po 25 września, aby re­kom­pen­so­wać złe żywie­nie owiec pod­czas let­nie­go wy­pa­su i po­zwo­lić zwierzętom na­brać tłuszczu przed zimą. Pa­ste­rze za­trud­nie­ni w kołcho­zach omi­ja­li ten za­kaz, dojąc owce po kry­jo­mu w la­sach.

b) Wy­pas krów

W przy­pad­ku pa­ster­stwa krów początek se­zo­nu przy­pa­da z reguły nie­co później niż przy wy­pa­sie owiec, ze względu na większe po­trze­by pa­szo­we. Na połoni­nach w grzbie­cie Ku­ku­la wy­pas w 1999 r. roz­począł się na początku czerw­ca, na­to­miast na Świ­dow­cu pra­wie dwa ty­go­dnie później. Nie­ja­sny jest przy­pa­dek Połoni­ny Za­ku­kul, gdzie, według właści­cie­la-de­pu­ta­ta połoni­ny, kro­wy spędzo­no 5 czerw­ca, a zda­niem górali z sąsied­nich połonin o wie­le wcześniej, już 1 maja, gdy tyl­ko śnieg zaczął zni­kać z łąk (właści­ciel ów po­twier­dzał, że w niektórych la­tach roz­po­czy­nał wy­pas już 5 maja). For­ma go­spo­dar­ki na Za­ku­ku­lu wyraźnie różni się od ty­po­we­go pa­ster­stwa krów, gdyż jest na­sta­wio­na na mak­sy­ma­li­zację do­cho­du. Różnica w sto­sun­ku do in­nych połonin była tu wi­docz­na choćby przy pla­no­wa­niu końcu wy­pasu, który na sąsied­niej Połoni­nie Ku­kul miał nastąpić 4 września, "bo po­tem bude chołodno", jak mówiły do­jar­ki, na Za­ku­ku­lu na­to­miast do­pie­ro 25 września, a za­tem już po święcie pa­ster­skim Dru­hej Bo­ho­ro­dy­ci. Se­zon pa­ster­ski trwał więc na Za­ku­ku­lu co naj­mniej 110, a być może na­wet 130 dni, pod­czas gdy na sąsied­nich połoni­nach tyl­ko 90 dni. Przedłużony wy­pas jest jed­nak nie­ko­rzyst­ny dla pa­szo­wisk, gdyż nie po­zwa­la na od­po­wied­ni od­rost tra­wy.

Po­dział do­cho­du w przy­pad­ku wy­pa­su krów zależy od prze­zna­cze­nia pro­duk­cji mle­ka. Jeśli mle­ko prze­twa­rza się na ser, wówczas ko­niecz­ny sta­je się próbny udój na miru, tak jak przy wy­pa­sie owiec. Jeśli na­to­miast pro­duk­tem uzy­ski­wa­nym na połoni­nach jest kwaśne mle­ko i śmie­ta­na, wówczas mira sta­je się zbędna. Nie można wy­klu­czyć, że próbny udój przy wy­pa­sie krów jest zja­wi­skiem sto­sun­ko­wo no­wym, gdyż daw­na li­te­ra­tu­ra nie wy­po­wia­da się na ten te­mat, na­to­miast u Szu­chie­wi­cza (1902, t. I, str. 248) znaj­du­je­my następujący frag­ment: "Na mle­ko od krów nie ma mia­ry, to też od każdej kro­wy daje de­pu­tat ber­be­nicę (25 l) bryn­dzy". Tenże Szu­chie­wicz na str. 244 tej sa­mej pu­bli­ka­cji pi­sze o przy­pad­ku, gdy na połoni­nie wy­pa­sa­no i owce, i kro­wy, co rzu­to­wało na usta­le­nie pro­por­cji po­działu sera: "Doj­ne kro­wy i owce wszyst­kich "mi­szien­ni­kiw" wypędzają ju­ha­si w ozna­czo­nym dniu rano na pa­stwi­sko, a sko­ro w południe przy­go­nią je do ko­szar, zda­ja każdy właści­ciel własnoręcznie swą marżynę, po­czem mie­rzy wa­tah otrzy­ma­ne mle­ko do­braną do tego ko­ne­weczką".

Prze­bieg próbne­go udo­ju krów różni się od po­do­ju na miru opi­sa­ne­go w przy­pad­ku owiec. Kro­wy doi się po 1-2 ty­go­dnio­wym wstępnym wy­pa­sie i roz­do­ju, jak ma­wiają Hu­cu­li. Próbny udój prze­pro­wa­dza się rano i wie­czo­rem. Za­sa­dy po­działu prze­wi­dy­wa­nej pro­duk­cji sera nie są jed­no­rod­ne, zmie­niają się one zależnie od połoni­ny i każdo­ra­zo­wo uzgad­nia się je z właści­cie­lem połoni­ny (więcej na ten te­mat w punk­cie: "Za­sa­dy opłat i po­działu do­cho­du"). Spośród ba­da­nych połonin, na których pro­wa­dzo­no wy­pas krów, mira miała miej­sce tyl­ko na Łabie­skiej i na Za­ku­ku­lu.

Na po­zo­stałych połoni­nach (Ku­kul, Se­red­ne, Ozir­na, Hry­ho­riw­ka, Worożeska) nie sto­su­je się próbne­go udo­ju krów. Obo­wiązkiem do­jar­ki jest wy­doić kro­wy, prze­ce­dzić i za­kwa­sić mle­ko oraz ze­brać śmie­tanę. Na­to­miast właści­cie­le krów, bli­scy sąsie­dzi pa­ste­rza, od­bie­rają su­ro­wiec i w związku z tym nie ma po­trze­by or­ga­ni­zo­wać próbne­go udo­ju, twier­dził wa­tah z Połoni­ny Worożeska I. Ten mo­del go­spo­dar­ki jest bez wątpie­nia eks­ten­syw­ny i przy­no­si naj­niższe do­cho­dy zarówno pa­ste­rzom, jak i właści­cie­lom krów, którzy mle­ko prze­zna­czają na karmę dla świń, a nie na pro­dukcję sera, uzy­skując przychód fi­nan­so­wy co naj­wyżej ze sprze­daży śmie­ta­ny na ba­za­rze.

Dzień pra­cy pa­ste­rzy krów (opi­sa­ny na pod­sta­wie ob­ser­wa­cji prze­pro­wa­dzo­nych na Połoni­nie Łabie­skiej) za­czy­na się o go­dzi­nie 6.30 cza­su ki­jow­skie­go. Jest to go­dzi­na 4.30 cza­su środ­ko­wo­eu­ro­pej­skie­go, który obo­wiązuje już kil­ka­set metrów da­lej przez główny grzbiet, na połoni­nach po stro­nie za­kar­pac­kiej. Po mo­dli­twie pa­ste­rzy kro­wy są do­jo­ne, a następnie około godz. 8 wy­ga­nia się je na wy­pas. Na Łabie­skiej kro­wy pasą się same. Aby nie od­da­lały się poza połoninę, łąki ogra­dza się za­sie­ka­mi ze ściętych krzaków, świerków oraz z bali. Na połoni­nach świ­do­wiec­kich, gdzie występują większe prze­strze­nie, kro­wy są strzeżone przez pa­stu­cha. Na Worożeskiej I do pa­sie­nia 50 sztuk bydła krów wy­naj­mo­wa­no na­wet dwóch pa­stuchów, na­to­miast na połoni­nach w grzbie­cie Ku­ku­la krów pil­no­wały co naj­wyżej dzie­ci, a i to ra­czej z rzad­ka.

Pa­ster­stwo krów jest więc znacz­nie mniej pra­cochłonne niż wy­pas owiec. Krów nie trze­ba pil­no­wać, nie gro­zi im nie­bez­pie­czeństwo ze stro­ny wilków, mniej pra­cochłonne jest do­je­nie, często nie trze­ba pro­du­ko­wać sera, a je­dy­nie kwa­sić mle­ko i zbie­rać śmie­tanę.

Ze­bra­ne na połoni­nie kwaśne mle­ko służy do żywie­nia świń w go­spo­dar­stwach, śmie­ta­na na­to­miast sta­no­wi po­pu­larną na Ukra­inie po­trawę, a po­nad­to wy­ra­bia się z niej masło na własne po­trze­by albo sprze­da­je.

