Rozdział 4
Korzenie narkofutbolu (1979-1987)
W 1979 roku, gdy Pablo umacnia swoje wpływy w Medellín, 400 kilometrów dalej na południe - to jeden dzień jazdy, ale zupełnie inny świat - w Cali, trzecim co do wielkości mieście Kolumbii, właśnie zaczyna się epoka narkofutbolu.
Santiago de Cali, jak brzmi pełna nazwa metropolii, zupełnie nie przypomina Medellín. Pod koniec lat 70. populacja Medellín wynosi 1,7 miliona mieszkańców, w Cali zaś mieszka około 1,1 miliona osób. Cali jest jednak bramą na Pacyfik, jedynym dużym miastem kolumbijskim, które leży w pobliżu oceanu. Podobnie jak Medellín, to duże miasto może pochwalić się dwoma klubami piłkarskimi, zespołami América i Deportivo, które występują na tym samym stadionie. Podobnie jak Medellín, Cali stawało się właśnie jednym z głównych centrów przemytu narkotyków. Bracia Rodríguez Orejuela, Gilberto i Miguel, przerzucili się z marihuany na nowy, modny narkotyk - kokainę. Ich organizacja zasłynie jako kartel z Cali. Wysoko w górach Antioquii Pablo zaczyna karierę polityczną, a w dole, w Valle del Cauca, bracia Rodríguez Orejuela postanawiają zdywersyfikować swą działalność i inwestują w lokalny klub América.
To ciekawy wybór. W czasach współczesnych zespół ten ani razu nie sięgnął po mistrzostwo Kolumbii, podczas gdy jego lokalni rywale zgromadzili aż pięć tytułów przez 15 lat, licząc od roku 1965. Zaledwie rok wcześniej, w 1978, Deportivo dotarło do finału Copa Libertadores. Wiele osób uważa, że problemy Amériki wynikały z "klątwy Garabato". W 1948 roku największą gwiazdą tego zespołu był Benjamín Urrea, malutki, szybki i dobry technicznie zawodnik, na którego wołano Garabato (Bazgroł). Piłkarz pokłócił się z klubem, bo ten chciał dołączyć do zawodowej ligi kolumbijskiej, i rzucił na zespół klątwę. América dołączyła do rozgrywek pomimo protestów swojej gwiazdy, ale przez 30 lat ani razu nie zdobyła mistrzostwa Kolumbii.
W 1979 roku Garabato otrzymuje zaproszenie, by powrócić na łono Amériki Cali. Pojawia się na dzielonym z rywalami stadionie i podpisuje dokument, w którym oficjalnie zdejmuje klątwę. Zaczynają krążyć plotki, że w tym celu zorganizowano również specjalną mszę i odprawiono egzorcyzmy. Jakkolwiek jest naprawdę, w tym samym czasie klub ogłasza, że zatrudnił jednego z najbardziej znanych trenerów w kolumbijskim futbolu. Gabriel Ochoa Uribe ma na koncie siedem tytułów mistrzowskich z zespołami z Bogoty, sześć z Millonarios i jeden z Independiente Santa Fe. Zniesienie klątwy, nowy trener i pierwsze zastrzyki kapitału od kartelu z Cali oznaczają, że Los Diablos Rojos, czyli Czerwone Diabły, mogą zacząć wszystko od nowa. Nikt chyba nie przypuszcza, że losy zespołu odmienią się tak szybko i tak dramatycznie...
Zawodowa liga piłkarska istnieje w Kolumbii od 1948 roku. Początkowo liga działała poza wszelkimi regulacjami i nie podlegała jurysdykcji FIFA, w związku z czym światowe władze futbolu w latach 1949-1954 nakładały na kolumbijską piłkę różne sankcje, między innymi wykluczyły Kolumbię z mistrzostw świata w 1954 roku. Pomimo to - a może właśnie dlatego - na początku lat 50. w kolumbijską piłkę sporo inwestowano, dzięki czemu kluby mogły wykorzystać strajk w futbolu argentyńskim. Z Argentyny ściągnięto wówczas choćby Alfredo Di Stéfano. Piłka nożna pomagała również odwrócić uwagę społeczeństwa od zawieruchy politycznej oraz rozlewu krwi w okresie La Violencii. Wobec braku zasad i regulacji narzucanych przez FIFA kolumbijskie kluby, głównie Millonarios z Bogoty, mogły oferować graczom z zagranicy znacznie większe pieniądze niż drużyny z sąsiednich krajów, więc kolumbijska piłka zaliczyła krótki okres rozkwitu, nazywany również okresem El Dorado. Była to pierwsza złota epoka kolumbijskiego futbolu klubowego. W drugiej połowie lat 50., po zaledwie pięciu latach - w związku z powrotem pod skrzydła FIFA oraz zakończeniem wojny domowej, co oznaczało zmniejszenie znaczenia futbolu jako kapitału politycznego - kolumbijska piłka zaczęła się cofać.
