Wykaz skrótów
AN SSSR - Akademija Nauk SSSR (Akademia Nauk ZSRR)
Archiw MO KR - Archiw Ministerstwa Oborony Kyrgyzskoj Riespubliki (Archiwum Ministerstwa Obrony Republiki Kirgiskiej)
AWPR - Archiw Wnieszniej Politiki Rossii (Archiwum Polityki Zagranicznej Rosji)
AWPRI - Archiw Wnieszniej Politiki Rossijskoj Impierii (Archiwum Polityki Zagranicznej Imperium Rosyjskiego)
CGADA - Centralnyj Gosudarstwiennyj Archiw Driewnich Aktow (Centralne Państwowe Archiwum Akt Dawnych)
CGA KazSSR - Centralnyj Gosudarstwiennyj Archiw Kazachskoj SSR (Centralne Archiwum Państwowe Kazachskiej SRR)
CGARU - Centralnyj Gosudarstwiennyj Archiw Riespubliki Uzbiekistan (Centralne Archiwum Państwowe Republiki Uzbekistan)
CGA UzSSR - Centralnyj Gosudarstwiennyj Archiw Uzbiekskoj SSR (Centralne Archiwum Historyczne Uzbeckiej SRR)
CGIAAR - Centralnyj Gosudarstwiennyj Istoriczeskij Archiw Azerbajdżanskoj Riespubliki (Centralne Państwowe Archiwum Historyczne Republiki Azerbejdżanu)
CGIAL - Centralnyj Gosudarstwiennyj Istoriczeskij Archiw w Leningradie (Centralne Państwowe Archiwum Historyczne w Leningradzie)
CGIA SSSR - Centralnyj Gosudarstwiennyj Istoriczeskij Archiw SSSR (Centralne Państwowe Archiwum Historyczne ZSRR)
CGWIA - Centralnyj Gosudarstwiennyj Wojennyj Istoriczeskij Archiw (Centralne Państwowe Historyczne Archiwum Wojskowe)
GAPPOD AR - Gosudarstwiennyj Archiw Politiczeskich Partij i Obszcziestwiennych Dwiżenij Azerbajdżanskoj Riespubliki (Państowe Archiwum Partii Politycznych i Ruchów Społecznych Republiki Azerbejdżanu)
GARF - Gosudarstwiennyj Archiw Rossijskoj Federacii (Archiwum Państwowe Federacji Rosyjskiej)
GIAAR - Gosudarstwiennyj Istoriczeskij Archiw Azerbajdżanskoj Riespubliki (Państwowe Archiwum Historyczne Republiki Azerbejdżanu)
NAN Azerbajdżana - Nacionalnaja Akademija Nauk Azerbajdżana (Narodowa Akademia Nauk Azerbejdżanu)
RGIA - Rossijskij Gosudarstwiennyj Istoriczeskij Archiw (Rosyjskie Państwowe Archiwum Historyczne)
RNB - Rossijskaja Nacjonalnaja Biblioteka (Rosyjska Biblioteka Narodowa)
Wstęp
Kozacy zaporoscy uczą młodych chłopców odpierać zbrojnie ataki muzułmanów. To "prawosławna odpowiedź na działalność islamskich radykałów" - tłumaczy dzielny ataman. Taka wiadomość trafiła swego czasu do naszych mediów. Ot, kolejna curiosité ze Wschodu, egzotyczna zapchajdziura na poprawę humoru. Że u nas to niby już tak normalnie, a tam to dopiero takie dziwactwa i w ogóle. Miałem jedno skojarzenie: pismo Kozaków zaporoskich do sułtana Mehmeda IV. To znaczy nie tyle samo pismo (fakt wątpliwy historycznie), co raczej obraz Ilji Riepina Kozacy piszą list do sułtana.
Mieli go napisać gdzieś około 1680 r., a może ciut wcześniej. Oryginał pisma nie zachował się do naszych czasów. Pod koniec lat 70. XIX wieku "odnaleziono" jego "kopię" z XVIII wieku. Trafiła ona do historyka, archeologa i etnografa Kozaczyzny Dmytra Jawornickiego z Jekaterynosławia (dziś Dniepropietrowsk). Któregoś razu czytał on na głos ów list, bawiąc swoich gości. Był wśród nich Ilja Riepin. I tak się zainteresował całą historią, że spędził 13 lat, pracując nad obrazem.