Kro­wy na początku se­zo­nu są do­jo­ne trzy razy dzien­nie: rano, w południe i wie­czo­rem, a od św. Pio­tra (12 lip­ca w ka­len­da­rzu grec­ko­ka­to­lic­kim) tyl­ko rano i wie­czo­rem. Je­dy­nie kro­wy po ocie­le­niu doi się w tym cza­sie do­dat­ko­wo w południe. Mlecz­ność krów zmie­nia się w trak­cie wy­pa­su, naj­wyższa jest w pierw­szej części se­zo­nu. W sierp­niu z jed­ne­go udo­ju uzy­ski­wa­no na Worożeskiej od 2 do 6 l. Kro­wa po ocie­le­niu daje 10-15 l mle­ka dzien­nie, choć są przy­pad­ki, że tyl­ko 3-4. Pod ko­niec sierp­nia, gdy już było mało tra­wy na górskich łąkach, kro­wy na Połoni­nie Se­red­ne dawały za­le­d­wie 2-4 l mle­ka dzien­nie. Mlecz­ność krów wy­pa­sa­nych na Łabie­skiej wy­no­siła 8-19 l wiosną i 7-8 l w dru­giej połowie sierp­nia.

Po udo­je­niu mle­ko jest prze­ce­dza­ne i od­sta­wio­ne do kwa­sze­nia. Raz dzien­ne zbie­ra się śmie­tanę do od­dziel­nych po­jem­ników. Co kil­ka dni na połoninę przy­jeżdża furą ko­lej­ny go­spo­darz, który zwo­zi do wsi wszyst­kim właści­cie­lom krów śmie­tanę i skwa­szo­ne mle­ko, a przy oka­zji za­opa­tru­je pa­ste­rzy w żywność. Jest to sta­ry oby­czaj, wy­mie­nia­ny już w XIX-wiecz­nych źródłach. Na Za­ku­ku­lu zwózkę mle­ka i sera or­ga­ni­zo­wał raz w ty­go­dniu sam właści­ciel połoni­ny, po­bie­rając opłatę za cały se­zon w wy­so­kości 5 hrw od kro­wy (równo­war­tość 1 kg sera).

Do­kar­mia­nie krów jest pro­wa­dzo­ne przy oka­zji po­da­wa­nia soli. Kro­wom po­da­je się dwa razy w ty­go­dniu sól jo­dową lub ku­chenną, zmie­szaną z mąką ku­ku­ry­dzianą lub z mie­szanką żywie­niową "com­bi-corn".

Kro­wy wy­pa­sa­ne na połoni­nach przy­ga­nia się na noc do obór, które mogą po­mieścić kil­ka sztuk bydła. O ich kon­struk­cji in­for­mu­je roz­dział Włod­zi­mie­rza Wit­kow­skie­go.

Do ważniej­szych za­biegów agro­tech­nicz­nych na połoni­nach należy zwal­cza­nie szcza­wiu al­pej­skie­go, który roz­prze­strze­nia się w miej­scach prze­na­wożonych mocz­ni­kiem (fot. 25). Przy wy­pa­sie owiec szcze­wa za­ra­sta po­wierzch­nię ko­sza­ru i jego oto­cze­nie, ze względu na prze­na­wożenie po­ta­sem. Po­nie­waż ko­szar co pe­wien czas musi być prze­no­szo­ny, więc nie­pro­wa­dze­nie wal­ki ze szcza­wiem po­wo­du­je, że po kil­ku la­tach za­czy­na do­mi­no­wać w po­kry­wie roślin­nej. W przy­pad­ku wy­pa­su krów szczaw roz­ra­sta się w po­bliżu obór, gdzie gro­ma­dzi się nawóz zwierzęcy.

Po­dob­nie jak przy wy­pa­sie owiec, opie­ka nad połoniną zależy od własności łąki. Na połoni­nach należących do kołcho­zu nie pro­wa­dzi się żad­nych za­biegów, na­wet przy wie­lo­let­nim użyt­ko­wa­niu przez go­spo­darkę ro­dzinną. Na Worożeskiej I wa­tah je­dy­nie po­twier­dzał, że kie­dyś ko­szo­no tu szczaw, na­to­miast nie umiał dać od­po­wie­dzi na py­ta­nie, dla­cze­go on sam nie zwal­cza szcza­wiu. In­a­czej było na połoni­nach Łabie­ska i Za­ku­kul, należących do pry­wat­nych właści­cie­li. Na Łabie­skiej szczaw był ko­szo­ny dwu­krot­nie: przed św. Kupały (7 lip­ca) oraz dru­gi raz, gdy pod­rośnie. Ma to za­po­bie­gać roz­sie­wa­niu się tej rośliny, choć roz­mnaża się ona również we­ge­ta­tyw­nie, przez od­ro­sty bocz­ne. Z ko­lei na Za­ku­kulu szczaw ko­szo­no na­wet czte­ro­krot­nie, gdyż tyle razy po­tra­fi on za­kwitnąć. Ko­sze­nie jest łatwiejszą me­todą niż kar­czo­wa­nie ko­rze­ni, ale mało sku­teczną.

Inne pra­ce agro­tech­nicz­ne to gno­je­nie łąk, które prze­pro­wa­dza się we wrześniu, już po zakończe­niu wy­pa­su. Nawóz kro­wi, gro­ma­dzo­ny przez cały se­zon przy obo­rach, po zejściu krów roz­wo­zi się po połoni­nie i roz­rzu­ca.

Bydło ho­do­wa­ne dziś na Hu­culsz­czyźnie od­zna­cza się ni­skim wzro­stem i nie­wielką mlecz­nością. S. Rosiński pisał w la­tach 30., że tu­tej­sze bydło to w większości skar­lałe rasy ste­po­we, po­chodzące od eg­zem­pla­rzy ku­po­wa­nych na Po­do­lu i w Sied­mio­gro­dzie, i po­chodzenie to, w po­sta­ci krzyżówek, za­pew­ne za­cho­wało się do dziś. Mlecz­ność tu­tej­szych krów jest ni­ska, do cze­go przy­czy­nia się brak od­po­wied­nie­go ma­te­riału re­pro­duk­cyj­ne­go i brak se­lek­cji. Hu­cu­li wy­ho­do­wa­li nie­gdyś miej­scową rasę, zwaną "sta­ra hu­cul­ska", która jed­nak za­ginęła po II woj­nie świa­to­wej i dziś miesz­kańcy górskich wio­sek na ogół nic o niej nie są w sta­nie po­wie­dzieć. Miej­sco­wi nie po­tra­fią dziś określić rasy kro­wy, cho­ciaż wiedzą o ist­nie­niu biało-czar­nej oraz "nie­miec­kiej". Rasę określają według maści: żukol­je to kro­wa czar­na, mu­rie­na jest po­kry­ta sza­ry­mi pa­sa­mi (patrz fot. 21-24), przy czym naj­bar­dziej cenią kro­wy maści si­wej, których mle­ko od­zna­cza się naj­wyższą za­war­tością tłuszczu.

Kry­cie krów następuje po zejściu z połonin. Na kil­ku połoni­nach (Worożeska I, Za­ku­kul, Łabie­ska) do sta­da dołącza­no bu­ha­ja na cały czas wy­pa­su, tj. od czerw­ca do września. W tym przy­pad­ku wy­cie­le­nia wy­pa­dają więc od lu­te­go do przełomu maja i czerw­ca; ter­min ma­jo­wo-czerw­co­wy po­zwa­la na uzy­ski­wa­nie dużych ilości mle­ka pod­czas następne­go se­zo­nu, zwłasz­cza na początku wy­pa­su, gdy jest dużo pa­szy.

* * *

Spe­cy­ficzną formą go­spo­dar­ki pa­ster­skiej jest wy­pas leśny, pro­wa­dzo­ny w pa­sie leśnym ota­czającym połoninę, jak i w po­bliżu wsi, zarówno po zejściu stad z gór, jak i przed roz­poczęciem ko­lej­ne­go se­zo­nu. W la­sach wy­pasa się zarówno owce, jak i kro­wy. Jest to go­spo­dar­ka ra­czej nie­zgod­na z tu­tej­szym pra­wem, choć wy­po­wie­dzi miej­sco­wych są sprzecz­ne. Wia­do­mo jed­nak, że ist­nie­je za­kaz wy­pasu w otu­li­nie leśnej przy połoni­nie, który pa­ste­rze omi­jają wręczając leśni­czym budz syra (krąg sera wagi 20 kg), na­to­miast gro­ma­dy wiej­skie mają nie­zbyt ja­sne pra­wo do ko­rzy­sta­nia z lasów w po­bliżu wsi. Pa­ster­stwu leśnemu sprzy­ja wkra­cza­nie stałego osad­nic­twa na co­raz wyższe te­re­ny na po­gra­ni­czu do­li­ny i lasu. Wy­pas w la­sach należy jed­nak trak­to­wać jako zja­wi­sko cza­so­we, gdyż jest ono szko­dli­we dla lasu. Co praw­da Hu­cu­li nie wy­pa­sają obec­nie na dużą skalę kóz, które sta­no­wią szczególne za­grożenie (fot. 29 uka­zu­je, w jaki sposób chro­ni się las przed ko­za­mi), nie­mniej jed­nak także owce i kro­wy wyrządzają duże szko­dy w po­kry­wie leśnej.

7. Eko­no­mi­ka go­spo­dar­ki pa­ster­skiej

a) Cha­rak­te­ry­sty­ka ba­da­nych sta­no­wisk

Dane, uka­zujące cha­rak­te­ry­stykę go­spo­dar­ki pa­ster­skiej w miej­scach szczegółowych badań, zo­stały przed­sta­wio­ne w tab. 1. Ko­men­tując je, należałoby zwrócić uwagę na kil­ka kwe­stii. Pierw­sza do­ty­czy związku między formą or­ga­ni­za­cji go­spo­dar­ki a wy­ni­ka­mi do­cho­do­wy­mi. For­my or­ga­ni­za­cyj­ne wy­ka­zują sto­sun­ko­wo nie­wiel­kie różnice (wy­pas na połoni­nach będących dawną własnością ro­dzinną lub przejętych przez kołchoz; go­spo­dar­ka jed­no- lub dwuro­dzinna; w jed­nym przy­pad­ku go­spo­dar­ka miała ce­chy przed­siębior­stwa pa­ster­skie­go), na­to­miast wy­ka­za­ne w dal­szej części różnice do­cho­do­we są jed­nak znacz­ne. Dru­gie za­gad­nie­nie do­ty­czy po­ten­cjału pro­duk­cyj­ne­go połonin. Nie jest on zna­ny, cho­ciaż znacz­nie się obniżył wo­bec za­nie­cha­nia za­biegów pielęgna­cyj­nych na górskich łąkach, przy czym na obec­nie niską ob­sadę zwierząt na połoni­nach wpływa spa­dek pogłowia i ogólny kry­zys ukraińskiej go­spo­dar­ki. O możliwościach wy­pasu można sądzić na pod­sta­wie wiel­kości pogłowia sprzed kil­ku lat: na przykład na Połoni­nie Worożeskiej II jesz­cze nie­daw­no wy­pasano na­wet 900 owiec (w 1999 r. - 350), a na Połoni­nie Ku­kul 200 krów doj­nych (w 1999 r. - 26). Większa ob­sada ozna­cza wzrost za­trud­nie­nia, po­nie­waż do do­je­nia owiec naj­mu­je się jed­ne­go pa­ste­rza na 100 sztuk, a w przy­pad­ku krów jedną do­jarkę na 10 sztuk zwierząt. Na Połoni­nie Ku­kul za­miast obec­nie dwóch chat­czyn było ich po­przed­nio pięć, w każdej miesz­kały czte­ry me­jer­ki (do­jar­ki) i każda doiła 10 krów, czy­li łącznie było wówczas 200 krów doj­nych wo­bec za­le­d­wie 26 w 1999 r. Na Worożeskiej I wy­pa­sa­no 84 sztu­ki bydła w 1998 r., a rok później tyl­ko 50, na­to­miast na Za­ku­ku­lu w po­przed­nich la­tach ob­sa­da do­cho­dziła do 90 sztuk bydła, a w 1999 r. była już znacz­nie niższa.

Ko­lej­na kwe­stia do­ty­czy za­trud­nia­nia dzie­ci. Wy­da­je się, choć jed­no­znacz­nych do­wodów na to nie ma, że w ostat­nich la­tach dzie­ci za­trud­nia się przy wy­pa­sie krów i udo­ju w większym stop­niu. Przy­czyną może być trud­na sy­tu­acja go­spo­dar­cza, która przy­czy­nia się do wspo­mnia­ne­go spad­ku pogłowia i oszczędza­niu na wy­dat­kach na za­wo­do­we do­jar­ki.

Cechą cha­rak­te­ry­styczną współcze­snej go­spo­dar­ki pa­ster­skiej w ukraińskich Kar­pa­tach jest duży udział ko­biet w pra­cach na połoni­nie. Do­ty­czy to zwłasz­cza cho­wu krów, ale także i wy­pa­su owiec. Z sied­miu ba­da­nych połonin, na których wy­pa­sa­no kro­wy, w pięciu przy­pad­kach go­spo­darką kie­ro­wały ko­biety (Łabie­ska, Ozir­na, Se­red­ne, Hry­ho­riw­ka, Ku­kul - oba go­spo­dar­stwa pa­ster­skie). Ko­bie­ty te - mat­ki lub bab­ki pra­cujących na połoni­nie pa­ste­rzy - pełniły funkcję wa­ta­ha, zaj­mo­wały się wy­ro­bem sera na własne po­trze­by lub dla właści­cie­li po­wie­rzo­nych krów, były jed­no­cześnie do­jar­ka­mi, opie­ko­wały się dziećmi, przy­go­to­wy­wały posiłki. Po­dob­ny przy­pa­dek za­ob­ser­wo­wa­no wśród pa­ste­rzy owiec na Połoni­nie Kier­nycz­kie, gdzie to­wa­rzysząca pa­ste­rzom ko­bie­ta wy­ra­biała ser, dawała owcom sól i go­to­wała pożywie­nie.

Łącznie za­trud­nie­nie na dzie­więciu ba­da­nych połoni­nach obej­mo­wało 33 oso­by (dorośli), w tym 15 ko­biet. Oprócz nich na połoni­nach prze­by­wało 10 dzie­ci, również po­ma­gających przy niektórych pra­cach: przy za­ga­nia­niu zwierząt do po­ideł i obór, przy pil­no­wa­niu, a także przy udo­ju. Przy wy­pa­sie krów za­trud­nia­no 10 mężczyzn i 14 ko­biet (a także 10 dzie­ci). Łącznie wy­pa­sa­no 217 sztuk bydła, w tym 121 doj­nych krów, co po­twier­dza utrzy­ma­nie daw­ne­go wskaźnika: jed­na do­jar­ka na około dzie­sięć doj­nych krów.

b) Współcze­sne zmia­ny w pro­duk­cji mle­czar­skiej

O daw­nych spo­so­bach przetwórstwa na połoni­nach mle­ka owiec i krów in­for­mu­je roz­dział An­drze­ja Rusz­cza­ka, do­tyczący ro­dzajów pro­duktów i re­cep­tu­ry ich sporządza­nia, a także jakości żywie­nia pa­ste­rzy.

Na połoni­nach wy­twa­rza­no nie­gdyś czte­ry główne pro­duk­ty: ser, ser wtórny zwa­ny wurdą, ser bryn­dza oraz masło. Z tego ostat­nie­go na niektórych połoni­nach re­zy­gno­wa­no. Po­nad­to uzy­ski­wa­no pro­duk­ty ubocz­ne: śmie­tanę, maślankę, zsiadłe mle­ko oraz huślankę, po­pu­lar­ny wśród Hucułów napój. Dzi­siej­szy pro­fil pro­duk­cji jest nie­co inny. Na żad­nej z ba­da­nych połonin nie pro­du­ko­wa­no bryn­dzy, którą dziś wy­twa­rza się w go­spo­dar­stwach, ze spro­wa­dzo­ne­go z połonin sera i wur­dy. Z pro­dukcją bryn­dzy przez pa­ste­rzy au­tor ze­tknął się w 1994 r. w Górach Czyw­czyńskich, a rok później na Połoni­nie Borżawie na Za­kar­pa­ciu. Na połoni­nach nie wy­ra­bia się obec­nie także masła, co naj­wyżej na bieżące po­trze­by, a w związku z tym nie ma maślan­ki, nie­gdyś wy­ko­rzy­sty­wa­nej przy tu­czu trzo­dy chlew­nej na połoni­nach.

W związku z za­nie­cha­niem na połoni­nach pro­duk­cji bryn­dzy, swe­go cza­su główne­go źródła do­chodów pa­ste­rzy i szczególnie ważnego pro­duk­tu w die­cie górali, zmie­niła się struk­tu­ra nakładów pra­cy. Wa­tah, kie­dyś zajęty zwłasz­cza pro­dukcją bryn­dzy, obec­nie przej­mu­je część obo­wiązków pa­ste­rzy, a zwłasz­cza bie­rze udział w udo­ju.

Dzi­siej­sze zmia­ny w tech­ni­kach pro­duk­cji to nie­kie­dy powrót do daw­nych tra­dy­cji. Do­ty­czy to, na przykład, ro­dza­ju sto­so­wa­nej przy pro­duk­cji sera "pod­puszcz­ki" gleg (za­kwa­sza­cza). W cza­sach sys­te­mu kołcho­zo­we­go wy­ko­rzy­sty­wa­no pod­puszczkę po­cho­dze­nia prze­mysłowe­go. O różnych ro­dza­jach gle­gu w daw­nych cza­sach in­for­mu­je roz­dział A. Rusz­cza­ka, war­to więc je­dy­nie wspo­mnieć, że dziś - sza­nujący się pa­ste­rze - do wy­ro­bu sera i wur­dy po­now­nie używają gle­gu uzy­ski­wa­ne­go z za­war­tości żołądka cielęcia, kar­mio­ne­go wyłącznie mle­kiem-siarą. Zda­niem tu­tej­szych górali po­zwa­la to na pro­dukcję sera o od­po­wied­nio wy­so­kiej jakości.

Przy tej oka­zji war­to zwrócić uwagę na na­zew­nic­two su­rowców i pro­duktów mle­czar­skich. Zasięg wie­lu nazw, występujących w ukraińskiej go­spo­dar­ce pa­ster­skiej, wy­kra­cza znacz­nie poza gra­ni­ce dzi­siej­szej Ukra­iny, wska­zując na daw­ne mi­gra­cje pa­ster­skie i prze­miesz­cza­nie się pa­ste­rzy po łuku Kar­pat. Wzdłuż łuku Kar­pat występują m.in. na­zwy: sera "bryn­dzy", ser­wat­ki z owcze­go mle­ka "żętyca" oraz wspo­mnia­ne­go en­zy­mu do za­kwa­sza­nia żętycy, zwa­ne­go na Ukra­inie gleg, a na Pod­ha­lu "klag" lub "kliog", czy także niektórych narzędzi przy pro­duk­cji sera (np. gie­le­ta lub gi­let­ka, drew­nia­na dzieża na mle­ko o objętości 10-15 l, na Pod­ha­lu również zwa­na "gie­le­ta"). Niektóre ter­mi­ny mają zresztą po­cho­dze­nie ałtaj­skie i są zna­ne również poza Kar­pa­ta­mi, na­wet na kon­ty­nen­cie azja­tyc­kim - w Tur­cji na Wyżynie Ana­to­lij­skiej. Tak jest w przy­pad­ku ter­mi­nu cza­ban czy­li pa­sterz, zna­ne­go na Ukra­inie i w Ru­mu­nii. Występujące w języku tu­rec­kim słowo çoban jest po­cho­dze­nia ałtaj­skie­go i współcześnie spo­ty­ka­my je w dia­lek­tach pa­ste­rzy we wschod­niej i południo­wej Ana­to­lii. Ju­ru­cy w Ana­to­lii (którzy po przy­by­ciu z Za­kau­ka­zia w XVIII-XIX w. prze­by­wa­li na Bałka­nach) znają także ter­min çuha - u ru­skich pa­ste­rzy czu­cha, czu­chania, wierzch­nie okry­cie z suk­na. Na­zwa ta występowała na Boj­kowsz­czyźnie i Łem­kowsz­czyźnie w gra­ni­cach dzi­siej­szej Pol­ski. Inna na­zwa po­chodząca z języka tu­rec­kie­go to sa­raj, u Hucułów obo­ra na połoni­nie.

Oprócz po­do­bieństw ist­nieją również różnice pojęcio­we, do­tyczące zwłasz­cza niektórych pro­duktów go­spo­dar­ki pa­ster­skiej. W gwa­rze górali pol­skich i słowac­kich jest zna­na na­zwa "hur­da", która ozna­cza spodnią część żętycy, po­zo­stałą po zdjęciu wierzch­niej "zwar­ni­cy". Górale ru­scy na­zy­wają wurdą gor­szy ga­tu­nek sera, uzy­ska­ny z ser­wat­ki po od­ce­dze­niu pierw­sze­go, pełnotłuste­go sera. Różnice pojęcio­we oraz w na­zew­nic­twie do­tyczą także wyjścio­wego pro­duk­tu, czy­li świeżego sera owcze­go (u Hucułów syr) lub z mle­ka owcze­go, zmie­sza­ne­go z kro­wim, zwa­ne­go u pol­skich górali "bundz". Daw­na li­te­ra­tu­ra, do­tycząca pa­ster­stwa na te­re­nach dzi­siej­szej Ukra­iny, myl­nie po­da­je, że budz to ro­dzaj sera. W rze­czy­wi­stości budz ozna­cza bryłę, krąg sera (świeżego syra lub wtórne­go sera wur­dy; cho­dzi za­tem o budz syra bądź budz wur­dy, tak jak o bo­che­nek chle­ba czy osełkę masła). To zna­cze­nie bu­dzu po­twier­dza­li rozmówcy pod­czas badań te­re­no­wych w 1999 r.23

c) Za­sa­dy opłat i po­działu do­cho­du. Kosz­ty

Wy­pas owiec

Naj­ważniej­szym wy­da­rze­niem z punk­tu wi­dze­nia eko­no­mi­ki go­spo­dar­ki pa­ster­skiej jest udój próbny, zwa­ny u Hucułów po­doj na miru. Na pod­sta­wie tego udo­ju właści­ciel zwierząt usta­la z pa­ste­rza­mi, ile sera po­wi­nien otrzy­mać za cały wy­pas. Mira, zwa­na także mir­ka lub mir­tuk, to na­czy­nie, którego objętość po od­po­wied­nim prze­li­cze­niu określa całko­witą pro­dukcję mle­ka i uzysk sera.24 Na Połoni­nie Worożeskiej II (wy­pas owiec) jako mirę sto­so­wa­no ku­bek o objętości 250 ml. Owca rasy ka­ra­kułka dawała tu z próbne­go udo­ju jed­no­ra­zo­wo 500-800 ml mle­ka, czy­li do około 1,5 l z całego dnia (początek se­zo­nu, wy­so­ka mlecz­ność), na­to­miast z in­nych owiec uzy­ski­wa­no 3,5-4 miry w ciągu całego dnia. Mle­ko udo­jo­ne z owiec po­szczególnych go­spo­da­rzy jest zle­wa­ne do wia­der o po­jem­ności 12 l. Po­ziom mle­ka mie­rzo­no na Worożeskiej drew­nia­nym mier­ni­kiem, na którym znaj­do­wały się nacięcia, po­zwa­lające dokład­nie określić ilość mle­ka. Sie­dem nacięć ozna­czało 84 l, co było miarą pu­te­ry, wiel­kiej drew­nia­nej ka­dzi, z me­ta­lo­wy­mi obręcza­mi i uchwy­ta­mi. Nacięcia z dru­giej stro­ny mier­ni­ka służyły do określa­nia objętości przy ko­rzy­sta­niu z mniej­szej pu­te­ry. Wy­ni­ki miry za­pi­sy­wa­no w ze­szy­cie pro­wa­dzo­nym przez wa­ta­ha, od­dziel­nie dla zwierząt każdego właści­cie­la. Zwra­cała uwagę duża dokładność za­pi­su, np. owca należąca do da­ne­go właści­cie­la dała 3,1 miry, trzy sztu­ki należące do in­ne­go właści­cie­la - 11,50 miry, trzy inne sztu­ki - 14 mir, dzie­więć owiec dało 31,15 itd. Ten współcze­sny sposób mie­rze­nia próbne­go udo­ju jest zupełnie inny niż w daw­nych cza­sach, gdzie, po pierw­sze, mira miała większą po­jem­ność (dwóch garnców, tj. około 3 l według Kol­ber­ga), a po­nad­to po­ziom mle­ka każdo­ra­zo­wo kar­bo­wa­no na drew­nia­nym mier­ni­ku, zwa­nym re­wasz. Jed­na część re­wa­sza po­zo­sta­wała na połoni­nie, drugą prze­cho­wy­wał właści­ciel zwierząt. Szczegółowy opis two­rze­nia re­wa­sza prze­ka­zał Włod­zi­mierz Szu­chie­wicz (1902, t. I, str. 244-245).

