Niech żyją ku*wy. O pracy seksualnej w Polsce - Aleksandra Kluczyk

Kup ebooka

39.99 zł
33.19 zł (23,99 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Jak dorosnę, będę dziwką

Pozjadałam wszystkie rozumy świata i mam sraczkę. Boję się, że nie potrafię inaczej. I coraz częściej zastanawiam się, jak wyglądałoby moje życie, gdybym wybrała inną drogę. W październiku 2018 roku przyjechałam do Domie - poznańskiej przestrzeni kolektywnej troski - na zaproszenie kuratora Tomka Pawłowskiego Jarmołajewa ze swoim debiutem dramaturgicznym Cane3 napisanym w nawiązaniu do stylu pisarskiego Sarah Kane4 - artystki, która miała na mnie ogromny wpływ na wczesnym etapie dorastania. Tekst powstał kilka miesięcy wcześniej, gdy pracowałam jako sprzątaczka na czterogwiazdkowym kempingu na Korsyce. Gdyby nie to, że weekendy upływały mi na odtykaniu zapchanych toalet w trzydziestokilkustopniowych upałach, byłoby naprawdę idealnie. Dużo dobrego seksu z czterdziestopięcioletnim stajennym o imieniu Vincent, którego głównym zajęciem było granie w gry na PlayStation, jedzenie płatków na mleku i jaranie. Po miesiącu od mojego przyjazdu doszło do tego ruchanie się ze mną kilka razy dziennie. Czas pokazał, że brak znajomości języka nie przeszkadza w tworzeniu relacji, kiedy w grę wchodzą pożądanie, haszysz i jak się okazało - wybitna mowa ciała.

Kąpanie się w morzu, opalanie na plaży z widokiem na góry w każdą chwilę wolną od pracy i wypalanie siedmiu blantów dziennie sprawiły, że powrót do kraju nie był najprzyjemniejszy. Podczas odczytu dramatu, między innymi z artystką Eweliną Jarosz, rozmawiałyśmy o Annie Sprinkle (jednej z najważniejszych pracownic seksualnych na świecie, pionierce postpornografii i pornografii feministycznej) i o ruchu ekoseksualnym, który aktywnie współtworzy. W social mediach odczyt reklamowało zdjęcie wielkiej kupy gówna, które zrobiłam na Korsyce (zdjęcie, nie gówno). Gówno zatkało wtedy kibel i zalało cały szalet, przysparzając mi dodatkowej roboty.

Przed odczytem poszłam na spotkanie w sprawie pracy mającej się odbywać w ekskluzywnym alpejskim kurorcie, ubiegałam się o stanowisko pokojówki. Zachwycona filmem promocyjnym i prezentacją szefa hotelu wyobrażałam sobie, że kolejne pół roku spędzę na podrywaniu klientów, pieprzeniu się w brudnych pościelach, jeżdżeniu na nartach i robieniu tych wszystkich rzeczy, które w moim ówczesnym rozumieniu wiązały się z awansem klasowym. Łamanym angielskim starałam się zrobić jak najlepsze wrażenie na przystojnym, zadbanym Francuzie. I chyba mi się udało - po kilku tygodniach zadzwonił telefon. Rozmowę online odbyłyśmy, kiedy spędzałam czas w Londynie u mojego przyjaciela Nico Carmandaye'a, realizując w międzyczasie sesje do "Żurnal Zine'a" - interdyscyplinarnego magazynu, który Nico współtworzy i z którego autorkami współpracuję od 2017 roku. Zaliczyłam wtedy jeden z najlepszych hook-upów w swoim życiu. Skończyłyśmy sesję, podczas której wcieliłam się w trufle, Nico w świnię z podklejonym przezroczystą taśmą nosem, a prowadząca go na smyczy Ania w myśliwą w panterkowych kozakach i koronkowym body wystającym z dużych wojskowych spodni. Wylądowałyśmy w knajpie z ich zblazowanymi znajomymi z branży modowej. Piłam drinka za drinkiem, ale nie mogłam się odnaleźć. Ściemniłam, że mam jet lag (po zmianie strefy czasowej o godzinę, ha, ha) i muszę odespać, a kiedy wrócą, zabierzemy się do pracy nad magazynem. Jak tylko wyszłam na zewnątrz, zainstalowałam Tindera i każdemu kolesiowi, z którym miałam matcha, pisałam: "Do you wanna fuck with me tonight?"5. Wreszcie któryś napisał z pytaniem, co porabiam, na które odpowiedziałam - zgodnie z prawdą - że szukam kogoś, kto mnie porządnie zerżnie. Zgrabnie odpisał, że chętnie się tym zajmie. Kiedy byłam w drodze, przyjaciółka Nico zadzwoniła, żeby powiedzieć, że mam się zwlec z łóżka, bo czeka nas impreza, ale rzuciłam zdawkowo, że właśnie jadę na seks, który potrwa pewnie maks godzinkę, więc dołączę do nich później. Upaliłyśmy się i pieprzyłyśmy całą noc, podczas której osiągnęłam rekordowe jedenaście orgazmów. Umówiłyśmy się dwa dni później. Pierwszy raz wzięłam tak potężnego kwasa i miałam najgorszy trip w życiu. Antonio, czarujący perkusista z Hiszpanii, odezwał się do mnie jakiś czas temu, gratulując podkastu, który tłumaczy mu jego dziewczyna - Polka, która także siedzi w branży.

