Korsyka. Tygiel tożsamości. Oblicza świata - Maria Renaud

Kup książkę

49.90 zł
29.94 zł (30,94 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

HISTORIA

Echa przeszłości

Dzieje Korsyki to burzliwa opowieść, w której majestatyczna wyspa dumnie wznosząca się z niebieskiej toni wody na przestrzeni wieków była areną walk o władzę i wpływy różnych cywilizacji atakujących wybrzeże jak wzburzone fale morskie agresywnie rozbijające się o skały. Mimo nieustających inwazji nigdy nie dała się w pełni zdominować, a próby jej podporządkowania tylko ukształtowały buntowniczy i nieugięty charakter jej mieszkańców niczym surowe i strzeliste szczyty tnące błękitne niebo. Już sam moment narodzin, gdy na skutek potężnych procesów geologicznych Korsyka oderwała się od wielkiego lądu i z Sardynią u boku "dryfowała" po wodach Morza Śródziemnego, by w końcu zatrzymać się w samym jego sercu, stał się symbolem jej odrębności. Gdy matka natura pozwoliła jej na tę swodobną wędrówkę, dając wolność i niezależność, wiedziała, że wyspa nigdy nie zgodzi się na to, by ktoś jej to odebrał. Mimo licznych podbojów jej serce pozostało niezmienione, dlatego po francusku mówi się o niej souvent conquise, jamais soumise - często podbijana, nigdy podporządkowana. W tym rozdziale opowiem krótko o jej historii, która jest niezbędna do zrozumienia korsykańskiej kultury i intrygujących wydarzeń, które od kilkudziesięciu lat są pożywką dla mediów głodnych sensacji, a o których przeczytasz w kolejnych rozdziałach.

Korsyka i Sardynia to siostry syjamskie, które rozdzieliły się na skutek topniejących lodowców i podnoszenia poziomu wód około 12-10 tysięcy lat temu, a więc po zakończeniu ostatniej epoki lodowcowej. Cieśnina Świętego Bonifacego (fr. les Bouches de Bonifacio), która się między nimi znajduje, wzięła swoją nazwę od jednego z najbardziej rozpoznawalnych miast Korsyki - Bonifacio. To perła południa, która niczym strażnik siedzący na wysokim wapiennym klifie spogląda na granatowe morze, uspokajając się widokiem rozciągającej się na horyzoncie bladoniebieskiej Sardynii, od której dzieli ją zaledwie 12 kilometrów. Nieopodal Bonifacio, na stanowisku archeologicznym Araguina-Sennola w 1972 roku dokonano bardzo ważnego odkrycia. Naukowcy znaleźli szkielet kobiety, która żyła tutaj około 6750 lat p.n.e. Choć daleko nam do rekordu australopiteka Little Foot z Afryki Południowej, który stąpał po ziemi 3,67 milionów lat temu, to Dama z Bonifacio (tak ją nazwano) nie tylko stała się niezbitym dowodem na obecność ludzi na Korsyce prawie dziewięć tysięcy lat temu, ale też dostarczyła informacji o istnieniu więzi społecznych w tamtym czasie. Analiza najstarszego szkieletu na Korsyce wykazała, że Dama z Bonifacio dożyła wieku 30-35 lat, będąc osobą niepełnosprawną. Jej długa egzystencja, mimo problemów w poruszaniu się, świadczy o pomocy, jaką otrzymywała od członków swojego plemienia. To dowód więzi ówczesnych mieszkańców, a sposób i miejsce jej pochówku wskazują na to, że odbył się on zgodnie z ówczesnymi rytuałami pogrzebowymi. Dama z Bonifacio spoczywa w muzeum archeologicznym Alta Rocca w urokliwej miejscowości Levie, w której kamienne domy z pomarańczowymi dachami otaczające kościół z wysoką wieżą wznoszą się na pokrytym zielenią wzgórzu.

