ler Lunatycy. Jak Europa poszła na wojnę w roku 1914 - Christopher Clark

Kup ebooka

59.00 zł
32.45 zł (32,45 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
?

Przypisy

WPROWADZENIE

[1] D. Fromkin, Europe's Last Summer. Who Started the Great War in 1914?, New York 2004, s. 6.
[2] Niemieckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych finansowało działalność Arbeitsausschuss Deutscher Verbände mającego na celu skoordynowanie kampanii przeciwko obarczaniu Niemiec winą za wojnę i nieoficjalnie wspierało złożoną z uczonych Zentralstellezur Erforschung der Kriegsursachen. Zob. U. Heinemann, Die verdrängte Niederlage: politische Öffentlichkeit und Kriegsschuldfrage in der Weimarer Republik, Göttingen 1983, zwłaszcza s. 95-117; S. Zala, Geschichte unter der Schere politischer Zensur. Amtliche Aktensammlung im internationalen Vergleich, München 2001, zwłaszcza s. 57-77; I. Geiss, Die manipulierte Kriegsschuldfrage. Deutsche Reichspolitik in der Julikrise 1914 und deutsche Kriegszieleim Spiegel des Schuldreferats des Auswärtigen Amtes, 1919-1931, "Militäreschichtliche Mitteilungen" 1983, Bd. 34, s. 31-60.
[3] Barthou do Martina, list z 3 maja 1934, cyt. za: K. Hamilton, The Historical Diplomacy of the Third Republic [w:] Forging the Collective Memory. Government and International Historians through Two World Wars, red. K.M. Wilson, Providence-Oxford 1996, s. 29-62, tutaj s. 45. Na temat francuskiej krytyki niemieckiego wydania źródeł zob. np. E. Bourgeois, Les archives d'État et l'enquete sur les origines de la guerre mondiale. A propos de la publication allemande: Die grosse Politik d. europ. Kabinette et de satraduction française, "Revue historique", maj-sierpień 1927, nr 155, s. 39-56. Bourgeois oskarżył niemieckich redaktorów o przyjęcie takiej konstrukcji ich zbioru, która pozwalała ukryć taktyczne pominięcia w dokumentacji. Odpowiedź wydawcy niemieckiego zob. F. Thimme, Französische Kritiken zur deutschen Aktenpublikation, "Europäische Gespräche" 1927, nr 8/9, s. 461-479.
[4] U. Burz, Austria and the Great War. Official Publications in the 1920s and 1930s [w:] Forging the Collective Memory..., op. cit., s. 178-191, tutaj s. 186.
[5] J.-B. Duroselle, La grande guerre des Français, 1914-1918: L'incompréhensible, Paris 1994, s. 23-33 [wyd. pol. Wielka wojna Francuzów: 1914-1918, tłum. A. Ciastek, Warszawa 2006]; J.F.V. Keiger, Raymond Poincaré, Cambridge 1997, s. 194-195.
[6] K.M. Wilson, The Imbalance in British Documents on the Origins of the War, 1898-1914. Gooch, Temperley and the India Office [w:] Forging the Collective Memory..., op. cit., s. 230-264, tutaj s. 231. Por. w tym samym tomie K.M. Wilson, Introduction. Governments, Historians and "Historical Engineering", s. 1-28, zwłaszcza s. 12-13.
[7] B. Schwertfeger, Der Weltkrieg der Dokumente. Zehn Jahre Kriegsschuldforschung und ihr Ergebnis, Berlin 1929. Bardziej ogólnie o tym problemie zob. S. Zala, Geschichte unter der Schere..., op. cit., zwłaszcza s. 31-36, 47-91, 327-338.
[8] T. von Bethmann Hollweg, Betrachtungen zum Weltkriege, Bd. 1-2, Berlin 1919, zwłaszcza Bd. 1, s. 113-184; S.D. Sazonov, Les Années fatales, Paris 1927; R. Poincaré, Au service de la France - neuf années de souvenirs, t. 1-10, Paris 1926-1933, zwłaszcza t. 4: L'Union sacrée, s. 163-431. Bardziej szczegółowe, ale niekoniecznie bardziej odkrywcze omówienie kryzysu przez byłego prezydenta zob. R. Gerin, Les responsabilités de la guerre: quatorze questions, par René Gerin ... quatorze réponses, par Raymond Poincaré, Paris 1930.
[9] E. Grey, Twenty-Five Years: 1892-1916, London1925.
[10] B.E. Schmitt, Interviewing the Authors of the War, Chicago 1930.
[11] Ibidem, s. 11.
[12] L. Albertini, The Origins of the War of 1914, vol. 2, Oxford 1953, s. 40. Magrini pracował na polecenie włoskiego historyka Luigiego Albertiniego.
[13] D. Spring, The Unfinished Collection. Russian Documents on the Origins of the First World War [w:] Forging the Collective Memory..., op. cit., s. 63-86.
[14] J.W. Langdon, July 1914: The Long Debate, 1918-1990, Oxford 1991, s. 51.
[15] Byłoby bezcelowe przedstawiać w tym miejscu jakąś próbkę tej literatury. Użyteczne omówienia tej debaty i jej historii zob. J.A. Moses, The Politics of Illusion: The Fischer Controversy in German Historiography, London 1975; A. Mombauer, The Origins of the First World War: Controversies and Consensus, London 2002; W. Jäger, Historische Forschung und politische Kultur in Deutschland. Die Debatte um den Ausbruch des Ersten Weltkriegs 1914-1980, Göttingen 1984; J.W. Langdon, July 1914..., op. cit.; idem, Emerging from Fischer's Shadow: Recent Examinations of the Crisis of July 1914, "The History Teacher", listopad 1986, vol. 20, no. 1, s. 63-86; J. Joll, The 1914 Debate Continues: Fritz Fischer and His Critics, "Past & Present" 1966, vol. 34, no. 1, s. 100-113 oraz odpowiedź w: P.H.S. Hatton, Britain and Germany in 1914: The July Crisis and War Aims, "Past & Present" 1967, vol. 36, no. 1, s. 138-143; K.H. Jarausch, Revising German History. Bethmann Hollweg Revisited, "Central European History" 1988, vol. 21, no. 3, s. 224-243; S.R. Williamson, E.R. May, An Identity of Opinion. Historians and July 1914, "Journal of Modern History", czerwiec 2007, vol. 79, no. 2, s. 335-387; J. Winter, A. Prost, The Great War in History. Debates and Controversies, 1914 to the Present, Cambridge 2005.
[16] Na temat "ozdobności" zob. D. Cannadine, Ornamentalism. How the British Saw Their Empire, London 2002. Doskonały przykład takiego dystansującego się podejścia do świata sprzed 1914 roku zob. B. Tuchman, Proud Tower. A Portrait of the World before the War, 1890-1914, London 1966 [wyd. pol. Wyniosła wieża: świat przed pierwszą wojną 1890-1914, tłum. J. Zawadzka, Warszawa 2014]; B. Tuchman, August 1914, London 1962 [wyd. pol. Sierpniowe salwy, tłum. M.J. Michejda, A. Michejda, Warszawa 2014].
[17] R.F. Hamilton, H. Herwig, Decisions for War 1914-1917, Cambridge 2004, s. 46.
[18] S. Budinow, Bałkanskite wojni (1912-1913). Istoriczeski priedstawi w sistiemata na nauczno-obrezowatielnata komunikatsija, Sofia 2005, s. 55.
[19] Zob. zwłaszcza: H. Afflerbach, The Topos of Improbable War in Europe before 1914 [w:] An Improbable War? The Outbreak of World War I and European Political Culture before 1914, red. H. Afflerbach, D. Stevenson, Oxford 2007, s. 161-182 oraz wprowadzenie redaktorów do tego samego tomu, s. 1-17.
?

