1
Złowrogie wybrzeże
Miasto na klifach. Dziewiętnastowieczna rycina przedstawiająca centrum Odessy i port [Ze zbiorów autora]
Do Odessy nie tyle się przybywa, ile się na nią wpada. Od strony lądu nagle wyrasta na pontyjskim stepie, kiedyś porośniętym trawą, dziś pokrytym ukraińskimi gospodarstwami i reliktami radzieckiego rolnictwa przemysłowego. Nieznaczne pofałdowanie terenu, poprzecinanego schodzącymi do samego morza jarami i wąwozami, powoduje, że miasto jest właściwie niewidoczne, dopóki się w nim nie znajdziesz. "Tu jest step, a jard dalej już miasto - zanotował przeszło sto lat temu niemiecki podróżnik. - Można niemal sądzić, że nie wywarło żadnego wpływu na otoczenie"3.
Od strony morza Odessa wyrasta na szczycie długiego, niskiego klifu. Śródmieście wchodzi w pole widzenia dopiero po opłynięciu jednego z wydatnych przylądków, które osłaniają zatokę. Na dalekich przedmieściach sterczą wysokie blokowiska, ale stare centrum wydaje się dziwnie nieobecne, dopóki statek nie ustawi się dziobem na małą latarnię morską na końcu falochronu. "I znów mieliśmy przed oczami Europę", napisał francuski podróżnik w latach czterdziestych XIX wieku, wspominając chwilę, gdy ujrzał rysujące się na tle nieba gmachy publiczne Odessy4. To samo odczucie powraca w relacjach wielu cudzoziemców i rodowitych odesyjczyków. Niskie dachy i targane wiatrem drzewa zapowiadają miasto marzeń, które wyłania się z nicości jak pulsujący punkt na pustym horyzoncie na styku stepu, morza i nieba.
Jeszcze dzisiaj do Odessy najlepiej przybyć drogą morską, doświadczając podobnych wrażeń jak starożytni Grecy, pierwsi odnotowani w źródłach podróżnicy, którzy dotarli do tego regionu. Brzeg wślizguje się w zasięg wzroku długą linią niskich klifów z ciemnobrunatnego wapienia, które w pełnym blasku dnia przybierają matowopomarańczową, a czasem nawet różową barwę. Dla egejskich żeglarzy, którzy od wielu dni płynęli wzdłuż wybrzeża, wpatrując się w monotonię kołysanych wiatrem traw i pomarszczonej powierzchni morza, musiał to być fantastyczny widok. Nadal wywiera potężne wrażenie. Szeroka zatoka, oskrzydlona niedostępnymi urwiskami górującymi kilkaset stóp nad plażą, gościnnie otwiera swe lazurowe wody, odcinające się ostro od wpadającego w czerń granatu morza.
W niektórych częściach wybrzeża Morza Czarnego ląd kończy się imponującymi, porośniętymi lasem górami, które staczają się prosto do wody. Gdzie indziej opada gwałtownie potężnymi wapiennymi klifami, a ciemne fale rozbijają się z hukiem o szarozielone ściany. Lecz w pobliżu Odessy, na północno-zachodnim skrawku morza, woda nie tyle spotyka się z lądem, ile go dopełnia. Płaska ziemia zsuwa się łagodnie w słonawą płyciznę. Dno morskie, tu i ówdzie pokryte zwartą masą wodorostów i glonów, tworzy przedłużenie stepu, bezkresnej prerii niegdyś porośniętej falującą ostnicą i kostrzewą, a dziś podzielonej na zaorane i obsiane pasy gruzłowatej roli w barwach czerni i brązu.
Jeśli ktoś ze starożytnych uznał wysoki klif, na którym leży dzisiejsza Odessa, za godną uwagi lokalizację, zapomniał o tym napomknąć. Szeroka zatoka musiała być znana wczesnym żeglarzom, lecz żadne z zachowanych źródeł nie wspomina o istnieniu w tym miejscu stałego osadnictwa. Inne miasta nad Morzem Czarnym - brudny rumuński port Konstanca, Sewastopol ze słynną bazą rosyjskiej marynarki wojennej czy klejnot regionu Stambuł - szczycą się starożytnym rodowodem. Lecz nie Odessa. Poza otwartą dla porywistych północno-wschodnich wiatrów zatoką miejsce to miało niewiele do zaproponowania. Miasto, które widać z pokładu statku wycieczkowego czy promu, powstało całkiem niedawno i od dwustu lat upaja się, a zarazem ubolewa nad tym, że nie ma długiej historii5.
Odkrywcy znajdowali ciekawsze przystanie gdzie indziej. Żeglarze z rejonu Morza Śródziemnego, przybywający w łodziach wiosłowych o małym zanurzeniu, skolonizowali znaczną część wybrzeża Morza Czarnego prawdopodobnie na początku I tysiąclecia przed naszą erą, zaczynając na południu i stopniowo przesuwając się coraz dalej na północ. Były to niezwykle atrakcyjne obszary. Południowe i wschodnie wybrzeże dostarczało szlachetnych metali. Mit o Jazonie i wyprawie Argonautów po złote runo może się odnosić do czasów, gdy greccy kupcy przeczesywali nadmorskie tereny dzisiejszych Turcji i Gruzji w poszukiwaniu złota, płukanego przez tubylców w wartkich rzekach Gór Pontyjskich i gór Kaukazu. Północ zapewniała dostęp do równin interioru, a co za tym idzie, do zbóż uprawianych przez barbarzyńskie ludy, które już tam mieszkały, kiedy pierwsi śródziemnomorscy żeglarze zapuścili się na północ ze swoich cieplejszych, bardziej słonych mórz.
Herodot, grecki historyk żyjący w V wieku przed naszą erą, osobiście odwiedził obszar nadczarnomorski albo, co bardziej prawdopodobne, nasłuchał się niestworzonych opowieści, które docierały z północy do jego rodzinnego miasta Halikarnasu, wzdłuż zachodniego wybrzeża dzisiejszej Turcji. W jego czasach w rejonie Morza Czarnego krzyżowały się rozmaite wpływy kulturowe i polityczne. Ziemie na północnym brzegu morza zamieszkiwali Scytowie. Tym wspólnym mianem Grecy określali rozmaite niegreckie plemiona pasterzy, rolników i koczowników, które w jakimś stopniu jednoczyła wspólnota obyczajów i wierzeń. Herodot opisał w Dziejach ludy żyjące przy ujściach Dniepru, Bohu i Dunaju, w okolicach przyszłej Odessy. Kallipidowie i Alizonowie byli, jak pisał, "helleńskimi Scytami", potomkami greckich kolonizatorów i miejscowych kobiet, przypominającymi Scytów ubiorem i obyczajami, ale uprawiającymi też cebule, pory, soczewicę i proso, częściowo na własne potrzeby, a częściowo na eksport.
Dla Herodota Dniepr, który znał pod nazwą "Borystenes", stanowił pewnego rodzaju granicę. Na wschód od rzeki grasowały bandy wojowniczych Scytów, niemające szacunku dla cudzoziemców. Byli także Androfagowie (dosłownie "ludożercy"), którzy mieszkali na skraju bezkresnej pustyni. Inne ludy wędrowały po pozbawionej drzew prerii lub prowadziły nieustanne wojny i porywały niewolników. Na zachód od Dniepru Grecy i Scytowie utrzymywali ze sobą rozległe kontakty, bogacąc się na handlu ze światem śródziemnomorskim. Równiny nawadniane przez Borystenes i jego dopływy stanowiły istny raj; autor Dziejów uważał tę rzekę za "nastręczającą [...] największe korzyści, nie tylko wśród rzek scytyjskich, lecz także wśród wszystkich innych rzek - z wyjątkiem egipskiego Nilu"6. Jej brzegi porastały bujne pastwiska. W wodach kłębiły się olbrzymie ławice ryb. Nadmorskie niziny zalewowe dawały sól używaną do marynowania ryb, przysmaku wysławianego przez greckich i rzymskich smakoszów, mimo że - jak ostrzegał w I wieku naszej ery Pliniusz Starszy - "powodował bolesne wzdęcia"7.
