Lemingi (#1). Lemingi. Młodzi, wykształceni i z wielkich ośrodków - Jerzy A. Krakowski

Kup ebooka

19.99 zł
17.39 zł (17,39 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Neomaturzyści

Jak pewnie wszyscy wiecie, młodzież aspirująca do podjęcia studiów w wielkim ośrodku musi najpierw uporać się z neomaturą, dzielącą osobouczniów na tych, którzy mogą studiować, i na tych, których przyszłość zamknie się wraz z drzwiami stodoły osób płodzących na podkarpackiej, małopolskiej i każdej innej wsi.

Ostatnio wybraliśmy się z kolektywem na piwerko ze sprajtem, ot tak, żeby zresetować się po zrealizowaniu planu sprzedażowego. Mieliśmy przyjemność spotkać w modnym homopozytywnym lokalu w centrum wielkiego ośrodka młodzież neomaturalną, która wyrwała się ze swojego małego miasta, aby odetchnąć atmosferą dyskursu akademickiego i doświadczyć przedsmaku studiowania.

- Cipka, neomaturzyści - przywitaliśmy się serdecznie, od razu sprawdzając, czy oni również dążą do afirmacji waginy w przestrzeni publicznej wbrew patriarchalnej pruderii.

- Cipka, Redakcjo - odpowiedzieli neomaturzyści. Ucieszyło nas to, że są zaznajomieni z techniką feministycznego dyskursu. - Uwielbiamy tę atmosferę wielkiego miasta. U nas, w Nowym Sączu, nawet nie uwidzisz geja. Tutaj zaś, jako iż jest to wielki ośrodek, towarzystwo też jest bardziej różnorodne. Aczkolwiek z radością na to patrzymy. Iż, iż, iż.

- Pewnie z utęsknieniem wypatrujecie października?

- Nie łapię, xD

- W październiku zaczyna się rok akademicki. Pewnie nie możecie się doczekać?

- A, to tak, xD, nie mówcie do nas przerzutniami, pliz. To nam przypomina o konieczności zdania matury, jako iż nie jest łatwo dostać się do wielkiego ośrodka. Jakby nie główkować, to zdać musimy, co jest yebanym fashysmem, aczkolwiek iż mać, ogólnie.

- System wam rzuca kłody pod nogi.

- Nieee, nie rzuca, co wy. W Nowym Sączu to owszem, czasem jakiś moher rzuci jajkiem, kiedy testujemy nowe legginsy, ale nie, tak poza tym to drewnem w nas nie rzucają.

- Raczej chodziło mi o to, że po drodze napotykacie trudności.

- Taaa, xD, mamy do szkoły trochę pod górkę, czasem trzeba przejść przez jezdnię, ale z tym sobie radzimy, bo trzeba było zapamiętać: zielone-idź, czerwone-stój, zdaje się. Chyba. Wszędzie trzeba się na pamięć uczyć, a my nie mamy pamięci, jako iż przede wszystkim stawiamy na kreatywność.

- A jakie chcielibyście podjąć studia?

- Humanistyczne. Matmy nie łapiemy, właściwie książek też nie bardzo lubimy czytać, znaczy tych grubych, powyżej szesnastu stron. Aczkolwiek neta to jeszcze. Kiedyś przeczytaliśmy "Kamizelkę" i trochę się zraziliśmy do czytania, przereklamowane. Najlepiej więc studia z fejsbunia. Zarządzanie lajkami będzie? Bo w social mediach to akurat jesteśmy oblatani. Mamy też konto na instagramie. Czasem wrzucimy fotkę z imprezy.

- No to życzymy wam powodzenia, centra outsourcingowe już na was czekają.

- A jak, xD. Do Sącza na pewno nie wrócimy, xD. W końcu przelew to każden z nas umie przeczytać, więc się nadamy, ta? Dokładnie.

