Kraj Srebrnej Rzeki. Argentyna od spotkania światów do czasów współczesnych - Magdalena Lisińska

Kup ebooka

26.00 zł
18.21 zł (17,91 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Spis treści

Wstęp

Rozdział 1.Spotkanie światów i okres kolonialny

1.1. Początki europejskiej obecności

1.2. Wczesny okres kolonialny

1.3. Reformy Burbonów i Wicekrólestwo La Platy

Rozdział 2.Niepodległość i wojna domowa

2.1. Inwazje brytyjskie

2.2. Dekada rewolucji

2.3. Wojny domowe i samodzielność prowincji

Rozdział 3.Konsolidacja państwowości

3.1. Upadek Rosasa i droga do zjednoczenia

3.2. Prezydentury historyczne

Rozdział 4.Argentyna nowoczesna

4.1. "Republika konserwatywna"

4.2. Rządy radykałów

Rozdział 5."Niesławna dekada" i rewolucja '43

5.1. Rządy Uriburu

5.2. Concordancia

5.3. Rewolucja '43

Rozdział 6.Peronizm

6.1. Początki peronizmu

6.2. Peronizm jako siła polityczna

6.3. Pierwsza kadencja Peróna

6.4. Druga kadencja Peróna i kryzys peronistowskiego modelu rządów

6.5. Upadek Peróna

Rozdział 7.Antyperonizm

7.1. "Rewolucja wyzwoleńcza"

7.2. Frondizi i powrót wojskowej interwencji

7.3. "Rewolucja argentyńska"

Rozdział 8.Przemoc polityczna i terroryzm państwowy

8.1. Powrót peronistów

8.2. Proces Reorganizacji Narodowej

Rozdział 9.Demokratyzacja

9.1. Transformacja demokratyczna

9.2. Dekada Menema

9.3. Kryzys gospodarczy

Rozdział 10.Argentyna w XXI wieku

10.1. Kirchneryzm

10.2. Mauricio Macri i nowe otwarcie

10.3. Peronizm w cieniu pandemii?

Zakończenie

Bibliografia

Indeks osobowy 

Rozdział 1. Spotkanie światów i okres kolonialny

1.1. Początki europejskiej obecności

Przybywając na tereny dzisiejszej Argentyny, europejscy konkwistadorzy nie zastali potężnych imperiów przypominających państwo Azteków w Mezoameryce czy imperium Inków w zachodniej części kontynentu południowoamerykańskiego. Rozciągające się od Ziemi Ognistej po Amazonię tereny zamieszkiwane były przez różniące się od siebie kulturą i organizacją społeczną grupy rdzenne, z których tylko część (Diaguita, Guaraní, Huarpe czy Comechingón) prowadziła osiadły tryb życia. W porównaniu z innymi obszarami Ameryki Łacińskiej społeczności te były jednak stosunkowo nieliczne. Na zdecydowanej większości terenów współczesnej Argentyny żyły grupy koczownicze lub półkoczownicze, trudniące się łowiectwem i zbieractwem. Warto już w tym momencie podkreślić, że po przybyciu Europejczyków ludy te opanowały jazdę konną.

Pierwsze kontakty Europejczyków z zamieszkującymi współczesną Argentynę społecznościami miały miejsce na początku XVI w. i stanowiły bezpośredni skutek hiszpańsko-portugalskiej rywalizacji w zajmowaniu nowych terenów na zachodzie globu. W 1494 r. podpisany został między tymi dwoma państwami traktat z Tordesillas, dzielący strefy wpływów Portugalii i Hiszpanii wzdłuż linii przebiegającej 370 lig (ok. 2193 km) na zachód od Wysp Zielonego Przylądka. Podział ten, dokonany de facto przed oficjalnym przybyciem Portugalczyków do Brazylii, pozostawił strony w poczuciu niedosytu. Obie monarchie miały bowiem ambicje rozszerzania swoich dominiów w Nowym Świecie, niezależnie od podjętych traktatowo zobowiązań. Dzięki siatce szpiegowskiej działającej na zlecenie króla Ferdynanda Aragońskiego korona hiszpańska szybko dowiedziała się o portugalskich planach rozciągnięcia panowania na tereny południowe, a także o sekretnych wyprawach Portugalczyków wzdłuż południowoamerykańskiego wybrzeża. To właśnie portugalscy marynarze jako pierwsi Europejczycy zobaczyli estuarium La Platy, uznając rzekę za przesmyk łączący Atlantyk z Pacyfikiem (nazywanym w tym okresie Morzem Południowym). Śmiałe poczynania Portugalczyków, jak również sukcesy Vasco Nú?eza de Balboy, który w 1513 r. pokonał Przesmyk Panamski i drogą lądową dotarł do Pacyfiku, skłoniły hiszpańskiego monarchę do podjęcia zdecydowanych działań. Niezwłocznie rozpoczęto przygotowania do wyprawy mającej na celu przejęcie przez koronę położonego na południe od Brazylii przesmyku łączącego Atlantyk z Morzem Południowym. Na mocy capitulación - umowy podpisywanej przez monarchę z konkwistadorem - na czele wyprawy składającej się z trzech statków i sześćdziesięciu marynarzy stanął Juan Díaz de Solís. Biografia de Solísa, doświadczonego żeglarza znającego realia podróży do Nowego Świata, zawiera wiele znaków zapytania. Nie wiadomo, czy urodził się w hiszpańskiej Andaluzji, czy w portugalskim Alentejo. Mimo że służył obydwu iberyjskim koronom, nie wszystkie przypisywane mu wyprawy znajdują potwierdzenie w źródłach. Pewne jest, że w okresie 1506-1509 dwukrotnie żeglował on po Morzu Karaibskim. Wiadomo również, że po śmierci Amerigo Vespucciego w 1512 r. de Solís objął stanowisko naczelnego żeglarza w Urzędzie do spraw Indii w Sewilli.

Dowodzona przez de Solísa wyprawa opuściła Hiszpanię w październiku 1515 r. i skierowała się na południe od wybrzeży Brazylii. Po dotarciu do La Platy członkowie ekspedycji szybko zorientowali się, że woda jest znacznie słodsza niż na pełnym oceanie. Nie wzbudziło to jednak zaniepokojenia de Solísa, przekonanego, że znajdują się w przesmyku łączącym Atlantyk z Morzem Południowym. Warto wspomnieć, że jedna z wysepek, na którą natrafili wtedy żeglarze, nazwana została Martín García - na pamiątkę pochowanego na niej członka wyprawy. Przesuwając się w głąb estuarium, ekspedycja dostrzegła kolejny stały ląd - było to dzisiejsze wybrzeże Urugwaju. Niestety jednak przesadna ciekawość i chęć zapisania się w historii doprowadziły de Solísa do zguby. Mimo braku realnej potrzeby opuszczania statku kapitan zdecydował się zejść wraz z kilkoma marynarzami na ląd i dokonać rozpoznania. De Solís nie zdążył jednak nacieszyć się nowym widokiem. Niemal od razu po postawieniu stopy na wybrzeżu członkowie wyprawy zostali zaatakowani przez grupę tubylczą z ludu Charrúa. De Solís i jego ludzie zginęli. Jedynym ocalałym był najmłodszy uczestnik wyprawy, Francisco del Puerto, którego autochtoni wzięli do niewoli. W tym kontekście warto zwrócić uwagę na pojawiające się wśród europejskich kronikarzy relacje z owych wydarzeń, sugerujące, jakoby de Solís i towarzysze zostali nie tylko przez ludność tubylczą zabici, ale również upieczeni i zjedzeni1. Specjaliści badający zachowania ludów zamieszkujących Pampę podkreślają jednak, że wśród Charrúa nie dochodziło nigdy do aktów kanibalizmu. Z tego powodu makabryczne relacje o uczcie z ciał Europejczyków można uznać za przesadzone i nastawione jedynie na podkreślenie barbarzyństwa autochtonów2. Niezależnie jednak od szczegółów śmierci de Solísa sytuacja pozostałych członków wyprawy okazała się na tyle trudna, że postanowili oni wrócić do Hiszpanii. Nie wszystkim to się jednak udało - jedna z trzech wchodzących w skład ekspedycji karawel zatonęła u wybrzeży Brazylii. Osiemnastu rozbitków podzieliło się na kilka grup, z których część zginęła, część dostała się do portugalskiej niewoli, a część pozostała w brazylijskim porcie Los Patos, w pobliżu współczesnego miasta Florianópolis.