Materialne ślady tej cywilizacji - częściowo autochtonicznej, częściowo grecko-rzymskiej - do dziś można zobaczyć na północno-wschodnim wybrzeżu Morza Czarnego na stanowiskach archeologicznych takich jak Olbia i Chersonez Taurydzki na Półwyspie Krymskim czy Istria w Rumunii. Kamienne domy stały przy wąskich ulicach, z których część została utwardzona i wyposażona w skomplikowany system odprowadzania nieczystości. Zbudowane z głazów falochrony sięgały daleko w morze, witając statki śródziemnomorskich żeglarzy i małe łodzie żaglowe z innych miast, emporiów i dalekich faktorii handlowych. Od czasu pierwszych greckich wypraw miasta te były wielokrotnie niszczone, powstawały z gruzów i zmieniały swój charakter, jednak wykopaliska dają pewne wyobrażenie o tym, jak żyło się w starożytności w miejscu, które Grecy z basenu Morza Śródziemnego uważali za prawdziwy koniec świata.
Miasta takie jak Olbia, Chersonez Taurydzki i Istria przetrwały mniej więcej pół tysiąca lat. W pewnych okresach rozwijały się i zwiększały wpływy, w innych padały ofiarą łupieskich wypraw. Kontakty kolonistów z miejscową ludnością skutkowały nie tylko rozwojem przyjaznych stosunków handlowych, lecz także krwawymi wojnami. Wielu Greków uważało mieszkańców obszarów nad Morzem Czarnym za nieokrzesanych i skłonnych do przemocy prostaków, ale według niektórych autorów to właśnie cudzoziemscy koloniści byli źródłem problemów społecznych. "Nasz sposób życia prawie wszystkim ludom przyniósł zmianę na gorsze - pisał grecki geograf Strabon - wprowadzając zbytek i rozkosze zmysłowe, a także, dla zaspokojenia tych żądz, nikczemne podstępy, które wiodą do niezliczonych aktów chciwości"8.
Strabon sam był produktem Nadczarnomorza. Przyszedł na świat w starej greckiej kolonii Amaseji na południowym wybrzeżu (dzisiejszej tureckiej Amasyi). Wychowany w greckojęzycznym środowisku, w zielonych dolinach schodzących ku roziskrzonym, kamienistym plażom, z natury rzeczy miał więcej zrozumienia dla ojczystej części świata i postrzegał ją w bardziej zniuansowany sposób niż wielu cudzoziemców, jak choćby poeta Owidiusz wygnany z Rzymu na zachodnie wybrzeże Morza Czarnego w 8 roku naszej ery za obrazę cesarza Augusta. Nawykły do wygód rodzinnej Abruzji i willi na rzymskim Kapitolu, Owidiusz uważał miejsce przymusowego relegatio za wyjątkowo nieprzyjemne. Grecka i łacińska nazwa Morza Czarnego - Pontus Euxinus - dosłownie oznacza "gościnne morze". Ale Owidiusz zupełnie nie podzielał tego poglądu. "Zwą je gościnnym - stwierdził lakonicznie w jednym ze swoich listów. - Kłamią"9.
Po ulicach miast wałęsali się barbarzyńcy, w srogie zimy z soplami lodu w długich brodach. Bandyci z głębi lądu spadali jak burza na posługujących się greką żeglarzy, pionierów i politycznych banitów, z których składała się ludność kolonii. Pod koniec okresu rzymskiego nieustanna rywalizacja pomiędzy interiorem a wybrzeżem zakończyła się zwycięstwem tego pierwszego. Region, niegdyś porównywany przez greckich autorów do Egiptu (którego mieszkańców uważali za najbardziej cywilizowane społeczeństwo greckiego świata), znów stał się zupełnie niezrozumiały dla większości cudzoziemców.
