Wprowadzenie
Andrzej Stasiuk, Galicjanin z wyboru, znakomity portrecista prowincji, która jest i miejscem w przestrzeni, i duchowym sposobem istnienia, kreśli w tomie Nie ma ekspresów przy żółtych drogach przygnębiający obraz Zakopanego. Powiada nawet, że to najbrzydsze miasto w Polsce. Pewnie można je i tak zobaczyć - i mocne to będzie doświadczenie, gdy skonfrontuje się mizerię miasta z urodą tatrzańskiego krajobrazu. Warto jednak zauważyć, że autor Wschodu to gość pospieszny. Pędzi samochodem, przebiega główne ulice, w głowie zapisane ma kanoniczne teksty o miejscu pod Giewontem. Także i stąd jego ekspresyjny opis. Jesteśmy przekonani, że Zakopane można spotkać inaczej. W niespiesznej wędrówce, poświęcając więcej uwagi miejscom niby znanym i tym zgoła pospolitym i pamiętając, że nasza wiedza - osobliwie o przestrzeniach kulturowo istotnych - zawsze jest zmityzowana, co nie znaczy nieprawdziwa, jednostronna wszak i upraszczająca.
Miniprzewodnik, który tutaj przedstawiamy, to zachęta do tego rodzaju spacerów. Po przestrzeni i czasie. W materii miasta wypatrujemy ludzi i ich nieoczywistych historii, a zjawiska i procesy uobecniają się nam w architektonicznym zamęcie i w urbanistycznym nieporządku. Nawet brak, nieobecność stają się zajmujące, gdy jesteśmy w stanie zwrócić na nie uwagę i myśleć o ich znaczeniu. Czy przydaje to Zakopanemu urody? Pewnie nie. Czyni je niemniej miejscem ciekawszym, mniej banalnym. Nasi nieoczywiści przewodnicy: ceprzy, gruźlicy i Żydzi, pozwalają nam ćwiczyć wyobraźnię, praktykować pamięć i - tropiąc ślady - uczyć się uważności. Taki proponujemy program. Trochę pracy i wysiłku, rodzaj miejskiej wspinaczki, szukania nowych zakopiańskich dróg.
Jesteśmy w Galicji, chociaż dziś już mało kto używa tej historycznej nazwy. Odsyła ona do okresu zaborów, do cesarstwa Habsburgów władających tym obszarem od końca XVIII wieku do roku 1918 - nas zaś kieruje w sposób szczególny ku zakopiańskim początkom. Przemiany tego miejsca z mało znanej górskiej osady w ważny punkt polskiej przestrzeni kulturalnej i społecznej rozpoczynają się przecież w połowie XIX wieku.
Wiąże się to najczęściej z doniosłymi wydarzeniami politycznymi. Z klęską powstania styczniowego, popowstaniowymi represjami, potęgującą się rusyfikacją w Królestwie Kongresowym. Po przegranej rywalizacji z Prusami dotyczącej przywództwa w procesie zjednoczenia Niemiec przeobrażało się cesarstwo austriackie. Fragmentem zmian były kształtująca się w latach 1860-1873 autonomia Galicji i wprowadzenie w urzędach i sądach języka polskiego. Działo się to w tym samym czasie, kiedy w nowo powstałym po zwycięskiej wojnie z Francją Cesarstwie Niemieckim germanizacja stała się polityką państwa. W tych warunkach znaczenie Galicji jako miejsca w miarę swobodnego polskiego życia ideowego, kulturalnego i politycznego będzie stale rosło.
Nowe nadeszło nie tylko w politycznym wymiarze. Inna stała się duchowa aura. Przygasła romantyczna gorączka, a miejsce wielkich porywów serca i genialnych jednostek zajęła pragmatyczna praca u podstaw, której skuteczność zależy od umiejętności organizowania się grup, społeczeństw, całych narodów.
Prawdziwą religią tego czasu była nauka, a jego bohaterami naukowcy, wynalazcy, ludzie interesu, podróżnicy wymazujący z map białe plamy. "Król Tatr", odkrywca Zakopanego, lekarz, nauczyciel akademicki, społecznik - Tytus Chałubiński - do nich winien być zaliczany. Żył i pracował ten ojciec założyciel nowoczesnego Zakopanego w Warszawie, rosnącej wraz z postępującą rewolucją przemysłową.
Ta najdłużej trwająca z dziewiętnastowiecznych rewolucji, mająca na dodatek najszerszy zasięg i najdalej idące konsekwencje, odmieni życie w Europie we wszystkich jego wymiarach. Doprowadzi do kresu feudalizm i wypchnie w drogę miliony ludzi od wieków przywiązanych do tych samych miejsc poprzez, zdawałoby się, odwieczny ład. Z burżuazji uczyni siłę dominującą, prawdziwie sprawczą społecznie i politycznie. A przemysłowe miasto ustanowi tym miejscem, w którym poczynać się będą zasadnicze tendencje kulturalne i cywilizacyjne. To jest przejście od młodego Tadeusza i dworu w Soplicowie do dojrzałego Wokulskiego i wielkomiejskiej Warszawy.
