Koh-i-Noor. Historia najsłynniejszego diamentu świata - William Dalrymple, Anita Anand

Kup ebooka

26.00 zł
20.80 zł (20,80 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
?

Wstęp

Dwudziestego dziewiątego marca 1849 roku dziesięcioletni maharadża Pendżabu Dalip Singh został wprowadzony do wspaniałej sali tronowej w Pałacu Luster należącym do bajecznego fortu w Lahore.

Ojciec chłopca, maharadża Randźit Singh, nie żył już od dawna, a matka, rani Dźindan Kaur, jakiś czas wcześniej została siłą odsunięta od władzy i zamknięta w pałacu poza miastem. Dalip Singh stał otoczony przez grupę poważnie wyglądających mężczyzn w czerwonych frenczach i czapkach z pióropuszami, którzy rozmawiali między sobą w nieznanym mu języku. Chłopczyk, struchlały z przerażenia - chwile te będzie wspominał później jako "szkarłatny dzień" - ale zachowujący się godnie, uległ ostatecznie naciskom Brytyjczyków wywieranym na niego od miesięcy. Podczas publicznej ceremonii w obecności resztki dworzan, jaka pozostała, podpisał formalny akt kapitulacji, godząc się tym samym na surowe warunki przedłożone przez zwycięską Kompanię Wschodnioindyjską. Już po kilku minutach flagę sikhijskiego królestwa opuszczono, a nad bramą fortu załopotały barwy brytyjskie.

Dokument podpisany przez dziesięcioletniego władcę oddawał prywatnej korporacji, Brytyjskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej, ogromne obszary najżyźniejszych ziem w Indiach - teren, który do tamtej chwili znany był jako niezależne królestwo Sikhów w Pendżabie. Jednocześnie skłoniono Dalipa Singha do przekazania królowej Wiktorii najcenniejszego przedmiotu nie tylko w Pendżabie, ale może nawet na całym subkontynencie: słynnego Koh-i-noora, czyli Góry Światła.

Artykuł III dokumentu stanowił po prostu: "Klejnot zwany Koh-i-noor, przejęty od szacha Szudży ul-Mulka przez maharadżę Randźita Singha, zostanie przekazany królowej angielskiej przez maharadżę Lahore"[1].

Lord Dalhousie, gubernator generalny, tryumfował, gdy usłyszał, że Dalip Singh podpisał ostatecznie dokument. "Nareszcie złapałem go w swoje sidła"[2], napisał. A później dodał: "Koh-i-noor stał się na przestrzeni dziejów rodzajem historycznego symbolu podboju w Indiach. Teraz znalazł właściwe miejsce wieczystego przechowywania"[3].

Kompania Wschodnioindyjska, pierwsza na świecie wielonarodowa instytucja o globalnym zasięgu, która nieco ponad sto lat wcześniej zatrudniała na stałe zaledwie trzydzieści pięć osób i zajmowała niewielkie biuro w londyńskim City, stała się najpotężniejszą zmilitaryzowaną korporacją w historii: jej armia w roku 1800 była dwukrotnie liczebniejsza od wojsk Wielkiej Brytanii. I od wielu lat pilnie przyglądała się ziemiom Pendżabu oraz brylantowi.

Szansa na ich przejęcie pojawiła się w 1839 roku wraz ze śmiercią Randźita Singha, gdy Pendżab nagle zaczął pogrążać się w anarchii. Doszło wtedy do bezpardonowych przepychanek o władzę, podejrzeń o otrucia, kilku zamachów, wojny domowej i w końcu inwazji brytyjskiej. Armia Kompanii pokonała ostatecznie Sikhów najpierw w krwawej bitwie pod Chillianwalą 13 stycznia 1849 roku i niedługo potem pod Gudźaratem - obie miejscowości znajdują się dzisiaj w pakistańskiej części Pendżabu - 21 lutego. Dwunastego marca wojska sikhijskie złożyły broń. Weterani mieli oczy mokre od łez, gdy rzucali rodowe szable i rusznice na gigantyczny stos broni. Siwobrody stary wojownik zasalutował z powagą i wykrzyknął: Aaj Randź Singh mar gaya[4] (Dzisiaj Randźit Singh umarł naprawdę).