Następnego dnia połączyłam się na Skypie z menadżerką hotelu. Dałyśmy sobie kilka dni na podjęcie ostatecznej decyzji. W końcu albo ona nie potwierdziła, albo ja zrezygnowałam, uznając, że pół roku w pracy za granicą to zdecydowanie za długo.

W listopadzie postanowiłam wydać resztkę pieniędzy na kilkudniowy wypad do czeskiej Pragi i spotkanie w Katowicach z Gillian McCain6 i legendarnym Dannym Fieldsem7. Kilka godzin po roztrwonieniu pieniędzy na rezerwację hoteli i kupno biletów i wejściówek na wydarzenie odebrałam pismo od komornika. Przeczytałam, że moje konto zostanie obciążone kwotą prawie sześciu tysięcy złotych za niezapłacone mandaty (jazdę bez biletu w 2012 i 2013 roku, plus odsetki i koszty sądownicze). Tego samego dnia wypłaciłam z konta ostatnie dwieście złotych i zadzwoniłam do biura pośrednictwa, które wcześniej załatwiło mi pracę na Korsyce. Tym razem padło na Francję. Grudzień w winnicy u podnóża Alp.

To niewątpliwie jeden z najgorszych okresów w moim życiu. Ojca stać było tylko na sprezentowanie mi około stu euro. Przejadłam je podczas pierwszych dwóch tygodni pobytu. Pierwszą część wypłaty miałam dostać w połowie grudnia, prosiłam kilkukrotnie, żeby została wpłacona na moje holenderskie konto, które założyłam, kiedy spędzałam początek roku, pracując przez trzy miesiące w magazynie poczty w Goudzie, małym miasteczku oddalonym niecałą godzinę drogi od Amsterdamu. Niestety kwota wpłynęła na konto polskie, w związku z czym od razu została w całości ściągnięta przez komornika, co z kolei poskutkowało tym, że przez ostatnie półtora tygodnia, kiedy to czas dzieliłam między pracę w polu przy zrywaniu winogron i w pomieszczeniu, gdzie cięłam szczepy na taśmę produkcyjną, jadłam jedynie resztki pozostawione przez ekipę, z którą pracowałam. Okazuje się, że można całkiem efektywnie pracować, żywiąc się tylko gotowanymi ziemniakami, kilkoma budyniami, odmrożonymi bagietkami i pojedynczymi resztkami produktów. Najgorzej z całego wyjazdu wspominam palenie. Skończyły mi się bletki, więc skręcałam papierosy z kawałków paragonów, które smarowałam carmexem, żeby jakoś się trzymały.

Trudniej było w drodze powrotnej. Każdy, kto jechał busem kilkadziesiąt godzin, wie, o czym mówię. Niezapowiedziane postoje w środku nocy, szybkie zakładanie butów, zbieranie manatków i skręcanie na kolanie. Trzydzieści osiem godzin. Do Polski przyjechałam dzięki koleżance, która pożyczyła mi na bilet.

Po powrocie do kraju wcale nie było łatwiej. Rodzice, obciążeni własnymi problemami, nie byli w stanie mi pomóc. Klimatyczny smutny sylwester, a potem Nowy Rok z jedną butelką szampana, którą dostałam od szefa winnicy, i kawałkiem makowca, który ojciec kupił za ostatnie drobne. Siedziałyśmy na podłodze w pokoju bez mebli, w stanie wiecznego remontu, i oglądałyśmy Żółty szalik8 z Gajosem, w którym usłyszeć można najlepszy monolog w polskiej kinematografii: "Płynę, ale lód nade mną zamarzł".

Przyszedł nowy rok i próba rozłożenia długu na raty. Komornik mnie wyśmiał i odesłał prosto do Białostockiej Komunikacji Miejskiej. Sekretarka z sympatią w głosie powiedziała, że co prawda mogę napisać i złożyć wniosek, ale jej szef i tak go odrzuci. Powstrzymując łzy bezsilności, napisałam odręcznie prośbę o rozłożenie zadłużenia na raty. W międzyczasie dowiedziałam się, że kolejne sześć tysięcy długu czeka jeszcze na proces komorniczy. Roztrzęsiona i pozbawiona jakiejkolwiek nadziei zadzwoniłam do przyjaciółki, która mieszkała w pobliżu, i zapytałam, czy mogę do niej przyjść, bo czuję, że zaraz oszaleję. Kiedy się już wypłakałam i wyjadłam wszystko, co miała w lodówce, niespodziewanie wyoutowała się przede mną z doświadczenia pracy seksualnej i zaproponowała, żebym spróbowała dorobić sobie w taki sposób. Co istotne, choć może ujmujące tej historii nieco dramatyzmu, siedząc u niej, zobaczyłam, że wpłynął przelew z Francji z drugą częścią wypłaty. Wystarczająco dużo hajsu, by pokryć zadłużenie komornicze i zapewnić mi kilka tygodni życia.

Ale decyzja zapadła, na mojej nodze powstał, zrobiony przez przyjaciółkę czerwonym tuszem, tatuaż z napisem "horny"9, który wygląda jak blizna.

Nick FuckMeDaddy2110, którego użyłam na portalu GoldBikiniClub, przyniósł mi dużą popularność. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że na tym portalu każdy nowy profil jest zasypywany wiadomościami, których treści i wydźwięk w dużej mierze zależą od tego, jak się pozycjonujesz. Przekonałam się o tym kilkukrotnie w czasie, gdy miałam założone dwa konta. Jedno z wulgarnym opisem typu "Szukam tatuśka, który zerżnie mnie za kasę" i drugie z bardziej wyważonym, pretensjonalnym, ocierającym się o coś, co mogłoby zostać zinterpretowane jako powiew ekskluzywności: "Namiętna21 uwielbia pończochy, koronkową bieliznę i stanowczych mężczyzn z klasą". Podobne opisy miałam w kolejnych latach na różnego rodzaju portalach. Działały. Pierwszy z nich sprawiał, że od zupełnie obcych mężczyzn dostawałam wiadomości o treści "Pokaż się panu, suko", drugi wywoływał eseje na temat tego, dlaczego to właśnie ich autorom powinnam poświęcić uwagę, oraz referaty o tym, jak potrafią zadbać o kobietę prawdziwi męscy mężczyźni z klasą i kasą. Mnogość ofert, które otrzymywałam, oraz brak doświadczenia sprawiały, że kompletnie nie wiedziałam, jak mam się w tym odnaleźć. "Piętnaście tysięcy za spotkanie ze mną, moją szesnastoletnią córką i siedemnastoletnim synem". Czy to w ogóle prawdziwa oferta? I na ile rozważałam ją poważnie ze względu na kwotę, a na ile chciałam sprawdzić, co jest grane? Stopniowo się wkręcałam, aż do momentu, w którym osoba kryjąca się pod nickiem hedonista przestała odpisywać.

Na portalu dostawałam mnóstwo próśb o zdjęcia nagiego ciała, cycków, tyłka. Wysyłałam, bo wydawało mi się, że na tym to polega i powinnam spełnić życzenie, skoro zależy mi na spotkaniu. Kontakt się urywał, a ja wmawiałam sobie, że to ze mną musi być coś nie tak. Nie wiedziałam, co to znaczy dobra stawka. Co jestem gotowa zrobić, a czego na pewno nie, i jak duży wpływ ma na to proponowana kwota. Nie wiedziałam, jak mam się umawiać, byłam przekonana, że pięć spotkań umówionych z tygodniowym wyprzedzeniem dojdzie do skutku. Nigdy nie dochodzi.

Mniejsze i większe błędy początkującej, które negatywnie wpłynęły na stan mojego zdrowia psychicznego i samoocenę. Kiedy nie czułam się ze sobą pewnie, każdy najmniejszy negatywny komentarz na temat mojego wyglądu potrafił mnie rozjebać. Kiedy wysyłałam zdjęcie, które uważałam jedynie za znośne, ale nie miałam pod ręką innego, i nie dostawałam odpowiedzi, umacniałam się w przekonaniu, że nie jestem wystarczająco atrakcyjna i kto w ogóle chciałby się ze mną ruchać.

