1
Kryptokrólowa
Londyn, 11 czerwca 2016 roku
Za kulisami londyńskiej hali widowiskowo-sportowej Wembley Arena doktor Róża Ignatowa przechadzała się nerwowo tam i z powrotem, ubrana jak zwykle w wieczorową suknię do ziemi. Podwoję wasze coiny, podwoję wasze coiny. W tle słyszała radosne okrzyki i wiwaty tysięcy pełnych uwielbienia fanów. Róża na ogół nie miała tremy przed publicznymi wystąpieniami, ale dzisiaj zamierzała ogłosić coś, co było sprzeczne z wszelkimi zasadami inwestowania, a nawet z samą ideą pieniądza. Gdyby nie zdołała przekonać publiczności, która zainwestowała już fortunę, uwierzywszy w jej obietnicę globalnej "rewolucji finansowej", wszystko poszłoby na marne. Gra szła nawet o miliard dolarów.
Sebastian Greenwood, jej zastępca, był już na scenie i rozgrzewał publiczność.
- Jestem dumny, że mogę tu dzisiaj być! - wykrzykiwał. - Wszyscy jesteście nadzwyczajni!
Ta para założyła firmę zaledwie dwa lata wcześniej i to Sebastian był z nich dwojga lepszym sprzedawcą, ale trzy tysiące ludzi nie przyjechało z siedemdziesięciu krajów po to, żeby zobaczyć jego. Przyszli dla niej: dla geniuszu stojącego za najbardziej ekscytującą nową kryptowalutą na świecie.
Sebastian przedstawił Różę w typowy dla siebie przesadny sposób:
- Powód, dla którego wszyscy tu jesteśmy... proszę, zgotujcie gorące przyjęcie naszej twórczyni, naszej założycielce...
Z głośników Wembley Areny rozległa się piosenka Girl on Fire [Płonąca dziewczyna] w wykonaniu Alicii Keys, a scenę rozświetliły fajerwerki. Każdy najdrobniejszy szczegół, aż po sformułowania na zaproszeniach, został starannie zaplanowany. Róża wiedziała, że najważniejsza jest aparycja, że ludzie uwierzą w cokolwiek, jeśli tylko odpowiednio się wygląda. Wkroczyła śmiało na scenę, a wszystko, począwszy od jej długich czarnych włosów, ciemnoczerwonej szminki i bogato zdobionej czerwonej sukni połyskującej w świetle jupiterów aż po diamentowe kolczyki, kojarzyło się z sukcesem i ze splendorem. Za jej plecami płomienie ogarnęły gigantyczne logo: "OneCoin".
Obecni na widowni inwestorzy - elegancko ubrany ugandyjski biznesmen, pobożny muzułmanin ze wschodniego Londynu, skandynawski domokrążca sprzedający witaminy - już teraz potrafili wyrecytować życiorys Róży. Właśnie z jego powodu większość z nich powierzyła jej swoje pieniądze. Wybitna studentka Uniwersytetu w Oksfordzie. Imponujący epizod w międzynarodowych finansach, w wiodącej firmie konsultingowej. Zaledwie trzydzieści sześć lat, a już dwukrotny tytuł Bułgarskiej Bizneswoman Roku i zdjęcie na okładce "Forbesa". Płynna znajomość bułgarskiego, niemieckiego, angielskiego, francuskiego i rosyjskiego. Niektórzy ze zgromadzonych szeptali, że ma iloraz inteligencji powyżej 200. Inni nosili plakietki z jej podobizną.
Minęło zaledwie dwa i pół roku, odkąd Róża wpadła na pomysł, który odmienił życie ich wszystkich. Gdy w 2011 roku po raz pierwszy usłyszała o czymś, co nazywało się "bitcoin", była sceptyczna. Wywodziła się ze świata finansów i tradycyjnej bankowości, w którym sprawy załatwiało się w określony sposób, a pieniądzom wprowadzanym do obiegu przez banki centralne pokrycie gwarantowały rządy, co było równie pewne jak to, że po nocy nastaje dzień. Im uważniej się jednak przyglądała tej dziwnej nowej wirtualnej walucie, która funkcjonowała online i poza zasięgiem banków czy rządów, tym bardziej ją ona fascynowała. Jej wynalazcą był wybitny, lecz tajemniczy programista komputerowy, który pracował pod pseudonimem Satoshi Nakamoto. Stworzył on bitcoina w 2009 roku, a potem zniknął, ale zostawił po sobie projekt zupełnie nowego rodzaju pieniądza, który zdawał się idealnie pasować do ery internetu. Pieniądza bez banków i granic. "Kryptowalutę", nad którą nie ma kontroli żadna konkretna osoba i która może być rozsyłana po całym świecie równie łatwo, jak się wysyła list elektroniczny. Tam, gdzie większość ludzi widziała dziwaczny eksperyment, Róża dostrzegła technologię zdolną zmienić świat. Postanowiła, że zamiast próbować zarabiać na kupnie i sprzedaży tych osobliwych nowych monet, pójdzie o krok dalej i stworzy własną kryptowalutę.
W świecie technologii, mówiła czasem sceptykom, nigdy nie wzbogaca się osoba, która pierwsza wpadła na jakiś pomysł, lecz ta, dzięki której ten pomysł służy przeciętnemu człowiekowi. Jeff Bezos nie wynalazł handlu elektronicznego, tylko sprawił, że stał się on dostępny dla każdego. MySpace pojawił się wcześniej niż Facebook, ale to Mark Zuckerberg zmienił świat. Steve Jobs, Bill Gates, Elon Musk, a nawet Thomas Edison wykorzystali już istniejące pomysły i przekształcili je w coś, z czego mogli korzystać zwykli ludzie. Tym właśnie był onecoin - kryptowalutą dla mas. Może i nie dorównywał swojemu lepiej znanemu rywalowi bitcoinowi, ale to się miało wkrótce zmienić. Róża obiecała, że będzie szybszy, płynniejszy i łatwiejszy w użyciu. Przewidywała, że kiedyś robotnicy będą otrzymywali pensję w walucie onecoin i płacili nią za zakupy. Każdy, kto zainwestuje teraz, zanim cena gwałtownie poszybuje w górę, niechybnie się obłowi.
W wypadku onecoina chodziło jednak o coś znacznie więcej niż tylko o bogacenie się. Bankierzy i rządy oskubują ludzi od dziesięcioleci, a wszystko dlatego, że mają kontrolę nad pieniędzmi: drukują je, ustalają stopy procentowe, żeby je pożyczać, spekulują nimi, pobierają wygórowane opłaty kredytowe. Dowiódł tego kryzys finansowy z lat 2008-2009. Rozwiązaniem były kryptowaluty takie jak bitcoin i onecoin dzięki rewolucyjnej idei kryjącej się w tej technologii: stałej podaży. Satoshi Nakamoto stworzył bitcoina, ponieważ złościł go sposób, w jaki rządy dofinansowały w 2008 roku upadające banki, dodrukowując pieniądze, przez co ostatecznie biedni jeszcze bardziej zbiednieli. Wobec tego ograniczył całkowitą liczbę bitcoinów, które kiedykolwiek zostaną wyprodukowane, do dwudziestu jeden milionów. Miały być wprowadzane do obiegu w uprzednio zaprogramowanym tempie odpornym na manipulacje, chodziło zatem o walutę o ustalonej podaży, przy której rządy nie mogłyby majstrować.
Róża zaplanowała, że onecoin będzie większy niż bitcoin, chociaż nowa waluta stosowała się do tej samej zasady. Zamiast dwudziestu jeden milionów coinów w obiegu miało się ich jednak znaleźć maksymalnie dwa miliardy sto milionów. Ta liczba - dwa miliardy sto milionów - była najistotniejsza. Została wręcz wbudowana w technologię, ustalona raz na zawsze. Nikt nigdy nie będzie mógł wydrukować więcej onecoinów, nawet sama Róża. Nic dziwnego, że ludzie sprawujący władzę tak bardzo bali się kryptowalut w rodzaju onecoina. Nie mogli ich kontrolować.
- Myślę, że teraz jest odpowiedni moment - powiedziała Róża publiczności z tym swoim niezwykłym, bułgarsko-niemieckim akcentem, stosując starannie zaplanowane przerwy na oklaski - żeby to zrobić albo zrezygnować. Chcemy być kryptowalutą numer jeden na świecie.
W Wembley Arenie nie było niemal nikogo, kto wątpiłby w jej słowa. Przecież sprawdziło się wszystko inne, co Róża im wcześniej powiedziała. W ciągu osiemnastu miesięcy w onecoina zainwestowano dwa miliardy euro, windując wartość jednego coina od zera do 5,95 euro - dokładnie tak, jak prognozowała. Dzięki niej setki ludzi obecnych w Arenie już zostało milionerami.
Teraz jednak, powiedziała im, mamy pewien problem. Najwyraźniej onecoin urósł tak bardzo i tak szybko, że zaczynało jej brakować coinów.
- Czy możemy się stać największą kryptowalutą na świecie z tym, co teraz mamy? - zapytała retorycznie Róża.
- Tak! - zawołał ktoś z ostatniego rzędu. Okrzyk był na tyle głośny i dobitny, że mimo znacznej odległości Róża usłyszała go na scenie.
- Nie, nie możemy - odparła. Tej chwili bała się najbardziej. - Stworzymy większego coina niż ktokolwiek inny... dobijemy aż do stu dwudziestu miliardów coinów.
Zaczęła mówić wolniej, żeby wyeksponować łyżkę miodu, która miała przesłonić ten radykalny - i teoretycznie niemożliwy - wzrost podaży onecoina.
- Wam, jako obecnym udziałowcom, ludziom, którzy wsparli nas w pierwszej fazie... my, jako firma, podwoimy coiny na waszym rachunku.
Tłum oszalał. Gorąca atmosfera bardziej przypominała jakąś uroczystość religijną niż konferencję handlową. Jeśli ktoś nie wiwatował, to dlatego, że milczał w osłupieniu. 1 października 2016 roku - zaledwie trzy miesiące później - u każdego liczba coinów miała zostać podwojona. A co jeszcze ważniejsze, Róża obiecała, że kurs się nie zmieni. Jeden onecoin nadal będzie miał wartość 5,95 euro.
- Kochamy cię, Różo - ktoś krzyknął.
- Dziękuję - odpowiedziała. - Za dwa lata już nikt nie będzie mówił o bitcoinie.
Jednym pstryknięciem palców doktor Róża podwoiła majątek dosłownie każdej osoby na widowni. Nie wspominając o setkach tysięcy inwestorów, którzy nie dotarli do Londynu. Najwyraźniej nie miało znaczenia to, że naruszała naczelną zasadę ekonomii: kiedy podaż czegokolwiek rośnie, cena spada. Nie liczyło się również to, że łamała własną obietnicę: że w obiegu zawsze będzie tylko dwa miliardy sto milionów onecoinów oraz że fundamentem kryptowaluty jest "stała podaż". Jak zatem było możliwe pięćdziesięciokrotne zwiększenie liczby coinów? I to bez wpływu na ich cenę?
Ale jeśli z dnia na dzień ktoś potrafił "wykopać" milionerów, tym kimś była doktor Róża.
Międzynarodowy Port Lotniczy w Los Angeles, 6 marca 2019 roku
- Konstantin Ignatow i Duncan Arthur są proszeni o zgłoszenie się na stanowisku odpraw - zapowiedziano przez głośniki w terminalu lotniczym.