Powiew Europy

Supervisor Fabian od rana chodził bardzo podekscytowany. Pamiętamy, że ostatni raz wyglądał tak, kiedy udało się zrealizować plan sprzedażowy i dostaliśmy z tej okazji pół dnia wolnego na kąpiel, zmianę ubrania i uzupełnienie płynów po 72-godzinnej zmianie.

Chodził więc uśmiechnięty, co chwilę pociągał z e-papierosa i powtarzał, że no, teraz nareszcie otworzymy się na Europę.

Właśnie wykrzyknął to teraz po raz kolejny, skupiając na sobie zdezorientowaną, lecz oczywiście życzliwą uwagę kolektywu.

- Ale przecież jesteśmy otwarci, to o co chodzi? - spytał kolega gej.

- Zawsze można być otwartym jeszcze bardziej. Sky is the limit naszego otwarcia. Redakcjo, co o tym myślicie?

- Otwartość jest cechą konieczną dla rozwoju nowoczesnego i postępowego społeczeństwa - wyrecytowaliśmy formułkę, którą niegdyś przygotowaliśmy specjalnie na taką okazję. - Dzięki otwartości może kiedyś dogonimy Europę, a póki co dzięki niej możemy adaptować u siebie odpowiednie wzorce.

- No właśnie, adoptować - potwierdził z mądrą miną Fabian. - Będziemy mieć w kolektywie nowego frenda.

- Jak się nazywa? Ma konto na fejsie? - kolega gej już przyczaił się nad laptopem.

- Będziemy mieć nowego frenda, studenta. Chyba z Erasmusa.

- A gdzie leży Erasmus? - spytała skołowana Maryna. - Sorry, geografię miałam ostatnio w liceum.

- Erasmus to taki program unijny - cierpliwie wyjaśnił Fabian. - Unia daje pieniądze studentom, żeby mogli zwiedzać inne europejskie miasta, studiować socjologię w Rzymie albo Berlinie, a nie w Rzeszowie czy Bydgoszczy.

- Jakie to piękne - westchnęliśmy chórem.

- Nie wzdychać mi tu chórem - burknął supervisor - bo zalatuje churchingiem.

Pociągnął z e-papierosa, wyraźnie poruszony.

- Będziemy mieć frenda z zagranicy. Z zachodniej Europy. Antyfaszystę i aktywistę ekologicznego. Prosto z Londynu.

Spojrzeliśmy po sobie, nagle zawstydzeni. Prawdziwy antyfaszysta! Z samego Londynu! Nagle poczuliśmy się w swoim polskim, zaściankowym antyfashysmie bardzo nijacy i bez wyrazu.

- W CV napisał, że nazywa się Alex Kovalsky - przeczytał nasz supervisor. - Wygląda na to, że to syn polskich emigrantów.

- To oni rzeczywiście wracają? - zdziwiła się Maryna.

- Na to wygląda. I to do naszego korpo!

Rozległo się lekkie stukanie do drzwi. Podekscytowany Fabian podfrunął niby człowiek-motyl do drzwi i otworzył je zamaszyście z szerokim uśmiechem.

- Witamy gościa z Europy, zapraszamy!

- Dzień dobry - odezwał się gość czystą polszczyzną i bez obcego akcentu. - Nowy Sącz to też Europa, haha. A więc się zgadza - patrzył na nas uśmiechnięty niepewnie, świadom najwidoczniej, że żart o Nowym Sączu w Europie nigdy więcej w naszym korpo nie przejdzie.

Fabian tymczasem stał jak wryty.

- Kto ty jesteś? - zapytał wreszcie. - Byłeś umówiony? My tu czekamy na nowego frenda, studenta z Erasmusa. Alexa.

- Aleksander Kowalski, miło mi - przedstawił się gość.

- Jaki Kowalski? - spytał słabym głosem supervisor. - Miał być Kovalsky. I nie żaden Aleksander! Alex. Alex Kovalsky.