Pod koniec tego samego roku w zimny, ponury grudniowy dzień Dalhousie przyjechał osobiście do Lahore, by formalnie przejąć swoją nagrodę z rąk opiekuna Dalipa Singha, doktora Johna Spencera Logina. Połyskujący biały brylant znajdował się bowiem w lahoreskim skarbcu, osadzony nadal w bransolecie zaprojektowanej przez maharadżę Randźita Singha. W oczach Brytyjczyków nawykłych do współczesnych szlifów brylantów, odznaczających się idealną symetrią, nieregularny profil klejnotu wydawał się zdecydowanie dziwny: jego nazwa, Góra Światła, sugerowała podobieństwo do dużego wzgórza albo może ogromnej góry lodowej wznoszącej się stromo i zwieńczonej szczytem w kształcie kopuły. Wokół tej kopuły kamień został fasetowany w prosty mogolski szlif, tak zwany różany, który zostawił krótkie, ale nieregularne opadające ku dołowi ścianki niczym zbocza himalajskiego ośnieżonego szczytu, łagodne po jednej stronie, a bardziej strome i urwiste po drugiej. Login wpadł na pomysł złagodzenia efektu tego niekonwencjonalnego kształtu i umieścił kamień tak, że widać go było w otworze na tle czarnego aksamitu, poza tym został podświetlony od spodu, co potęgowało jego blask. Dalhousie chwilę podziwiał klejnot, a potem wziął go od Logina i umieścił w niewielkiej miękkiej sakiewce z koźlej skóry, specjalnie zrobionej na tę okazję przez żonę lorda. Gubernator generalny napisał potwierdzenie odbioru: "Otrzymałem dzisiaj brylant Koh-i-noor", pod którym osobiste pieczęcie odcisnęli wszyscy obecni[5].

Niecały tydzień później Dalhousie poprosił urzędnika magistratu w Delhi o sprawdzenie faktów dotyczących pozyskanego właśnie klejnotu[6]. Theo Metcalfe nie był najsumienniejszym ani też najlepiej wykształconym pracownikiem Kompanii Wschodnioindyjskiej. Hałaśliwy i towarzyski, uwielbiał psy, konie i przyjęcia. Od przyjazdu do Delhi bardzo szybko zadłużył się z powodu hazardu. Theo zawsze miał skłonność do chodzenia na skróty i pakowania się w tarapaty, jak określał to jego ojciec, ale naprawdę interesował się szlachetnymi kamieniami. Był też obdarzony ogromnym urokiem osobistym, a Dalhousie go lubił. Dlatego też wybrał chłopaka do wykonania ważnego i delikatnego zadania.

Koh-i-noor może i był z najtwardszej substancji na ziemi, ale zdążył obrosnąć zupełnie niematerialnymi mitami, a Dalhousie chciał ustalić niepodważalną prawdę o historii klejnotu, zanim wyśle go królowej. Theo został poproszony "o zebranie i zapisanie ilu się da interesujących i dokładnych informacji dotyczących Koh-i-noora" od jubilerów i szlifierzy w Delhi, żeby dało się jak najwierniej odtworzyć jego losy, "gdy należał do władców Delhi, i przekazać je w chwili pozyskania rządowi Indii"[7].

Theo podszedł do swojej misji z typowym dla siebie powściągliwym entuzjazmem. Kamień został ukradziony z Delhi w czasie inwazji Persów całe sto dziesięć lat wcześniej, więc czekająca go praca wcale nie była łatwa. Nawet on musiał przyznać, że udało mu się zgromadzić niewiele ponad bazarowe plotki: "Pozostaje mi tylko ubolewać, że rezultaty są tak mizerne i niedoskonałe", napisał we wstępie do sprawozdania. Niemniej przedstawił w nim wszystko, czego się dowiedział, koloryzując tam, gdzie brakowało mu dokładności lub nie miał żadnego dowodu na poparcie swoich odkryć.

"Po pierwsze - napisał Theo - zgodnie z tradycją najstarszych jubilerów miasta Delhi, przekazywaną z pokolenia na pokolenie, diament został wydobyty w kopalni Koh-i-noor, [znajdującej się] o cztery dni podróży na północny zachód od Machilipatnam, na brzegu Godawari, za życia [hinduskiego pasterza-boga] Kryszny, który żył podobno przed pięcioma tysiącami lat..."[8].

Raport Theo, który nadal przechowywany jest w podziemiach Indyjskiego Archiwum Narodowego, rozwijający się w tym duchu, stał się pierwszym zarysem oficjalnej historii Koh-i-noora - opowieści o wielowiekowej serii krwawych podbojów, łupieży, plądrowań i zawłaszczeń. Wersja Theo jest od tamtej pory powtarzana w jednym artykule po drugim, jednej książce po drugiej i dziś wisi niekwestionowana na stronie Wikipedii.