Porażka ekspedycji de Solísa nie zmniejszyła determinacji korony hiszpańskiej w dążeniu do znalezienia przesmyku międzyoceanicznego szybciej, niż mogliby zrobić to Portugalczycy. Aby osiągnąć zamierzony cel, Karol V postanowił zaangażować do kolejnej wyprawy żeglarzy znających realia portugalskiego dworu. Na czele ekspedycji stanął więc naturalizowany Hiszpan, przez lata pozostający w służbie korony portugalskiej - Ferdynand Magellan. Oficjalnym celem rozpoczętej we wrześniu 1519 r. wyprawy miało być odnalezienie zachodniej drogi do azjatyckiego archipelagu Moluków, określanych w tym czasie mianem Wysp Korzennych. Ekspedycja składała się z pięciu statków i ponad 250 marynarzy, z których około czterdziestu było Portugalczykami. Po krótkim przystanku w Rio de Janeiro, na początku 1520 r. żeglarze dotarli do La Platy, znajdując ujście rzeki Urugwaj. W przeciwieństwie do de Solísa, Magellan szybko się zorientował, że słodkowodne estuarium nie może stanowić przejścia łączącego oceany. Zdecydował więc o kontynuowaniu poszukiwań wzdłuż południowoamerykańskiego wybrzeża. Pogarszające się z miesiąca na miesiąc warunki pogodowe zmusiły jednak żeglarzy do przeczekania zimy na stałym lądzie. Pod koniec marca 1520 r. ekspedycja zatrzymała się w niewielkiej zatoce we współczesnej patagońskiej prowincji Santa Cruz - Puerto San Julián. Przebywając na lądzie, członkowie wyprawy Magellana natknęli się na zamieszkujących te tereny rdzennych mieszkańców, prawdopodobnie przedstawicieli ludu Tehuelche. Zgodnie z przekazem jednego z uczestników ekspedycji żeglarzy zaskoczyła wyjątkowo rosła postura autochtonów, znacznie smuklejszych niż przeciętny Europejczyk3. W myśl jednej z interpretacji, to właśnie niespotykana fizjonomia zamieszkujących Patagonię ludów dała początek współczesnej nazwie całej krainy geograficznej. Sam Magellan nazwać miał bowiem grupy tubylcze "patagonami", porównując ich do bohatera popularnego ówcześnie romansu dworskiego Primaleón - Giganta Patagona.

Po ustąpieniu zimy Magellan postanowił kontynuować podróż na południe, choć decyzja ta nie spotkała się z powszechną aprobatą. Wiara w płaską Ziemię i zagrożenie "ześlizgnięciem się z mapy" oraz zmęczenie trudnymi warunkami panującymi w Patagonii doprowadziły do buntu wśród części załogi. Na szczęście dla kapitana sytuacja została stosunkowo szybko opanowana. Inicjatorzy buntu zostali straceni, a wyprawa mogła być kontynuowana. W październiku 1520 r. ekspedycja dopłynęła do przejścia łączącego Atlantyk z Pacyfikiem - współcześnie znanego jako Cieśnina Magellana. W przeciwieństwie do estuarium La Platy woda w cieśninie była słona, a nurt rwący. Po kilkudziesięciu dniach przeprawy oczom żeglarzy ukazało się upragnione Morze Południowe. Niestety, samemu Magellanowi nie dane było świętować swojego osiągnięcia na dworze hiszpańskiego monarchy. W kwietniu 1521 r. zginął na Filipinach, zabity w starciu z ludnością miejscową.

Wyprawę Magellana, lepiej znaną jako pierwsza podróż dookoła świata, przeżyło jedynie osiemnastu marynarzy - dziewięciu urodzonych w Hiszpanii, czterech w Grecji, dwóch we Włoszech i dwóch w Portugalii. Ci, którym udało się ujść z życiem, nie powstrzymywali się od barwnych opowieści zachwalających potencjał handlowy odwiedzonych terenów, szczególnie wspominanych już Wysp Korzennych. Archipelag ten budził wielkie zainteresowanie hiszpańskiej korony. Nie bez znaczenia pozostawał fakt, że Moluki były już w tym okresie znane Portugalczykom, w dalszym ciągu rywalizującym z Hiszpanami o panowanie na morzach i oceanach. Nie może więc dziwić, że król Karol V zgodził się na organizację wyprawy celem ustanowienia hiszpańskiej kontroli nad Wyspami Korzennymi. Zaskoczeniem natomiast był wybór dowódcy ekspedycji. Nie został nim następca Magellana, Juan Sebastián Elcano, ale Sebastián Cabot - Wenecjanin do niedawna pływający w służbie angielskiej. Wraz ze swoim ojcem Giovannim uczestniczył on w amerykańskich wyprawach w poszukiwaniu Przejścia Północno-Zachodniego, dopływając do Zatoki Hudsona. W późniejszym okresie wielokrotnie zmieniał patronów, licząc na wsparcie w organizacji spektakularnej wyprawy pozwalającej mu osiągnąć sławę i bogactwo. Planowana przez Hiszpanów azjatycka ekspedycja idealnie wpisywała się w oczekiwania Cabota. Osobiście przedstawił on Karolowi V plan przejęcia kontroli nad Molukami, chcąc przekonać króla do swoich zamierzeń.

Zgodnie z podpisaną w 1525 r. capitulación zadaniem Cabota miało być przepłynięcie do Azji śladami wyprawy Magellana i powrót do Hiszpanii z jak największą ilością lokalnie zdobytych bogactw. Co ważne, w umowie pomiędzy monarchą a żeglarzem nie było mowy o dalszym poszukiwaniu przejścia przez La Platę - już wtedy wychodzono z założenia, że droga na Pacyfik prowadzi jedynie przez Cieśninę Magellana i taką właśnie trasę należy obrać. W kwietniu 1526 r. ekspedycja złożona z trzech statków skierowała się w stronę Nowego Świata. W drodze na południe kapitan zdecydował o czasowym postoju u wybrzeży Brazylii, na wysokości obecnego stanu Santa Catarina. Żaden z marynarzy schodzących na ląd nie mógł jednak wiedzieć, jak znacząco ta błaha na pierwszy rzut oka decyzja wpłynie na kształt dalszej ich wyprawy.

Przebywając w portowych osadach, Sebastián Cabot i jego marynarze szybko zetknęli się z opowieściami portugalskich żeglarzy o położonych w głębi kontynentu Srebrnych Górach (Sierra de la Plata) i istniejącym u ich stóp imperium "Białego Króla". Tereny te kryć miały niezliczone skarby. Wierzono, że płynąc w górę La Platy, możliwe jest odnalezienie mitycznej krainy. Nie bez przyczyny to właśnie Portugalczycy byli pierwszymi żeglarzami określającymi południowoamerykańskie estuarium mianem Río de La Plata - Srebrnej Rzeki. W Hiszpanii w tym okresie ciągle jeszcze posługiwano się nazwą upamiętniającą pierwszego żeglarza - Río de Solís. Legendy o nieodkrytej krainie bogactw pobudzały wyobraźnię Europejczyków, a prezentowane przez autochtonów wyroby ze złota i srebra jedynie dodawały opowieściom wiarygodności. Zaślepiony wizją ukrytego skarbu Cabot zdecydował się na radykalny krok - postanowił zmienić cel ekspedycji i zamiast na Moluki udać się na poszukiwania imperium Białego Króla. Zarówno Cabot, jak i inni uczestnicy ekspedycji nie mogli rzecz jasna wiedzieć, że drogocenne metale będące w posiadaniu ludów Guaraní pochodziły z imperium Inków, którego podbój sześć lat później rozpocząć miał Francisco Pizarro.

Wyprawa Sebastiána Cabota udała się w stronę estuarium La Platy, skąd skierowała się w górę rzeki Parana. Co ciekawe, rzetelność opowieści o Białym Królu potwierdzał ocalały z wyprawy de Solísa Francisco del Puerto, który przez dziesięć lat żył z ludnością tubylczą z obszaru Pampy. Dołączył on do ekspedycji Cabota jako tłumacz, towarzysząc kapitanowi w trakcie zakładania fortu Sancti Spiritus - pierwszej hiszpańskiej osady na ziemiach z czasem uznanych za argentyńskie. Trzeba jednak pamiętać, że powstała w 1527 r. na terenie współczesnej prowincji Santa Fe osada traktowana była przez Sebastiána Cabota jedynie jako przystanek w drodze do upragnionego Sierra de la Plata. Po kilku miesiącach opuścił on więc Sancti Spiritus, pozostawiając w forcie grupę kilkudziesięciu ludzi. Tymczasem hiszpański monarcha, oczekujący wiadomości o powodzeniu wyprawy na Moluki, zdecydował się wysłać kolejną wyprawę w tym samym celu. Ekspedycja na czele z Diego Garcíą de Moguerem wyruszyła z Hiszpanii w sierpniu 1527 r. i podobnie jak poprzednia zatrzymała się na postój u wybrzeży Brazylii. Będąc już na lądzie, Diego García zasłyszał te same opowieści o imperium Białego Króla, które wcześniej zaciekawiły Cabota. Skuszony ogromnym bogactwem García podjął analogiczną decyzję - postanowił udać się na poszukiwanie Srebrnych Gór. Nie wiedział rzecz jasna, że jego poprzednik również nie popłynął na Moluki. Żeglując w górę Parany, ekspedycja Garcíi odnalazła osadę Sancti Spiritus, a po krótkim czasie doszło do spotkania dwóch kapitanów. Nie mając zapewne innego wyjścia, García zgodził się połączyć siły z Cabotem i razem udać się w górę rzeki, licząc na odnalezienie Sierra de la Plata. Kiedy dwaj kapitanowie poszukiwali imperium Białego Króla, pozostawieni w osadzie Europejczycy zmuszeni byli ułożyć sobie stosunki z zamieszkującymi wybrzeża rzeki Parany ludami Guaraní i Timbú. Początkowo relacje układały się poprawnie, a zaintrygowani autochtoni godzili się dostarczać gościom pożywienie. Sytuacja zmieniła się jednak, gdy Europejczycy zaczęli traktować grupy tubylcze jak niewolniczą siłę roboczą, stosując wobec nich przemoc i zmuszając do pracy. W 1529 r. doszło do buntu lokalnej ludności przeciwko osadnikom, który przerodził się w krwawe starcie. Dysponujący przewagą liczebną autochtoni pokonali żeglarzy i zniszczyli osadę. Kiedy Cabot i García wrócili po swoich towarzyszy, po Sancti Spiritus pozostały już tylko ruiny. W obliczu tragedii, zawiedzeni porażką w poszukiwaniach Sierra de la Plata, żeglarze zdecydowali się powrócić do Hiszpanii. Z dwustu członków wyprawy Cabota przy życiu pozostało jedynie około dwudziestu. Sam Cabot, za sprzeniewierzenie się pierwotnym planom podróży, a także na podstawie doniesień o złym traktowaniu swoich żeglarzy, został osądzony i deportowany na tereny kontrolowanego ówcześnie przez Hiszpanię północnoafrykańskiego Oranu.

Brak sukcesu w poszukiwaniach Sierra de la Plata bardzo szybko zrekompensowany został przez wspominany już podbój imperium Inków przez konkwistadorów na czele z Franciskiem Pizarrem. Wraz z podbojem Peru do Hiszpanii napływać zaczęły tony drogocennych kruszców. W porównaniu z bogactwami zagarniętymi przez Europejczyków w zachodniej części kontynentu południowoamerykańskiego nieprzyjazne tereny Niziny La Platy zaczęły być postrzegane jako mało atrakcyjne. Tym, co skłaniało hiszpańskiego monarchę do dalszego eksplorowania atlantyckiego wybrzeża kontynentu, była utrzymująca się obecność Portugalczyków, coraz śmielej poczynających sobie w estuarium La Platy. Nie można było wykluczyć, że konkurencyjna monarchia iberyjska zechce założyć na tym obszarze stałą osadę. Z tego powodu Karol V zdecydował o wysłaniu nad Srebrną Rzekę ekspedycji o zupełnie innym niż dotychczas charakterze. Celem wyprawy miał być podbój terenów La Platy i ustanowienie na tych terenach hiszpańskiej kolonii ze stałym osadnictwem i strukturami władzy. Na czele jej stanąć miał Pedro de Mendoza - szlachcic pochodzący z Granady. Trzeba podkreślić, że na tle innych wyprawiających się do Ameryki konkwistadorów Mendoza był osobą wyjątkowo wysoko postawioną, zarówno materialnie, jak i społecznie. Cieszył się również osobistym zaufaniem Karola V, który nie chciał powierzać tak istotnego zadania żądnym przygód i bogactwa awanturnikom. W 1534 r., na mocy dokumentu capitulación, hiszpański monarcha mianował Mendozę adelantado4 wszystkich ziem na południe od Río de La Plata. Współfinansowana przez koronę ekspedycja wyruszyła z Hiszpanii w sierpniu 1535 r. i była jedną z największych w historii hiszpańskiego podboju Ameryk. Składało się na nią kilkanaście statków, ponad 1500 mężczyzn i dziesiątki sztuk koni i bydła. Chętnych na tego typu podróż nie brakowało - ogromne bogactwa przywożone do Hiszpanii z Peru pobudzały wyobraźnię przedstawicieli wszystkich klas społecznych.

Ekspedycja dowodzona przez Mendozę dotarła do La Platy na początku 1536 r. Wraz z żeglarzami zszedł on na ląd i w miejscu, gdzie współcześnie znajduje się miasto Buenos Aires, założył osadę Ciudad de La Santísima Trinidad y Puerto de Santa María del Buen Aire (Miasto Przenajświętszej Trójcy i Port Świętej Marii Panny Pomyślnego Wiatru). Konkwistadorzy wyznaczyli tereny pod domy, budynki użyteczności publicznej, kościoły i radę miejską. Jednak wbrew przekonaniu panującemu powszechnie wśród Europejczyków zbudowana przez nich osada nie znajdowała się na ziemi niczyjej. Argentyńskie wybrzeże La Platy było w tym okresie zamieszkane przez kilka tysięcy przedstawicieli ludu Querandi. Nie byli oni w zasadzie wrogo nastawieni do przybyszów zza oceanu i początkowe relacje nie zapowiadały problemów podobnych do tych, których doświadczyli osadnicy w Sancti Spiritus. Z czasem jednak Europejczycy zaczęli wykazywać typową dla konkwistadorów wyższość, traktując pomoc ze strony autochtonów jako coś, co z zasady im się należy. Querandi opuścili więc okolice Santa María del Buen Aire, przenosząc się poza zasięg kolonizatorów. Po kilku dniach bez dostaw jedzenia Pedro de Mendoza zdecydował o wysłaniu ekspedycji karnej przeciwko grupom tubylczym - celem było zastraszenie autochtonów i zmuszenie ich do uległości. W trakcie walki zabitych zostało kilkuset przedstawicieli ludu Querandi, choć życie stracił również brat Pedro de Mendozy, Diego. Nierozwiązany został również problem dostępu do żywności, a zamieszkujący w forcie Europejczycy zaczęli cierpieć głód. Według relacji kronikarskich mieszkańcy osady zjadali nawet własne buty, a także dopuszczali się aktów kanibalizmu5. Zdesperowany Mendoza wysłał część swoich ludzi w górę Parany, gdzie szukać mieli żywności. Na nieszczęście dla Europejczyków, w czerwcu 1536 r. zaatakowani wcześniej Querandi weszli w sojusz z innymi ludami Niziny La Platy, organizując kilkutysięczną armię. W ciągu pół roku osada Santa María del Buen Aire została zrównana z ziemią, a większość mieszkańców wymordowana. Mendoza i inni, którzy uszli z życiem, pośpiesznie opuścili wybrzeże i udali się na północ, gdzie wcześniej wysłana ekspedycja nawiązała przyjazne stosunki z lokalnymi ludami Guaraní. Konkwistadorom udało się nawet odbudować zniszczoną przed laty osadę Sancti Spiritus, nadając jej nazwę Corpus Christi. Schorowany, od lat cierpiący na syfilis Mendoza podjął jednak ostateczną decyzję - w marcu 1537 r. postanowił powrócić do Hiszpanii na swoim statku Magdalena. Nie doczekał jednak powrotu, umierając na pełnym morzu w czerwcu tego samego roku. Pozostali w Nowym Świecie konkwistadorzy, dowodzeni przez wyznaczonego do tej roli Juana de Ayolasa, mieli zasiedlić wybrzeża Parany oraz - w miarę możliwości - lądowy szlak prowadzący do Peru. Niewykluczone również, że sam Ayolas w dalszym ciągu wierzył w istnienie Sierra de la Plata i pragnął dotrzeć do mitycznych bogactw. To właśnie przesuwające się na północ oddziały Ayolasa założyły osadę, która w 1541 r. przekształciła się w miasto Asunción - stolicę dzisiejszego Paragwaju.

Porażka ekspedycji Mendozy była gorzkim doświadczeniem dla monarchii Karola V. W obliczu niepowodzenia, pomysły zasiedlenia La Platy od strony Atlantyku uznano jako mało realistyczne i niewarte realizacji. Od tego momentu próby kolonizacji terenów współcześnie określanych jako argentyńskie zaczęto podejmować wyłącznie drogą lądową. Od strony Peru i Górnego Peru (współczesnej Boliwii) zasiedlano rozległe północno-wschodnie tereny przyszłego gubernatorstwa Tucumán z miastami takimi jak Santiago del Estero (1553), Córdoba (1573), Salta (1582), La Rioja (1591), Jujuy (1593). Od strony Chile postępowała kolonizacja terenów zachodnich z miastami Mendoza (1561), San Juan (1562) i San Luis (1594). Osadnictwo hiszpańskie rozwijało się również na północnym zachodzie, gdzie zamieszkujący Asunción kolonizatorzy stworzyli stosunkowo prężnie działający ośrodek miejski. To właśnie akcja kolonizacyjna z terenów dzisiejszego Paragwaju doprowadziła do ponownego, tym razem już ostatecznego, założenia miasta Buenos Aires.

W miarę rozwoju europejskiego osadnictwa w Nowym Świecie coraz częściej podkreślano konieczność utworzenia portu "otwierającego" hiszpańskie imperium na Atlantyk. Już w latach czterdziestych XVI w. osadnicy z Asunción wyznaczyli trasę lądową prowadzącą do znanego z bogatych złóż srebra miasta Potosí. Wielu kupców i urzędników z Limy i Santiago zdawało sobie sprawę, że napływające z Wicekrólestwa Peru dobra znacznie szybciej można byłoby przetransportować do Europy przez port atlantycki. Nie bez znaczenia dla przyszłego zasiedlenia La Platy były również zmiany, do jakich doszło na Pampie po opuszczeniu tych terenów przez ekspedycję Mendozy. Pozostawione przez konkwistadorów konie i krowy dobrze przyjęły się w nowym środowisku, zalewając rozległe argentyńskie niziny. Z punktu widzenia Hiszpanów przejęcie kontroli nad tysiącami sztuk dzikiego bydła nie tylko eliminowałoby problem głodu, ale wręcz pozwalałoby wzbogacić się na dostępnej trzodzie.

Przedstawione przesłanki bez wątpienia przyświecały gubernatorowi Asunción Juanowi de Garayowi, który w marcu 1580 r. rozpoczął wyprawę celem ponownego założenia miasta Buenos Aires. Ekspedycja ta pod wieloma względami różniła się od próby podjętej przez Mendozę, a sam Garay nie był w Nowym Świecie nowicjuszem. Przybywszy do Wicekrólestwa Peru w wieku czternastu lat, znał on dobrze realia panujące na kontynencie. Brał też udział w szeregu wypraw kolonizatorskich na terenie obecnego Paragwaju i Boliwii, a w 1573 r. założył miasto Santa Fe. Garay znany był również z dobrych kontaktów z ludnością rdzenną, a jako gubernator zabiegał o włączenie lokalnych ludów w strukturę społeczną. Warto podkreślić, że obok kolonistów pochodzenia europejskiego, z których znaczna część urodziła się już w Ameryce, w założeniu drugiego Buenos Aires wzięły też udział przychylne Garayowi rdzenne rodziny Guaraní, które wraz z nim przybyły z terenów dzisiejszego Paragwaju.

Po kilku miesiącach podróży w dół Parany koloniści dotarli w okolice miejsca, gdzie niemal cztery dekady wcześniej znajdowała się osada Mendozy. Teren był całkowicie opuszczony, a dosiadający dzikich koni Querandi sporadycznie zapuszczali się w okolice wybrzeża. 11 czerwca 1580 r., w towarzystwie rdzennych i europejskich osadników, Juan de Garay dokonał oficjalnego założenia miasta, które nazwał Trynidad, oraz portu Santa María de los Buenos Aires. Zgodnie z hiszpańskimi zasadami zakładania miast w Nowym Świecie teren podzielony został na bloki, na których działki rozdzielone zostały pomiędzy mieszkańców. Warto zwrócić uwagę, że założenie nowego portu nad La Platą było dla hiszpańskiej monarchii istotne również ze względów politycznych. W 1580 r., a więc w roku założenia drugiego Buenos Aires, doszło do zawarcia tzw. unii iberyjskiej, na mocy której król Hiszpanii Filip II przejął władzę również w Portugalii. Otwarcie hiszpańskiego imperium na La Platę znacznie ułatwiało Hiszpanom dostęp do kluczowej portugalskiej kolonii w Nowym Świecie - Brazylii.

1.2. Wczesny okres kolonialny

Przez większość okresu kolonialnego tereny współcześnie tworzące Argentynę - La Plata, Tucumán i Cuyo - wchodziły w skład Wicekrólestwa Peru. Ze względu na dzielące je odległości i idące za tym różnice geograficzne, klimatyczne i kulturowe tereny zachodnie i północno-zachodnie rozwijały się znacząco odmiennie od położonego na wschodzie gubernatorstwa (gobernación) La Platy.

Północno-zachodnie gubernatorstwo Tucumán i zachodni region Cuyo funkcjonowały głównie jako zaplecze dla bogatych w kruszce regionów górniczych Wicekrólestwa Peru6. Podstawą działalności było rolnictwo i hodowla bydła na rynek wewnętrzny, między innymi dla liczącego ponad 160 tysięcy mieszkańców górniczego Potosí. Trzeba podkreślić, że zarówno Cuyo, jak i Tucumán były obszarami ze znaczną populacją andyjskiej ludności rdzennej. Podstawową formą wykorzystywania ich potencjału była encomienda, a więc przymusowa praca na rzecz hiszpańskich osadników, głównie przy uprawie roli. Szybko okazało się jednak, że praca tubylczych ludów Ameryki Południowej nie wystarcza do zaspokojenia potrzeb imperium hiszpańskiego w Nowym Świecie. Rdzenni mieszkańcy nie zawsze byli w stanie sprostać niewolniczej pracy, często też umierali na przywleczone przez Europejczyków choroby zakaźne. Trzeba również pamiętać, że przeciwko nadmiernym obciążeniom i okrucieństwu w stosunku do ludności rdzennej (ale już nie czarnoskórej) opowiadał się Kościół katolicki - szczególnie zakony dominikanów i jezuitów. Co więcej, nie wszystkie grupy tubylcze były skłonne podporządkować się Europejczykom, co skutkowało krwawymi niekiedy buntami. Warto wspomnieć o wojnach ludu Diaguita przeciwko hiszpańskim najeźdźcom, toczonych z mniejszym bądź większym natężeniem przez niemal stulecie, począwszy od lat sześćdziesiątych XVI w. Nie był to przykład odosobniony - bunty rdzennej ludności przeciwko hiszpańskiej władzy zdarzały się na północnym zachodzie często. Niewystarczająca liczba rdzennych mieszkańców mogących pracować na rzecz europejskich kolonizatorów zmusiła koronę hiszpańską do sięgnięcia po rozwiązanie alternatywne w postaci niewolniczej siły roboczej z Afryki. Czarni niewolnicy przybywali do Wicekrólestwa Peru już od połowy XVI w., choć skala zjawiska była znacznie mniejsza niż w innych częściach Nowego Świata. Specyficzne warunki klimatyczne panujące w wysoko położonych miastach andyjskich nie pozwalały jednak na efektywne wykorzystanie afrykańskiej siły roboczej. Wykluczało to sensowność kierowania Afrykańczyków do pracy w kopalniach srebra, zasadniczo ograniczając zakres ich zatrudnienia do opieki nad zwierzętami, rzemiosła i uprawy plantacji.

Innego typu wyzwania stały natomiast przed La Platą. W początkach okresu kolonialnego tereny te zarządzane były z Asunción, będącego stolicą gubernatorstwa. Sytuacja zmieniła się dopiero w 1617 r., kiedy w wyniku wydzielenia osobnego gubernatorstwa Paragwaju, Buenos Aires stało się najważniejszym hiszpańskim miastem na południowym wschodzie kontynentu. Szybko okazało się jednak, że życie na terenach La Platy nie jest łatwe, a Buenos Aires nie ma szans na rozwój porównywalny do Limy ani nawet górniczego ośrodka Potosí. Obszar ten różnił się znacznie od innych części Ameryki Łacińskiej - mimo nazwy, Srebrna Rzeka nie była zasobna w cenne kruszce ani wartościowe dla Europejczyków surowce. Co więcej, ustanowiona przez koronę polityka handlowa wykluczyła Buenos Aires z roli, do której zostało powołane - pośrednika w transporcie między kolonią i metropolią. Aby uniknąć napaści ze strony piratów i korsarzy, od końca XVI w. monarchia hiszpańska wysyłała do Nowego Świata jedynie kilka konwojów rocznie, płynących z portu w Kadyksie do Portobello w Panamie. Po pokonaniu przesmyku drogą lądową ponownie załadowywano towar na statki i przewożono do portu Callao w pobliżu Limy, skąd można było dostarczyć go do innych części Wicekrólestwa. Droga powrotna do Hiszpanii, w tym transport srebra z Potosí, odbywała się tą samą trasą, wykluczającą postoje w jakichkolwiek innych portach. W 1594 r. hiszpańska korona wydała dekret zakazujący handlu we wszystkich amerykańskich portach poza tymi znajdującymi się na oficjalnej trasie królewskich konwojów. Oznaczało to całkowitą marginalizację Buenos Aires, do którego towary przybywać mogły jedynie drogą lądową przez Limę. Sytuacja mieszkańców La Platy była bardzo trudna - brakowało zarówno produktów pierwszej potrzeby, jak i rąk do pracy. Nie było wątpliwości, że sztywne trzymanie się reguł wprowadzonych przez koronę w dłuższej perspektywie doprowadzi do całkowitego upadku Buenos Aires. Jedyną formą obrotu towarami pozwalającą miastu przetrwać okazała się kontrabanda, często określana jako pierwszy argentyński biznes narodowy.

Początkowo płynąca do Buenos Aires kontrabanda pochodziła głównie z Brazylii, a odpowiedzialni za przemyt lokalni handlarze wykorzystywali fakt, że Hiszpania i Portugalia znajdowały się pod panowaniem jednego monarchy. Przypływający do Buenos Aires handlarze często powoływali się na zasadę tzw. przymusowego dokowania (arribada forzosa), czyli możliwość legalnego przystanku w porcie innym niż docelowy w wyniku nieprzewidzianych okoliczności zaistniałych w trakcie podróży. Część przemytników wykorzystywała też rozległe i słabo patrolowane wybrzeże La Platy, wyładowując swoją kontrabandę niedaleko portu Buenos Aires. Pochodzące z przemytu towary trafiające do mieszkańców miasta były znacznie tańsze niż te nielicznie przybywające oficjalnie z Limy. Nielegalną drogą do Buenos Aires napływali również (niezbyt licznie w porównaniu z innymi obszarami latynoamerykańskimi) niewolnicy z Afryki, potrzebni do pracy jako służba, w lokalnym rzemiośle i przy uprawach. Część z przybywających do portu towarów oraz siły roboczej sprzedawano do argentyńskiego interioru, przez co pochodzące z przemytu dobra znajdowały się w całym praktycznie Wicekrólestwie. Kontrabanda okazała się tak dochodowym procederem, że bardzo szybko powstawać zaczęły grupy przestępcze specjalizujące się w nielegalnych dostawach. Nierzadko w ich działania zaangażowani byli również urzędnicy kolonialni czerpiący bezpośrednie korzyści z przemytu. Na łamanie prawa przymykała oko większość urzędujących w Buenos Aires gubernatorów - mieli oni świadomość, że popyt na towary z przemytu jest zbyt duży, aby skutecznie z nim walczyć. Napływ nielegalnych towarów do portu w Buenos Aires z niepokojem obserwowali natomiast kupcy z Limy, bezpośrednio stratni na utrzymującej się kontrabandzie. To właśnie pod wpływem nacisków płynących ze stolicy Wicekrólestwa w 1622 r. hiszpańska monarchia wprowadziła w mieście Córdoba cło lądowe (aduana seca), mające ograniczyć przepływ towarów pochodzących z kontrabandy. O ile bowiem nielegalny handel pomiędzy Buenos Aires a Córdobą mógł się rozwijać, o tyle wysyłanie towarów dalej na północ stało się problematyczne. Aby poprawić sytuację mieszkańców La Platy, monarchia hiszpańska zgodziła się na wysyłanie do Buenos Aires dwóch statków towarowych rocznie. Rzecz jasna transporty te nie były wystarczające i nie mogły ukrócić wpisanego już w tkankę społeczną zwyczaju kontrabandy. Przemyt towarów, od tego momentu kierowanych głównie na wewnętrzny rynek gubernatorstwa La Platy, trwał nadal. W XVIII w. wśród przemytników działających w Buenos Aires coraz częściej pojawiać się zaczęli Anglicy, którym hiszpańska korona nadała wyłączność na handel niewolnikami z Afryki.

Źródłem dochodu pozwalającym nabywać towary pochodzące z kontrabandy było bydło rogate, na terenach Pampy liczone w milionach pasących się swobodnie krów i koni. Mieszkańcy La Platy szybko zauważyli ich potencjał ekonomiczny. Zaczęto organizować tzw. vaquerías - polowania i ubój dzikiego bydła. W początkowym okresie towar eksportowy stanowiły jedynie skóry i tłuszcz, chętnie kupowane przez zawijających do Buenos Aires angielskich przemytników. Mięso konsumowane było lokalnie, choć ze względu na nadmierną podaż nierzadko pozostawiano ubite zwierzęta na Pampie. Vaquerías i przetwórstwo skór było pierwszym poważnym przemysłem rozwiniętym na terenie La Platy, wyróżniającym ten region na tle reszty Ameryki Łacińskiej. Niosło to ze sobą istotne konsekwencje, zarówno gospodarcze, jak i społeczne. To właśnie hodowla i przetwórstwo bydła zaspokajały większość potrzeb żyjących na terenach dzisiejszej Argentyny ludzi, wpływając nie tylko na tryb życia i możliwości zarobkowania, ale również dietę czy ubiór. Pod koniec XVII w. popyt na dzikie bydło był już tak wielki, że liczba krów i koni żyjących na Pampie zaczęła gwałtownie spadać. Aby nie doprowadzić do wyginięcia gatunku, władze hiszpańskie zdecydowały o ograniczeniu polowań i wydawaniu specjalnych zezwoleń na vaquerías. Obszary, na których dochodziło do wyłapywania i uboju zwierząt, wyznaczane były wokół wielkich posiadłości ziemskich przyznawanych bogatym Hiszpanom i Kreolom przez koronę hiszpańską. Trzeba podkreślić, że ciągłe rozszerzanie terenów, na których organizowano vaquerías, prowadziło do nieuchronnych zatargów z zamieszkującą Pampę ludnością rdzenną. Coraz częściej dochodziło do tzw. malones - niespodziewanych i często brutalnych ataków autochtonów na europejskie posiadłości, przeprowadzanych głównie w celach łupieżczych. Dla obrony przez ludnością tubylczą, pod koniec XVIII w. rada miejska Buenos Aires utworzyła oddziały milicji blandengues, których zadaniem była obrona granic gubernatorstwa La Platy.

Mówiąc o uboju dzikiego bydła na terenach La Platy, nie sposób nie wspomnieć o postaci gaucho, ikonicznej dla argentyńskiej kultury i tożsamości narodowej. Gauchowie byli pasterzami bydła, nomadami z marginesu, którzy ze względu na mieszane pochodzenie etniczne - najczęściej byli potomkami białych oraz rdzennych mieszkańców bądź czarnych niewolników - nie znajdowali akceptacji w konserwatywnym społeczeństwie kolonialnym. Szukając możliwości zarobku, przemierzali rozległe niziny Pampy, utrzymując się z pracy własnych rąk i udziału w polowaniach. Wraz z formalizacją vaquerías i pojawieniem się wielkich posiadłości ziemskich charakter pracy gauchów zmienił się. Ich wędrowny tryb życia ustąpić musiał na rzecz stałej pracy na estancjach - wielkich gospodarstwach rolnych specjalizujących się w hodowli. Posiadane doświadczenie i odporność na trudne warunki klimatyczne czyniły z nich idealnych kandydatów do opieki nad końmi i bydłem. To gauchowie, nie zaś rdzenni Amerykanie czy niewolnicy z Afryki, stanowili podstawę struktury zatrudnienia na argentyńskiej Pampie czasów kolonialnych. Warto jednak pamiętać, że w okresie tym, podobnie jak w pierwszych dekadach niepodległości, pojęcie gaucho miało negatywne konotacje i było postrzegane jako synonim zacofania, barbarzyństwa, krnąbrności i nieprzewidywalności7. Nobilitacja gauchów nastąpiła dopiero na przełomie XIX i XX w., w dużej mierze dzięki działalności argentyńskich pisarzy i historyków, wychwalających zaangażowanie przedstawicieli tej grupy społecznej w argentyńskich walkach niepodległościowych, a także szukających specyficznej dla Argentyny figury budującej narodową tożsamość8.

1.3. Reformy Burbonów i Wicekrólestwo La Platy

Bezdzietna śmierć Karola II, ostatniego z hiszpańskich Habsburgów, doprowadziła do trwającej w latach 1701-1714 wojny pomiędzy europejskimi mocarstwami. Stawką była nie tylko władza w Hiszpanii, ale również dominacja w Europie i ówczesnym świecie. W wyniku konfliktu hiszpański tron przejął pochodzący z Francji Filip V Burbon. Nowa dynastia stanęła przed zadaniem konsolidacji władzy w hiszpańskim imperium - początkowo na kontynencie europejskim, później zaś również na terytoriach zamorskich. Już od połowy XVIII w. w hiszpańskich koloniach rozpoczęto wprowadzanie zmian strukturalnych, całościowo określanych mianem tzw. reform burbońskich. U podstaw reform stało przekonanie, że model zarządzania koloniami wprowadzony w XVI w. przez Habsburgów stał się nieprzystający do nowych czasów. Zwracano uwagę na głęboko religijne podstawy kolonizacji Nowego Świata przez Hiszpanów - legitymizacja konkwisty w dużej mierze oparta była na chrystianizacji i przenoszeniu sposobu życia obowiązującego w Hiszpanii do Nowego Świata. Budowanie kolonialnych struktur władzy w oparciu o rozwiązania hiszpańskie doprowadziło do znaczącej autonomii Wicekrólestw, które z punktu widzenia Burbonów przestały efektywnie funkcjonować. Przyświecający Burbonom absolutyzm nie dopuszczał istnienia jakichkolwiek ośrodków podważających władzę hiszpańskiej korony. Zagrożeniem była również władza Kościoła katolickiego, którego wpływy w Nowym Świecie były bardzo silne. Przejawem takiej postawy było między innymi usunięcie z terenów imperium wpływowego zakonu jezuitów w 1767 r. Nowa dynastia pragnęła zacieśnić związki pomiędzy Hiszpanią a koloniami oraz przekształcić imperium w potęgę handlową, gwarantując tym samym maksymalizację zysków płynących do metropolii. Aby osiągnąć te cele, konieczne było przeprowadzenie reformy administracyjnej i wojskowej gwarantujących wzmocnienie kontroli korony nad posiadłościami w Nowym Świecie.

Zmiana postrzegania imperium kolonialnego przez nową hiszpańską dynastię miała szczególne konsekwencje dla marginalizowanych do tej pory obszarów La Platy. Burbonowie mieli świadomość, że będące w ich posiadaniu kolonie stanowią przedmiot nieustannego zainteresowania innych europejskich monarchii, wykorzystujących błędy Hiszpanów w zarządzaniu tak rozległymi terytoriami. Penetrowane przez brytyjskich i portugalskich przemytników wybrzeże La Platy stanowiło aż nazbyt wyraźny przykład tego typu zaniechań korony. Buenos Aires stało się w oczach Burbonów portem strategicznym, z którego dobrodziejstw korzystać powinna w pierwszej kolejności Hiszpania, nie zaś obce potęgi. Symbolem zmiany polityki Hiszpanii względem coraz śmielej poczynających sobie Portugalczyków była dwukrotna inwazja na kontrolowane przez Lizbonę obszary Banda Oriental, odpowiadające terytorialnie współczesnemu Urugwajowi. W wyniku rozejmu z 1777 r. tereny te przeszły pod panowanie Burbonów, wzmacniając tym samym pozycję Hiszpanii na wybrzeżu atlantyckim. Zmiana pozycji La Platy w oczach nowej dynastii nie wynikała jednak wyłącznie z chęci militarnego wzmocnienia zaniedbywanych do tej pory części imperium. Korzystne z punktu widzenia Buenos Aires okazały się też idące za Reformami Burbońskimi zmiany w postrzeganiu źródeł bogactwa narodów. W czasach Habsburgów maksymalizacja zysków pochodzących z Nowego Świata sprowadzała się do wydobywania jak największej ilości drogocennych kruszców - złota i srebra. Wzorujący się na Brytyjczykach Burbonowie zaczęli natomiast zwracać uwagę na szerszy katalog dóbr - takich, które mogły być przedmiotem obrotu handlowego. Dzięki dobrze rozwiniętemu rzemiosłu skórzanemu znaczenie pozostającego do tej pory na marginesie Buenos Aires zdecydowanie wzrosło.

Wyrazem zmiany pozycji La Platy w hiszpańskim imperium kolonialnym była decyzja Karola III o utworzeniu w 1776 r. nowego Wicekrólestwa ze stolicą w Buenos Aires. Jednostka wydzielona została z Wicekrólestwa Peru i obok La Platy obejmowała obszary Banda Oriental, Paragwaju, Tucumán, Cuyo i Górnego Peru. Tereny Wicekrólestwa La Platy odpowiadały aż czterem współczesnym państwom południowoamerykańskim - Argentynie, Boliwii, Paragwajowi i Urugwajowi. Wraz z utworzeniem Wicekrólestwa do Buenos Aires napłynęli nowi hiszpańscy urzędnicy, na czele z wicekrólem. Wzmocnieniu uległa również obecność wojskowa korony na tych terenach. Obok sprowadzanych z Hiszpanii oddziałów piechoty, kawalerii, artylerii i dragonów, przekształceniu uległy istniejące dotychczas nieregularne milicje blandengues, broniące granic przed atakami rdzennych mieszkańców. Na mocy decyzji z 1780 r. blandengues przekształcono w regularny korpus wojskowy działający w służbie monarchy. Z biegiem czasu oddziały te stały się najliczniejszą formacją w Wicekrólestwie La Platy, reprezentując aż 40% wszystkich stałych wojsk9.