- Mogłem się trochę zapędzić w CV - zgodził się Aleksander. - Ale sami widzicie, jak się nazywam. Z takim nazwiskiem to tylko iść na pole kartofle sadzić. A po ostatnim sezonie obiecałem sobie, że już żadnego ziemniaka nigdy więcej w glebę nie rzucę. Ręce sobie poharatałem! I miałem ziemię pod paznokciami! Ziemię - jak jakiś wąsaty wiochman!

Spojrzeliśmy na Alexa nieco przychylniej. Wysoki, szczupły, rejbany jak należy, włosy zaczesane zgodnie z nowymi korpotrendami, widocznie niedookreślony seksualnie.

- Jakiej jesteś orientacji? - zadał to kluczowe pytanie Fabian. - To dla nas bardzo ważne.

- Dzisiaj jeszcze nie zdecydowałem - swobodnie odpowiedział Kovalsky.

Rozległy się gromkie brawa. Fabian popatrzył na niego z uznaniem.

- Sam wiesz, że na początek możemy zaproponować ci jedynie darmowe praktyki, ale żeby je odbyć, musisz zapłacić za przygotowanie do ich odbywania - wyjaśniliśmy Alexowi.

- To zrozumiałe - pokiwał ze zrozumieniem głową. - Jestem na to przygotowany.

- Co umiesz robić? - spytał Nowy z Tarnowa, do tej pory milczący w kącie.

- A co to za pytanie? Nie wiem. Niczego jeszcze nie robiłem. Skończyłem właśnie zaoczną socjologię. Ale do CV wpisałem, że jestem kreatywny, dynamiczny, umiem pracować w zespole i interesuję się społeczeństwem i polityką, a moje hobby to Unia Europejska i social media.

- Masz konto na fejsie?

- Na instagramie też - Alex zrobił sobie błyskawiczne selfie. - Może być? Podpiszę: "pierwszy dzień w korpo, lol".

- Może być - zadecydował Fabian. - Bierzemy cię.

Alex się zarumienił.

- To "Kovalsky" jest strasznie pretensjonalne - wypaliła nagle Maryna. - Jak Stachursky. Zalatuje cebulo.

- Ale jest megaaaa ironiczne - Alex uśmiechnął się szeroko, aż z modnego trzydniowego zarostu błysnął garnitur białych zębów. - Kowalski jest przaśny, a ja moim Kovalskym pokazuję, że mam dystans, xD

Humanistyczna Przerwa Kulturowa

Okres tak zwanego Bożego Narodzenia to moment w ciągu roku, kiedy w przestrzeni publicznej jak nigdy dominuje narracja katofashystoffska, a dyskurs publiczny oscyluje niemal wyłącznie wokół zagadnień powiązanych z przeżywaniem tego okresu według jedynych dopuszczalnych przez polski katotaliban wzorców kulturowych. Nie ma miejsca w Bożym Narodzeniu dla inaczej myślących, dla szukających w nim wartości humanistycznych, ogólnoludzkich, europejskich. Sama nazwa wskazuje, że święta należą się tylko mentalnemu podkarpaciu. Inni są oczywiście wykluczeni, a więc gorsi - znów wprowadzamy tym samym podział na "polaków-katolików", którzy Boże Narodzenie przeżywają poprawnie, i tę całą niegodną uwagi resztę, która próbuje wyłamać się z podkarpackich paradygmatów.

Trudno więc się dziwić, że w okresie przedświątecznym nastroje w kolektywie nie były zbyt wesołe.

- Cipka na nie dla zawłaszczania Winter Holidays przez Kościół - gorączkowała się Jagoda. - Dlaczego nie możemy stosować publicznie nazewnictwa neutralnego światopoglądowo? Przecież mamy rozdział Kościoła od państwa - perorowała rozżalona.

- Otóż to - zgodziliśmy się. - Skoro nikt nie chce nam pomóc, powinniśmy sami zainicjować zmiany jako kolektyw postępowy i europejski. Zachodnia Europa już sobie radzi z tym problemem, nie możemy jej zawieść, nie możemy pozwolić, aby za nas się wstydziła, zwłaszcza że już na nas czeka i patrzy z nadzieją w naszą stronę.