SKRÓTY

AMAE - Archive Minist?re des Affaires Étrang?res, Paryż

AN - Archives Nationales, Paryż

ASMID - Po - Arhiv Srbije, Ministarstvo Inostranih Dela - Političko Odeljenje, Belgrad

AWPRI - Archiw Wnieszniej Politiki Rossijskoj Impieriji, Moskwa

BD - British Documents on the Origins of the War: 1898-1914, vol. 1-11, red. G.P. Gooch, H. Temperley, London 1926-1938

BNF - Biblioth?que Nationale de France, Paryż

DD - Deutsche Dokumentezum Kriegsausbruch, Bd. 1-4, red. K. Kautsky, M. Montgelas, W. Schücking, Berlin 1919

DDF - Documents diplomatiques français relatifs aux origines de la guerre de 1914, vol. 1-41, Paris 1929-1959

DSPKS - Dokumenti o Spoljnoj Politici Kraljevine Srbije, knj. 1-7, red. V. Dedijer, Ž. Anić, Beograd 1980

GARF - Gosudarstwiennyj Archiw Rossijskoj Fiederatsiji, Moskwa

GP - Grosse Politik der europäischen Kabinette, 1871-1914, Bd. 1-40, red. J. Lepsius, A. Mendelssohn-Bartholdy, F.W. Thimme, Berlin 1922-1927

HHStA - Haus- Hof- und Staatsarchiv, Wiedeń

HSA - Hauptstaatsarchiv, Stuttgart

IBZI - Die internationalen Beziehungen im Zeitalter des Imperialismus. Dokumente aus den Archiven der zarischen und der provisorischen Regierung, Bd. 1-9, red. M.N. Pokrowski et al., Berlin 1931-1939

KA - Krasnyj Archiw, Moskwa

MAEB AD - Minist?re des Affaires Étrang?res Belgique - Archives Diplomatiques, Bruksela

MSZ - Ministerstwo Spraw Zagranicznych

NA - Nationaal Archief, Haga

NMM - National Maritime Museum, Greenwich

ÖUAP - Österreichs-Ungarns Aussenpolitik von der bosnischen Krisebiszum Kriegsausbruch 1914, Bd. 1-9, red. L. Bittner, H. Uebersberger, Wien 1930

PA-AA - Das Politische Archiv des Auswärtigen Amtes, Berlin

PA-AP - Papiers d'Agents - Archives Privées

RGIA - Rossijskij Gosudarstwiennyj Istoriczeskij Archiw, Petersburg

RGWIA - Rossijskij Gosudarstwiennyj Wojenno-istoriczeskij Archiw, Moskwa

TNA - The National Archives, Kijów

?

Wprowadzenie

Na kontynencie europejskim panował pokój, gdy rankiem w niedzielę 28 czerwca 1914 roku arcyksiążę Franciszek Ferdynand i jego żona Zofia Chotek przybyli na dworzec kolejowy w Sarajewie. Trzydzieści siedem dni później w Europie toczyła się już wojna. Konflikt, który rozpoczął się tamtego lata, zmobilizował sześćdziesiąt pięć milionów żołnierzy, zniszczył trzy imperia, kosztował życie dwudziestu milionów wojskowych i cywilów, zaś kolejne dwadzieścia jeden milionów odniosło rany w czasie jego trwania. Potworności XX wieku w Europie zrodziły się z tej katastrofy. Jak to ujął amerykański historyk Fritz Stern, była to "pierwsza klęska dwudziestego stulecia, klęska, w której wszystkie inne klęski miały swoje źródło"[1]. Debata nad tym, dlaczego do tego doszło, zaczęła się, zanim jeszcze padły pierwsze strzały, i trwa od tamtej pory aż do dzisiaj. Wynikiem tej debaty jest literatura historyczna o niezrównanych rozmiarach, wyrafinowaniu i moralnej intensywności. Dla teoretyków stosunków międzynarodowych wydarzenia z roku 1914 pozostają kryzysem politycznym par excellence, dostatecznie złożonym, żeby pomieścić w sobie dowolną liczbę hipotez.

Historyk, który stara się zrozumieć genezę pierwszej wojny światowej, napotyka kilka problemów. Pierwszym i najbardziej oczywistym jest nadmiar źródeł. Każda z walczących stron opublikowała oficjalne wielotomowe wydania swych dokumentów dyplomatycznych, stanowiące ogromne dzieła zbiorowej pracy archiwistów. W tym oceanie źródeł są i zdradliwe prądy. Większość edycji oficjalnych dokumentów wydanych w latach międzywojennych przedstawia ujęcie apologetyczne. Pięćdziesięciosiedmiotomowe wydawnictwo niemieckie Die Grosse Politik, zawierające 15 889 dokumentów podzielonych na trzysta zakresów tematycznych, nie zostało przygotowane w celach czysto badawczych; jego twórcy mieli bowiem nadzieję, że ujawnienie przedwojennej dokumentacji wystarczy do obalenia tezy o "winie za wojnę" traktowanej jako świętość przez państwa zwycięskie i zapisanej w traktacie wersalskim[2]. Także dla rządu francuskiego powojenna publikacja dokumentów stanowiła przedsięwzięcie o "zasadniczo politycznym charakterze", jak to ujął w maju 1934 roku tamtejszy minister spraw zagranicznych Jean Louis Barthou. Jego celem było "stworzenie przeciwwagi dla kampanii wszczętej przez Niemcy po podpisaniu traktatu wersalskiego"[3]. W Wiedniu, jak zaznaczył w 1926 roku Ludwig Bittner, współredaktor ośmiotomowego zbioru Österreich-Ungarns Aussenpolitik, celem było stworzenie autorytatywnego wydawnictwa źródłowego, zanim jakieś ciało międzynarodowe - być może Liga Narodów? - zmusi rząd austriacki do opublikowania tych materiałów w mniej sprzyjających okolicznościach[4]. Za publikacją wczesnych radzieckich zbiorów dokumentów stało z kolei pragnienie wykazania, że wojna ta została zainicjowana przez autokratycznego cara i jego partnera w sojuszu, burżuja Raymonda Poincarégo. W ten sposób władze Związku Radzieckiego chciały unieważnić francuskie żądania spłaty przedwojennych pożyczek[5]. Nawet w Wielkiej Brytanii, gdzie British Documents on the Origins of the War wydano pośród szlachetnych apeli o zachowanie naukowej bezstronności, opublikowana dokumentacja nie była wolna od tendencyjnych przemilczeń, które tworzyły niezbyt zrównoważony obraz miejsca Wielkiej Brytanii w wydarzeniach poprzedzających wybuch wojny w 1914 roku[6]. Krótko mówiąc, wielkie europejskie wydania dokumentów źródłowych, pomimo całej ich niezaprzeczalnej wartości dla naukowców, stanowiły amunicję w "wojnie światowej na dokumenty", jak to określił niemiecki historyk wojskowości Bernhard Schwertfeger w swoim krytycznym studium z 1929 roku[7].

Wspomnienia mężów stanu, dowódców wojskowych i innych kluczowych decydentów, chociaż niezastąpione dla każdego, kto próbuje zrozumieć, co się działo na drodze do wojny, są nie mniej problematyczne. Niektóre są irytująco powściągliwe wobec kwestii o palącym znaczeniu. Żeby wymienić tylko kilka przykładów: Betrachtungenzum Weltkriege wydane w 1919 roku przez byłego niemieckiego kanclerza Theobalda von Bethmanna Hollwega nie mają praktycznie nic do powiedzenia na temat działań podejmowanych przez niego lub przez jego kolegów w czasie kryzysu lipcowego 1914 roku; wspomnienia rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Siergieja Sazonowa są pełne werwy, nadęte, od czasu do czasu przekłamane i nie przekazują w ogóle żadnych informacji na temat jego własnej roli w kluczowych wydarzeniach; dziesięciotomowe wspomnienia francuskiego prezydenta Raymonda Poincarégo z okresu sprawowania przez niego władzy są raczej propagandowe niż odkrywcze - istnieją rażące rozbieżności między jego "wspomnieniami" z wydarzeń w czasie kryzysu lipcowego i czynionymi na bieżąco zapiskami w jego niepublikowanym dzienniku[8]. Utrzymane w miłym tonie wspomnienia brytyjskiego ministra spraw zagranicznych sir Edwarda Greya tylko pobieżnie poruszają delikatną kwestię zobowiązań, jakie złożył on wobec państw Ententy przed sierpniem 1914 roku, oraz roli, jaką te zobowiązania odegrały w jego postępowaniu w czasie kryzysu[9].

Kiedy pod koniec lat dwudziestych XX wieku amerykańska historyczka Bernadotte Everly Schmitt z Uniwersytetu Chicagowskiego podróżowała z listami polecającymi po Europie, przeprowadzając wywiady z byłymi politykami, którzy odegrali jakąś rolę w wydarzeniach 1914 roku, u jej rozmówców uderzył ją najwyraźniej całkowity brak wątpliwości w odniesieniu do ich własnego postępowania. (Jedynym wyjątkiem był tu Grey, który "spontanicznie napomknął", że popełnił błąd taktyczny, usiłując w czasie kryzysu lipcowego negocjować z Wiedniem za pośrednictwem Berlina. Ten błąd, o którym mówił, miał jednak podrzędne znaczenie, zaś jego komentarz odzwierciedlał raczej specyficznie angielski styl iście mandaryńskiego pomniejszania własnych zasług niż autentyczne przyznanie się do odpowiedzialności)[10]. Były również problemy z pamięcią. Schmitt wytropiła między innymi Piotra Barka, byłego rosyjskiego ministra finansów, który pod koniec lat dwudziestych był londyńskim bankierem. Bark uczestniczył w spotkaniach, na których podejmowano decyzje o doniosłym znaczeniu. Kiedy jednak Schmitt się z nim spotkała, twierdził uparcie, że ma "niewiele wspomnień na temat wydarzeń z tamtych czasów"[11]. Na szczęście jego własne notatki czynione na bieżąco zawierają więcej informacji. Kiedy badacz Luciano Magnini jesienią 1937 roku pojechał do Belgradu, żeby przeprowadzić wywiady ze wszystkimi żyjącymi postaciami, o których wiadomo było, że miały jakieś powiązania ze spiskiem sarajewskim, odkrył, że byli świadkowie, którzy świadczyli o sprawach, o których nie mogli mieć żadnej wiedzy, byli i tacy, którzy "zachowywali milczenie lub składali fałszywe relacje na temat tego, o czym wiedzieli", oraz tacy, którzy "dodawali ozdobniki do swoich oświadczeń lub byli głównie zainteresowani własnym samousprawiedliwieniem"[12].

Poza tym nadal istnieją znaczne luki w stanie naszej wiedzy. Wiele ważnych rozmów między kluczowymi aktorami tamtych wydarzeń nie zostało w żaden sposób udokumentowanych i można je zrekonstruować tylko na podstawie pośrednich dowodów lub późniejszych relacji. Serbskie organizacje powiązane z zamachem w Sarajewie przestrzegały zasad skrajnej tajności i nie pozostawiły po sobie praktycznie żadnych śladów na papierze. Dragutin Dimitrijević, szef serbskiego wywiadu wojskowego, kluczowa postać w spisku na życie arcyksięcia Franciszka Ferdynanda zakończonym zamachem w Sarajewie, regularnie palił swoje dokumenty. Nadal niewiele wiadomo na temat dokładnej treści pierwszych rozmów między Wiedniem i Berlinem dotyczących tego, co powinno się uczynić w odpowiedzi na zamach w Sarajewie. Protokoły ze spotkań na szczycie między członkami francuskiego i rosyjskiego kierownictwa państwowego, do jakich doszło 20-23 lipca w Petersburgu, czyli dokumenty o potencjalnie ogromnym znaczeniu dla zrozumienia ostatniej fazy kryzysu, nigdy nie zostały odnalezione (rosyjskie protokoły prawdopodobnie po prostu zaginęły; zespół francuskich badaczy, któremu powierzono zredagowanie Documents Diplomatiques Français, nie zdołał odnaleźć francuskiej wersji). Bolszewicy opublikowali wiele kluczowych dokumentów dyplomatycznych, starając się w ten sposób zdyskredytować imperialistyczne machinacje mocarstw, jednak ukazywały się one w nieregularnych odstępach czasu, bez żadnego szczególnego uporządkowania i generalnie skupiały się na ściśle określonych kwestiach, takich jak rosyjskie zakusy na Bosfor. Niektóre dokumenty (dokładna liczba nadal nie jest znana) zostały zagubione w transporcie w chaosie wojny domowej. Związek Radziecki nigdy nie wydał systematycznie skompilowanej dokumentacji, która mogłaby rywalizować z brytyjskimi, francuskimi, niemieckimi oraz austriackimi wydawnictwami źródłowymi[13]. Lista dokumentów opublikowanych przez stronę rosyjską do dziś jest daleka od ukończenia.

Wyjątkowo zawiła struktura tego kryzysu jest kolejną cechą, która go wyróżnia. Kubański kryzys rakietowy był wystarczająco złożony, ale uczestniczyło w nim tylko dwóch głównych uczestników (Stany Zjednoczone i Związek Radziecki) plus szereg pełnomocników i podrzędnych graczy. Tymczasem żeby zrozumieć, jak doszło do tej wojny, trzeba odnaleźć sens w wielostronnych interakcjach zachodzących między pięcioma samodzielnymi graczami o równym znaczeniu - Niemcami, Austro-Węgrami, Francją, Rosją i Wielką Brytanią - lub nawet sześcioma, jeśli doliczymy Włochy, plus różnymi innymi ważnymi strategicznie i równie niezależnymi suwerennymi aktorami wydarzeń, takimi jak Imperium Osmańskie oraz państwa Półwyspu Bałkańskiego, to jest regionu charakteryzującego się wysokim napięciem politycznym i niestabilnością w latach poprzedzających wybuch pierwszej wojny światowej.

Kolejny element owej zawiłości jest skutkiem tego, że procesy kreowania polityki wewnątrz państw uczestniczących w tym kryzysie były często dalekie od przejrzystości. Można myśleć o lipcu 1914 roku jako o kryzysie "międzynarodowym", co sugeruje nam szereg państw narodowych wyobrażanych sobie jako zwarte, autonomiczne, odrębne byty podobne do kul bilardowych na stole do gry. Lecz te najwyższe struktury władzy, które generowały politykę w czasie tamtego kryzysu, były głęboko niejednolite. Nie było pewności (i nie ma jej do dzisiaj wśród historyków) co do tego, gdzie dokładnie była ulokowana wewnątrz władz wykonawczych różnych krajów zdolność do kształtowania polityki, tym bardziej że owa polityka - lub przynajmniej kierujące tą polityką różnego rodzaju inicjatywy - niekoniecznie miała swoje źródło na szczycie systemu; mogła ona bowiem wypływać z całkiem peryferyjnych miejsc w aparacie dyplomatycznym, jak również od dowódców wojskowych, urzędników ministerialnych, a nawet ambasadorów, którzy często działali na własną rękę.

Ocalałe źródła oferują nam zatem chaos obietnic, pogróżek, planów i prognoz - a to z kolei pomaga wyjaśnić, dlaczego wybuch tamtej wojny jest przedmiotem tak zdumiewająco różniących się między sobą interpretacji. Praktycznie nie ma takiego punktu widzenia na przyczyny tego konfliktu, którego nie można by poprzeć jakimś wyborem źródeł. Zdając sobie z tego sprawę, łatwiej zrozumieć, dlaczego literatura poświęcona przyczynom pierwszej wojny światowej przybrała tak ogromne rozmiary, że żaden pojedynczy historyk (nawet jakaś wymyślona postać władająca biegle wszystkimi niezbędnymi językami) nie mógłby liczyć na to, że przeczyta ją w całości w czasie swojego życia - dwadzieścia lat temu przegląd ówczesnej literatury na ten temat liczył dwadzieścia pięć tysięcy książek i artykułów[14]. Niektóre opisy skupiają się na odpowiedzialności jednej "czarnej owcy" (tu najpopularniejsze są Niemcy, lecz żadne z mocarstw nie uniknęło przypisania mu głównej odpowiedzialności przez jakiegoś autora); inni z kolei rozkładają odpowiedzialność na kilka państw lub szukają błędów w "systemie". Złożoność problemu była zawsze wystarczająco duża, żeby można było dalej ciągnąć ten spór. A poza debatami historyków, którzy mają skłonność do stawiania kwestii winy lub relacji zachodzących między zdolnością oddziaływania pojedynczej jednostki i hamującymi ją ograniczeniami strukturalnymi, wiele mają tu również do powiedzenia specjaliści od stosunków międzynarodowych, w których takie kategorie, jak odstraszanie, odprężenie oraz przeoczenie lub możliwe do zuniwersalizowania mechanizmy równoważenia, negocjacji i band-wagoningu, zajmują centralne miejsca. I chociaż debata na ten temat toczy się już prawie od stu lat, nie ma powodu sądzić, że zbliża się już ona do końca[15].