O kamieniu znalezionym w najstarszych otchłaniach dawnych czasów powiada się, że został potem wydłubany z oka posągu i skradziony z jednej ze świątyń na południu Indii przez grasujących tam Turków. Wkrótce, jak pisał Theo, "klejnot wpadł w ręce dynastii Gori, a potem przechodził sukcesywnie do [czternastowiecznych] dynastii Tughlak, Sajjed i Lodhi, by ostatecznie trafić do rodziny Timura [Mogołowie] i pozostawać w jej posiadaniu aż do czasu panowania Muhammada Śaha, który nosił go w turbanie". A później, gdy imperium mogolskie zaczęło się rozpadać pod naporem inwazji perskiej dowodzonej przez Nadira Śaha, "on i Muhammad wymienili się turbanami i w ten sposób [kamień] stał się własnością tego pierwszego". Theo utrzymywał nawet, że nazwę Koh-i-noor nadał mu właśnie Nadir Śah, po którego śmierci właścicielem klejnotu został Afgańczyk, szef jego ochrony, Ahmad Chan Abdali. Przez prawie sto lat brylant znajdował się u Afgańczyków, a Randźit Singh przejął go od uciekającego szacha Afganistanu w 1813 roku.

Wkrótce po złożeniu sprawozdania przez Theo Koh-i-noor został wysłany do Anglii, a królowa Wiktoria natychmiast udostępniła go organizatorom wystawy światowej w 1851 roku. Długie kolejki ustawiały się w Pałacu Kryształowym, żeby zobaczyć to słynne trofeum królewskie zamknięte w specjalnie zamówionej, dobrze zabezpieczonej szklanej gablocie-sejfie, umieszczonej dodatkowo w metalowej klatce. Spopularyzowany przez brytyjską prasę i oblegany przez brytyjską publiczność Koh-i-noor szybko stał się nie tylko najsłynniejszym brylantem na świecie, ale także najsławniejszym pojedynczym łupem z Indii. Stał się też symbolem dominacji wiktoriańskiej Wielkiej Brytanii nad światem i jej zdolności do zabierania z każdego zakątka ziemi najbardziej pożądanych przedmiotów, by potem się nimi chełpić, podobnie jak robili to Rzymianie z osobliwościami pochodzącymi z podbojów dwa tysiące lat wcześniej.

W miarę jak rosła sława brylantu, a napisana przez Theo ze swadą i ciekawa, ale całkowicie wyssana z palca historia klejnotu była coraz szerzej rozpowszechniania, wiele innych dużych brylantów mogolskich, które niegdyś rywalizowały z Koh-i-noorem, odeszło niemal w zapomnienie, a Góra Światła osiągnęła niepodważalny status najwspanialszego klejnotu na ziemi. Tylko garstka historyków pamiętała, że Koh-i-noor, ważący 190,3 karata w chwili, gdy dotarł do Wielkiej Brytanii, miał dwóch porównywalnych braci - Dariję-i-noora albo inaczej Morze Światła w Teheranie (szacowany dzisiaj na 175 do 195 karatów) oraz Wielkiego Mogoła, który zdaniem współczesnych gemmologów jako Orłow (189,9 karata) osadzony jest w berle Katarzyny Wielkiej i znajduje się na Kremlu[9].

W rzeczywistości dopiero na początku dziewiętnastego wieku, kiedy Koh-i-noor dotarł do Pendżabu i trafił w ręce Randźita Singha, zaczął cieszyć się sławą - i to tak dużą, że pod koniec panowania Randźita pobożni Hindusi zastanawiali się, czy kamień nie jest tak naprawdę legendarnym klejnotem Sjamantaką, wspomnianym w jednej z opowieści o Krysznie w Śrimad Bhagavatam.

Wzrastająca sława wynikała częściowo stąd, że Randźit Singh przedkładał brylanty nad rubiny - gust ten Sikhowie dzielą z większością Hindusów, podczas gdy Mogołowie i Persowie wolą duże, nieoszlifowane kamienie w jaskrawych kolorach. I w rzeczy samej w skarbcu Mogołów Koh-i-noor był chyba jedyny w swoim rodzaju w najwspanialszej kolekcji wyjątkowych kamieni, jaką kiedykolwiek zgromadzono, w której najbardziej ceniono nie brylanty, ale uwielbiane przez Mogołów spinele almandynowe z Badachszanu, a później rubiny z Birmy.

Coraz wyższy status Koh-i-noora był także częściowo konsekwencją gwałtownie rosnącej na całym świecie ceny diamentów na początku i w połowie dziewiętnastego wieku. Wynikało to z wynalezienia symetrycznego i wielofasetowego szlifu brylantowego, który w pełni uwalniał "ogień" zawarty w diamencie, co z kolei doprowadziło do nastania mody na pierścionki zaręczynowe z brylantami w klasie średniej Europy i Ameryki, a moda ta ostatecznie dotarła również do Indii.