Na Kier­nycz­kie, dru­giej z połonin ba­da­nych w 1999 r., na których wy­pa­sa­no owce, mira miała po­jem­ność 330 ml. Ile mir udoił właści­ciel owiec w ciągu dnia, tyle wia­der (14 l) mle­ka należało mu się za cały se­zon, do prze­ro­bie­nia na ser i wurdę, według przyjętego prze­licz­ni­ka. Usta­le­nia do­tyczące uzy­sku sera różniły się na obu ba­da­nych połoni­nach. Na Worożeskiej II pa­ste­rze mie­li zdać z każdego wia­dra mle­ka (tu o objętości 12 l) 2,5 kg syra i 2 kg wur­dy, na­to­miast na Kier­nycz­kie górale wy­li­czy­li pod­czas wy­wia­du, że z tej sa­mej objętości (12 l) uzy­skają 3 kg sera i tyl­ko 1,5 kg wur­dy. Różnica do­cho­do­wa jest jed­nak nie­wiel­ka: przy ce­nie 1kg sera wy­noszącej 5 hrw, a w przy­pad­ku wur­dy 4 hrw, war­tość pro­duk­tu z wia­dra mle­ka w pierw­szym przy­pad­ku wy­no­si 20,5 hrw, a w dru­gim 21 hrw.

Orien­ta­cyj­ny przychód w po­sta­ci sera z jed­nej owcy próbo­wa­li osza­co­wać pa­ste­rze na Worożeskiej II. Ich zda­niem, jeśli owca pod­czas próbne­go udo­ju dała 4 miry mle­ka, to za cały se­zon uzy­ska się z niej 10 kg sera i 4 kg wur­dy. Wy­li­cze­nie to ozna­cza, że całko­wi­ty uzysk mle­ka od owcy w se­zo­nie wy­nie­sie w tym przy­pad­ku 48 l (gdyż z 12 l mle­ka udo­jo­ne­go pod­czas miry od­dają po se­zo­nie 2,5 kg sera). Można za­sta­na­wiać się, czy przy tych re­la­cjach po­zo­sta­je jakaś nad­wyżka sera dla pa­ste­rzy. Jeśli przyjąć, że prze­licz­nik objętość mle­ka-waga sera jest pra­widłowo określony, to nad­wyżka sera może wystąpić tyl­ko przy wyższej pro­duk­cji mle­ka. Przy założeniu, że śred­ni dzien­ny uzysk mle­ka od owcy w ciągu całego se­zo­nu wy­no­si 0,5 l, a owce pa­sie się 90-95 dni, jest to trud­no osiągal­ne.

Do po­dob­ne­go wnio­sku pro­wa­dzi kal­ku­la­cja dla Połoni­ny Kier­nycz­kie, gdzie za każdą mirę mle­ka (330 ml) udo­joną w dniu próby właści­ciel do­sta­wał za se­zon wia­dro mle­ka (14 l), czy­li przy prze­ciętnym próbnym uzy­sku trzech mir otrzy­mu­je się w ciągu se­zo­nu 42 l mle­ka, co przy­no­si 10,5 kg sera i 5,25 kg wur­dy, czy­li pra­wie tyle samo, ile wy­li­czo­no na Worożeskiej II.

Na­to­miast inne dane na te­mat po­działu przy­cho­du mle­ka uzy­skał au­tor w połowie lat 90. na Połoni­nie Borżawie, gdzie górale pro­du­ko­wa­li bryndzę. Na Borżawie właści­ciel owcy do­sta­wał od pa­ste­rzy za se­zon wy­pa­su 2 kg bryn­dzy lub 4 kg sera od owcy (lub 5 kg sera w przy­pad­ku kozy), na­to­miast pa­sterz otrzy­my­wał zapłatę pie­niężną oraz za­cho­wy­wał nad­wyżkę sera, z której pro­du­ko­wał bryndzę dla sie­bie.25 Łatwo ob­li­czyć, że przy 90 dniach wy­pa­su i śred­nim dzien­nym udo­ju 0,5 l całko­wi­ty uzysk mle­ka wy­no­sił 45 l, a za­tem - sto­sując prze­licz­ni­ki z Połoni­ny Kier­nycz­kie (3 kg sera i 1,5 kg wur­dy z 12 l mle­ka) pa­sterz wy­twa­rzał 11,25 kg sera plus 5,6 kg wur­dy, z cze­go mogło po­wstać 8 kg bryn­dzy. 2 kg bryn­dzy pa­sterz od­da­wał, zgod­nie z umową, właści­cie­lo­wi, czy­li po­zo­sta­wało mu 6 kg. Ten sys­tem wyraźnie fa­wo­ry­zo­wał pa­sterza.

Daw­ne opi­sy miry po­dają jesz­cze inne pro­por­cje po­działu, które, po­dob­nie jak i współcześnie, za­pew­ne różniły się lo­kal­nie. Wg Szu­chie­wi­cza (t. I, str. 245) po­dział zależał m.in. od tego, czy go­spo­darz chciał otrzy­my­wać masło oraz czy mle­ko owcze było mie­sza­ne z kro­wim, co po­wo­do­wało, że bryn­dza miała niższą za­war­tość tłuszczu. Kol­berg (t. 54, str. 172) po­daje dość skom­pli­ko­wa­ny opis po­działu do­cho­du między właści­cie­la­mi owiec a wa­ta­hem, z którego wy­ni­ka, że za 16-18 mir­tuków mle­ka z próbne­go udo­ju (czy­li 24-27 l), właści­ciel do­sta­wał ber­be­ny­cię bryn­dzy, czy­li be­czułkę o objętości około 25 l, co sta­no­wiło po­nad 30 kg bryn­dzy. Na­to­miast pa­ste­rze otrzy­my­wa­li zapłatę w bryn­dzy z całego sta­da owiec (z reguły około 600 owiec; było to wg Rosińskie­go 6-8 ber­be­nyć bryn­dzy dla wa­ta­ha i 2-5 ber­be­nyć dla pa­ste­rza, a według Szu­chie­wi­cza mniej, od­po­wied­nio 5-6 oraz 3-4. Jesz­cze niższy dochód - 3-4 ber­be­ny­cie bryn­dzy - otrzy­my­wał wa­tah na połoni­nach ba­da­nych w 1937 r. przez Ha­ra­sym­czu­ka i Ta­bo­ra, którzy do­wo­dzi­li, że płaca pa­ste­rzy zmniej­szyła się z bie­giem cza­su).26 Uwzględniając prze­licz­nik sto­so­wa­ny dziś na Połoni­nie Kier­nycz­kie okaże się, że 25 l mle­ka z próbne­go udo­ju ozna­cza 6 kg sera i 3 kg wur­dy, czy­li w przy­bliżeniu za­le­d­wie około 5 kg bryn­dzy, a więc o połowę mniej niż w ob­li­cze­niu prze­ka­za­nym przez Kol­ber­ga! Biorąc pod uwagę wspo­mnia­ny powyżej przy­pa­dek Połoni­ny Borżawy, można dojść do wnio­sku, że pro­duk­cja sera i wur­dy jest w rze­czy­wi­stości większa, niż po­da­wa­li pa­ste­rze na połoni­nach ba­da­nych w 1999 r., a za­tem ich fak­tycz­ny dochód byłby od­po­wied­nio wyższy.