Trwa ona nadal także dlatego, że jej przedmiot jest ciągle świeży, a w rzeczywistości nawet świeższy i aktualniejszy dzisiaj, niż to było dwadzieścia czy trzydzieści lat temu. Zmiany zachodzące w naszym własnym świecie zmodyfikowały nasz punkt widzenia na kryzys lipcowy i towarzyszące mu okoliczności. W latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku w świadomości publicznej wydarzenia roku 1914 nabrały z perspektywy czasu swoistego uroku. Łatwo było sobie wtedy wyobrażać katastrofę "ostatniego lata" Europy pod postacią edwardiańskiego dramatu kostiumowego. Zużyte rytuały i krzykliwe mundury, ta "ozdobność" świata, który dalej był zorganizowany głównie wokół monarchii dziedzicznej, stwarzały poczucie dystansu wobec teraźniejszości. Zdawały się sygnalizować, że uczestnicy tamtych wydarzeń byli ludźmi z innego świata, który już zniknął. Niepostrzeżenie rozszerzało się przekonanie, że skoro aktorzy tamtych wydarzeń nosili na swych kapeluszach tak krzykliwe zielone strusie pióra, to ich myśli oraz motywy działania być może były równie ekstrawaganckie[16].

Dla każdego czytelnika z początku XXI wieku, który przygląda się przebiegowi kryzysu lipcowego 1914 roku, uderzające musi być jednak to, jak bardzo przypomina on bieżące problemy. Zainicjowała go grupa zamachowców-samobójców, którzy zaatakowali kolumnę samochodów. Za zamachem w Sarajewie stała otwarcie terrorystyczna organizacja, której członkowie wyznawali kult ofiary, śmierci i zemsty; organizacja ta miała charakter eksterytorialny, bez jakiegoś wyraźnego umiejscowienia geograficznego lub politycznego; jej komórki były porozrzucane po różnych krajach, jej członków nie można było w żaden sposób policzyć, a jej powiązania z jakimkolwiek suwerennym rządem były zawoalowane, ukryte i z pewnością bardzo trudne do zauważenia, jeśli nie należało się do samej organizacji. Faktycznie można by nawet powiedzieć, że lipiec 1914 roku jest dla nas mniej odległy - mniej nieczytelny - teraz, niż to było w latach osiemdziesiątych. Po zakończeniu zimnej wojny system dwubiegunowej stabilności globalnej ustąpił miejsca bardziej złożonemu i nieprzewidywalnemu układowi sił, w którym są upadające imperia i nowe wschodzące potęgi, czyli stan rzeczy, który aż się prosi o porównanie z Europą roku 1914. Te zmiany perspektywy skłaniają nas do przemyślenia na nowo opowieści o tym, jak wojna przyszła do Europy. Zaakceptowanie tego wyzwania nie oznacza wcale przyjęcia wulgarnego prezentyzmu, który przekształca przeszłość na potrzeby teraźniejszości, ale raczej dostrzeżenie tych cech przeszłości, które dzięki naszemu zmienionemu punktowi widzenia mogą nam zapewnić wyraźniejszy obraz tamtych wydarzeń.

Wśród tych cech jest bałkański kontekst rozpoczęcia wojny. Serbia jest jednym ze słabych punktów historiografii kryzysu lipcowego. W wielu opracowaniach zamach w Sarajewie jest traktowany jedynie jako pretekst, wydarzenie o niewielkim wpływie na rzeczywiste siły, których wzajemne interakcje wywołały konflikt. W wydanym niedawno wspaniałym opracowaniu na temat wybuchu wojny w 1914 roku jego autorzy stwierdzają, że "zamach [w Sarajewie] sam w sobie nie spowodował niczego. To użytek zrobiony z tego wydarzenia doprowadził narody do wojny"[17]. Marginalizowanie serbskiego i tym samym szerszego wymiaru bałkańskiego tej opowieści zaczęło się już w czasie samego kryzysu lipcowego, który rozpoczął się w reakcji na zamach w Sarajewie, ale potem wrzucił wyższy bieg, wkraczając w swoją geopolityczną fazę, w której Serbia i jej działania zajmowały już podrzędne miejsce.

Nasza busola moralna także uległa zmianie. Fakt, że zdominowana przez Serbów Jugosławia wyłoniła się jako jedno z państw zwycięskich w tamtej wojnie, wydawał się pośrednio rehabilitować czyn człowieka, który pociągnął za spust 28 czerwca. Z pewnością taki pogląd wyznawały władze jugosłowiańskie, oznaczając miejsce, w jakim tego dokonał, brązowymi odciskami jego stóp i tablicą pamiątkową wysławiającą zamachowca jako tego, który wyraził "odwieczne dążenia naszych narodów do wolności". W epoce, w której idea narodowa nadal wydawała się tak obiecująca, intuicyjnie sympatyzowano z południowosłowiańskim nacjonalizmem, podczas gdy niezgrabna, wielonarodowa wspólnota monarchii habsburskiej budziła niewiele ciepłych uczuć. Wojny jugosłowiańskie z lat dziewięćdziesiątych XX wieku przypomniały nam jednak o zabójczym charakterze bałkańskiego nacjonalizmu. Po Srebrenicy i oblężeniu Sarajewa trudniej jest już myśleć o Serbii wyłącznie jako o przedmiocie lub ofierze polityki mocarstw i łatwiej wyobrazić sobie serbski nacjonalizm jako siłę historyczną samą w sobie. Z perspektywy dzisiejszej Unii Europejskiej jesteśmy również skłonni spoglądać z większą sympatią - lub przynajmniej z mniejszą pogardą - niż to miało miejsce wcześniej, na nieistniejący już cesarski kobierzec habsburskich Austro-Węgier.

Na koniec, w obecnych czasach nie jest już chyba takie oczywiste, że powinniśmy odrzucać zamach w Sarajewie jako zwykłe nieszczęście niemające rzekomo żadnego realnego ciężaru przyczynowego. Atak na World Trade Center we wrześniu 2001 roku stanowi przykład tego, jak pojedyncze, symboliczne wydarzenie - niezależnie od tego, jak głęboko byłoby ono uwikłane w szersze procesy historyczne - może nieodwołalnie zmienić oblicze polityki, czyniąc dotychczasowe opcje przestarzałymi, a nowe zmieniając w naglącą konieczność. Umieszczenie Sarajewa i Bałkanów z powrotem w centrum tej opowieści nie oznacza demonizowania Serbów lub ich mężów stanu ani nie zwalnia nas z obowiązku zrozumienia sił oddziaływających na tych serbskich polityków, oficerów i działaczy politycznych, których zachowanie oraz decyzje pomogły określić, jakiego rodzaju konsekwencje będą miały strzały oddane w Sarajewie.

Ta książka stara się zatem zrozumieć kryzys lipcowy 1914 roku jako wydarzenie współczesne, najbardziej złożone w historii współczesnej, a może nawet w całej dotychczasowej historii. Bardziej niż tym, dlaczego ta wojna wybuchła, zajmuje się tym, jak do tego doszło. Pytania "dlaczego?" i "jak?" są logicznie nierozdzielne, ale prowadzą nas w różnych kierunkach. Pytanie "dlaczego?" skłania nas do bliższego przyjrzenia się tym sekwencjom interakcji, które wywołały określone skutki. Tymczasem pytanie "jak?" prowadzi nas do kontynuowania poszukiwań w bardziej odległych i kategorycznych przyczynach, takich jak imperializm, nacjonalizm, zbrojenia, sojusze, wielkie finanse, idee honoru narodowego, mechanizmy mobilizacji. Podejście stawiające pytanie "dlaczego?" wnosi pewną analityczną klarowność, ale także ma wypaczający efekt, ponieważ tworzy złudzenie stopniowo budowanej presji przyczynowej; czynniki układane na sobie nawzajem jeden na drugim wywierają nacisk na wydarzenia poniżej; aktorzy polityczni stają się jedynie wykonawcami od dawna istniejących i pozostających poza ich kontrolą sił.

Tymczasem historia opowiadana w tej książce jest przesycona siłą sprawczą jednostki. Kluczowi decydenci - królowie, cesarze, ministrowie spraw zagranicznych, ambasadorzy, dowódcy wojskowi oraz cały tłum pomniejszych urzędników - szli w kierunku niebezpieczeństwa, uważnie i z premedytacją stawiając kolejne kroki. Wybuch wojny stanowił kulminację ciągów decyzji podejmowanych przez aktorów politycznych, którzy mieli świadomość swoich celów, byli do pewnego stopnia zdolni do autorefleksji, znali zakres dostępnych opcji i formułowali najlepsze oceny, jakie mogli, na podstawie najlepszych informacji, jakie mieli do dyspozycji. Nacjonalizm, zbrojenia, sojusze i finanse również stanowiły część tej opowieści, ale mogą one rzeczywiście coś w niej wyjaśnić, tylko jeśli okaże się, iż wpłynęły one na kształt decyzji, które - w połączeniu - wywołały wybuch wojny.

Pewien bułgarski historyk wojen bałkańskich zauważył ostatnio, że "kiedy już postawimy pytanie "dlaczego", wina staje się punktem ogniskowym"[18]. Kwestie winy i odpowiedzialności za wybuch wojny wkroczyły do tej historii, zanim jeszcze sama wojna się rozpoczęła. Cała wspomniana wcześniej dokumentacja źródłowa pełna jest twierdzeń przypisujących komuś winę (był to świat, w którym agresywne zamiary zawsze przypisywano przeciwnikowi, a zamiary obronne sobie), zaś wydany w tej sprawie wyrok, który został zapisany w artykule 231 traktatu wersalskiego, zapewnił kwestii "winy za wojnę" nieprzemijającą wagę. W tym zakresie skupienie się na pytaniu "jak?" także sugeruje alternatywne podejście: podróż przez wydarzenia, którą nie kieruje potrzeba sporządzenia listy zarzutów wobec tego lub tamtego państwa albo osoby, lecz ma na celu rozpoznanie tych decyzji, które doprowadziły do wojny, oraz zrozumienie stojącego za tym rozumowania i emocji. Nie oznacza to całkowitego wykluczenia z dyskusji pytań o odpowiedzialność - celem jest tu jednak raczej pozwolenie, aby odpowiedzi na pytanie "dlaczego?" wypływały z odpowiedzi na pytanie "jak?", a nie odwrotnie.

Ta książka opowiada o tym, jak wojna przyszła do kontynentalnej Europy. Tropi ścieżki prowadzące ku wojnie w wielowarstwowej narracji obejmującej kluczowe ośrodki decyzyjne w Wiedniu, Berlinie, Petersburgu, Paryżu, Londynie oraz Belgradzie, z krótkimi wypadami do Rzymu, Konstantynopola i Sofii. Jest podzielona na trzy części. Część pierwsza skupia się na dwóch antagonistach, Serbii i Austro-Węgrzech, których spór stanie się zarzewiem konfliktu, śledząc ich wzajemne interakcje aż do chwili w przeddzień zamachu w Sarajewie. Część druga zrywa z podejściem narracyjnym, żeby w czterech kolejnych rozdziałach postawić cztery pytania: Jak doszło do polaryzacji Europy na dwa przeciwne bloki? W jaki sposób rządy państw europejskich kreowały swoją politykę zagraniczną? W jaki sposób Bałkany - region peryferyjny leżący z dala od głównych ośrodków potęgi i bogactwa Europy - stały się sceną kryzysu o tak ogromnej skali? Jak to się stało, że system międzynarodowy, który wydawał się wkraczać w epokę odprężenia, zrodził powszechną wojnę? Część trzecia zaczyna się zamachem w Sarajewie, a następnie przedstawia opis samego kryzysu lipcowego, przyglądając się interakcjom zachodzącym między kluczowymi ośrodkami decyzyjnymi oraz wydobywając na światło dzienne kalkulacje, nieporozumienia i decyzje, które popychały ten kryzys od jednej fazy do następnej.

Centralna teza tej książki jest taka, że wydarzenia lipca 1914 roku nabierają sensu dopiero wtedy, gdy naświetlimy ścieżki, jakimi podążali kluczowi decydenci. Żeby tego dokonać, musimy zrobić coś więcej, niż tylko po prostu prześledzić od nowa sekwencję "kryzysów" międzynarodowych poprzedzających wybuch wojny - musimy zrozumieć, jak te wydarzenia były przeżywane i wplatane do narracji, które kształtowały sposoby postrzegania rzeczywistości przez poszczególne osoby oraz motywowały je do określonego zachowania. Dlaczego ci mężczyźni, których decyzje doprowadziły Europę do wojny, zachowywali się i postrzegali różne sprawy tak, a nie inaczej? Jak to poczucie lęku i przekonanie, że zdarzy się coś złego, które można znaleźć w tak wielu źródłach, łączy się z tą arogancją i buńczucznością, które napotykamy często u dokładnie tych samych osób? Dlaczego tak egzotyczne elementy sytuacji międzynarodowej sprzed pierwszej wojny światowej, jak kwestia albańska czy "bułgarska pożyczka", były tak ważne i jak łączyły się one ze sobą w głowach tych, którzy dzierżyli władzę polityczną? Czy kiedy decydenci rozprawiali o sytuacji międzynarodowej lub zagrożeniach zewnętrznych, dostrzegali coś realnego, czy też przypisywali swoim przeciwnikom chęć spełnienia ich własnych obaw oraz pragnień, a może jedno i drugie naraz? Celem było zrekonstruowanie tak obrazowo, jak to tylko możliwe, wysoce dynamicznych "stanowisk decyzyjnych" zajmowanych przez kluczowych aktorów tamtych wydarzeń przed i w czasie lata 1914 roku.

Autor jednej z najbardziej interesujących wśród ostatnich publikacji na ten temat przekonuje, iż nie dosyć, że ta wojna była daleka od nieuniknionej, to w rzeczywistości była nawet "nieprawdopodobna" - przynajmniej do czasu, gdy faktycznie się wydarzyła[19]. Wynikałoby z tego, że ten konflikt nie był konsekwencją jakiegoś długotrwałego pogarszania się sytuacji, ale krótkoterminowych wstrząsów w systemie międzynarodowym. Niezależnie od tego, czy zgadzamy się z tą tezą, czy nie, ma ona tę zasługę, że otwiera opowieść na element nieprzewidzianego wypadku. I niewątpliwie jest również prawdą, że o ile część rozwoju wydarzeń, któremu przyglądam się w tej książce, wydaje się jednoznacznie wskazywać na kierunek, jaki rzeczywiście stał się faktem w 1914 roku, to były też i inne wektory przemian zachodzących przed pierwszą wojną światową sugerujące odmienne, niezrealizowane możliwości. Uwzględniając powyższy fakt, ta książka ma pokazać, w jaki sposób elementy związku przyczynowego po zebraniu ich w jedną całość umożliwiły wybuch wojny, chociaż taki wynik nie był wcale z góry przesądzony. Starałem się zwrócić uwagę na fakt, że ludzie, wydarzenia i siły opisywane w tej książce nosiły w sobie ziarna innych, być może mniej okropnych wersji przyszłości.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
?

Podziękowania

Dwunastego maja 1916 roku James Joseph O'Brien, hodowca owiec z Tallwood Station w północnej Nowej Południowej Walii, zaciągnął się do Australijskich Sił Imperialnych (Australian Imperial Force - AIF). Po przejściu dwumiesięcznego szkolenia na terenach wystawowych w Sydney szeregowiec O'Brien dostał przydział do 35. batalionu 3. Dywizji Piechoty AIF i wszedł na pokład statku SS "Benalla", którym dostał się do Anglii, gdzie przeszedł dalsze szkolenie. Około 18 sierpnia 1917 roku dołączył do swej jednostki we Francji, w samą porę, żeby wziąć udział w trzeciej bitwie pod Ypres.

Jim był moim dziadkiem wujecznym. Nie żył już od dwudziestu lat, gdy moja ciotka Joan Pratt, z domu Munro, wręczyła mi jego wojenny dziennik, niewielki brązowy notatnik pełen wykazów paczek, adresów, instrukcji i dziwnie lakonicznych wpisów dziennych. Komentując bitwę o grzbiet Broodseinde stoczoną 4 października 1917 roku, Jim pisał: "To była wielka bitwa i nie pragnę ujrzeć następnej". Oto jego opis drugiej bitwy pod Passchendaele z 12 października 1917 roku:

Wyszliśmy z obozu (który był blisko Ypres) i ruszyliśmy w stronę odcinka frontu pod Passchendaele. Dotarcie tam zajęło nam dziesięć godzin i byliśmy wykończeni po tym marszu. Dwadzieścia pięć minut po przybyciu na miejsce (była 5.25 rano dwunastego) ruszyliśmy do ataku. Wszystko szło dobrze, dopóki nie dotarliśmy do wielkiego grzęzawiska, które sprawiło nam wiele trudności przy przechodzeniu przez nie. Kiedy już tego dokonaliśmy, ogień naszej artylerii przeniósł się już o jakąś milę przed nami i musieliśmy zwiększyć tempo, żeby go dogonić. Około jedenastej przed południem dotarliśmy do naszego drugiego celu i pozostaliśmy tam aż do czwartej po południu, kiedy musieliśmy się wycofać [...]. Tylko wola Boża sprawiła, że przeżyłem, bo wszędzie latały pociski z karabinów maszynowych i odłamki.

Aktywna służba Jima na froncie dobiegła końca o drugiej w nocy 30 maja 1918 roku, gdy jak to zapisał w swoim dzienniku, "zatrzymał bombę z Vaterlandu i został ranny w obie nogi". Pocisk artyleryjski spadł mu pod nogi, wyrzucając go w górę i zabijając ludzi wokół niego.

W czasie, gdy go poznałem, Jim był zgarbionym, wątłym staruszkiem, któremu szwankowała pamięć. Niechętnie mówił o swoich wojennych przeżyciach, ale pamiętam jedną rozmowę, do której doszło, gdy miałem około dziewięciu lat. Spytałem go, czy mężczyźni, którzy walczyli na wojnie, byli przerażeni, czy palili się do walki. Odparł, że byli tacy, którzy byli przerażeni, i tacy, co palili się do walki. Spytałem, czy ci, którzy się palili, walczyli lepiej od tych przerażonych. "Nie - rzekł Jim. - To ci zapaleńcy robili w portki jako pierwsi". Jego odpowiedź zrobiła na mnie wielkie wrażenie i zaintrygowała mnie - zwłaszcza słowo "pierwsi" - na jakiś czas.