Finałowy akt wyniesienia Koh-i-noora na szczyty światowej sławy nastąpił w wyniku wystawy światowej i doniesień prasowych na jej temat. Nie minęło dużo czasu i wielkie, często obciążone klątwą brylanty z Indii zaczęły regularnie pojawiać się w popularnych powieściach wiktoriańskich, takich jak Księżycowy Kamień Wilkiego Collinsa i Lothair [Lotar] Benjamina Disraelego, którego fabuła przedstawia losy torby nieoszlifowanych diamentów uzyskanych od maharadży.

Tym sposobem Koh-i-noor zyskał ostatecznie w Europie status klejnotu wyjątkowego, jakiego nigdy nie osiągnął przed opuszczeniem Azji. Dzisiaj, gdy turyści oglądają go w londyńskim Muzeum Tower, są często zaskoczeni jego niewielkim rozmiarem, zwłaszcza w porównaniu z dwoma znacznie większymi brylantami o nazwach Cullinan I i Cullinan II znajdującymi się w tej samej gablocie. Obecnie Koh-i-noor jest dopiero na dziewięćdziesiątym miejscu wśród największych brylantów na świecie[10].

Co najdziwniejsze jednak, Koh-i-noor nadal cieszy się sławą i zachowuje swój status, i znów jest przyczyną tarć międzynarodowych, jako że rząd indyjski - między innymi - wzywa Wielką Brytanię do jego zwrotu. Ale nawet w tej sytuacji przedstawiciele Indii najwyraźniej nie potrafią się zdecydować w sprawie odwiecznie niejasnej historii kamienia: w kwietniu 2016 roku indyjski prokurator generalny Randźit Kumar powiedział w Sądzie Najwyższym, że Koh-i-noor został dobrowolnie podarowany Brytyjczykom w połowie dziewiętnastego wieku przez maharadżę Randźita Singha i "nie był ani ukradziony, ani przejęty siłą przez brytyjskich władców". To oświadczenie nie ma nic wspólnego z rzeczywistością - w 1849 roku Randźit Singh nie żył od dziesięciu lat, więc mógłby zrobić taki prezent tylko jako ciało astralne przywołane przez medium na seansie spirytystycznym - a wypowiedź prokuratora wydaje się tym dziwniejsza, że przekazanie brylantu lordowi Dalhousie w 1849 roku jest jedynym chyba pewnym faktem w historii tego klejnotu. W niedalekiej przeszłości Pakistan, Iran, Afganistan, a nawet talibowie również zgłosili swoje prawa do brylantu i żądali jego zwrotu.

Po stu siedemdziesięciu latach od powstania anegdotycznej wersji losów Koh-i-noora, napisanej przez Theo i opartej na bazarowych plotkach, nikt nie pokusił się o jej weryfikację ani nawet jej nie podważył. Stało się wręcz odwrotnie: wszystkie wzmianki o wyjątkowych indyjskich diamentach w książkach źródłowych, takich jak Baburname [Wspomnienia] mogolskiego władcy Babura albo Podróże francuskiego jubilera Taverniera, zostały z czasem uznane za odniesienia do Koh-i-noora, podczas gdy o innych wielkich brylantach Mogołów pamiętają jedynie specjaliści. Mit Koh-i-noora rozrastał się znacząco i stawał jeszcze bardziej daleki od prawdy.

I tak każdy, kto pokusi się o ustalenie faktów z historii klejnotu, przekona się, że jednoznaczne do niego odniesienia są nadal - jak ujął to Theo Metcalfe - "mizerne i niedoskonałe", bo w rzeczy samej jawią się jako podejrzanie nieliczne. Nie istnieją bowiem żadne pewne wzmianki w źródłach sułtańskich i mogolskich mimo ogromnej liczby informacji o wielkich i niesłychanie cennych diamentach pojawiających się w całej historii Indii, zwłaszcza im bliżej kulminacyjnego okresu rządu Mogołów. Niektóre z nich mogą dotyczyć Koh-i-noora, ale ponieważ brakuje im wystarczająco szczegółowych opisów, nie można uznać ich za pewniki.