W kolejnych latach liczba profesjonalnych klubów i krajowe struktury ulegały umocnieniu. Przyjęto wariant skomplikowanego, dwuczęściowego systemu ligowego, preferowanego w większości państw Ameryki Łacińskiej. W 1979 roku początkowo rozgrywane są mecze pierwszej fazy, Apertury, w której w formule meczu i rewanżu rywalizuje 14 zespołów. Następnie zaczynają się rozgrywki Finalización - biorąc pod uwagę wyniki Apertury, kluby dzieli się na dwie grupy po siedem zespołów. Zdobycz punktowa drużyn w czasie dwóch faz jest łączona i to ona decyduje o rozstawieniu w finałowej fazie sezonu, Reclasificación. Do dwóch półfinałowych grup trafiają po cztery zespoły, a każdy z nich rozgrywa po trzy mecze u siebie i na wyjeździe. Po dwa najlepsze zespoły z obu grup rywalizują w grupie finałowej i w ten sposób wyłania się mistrza kraju. Różne warianty tego formatu będą istnieć w kolumbijskim futbolu aż do roku 2002, kiedy to futbolowe władze zaczęły przyznawać dwa tytuły mistrzowskie - Apertura i Finalización stały się odrębnymi rozgrywkami rangi mistrzowskiej w obrębie jednego sezonu.
Kartel z Cali inwestuje w Américę prawdopodobnie największe pieniądze, jakie kolumbijski futbol widział od lat 50., ale początkowo wygląda na to, że klub minie się z sukcesem o włos. Zbudowany na fundamencie żelaznej obrony zespół w 1979 roku w Aperturze idzie łeb w łeb z miejscowymi rywalami, Deportivo Cali.
Na koniec tej fazy rozgrywek oba kluby znajdują się na samym szczycie tabeli, z takim samym dorobkiem. Następuje barażowy dwumecz, ale oba spotkania kończą się bezbramkowym remisem. Władze kolumbijskiej piłki muszą wrócić do dorobku ligowego klubów. Oba zespoły mają identyczne statystyki: 13 zwycięstw, 8 remisów i 5 porażek, co daje 34 punkty (dwa punkty za zwycięstwo, jeden punkt za remis). Jakby tego było mało, mają taki sam bilans bramkowy: +10. Ostatecznie pierwsze miejsce w tabeli przypada Deportivo, dzięki większej liczbie strzelonych goli. América koncentrowała się na obronie kosztem zdobywania bramek i ten fakt okazuje się jej zgubą. Może jednak klątwa nadal działa?
W drugiej połowie sezonu, w Finalización, América zaczyna z wysokiego C i nie ogląda się za siebie. Regularne rozgrywki ligowe kończy na pierwszym miejscu, z czterema punktami przewagi nad drugim Deportivo. América trafia do złożonej z czterech zespołów półfinałowej grupy A, ale nie idzie jej tam najlepiej. Do grupy finałowej przeciska się z przewagą zaledwie jednego punktu. Dalej robi się tylko trudniej. W pierwszych pięciu meczach ostatniej fazy wygrywa tylko dwukrotnie i dwukrotnie remisuje, raz zaś przegrywa (0:1 z Santa Fe w Bogocie). Na wyjeździe z Unión Magdalena América tylko zremisowała 1:1 i jeżeli ma zostać mistrzem, w ostatnim meczu musi pokonać u siebie właśnie ten zespół. Ochoa prowadzi drużynę do zwycięstwa 2:0 i América Cali zostaje mistrzem Kolumbii po raz pierwszy w swojej historii. "Klątwa Garabato" została zniesiona na dobre. Bracia Rodríguez mogą świętować swoje kolejne udane przedsięwzięcie.