Groza tego odległego konfliktu nadal przyciąga naszą uwagę. Lecz jego tajemnica leży gdzie indziej, w niejasnych i zawiłych wydarzeniach, które umożliwiły taką rzeź. Przy ich badaniu zaciągnąłem więcej intelektualnych długów, niż prawdopodobnie jestem w stanie spłacić. Rozmowy z Danielem Andersem, Margaret Lavinią Anderson, Chrisem Baylym, Timem Blanningiem, Konstantinem Boschem, Richardem Bosworthem, Annabel Brett, Markiem Cornwallem, Richardem Draytonem, Richardem Evansem, Robertem Evansem, Niallem Fergusonem, Isabel V. Hull, Alanem Kramerem, Güntherem Kronenbitterem, Michaelem Ledgerem-Lomasem, Dominikiem Lievenem, Jamesem Mackenziem, Aloisem Maderspacherem, Markiem Migottim, Anniką Mombauer, Frankiem Lorenzem Müllerem, Williamem Mulliganem, Paulem Munro, Paulem Robinsonem, Ulinką Rublack, Jamesem Sheehanem, Brendanem Simmsem, Robertem Tombsem i Adamem Tooze'em pomogły mi wyostrzyć argumenty. Ira Katznelson służył mi radą w zakresie teorii decyzji; Andrew Preston w kwestii antagonistycznych struktur w kreowaniu polityki zagranicznej; Holger Afflerbach na temat dzienników Riezlera, Trójprzymierza i drobniejszych szczegółów polityki niemieckiej w czasie kryzysu lipcowego; Keith Jeffery podzielił się ze mną swoją wiedzą o Henrym Wilsonie; a John Röhl o kajzerze Wilhelmie II. Hartmut Pogge von Strandmann zwrócił moją uwagę na mało znane, ale bogate w informacje wspomnienia jego krewnego Basila Strandmanna, który był rosyjskim chargé d'affaires w Belgradzie w chwili wybuchu wojny w 1914 roku. Keith Nelson udostępnił mi niepublikowane studium na temat decydentów na najwyższych szczeblach brytyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych; Bruce Menning pozwolił mi się zapoznać z jego ważnym artykułem, który ukaże się w przyszłym numerze "Journal of Modern History", na temat rosyjskiego wywiadu wojskowego; Thomas Otte przesłał mi w PDF-ie przed publikacją swoje nowe autorytatywne studium The Foreign Office Mind, zaś Jürgen Angelow uczynił to samo ze swoim Der Weg in die Urkatastrophe; John Keiger i Gerd Krumeich przesłali mi nadbitki i źródła do francuskiej polityki zagranicznej; Andreas Rose przekazał mi przesłane prosto z drukarni swoje Zwischen Empireund Kontinent; Zara Steiner, której książki stanowią kamienie milowe na tym polu, hojnie obdarzała mnie swoim czasem i rozmową, dzieląc się ze mną zasobami artykułów oraz notatkami. W ciągu ostatnich pięciu lat Samuel R. Williamson, którego klasyczne studia nad tym kryzysem międzynarodowym i austro-węgierską polityką zagraniczną otworzyły kilka z kierunków badań pogłębianych w tej książce, przysłał mi swoje niepublikowane rozdziały, udostępnił kontakty oraz źródła, jak również pozwolił mi się wypytywać o tajniki polityki austro-węgierskiej. Nawiązana drogą e-mailową przyjaźń, jaka się w ten sposób narodziła między nami, jest dla mnie jedną z nagród za pracę nad tą książką.

Jestem również winny podziękowania tym, którzy pomogli mi przełamać bariery językowe: Miroslavovi Došenowi za jego pomoc przy serbskich źródłach drukowanych oraz Srdjanowi Jovanoviciowi za wsparcie przy pracy z dokumentami archiwalnymi w Belgradzie; Rumenowi Czołakowowi za pomoc przy bułgarskich źródłach wtórnych oraz Siergiejowi Podbołotowowi, niezmordowanemu robotnikowi w winnicach historii, którego mądrość, inteligencja oraz drwiące poczucie humoru uczyniły moje badania w Moskwie równie miłymi i pouczającymi, co produktywnymi. Są jeszcze i te wspaniałomyślne duchy, które czytały część lub całość tego dzieła w różnych stadiach jego ukończenia: Jonathan Steinberg i John Thompson przeczytali każde słowo, oferując wnikliwe komentarze i sugestie. David Reynolds pomagał gasić pożary w najbardziej wymagających rozdziałach. Patrick Higgins przeczytał i krytycznie ocenił pierwszy rozdział, przestrzegając przed pułapkami. Amitar Ghosh dostarczył mi bezcennych informacji zwrotnych i rad. Za wszystkie błędy, jakie pozostały w tekście, przyjmuję pełną odpowiedzialność.

Jestem szczęśliwcem, mając tak cudownego agenta jak Andrew Wylie, któremu mnóstwo zawdzięczam, i jestem ogromnie wdzięczny Simonowi Winderowi z wydawnictwa Penguin za jego zachęty, wskazówki i entuzjazm, jak również Richardowi Duguidowi za nadzorowanie tworzenia tej książki z życzliwą skutecznością. Niestrudzona adiustatorka Bela Cunha wyszukała i unicestwiła wszystkie błędy, niezręczności, niekonsekwencje oraz "mszyce" (nadużywanie cudzysłowu), jakie zdołała znaleźć, zachowując jednocześnie pogodę ducha - tak po prostu - w obliczu moich starań, żeby doprowadzić ją do szaleństwa moim niekończącym się majstrowaniem przy tekście. Nina Lübbren, której dziadek Julius Lübbren także był pod Passchendaele w 1917 roku (po przeciwnej stronie frontu), znosiła moje wysiłki z pozycji życzliwej neutralności. Ta książka jest dedykowana z miłością i zachwytem naszym dwóm synom, Josefowi i Alexandrowi, w nadziei, że oni nigdy nie zaznają wojny.