Lot Konstantina był już spóźniony ponad dwie godziny, co było mu bardzo nie na rękę. Mężczyzna miał za sobą kilka męczących dni. Przez trzy z rzędu tkwił w hotelowej sali konferencyjnej ze swoim kolegą Duncanem Arthurem, przysadzistym informatykiem z RPA, planując w Stanach Zjednoczonych ekspansję gałęzi biznesu onecoina zajmującej się handlem elektronicznym. Przynajmniej wkrótce będzie siedział wygodnie w klasie biznesowej, czytając nową powieść Stephena Kinga w drodze powrotnej do rodzinnej Bułgarii.
Kilkakrotnie ostrzegano go, że wyjazd do USA stanowi niepotrzebne ryzyko, ale Frank, doradca Konstantina do spraw bezpieczeństwa, który miał tajemnicze wysoko postawione "źródła", zapewnił go, że nie figuruje na żadnych listach Interpolu. Konstantin był nieco zdziwiony, że w ogóle udało mu się wjechać do Stanów. Dwa tygodnie wcześniej, tuż po przylocie, powiedział dociekliwym funkcjonariuszom straży granicznej, że przyjechał trenować z pewnym zawodnikiem mieszanych sztuk walki. Dzięki muskularnej sylwetce i tatuażom na całym ciele trzydziestotrzylatek z pewnością wyglądał na kogoś takiego. Być może właśnie dlatego go wpuszczono.
- Czy klasa biznesowa wchodzi teraz na pokład? - zapytał Konstantin stewardesę tureckich linii lotniczych, gdy dotarł do bramki odlotów. Nastrój znów mu się poprawił, bo wsiadanie do samolotu w pierwszej kolejności stanowiło jedną z dodatkowych zalet jego pracy.
- Tędy proszę, panie Ignatow - odpowiedziała spokojnie, wskazując drzwi.
Gdy tylko Konstantin przez nie przeszedł, wiedział, że nigdzie nie poleci. Czekało na niego pięciu rosłych mężczyzn w garniturach. Nagle dwóch z nich błyskawicznie wykręciło mu ręce do tyłu, a trzeci zakuł go w kajdanki i wypchnął przez boczne drzwi. Zanim Bułgar zdążył wyjąkać choćby jedno słowo, już siedział w pokoju przesłuchań przypominającym scenerię serialu policyjnego z lat dziewięćdziesiątych. W takim pomieszczeniu, w którym niechlujni detektywi z Wydziału Policji Los Angeles odgrywają dobrego glinę i złego glinę. Duncana posadzono tymczasem w podobnym pokoju w dalszej części korytarza.
- Gdzie jest doktor Róża Ignatowa? - zapytali.
FBI zadawało to pytanie od dwóch lat. Osiemnaście miesięcy wcześniej agenci omal jej nie dopadli - praktycznie już ją mieli. Wysłali nawet bułgarskim prokuratorom prośbę o postawienie jej w stan oskarżenia. Róża Ignatowa była jednak za sprytna dla FBI. Za szybka. Za dobrze ustosunkowana. Agenci wiedzieli, że Konstantin jest tylko pionkiem. Zaczął pracować dla siostry dopiero kilka dni przed wielkim londyńskim eventem, na którym podwoiła wszystkim liczbę coinów, ale był jednym z niewielu ludzi, którzy mogli wiedzieć, gdzie ona jest.
- Gdzie jest pańska siostra?
Konstantin znał wszystkie pogłoski i dobrze przećwiczone wymówki. Była na urlopie macierzyńskim. Była w Londynie i mieszkała w pałacu Buckingham. W Rosji u Władimira Putina. Na swoim prywatnym jachcie na Morzu Czarnym ze wszystkimi pieniędzmi i z nową twarzą po operacji plastycznej. Zaszyła się na prywatnym osiedlu w Dubaju. Nie żyła - porwana i zamordowana w Grecji przez albańskich gangsterów, którzy chcieli odzyskać pieniądze. Powtarzał nawet niektóre z tych plotek.
- Nie wiem - odpowiedział. - Nie widziałem Róży od osiemnastu miesięcy.