- Nadzieja to churching - przypomniał kolega gej.

Kolektyw popatrzył na nas niepewnie.

- A skąd wiecie, co o tym trzeba myśleć? - zapytał nieufnie hipster barista, trzeci rok na czwartym roku antropologii kulturowej, drugi raz na pierwszym roku socjologii.

- Nie wiemy. Po prostu patrzymy na Europę i staramy się nadążać - wyjaśniliśmy. - Musimy zacząć od kwestii nazewnictwa i nadać świętom bardziej inkluzywny charakter. Wiecie, żeby nikt się nie poczuł wykluczony i nikomu nie zrobiło się przez nas przykro.

- Mnie już jest przykro - poskarżył się Andrzej z Tarnowa.

- Tobie może - z godnością uznała Jagoda, przemawiając w imieniu nas wszystkich. - W imię neutralności światopoglądowej i równowagi w dyskursie katofashyści mogą zostać z obchodów Winter Holidays wykluczeni. Tego wymaga postępowa tolerancja.

Stwierdziliśmy więc wspólnie, że skoro Zachód obchodzi Winter Holidays, my będziemy świętować Humanistyczną Przerwę Kulturową. W ten sposób wskazaliśmy, że Winter Holidays mogą być świeckie, przypadać w dni wolne od nauki i pracy oraz stanowić zakorzeniony w naszej kulturze zwyczaj, który można jeszcze udoskonalić za pomocą subtelnej dekonstrukcji tradycyjnych obrzędów i wzorców zachowań.

Postanowiliśmy więc, że w kontrze wobec opresyjnej natury tradycyjnych pracowniczych tzw. wigilii zorganizujemy u siebie wigilię świecką, humanistyczną i neutralną światopoglądowo, czyli pozbawioną elementów katolickich.

Z tego względu odeszliśmy od konserwatywnego kodu kulturowego i zrezygnowaliśmy z tradycyjnych polskich potraw. Nasza wrażliwość nie pozwalała nam bowiem przyłożyć ręki do masowej eksterminacji karpioosób, śledzioosób i innych ryb, tradycyjnie mordowanych na polskie stoły. Na naszej humanistycznej wigilii nie mogło natomiast zabraknąć kiełków sushi, sałatki z soczewicy, piwerka ze sprajtem i tofu z sojowym mlekiem. Byliśmy dumni, że dekonstrukcję tradycyjnej polskiej wieczerzy przeprowadziliśmy w stylu wegańskim i w dodatku fair trade'owym, jako że frendziary z kolektywu zaopatrzyły nas w produkty pochodzące od wegańskiej lesbijskiej komuny poliamorycznej.

Wygodnie rozsiedliśmy się na podłodze. Świadomie zrezygnowaliśmy ze stołu jako mebla konstytuującego wspólnotę rodzinną podczas posiłku. Popatrzyliśmy po sobie niepewnie.

- Dobra. Ale co teraz? - spytała niepewnie Jagoda.

Nowy z Tarnowa pogwizdywał cicho coś, co chyba zaczynało się od słów "Jarek malusieńki", przystrajając swój box gałązkami jedliny.

- Może podzielimy się opłatkiem - zapytał z nadzieją.

- To niemożliwe - zadecydował Fabian. - Przepraszam, że tak autorytatywnie stawiam sprawę, ale zdecydowanie chcę podkreślić, że dzielenie to domena oszołomów z PiSu.

Przez kolektyw przebiegł szmer aprobaty (spokojnie, czytelnicy z nową maturą, to metafora, szept nie biega). Lubiliśmy, kiedy ktoś przepraszał. Czuliśmy, że to właściwa postawa.

- Możemy opłatek pomnożyć - zaproponował kolega gej. Ukończył liceum z dwóją z matematyki, więc uważał się za humanistę. - To jest inaczej niż dzielenie, bo wychodzi więcej.

- Premier mnoży nam podatki, więc to musi być spoko - zgodził się Fabian. - Jak to się robi?

Spojrzeliśmy po sobie niepewnie. Po raz kolejny. Gdzieś z tyłu głowy pojawiła się myśl, że sytuacja zaczyna nas przerastać. Niedobrze. Europa wstrzymała oddech.

- Wiecie co, a chooy z tym - zadecydowaliśmy wreszcie w imieniu kolektywu. - Skoro odcinamy się od tradycyjnych paradygmatów, nie musimy przejmować się opłatkiem. Wyzwólmy się więc spod jarzma opłatka, kochani, i poczęstujmy się kiełkiem sushi.

- Może chociaż życzenia sobie złóżmy. - Nowego nie opuszczała nadzieja. - Mogę zacząć.

- Nie - zaprotestowaliśmy stanowczo. - Nie możemy tego zrobić, ponieważ nie wiemy, czy nasze życzenia odpowiadają temu, czego życzy sobie życzeniowy target.

- Dokładnie - Jagoda podrapała się w ciemię. - To byłby przecież fashysm życzyć komuś "wszystkiego dobrego".

- Ja na przykład nie chciałbym wszystkiego dobrego - poparł ją kolega gej. - Dobre i złe to kategorie wyciągnięte z churchingu, a to przed nim chcemy uciec. Można sobie życzyć wszystkiego fajnego. Wtedy każdy może to dostosować do swoich potrzeb.

- A jak ktoś nie ma potrzeb? To wtedy nie ma możliwości dopasowania i zostaje wykluczony. Tak też nie można - zaoponowaliśmy. Kolega gej wyraźnie się zmartwił.

- No dobrze, więc darujemy sobie życzenia - załagodziliśmy sytuację.

Nowy przysłuchiwał się naszej dyskusji z taką miną, jakby oglądał Szkło Kontaktowe. Ewidentnie nie rozumiał.

- To ja zacznę - uparcie powtórzył. - Życzę wam z okazji świąt Bożego Narodzenia, aby...

- Oj, wyluzuj - jęknął Fabian. - Na pewno będziesz nam życzył jakichś katofashystoffskich bredni. O cieple rodzinnym i takich tam.

- No właśnie - Jagoda spojrzała na Andrzeja z godnością. - A my tu w większości jesteśmy singlami z aspiracjami. Robimy kariery w outsourcingu, nie ma więc czasu na wizyty w małych ośrodkach. Winter Holidays spędzę na fitnessie. Trzeba się rozwijać.

- Chociaż słoików to bym nawiózł. Osoby płodzące zawsze coś spakują - zastanowił się kolega gej. - Można by tak jednak pojechać na dzień czy dwa...

Wszyscy smętnie rozejrzeli się po pokoju. Nowy z Tarnowa właśnie zakładał choinkowy łańcuch na laptopa.

- Ale oczywiście zachowując dystans wobec małoośrodkowych zwyczajów - kolega gej zaczął brnąć w usprawiedliwienia - moglibyśmy demonstrować dystans wobec katotalibanu, ale jednocześnie przywieźć słoików, może dziadkowie rzucą jakiś hajs?

- ZUS jest jeszcze wypłacalny - westchnął z zazdrością Fabian.

Pokiwaliśmy smętnie głowami. Nikt z nas jeszcze nie otrzymał swojego 1200 brutto. Korpo za to życzyło nam optymizmu na Winter Holidays i w nowym roku, co wyraziło na neutralnej światopoglądowo e-kartce w geometryczne wzory i fraktalne płatki śniegu. Z dumą zauważyliśmy, że kartka nie sugerowała w żadnej mierze churchingowego charakteru świąt.

Raz jeszcze ogarnęliśmy wzrokiem zadumany kolektyw. Wyglądali, jakby próbowali nad czymś intensywnie myśleć. Jako Redakcja najmodniejszego kolektywu na fejsiku poczuliśmy się za nich odpowiedzialni.