Prawdę mówiąc, właściwie nie ma przejrzystych i jednoznacznych wzmianek o Koh-i-noorze w żadnym historycznym dokumencie sprzed czasów perskiego historyka Muhammada Kazima Marviego, który w historii najazdu Nadira Śaha na Indie w 1739 roku wspomina o kamieniu. To najwyraźniej pierwsze ocalałe i solidne źródło, mające autora znanego z nazwiska. Dzieło powstało dopiero pod koniec lat czterdziestych osiemnastego wieku, mniej więcej dziesięć lat po tym, jak klejnot został wywieziony z Indii. Co ważne, kronika Marviego jest jedynym ówczesnym dokumentem wśród kilkunastu szczegółowych relacji Persów, Hindusów, Francuzów i Holendrów, naocznych świadków tamtych wydarzeń, w którym wyraźnie wymienia się wspaniały brylant, i to nawet z nazwy, choć w większości to szczegółowe listy i opisy klejnotów zdobytych przez Nadira Śaha.

Ten szczególny kamień - który władca mogolski Muhammad Śah Rangila podobno ukrywał w turbanie, a który Nadir Śah podstępnie przejął dzięki zamianie nakryć głowy, o czym opowiadała jedna z nadal powtarzanych nieudokumentowanych historyjek Theo - zgodnie z tym, co Marvi widział na własne oczy, był w tamtym czasie największą ozdobą najwspanialszego i najdroższego mebla, jaki kiedykolwiek wykonano: Pawiego Tronu mogolskiego władcy Śahdźahana, a zatem Rangila nie mógł ukrywać klejnotu. Koh-i-noor, jak pisał Marvi na podstawie osobistej obserwacji, po raz pierwszy używając nazwy kamienia - aż do tamtej pory nieprzetłumaczonej na angielski - był umieszczony na baldachimie tego wyjątkowego tronu, który kosztował dwa razy więcej niż budowa Tadż Mahal. Marvi napisał:

Ośmioboczny, w kształcie europejskiego kapelusza z kolistym brzegiem, miał boki i baldachim wysadzane klejnotami. Na szczycie był umieszczony paw zrobiony ze szmaragdów i rubinów; do jego głowy przymocowano brylant wielkości kurzego jajka, znany jako Koh-i-noor - Góra Światła, którego cenę zna chyba tylko sam Bóg! Skrzydła były wysadzane klejnotami; wiele pereł, a każda wielkości gołębiego jajka, zawieszono na sznurkach i przymocowano do kolumn wspierających tron. Wszystko, co należało do tronu, było ozdobione złotem i klejnotami [...], a podstawę ozdobiono szamerunkiem obszytym na brzegach perłami [...]. Tron i jego poręcze były w kawałkach, rozebrane do transportu i miały być złożone z powrotem [...]. Autor tych słów widział ten tron, gdy zwycięskie armie opuściły Delhi i ruszyły ku stolicy w Heracie, kiedy to na rozkaz królewski został ustawiony w królewskim namiocie Nadira razem z dwoma innymi wyjątkowymi darami: brylantem znanym jako Darija-i-noor, Morze Światła, oraz rubinem znanym jako Ayn al-Hur, Oko Hurysy[11].

Jest tylko jedna osobliwość w tej relacji naocznego świadka: we wcześniejszych opisach wspomina się o Pawim Tronie, że miał nie jednego, ale dwa pawie. Czyżby w Heracie tron dla Nadira Śaha został złożony inaczej? Może paw z Koh-i-noorem został usunięty do czasu, kiedy Marvi go zobaczył, żeby Nadir Śah mógł nosić brylant na ramieniu - jak to robili następni właściciele klejnotu. A może Marvi widział tron jedynie z boku? Niezależnie od tego, jak wyglądała prawda, począwszy od lat pięćdziesiątych osiemnastego wieku Koh-i-noor był już oddzielony od tronu i pojawiało się coraz więcej wzmianek o jego losach - noszono go teraz jako bransoletę - w poprzednio ignorowanych i nieprzetłumaczonych perskich i afgańskich źródłach, a potem po roku 1813 w coraz liczniejszych kronikach sikhijskich i europejskich relacjach z podróży.

Dzięki nim oraz pracy zespołu współczesnych gemmologów kierowanych przez Alana Harta i Johna Nelsa Hatleberga, którzy użyli do skanowania lasera i promieni Roentgena, żeby zrekonstruować oryginalny kształt Koh-i-noora, zanim został przeszlifowany po przywiezieniu go do Wielkiej Brytanii, stało się możliwe napisanie zupełnie nowej historii tego kamienia. W następstwie po raz pierwszy podjęto próbę uwolnienia Koh-i-noora od mitycznej otoczki, która przylgnęła do niego, odkąd Theo Metcalfe przed stu siedemdziesięciu laty sporządził swoje sprawozdanie.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki