MŁODY BILL RAMSEY
W młodym Billu Ramseyu nie było niczego szczególnego.
Lubił sport, dziewczyny, filmy i spacery po mieście, które szykowało się na przyjęcie turystów. Bill chętnie sobie wyobrażał, że on też jest tu gościem, ze sporą garścią drobnych brzęczących w kieszeni i perspektywą spotkania jakiejś słodkiej, ślicznej dziewczyny, które zawsze podążały za swoimi wystrojonymi, porządnymi matkami.
Od najmłodszych lat Bill podejmował różne prace. Brytyjska tradycja klasy robotniczej jest dość prosta: od momentu, gdy jesteś w stanie podnieść młotek, obsługiwać łopatę lub ciągnąć pojemnik na śmieci, pracujesz.
Bill zatem pracował i to też była dobra rzecz, ponieważ w gimnazjum przy Hamstel Road był uczniem raczej nijakim, podobnie później, kiedy uczęszczał do szkoły średniej dla chłopców w Southchurch Hall. Był jednak wyjątkowo dobry z angielskiego i francuskiego. Kochał oba języki i uwielbiał opowieści.
W żadnym razie nie był głupi - kilku jego nauczycieli zauważyło, że Bill w istocie wykazywał wielką intelektualną ciekawość - nigdy jednak nie uczył się systematycznie. Zawsze był jakiś mecz piłki nożnej - Bill stał na bramce - albo dziewczyna, do której się zalecał, albo film do obejrzenia.
Bill kochał zwłaszcza filmy.
Sobotnie poranki, gdy wraz z dziesiątkami innych dzieci z klasy robotniczej siedział w uświęconej ciemności, były wielkim, świętym rytuałem. W tamtych czasach większość chłopców w jego wieku lubiła amerykańskie westerny. Dla Anglika Dziki Zachód był praktycznie innym światem - szerokimi, otwartymi przestrzeniami, krzyczącymi dziko Indianami i kultowymi bohaterami, takimi jak John Wayne i Randolph Scott.
Filmy były dla Billa wielką ucieczką. Uwielbiał siedzieć ze swoim popcornem i przenosić się do innych krajów i czasów. Bez względu na to, jak źle mogło się od czasu do czasu toczyć prawdziwe życie, filmy zawsze były przyjaciółmi.
W końcu biznes turystyczny, którym Southend-on-Sea cieszył się przez tyle dziesięcioleci, prawie zaniknął. Anglikom generalnie wiodło się lepiej, a zagraniczne wakacje stały się modniejsze i tańsze.
Bez względu na powody, Southend-on-Sea nie mogło już liczyć na dochody z turystyki. W rezultacie to małe miasto przeszło ciężki okres, zanim ponownie znalazło swoją niszę. Wielu Południowców zaczęło podejmować pracę w Londynie, sześćdziesiąt pięć kilometrów w dół autostrady.
Charakter miasta uległ zmianie. Tu i tam sklepy zaczęły się zamykać. W wesołym miasteczku panowała cisza, nawet w letnie noce. A Southend-on-Sea nie było już naturalnym miejscem zabaw dla mieszkańców. Teraz był nim Londyn.
Na szczęście w Southend-on-Sea ostatecznie znalazły się dwa ważne biura rządowe, a nieco później stanęła tam również siedziba dużej firmy obsługującej karty kredytowe - i tak gospodarka wróciła przynajmniej do pozorów dawnej formy.
Na początku lat sześćdziesiątych grupa amerykańskich intelektualistów, pozbawionych praw wyborczych, uczestniczyła w ruchu literackim, który stał się znany jako Pokolenie Bitników. Cechami tego ruchu były poezja, marihuana i wolna miłość - tak to w każdym razie widziała "odpowiedzialna" prasa amerykańska.
W Anglii zaistniał podobny ruch, ale tam jego zwolennicy znani byli jako Młodzi Gniewni, a sama idea, w przeciwieństwie do jej amerykańskiego odpowiednika, obejmowała przede wszystkim ruch robotniczy. Z soboty na niedzielę, poetycka, ale ponura powieść o młodym brytyjskim robotniku stała się osią dla Młodych Gniewnych. W rezultacie był to dobry czas na to, by w Londynie i okolicach być "robolem": po raz pierwszy w historii Wielkiej Brytanii młodzi robotnicy mieli w sobie romantyczną mistykę.
Bill Ramsey, który właśnie skończył dwadzieścia lat, doskonale zdawał sobie sprawę ze zmiany społecznej. Po tym, jak w 1958 roku zrezygnował z nauki w szkole średniej, dwa lata przed jej ukończeniem, pracował ciężko w branży budowlanej, zanim odkrył, ku swej wielkiej uldze i zyskom, że ma prawdziwy talent do stolarki. Jego dochody poprawiły się, podobnie jak samoocena.
Nieżonaty Bill szukał "dobrego życia", jakim żyło się w ówczesnym Londynie. Zespoły takie jak The Beatles czy The Rolling Stones miały stać się wielką sensacją, a piękne egzotyczne "ptaki", jak Twiggy - miały zrewolucjonizować branżę modową. To był niezły czas dla zdrowego, szczęśliwego młodzieńca z pieniędzmi w kieszeni i chęcią do zabawy, i Bill skorzystał z możliwości. Wiele razy kładł się do łóżka po północy, ale do pracy wstawał z kurami.
W 1965 roku Bill ożenił się z Abby. Dość szybko na świecie pojawiła się trójka ich dzieci - Ann, Gail i Ted. Czasy hulanek Bill miał za sobą.
Zasiedział się w życiu tego rodzaju, które pokolenia robotników uważały za satysfakcjonujące, nawet jeśli nieco nudne. Nauczył się zmieniać pieluchy. Nauczył się, jak zastąpić żonę, kiedy ciężar trójki potomstwa okazywał się po prostu zbyt duży i rozpaczliwie potrzebowała przerwy. Nauczył się kochać dzieci, korzystając z zasobów cierpliwości i wyrozumiałości, z których obecności wcześniej nie zdawał sobie sprawy.
Gdzieś w tym wszystkim zaczął się sen.
Bill Ramsey zawsze był trochę nieśmiały i wobec większości ludzi czuł się niepewnie. Jako jedno z ośmiorga dzieci, urodzonych w stosunkowo biednej rodzinie, nigdy nie czuł się szczególnie kochany. W istocie często czuł się samotny. Nawet gdy starsza siostra została adoptowana przez inną rodzinę, sytuacja finansowa Ramseyów nie bardzo się poprawiła.
Bill oczywiście ukrywał swój brak pewności siebie pod pozornie swobodnym uśmiechem i ogólnie dobrodusznym zachowaniem. Ale w środku zawsze się zastanawiał, czy faktycznie był tym miłym, normalnym mężczyzną, na jakiego wyglądał. Miał w sobie tyle niepewności, że czuł się prawie tak, jakby nosił w sobie jakąś straszną tajemnicę.
A ten sen był prosty.
W słoneczny, wiosenny poranek jego żona stała przy kuchennym zlewie, zmywając naczynia po śniadaniu. Podszedł do niej od tyłu i głośno zawołał jej imię. Odwróciła się do niego. Uśmiechała się. Ale jej uśmiech natychmiast zniknął i zaczęła krzyczeć, zakrywając oczy i wrzeszcząc tak głośno, że był zmuszony uciekać z kuchni.
Stał się jakimś potworem. Dlatego krzyczała. Nie mogło być innego wytłumaczenia. W połowie lat sześćdziesiątych ten sen powtórzył się wiele razy. Zachował to dla siebie, przestraszony i zawstydzony. Zawsze zadawał sobie to samo pytanie: co zobaczyła żona na jego twarzy, kiedy się odwróciła? Co mogłoby być tak ohydne, że krzyczałaby w ten sposób i zmusiła go, by odszedł?
Latem 1967 roku sen przestał się pojawiać. Bill Ramsey już nie zrywał się spocony i wyczerpany miotaniem się na łóżku. Nie budził się już, dotykając twarzy, aby zobaczyć, co jest z nią nie tak.
Życie wróciło do normy. Dzieci były coraz starsze, Ramseyom udało się odłożyć trochę pieniędzy, a Bill i Abby nigdy nie byli w sobie bardziej zakochani.
Bill nie myślał więcej o tym śnie, aż półtora roku później rozpętała się straszna śnieżyca.
Obudził się w łóżku. Było ciemno. Obok niego spokojnie spała Abby.
Na początku był zdezorientowany. Zastanawiał się, co go obudziło. Rozważał nawet możliwość, że śni. A potem usłyszał jakieś zwierzę warczące w ciemności. Jakaś bestia przycupnęła w mroku pokoju, gotowa do ataku.
Mój Boże, jak to możliwe?
Znowu rozległo się to warczenie.
Bill zamarł. Nie był w stanie się poruszyć. Czuł się jak ohydny tchórz. Powinien być na nogach, broniąc swojej rodziny. Tymczasem...
Znowu ten warkot. Jednak tym razem Bill Ramsey uświadomił sobie, skąd dochodził ten dźwięk.
Z niego. Z jego własnej klatki piersiowej.
Pomyślał teraz o swoim dawnym koszmarze, o tym, jak jego żona odwraca się i staje z nim twarzą w twarz... i zaczyna krzyczeć. A potem pomyślał o zwierzęcym dudnieniu w piersi i gardle. Czy to właśnie przeraziło Abby w jego śnie?
Czy Bill zmienił się w jakiegoś potwora?
Trzy miesiące później w telewizji miała być powtórka Wilkołaka z Lonem Chaneyem.
- Będziesz chciał to obejrzeć, skarbie? - zapytała Abby przy kolacji. - Wiem, jak lubisz ten film.
Bill cisnął serwetkę i odsunął się od stołu.
- Nie przyszło ci nigdy do głowy, że mam dość Wilkołaka? - odparł, wychodząc z kuchni.
Abby siedziała ze łzami w oczach, zastanawiając się, co takiego powiedziała, że jej mąż tak bardzo się zdenerwował. Bill, dąsając się w salonie, również się zastanawiał, co go tak rozzłościło. Abby po prostu była miła. Kochała go, troszczyła się o niego.
To dlaczego tak się wkurzył, gdy wspomniała o Wilkołaku?
Poszedł na spacer, próbując się uspokoić, zły na siebie, że tak źle ją potraktował. I gdy tak szedł, rozmyślał o pewnym letnim dniu, kiedy bawił się na podwórku swojego domu... i kiedy przydarzyło mu się coś strasznego.
Coś, o czym nauczył się nie pamiętać.