Tysiąc lat później, w XIII i XIV wieku naszej ery, włoskie miasta-państwa odnowiły starożytne związki świata śródziemnomorskiego z Nadczarnomorzem. Militarne i handlowe potęgi późnego średniowiecza i odrodzenia, Genua, Piza i Wenecja, zbudowały światowe imperia zysku, których wpływy sięgały Morza Czarnego i ziem na jego zapleczu. Morze Czarne stanowiło niezwykle ważną drogę wodną, zapewniającą połączenie z Azją Środkową i jeszcze dalej, ze szlakiem lądowym do Chin.
Włoskie miasta i miasteczka, w większości powstałe na miejscu dawnych greckich kolonii, rozkwitały jako punkty węzłowe rozbudowanej sieci handlowej. Śladami wyładowanych zbożem i marynowaną rybą greckich okrętów statki o pękatych kadłubach, należące do włoskich firm kupieckich, przemierzały wzdłuż i wszerz Morze Czarne, przywożąc jedwab, futra oraz tatarskich, czerkieskich i gruzińskich niewolników, niezwykle cenionych na europejskich dworach, które potrzebowały służby, a także wioślarzy do wojennych i handlowych galer. Towarzystwa handlowe usunęły w cień dominującą siłę polityczną epoki - imperium bizantyńskie ze stolicą w Konstantynopolu - uzależniając od siebie finansowo mówiących po grecku Bizantyjczyków jako ich dostawcy i wierzyciele, co nie uszło uwagi współczesnych autorów, ostro krytykujących "arogancję owych władców Morza Czarnego"10.
Genueńscy żeglarze, weneccy poborcy podatkowi i florenccy bankierzy zdążyli tak dobrze poznać region Morza Czarnego, że podróżnicy w rodzaju Marca Pola mogli wyrażać się o nim z wystudiowaną nonszalancją. "Jedynie o Wielkim Morzu [Morzu Czarnym] nie mówiliśmy nic ani o prowincjach dookoła niego leżących [...] - stwierdził pod koniec XIII wieku - wielu bowiem te kraje zwiedza i żegluje po nich stale, więc dobrze są znane. [...] i dlatego pomijam je milczeniem i nie mówię o nich wcale"11.
Marco Polo pisał głównie o południowym i wschodnim wybrzeżu, które zapewniało dostęp do bogactw Azji Środkowej, subkontynentu indyjskiego i Chin. O ile północno-zachodni brzeg morza był jednym ze spichlerzy starożytności, zaopatrującym w jęczmień i proso Ateny oraz inne greckie miasta-państwa w okresie ich szczytowej potęgi, o tyle na rozkwicie światowego handlu w epoce renesansu najbardziej skorzystały wschodnie rejony wybrzeża. Pokolenia ludzi interesu zbijały i traciły fortuny we włoskich faktoriach Kaffa na Krymie czy Tanais nad Donem. W wydanym na początku XIV wieku we Florencji szczegółowym poradniku biznesmena La pratica della mercatura (łączącym praktyczne podejście Rough Guide z entuzjastyczną propagandą izby handlowej) Francesco Balducci Pegolotti wśród niezliczonych towarów przechodzących przez czarnomorskie porty wymienia: wosk, żelazo, cynę, miedź, pieprz, przyprawy, bawełnę, ser, oliwę, jabłka, jedwab, szafran, złoto, perły, kawior i bydlęce skóry12.