Z drugiej strony, kiedy czułam się świetnie, a zdjęcia, które wysyłałam, mi samej się podobały, żadne komentarze ani ich brak nie robiły na mnie wrażenia. W międzyczasie dowiedziałam się też trochę o strategii niektórych mężczyzn. Jedni naciągali na wysyłanie nagich fotek, nie mając w planach spotkania, inni stosowali chwyty rodem z "mistrzów podrywu", żeby obniżyć samoocenę osób pracujących i żebyśmy chętniej godziły się na ustępstwa. Niektórzy potrafili negocjować stawki, twierdząc, że to zdecydowanie za duże kwoty w stosunku do tego, co oferuję. Potwierdzali tym samym moje najgorsze przypuszczenia. Potrzebowałam chwili, by ułożyć sobie w głowie, że to raczej kwestia zasobności ich portfeli, a nie cokolwiek związanego z nami czy zakresem i jakością świadczonych przez nas usług. Byli też tacy, którzy potrafili być przesadnie mili, ale wybuchali złością i atakowali obrzydliwymi tekstami, gdy nie zgadzałam się na ich warunki czy odmawiałam wykonania konkretnych czynności. Albo tacy, którzy przeciągali rozmowę, przekształcając ją w seksting11, tylko po to, żeby sobie zwalić. A mnie wydawało się, że wchodząc w tę grę, przekonam ich do spotkania, ale to nie udaje się prawie nigdy, bo - podobnie jak w przypadku wyciągania zdjęć - nie taki jest cel tych mężczyzn. Lata pracy, zdobywane doświadczenie i rady koleżanek z branży nauczyły mnie, jak obchodzić się z potencjalnymi klientami już na etapie umawiania spotkania. Przede wszystkim krótko, zwięźle i na temat. Bez wysyłania większej liczby zdjęć, niż to konieczne. Dla każdego użytkownika portalu zawsze widoczne było kilka fot w bieliźnie i z zakrytą twarzą. A w wiadomościach prywatnych wysyłałam selfie i jakieś zdjęcie sylwetki w obcisłej sukience, żeby było widać figurę. Kiedy ktoś nalegał na więcej, odpisywałam zgrabnie, że wszystko jest do zobaczenia i skonsumowania na spotkaniu. Miałam też przygotowaną templatkę wiadomości, w której podawałam mniej więcej lokalizację (dzielnica i ulica, bez numeru bloku i mieszkania) oraz informację, że mieszkam sama. W wiadomości dodawałam też stawkę godzinową i opis oferowanych usług - możliwie jak najmniej podniecający, raczej suchą listę z dopiskiem "Jeśli interesuje cię coś więcej, to daj znać i pomyślimy".

Szybko ucinałam rozmowy, które prowadziły donikąd, albo używałam formułek mających na celu jak najszybsze doprowadzenie do spotkania. Ale i tak, aby umówić się na jedno konkretne spotkanie, musiałam pisać z piętnastoma-dwudziestoma mężczyznami. To z kolei bywało uciążliwe, nudne i często mało przyjemne ze względu na powtarzające się strategie, o których wspomniałam wyżej.

Rozmowy z klientami, ich zachowania potrafią mieć ogromny wpływ na samoocenę. Aleks chorowała kiedyś na zaburzenia odżywiania, potem dużo przytyła, ma blizny na rękach. Nie uważała się za atrakcyjną. Kiedy ogarnęła, ilu ludzi na nią leci, jak bardzo ignorują jej mankamenty, albo postrzegają je jako coś fajnego, zmieniła nastawienie.

Praca nie wpłynęła na samoocenę Ewy. Komplementy nigdy nie sprawiały, że czuła się lepiej. Mówi, że to, jaka się urodziła, nie jest jej zasługą i nie zależało od niej, więc komplementy dotyczące wyglądu uznaje za bezwartościowe. To, że podoba się klientom, też nie robi na niej wrażenia. Nigdy nie miała niskiej samooceny. Natomiast Oliwia z bardzo niską samooceną ma problem od zawsze, a praca seksualna zdecydowanie pomogła jej w zaakceptowaniu swojego wyglądu. Pomyślała, że skoro tylu mężczyzn jest w stanie zapłacić jej za spotkania tysiące złotych, to coś musi być na rzeczy. Bardzo lubi patrzeć na swoje zdjęcia, podkreśla, że jej ciało potrafi wyglądać niesamowicie. Ewelina też czuje się ze sobą lepiej, odkąd pracuje seksualnie. Nasłuchała się mnóstwa komplementów. Nigdy nie sądziła, że jej ciało może być dla mężczyzn aż tak atrakcyjne i że będą im się podobać jej zwisające piersi, boczki i duży brzuch. Nie wstydzi się już pokazywać w stroju kąpielowym na basenie. Jest zadowolona z siebie. Obserwowanie tego, jak mężczyzna szczytuje właśnie dzięki niej, a potem słuchanie tego, jak mówi, że było super, podbija jej ego.