Historycy nie mają wątpliwości, że Korsyka i Sardynia zostały zaludnione później niż otaczające je kontynenty. Ciągle nie wiadomo, czy kiedykolwiek udało się dotrzeć na Korsykę Neandertalczykowi, który zniknął z powierzchni ziemi około 40 tysięcy lat temu. Historia pierwszych ludzi na wyspie zaczyna się więc tak naprawdę dopiero po ustąpieniu epoki lodowcowej. Topniejące czasze lodowe, niczym spadający biały szlafrok, powoli odsłaniały wyspę, ukazując jej piękne nagie ciało, które wraz z ocieplającym się klimatem i otulającymi je promieniami ciepłego słońca nabierało rumieńców. Rozkwitająca roślinność i ekspansja terenów leśnych bogatych w sosny, drzewa laskowe, brzozy i dęby wkrótce przyodziała ją w zielone szaty. Ożywająca flora stawała się rajem dla rozwijających się gatunków zwierząt. Jeleń Caziot, endemiczny gatunek Korsyki, wkrótce jednak wyginął, być może na skutek polowań.

Przypuszcza się, że pierwsi osadnicy przybyli na Korsykę z terenów dzisiejszej Toskanii we Włoszech. Ich podróże musiały odbywać się drogą morską, ale nie w takim luksusie, jaki znamy dzisiaj. Współczesna podróż statkiem z Nicei na Lazurowym Wybrzeżu czy z Livorno w północno-zachodniej części Włoch do korsykańskiego portu w Bastii trwa kilka godzin, podczas których można odpocząć w kabinie z książką w ręku, delektować się kawą i croissantem w klimatyzowanej sali czy sączyć słodkiego drinka na leżaku pod parasolem. Warto podkreślić, że odległości między wyspą a kontynentem też kiedyś były inne, ale w czasach prehistorycznych przepłynięcie nawet dwukrotnie mniejszego dystansu niż obecnie było nie lada wyczynem! Podczas epoki lodowcej i po jej zakończeniu Korsyka była znacznie szersza, natomiast malujące się na horyzoncie wyspy Archipelagu Toskańskiego (Elba, Capraia, Pianosa, Montecristo), które teraz są "porozrzucane" po Morzu Tyrreńskim, były połączone z Półwyspem Apenińskim. Odległość między Korsyką i terenem dzisiejszych Włoch wynosiła więc "jedynie" około 40 kilometrów, jednak w wyniku podnoszenia się poziomu mórz uległa wydłużeniu.

Początkowy zbieracko-łowiecki tryb życia prehistorycznych ludzi na wyspie wkrótce przekształcił się w bardziej osiadły. Korsykanie zaczęli hodować kozy i owce, a później, około 4000 roku p.n.e., również świnie. Rozwój cywilizacji spowodował wzrost potrzeb ludności, która w efekcie tworzyła coraz bardziej zaawansowane narzędzia, ułatwiające codzienne życie. Rodząca się sztuka garncarstwa na ziemiach, szczególnie nadmorskich, obfitujących w glinę, była kolejnym czynnikiem, poza dostępnością do pożywienia, sprawiającym, że zakładano nowe osady. Korsyka nie była jednak całkowicie odizolowana. Wymiana surowców z kontynentem europejskim zapewniała jej dynamiczny rozwój społeczny i kulturowy. Na wyspie rozkwitł też megalityzm - po dziś dzień stoją tu tajemnicze budowle z kamienia, podobne do Stonehenge na południu Anglii czy Carnac w Bretanii.

Menhiry, czyli wysokie sylwetki przywołujące na myśl ludzi zaklętych w skale, a także dolmeny będące budowlami o charakterze grobowca, które prawdopodobnie służyły jako miejsca kultu religijnego lub czczenia pamięci zmarłych, są rozsiane po różnych zakątkach wyspy i stały się podstawą wielu opowieści, w których występuje diabeł lub nawet ogry.

Jeden z najbardziej znanych i najlepiej zachowanych dolmenów, stazzona di u diavulu (tłum. kuźnia diabła), wedle ludowych wierzeń stanowił grobowiec ofiar szatana. W gminie Sart?ne na południu Korsyki stoją dwa menhiry u frati ? a sora (tłum. brat i siostra), a legenda podaje, że to skamieniały mnich i zakonnica, którzy zostali ukarani przez Boga po tym, jak nawiązali romans i uciekli ze swoich klasztorów. Korsykańska grupa muzyczna Svegliu D'Isula nagrała przepiękną piosenkę zatytułowaną U frati ? a sora o tej zakazanej miłości.

Najbardziej znanym stanowiskiem megalitycznym na Korsyce jest Filitosa, znajdująca się na południu wyspy. Każdy, kto stanie oko w oko z kamiennymi posągami, w jednej chwili przenosi się o kilka tysięcy lat wstecz. Wiele menhirów ma wyrzeźbione ludzkie twarze, a nawet takie elementy jak sztylety, miecze czy hełmy. Przedstawiają one wojowników, ale mogą też ucieleśniać mitycznych bohaterów. Być może jest to personifikacja niespokojnych czasów wypełnionych wojnami? Tamten okres był bowiem trudny i burzliwy w basenie Morza Śródziemnego, po którym nawigowali ludzie z różnych stron, prowadzący handel i podbijający nowe tereny. Niewykluczone, że to właśnie liczne konflikty na morzu w tamtym czasie i ataki na wybrzeża wyspy stały się natchnieniem do postawienia budowli megalitycznych. Przyglądając się niektórym posągom od strony grzbietowej, szybko można odnieść wrażenie, że przypominają one... penisa we wzwodzie! Nawet proporcje długości do szerokości są odpowiednie. Ich falliczny wygląd mógł nawiązywać do męskiej siły i płodności.

Megality z Filitosy zostały odkryte zupełnym przypadkiem w 1946 roku, kiedy właściciel terenu, na którym się znajdowały, postanowił go oczyścić. Poprosił swoich współpracowników o podniesienie leżących tam głazów. Jeden z nich zasugerował, by pozwiązywać te ciężkie kamienie łańcuchami i wykorzystać do zabezpieczenia terenu. Wtedy właściciel zauważył wyrytą na powierzchni ludzką twarz i powiedział: "Nigdy nie założyłem człowiekowi łańcucha na szyję. Nie zamierzam zacząć tego robić z człowiekiem z kamienia". I tak właśnie końcowe czasy neolitu zupełnym przypadkiem zapukały do teraźniejszości. Pomyśleć, że te kamienne świadectwa przeszłości mogłyby nadal tam leżeć w milczeniu... Ciekawe, ile jeszcze tajemnic skrywa ta wyspa? Jedno jest pewne - warto dokładnie przyglądać się temu, co mamy w ogródku...

Korsyka, niczym leżąca bogini o pięknych kształtach delikatnie muskanych turkusową wodą, od zawsze była obiektem pożądania najpotężniejszych cywilizacji. Walczyli o nią Grecy, Fenicjanie, Etruskowie, Kartagińczycy, Rzymianie i inne ludy. Każdy pragnął ją mieć tylko dla siebie. Strategiczne położenie wyspy między dwoma kontynentami i zasoby naturalne kusiły różnorodne grupy etnicznie, które migrowały po basenie Morza Śródziemnego. Majestatyczne góry i morze były świadkami ciągłych konfliktów i ataków na wybrzeża, przez które wyspa nie mogła znaleźć chwili wytchnienia...

Megalityczne menhiry w Filitosie

W obliczu najazdów

Wojny punickie między Rzymem i Kartaginą na przełomie III i II wieku p.n.e. to jedne z najważniejszych konfliktów w historii starożytnego świata. Kartagina była potęgą na północy Afryki. Obecnie jej imponujące ruiny można zwiedzać na nadmorskich obrzeżach miasta Tunis, stolicy dzisiejszej Tunezji. Ciągnący się spór i zacięte walki doprowadziły do jej upadku, przechylając szalę zwycięstwa w stronę Rzymu, który stał się dominującą potęgą w rejonie Morza Śródziemnego i zdobył wiele terytoriów. Rosnący w siłę Rzymianie w 259 roku p.n.e. dopłynęli również do wschodnich wybrzeży Korsyki, skąd przegonili mocno osłabionych już Kartagińczyków. Zajęli miasto Aleria, które szybko stało się drzwiami wyspy, u progu których Rzym rozpoczął polityczny, ekonomiczny i socjalny rozwój, początkowo ograniczający się jedynie do samego wybrzeża. Ruiny antycznej stolicy Korsyki są dzisiaj chętnie odwiedzanym miejscem przez turystów. Otulone ciszą równiny, przez którą spokojnie przepływa rzeka Tagnone, umożliwiają kontemplację i wsłuchiwanie się w echa dawnego imperium. Znajdujące się tam muzeum zawiera również kolekcję zachwycających przedmiotów pozostawionych w nekropoliach Etrusków. Aleria przez wiele wieków była najważniejszym miastem, a wykopaliska archeologiczne potwierdziły obecność Greków, Etrusków i Rzymian w tym miejscu.