Być może to właśnie ów moment wyznacza prawdziwy początek epoki narco-fútbol, która z wielkim przytupem potrwa półtorej dekady. Pochodząca z tego samego 1979 roku historia, być może apokryficzna, pokazuje niesamowite ambicje braci z Cali oraz możliwości narkofutbolu. Miguel Rodríguez Orejuela, młodszy z dwóch braci, spotyka się z 19-letnim Argentyńczykiem, który wychował się w dzielnicy nędzy w Buenos Aires. Chłopak jest dobrze zbudowany, ale niski, ma zaledwie 165 centymetrów wzrostu. Już na pierwszy rzut oka widać, że Orejuela traktuje rozmówcę bardzo poważnie. Funduje mu wystawny obiad. Chodzi o wschodzącą gwiazdę Argentinos Juniors i całej argentyńskiej piłki, Diego Armando Maradonę. Miguel proponuje nastolatkowi trzy miliony dolarów za przejście do Amériki Cali i grę w tym klubie w drugiej połowie kolumbijskiego sezonu. Diego jednak odrzuca tę ofertę. W 1982 roku zostanie bohaterem rekordowego transferu, gdy za 1,2 miliarda pesos przejdzie z Boca Juniors do Barcelony. Wspomniana wystawna kolacja nie będzie jednak jego jedynym spotkaniem z kolumbijskim bossem narkotykowym.
W rzeczy samej América Cali nie jest pierwszym kolumbijskim klubem, w którego kasie pojawiają się pieniądze z narkotyków. Wydaje się, że ten wątpliwy zaszczyt mógł przypaść w udziale zespołowi, który drużyna z Cali pokonała właśnie w walce o tytuł mistrzowski w 1979 roku - Uniónowi Magdalena.
Jak na ironię, w tym przypadku chodziło jednak o marihuanę, narkotyk, od którego zaczynali założyciele karteli z Cali i Medellín. Na początku lat 70. w Unión Magdalena zainwestowała grupa przemytników marihuany, na czele której stał baron narkotykowy Eduardo Enrique Dávila Armenta. Klub dopiero co wywalczył tytuł mistrza Kolumbii w 1968 roku i został pierwszym takim zespołem z karaibskiego regionu kraju. Zainwestowane pieniądze, nawet jeżeli były duże, nie przynoszą jednak pożądanych efektów. Unión Magdalena do dzisiaj nie zdołał sięgnąć po kolejny tytuł. Najbardziej znany pozostaje z faktu, że był pierwszym klubem Carlosa "El Pibe" (Dzieciaka) Valderramy, miejscowej legendy, kolumbijskiej supergwiazdy i światowej ikony futbolu (oraz fryzjerstwa). W latach 80. to América Cali pokazuje, ile można zdziałać dzięki pieniądzom z narkotyków - w Kolumbii zaczyna się epoka niemal całkowitej dominacji tego zespołu, która trwa dopóty, dopóki do gry nie dołącza niejaki Pablo Escobar ze swoim ukochanym Atlético Nacional.
W pierwszym okresie swojej potęgi América i szemrani sponsorzy tego klubu nie mają jednak wyłącznie z górki. W sezonie 1980 docierają do grupy finałowej, ale zajmują w niej dopiero trzecie miejsce, za znienawidzonymi rywalami z Deportivo Cali oraz zespołem Junior de Barranquilla, który sięga po mistrzostwo. W 1981 roku czeka ich jeszcze większa niespodzianka.
Pablo Escobar jest już zaangażowany w działalność swojego ulubionego klubu, Atlético Nacional. Wkrótce jego wpływy i pieniądze dobitnie dadzą o sobie znać. Początek Apertury w 1981 roku przebiega zgodnie z oczekiwaniami - América Cali kończy te rozgrywki na pierwszym miejscu w tabeli. Tym samym zapewnia sobie miejsce w grupie półfinałowej, choć w grupie A fazy Finalización jest ostatnia. W rozgrywkach Reclasificación w tabeli łączonej América zajmuje jednak pierwsze miejsce, z przewagą dwóch punktów nad Atlético Nacional i Millonarios. Później zaś wygrywa grupę półfinałową, w sześciu meczach strzelając 12 goli i tracąc tylko jednego. Mimo to w czterozespołowej grupie finałowej drużyna znów przestaje grać - mistrzem Kolumbii zostaje ekipa Atlético Nacional. Mieszkańcom Cali nie jest łatwo przełknąć tę gorzką pigułkę. Dla Pablo zaś to pierwsza okazja, by posmakować sukcesu. I tak oto zaczyna się tytaniczny pojedynek dwóch karteli oraz klubów, które te kartele z czasem opanują: Atlético Nacional i Deportivo Independiente z Medellín, Millonarios z Bogoty i Amériki Cali. Kartele te zmierzą się najpierw na boisku, a potem wypowiedzą sobie otwartą wojnę na terenie całego kraju...