Vinko już na początku pracy miała stabilną samoocenę, dzięki czemu nie ruszały jej negatywne komentarze. Mówi, że gdyby było inaczej, pewnie szybko zrezygnowałaby z tej roboty. Kamerki dodatkowo podbiły samoocenę, więc w eskorting wchodziła już absolutnie pewna tego, że jest zajebista. Anastazja to transpłciowa kobieta. Zdecydowała się na pracę jako eskortka tylko dlatego, że chciała zarobić na powiększenie piersi oraz korektę genitaliów. Dziś jest kilka miesięcy po zabiegu i w 2023 roku robi drugą operację. W pracy na etacie nie udałoby jej się zarobić wystarczających pieniędzy. Anastazja jest z Krakowa. Na pierwsze spotkanie z klientem przyjechała do Warszawy, gdzie wynajęła na dwa dni mieszkanie na Airbnb. Był obcokrajowcem, więc stresowała się podwójnie, bo trzeba było się porozumiewać po angielsku. Powiedział, że zabrał tylko sto pięćdziesiąt złotych, za godzinę brała wtedy trzysta. Zgodziła się, bo była już ubrana i pomalowana. Było tragicznie. Gość pozwalał sobie na wszystko, a na końcu spuścił jej się na twarz, czego Anastazja nie lubi, ale zapomniała o tym powiedzieć. Chciała, żeby to się już skończyło. Wspomina, że czuła się strasznie, była na siebie zła, że pozwoliła mu na wszystko. Zrezygnowała wtedy z reszty klientów umówionych na wyjeździe. Na początku też wysyłała darmowe zdjęcia i sporo pisała z potencjalnymi zainteresowanymi. Teraz podchodzi do tego bardziej profesjonalnie. Nigdy nie schodzi z ceny, a jeżeli klient chce ją oszukać i mówi, że wziął tylko połowę kwoty, to każe mu wypłacić z bankomatu resztę albo się zabierać. Nie wysyła już zdjęć ani nie pisze w celu innym niż umówienie spotkania. W ustaleniu zasad pomógł jej przyjaciel, dostała też wsparcie od Sex Work Polska - oddolnego i niehierarchicznego kolektywu działającego na rzecz naszej społeczności, któremu poświęcę jeszcze niejedno zdanie. Sama podkreśla, że nie wie, czy bez tego dałaby radę i umiała się odnaleźć. Mówi też, że mimo tego pierwszego doświadczenia praca wpływa na nią bardzo dobrze. Słyszy same miłe słowa, które poprawiają jej samoocenę.

Venus zaczynała pracę w agencji trochę z nudy, trochę z chęci bycia niezależną od rodziny. W pewnym sensie to było też jej marzenie, po prostu chciała zobaczyć, jak to jest. Dobrze wspomina pierwsze spotkanie. Facet około trzydziestu pięciu lat wszedł z nią do pokoju i powiedział: "nie jestem w stanie tego z tobą zrobić, jesteś taka młoda. Posiedzimy sobie i porozmawiamy". Bała się pierwszego razu, a okazało się, że nawet go nie było. Uważa, że praca zdecydowanie wpłynęła i nadal wpływa na nią pozytywnie. Dzięki niej zaczęła bardziej o siebie dbać, nauczyła się robić makijaż, co - jak mówi - z pewnością wpłynęło na to, jak teraz postrzega siebie. Otrzymuje mnóstwo miłych słów od różnych osób i dzięki temu czuje, że rzeczywiście wygląda i ma się lepiej niż wcześniej. Obecnie pracuje online - prowadzi konto na OnlyFans12, ale też przygotowuje customy13, sprzedaje zdjęcia i filmy. Robi pokazy na Skypie oraz zajmuje się sekstingiem i prowadzi sekstelefon.

Wspominając swoje początki, nie mogę darować sobie jednej historii. Kiedy miałam sześć lat, moją rówieśniczkę zapytano o to, kim chciałaby zostać, gdy dorośnie. Bez wahania odpowiedziała, że dziwką, bo one mają dużo seksu i jeszcze więcej pieniędzy. Obecnie spełnia się w branży beauty, od lat nie mamy kontaktu, a ja - z lepszym bądź gorszym skutkiem - realizuję jej niewinne marzenie z dzieciństwa.

Zanim na poważnie rozpoczęłam pracę seksualną, miałam kilka podejść. Pamiętam co najmniej dwa znaczące. Kiedy miałam dwadzieścia lat, kilka razy weszłam na dział ogłoszeń towarzyskich na portalu Ogłaszamy24. Trochę kręciło mnie czytanie sprośnych ogłoszeń, trochę pociągała myśl, że te propozycje mogłyby przerodzić się w coś konkretnego, co dodatkowo mogłoby się wiązać z gratyfikacją. Wysłałam nawet kilka odpowiedzi na anonse, ale nie zażarło. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, ile czasu i energii wymaga znalezienie konkretnego, zdecydowanego na spotkanie klienta. Dodatkowo byłam łysa. Podobałam się sobie, ale gdy wysłałam zdjęcie jednemu z mężczyzn, ten nie odpowiedział, więc uznałam, że nie mieszczę się w kanonie i kompletnie nie mam szans. Dużo później koleżanki z branży uświadomiły mi, jak bardzo się wtedy myliłam.

Drugie podejście miało miejsce, gdy byłam kompletnie spłukana. Pojechałam do ówczesnej przyjaciółki po zwrot pieniędzy, które jej pożyczyłam. Jednak stówka, która miała mi wtedy uratować życie, rozpłynęła się już w drodze powrotnej. Nie wiem, czy wypadła mi, kiedy biegłam do autobusu, czy - jak sobie wtedy ubzdurałam - jeszcze w mieszkaniu przyjaciółki, a ta zawinęła ją bez słowa. Nieważne, wciąż nie miałam kasy. Rozryczana i zdesperowana znowu weszłam na Ogłaszamy24. Kojarzyłam już wtedy Roksę14 i Odloty15, ale uznałam, że to nie dla mnie. Chciałam sobie tylko cicho i szybko dorobić, żeby przetrwać kilka kolejnych dni. Umówiłam się z jednym mężczyzną na loda w aucie, gdzieś przy garażach blisko mieszkania mojego dziadka, w centrum Białegostoku. Czułam tylko rozpacz i potrzebę autodestrukcji. Wyobrażałam sobie, że jeśli to zrobię, nie będzie już odwrotu, cokolwiek to miałoby wtedy znaczyć.

Jakiś czas później Medroxy - jedna z najbardziej znanych aktywistek mówiących publicznie o pracy seksualnej - podzieliła się ze mną podobnym wyobrażeniem. Wspominała, że umówiła się na pierwsze spotkanie, bo chciała się zniszczyć i upodlić. Tymczasem dzięki pracy odzyskała pewność siebie, poczucie własnej atrakcyjności i uporała z zaburzeniami odżywiania.

Ewa, co niektórym może wydać się paradoksalne, zaczęła pracę, żeby móc pozwolić sobie na opłacenie terapii PTSD16 wynikającego z przemocy na tle seksualnym, której doświadczyła. Przed spotkaniem z pewną parą bała się, że jej granice zostaną przekroczone. Myślała, że to będzie straszne przeżycie, że PTSD się nasili, a ona zostanie z traumatycznymi obrazami w głowie, ale tak się nie stało. Dziś mówi, że było po prostu fajnie. Miła pogawędka i dobry seks. Praca seksualna pomogła jej opłacić leczenie i odzyskać poczucie sprawczości, które zostało jej odebrane w wyniku przemocy, a dzięki stabilizacji finansowej poczuła się bezpieczniej i spokojniej.

Oliwia przed pierwszym spotkaniem była bardzo zdenerwowana. Do tego stopnia, że wzięła trzy miligramy xanaxu (ja po jednym zasypiam na bite osiem godzin). Bała się, że klient, z którym rozmawiała, porwie ją i zabije albo - w najlepszym wypadku - będzie po prostu śmierdział. Na szczęście okazał się bardzo zadbany, a w trakcie spotkania nabrała do niego zaufania, żadna z obaw nie znalazła zatem potwierdzenia w rzeczywistości. Długo rozmawiały, piły wino i paliły papierosy. Sam przeszedł do rzeczy. Nigdy wcześniej nie widziała osoby tak podekscytowanej seksem z nią, dochodził w kilka minut, krzycząc przy tym z rozkoszy. Zrobiły to trzy razy. Do tego wynajął śliczny apartament. Wprawdzie zapomniała na początku poprosić o kasę, ale potem on sam zapłacił ustaloną stawkę. Przed spotkaniem bała się też, że po wszystkim będzie się czuła brudna i zeszmacona. Było wręcz odwrotnie - wyszła dumna i spełniona, zadowolona z wykonanej pracy i zarobionych pieniędzy.