Przybycie Rzymian na wyspę w III wieku p.n.e. zmusiło Korsykan do ucieczki w jej głąb, podczas gdy najeźdźcy okupowali wybrzeże. Mieszkańcy od zawsze szukali schronienia w centrum, oddalając się od nadmorskich rejonów, poddawanych ciągłym atakom. To dlatego dzisiaj liczne wioski są rozsiane po całej wyspie i osadzone między ziemią i niebem na stromych zboczach - chronią się w ten sposób przed przybrzeżnym gwarem. Na przełomie III i II wieku p.n.e. sytuacja stawała się coraz bardziej napięta, a to doprowadziło do zastosowania przez Rzym brutalnych operacji militarnych, w wyniku których mordowano ludzi stawiających opór lub brano ich do niewoli. Rok 181 p.n.e. zapisał się na kartach historii jako prawdziwa masakra Korsykan. W ciągu kilku lat życie mogła stracić nawet jedna trzecia populacji wyspy. Po klęsce, którą ponieśli, pozostało im już tylko... przełknąć gorzką pigułkę, stulić ogon i przystosować się do nowych warunków życia.

Lata mijały, na świat przychodziły kolejne pokolenia, a upływający czas powoli zacierał niechęć do Rzymian. Wraz z nadejściem nowej ery Korsyka doświadczyła znaczącego rozwoju ekonomicznego, kulturalnego i literackiego. Rzymianie zaczęli rozwijać infrastrukturę na Korsyce, budując drogi, które łączyły różne części wyspy, co ułatwiało handel i umożliwiło integrację z resztą imperium i innymi rynkami śródziemnomorskimi. Ten czas jest określany przez historyków jako Pax Romana (tłum. pokój rzymski), który dał mieszkańcom stabilizację i bezpieczeństwo. Romanizacja cały czas trwała. W III wieku na wyspie żyło już około 100 tysięcy osób, a więc trzykrotnie więcej niż dwa wieki wcześniej.

Na ponowne potrojenie się liczby mieszkańców trzeba było poczekać... kolejnych 17 wieków! Chociaż przypuszcza się, że pierwsi chrześcijanie pojawili się na Korsyce w I wieku, to prawdziwy rozkwit tej religii nastąpił około V wieku. Nie tylko upadło wówczas Cesarstwo Rzymskie, ale również z północnej Afryki przybyli wygnani przez Wandali biskupi, których obecność przyczyniła się do wzmocnienia chrześcijaństwa na Korsyce. Wandale siali spustoszenie w wielu miejscach. To im właśnie przypisuje się zniszczenie Alerii. Korsyka była dla nich przystankiem między kolejnymi podbojami i źródłem drewna, z którego budowali nowe okręty. Szósty wiek minął pod znakiem ogromnego kryzysu ekonomicznego, a życie Korsykan było bardzo trudne. Poza Wandalami swoją stopę na wyspie postawili też Bizantyjczycy, Longobardowie, Frankowie i inni, jednak żaden z tych ludów nie zagrzał tu miejsca na dłużej. Najeźdźcy bili się między sobą i nawzajem przeganiali z nadmorskich terenów.