Podstawą tego handlu były jednak te same relacje - obustronnie korzystne, choć często napięte - pomiędzy wybrzeżem a interiorem, które w starożytności umożliwiły rozkwit greckich kolonii. Partnerem włoskich żeglarzy i kupców nie byli już jednak Scytowie, którzy kilkaset lat wcześniej rozpłynęli się we mgle wędrówek ludów, mieszanych małżeństw i najazdów. Był nim jeden z bezliku koczowniczych i osiadłych ludów, które kontrolowały step przez tysiąclecie dzielące Marca Pola od Herodota - Tatarzy.
Tatarzy byli spadkobiercami Złotej Ordy, ostatnią pozostałością wielkiej wędrówki ludów z Azji Środkowej, która towarzyszyła podbojom Czyngis-chana na początku XIII wieku. Po rozpadzie państwa Czyngis-chana Złota Orda zawładnęła znaczną częścią zachodnich obszarów eurazjatyckiego stepu i panowała nad ogromnymi połaciami imperium, przemierzanymi wzdłuż i wszerz przez tureckich pasterzy, włoskich kupców, emisariuszy europejskich władców i nieustraszonych misjonarzy. Europejscy podróżnicy oburzali się na barbarzyństwo tatarsko-mongolskich koczowników, których obyczaje i tradycje wydawały się antytezą oświecenia i cywilizacji. Jednak opisane w relacjach bezpośrednie doświadczenia Europejczyków często przeczyły ich własnym przesądom.
W latach czterdziestych XIII wieku papież Innocenty IV wysłał do wielkiego chana Mongołów (Tatarów) zakonnika, powierzając mu misję nawiązania stosunków dyplomatycznych. Brat Jan di Piano Carpini był przekonany, że koczownicy są barbarzyńcami. "Zabójstwo obcych ludzi uchodzi u nich za nic", pisał. Jednakże ze spisanej przez niego relacji z tej podróży wyłania się obraz kosmopolitycznej kultury erudycji i wymiany idei, pozostającej co prawda w nieustannym ruchu, ponieważ Tatarzy wędrowali za swoimi stadami owiec, bydła i koni po szerokim stepie aż do wybrzeży Morza Czarnego i Morza Kaspijskiego. W czasie długiego oczekiwania na audiencję u mongolskiego władcy brat Jan odkrył ku swojej konsternacji, że sekretarze chana potrafią pisać po arabsku, rosyjsku i tatarsku, podczas gdy on sam posługiwał się w piśmie wyłącznie łaciną. Po wielu nieporozumieniach i impasie wspólnym wysiłkiem zdołali przełożyć wielojęzyczne myśli chana na łaciński tekst, który Jan mógł wreszcie zawieźć swojemu papieżowi13.
Z czasem Złotą Ordą, podobnie jak jej potężniejszą mongolską poprzedniczką, zaczęły wstrząsać wewnętrzne tarcia i spory dynastyczne. W końcu rozpadła się na mozaikę rozrzuconych po Eurazji małych chanatów rywalizujących o kontrolę nad szlakami handlowymi z nowymi chrześcijańskimi potęgami regionu: z Wielkim Księstwem Moskiewskim rozciągającym się na północ od pasa stepów, któremu pod koniec XIV wieku udało się zrzucić jarzmo mongolsko-tatarskiej dominacji, oraz z Litwą, która również zaczynała powiększać swoje terytorium kosztem Złotej Ordy, a w latach sześćdziesiątych XIV wieku sięgała po dolny bieg Dniepru. Koczownicy ze Wschodu, niegdyś budzący postrach w Europie (co skłaniało europejskich władców do wysyłania w dalekie podróże emisariuszy w rodzaju brata Jana), przestali pełnić funkcję pośredników handlowych, którymi byli w epoce średniowiecza. Wymiana z Chinami osłabła i włoskie faktorie nad Morzem Czarnym zaczęły podupadać.
Gdy rozległe obszary ziemi przechodziły z rąk do rąk w wyniku decydujących bitew lub sukcesji tronu, w tle doniosłych zmian politycznych życie toczyło się tak samo jak dawniej. Rybacy, kupcy i rolnicy nadal żyli od wiosny do wiosny. Przemarsze wojsk niszczyły zasiewy. To, co zostało na polu, pożerała szarańcza. Krowy nie chciały się cielić albo jagnięta rodziły się przed czasem. Przybycie okrętów pod nieznaną banderą oznaczało, że w jakimś dalekim zamorskim kraju zaszła tajemnicza zmiana. Sensownie lokalny charakter przyszłej Odessy zwiastowały losy jej najstarszego przodka, małej smaganej wiatrem osady, która wyrosła w miejscu krzyżowania się wpływów dwóch rywalizujących ze sobą imperiów.
Nim stał się Odessą, Hadżibej był zapadłą dziurą na nadmorskich klifach. Początki wioski toną w mrokach zapomnienia, ale według miejscowej tradycji założył ją tatarski wódz Hadżi-bej, od którego imienia wzięła swoją nazwę. Podobno Hadżi-bej, szukając wsparcia przeciwko wewnętrznym rywalom i napadom koczowników, oddał zachodnią część podległych mu obszarów Wielkiemu Księstwu Litewskiemu, nowej militarnej i politycznej potędze wyrastającej wówczas na terenach dzisiejszej Litwy, Białorusi i zachodniej Ukrainy. Osada Hadżibej weszła nominalnie w skład Wielkiego Księstwa Litewskiego, ale życie w niej toczyło się dawnym torem. Miejscowi Tatarzy hodowali bydło, wadzili się z sąsiadami o pastwiska i sprzedawali zboże i zwierzęta ludom mieszkającym w głębi lądu - od dalekich Polaków i Litwinów po bliższych Mołdawian14.
Na początku XIV wieku, kiedy osada Hadżibej po raz pierwszy pojawia się w źródłach pisanych, dominującą siłą w regionie byli Litwini, ale już sto lat później na południu Nadczarnomorza wyrosła zupełnie nowa potęga, która szybko zaczęła powiększać swoje wpływy. Po zdobyciu Konstantynopola w 1453 roku muzułmańscy Osmanie zbudowali drapieżne imperium. Turcy osmańscy - grupa sprzymierzonych tureckojęzycznych plemion, które dużo wcześniej przybyły z Azji Środkowej - stopniowo podbijali albo wchłaniali chrześcijańskie społeczności mówiących po grecku rolników i koczowniczych pasterzy na zewnętrznych obrzeżach Bizancjum. Tureccy władcy, noszący dziedziczny tytuł sułtana, wywodzili swój ród od Osmana I, który rządził w latach dziewięćdziesiątych XIII wieku i od którego imienia pochodzi nazwa dynastii. Choć sami żarliwie wyznawali islam, stworzyli imperium w najprawdziwszym znaczeniu tego słowa: zbiór luźno powiązanych ze sobą ludów i terytoriów, zjednoczonych pod berłem jednego przywódcy politycznego i rządzonych za pośrednictwem potężnej machiny podatków, danin i wspólnych działań wojennych.
Kiedy wojska osmańskie wkroczyły do Konstantynopola, Cesarstwo Bizantyńskie znajdowało się w stanie wewnętrznego rozkładu - było zaledwie upiornym cieniem wspaniałego Nowego Rzymu sprzed wieków. Turecka armia od wielu lat prowadziła podboje w południowo-wschodniej Europie, omijając stolicę cesarstwa i nękając chrześcijańskich królów i książąt na Bałkanach, od Serbii po Mołdawię. Po zdobyciu Konstantynopola w latach dwudziestych XVI wieku sułtan zdołał wreszcie w pełni podporządkować sobie wszystkich liczących się władców w regionie, którzy złożyli mu hołd w zamian za zachowanie bezpośredniej władzy nad własnymi poddanymi. Sułtan panował teraz nad całym wybrzeżem Morza Czarnego, choć często musiał czynić to za pośrednictwem lokalnych dostojników. Morze Czarne, kontrolowane przez tureckie okręty wojenne, które strzegły dostępu przez cieśniny Dardanele i Bosfor, stało się wodną prowincją najpotężniejszego imperium islamskiego w historii.
Odeski port na widokówce z początków XX wieku [Ze zbiorów autora]
Wieśniacy żyjący w osadach takich jak Hadżibej zostali poddanymi sułtana, często nawet o tym nie wiedząc. Czasem było trudno w to uwierzyć. Grasujący po Morzu Czarnym korsarze łupili osmańskie okręty, napadali nawet na leżącą w sercu imperium Anatolię i od czasu do czasu zagrażali samemu Konstantynopolowi. Piraci byli produktem nadmorskiego pogranicza tureckiego imperium; załogi korsarskich statków rekrutowały się spośród zbiegłych chłopów z państwa polsko-litewskiego i Wielkiego Księstwa Moskiewskiego, miejscowych muzułmanów i koczowniczych hodowców bydła, którzy zaczęli tworzyć wyraźnie odrębne społeczności określane wspólnym mianem Kozaków. Grupy Kozaków pojawiły się w połowie XVI wieku jako główna siła na styku wpływów władzy polsko-litewskiej i osmańskiej, oferując pirackie usługi (nazwa "Kozak" prawdopodobnie pochodzi od tureckiego słowa "kazak" oznaczającego człowieka wolnego) temu panu, który chciał więcej zapłacić. Rozbój i korsarstwo dawały spory zarobek, ale Kozacy tak jak inni mieszkańcy pogranicza zajmowali się również rolnictwem, hodowlą zwierząt i rybołówstwem na porośniętych bujną trawą naddnieprzańskich równinach.
Francuski inżynier wojskowy Guillaume de Beauplan, naoczny świadek kozackich napadów w XVII wieku, pozostawił plastyczny opis Kozaków i ich egzystencji związanej z akwenami, przedstawiając ich nie jako legendarnych kawalerzystów, którymi stali się później, lecz jako zręcznych i śmiałych żeglarzy, dowodzących małymi rzecznymi stateczkami, które w razie potrzeby można było dostosować do żeglowania po morzu. Jak odnotował w swoim Opisaniu Ukrainy:
Liczba ich dochodzi dziś do 120 000 ludzi, wprawionych w boju i gotowych stawić się w niespełna osiem dni na rozkaz wydany z polecenia królewskiego [króla Polski]. Są to ludy, które często, niemalże co roku, czynią wycieczki na Pontus Euxinus, z wielką dla Turków szkodą. Nieraz Krym złupili, należący do Tatarii, spustoszyli Anatolię, puścili z dymem Trapezunt, a nawet zdarzyło im się wypadać aż do ujścia Morza Czarnego [Bosforu], o trzy mile od Konstantynopola, gdzie ogniem i mieczem wszystko pustoszyli, powracając z wielkimi łupami i niewolnikami - głównie dziećmi. Zatrzymują je na swoje usługi lub darowują panom15.
Jak pokazują łupieżcze napady Kozaków, w XVII wieku bezpośrednia kontrola państwa osmańskiego nad obszarami na północ od Morza Czarnego była bardzo niewielka poza okresami działań wojennych, kiedy to wojska tureckie pustoszyły wsie, paląc zbiory i konfiskując zwierzęta. Ale nawet wówczas kolejni sułtani byli zależni od skomplikowanych powiązań z chrześcijańskimi monarchami i z wyznającymi islam Tatarami krymskimi, regulowanych przez zawarte układy i podległość lenną. Konstantynopol utrzymywał nieciągłą kontrolę nad północnym wybrzeżem Morza Czarnego do momentu, gdy Rosja - nowe imperialne mocarstwo - rzuciła wyzwanie hegemonii sułtana, przesuwając swoje granice na południe. Bogactwa Morza Czarnego i położonych nad nim obszarów (między innymi zboże, stada owiec i bydła oraz drewno) od wieków stanowiły potężną pokusę dla rywalizujących ze sobą mocarstw. Jednakże morze zapewniało jeszcze dwie inne korzyści, na których szczególnie zależało Rosjanom: porty, nieskute przez większość zimy lodem, oraz dostęp do Morza Śródziemnego.
Za panowania Piotra Wielkiego Rosja dokonała serii wypadów przeciwko Turkom osmańskim i ich wasalom. Południowe wyprawy Piotra, podejmowane w ostatnim dziesięcioleciu XVII wieku i w pierwszym dziesięcioleciu XVIII wieku, nie przyniosły jednak trwałych rezultatów. Dopiero Katarzyna Wielka, dzięki połączeniu śmiałej strategii, nowoczesnej techniki i przebiegłej dyplomacji, zdołała poważnie zagrozić Osmanom oraz Tatarom krymskim, którzy zostali na Krymie po Złotej Ordzie i odgrywali znaczącą rolę na północnym wybrzeżu Morza Czarnego.
Kolejne kampanie wojenne Katarzyny w latach 1768-1774 odepchnęły wojska osmańskie na południe, przynosząc zdobycze terytorialne, które uczyniły z Rosji nową potęgę w regionie nadczarnomorskim. Caryca przejęła kontrolę nad starymi osmańskimi twierdzami: Kinburn, Jenikale i Kercz, które broniły dostępu do Dniepru i Bohu oraz do płytkiego, bogatego w ryby Morza Azowskiego. Zgodnie z warunkami układu pokojowego, zawartego przez Rosję z Konstantynopolem, Tatarzy krymscy przestali być poddanymi sułtana, chociaż nadal było im wolno uznawać go za kalifa, duchowego przywódcę wszystkich muzułmanów. Okręty pod rosyjską banderą mogły odtąd swobodnie przepływać na Morze Czarne z Morza Śródziemnego, na czym ogromnie zyskał rosyjski handel na północ od Morza Czarnego.
Na rozkaz Katarzyny ruszyła intensywna budowa okrętów dla nowej floty wojennej i handlowej. Na zajętych przez Rosję terenach powstawały nowe ośrodki miejskie, niewielkie, ale mające duży potencjał osady, które szybko zaczęły przyciągać kupców i imigrantów spoza niepewnych granic imperium, a nawet zza morza. Jak zauważył jeden z autorów: "Miasta te [...] a także liczne wsie, które nagle jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać w kraju zamieszkiwanym dotąd przez gardzących prawem bandytów i hordy koczowników, teraz pełne są Rosjan, porzucających wędrowny tryb życia Tatarów i licznych kolonistów, zwłaszcza Greków i Ormian, przybywających z sąsiednich prowincji tureckiego imperium"16.
Osadnictwo rozwijało się również w głębi lądu, wzdłuż dolnego biegu Dniepru i Bohu, ale w oddalonych od cywilizacji miejscach takich jak Hadżibej, w nadmorskich wioskach, kozackich siołach i obozach Tatarów wojenne plany królów i sułtanów wywierały znacznie mniejszy wpływ na codzienne życie niż nadejście deszczy, sezonowe wędrówki ryb czy dostępność wody pitnej i lizawek podczas zimowej wędrówki ze stepu na porośniętą trawą nadmorską równinę. Wczesne nadejście mrozów czy huczne wesele najstarszej córki mocniej zapadały w pamięć niż koronacja nowego monarchy lub zajęcie stolicy przez obce wojska. Sytuacja zaczęła się zmieniać w latach osiemdziesiątych XVIII wieku, kiedy nowa wojna rosyjsko-turecka skupiła uwagę świata na części Morza Czarnego, dotąd omijanej przez kupców i podróżników: na płytkich zatoczkach i trawiastych równinach północno-zachodniego wybrzeża, wraz z usytuowaną na zakurzonym klifie wioską Hadżibej.