Ewelina pracuje jako eskortka od ponad trzech lat, na spotkaniach praktykuje tylko seks oralny w stronę klientów. Opowiada, że pierwsze spotkanie nie było niczym niezwykłym. Przebiegło zupełnie neutralnie. Facet był czysty, całkiem miły, szybko doszedł, dał pieniądze i odjechał. Czuła ekscytację i radość, że w końcu ma jakąś kasę, którą może wydać, na co tylko chce. Zdecydowała się na tę pracę jeszcze w liceum. Znalezienie etatu było niemożliwe, a ją interesowały szybkie pieniądze. Miała dość tego, że w kółko musi sobie czegoś odmawiać. Całe życie zazdrościła koleżankom, które przychodziły do szkoły z paznokciami od kosmetyczki i płaciły w sklepiku szkolnym stówami. Niejednokrotnie prosiła tatę o pieniądze, ale mówił, że skoro zapewnia jej dach nad głową, ubrania i jedzenie w lodówce, to ich nie potrzebuje. Nie mogła doprosić się nawet o środki na wizytę u lekarza czy inne podstawowe kwestie.

Do spotkania, na które umawiałam się przy drugim podejściu, finalnie nie doszło. Wymiękłam i przestałam odpisywać, temat pracy seksualnej został odsunięty o kolejne dwa lata. Pierwsze myśli o niej pojawiły się jednak dużo wcześniej - i nie były to te po seansie Pretty woman17, choć Julia Roberts i Richard Gere też miały na mnie pewien wpływ (o comphecie18 i kulcie syndromu zbawcy będę jeszcze pisać). Mowa o Cichodajka.pl19 - blogu i książce dziewczyny kryjącej się pod pseudonimem Weronika R. Podejrzewam, że pseudonim ten jest minihołdem dla Weroniki Rosati, do której bohaterka - jak twierdzi sama autorka - jest podobna. Książka została wydana w 2005 roku i wznowiona w 2010 pod zmienionym tytułem - Dziewczyna na telefon - i z lżejszą okładką. Widnieje na niej uśmiechnięta dziewczyna w koszuli na białym tle. Pierwsze wydanie było właściwie kopią bloga, który Weronika R. prowadziła w latach 2004-2005. Znajdują się tam nawet informacje o liczbie zamieszczonych komentarzy, niestety bez ich treści. To zapis doświadczeń siedemnastolatki z dobrego domu, która chciała wyrwać się z rutyny i życia idealnie zaplanowanego przez rodziców. Na blogu opisuje doświadczenie uprawiania seksu za pieniądze z nadzianymi mężczyznami koło trzydziestki. Pewnego dnia, w trakcie robienia badań do mojej książki, zupełnym przypadkiem przypomniałam sobie o Cichodajce.pl. Już po chwili płaciłam za egzemplarze obu wydań. Przyszły w ciągu kilku dni, a ja odwlekałam lekturę, bojąc się zderzenia z przeszłością i konieczności zweryfikowania wygenerowanych w tamtym czasie wyobrażeń.

Książka faktycznie nie przetrwała próby czasu. Przemyślenia nieradzącej sobie z hejtem nastolatki, która okropnie zadzierała nosa. Te elementy co prawda pozwoliły mi utożsamić się z główną bohaterką, ale okropne wartościowanie manifestowane co chwilę wypowiedziami o tym, że ona nie jest prostytutką, że pieniądze się dla niej nie liczą, są tylko dodatkiem, to coś, przez co trudno było mi przebrnąć. Co nie zmienia faktu, że gdy przewracałam kolejne strony, czułam, jakby w mojej głowie wypełniała się luka tożsamościowa. Zresztą, co tu dużo mówić, wystarczy dodać, że w kontaktach z klientami, nieświadomie, zaczęłam używać imienia Weronika.

Przypomniałam sobie też, jak znalazłam tę książkę kompletnie przypadkiem, gdy miałam trzynaście, może czternaście lat, i pobrałam z Chomikuj.pl, a potem przerzuciłam na telefon. Jak na starym Sony Ericssonie k550i, na którego ekranie mieściły się dwa-trzy zdania, czytałam ją w drodze do szkoły, przed snem i na przerwach. Jak swobodnie, po raz pierwszy w życiu, czytałam tak podane wprost opisy dziewczęcego pożądania, zarządzania własną seksualnością i pikantne sceny seksu. Sceny, których ostrość, poziom szczegółowości i kreatywność przedstawienia, zaskoczyły mnie również teraz. Wcześniej było tylko Jedenaście minut20 Paula Coelha i pierwsza świadoma masturbacja przy lekturze. Ale o tym opowiadam raczej ze wstydem, chociaż może niepotrzebnie.

Reasumując: Weronika R., mimo swoich wad i tego, że kompletnie nie pretendowała do tej roli, stała się pierwszą figurą feministyczną w moim życiu. Nauczyła mnie czerpania przyjemności z seksu i dostrzegania własnych seksualnych potrzeb. Pokazała, że praca seksualna może sprawiać przyjemność. Spowodowała, że fantazjując o byciu dziewczyną z dobrego domu "puszczającą się" za forsę dla funu i własnego widzimisię, mogłam oderwać się od wszechogarniającej biedy.

Mam w głowie scenę, w której Weronika przywiązuje klienta do łóżka, a potem uwodzi go i stymuluje, ale nie pozwala mu dojść. Mężczyzna zwija się i błaga o kilka dodatkowych ruchów, ale ona z bezwzględnym spojrzeniem zabiera pieniądze ze stołu i, zadowolona z siebie, wychodzi. Ciekawe, że było to pierwsze wspomnienie, które przyszło mi do głowy, kiedy przypomniałam sobie o istnieniu tej książki. Podobało mi się, jak bezpruderyjnie autorka pisała o tym, jaką przyjemność czerpie z seksu za kasę, z seksu z obcymi starszymi facetami. Niczego jej nie brakowało, a mimo to zdecydowała się umawiać za pieniądze.

Chciałam być jak ona. I chyba mi się udało. Chociaż z perspektywy czasu myślę, ile dałabym, żeby nie mieć na koncie doświadczenia groomingu21 i relacji z każdym z tych obrzydliwych typów, którym nie przeszkadzało ruchanie i gwałcenie dziewiętnasto-, dwudziesto-, dwudziestoparolatki. Prywatnie, nie za kasę.

1 Osoba cispłciowa - osoba, której płeć przypisana przy narodzinach odpowiada jej tożsamości płciowej.

2 Dysforia - poczucie dyskomfortu wynikające z niezgodności między różnymi aspektami płci. Dysforię płciową dzieli się na fizyczną i społeczną - w zależności od tego, co stoi u jej źródła. Dysforia fizyczna (lub cielesna) dotyczy dyskomfortu wynikającego z anatomicznych cech płciowych ciała, a społeczna tego, jak osoby są postrzegane przez społeczeństwo i w jaki sposób w społeczeństwie funkcjonują.

3 Cane (ang.) - wychłostać.

4 Sarah Kane (1971-1999) - angielska dramatopisarka, przedstawicielka nurtu teatralnego zwanego nowym brutalizmem.

5 Do you wanna fuck with me tonight? (ang.) - Czy chcesz się ze mną pieprzyć dziś wieczorem?

6 Gillian McCain (1966-) - kanadyjska poetka, współautorka książki Please, kill me. Punkowa historia punka, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2021.

7 Danny Fields (1941-) - amerykański menedżer muzyczny, dziennikarz i pisarz, jedna z najbardziej wpływowych postaci w historii punk rocka.

8 Żółty szalik [film], reż. Janusz Morgenstern, TVP, 2000.

9 Horny (ang.) - napalona.

10 Fuck me daddy (ang.) - Pieprz mnie, tatusiu.

11 Seksting - wymiana nacechowanych seksualnie wiadomości tekstowych, zdjęć czy filmów.

12 OnlyFans - serwis internetowy przeznaczony głównie do udostępniania materiałów nacechowanych erotycznie.

13 Custom - kontent erotyczny w postaci zdjęć lub filmów przygotowany na zamówienie osoby klienckiej.

14 Roksa.pl - nieistniejący już portal służący do zamieszczania ogłoszeń towarzyskich i anonsów erotycznych.

15 Odloty.pl - jw.

16 PTSD (ang. post traumatic stress disorder) - zespół stresu pourazowego.

17 Pretty Woman [film], reż. Garry Marshall, Buena Vista Pictures, 1990.

18 Comphet (ang. compulsory heterosexuality) - przymusowy heteroseksualizm.

19 Weronika R., Cichodajka.pl, Videograf II, Chorzów 2005.

20 Paulo Coelho, Jedenaście minut, tłum. Basia Stępień, Marek Janczur, Drzewo Babel, Warszawa 2004.

21 Grooming - podejmowanie działań polegających na nawiązaniu więzi emocjonalnej z dużo młodszą osobą, pełnoletnią lub nie, w celu jej wykorzystania, m.in. seksualnie.