Powołanie nowego Wicekrólestwa niosło ze sobą również zmianę polityki handlowej względem Buenos Aires. Na mocy podpisanego przez Karola III w 1778 r. dekretu o wolnym handlu stolica Wicekrólestwa znalazła się na liście dwudziestu czterech amerykańskich i trzynastu hiszpańskich portów uprawnionych do swobodnej wymiany towarowej bez konieczności wcześniejszego uzyskiwania zgody ze strony korony. Oczywiście nie był to wolny handel we współczesnym rozumieniu tego słowa, jednak z punktu widzenia Buenos Aires zmiana była wręcz przełomowa. Nowe regulacje miały ograniczyć kontrabandę oraz zwiększyć wpływy podatkowe hiszpańskiej korony. W Buenos Aires, podobnie jak w Montevideo, otworzone zostały urzędy celne. Stolica Wicekrólestwa stała się jednym z najlepiej prosperujących finansowo miast Nowego Świata, a zyski z ceł zaczęły przewyższać te uzyskiwane przez Limę.

Zarządzanie terenem tak rozległym jak Wicekrólestwo La Platy niosło ze sobą liczne wyzwania oraz nieznane do tej pory w Buenos Aires problemy. Wicekrólestwo utworzone zostało jako zlepek różniących się od siebie regionów, z których każdy miał już pewien utarty sposób funkcjonowania. Część z nich utrzymywała do tej pory jedynie symboliczne związki z La Platą. Mieszkańcy Górnego Peru nie kryli swoich kulturowych, społecznych i handlowych powiązań z Limą i braku zadowolenia z przymusowego przyłączenia ich do nowego Wicekrólestwa. Podobnie było w przypadku związanych z chilijskim Santiago mieszkańców Cuyo. Dla wielu osób zamieszkujących odległe od La Platy rejony decyzja o ulokowaniu stolicy akurat w Buenos Aires nie była zrozumiała. Wicekrólestwo dysponowało przecież miastami takimi jak Potosí, Asunción, Córdoba - każde z nich było bogatsze, ludniejsze bądź bardziej znaczące niż marginalizowany przez dekady port nad Atlantykiem10. Nie było wątpliwości, że otrzymanie statusu miasta stołecznego faworyzowało Buenos Aires na tle innych części Wicekrólestwa. Miasto bogaciło się na cłach pobieranych od towarów pochodzących z innych regionów, w tym srebra napływającego szerokim strumieniem z Górnego Peru. W Buenos Aires, obok dynamicznie zwiększającej się liczby ludności, obserwować można było tworzenie się nowej, bardzo często napływowej elity, patrzącej z góry na resztę Wicekrólestwa. Mieszkańcy interioru tracili poczucie partycypacji w wypracowywanych zyskach, dostrzegając swoją rolę jedynie w zakresie utrzymywania hiszpańskich urzędników instalujących się w nowej stolicy. Pogorszyła się również sytuacja ludności rdzennej, na którą nakładać zaczęto coraz większe zobowiązania fiskalne. Problemem dla prowincji okazało się także otwarcie Wicekrólestwa na towary przypływające z portów hiszpańskich. Rozwijane przez lata na terenach Cuyo i Tucumán lokalne rzemiosło nie wytrzymywało konkurencji z tańszymi towarami pochodzącymi z rynków zagranicznych. Prowadziło to do jeszcze wyraźniejszego pogłębiania się przepaści pomiędzy stolicą a interiorem. Różnic tych, a także towarzyszącej im niechęci na linii Buenos Aires - reszta prowincji nie należy ignorować. Taki stan rzeczy miał swoje wyraźne konsekwencje w późniejszej, niepodległej już historii Argentyny.

Obok nierównomiernej dystrybucji bogactwa, wprowadzone przez Burbonów reformy doprowadziły do pojawienia się problemów społeczno-politycznych - nierówności w zakresie dostępu do władzy. Trzeba pamiętać, że w latynoamerykańskich miastach tego okresu od kilku pokoleń funkcjonowała już specyficzna grupa społeczna - Kreole. Byli to urodzeni w Nowym Świecie biali potomkowie hiszpańskich kolonizatorów, często bardzo wysoko sytuowani i wykształceni w najlepszych europejskich uniwersytetach. Hiszpański system zarządzania koloniami miał jednak charakter kastowy. W związku z tym najwyższe urzędy w administracji kolonialnej sprawować mogli jedynie biali urodzeni na Półwyspie Iberyjskim, określani mianem peninsulares. Wyłączeni z kluczowych stanowisk Kreole często angażowali się jednak w politykę na szczeblu lokalnym, wchodząc w skład rad miejskich określanych jako cabildo. W czasach Habsburgów, ze względu na znikomą obecność hiszpańskich urzędników w miastach interioru, Kreole mogli realnie wpływać na lokalną politykę, ciesząc się szeroką autonomią decyzyjną. Tendencja ta była bardzo wyraźna na terenach przyszłego Wicekrólestwa La Platy, gdzie większość rad miejskich była całkowicie zdominowana przez Kreolów, a hiszpańscy urzędnicy odgrywali w nich rolę symboliczną. Po przejęciu władzy przez Burbonów i wprowadzeniu reform sytuacja uległa zmianie na niekorzyść Kreolów. Do Wicekrólestwa napływać zaczęli bowiem masowo hiszpańscy urzędnicy podważający uprzywilejowaną pozycję i autonomię lokalnych elit. Większość z nich nie czuła związku emocjonalnego z kolonią, traktując wykonywaną pracę jako drogę do osiągnięcia osobistych korzyści majątkowych. Wielu nowych urzędników otrzymywało od monarchy dokumenty nadania terenów, co czyniło z nich wielkich posiadaczy ziemskich. Postępująca marginalizacja Kreolów była jednym z kluczowych elementów, które w dłuższej perspektywie doprowadziły do upadku hiszpańskiego panowania w Nowym Świecie. To właśnie zamożna i wykształcona lokalna elita stanowiła podstawę ruchu niepodległościowego w koloniach, w tym również w Wicekrólestwie La Platy.

1 A. de Herrera y Tordesillas, Historia general de los hechos de los castellanos en las islas i tierra firme del mar oceano, dokument dostępny na stronie Biblioteca Digital Hispánica: http://bdh-rd.bne.es/viewer.vm?id=0000005845&page=1 (dostęp: 19.08.2021).

2 Por. J.A. Varese, Los Viajes De Juan Díaz De Solís Río De La Plata, Ediciones de la Banda Oriental, Montevideo 2016, s. 135.

3 A. Pigafetta, Primer viaje alrededor del globo, Ediciones Orbis, Barcelona 1986, s. 59-60.

4 W czasie konkwisty adelantado był tytułem przyznawanym przez monarchę konkwistadorom, którzy w zamian za podbicie nowych terenów w imieniu korony hiszpańskiej otrzymywali prawo sprawowania na nich władzy administracyjnej, politycznej, sądowniczej i wojskowej.

5 U. Schmídel, Viaje al río de la Plata, Linkgua, Barcelona 2011, s. 15.

6 Podległe wicekrólowi w Limie gubernatorstwo Tucumán obejmowało tereny współczesnych północno-wschodnich prowincji Argentyny - Jujuy, Catamarca, La Rioja, Tucumán, Salta, Santiago del Estero i Córdoba. Wschodnie prowincje Mendoza, San Juan i San Luis, określane jako obszar Cuyo, podlegały gubernatorstwu Chile, znanemu też jako Kapitania Generalna Chile. Jednostka ta formalnie wchodziła w skład Wicekrólestwa Peru, jednak posiadała w stosunku do władz w Limie znaczną autonomię.

7 Por. D.F. Sarmiento, Facundo o civilización y barbarie en las pampas argentinas, Imprenta del Progreso, Santiago 1845.

8 Por. J. Hernández, Martín Fierro, Imprenta de La Pampa, Buenos Aires 1872.

9 M.E. Alemano, Los Blandengues de la Frontera de Buenos Aires y los dilemas de la defensa del Imperio (1752-1806), "Fronteras de la Historia" 2017, nr 22(2), s. 46.