- Dobra, kochani, słuchajcie. Można pojechać do małego ośrodka. Wiadomo, patriarchat, taki mamy system. Na szczęście antycypowaliśmy pewne sytuacje i...

- Przepraszam, co robiliście? - spytał zdezorientowany kolega gej. Szybko włączył odpowiednią aplikację na iPhonie. Po twarzy przemknął mu wyraz rozczarowania. - Aaaa, takie rzeczy...

- ...tak więc antycypowaliśmy, że może dojść do takiej sytuacji, kiedy trzeba będzie wam powiedzieć, co należy myśleć. Mamy dla was specjalny poradnik na Winter Holidays:

Jak na tęczowo przetrwać katolski festiwal churchingu

? Podczas dzielenia się opłatkiem ostentacyjnie pomnażaj swój opłatek, zabierając innym i nie dając swojego - wskaż, że pełnisz rolę Państwa. Zapytaj, czy mógłbyś otrzymać opłatek bezglutenowy, oburz się, że tradycyjny opłatek dyskryminuje chorych na celiakię, zauważ, że na Zachodzie to nie do pomyślenia.

? Kiedy na stole pojawi się barszcz, zauważ głośno, że wszędzie pełno jest buraków. Stanowczo domagaj się sushi i kiełków. Odmów jedzenia pierogów, jeśli nie są z soczewicą. Ostentacyjnie zasłaniaj się archiwalnym numerem Wyborczej, jeśli rozmowa przy stole zejdzie na tematy polityczne.

? Cały czas miej pod ręką kubek ze Starbunia. Uważaj, żeby nie nalali ci tam barszczu. Opowiadaj głośno, że prawdziwa kawa to frappelatte, a nie te podkarpackie fusy. Westchnij, wyszepcz, że oni tu na pewno nie piją fair trade'owej kawy od kooperatywy kenijskich lesbijek.

? Wstydź się za Jedwabne, nie płacz po papieżu.

? Zaciągnięty na pasterkę, przestój całą mszę za kolumną, stój, kiedy wszyscy klęczą, pokaż, że nawet w kościele można być neutralnym światopoglądowo.

? Chodź po mieszkaniu w cienkim szaliczku, podkreślaj, że w wielkim ośrodku wszyscy tak chodzą, uważaj, żeby frędzelki nie wpadły ci do barszczu.

? Nie rozmawiaj o polityce, pytany o cokolwiek odpowiadaj: "wszyscy wiedzą, że Kaczyński to wariat i chce podpalić Polskę".

? Kiedy inni śpiewają kolędy, włącz sobie na iPhonie swój ulubiony zespół indie, powiedz wszystkim, że na pewno go nie znają, bo zespół ma tylko pięciu fanów na fejsbuku i jest tak hipsterski, że nie polubił go nawet jego własny wokalista.

? Pakując słoiki do neutralnej genderowo torby, patrz uparcie w drugą stronę, zachowaj kamienną twarz i udawaj, że robisz to tylko dlatego, że zostałeś zmuszony i wcale się nie cieszysz, że dzięki domowemu żarciu zaoszczędzisz trochę pieniędzy na modne miejskie eventy i przynajmniej przez kilka dni nie będziesz musiał chodzić po mieście z pustym kubkiem ze Starbunia.

- Dziękujemy, Redakcjo - Fabian sprawiał wrażenie szczęśliwego. - Dzięki Wam będziemy wiedzieć, co myśleć. Wiecie, przez te obciachowe święta ani Wyborczej, ani Newsweeka...

Uśmiechnęliśmy się skromnie.

- Drobiazg, od tego nas macie. A teraz wybaczcie, pójdziemy już na dworzec poczekać na pociąg. Takie są opóźnienia, że przy odrobinie szczęścia zdążymy na wczorajszy.

- Sorry - odparł nonszalancko Fabian - ale taki mamy klimat.