Na początku IX wieku Korsyka stanęła oko w oko z Maurami, koczowniczymi ludami arabskimi z północnej Afryki, buszującymi od pewnego czasu po otaczających ją wodach. Stanowili oni istny postrach na Morzu Śródziemnym. Słynęli z dokonywania licznych najazdów na przybrzeżne miejscowości, które plądrowali i z których uprowadzali mieszkańców do niewoli. Ich początkowy atak na Korsykę został odparty przez wojska Karola Wielkiego, jednak Maurowie po pewnym czasie powrócili jak bumerang, tylko że silniejsi i liczniejsi. Legenda głosi, że niejaki Ugo Colonna, którego egzystencji nie potwierdzają jednak żadne źródła historyczne, przegonił piratów z wyspy. W pamięci Korsykan zapisał się jako bohater, który wykazał się niesamowitą odwagą i męstwem. Nazwisko Colonna przetrwało stulecia i jest popularne po dziś dzień.

Przez kolejne dwa wieki Maurowie regularnie napadali na wyspę, atakując jej wybrzeże jak stada krwiożerczych komarów, od których nie mogła się odgonić. Wielu Korsykan nadal chroniło się w głębszych partiach wyspy, aby uniknąć grabieży, porwań i nadmorskiej jatki. Maurowie, których od końca IX wieku określa się już mianem Saracenów, przypływali i odpływali, siejąc spustoszenie i utrudniając wymiany handlowe z kontynentem. Mimo licznych prób nie udało im się jednak ustanowić trwałej i solidnej kontroli politycznej czy religijnej nad wyspą. Ostatecznie zostali przegonieni z niej na początku XI wieku. Ślady ich dawnej obecności są zaklęte w nazwach miejscowości, takich jak Moriani-Plage, Moriccio, Morosaglia, Morsiglia i nazwiskach: Moretti, Moracchini, Morelli, w których morfem mor- niczym duch Maurów sprzed ponad tysiąca lat niepozornie przeniknął do dzisiejszych czasów. Nie pozostawili oni jednak po sobie zbyt wielu architektonicznych pamiątek, tak jak na Półwyspie Iberyjskim, który okupowali przez wieki.

Ostateczne zwycięstwo nad Maurami na początku XI wieku należy do Republiki Pizy i Republiki Genui, które połączyły swoje siły, jednak ich sojusz nie trwał długo. Były one dwiema zwycięskimi potęgami, które wkrótce zaczęły konkurować ze sobą o wpływy na Morzu Śródziemnym. W miarę upływu lat rywalizacja między nimi stawała się coraz bardziej zażarta. Korsyka była dla nich interesującym punktem strategicznym. Swoje plany na wyspę od dawna miało też papiestwo, dlatego głowa kościoła, papież Grzegorz VII w 1077 roku przyznał Korsykę Pizie, aby zyskać silnego sojusznika i umocnić pozycję Kościoła. Od tego czasu Pizańczycy przejęli kontrolę nad wyspą, jednak konflikt z Genuą nadal trwał. Nie poddawała się ona jednak i krążyła wokół wyspy jak sęp, od czasu do czasu niebezpiecznie zbliżając się do niej. W końcu udało jej się wtargnąć do Bonifacio, którego Piza już nigdy nie odzyskała. Stało się ono siedzibą Genueńczyków, podczas gdy pozostała część wybrzeża była w rękach Pizańczyków. Mimo upływu wielu stuleci nic się nie zmieniło. Ciągle ktoś zajmował nadmorskie tereny Korsyki. Piza rozgościła się tutaj aż na dwa wieki (od 1077 do 1284 roku) i był to okres silnej toskanizacji wyspy, która jak się szybko okazało, przyniosła mieszkańcom wiele dobrego i pozytywnie wpłynęła na politykę, gospodarkę i kulturę wyspy. Były to jedne ze spokojniejszych czasów, określanych mianem Pax Pisana (tłum. pokój pizański). Korsyka mogła przez chwilę odetchnąć po latach chaosu dyktowanych atakami różnych ludów, w tym przede wszystkim Maurów. Panowanie Pizańczyków zapisało się w budynkach, które do dziś szepczą o historiach ich triumfów. Część kamiennych mostów w kształcie łuków nadal stoi na wyspie.