10 T.L. Edwards, Argentina: A Global Studies Handbook, ABC-Clio, Santa Barbara 2008, s. 21.

Wstęp

Gdy mowa o Argentynie, pierwsze skojarzenia, które przychodzą do głowy większości z nas, to z pewnością tango, Leo Messi, papież Franciszek, wołowina z grilla czy yerba mate. Wielu przywoła również utwór zespołu Maanam pt. Boskie Buenos oraz przypomni sobie "rękę Boga" Diego Maradony z ćwierćfinału Mundialu '86. Fani literatury pamiętają na pewno, że to właśnie Argentyna stała się drugim domem wybitnego polskiego pisarza Witolda Gombrowicza. Skojarzenia te, choć z pewnością trafne, nie wyczerpują dyskusji na temat drugiego co do wielkości państwa Ameryki Łacińskiej. Argentyna - której nazwa pochodzi od łacińskiego słowa argentum oznaczającego srebro - jest krajem niezwykle różnorodnym i pod wieloma względami wyróżniającym się na tle innych w regionie. To również państwo, w którym historia stale przenika się z teraźniejszością, a rozpoczęte ponad pół wieku temu procesy społeczno-polityczne mają bezpośredni wpływ na kształt współczesnej debaty publicznej.

Argentyna zajmuje rozległe tereny rozciągające się od Ziemi Ognistej na południu po subtropikalne równiny na północy. Pod kątem historyczno-geograficznym państwo podzielić można na pięć podstawowych regionów różniących się od siebie florą, fauną i warunkami klimatycznymi: 1. region północno-zachodni (Noroeste argentino), gdzie szczyty Andów przenikają się z żyznymi dolinami i gęstymi lasami; 2. subtropikalny region północno-wschodni (Nordeste argentino), dzielący się na płaski subregion Chaco i wilgotny subregion międzyrzecza (litoral), który ze względu na gęstą sieć wielkich rzek określany jest również mianem Mezopotamii argentyńskiej; 3. położony u stóp Andów zachodni region Cuyo, znany głównie z produkcji wina; 4. południowy region Patagonii, gdzie dominuje klimat suchy i chłodny; 5. region Pampy w centralnej części kraju, dzielący się na część wilgotną (pampa húmeda), zdominowaną przez średniej wysokości trawy, i część suchą (pampa seca) o bardziej stepowym charakterze. Przez środek regionu Pampy przechodzi rozległe estuarium powstałe w wyniku połączenia się rzek Urugwaj i Parany - absolutnie kluczowa dla Argentyńczyków Río de la Plata. Nazwa ta, dosłownie oznaczająca "Srebrną Rzekę", nadana została przez pierwszych Europejczyków, którzy wierzyli, że u jej źródeł znajdą zasobną w drogocenne kruszce cywilizację. To właśnie nad Srebrną Rzeką położona jest argentyńska stolica Buenos Aires i to tam dopatrywać się należy początków argentyńskiej państwowości. Mimo ogromnej roli, jaką odgrywała i wciąż odgrywa stolica, błędem byłoby utożsamianie Argentyny jedynie z Buenos Aires. Federalny charakter państwa, podzielonego na dwadzieścia trzy prowincje i autonomiczną stolicę, przypomina o różnorodności poszczególnych jego części. Aby w pełni zrozumieć tę specyfikę, konieczne jest sięgnięcie do historii.

Celem niniejszej książki jest przybliżenie czytelnikom dziejów Argentyny od czasów przybycia Europejczyków do Ameryki, określonego w tytule mianem spotkania światów1, do dziś. W polskiej literaturze praktycznie nie ma książki dotyczącej historii Argentyny, a tematyka związana z tym państwem w dalszym ciągu słabo przebija się do powszechnej świadomości. Zdecydowana większość prac naukowych poświęconych Argentynie powstała kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat temu, nierzadko stanowiąc część większego opracowania dotyczącego Ameryki Łacińskiej2. Tak jest w przypadku trzech tomów Dziejów Ameryki Łacińskiej pod redakcją Tadeusza Łepkowskiego, Roberta Mroziewicza i Ryszarda Stemplowskiego3. Pozycje przedstawiające zarys historii Srebrnej Rzeki autorstwa Waldemara Rómela (Argentyna) oraz Ignacego Krasickiego (Evita, Isabelita i Caudillo) wydane zostały odpowiednio w 1972 i 1977 r.4

Niniejsza monografia jest pierwszą całościową pracą dotyczącą historii Argentyny w języku polskim. Tak ogromny temat siłą rzeczy wymusza narzucenie sobie pewnych ograniczeń. Książka przedstawia dzieje Argentyny głównie z perspektywy procesów politycznych i zmieniających kraj procesów społecznych w skali makro. Szczególnie dużo miejsca poświęcono w niej rządom Juana Domingo Peróna - postaci absolutnie kluczowej dla kształtu współczesnej Argentyny. Autorka świadomie zdecydowała się pominąć bardzo bogatą dziedzinę argentyńskiej kultury, sztuki, literatury. Są to zagadnienia ważne, ale jednocześnie wyjątkowo rozległe, zasługujące na poświęcenie im osobnych (z pewnością kilku) tomów monografii.

Książka stanowi wynik wieloletnich badań politologiczno-historycznych nad Argentyną prowadzonych przez autorkę na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego. W celu przygotowania książki autorka przeprowadziła kwerendy w ośrodkach argentyńskich i europejskich, a także, co wyjątkowo istotne, ciekawe i bardzo pouczające rozmowy z argentyńskimi politologami i historykami. Zrozumienie argentyńskiej perspektywy dziejów jest szczególnie ważne w kontekście tematyki książki - to Argentyńczycy stanowią przecież głównych bohaterów tej historii.

Powstanie niniejszej książki nie byłoby możliwe, gdyby nie wsparcie udzielone autorce w Instytucie Amerykanistyki i Studiów Polonijnych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Specjalne słowa podziękowania należą się Dyrekcji Instytutu, a także Współpracowniczkom i Współpracownikom z Zakładu Ameryki Łacińskiej IAiSP UJ. Szczególnie dziękuję Kierownikowi Zakładu, a jednocześnie redaktorowi serii "Studia Latynoamerykańskie Uniwersytetu Jagiellońskiego" w Wydawnictwie Universitas, prof. Karolowi Derwichowi. Muchas gracias!

1 Mówienie o spotkaniu dwóch światów jest zdecydowanie bliższe prawdzie niż utarta w Europie narracja o "odkryciu Ameryki". Przed przybyciem Europejczyków na terenach amerykańskich istniały zwarte skupiska ludzkie, niekiedy wręcz prężnie działające organizmy państwowe. Trudno mówić o odkrywaniu czegoś, co nigdy nie znajdowało się w ukryciu, a najwyżej było niedostępne.

2 Por. R. Stemplowski, Zależność i wyzwanie: Argentyna wobec rywalizacji mocarstw anglosaskich i Trzeciej Rzeszy, Książka i Wiedza, Warszawa 1975; A. Dembicz (red.), Relacje Polska-Argentyna: historia i współczesność, CESLA, Warszawa 1996; M. Kula (red.), Dzieje Polonii w Ameryce Łacińskiej, Ossolineum, Wrocław 1983; Z. Dobosiewicz, W. Rómmel (red.), Polonia w Ameryce Łacińskiej, Wydawnictwo Lubelskie, Lublin 1977.

3 T. Łepkowski (red.), Dzieje Ameryki Łacińskiej: od schyłku epoki kolonialnej do czasów współczesnych, t. I: 1750-1870/1880, Książka i Wiedza, Warszawa 1977; R. Mroziewicz, R. Stemplowski (red.), Dzieje Ameryki Łacińskiej: od schyłku epoki kolonialnej do czasów współczesnych, t. II: 1870/1880-1929, Książka i Wiedza, Warszawa 1979; R. Stemplowski (red.), Dzieje Ameryki Łacińskiej: od schyłku epoki kolonialnej do czasów współczesnych, t. III: 1930-1975/1980, Książka i Wiedza, Warszawa 1983.

4 W. Rómmel, Argentyna, Książka i Wiedza, Warszawa 1972; I. Krasicki, Evita, Isabelita i Caudillo, Książka i Wiedza, Warszawa 1977.