Ośrodki przemysłowe, centra administracyjne - ta dziewiętnastowieczna ziemia obiecana - pełne są skrajności. Sporo tam ludzi względnie zamożnych, ale żyją oni otoczeni morzem strasznej nędzy. Za fasadą mieszczańskich wygód kryją się zdewastowane środowisko, złe warunki sanitarne, zatrute powietrze i woda. Szerzą się epidemie cywilizacyjne: gruźlica, choroby weneryczne, alkoholizm. Nigdzie życie nie jest tak gorączkowe i brutalne, tak jaskrawo nie zderzają się klasy społeczne, religie, style istnienia. Nigdzie ludzie nie są ze sobą tak blisko, a jednocześnie tak daleko od siebie, nigdzie tak wiele i tak szybko się nie zmienia. Ale też tam właśnie trwa uporczywa praca na rzecz rozwiązania oczywistych i dramatycznych problemów.
To epoka pozytywizmu, którego aksjomatami są postęp i rozwój. Nie ma zatem kwestii "czy", ale "jak i kiedy" problemy się przezwycięży. Rodzące się partie polityczne, związki wyznaniowe, zawodowe, dobroczynne, samopomocowe mają temu służyć. Powstają towarzystwa gimnastyczne, turystyczne, krajoznawcze. Rozwojowi medycyny towarzyszą ideowe i praktyczne działania na rzecz szeroko pojętej higieny społecznej. Podnosi się dobroczynne skutki pobytu na łonie natury, która nie jest już tylko miejscem kontemplacji piękna, ale też konieczną dla zdrowia jednostki i społeczności przestrzenią istnienia. Jej ochrona zaczyna być traktowana jako praca na rzecz dobra wspólnego, patriotyczny wręcz obowiązek.
Wiek XIX wierzy w terapeutyczne własności czystej wody i powietrza, dobrego klimatu i pięknego krajobrazu. Pobyt w naturze leczyć ma już nabyte słabości i równocześnie uodparniać przeciw zagrożeniom, które niesie ze sobą rewolucja cywilizacyjna. Dlatego powstają coraz liczniejsze letniska, uzdrowiska, sanatoria, ośrodki hydroterapii. Rosną świadomość wagi wypoczynku i liczba ludzi mogących z niego korzystać. Organizacje społeczne znacznie się ku temu przyczyniają.
Stąd Zakopane i burzliwy jego rozwój. Z potrzeby i możliwości swobodnego życia. Z przekonania, że można tu się leczyć, odpoczywając, bo tatrzańska natura błogosławione ma własności, dobrze służy ciału i duszy. Wreszcie - z dobrej aury miejsca, które wzrasta i przyciąga możliwościami. W Zakopanem się tworzy, Zakopane się stwarza - prawdziwie pozytywny przykład polskiego istnienia ponad podziałami. Warto raz jeszcze mu się przyjrzeć od strony historii przestrzeni takich jak codzienność, cielesność, mentalność, praca - pamiętając, jak wykorzystanie tych perspektyw niesłychanie poszerza obraz i rozumienie przeszłości.
*
Elektrownia przy sanatorium Andrzeja Chramca
Targ w Zakopanem, koniec XIX w.,
fot. W. Eljasz
Mieszkać w Zakopanem w drugiej połowie XIX wieku znaczyło egzystować w krainie przysłowiowej wręcz nędzy. Ten kraj - Królestwo Galicji i Lodomerii - był najuboższą częścią habsburskiej monarchii, w której słynął z prowincjonalnego zapuszczenia, gospodarczego upadku, z korupcji i nieudolności administracji. Stanisław Szczepanowski - przedsiębiorca i jeden z twórców przemysłu naftowego w Galicji, społecznik, poseł do sejmu krajowego i wiedeńskiego - w głośnej pracy Nędza Galicji w cyfrach i program energicznego rozwoju gospodarstwa krajowego, wydanej w 1888 roku, twierdził wręcz, że jest to najbiedniejszy kraj na świecie. Powiada on tam, że statystyczny mężczyzna żyje tu dwadzieścia siedem, a kobieta dwadzieścia osiem lat, przypada na nich połowa żywności przeciętnego Europejczyka i jedna czwarta jego zarobków. Głód to codzienność, panuje analfabetyzm, a ogólny stan zdrowia ludności jest fatalny.
Reszta tekstu dostępna w regularniej sprzedaży.