Największe perełki architektoniczne z tamtego okresu to niewątpliwie kościół św. Michała z Murato oraz kościół Świętej Trójcy w Aregno, które przyciągają uwagę polichromią. Wznoszenie budynków sakralnych było oznaką postępującego i ciągle umacniającego się chrześcijaństwa na wyspie. Czasy panowania Republiki Pizy na Korsyce były niewątpliwie jedną z lepszych epok w dziejach wyspy, jednak wszystko, co dobre, kiedyś się kończy, dlatego również dominacja Pizy musiała w końcu zgasnąć jak zapałka... zdmuchnięta przez rosnącą w siłę Republikę Genui! Pod koniec XIII wieku role się więc odwróciły i to Genueńczycy ostatecznie przejęli pałeczkę, obejmując władzę nad Korsyką aż na kolejnych... 500 lat! Jedną z bardzo charakterystycznych pamiątek architektonicznych, które po sobie zostawili, są liczne wieże porozrzucane po wybrzeżach wyspy. Służyły one kiedyś do obserwacji morza oraz przekazywania informacji z użyciem ognia o zbliżających się zagrożeniach.

Papiestwu oczywiście nie spodobało się to, że wyspa trafiła w ręce wroga. Potrzebowało więc silnej ręki, aby stawić mu czoła i dlatego zwróciło się o pomoc do... Królestwa Aragonii, które panowało w tym czasie na Półwyspie Iberyjskim i stawało się coraz większą potęgą. Miało ono jednak nieco inne plany związane z podbojami Morza Śródziemnego. Dopiero w 1325 roku zajęło Sardynię, a 20 lat później zabrało się za sąsiednią Korsykę. Zaczęło od ataku na najbliżej położone Bonifacio, jednak dalszy podbój wyspy został przerwany ze względu na szerzącą się epidemię czarnej dżumy, która zdziesiątkowała nie tylko mieszkańców, ale również armię. Aragończycy byli zmuszeni się wycofać. Choroby, głód i nieciekawe stosunki z okupującą Genuą sprawiały, że sytuacja na wyspie była coraz trudniejsza.

Wstęp

Ciepłe promienie słońca muskają twoją skórę, malując ją powoli złocistą farbą. Unoszone przez letni wiatr włosy opadają na twarz, łaskocząc powieki. Jedną rękę zaciskasz na barierce, drugą odganiasz niesforne kosmyki, mrużąc oczy od lśniących jak diamenty refleksów, które kołyszą się na eterycznych falach rozbijanych przez kadłub statku. Wędrujesz wzrokiem po niespokojnej tafli, aż w końcu dostrzegasz JĄ, owianą tajemniczym błękitnym welonem. Przełykasz ślinę i czujesz, jak twoje serce zaczyna bić coraz mocniej. Zbliżasz się powoli, nie mogąc przestać na nią patrzeć. Jej zmysłowe kształty, z każdą minutą coraz wyraźniejsze, hipnotyzują cię. Wodzisz wzrokiem po wzniesieniach i zagłębieniach, które ponownie unoszą się, tworząc falującą linię. Wynurza się z granatowej wody, a ty masz wrażenie, jakby wyszła z najpiękniejszego obrazu. Twoim oczom jawi się w całej swojej okazałości ONA - niebiańska Korsyka - prawdziwy klejnot Morza Śródziemnego, imponująca góra wyrastająca ponad taflę wody.

Prom dopływa powoli do portu w Bastii, a wyspa nieśmiało odkrywa przed tobą swoje wdzięki. Skąpane w słońcu kolorowe domy jak mozaika ułożone na opadającym delikatnie do wody brzegu i wznosząca się pośród nich wysoka wieża rozpalają w tobie ochotę na letnią przygodę. Czujesz, że spędzisz tutaj niesamowite chwile, które na długo pozostaną w pamięci. Nieważne, czy twoja podróż prowadzi przez fale czy chmury, zjawiskowego uroku wyspy jak kwiat w pełnym rozkwicie nie da się przeoczyć. Cudowniejsza w rzeczywistości niż na zdjęciach, już wieki temu określana przez Greków kallisté (w zapisie francuskim) - najpiękniejszą, a przez Francuzów nazywana l'île de beauté - wyspą piękności. Korsyka oferuje cały wachlarz malowniczych krajobrazów: bajeczne plaże z jasnym piaskiem i krystalicznie czystą turkusową wodą, majestatyczne góry ze strzelistymi szczytami dominujące nad sielankowymi dolinami, niezłomne skaliste klify nieugięte wobec szalejących fal, dostojne miasta z solidnymi cytadelami strzegącymi wybrzeża i czarujące górskie wioski z domami z kamienia zawieszone na stromych zboczach gór. Prawdziwa miss, która wzbudza pożądanie, rozpala zmysły. Sprawia, że chce się ją eksplorować, dotykać, stapiać z nią w jedność i nasycać oczy jej pięknem. Miss, której niezwykła uroda stała się dla niej samej... przekleństwem.

Korsykę od zarania dziejów wyrywano sobie z rąk, brutalnie szarpano i wykorzystywano. Jej strategiczne położenie i surowce naturalne kusiły największe potęgi, głuche na jej rozpacz. Wszyscy dookoła zacięcie o nią walczyli, nie zwracając uwagi na jej pragnienia ani potrzeby. Skazana na trudny los i zmuszana do ślubów, których nie chciała, dzisiaj potrafi pokazać pazury. Obrażona dama? Rozkapryszona piękność? Jedno jest pewne - jej dwa zupełnie przeciwne oblicza - łagodne i burzliwe, jak spokój i sztorm w jednym, zostały wyszlifowane przez czas. Pod powłoką piękna kryją się tajemnice, do których docierają nieliczni. Podobnie jak w przypadku człowieka jej charakter kształtował się w miarę dorastania. Trudne dzieciństwo, lata nastoletnie i dorosłe życie pozostawiły wiele niewidocznych ran na duszy, które otwierają się za każdym razem, gdy ktoś znowu próbuje zadać jej ból. Piękna i charakterna, z bogatą kulturą, mrocznymi sekretami i cieniami przeszłości, które ciągle nad nią krążą, Korsyka oferuje więcej niż tylko zachwycającą naturę.

Gdy wydawnictwo Bezdroża zwróciło się do mnie z propozycją napisania książki, poczułam, że pokazanie piękna, korzeni i tożsamości Korsyki będzie ogromnym wyzwaniem. Pozbierałam jednak pojedyncze puzzle i starałam się je połączyć tak, by stworzyć spójny obraz, na którym barwy przeszłości połączą się w subtelnym tańcu z teraźniejszością i stworzą nowe odcienie. Nie jestem historykiem, ale od kilku lat mieszkam na wyspie, a pytania w mojej głowie nie przestają się mnożyć. Obserwuję tutejsze realia i dużo czytam w poszukiwaniu odpowiedzi. Wciąż wiele przede mną do odkrycia, ale zgłębianie zakamarków przeszłości jest jak nauka języka - to przygoda, która nigdy się nie kończy.

Dlaczego wybrałam Korsykę jako miejsce do życia? Mnie też przyciągnęła... jej uroda. Razem z moim mężem Thomasem pewnego dnia uznaliśmy, że nadszedł czas, by zamieszkać tam, gdzie wznoszące się ku niebu szczyty górskie zerkają na rozpościerające się tuż obok błękitne morze. Nie trzeba było długo czekać. Spakowaliśmy walizki i ruszyliśmy w nowe miejsce, aby zacząć od zera. Dopiero po przeprowadzce zobaczyłam Korsykę na żywo po raz pierwszy i... zakochałam się bez reszty w jej bajecznych kraj­obrazach! Dopiero w drugiej kolejności przyszła chęć, by poznać ją bliżej, nie tylko przez pryzmat malowniczych widoków, ale przede wszystkim zapragnęłam zrozumieć korsykańską kulturę. Gdy zanurzyłam się w to, co niewidoczne na pierwszy rzut oka, to poczułam jej wyjątkowy smak, wcześniej przeze mnie nieznany. A teraz włożyłam całe moje serce w napisanie tej książki, aby się nim z Tobą podzielić.

Zapraszam Cię więc na wyprawę po zakamarkach przeszłości, bajecznych pejzażach, smakach, tradycjach, zwyczajach, wierzeniach, języku, stereotypach i problemach wyspy. Na wyprawę, która będzie spotkaniem z autentyczną Korsyką i jej mieszkańcami. I dziękuję Ci, że czytasz.

Przyjemnej lektury!