*
Rok 1981 przynosi nie tylko czwarty tytuł mistrzowski dla Atlético Nacional w historii. W tym samym roku Pablo Escobar nadaje ostateczny kształt swojej organizacji i staje się jej faktycznym szefem - zasłynie ona na świecie jako kartel z Medellín.
Na kolumbijskiej wsi, gdzie w czasach dzieciństwa Pablo szalała La Violencia, sytuacja uległa zmianie. Latynoamerykański kryzys zadłużenia oraz jego lokalne i międzynarodowe reperkusje poskutkowały całkowitą zapaścią krajowej branży kawowej, a przecież kawa była dotychczas najważniejszym produktem eksportowym Kolumbii i źródłem największych przychodów. W miejsce stron prowadzących wcześniej krwawy konflikt wchodzą nowe grupy paramilitarne, a najbardziej aktywne wśród nich są Rewolucyjne Siły Zbrojne Kolumbii (FARC, Fuerzas Armadas Revolucionarias de Colombia) - marksistowska armia ludowa, która rośnie w siłę i powiększa swoje wpływy na terenach wiejskich. A na rządzącym się własnymi prawami ubogim odludziu coraz więcej miejsca zajmują nowe uprawy, bardziej ryzykowne, ale też bardziej lukratywne - kawę zastępuje koka.
Pod koniec lat 70. Pablo zyskuje dostęp do dużej części lokalnej produkcji koki za pośrednictwem coraz silniejszego José Gonzalo Rodrígueza Gachy, nazywanego El Mexicano (Meksykanin). Pseudonim nie nawiązuje do pochodzenia mężczyzny (wywodził się z rodziny kolumbijskich hodowców trzody chlewnej), tylko do jego zamiłowania do wszystkiego, co meksykańskie: muzyki, kultury, koni. Poza tym razem z kartelami meksykańskimi wytycza nowe trasy przerzutowe. Pablo i Gustavo już od dawna nie przemycają pasty kokainowej z Peru i Boliwii w tajnych kieszeniach, specjalnie wszytych przez do?ę Hermildę, od dawna też nie ukrywają towaru w nadkolach, kole zapasowym albo w innych przemyślnych schowkach w pojazdach na lokalnych tablicach rejestracyjnych. Odkąd uprawiana przez El Mexicano koka jest zamieniana w pastę, a potem we właściwą kokainę w licznych "kuchniach" Escobara ukrytych w kolumbijskiej dżungli, Pablo nie musi się już głowić nad pomysłowymi sposobami przemycania produktu - może zacząć rozmyślać nad tym, jak zaopatrywać w kokainę rynek o największym popycie: Los Estados Unitos, czyli Stany Zjednoczone. W latach 80. zaś zapotrzebowanie na ten narkotyk wydaje się tam nieskończone.
Pablo wymyśla genialne sposoby przemycania produktu na terytorium USA przez całą armię jego mulas, narkotykowych mułów. Niektórzy udają niewidomych, a towar przewożą w białych laskach. Inni podróżują na wózkach inwalidzkich albo z chodzikami, kokaina zaś jest ukryta w pustych metalowych rurkach. Jeszcze inni stosują starą sztuczkę - mają specjalne kieszonki pozaszywane w ubraniach, czasem przenoszą narkotyk nawet w butach. Najbardziej ryzykowna metoda - przynajmniej dla muła - polega na połknięciu kokainy w kondomach lub balonikach. Gdy zabezpieczenie pęknie - a pęka dość często - dla kogoś takiego najczęściej kończy się to kiepsko. W końcu Pablo opracowuje najbardziej efektywną metodę. Dzięki sieci opłacanych przez kartel pilotów i personelu pokładowego wysyła całe walizki pełne kokainy, które są po prostu przekazywane właściwej osobie po wylądowaniu na lotnisku docelowym w Stanach.
Wkrótce El Patrón i El Mexicano produkują tyle kokainy, że potrzebny jest śmielszy plan, zakrojony na większą skalę. Jeszcze przed nadejściem lat 80. nawiązują współpracę z kolumbijsko-niemieckim pilotem i przemytnikiem, Carlosem Lehderem, który wykorzystuje własne samoloty i własną prywatną wyspę na Morzu Karaibskim do przerzucania kokainy do USA. Powstaje triumwirat kontrolujący podaż i dystrybucję, choć to jeszcze nie zwarty kartel z Medellín. Dopiero ten ostatni zdominuje Kolumbię i doprowadzi do krwawej wojny na ulicach. Konsolidacja następuje w 1981 roku.
W latach 70. sławę zyskuje M-19, grupa partyzancka walcząca z FARC. W 1974 roku członkowie M-19 kradną symbol kolumbijskiego patriotyzmu i jedną z najważniejszych relikwii narodowych - miecz należący do Simóna Bolívara, człowieka, który wyzwolił Kolumbię spod hiszpańskiego panowania. W 1976 roku bojówkarze tej organizacji porywają i mordują znanego lidera związków zawodowych, a w Nowy Rok 1979 roku najeżdżają na magazyn kolumbijskiej armii i kradną pięć tysięcy sztuk broni. Niecałe dwa miesiące później robią nalot podczas uroczystego przyjęcia w ambasadzie Dominikany i biorą 14 ambasadorów na zakładników. W 1981 roku to właśnie ludzie z grupy M-19 nieświadomie przyczyniają się do powstania kartelu z Medellín.
13 marca partyzanci z M-19, w tym ich lider, Iván Torres, podjeżdżają pod Uniwersytet w Medellín dokładnie w momencie, gdy pewna młoda dziewczyna, Martha Ochoa, wychodzi z uczelni w towarzystwie koleżanki. Zostaje porwana z ulicy i wciągnięta do samochodu. Martha to siostra trzech najbogatszych mężczyzn w Medellín, braci Ochoa: Jorge, Juana Davida i Fabio. Ludzie z M-19 żądają okupu, tym razem się jednak przeliczyli. I to grubo. Bracia Ochoa nie tylko zajmują się przemytem narkotyków, ale w coraz większym stopniu współpracują też z Escobarem i jego ludźmi. Pablo jednoczy się z braćmi Ochoa i powstaje grupa Śmierć Porywaczom (MAS, Muerte a Secuestradores). Pablo zapewnia pieniądze, ludzi i broń. Licząca dwa tysiące osób armia MAS wypowiada krwawą wojnę M-19. Bojówkarze zostają zmuszeni do odwrotu, a Martha wkrótce odzyskuje wolność.
Gdy bracia Ochoa dołączają do Pablo i Gustavo (który przez cały czas blisko współpracuje z Pablo) oraz do El Mexicano i Carlosa Lehdera, kartel z Medellín zaczyna krzepnąć. Pieniądze płyną szerokim strumieniem i jest ich coraz więcej. Jednym z największych problemów Pablo i Księgowego, czyli jego brata Roberto, staje się pranie zarobionych sum.
Decyzja o zainwestowaniu pieniędzy w futbol, w szczególności w Atlético Nacional, okazuje się genialna. Bracia przejmują kontrolę nad finansami klubu i samego stadionu, inwestują również w drugą drużynę z Medellín, prowadzoną przez innych miejscowych gangsterów, Hectora Mesę i Pablo Correę Ramosa. Roberto, kibica Deportivo Independiente, można spotkać na Estadio Atanasio Girardot. Posiadanie klubu to spełnienie marzeń kogoś, kto zajmuje się praniem brudnych pieniędzy pochodzących ze sprzedaży kokainy. Bilety na mecze są sprzedawane za gotówkę, a zawyżanie tych wpływów przychodzi Roberto bez większego problemu. Jeden mecz ogląda 40 tysięcy kibiców, więc kartel pierze w ten sposób miliony dolarów. Kluby piłkarskie to duże, skomplikowane przedsięwzięcia biznesowe, mające wiele różnych wydatków, oferują zatem szerokie możliwości prowadzenia kreatywnej księgowości. Transfery zawodników, zarobki piłkarzy, wynagrodzenia pracowników klubu, koszty budów - da się dzięki temu ukryć naprawdę dużo.
Futbol nie służy jednak kartelowi wyłącznie do legitymizowania przychodów. Dla Pablo piłka od zawsze znaczy dużo więcej. Kiedyś grał na zakurzonych ulicach Medellín, a teraz buduje nowe boiska i otwiera stadiony - kocha ten sport, a do tego ma pełną świadomość, że futbol może być narzędziem zdobywania serc i umysłów mas. W Atlético Nacional nie tylko pierze brudne pieniądze, on w ten klub faktycznie inwestuje. To jego miasto i jego zespół. To jego ludzie. Niczym rzymski cesarz, który zapewnia ludowi chleb i igrzyska, Pablo oferuje swoim ludziom chwałę - a oni go za to pokochają.
W tym samym okresie pieniądze z narkotyków płyną również do Santa Fe, jednego z dużych klubów z Bogoty. Jego długi spłacił nowy prezydent, Fernando Carrillo. W maju 1981 roku on sam i jego firma Inverca Group zostają oskarżeni o przemyt kokainy na Florydę. Prezydent klubu zostaje usunięty ze stanowiska, ale to w żaden sposób nie zmienia ogólnej sytuacji - klub przejmuje dwóch braci, Silvio i Phanor Arizabaleta-Arzayus, również przemytnicy narkotyków.
W pierwszej połowie lat 80. w kolumbijskim futbolu dominuje jednak América Cali braci Rodríguez. Pablo jest wówczas zajęty priorytetową dla siebie sprawą, czyli wyborami do Kongresu, które mają mu zapewnić immunitet chroniący go przed ekstradycją. Futbol stanie się dla niego tematem numer jeden dopiero wówczas, gdy w jego życiu zajdą zmiany. Atlético Nacional zacznie wówczas istotnie korzystać na wsparciu Escobara.
*
W 1982 roku, po dwukrotnym zajęciu trzeciego miejsca w rozgrywkach krajowych, América Cali zaczyna notować sukces za sukcesem - mało która drużyna w czasach współczesnych może jej dorównać pod tym względem. Trener Ochoa w przeszłości był bramkarzem. Karierę zaczynał właśnie w klubie z Cali, po czym przeniósł się do Bogoty i w barwach Millonarios czterokrotnie sięgnął po tytuł mistrza Kolumbii. Występował wówczas w jednym zespole z samym Alfredo Di Stéfano. Jako trener ma już na koncie siedem tytułów mistrzowskich z Millonarios i Santa Fe. Triumf z Américą Cali w 1979 roku był jego ósmym takim sukcesem trenerskim. Teraz dysponuje jednak potężnym wsparciem finansowym kartelu z Cali i odnosi historyczne triumfy.
Buduje zespół bez słabych punktów. W bramce stoi wysoki Argentyńczyk Julio César Falcioni, który w 1981 roku przeszedł do Cali z Vélezu Sarsfield. Jeszcze przed sezonem 1982 dołącza do niego rodak Roque Alfaro, napastnik, który zdobywał doświadczenie w Newell's Old Boys, a potem grał trochę w Europie, w Panathinaikosie. W tym samym sezonie w Américe Cali pojawia się również dwóch młodych graczy, którzy debiutują w pierwszym zespole: Humberto Sierra oraz młody, mierzący zaledwie 160 centymetrów napastnik Antony de Ávila.
Ci piłkarze tworzą znakomity zespół. W 1982 roku América dokonuje czegoś niesamowitego - zgarnia wszystko, co jest do wzięcia. Wygrywa Aperturę, zajmuje pierwsze miejsce w grupie w Finalización, a następnie triumfuje w rozgrywkach finałowych, zorganizowanych według nowej, ośmiozespołowej formuły. To dopiero drugi tytuł mistrzowski klubu, ale zdecydowanie nie ostatni. América Cali wygra ligę kolumbijską również w latach 1983, 1984, 1985 i 1986 - pięć mistrzostw z rzędu to nowy rekord. W Kolumbii nikt nie może się równać z drużyną Ochoi.
Trener z każdym kolejnym sezonem wzmacnia zespół i wprowadza go na wyższy poziom. A klubowa kasa pęka w szwach od pieniędzy ze sprzedaży kokainy. W 1983 roku América kupuje z Deportivo Cali gwiazdora ligi, bramkostrzelnego pomocnika Willingtona Ortiza. Mówią na niego El Viejo Willy (Stary Willy), ale pomimo 30 lat na karku zawodnik ten pomaga zmienić styl gry zespołu, który porzuca defensywne nastawienie na rzecz płynnych ataków. Kwota transferowa pozostaje tajemnicą, co również wskazuje, że finansowanie klubu pochodzi z nielegalnych środków, łożonych przez ludzi, którzy mają w tym swój ukryty cel. W sezonie 1984 América pewnie zmierza po kolejny tytuł. W tym samym roku Ochoa ściąga do klubu "lewonożnego poetę", peruwiańskiego obrońcę Césara Cueto. Cel zostaje osiągnięty - América sięga po trzecie mistrzostwo z rzędu.
Na początku sezonu 1985 klub dodatkowo wzmacnia ofensywę - z zespołu New York Cosmos kupuje bramkostrzelnego reprezentanta Paragwaju, Roberto Caba?asa, oraz napastnika reprezentacji Argentyny, Ricardo Garecę, który przechodzi do Cali z River Plate. Tym razem jednak Américę czeka sezon trudnej rywalizacji, pełen radości i zawodów - doświadczeń znanych fanom piłki nożnej na całym świecie. Na wszystkich etapach rozgrywek - w Aperturze, Finalización i ośmiozespołowej grupie finałowej - América nieustannie czuje na plecach oddech Deportivo Cali. Piłkarze Ochoi zdobywają tytuł dzięki zwycięstwu nad Deportivo w przedostatnim meczu sezonu, ostatecznie América Cali okazuje się lepsza od lokalnych rywali zaledwie o pół punktu.
Sezon 1985 jest godny odnotowania z jeszcze innego powodu. América sięgnie po tytuł również w 1986 roku i ustanowi rekord ligi kolumbijskiej, lecz sezon 1985 to przede wszystkim początek nowej obsesji tego klubu i jego fanów (obsesji, która wkrótce dopadnie również Pablo i jego Nacional) - jest nią triumf w Copa Libertadores. Do tamtej pory żaden klub kolumbijski nie może się poszczycić zwycięstwem w najważniejszym turnieju klubowym w Ameryce Południowej, odpowiedniku Pucharu Europy, czyli dzisiejszej Ligi Mistrzów. Jedyną kolumbijską drużyną, która kiedykolwiek dotarła do finału tych rozgrywek, było Deportivo Cali. Stało się tak w 1978 roku, ale kolumbijska ekipa uległa ostatecznie w dwumeczu 0:4 Boca Juniors. W sezonie 1985 śladami Deportivo podąża América Cali i po raz pierwszy w historii gra w finale Copa Libertadores. Zawodnicy Amériki przed finałem są bardzo pewni siebie - w fazie grupowej okazali się niepokonani, a potem wygrali swoją trzyzespołową grupę półfinałową. Rywalem kolumbijskiej drużyny jest ekipa Argentinos Juniors, która również po raz pierwszy znalazła się w finale tych rozgrywek. Różnica polega na tym, że w 25 wcześniejszych edycjach Copa Libertadores argentyńskie kluby triumfowały aż 13 razy.
W pierwszym, rozgrywanym w Buenos Aires meczu América przegrywa nieznacznie 0:1. W spotkaniu rewanżowym wygrywa takim samym stosunkiem. W związku z tym rozegrany zostaje trzeci, rozstrzygający mecz, tym razem w paragwajskim Asunción. W 37. minucie piłkarze Argentinos obejmują prowadzenie, ale chwilę później, w 42. minucie, wyrównuje Ricardo Gareca, Argentyńczyk nazywany El Tigre. Remis utrzymuje się do końca regulaminowego czasu gry. Arbiter Hernán Silva kończy mecz, zawodnicy przygotowują się do karnych. Piłka raz za razem wpada do siatki - Gareca, Caba?as, Herrera i Soto odpowiadają na udane strzały rywali z Argentyny. Gdy Mario Hernán Videla wykorzystuje piątą jedenastkę, cały ciężar utrzymania kolumbijskiej drużyny w grze - po trzech meczach bez rozstrzygnięcia - spada na barki malutkiego El Pitufo (Smerfa), czyli Antony'ego de Ávili.
To już doświadczony zawodnik, który znajduje się na prostej drodze do zostania najlepszym strzelcem Amériki Cali w historii. Uderza na prawo od argentyńskiego bramkarza, jednak Enrique Vidallé odgaduje jego zamiary, rzuca się i broni strzał. América upada na ostatnim płotku, jaki został jej do pokonania. Puchar po raz kolejny jedzie do Argentyny.
Triumf w lidze w 1986 roku kosztem rywali z Deportivo to za mało, by uśmierzyć ból po kolejnym przegranym finale Copa Libertadores, nawet jeżeli w drodze do finału tych rozgrywek udało się wyeliminować właśnie lokalnych rywali. Américe w decydującym meczu najważniejszych południowoamerykańskich rozgrywek klubowych znów przyszło się mierzyć z przeciwnikiem z Argentyny, tyle że tym razem nie z debiutantami z Argentinos Juniors, lecz z prawdziwym gigantem - River Plate. Porażka Kolumbijczyków u siebie 1:2 oznaczała, że w rewanżu poprzeczka okazała się zawieszona zbyt wysoko. América przegrała drugie spotkanie 0:1, a cały dwumecz 1:3. Przynajmniej tym razem obyło się bez karnych.
Zwycięstwo w Copa Libertadores jest dla Amériki tak ważny, że drużyna z Cali pozwala odebrać sobie prymat w lidze rywalom z Millonarios Bogota, zespołu kontrolowanego już przez El Mexicano, wspólnika Pablo. W sezonie 1987 América skupia się na przerwaniu pechowej passy w Copa Libertadores. Wygląda na to, że tym razem szczęście jej sprzyja. Najpierw zajmuje pierwsze miejsce w rozgrywkach grupowych ex aequo z Deportivo Cali - oba zespoły mają tyle samo punktów, a ponadto taki sam bilans bramkowy, tyle samo strzelonych i tyle samo straconych goli. Żeby wyłonić zwycięzcę grupy, konieczne jest dodatkowe spotkanie. Kończy się ono bezbramkowym remisem, ale América wygrywa wreszcie w rzutach karnych (4:2). Z trzydrużynowej grupy półfinałowej Kolumbijczycy awansują zaś wyłącznie dzięki temu, że strzelają jednego gola więcej niż chilijski zespół Cobreloa. W finale ekipa z Cali w końcu nie trafia na drużynę z Argentyny - tym razem czeka tam na Kolumbijczyków Pe?arol Montevideo. Urugwajczycy jednak triumfowali już w tych rozgrywkach czterokrotnie. Czy América, która niedawno ustanowiła rekord pięciu tytułów mistrzów Kolumbii z rzędu, może osiągnąć jeszcze więcej i po raz pierwszy przywieźć do kraju Copa Libertadores?
Na Estadio Pascual Guerrero pojawia się 65 tysięcy kibiców, a ich idole wygrywają 2:0 po golach Battaglii i Caba?asa. W rewanżu na Estadio Centenario w Montevideo już w 19. minucie Caba?as sprawia, że goście obejmują prowadzenie. Wygląda na to, że América odniesie sukces w rozgrywkach, w których nie udało się to dotąd żadnemu kolumbijskiemu klubowi. W drugiej połowie jednak Diego Aguirre wyrównuje, co odmienia obraz gry. Gdy w 87. minucie Urugwajczycy obejmują prowadzenie, zawodnicy z Cali nie mają już czasu, by skutecznie odpowiedzieć. Mecz kończy się wynikiem 2:1 dla gospodarzy. Jako że oba zespoły mają po dwa punkty za zwycięstwo w jednym meczu (bo w finałach Copa Libertadores nie brało się wówczas pod uwagę wyniku dwumeczu), potrzebny będzie trzeci mecz finałowy.
Jeżeli fani w Cali oraz w całej Kolumbii uważają, że zaznali już smaku zawodu, z pewnością nie są przygotowani na to, co wydarzy się tym razem. Na Estadio Nacional w chilijskim Santiago po 90 minutach jest bezbramkowy remis. Wydaje się, że dogrywka również nie wyłoni zwycięzcy i o wszystkim zadecydują rzuty karne - ale w ostatnich sekundach gry gola strzela Aguirre i tym samym po raz kolejny odbiera szansę na sukces piłkarzom Amériki Cali. Do kolejnego finału tych rozgrywek América awansuje dopiero niemal dziesięć lat później, ale znów nie uda jej się go wygrać - w sezonie 1996 Kolumbijczykom przyjdzie uznać wyższość River Plate.
Na razie mamy jednak początek lat 80., América dominuje w lidze, a Pablo nie skupia się jeszcze na wspieraniu Atlético Nacional, tylko na swojej karierze politycznej...