Oprócz ewen­tu­al­ne­go wy­na­gro­dze­nia w na­tu­rze ze względu na nad­wyżki sera, pa­sterz owiec otrzy­mu­je dziś także zapłatę pie­niężną, która w 1999 r. wy­no­siła 11 hry­wien od owcy na Połoni­nie Worożeska II, nie­za­leżnie czy była to owca doj­na, czy nie, oraz 12 hry­wien na Kier­nycz­kie.27 Nie były to je­dy­ne przy­cho­dy fi­nan­so­we, gdyż na Kier­nycz­kie właści­cie­le płaci­li ubez­pie­cze­nie w wy­so­kości 3 hry­wien od owcy (około 10% ryn­ko­wej war­tości zwierzęcia). Po­nad­to do do­cho­du pa­ste­rzy trze­ba do­li­czyć za­opa­trze­nie w żywność. Zgod­nie z tra­dy­cyj­nym oby­cza­jem właści­cie­le owiec, za­chodzący na połoninę po odbiór sera, przy­wożą pa­ste­rzom je­dze­nie i wódkę.

Nie udało się na­to­miast usta­lić, ja­kie wy­na­gro­dze­nie otrzy­mu­je wa­tah, który pro­du­ku­je ser i wurdę.

Po stro­nie kosztów po­no­szo­nych przez pa­ste­rzy owiec można wyróżnić po­zy­cje:

- wy­dat­ki na sól, około 0,5 kg soli ty­go­dnio­wo na owcę, co przez 13 ty­go­dni daje 6,5 kg soli z wor­ka wagi 50 kg w ce­nie 14 hrw, czy­li około 2 hrw od owcy;

- budz sera wręcza­ny w for­mie pre­zen­tu leśni­cze­mu, aby nie karał pa­ste­rzy za wy­pas owiec w otu­li­nie połoni­ny. Jest to krąg sera wagi 20 kg i war­tości 100 hry­wien, równowar­tość przy­cho­du mle­ka pra­wie z 2 owiec;

- ewen­tu­al­ne kosz­ty le­cze­nia chro­mych owiec, trud­ne do osza­co­wa­nia.28

Wy­pas krów

Po­dob­nie, jak przy próbnym udo­ju owiec, tak i w przy­pad­ku krów sto­su­je się różne spo­so­by usta­la­nia opłat i po­działu pro­duk­cji mle­ka za cały se­zon. Opłata za wy­pas może być li­czo­na w gotówce lub w pro­duk­cie. Usta­le­nie wyłącznie gotówko­wej opłaty za wy­pas świad­czy o eks­ten­syw­nej go­spo­dar­ce, w której pa­ste­rze otrzy­mują dochód z tytułu wy­pasu i do­je­nia, a właści­cie­le od­bie­rają z połonin su­ro­wiec w po­sta­ci śmie­ta­ny i kwaśnego mle­ka. Na­to­miast sto­so­wa­nie próbne­go udo­ju na miru ozna­cza, że właści­cie­le krów de­cy­dują się na pro­dukcję sera. Nie udało się stwier­dzić, jak dawną tra­dycją jest próbny udój w przy­pad­ku krów. Au­to­rzy star­szych pu­bli­ka­cji nie wy­po­wia­dają się na ten te­mat, z wyjątkiem Szu­chie­wi­cza, który jed­nak za­prze­cza, aby pa­ste­rze krów sto­so­wa­li próbny udój (patrz punkt: "Ka­len­darz pa­ster­ski. Wy­pas krów").

Cie­kawą re­lację na te­mat sys­te­mu wy­na­gro­dzeń przed 1939 r. prze­ka­zują Ha­ra­sym­czuk i Ta­bor (1938, str. 47), którzy piszą, że pa­ste­rze po­bie­ra­li wówczas wy­na­gro­dzenie w na­tu­rze (sembrýla) lub w pie­niądzach (zapłáta). Dru­gi sposób do­ty­czył pa­ste­rzy koni oraz osób wy­ko­nujących po­moc­ni­cze pra­ce (terhácz, zaj­mujący się zwożeniem sera z połonin do wsi).

Próbne­go udo­ju krów nie sto­so­wa­no na pięciu z sied­miu ba­da­nych połonin. Były to: Worożeska I, Ku­kul, Se­red­ne, Ozir­na, Hry­ho­riw­ka. Opłaty za wy­pas kro­wy wy­no­siły na Worożeskiej 18 hrw od kro­wy za pa­sie­nie oraz 18 hrw za do­je­nie. Inne staw­ki występowały na po­zo­stałych połoni­nach, gdzie pa­stu­sze­niem zaj­mo­wały się dzie­ci: do­sta­wały one za se­zon po 15 hrw od kro­wy, na­to­miast do­jar­ki - ich mat­ki lub bab­ki - po 20 hrw.

Mirę sto­so­wa­no na­to­miast na połoni­nach Za­ku­kul i Łabie­skiej. W ta­kim przy­pad­ku nie po­bie­ra się zapłaty za wy­pas ani za udój, dzie­li się na­to­miast w od­po­wied­niej pro­por­cji pro­dukcję sera uzy­skaną w ciągu całego se­zo­nu. Na Za­ku­kulu udój na miru usta­lał pro­dukcję sera następująco: 4 l mle­ka uzy­ska­ne z próbne­go udo­ju sta­no­wiły prze­licz­nik 32 kg sera za se­zon. De­pu­tat za­trzy­my­wał so­bie 4 l mle­ka (32 kg sera za se­zon) z miry od każdej kro­wy, a właści­cie­le krów za każdy litr mle­ka po­nad udział de­pu­ta­ta do­sta­wa­li 7 kg sera za se­zon. Za­sto­so­wa­no więc nie­ja­ko dwa prze­licz­ni­ki: de­pu­tat miał 8 kg sera za 1 l mle­ka z miry (bo 32 kg z 4 l), na­to­miast właści­cie­le 7 kg za każdy litr z miry po­nad udział de­pu­ta­ta. Te różnice wska­zują, że rze­czy­wi­ste do­cho­dy de­pu­ta­ta mu­siały być jed­nak większe niż wy­ni­kało to z usta­leń przy oka­zji miry.

Na Łabie­skiej również pro­du­ko­wa­no ser, a wiel­kość pro­duk­cji i po­dział usta­la­no na pod­sta­wie miry. Pro­por­cje po­działu wy­no­siły: 40% właści­ciel połoni­ny i 60% właści­ciel zwierząt, w re­la­cji: 1 l mle­ka z miry równa się 10 kg sera za se­zon (czy­li o po­nad 20% więcej niż na Za­ku­ku­lu). Ozna­cza to, że jeśli pod­czas próbne­go udo­ju uzy­ska­no od da­nej kro­wy, przykłado­wo, 10 l mle­ka, to właści­ciel kro­wy od­bie­rał 60 kg sera, na­to­miast właści­ciel połoni­ny po­wi­nien uzy­skać 40 kg, jako po­zo­stałą część pro­duk­tu. Trze­ba jed­nak pod­kreślić, że dochód de­pu­ta­ta wca­le nie musi zga­dzać się z kal­ku­lacją opartą na mi­rze, gdyż za­wie­ra on ry­zy­ko spad­ku mlecz­ności pod ko­niec se­zo­nu, a z dru­giej stro­ny możliwe jest też wydłużenie wy­pa­su. Co więcej, pierw­sze 14 dni wy­pa­su, przed mirą, to czas tzw. roz­do­ju, z którego mle­ko sta­no­wi dochód de­pu­ta­ta.

Re­kor­do­wy uzysk sera na Łabie­skiej w 1998 r. wyniósł 120 kg dla właści­cie­la kro­wy plus udział de­pu­ta­ta 80 kg zgod­nie z przyjętymi usta­le­nia­mi, co ozna­cza, że pod­czas miry udo­jo­no 20 l mle­ka. Na Za­ku­ku­lu pa­ste­rze twier­dzi­li, że z wia­dra mle­ka (12 l) wy­twa­rza się 1 kg sera i 250 g wur­dy. Tę ostat­nią niektórzy właści­cie­le krów za­bie­ra­li w całości, inni na­to­miast po­zo­sta­wia­li pa­ste­rzom. Aby więc za­pew­nić od­po­wied­nią ilość sera przy pro­por­cjach przyjętych na Za­ku­ku­lu - zakładając dla uprosz­cze­nia dzien­ny udój mle­ka śred­nio na po­zio­mie 10 l dzien­nie i mirę na po­zio­mie 15 l - trze­ba było wy­pa­sać zwierzęta znacz­nie dłużej, a to właśnie miało miej­sce na tej połoni­nie. Z 15 litrów miry 4 li­try (po 8 kg sera za litr, czy­li ra­zem 32 kg sera) do­sta­wał właści­ciel połoni­ny, a po­zo­stałe 11 litrów (po 7 kg sera z li­tra, czy­li ra­zem 77 kg sera) za­trzy­my­wał właści­ciel kro­wy. Cała pro­duk­cja po­win­na więc wy­nieść 109 kg sera, co przy powyższym prze­licz­ni­ku mle­ko:ser ozna­cza, że po­trze­ba na to 1308 l mle­ka, czy­li przy założonej prze­ciętnej mlecz­ności 10 l dzien­nie wy­pas mu­siał trwać 130 dni, co miało właśnie miej­sce na Za­ku­ku­lu.

Inne do­cho­dy pa­ste­rzy krów, to - po­dob­nie, jak przy wy­pa­sie owiec - żywność do­star­cza­na przez właści­cie­li krów.

Po stro­nie kosztów po­no­szo­nych przez pa­ste­rzy owiec można wyróżnić tyl­ko jedną po­zycję: war­tość soli dla zwierząt i kon­cen­tra­tu żywie­nio­we­go "com­bi-corn" (po wia­drze na krowę, co łącznie sta­no­wi równowar­tość około 5 hrw).

d) Do­cho­do­wość go­spo­dar­ki pa­ster­skiej

Dane ze­bra­ne pod­czas badań te­re­no­wych posłużyły do sza­cun­ko­wej oce­ny do­cho­du z go­spo­dar­ki pa­ster­skiej, ro­zu­mia­ne­go jako różnica między war­tością przy­chodów a kosz­ta­mi fi­nan­so­wy­mi. Jest to próba uprosz­czo­nej kal­ku­la­cji, w której uwzględnio­no tyl­ko niektóre, choć naj­ważniej­sze skład­ni­ki do­chodów i kosztów. Kal­ku­la­cja zo­stała ogra­ni­czo­na do wy­pa­su krów, gdyż nie udało się ze­brać wy­star­czających da­nych na te­mat do­chodowości wy­pa­su owiec. Nie­ja­sne jest przy tym, jaki jest w isto­cie przychód de­pu­ta­ta/wa­ta­ha, tzn. ja­kie jest jego wy­na­gro­dze­nie w na­tu­rze. Se­kret całko­wi­te­go do­cho­du tkwi w wiel­kości udo­ju mle­ka za cały se­zon, a więc przez znaczną część se­zonu nie jest pew­ne, czy mle­ka wy­star­czy na pro­dukcję sera przy­pa­dającą właści­cie­lom zwierząt, a w związku z tym, czy i jaka będzie nad­wyżka pro­dukcji dla pa­ste­rza-przed­siębior­cy.

Kal­ku­lację opar­to na następujących założeniach:

(a) sza­cun­ko­we wy­li­cze­nie do­ty­czy do­cho­du właści­cie­la połoni­ny/przed­siębior­cy i do­cho­du właści­cie­la bydła;

(b) w przy­pad­ku właści­cie­la połoni­ny: jego własne zwierzęta wli­czo­no do całego sta­da, od­po­wied­nio zwiększając przy­cho­dy fi­nan­so­we o fik­cyjną opłatę za wy­pas i do­je­nie;

(c) kosz­ty po­no­szo­ne przez właści­cie­li połonin uwzględniają wy­dat­ki fi­nan­so­we i kosz­ty ma­te­riałowe;

(d) w przy­pad­ku właści­cie­li zwierząt w osza­co­wa­niu przy­chodów uwzględnio­no war­tość su­row­ca-mle­ka oraz pro­duk­tu-sera, zależnie od kie­run­ku działalności. Po­mi­nięto ko­rzyści związane z cho­wem na połoni­nach bydła opa­so­we­go i jałówek;

(e) w kosz­tach właści­cie­li zwierząt po­mi­nięto ubez­pie­cze­nie zwierząt, wyżywie­nie pa­ste­rzy i kosz­ty ukry­te, ta­kie jak amor­ty­za­cja, którą należałoby uwzględnić, biorąc pod uwagę, że zwierzęta doj­ne sta­no­wią część sta­da za­ro­do­we­go, czy­li majątek trwały, którego prze­ciętny czas zużycia wy­no­si w przy­pad­ku kro­wy 12-15 lat;

(f) W większości przy­padków dochód uzy­ska­ny przez de­pu­ta­ta jest w isto­cie do­cho­dem ro­dzi­ny, gdyż człon­ko­wie ro­dzin pra­cują jako pa­ste­rze i do­jar­ki. Stąd w go­spo­dar­ce ro­dzinnej, zgod­nie z ka­te­go­rią do­cho­du rol­ni­cze­go, nie uwzględnia­no kosz­tu pra­cy, chy­ba że występowała pra­ca na­jem­na.

Wy­ni­ki kal­ku­la­cji, przed­sta­wio­ne w ta­be­lach 2 i 3, można zin­ter­pre­to­wać następująco:

(1) przede wszyst­kim zwra­ca uwagę ogrom­na różnica w do­cho­do­wości wy­pa­su ukie­run­ko­wa­ne­go na uzy­ska­nie pro­duk­tu (sera) i su­row­ca (mle­ka). Na Połoni­nie Łabie­skiej wy­pa­sa­no 14 krów doj­nych, na Ku­ku­lu 12 i 14, na Se­red­nem 12, na Worożeskiej I i Hry­ho­riw­ce po 20, na­to­miast dochód uzy­ska­ny na Łabie­skiej, gdzie pro­du­ko­wa­no ser, był po­nad trzy­krot­nie większy niż łączny dochód na po­zo­stałych połoni­nach, na których uzy­ski­wa­no wyłącznie su­ro­wiec;

(2) porówna­nie do­cho­do­wości pa­ster­stwa na połoni­nach, na których wy­twa­rza­no ser (Za­ku­kul i Łabie­ska):

(a) na Za­ku­ku­lu wystąpił efekt ska­li (40 doj­nych krów wo­bec 14 na Łabie­skiej);

(b) na Za­ku­ku­lu przed­siębior­ca przej­mo­wał 4 l mle­ka z próbne­go udo­ju, czy­li po prze­li­cze­niu za cały se­zon 32 kg sera. Z ko­lei na Łabie­skiej przed­siębior­ca przej­mo­wał 40% próbne­go udo­ju, czy­li 6 l przy próbnym udo­ju wy­noszącym 15 l, co po prze­li­cze­niu za cały se­zon dawało mu 60 kg sera;

(c) na Za­ku­ku­lu sto­so­wa­no mniej ko­rzyst­ne dla właści­cie­li krów prze­licz­ni­ki uzy­sku sera. Aby zre­ali­zo­wać pla­no­waną pro­dukcję trze­ba było wydłużać wy­pas, co per sal­do mu­siało przy­nieść przed­siębior­cy do­dat­ko­wy dochód. Na Łabie­skiej właści­ciel krów mógł uzy­skać z próbne­go udo­ju (na po­zio­mie 15 l) 90 kg sera w ciągu 90 dni wy­pa­su, na Za­ku­ku­lu z ta­kie­go sa­me­go próbne­go udo­ju 77 kg sera w ciągu 110 dni wy­pa­su. To spo­wo­do­wało, że w 2000 r., jak in­for­mo­wa­li pa­ste­rze z oko­licz­nych połonin, na Za­ku­ku­lu wy­pa­sa­no już znacz­nie mniej krów niż rok wcześniej, a w 2001 r. go­spo­da­rze od­da­li mlecz­ne kro­wy na inne połoni­ny;

(d) za­sad­ni­cza kwe­stia z punk­tu wi­dze­nia przed­siębior­cy, to czy uda mu się uzy­skać nad­wyżkę mle­ka, a za­tem wy­pro­du­ko­wać do­dat­kową ilość sera dla sie­bie? Ko­men­tarz na ten te­mat znaj­du­je się w punk­cie: "Za­sa­dy opłat i po­działu do­cho­du - wy­pas krów". Trze­ba pamiętać, że przed­siębior­ca po­no­si ry­zy­ko stra­ty pro­duk­cji, ale i ma również szansę uzy­skać nad­wyżkę. Ważną po­zycję do­cho­du przed­siębior­cy sta­no­wi wstępny "rozdój", trwający 14 dni, kie­dy mle­ko w całości przej­mu­je przed­siębior­ca, a do­pie­ro po tym cza­sie od­by­wa się próbny udój.

O ry­zy­ku fi­nan­so­wym przed­siębior­cy pisał Szu­chie­wicz w 1902 r. (I tom, str. 248): "Jeżeli lato mo­kre, wte­dy i mle­ka więcej, de­pu­tat "na­bi­ja więcej bryn­dzy", jeżeli zaś po­su­cha, wte­dy może mieć nie­dobór, "na­bi­je mniej bryn­dzy", jak obie­cał dać, to też musi gotówką dopłacić, in­a­czej nikt nie dałby na przyszłość swe­go bydła na wy­pas do nie­go".

(e) wy­pas ukie­run­ko­wa­ny na uzy­ska­nie su­row­ca (mle­ka) jest znacz­nie mniej do­cho­do­wy. Przy pa­sie­niu 12-20 krów doj­nych dochód przed­siębior­cy wy­no­sił około 400 hry­wien, a i to pod wa­run­kiem wy­ko­rzy­sta­nia własnych za­sobów pra­cy. Jest to eks­ten­syw­na go­spo­dar­ka, re­ali­zo­wa­na nie­ja­ko "przy oka­zji" wy­pasu własnych zwierząt;

(f) dochód z pra­cy na­jem­nej: dochód uzy­ski­wa­ny przez do­jarkę może być ilu­stracją bie­dy pa­nującej dziś na Ukra­inie. Do­jar­ka krów pra­cu­je na połoni­nie (Za­ku­kul) 110 dni za wyżywie­nie i łączną płacę 150 hry­wien, za do­je­nie w tym cza­sie 10 krów. Być może do­sta­je jesz­cze budz gor­sze­go sera wur­dy, z którego właści­ciel kro­wy nie­kie­dy re­zy­gnu­je. Jest to bar­dzo mało, choć trze­ba wie­dzieć, że i upo­sażenie w mia­stach wy­no­si obec­nie poniżej 100 hry­wien mie­sięcznie.

Przyszłościo­wym kie­run­kiem po­wi­nien być chów bydła opa­so­we­go na połoni­nach, a nie pier­wot­na (w sen­sie tech­no­lo­gicz­nym) pro­duk­cja sera. Wpro­wa­dze­nie opasów byłoby nie­ja­ko po­wro­tem do daw­nych tra­dy­cji, z czasów Ha­cqu­eta, Pola i Szu­chie­wi­cza, wy­ma­gałoby jed­nak ist­nie­nia otwar­tej go­spo­dar­ki ryn­ko­wej. Jeśli cho­dzi o pro­dukcję sera na połoni­nach, to nie należy za­po­mi­nać, że z jed­nost­ki pa­szy można uzy­skać po­nad trzy­krot­nie więcej białka w mle­ku niż w mięsie. Z tego względu pro­duk­cja sera mogłaby do­brze funk­cjo­no­wać w go­spo­dar­ce ryn­ko­wej pod wa­run­kiem założenia w górach nie­wiel­kich se­row­ni na wzór szwaj­car­ski, włoski czy fran­cu­ski, co zresztą przed 1939 r. wpro­wa­dza­li na Za­kar­pa­ciu Cze­si, a i pol­scy au­to­rzy (Swe­der­ski) pro­po­no­wa­li ta­kie roz­wiąza­nia. Jak więc widać, roz­wiąza­nia idące w kie­run­ku ko­mer­cja­li­za­cji go­spo­dar­ki pa­ster­skiej zmie­niłyby jed­nak do­tych­cza­so­wy "tra­dy­cyj­ny" kształt tej go­spo­dar­ki, przy czym sto­so­wa­nie roz­wiązań w nie­wiel­kiej ska­li nie za­grażałoby śro­do­wi­sku przy­rod­ni­cze­mu.

Co praw­da gru­pa połonin objętych ba­da­nia­mi nie po­zwa­lała na porówna­nia re­gio­nal­ne, nie­mniej jed­nak wy­da­je się, że na połoni­nach po daw­nej ga­li­cyj­skiej stro­nie ist­nie­je obec­nie większa ten­den­cja do uryn­ko­wie­nia pa­ster­stwa niż po stro­nie za­kar­pac­kiej, co sta­no­wiłoby odwróce­nie daw­nych re­la­cji.

Uzu­pełniające ob­ser­wa­cje do­ko­na­ne w se­zo­nie 2000 i 2001 r. po­zwo­liły stwier­dzić, że w przy­pad­ku wy­pa­su krów nastąpiła w tych la­tach dal­sza mar­gi­na­li­za­cja naj­bar­dziej do­cho­do­we­go kie­run­ku go­spo­dar­ki pa­ster­skiej - wy­ro­bu sera - na rzecz po­zy­ski­wa­nia sa­me­go mle­ka-su­row­ca. Pro­duk­cji sera za­prze­sta­no na Połoni­nie Za­ku­kul, na­to­miast na Łabie­skiej przy udo­ju i wy­ro­bie sera pra­co­wała w 2001 r. pra­wie osiem­dzie­sięcio­let­nia właści­ciel­ka połoni­ny oraz jej trzy wnucz­ki, w wie­ku 5, 7 i 9 lat. Pogłowie owiec na ba­da­nych połoni­nach spadło w ciągu dwóch lat o 40%, od­po­wied­nio zmniej­szyła się także pro­duk­cja sera i se­zo­no­we za­trud­nie­nie. Trud­no o in­ter­pre­tację przy­czyn tych zmian, zwłasz­cza że w ostat­nich la­tach ob­ser­wu­je się na Ukra­inie przyśpie­sze­nie re­form ryn­ko­wych i nie­wiel­kie ogra­ni­cze­nie kry­zy­su go­spo­dar­cze­go. Jeśli tak, to nie można wy­klu­czyć, że jed­nym z po­wodów jest postępująca zmia­na mo­de­lu kon­sump­cji na Ukra­inie, ob­ser­wo­wa­na zarówno w mia­stach, jak i na wsi.

No­wym i atrak­cyj­nym źródłem do­cho­du jest zbie­ra­nie grzybów. Kar­pac­kie lasy ob­fi­tują zwłasz­cza w bo­ro­wi­ki. W 1999 r. na Świ­dow­cu w niektórych wsiach po­wstały punk­ty sku­pu grzybów w związku z kon­trak­tem na sprze­daż grzybów na Węgry i do Czech. Nie wszy­scy pa­ste­rze mo­gli jesz­cze ko­rzy­stać z no­wej możliwości ze względu na od­ległość do skupów, ale grzy­biar­stwo, jeśli ko­niunk­tu­ra utrzy­ma się, będzie dla pa­ster­stwa dużą kon­ku­rencją. Miesz­kańcy wio­sek u podnóża Świ­dow­ca kon­trak­to­wa­li w 1999 r. ciężarówki, które ich do­wo­ziły co dzień wy­so­ko w góry. Grzy­by można zbie­rać co naj­mniej przez dwa mie­siące, a wy­traw­ny zbie­racz znaj­du­je dzien­nie kil­ka ki­lo­gramów grzybów. Ich cena w punk­tach sku­pu w leśnic­twach na skra­ju wio­sek wy­no­siła w 1999 r. 11 hry­wien za ki­lo­gram bo­ro­wików pierw­sze­go sor­tu i 4,50 hry­wien za dru­gi sort, ale z przy­bliżonych kal­ku­la­cji wy­ni­ka, że zbie­racz może za­ro­bić w ciągu se­zo­nu co naj­mniej 1000 hry­wien, sied­mio­krot­nie więcej niż do­jar­ka czy pa­stuch! Na­sza eki­pa była świad­kiem uzy­ska­nia przez zbie­racza w ciągu tyl­ko jed­ne­go dnia do­cho­du większe­go niż trzymie­sięczna płaca do­jar­ki (sic!).