Ilja Riepin, Kozacy piszą list do sułtana, 1878-1891
Śmiechów nad listem musiało być co nie miara. Bo oto, co jakoby Kozacy napisali sułtanowi: "Ty, sułtanie, diable turecki, przeklętego diabła bracie i towarzyszu, samego Lucyfera sekretarzu. Jaki z ciebie do diabła rycerz, jeśli nie umiesz gołą dupą jeża zabić. Twoje wojsko zjada czarcie gówno. Nie będziesz ty, sukinsynu, synów chrześcijańskiej ziemi pod sobą mieć, walczyć będziemy z tobą ziemią i wodą, kurwa twoja mać. Kucharzu ty babiloński, kołodzieju macedoński, piwowarze jerozolimski, garbarzu aleksandryjski, świński pastuchu Wielkiego i Małego Egiptu, świnio armeńska, podolski złodziejaszku, kołczanie tatarski, kacie kamieniecki i błaźnie dla wszystkiego co na ziemi i pod ziemią, szatańskiego węża potomku i chuju zagięty. Świński ty ryju, kobyli zadzie, psie rzeźnika, niechrzczony łbie, kurwa twoja mać. O tak ci Kozacy zaporoscy odpowiadają, plugawcze. Nie będziesz ty nawet naszych świń wypasać. Teraz kończymy, daty nie znamy, bo kalendarza nie mamy, miesiąc na niebie, a rok w księgach zapisany, a dzień u nas taki jak i u was, za co możecie w dupę pocałować nas!"1. Nic ująć, nic dodać...
Riepin doskonale uchwycił ducha listu: grupa podpitych obwiesiów o nader nieprzyjemnych obliczach siedzi wokół sekretarza wymachującego piórem (to sam Jawornicki) i obmyśla kolejne obraźliwe słowa pod adresem tureckiego sułtana. Ależ mu chłopaki odpowiedzieli! A ile frajdy musieli mieć przy tym!
Kozacy zaporoscy prawdopodobnie nie napisali nigdy żadnego listu. Apokryfy i fałszerstwa odpowiadają najczęściej na zapotrzebowanie swoich czasów. Odkrywa się je w "odpowiednim" momencie. Tak było i w tym przypadku. Przecież trwała akurat wojna z Turcją. Rosja zachłystywała się bezgraniczną miłością do swoich bałkańskich współwyznawców i pobratymców. Sułtan turecki był w owym czasie wrogiem publicznym numer jeden. Wielkoruski szowinizm nabierał wiatru w żagle.
List wszakże bardzo się przydał równocześnie historykom ukraińskim: Mykole Kostomarowowi i Dmytrowi Jawornickiemu. Wspaniale nadawał się do tworzenia mitologii Kozaczyzny. Tacy wolni, niezależni, z fantazją.
Zresztą prawie każdy odnajdował tam coś dla siebie. Przecież obraz Riepina kupił nawet Mikołaj II. Po co? Pewnie po to, żeby podziwiać tryumf świata prawosławno-słowiańskiego nad turecko-muzułmańskim. Zachwycać się jak to brać kozacka, pobekując nieprzetrawionym alkoholem, wymyślała "diabłu tureckiemu" od "chujów zagiętych". Mołodcy! Ba, sam Stalin miał się ponoć godzinami wpatrywać w płótno i recytować z pamięci pismo.
Mogli się wpatrywać, recytować, kontemplować. Car, Stalin i Bóg wie kto jeszcze. Czym się tak delektowali? Przecież Rosji nie udało się upokorzyć Turcji. Zaraz ujmowała się za nią Europa. I nawet jak się udało Turka pobić w polu, nawet jak Dybicz stał już u bram Konstantynopola, już witał się z gąską, to zaraz zachodnia dyplomacja potrafiła tak wykręcić kota ogonem, że z owoców zwycięstwa zostawały jakieś nędzne resztki. Może najbliżej do pełnego tryumfu było w 1916 r. Droga na Konstantynopol praktycznie stanęła wtedy otworem. Ale nastąpiła rewolucja, wojna domowa, interwencja i trzeba się było obejść smakiem. Taka szansa już się potem nigdy nie powtórzy2.
I co, frustrować się tylko, zazdroszcząc Kozakom ich niegdysiejszego tupetu? Niekoniecznie. Przecież w chwili, gdy "odkrywano" list zaporoskich smielczaków - jakby powiedzieli Rosjanie - państwo carów upajało się jeszcze tęgim laniem, jakie sprawiło środkowoazjatyckim chanatom. Emira Buchary czy chana Chiwy można było teraz spokojnie wyzywać od "kobylich zadów". Sztandary z dwugłowym orłem carskim łopotały aż nad Amu-darią. Pół wieku wcześniej zatrzepotały nad Araksem. "Diabeł turecki" miał się czego bać. Mimo wszystko.
* * *
Książka będzie o tych właśnie podbojach i o tym, co z nich potem wynikło. To znaczy o tym, co wynikło ze świadomie realizowanej "misji cywilizacyjnej" Rosji i co wynikło z bardziej spontanicznego kontaktu kultur. Ramy geograficzne: muzułmańskie okrainy państwa carów. Tak, właśnie okrainy, czyli peryferie. Tego słowa używali rosyjscy urzędnicy. Nie kolonie zamorskie, ale też nie Rosja "właściwa". Taki "ni pies, ni wydra". Konkretnie? Obszar od Batumi aż po Ałtaj. Czyli tereny dzisiejszej gruzińskiej Adżarii, niegdysiejszego obwodu karskiego, Armenii, Azerbejdżanu, Turkmenistanu, Uzbekistanu, Kirgizji, Tadżykistanu, południowego i wschodniego Kazachstanu. Dlaczego Armenii? - spyta ktoś. Co za niekonsekwencja! Muzułmańskie podbrzusze Rosji - to rozumiem - ale co robią w tym towarzystwie Ormianie? Odpowiadam: chanat erywański, nachiczewański i karabaski były muzułmańskimi państewkami podbitymi przez Rosję. Ormianie byli w większości ludnością napływową sprowadzoną na te tereny z Persji i Imperium Osmańskiego już po rosyjskim podboju. Od wieków stanowili chrześcijańską mniejszość w świecie islamu, a tym samym - w zasadzie jego część.
Ale generalnie jestem niekonsekwenty. To prawda. Dlaczego doczepiam do Azji Środkowej Zakaukazie, i to jeszcze niecałe, bo bez Gruzji, a z Gruzji wycinam znowuż jakieś małe fragmenciki? Dlaczego pomijam Kaukaz Północny? Spróbuję się wytłumaczyć. Ujarzmianie Kaukazu Północnego zajęło Rosji jakieś kilkadziesiąt lat. To nie była jakaś tam wojenka z Bucharą. A i walka z Persją o chanaty azerbejdżańskie poszła o wiele łatwiej. Z góralami kaukaskimi było natomiast zupełnie inaczej. Całkiem odmienna była logika wydarzeń. Tu nie było szybko, łatwo i tylko trzeba dobrze nastraszyć, żeby długie lata siedzieli cicho. Co rusz wyłaniał się jakiś lokalny Juda Machabeusz. A to szejk Mansur, a to Kazi-Mułła, wreszcie imam Szamil. Wojna, wojna, długie lata wojny, a po wojnie permanentny stan wyjątkowy.
Poza tym geografia. Chanaty azerbejdżańskie są w pewnym sensie "przedłużeniem" Azji Środkowej na Kaukazie. Stepy, koczownicy, rolnictwo irygacyjne, dominacja żywiołu tureckiego i islamu. Potem góry, jak Łańcuch Zerawszański, Tien-szan czy Pamir, oczywiście toutes proportions gardées, i wreszcie należąca już w dużym stopniu do świata czarnomorskiego Gruzja. A na Krymie też są stepy, muzułmanie, i co? - dorzuci ktoś. No tak, są. A i chanat krymski został podbity nie tak znów dużo wcześniej niż chanaty azerbejdżańskie. Wszystko to prawda, owszem. Ale to daleko. Za daleko od naszych peryferii, a za blisko Europy i europejskiej części Rosji. Z podobnych powodów nie zajmuję się kazachską Ordą Bukeja, Turkmenami stawropolskimi, Tatarami kazańskimi czy Baszkirami.
Tematyka to oczywiście mój subiektywny wybór. O niektórych sprawach jest więcej, o innych mniej. Podobnie jest z wyborem miejsc, regionów geograficznych. Jedne służą do egzemplifikacji opisywanych zjawisk częściej, inne rzadziej. To wszystko pokłosie tego, co znalazłem w źródłach.
Jasne, że przedstawiam tylko niewielki wycineczek rzeczywistości tamtych czasów. Nie mam najmniejszych złudzeń, że do pełnego obrazu jest jeszcze bardzo, bardzo daleko (inna sprawa, że w ogóle odtworzenie "pełnego obrazu" jakiegokolwiek wycinka dziejów jest najzwyczajniej w świecie niemożliwe). Mam wszakże nadzieję, że źródła mnie nie zwiodły, że nie dałem się im nabrać, że nie okazałem się poczciwym naiwniakiem. Jeśli nim byłem, zasługuję na razy szpicrutą i cały arsenał zjadliwych szyderstw, których sam czasem nie szczędzę i nie szczędziłem.
Korzystałem z różnych źródeł - od quasi-szpiegowskich relacji brytyjskich - te cenię najbardziej za całkiem zrozumiały obiektywizm, poprzez krytyczne i niekiedy całkiem wartościowe teksty rosyjskich urzędników (nie brakowało takich), a skończywszy na oficjalnych dokumentach, artykułach prasowych i odgórnie inspirowanych książkach typu "głos w sprawie", czyli mniej lub bardziej nachalnej propagandzie. Do opracowań, tych nowszych, zaglądałem wtedy, gdy nie mogłem nic znaleźć w źródłach. Posiłkowałem się zatem czasem mrówczą pracą innych.
Aha, no i odnotujmy, że spora część źródeł dostępna jest teraz w internecie. Prawdziwe błogosławieństwo dla tych, którzy nie mają zbyt wiele czasu, by spędzać upojne chwile w archiwach!
Ci, którzy zaglądali do moich Świętych, biczowników i czerwonych chanów, odnajdą trochę znajomych wątków. Niektóre rozwijam tu bardziej, inne - by tak rzec - "twórczo rozwijam", tzn. - mówiąc bez ogródek - kwestionuję to, co sam napisałem wcześniej. W paru kwestiach się myliłem, pewne sprawy potraktowałem zbyt powierzchownie - jest okazja do rehabilitacji.
Wielu osobom należą się podziękowania. Przede wszystkim mojej żonie - Patrycji. Poza tym, w porządku alfabetycznym - Małgorzacie Biczyk, Michałowi Chabrosowi, Bartoszowi Cichockiemu, Katarzynie Czernieckiej, Serwerowi Ebubekirowowi, Wojciechowi Góreckiemu, Magdalenie Gromek, Iwonie Kaliszewskiej, Joannie Konikiewicz, Lechowi Kończakowi, Katarzynie Kot, Marii Kraińskiej, Monice Krzewickiej, panu Tomaszowi Partece. Oczywiście wszelkie niedoróbki i partactwo to moja i tylko moja wina.
1. "Teatr wydarzeń politycznych". Kaukaz przed podbojem
Dziewiętnastowieczny uczony azerbejdżański Mirza Kazem-Bek pisał:
"Przesmyk kaukaski, odkąd świat starożytny może sięgnąć pamięcią, zawsze stanowił teatr wydarzeń politycznych. Pstra mieszanina ludów i ras bezustannie wdzierała się, a to z południa i południowego wschodu na północ i północny zachód, a to z północy na południe i południowy wschód. Szlaki między Morzem Czarnym a Kaspijskim nie znały wytchnienia od wędrówek ludów. Świadczy o tym niezbicie dzisiejsza mozaika językowa na całym obszarze gór kaukaskich i nazwy historyczne: Wrota Kaukaskie, Kaspijskie, Albańskie i inne"1.
Przez Kaukaz od wieków przebiegała granica między pasem cywilizacji śródziemnomorskich i Żyznego Półksiężyca a dzikim światem stepów, lasów i jezior na północy i dalekiej północy. Był też właściwie od zawsze Kaukaz przedmiotem rywalizacji możnych tego świata. A czasem popadał w zapomnienie. Tak się stało w X w. Upadło państwo Chazarów kontrolujące ujście Wołgi, a nadwołżańskie stepy zalewały kolejne fale koczowników. Przez kilka stuleci szlakiem wołżańsko-kaspijskim mało kto będzie się na poważnie interesować.
Borys Romanowski, Karawana, 1930 (Stare Tbilisi)
W czasach chazarskich, gdzieś na początku X w., na południowo-zachodnie wybrzeża Morza Kaspijskiego zapuszczali się wojownicy ruscy, łupiąc przy tym Baku i Szyrwan. Piszą o tym m.in. arabscy historycy Ibn al-Ath?r i Al-Masudi. Mieli nawet Rusowie, przeprawiwszy się dalej Kurą w głąb lądu, zdobyć na krótko dawną stolicę Albanii Kaukaskiej - miasto Barda'a, gdzie przed wycofaniem pochowali jakoby żywcem żony i niewolników swoich zmarłych wojowników. Może to i nieprawda. Dla arabskich dziejopisów byli to po prostu barbarzyńcy i chcieli to jakoś zobrazować. Arabski podróżnik Ahmed Ibn Fadlan określa Rusów mianem "najbrudniejszych stworzeń Allaha". "Nie oczyszczają się ani od ekskrementów, ani od uryny, nie zmywają też nieczystości płciowej, nie myją rąk przed jedzeniem" - pisze. Gdy arabscy kupcy wchodzili do drewnianych domów nad Wołgą, żeby ubić interes, Rusowie parzyli się ponoć często ze swoimi dziewojami, każąc czcigodnym ludziom interesu czekać na zaspokojenie swoich chuci. A wszyscy inni wkoło na to patrzyli, bo w chatach mieszkało po 10-20 osób2.
Co ciekawe, na Kaukazie zachowały się przekazy głoszące, że niektóre ludy - Kumycy, Kabardyjczycy, w innych wersjach Awarowie, pochodzą od "Rusów". W dagestańskiej osadzie Kazikumuch uchodzącej za "ruską" mieszkańcy mieli zdejmować czapkę i mówić izrow, co pochodziło jakoby od rosyjskiego zdorow. Co prawda, współczesny rosyjski etnolog Władimir Bobrownikow uważa, że tradycja ta narodziła się dopiero po XIX-wiecznym powstaniu Szamila jako próba dyskredytacji miejscowej arystokracji, ale racji chyba nie ma. A przynajmniej nie do końca. Bo azerbejdżański erudyta Abbas Kuli Aga Bakichanow, który przytaczał legendę o "ruskich" korzeniach Kazikumucha, swoje dzieło ukończył w 1841 r. Legenda ta musiała być więc dużo starsza niż mitologizacje tradycji po szamilowskiej insurekcji (zakończonej w 1859 r.)3.
U progu epoki nowożytnej Kaukaz boleśnie doświadczy na sobie wielkich przemian geopolitycznych. Od początku XVI w. osmańska Turcja zwiera się w śmiertelnym uścisku z safawidzką Persją. Sunnizm staje do walki z szyizmem. Na Zakaukaziu toczy się okrutna wojna religijna. "Heretyków" wycina się w pień. Ormiański historyk Arakel z Tebryzu podaje na przykład, że gdy w 1606 r. szach Abbas odbił z rąk tureckich Gandżę, w okolicy "wciąż jeszcze trwało jakieś plemię mahometan, które nazywało się El, a inni nazywali je Dżekirłu; zachowywali oni wiarę i religię Osmanów, zwanych sunni. (...) I rozkazał szach ściąć ich wszystkich, mężczyzn i kobiety, starców i dzieci, nawet małe dzieci wycięto ostrymi mieczami w pień"4.
Ideologiczny wymiar konfliktu skrywał wszakże także poważne przyczyny natury ekonomicznej. Po obu stronach wpływowa arystokracja koczownicza dybała na pastwiska sąsiada. A poza tym i Osmanowie, i Safawidzi chcieli mieć pod swoją kontrolą szlak handlowy z Europy do Indii, część pradawnego Jedwabnego Szlaku. Po zdobyciu Iraku drogę lądową kontrolowała w pełni Turcja, zabraniając wwozu perskiego jedwabiu na swoje terytorium. Szachowie safawidzcy byli z początku wściekli i bezsilni. Eksport jedwabiu stanowił bowiem w owym czasie główne źródło dochodu Persji.
Ale w pewnym momencie los uśmiechnął się do Safawidów. Angielscy kupcy odkryli północny szlak morski do Archangielska, a Księstwo Moskiewskie podbiło chanat kazański (1552) i astrachański (1556). To otwierało możliwość handlu na Wołdze i Morzu Kaspijskim. A już w 1522 r. Genueńczyk Paolo Centurione przebadał ten szlak pod kątem możliwości dotarcia do Indii inaczej niż Portugalczycy. Tymczasem wraz z odkryciem i upowszechnieniem południowej drogi morskiej do Indii lądowy Jedwabny Szlak przestawał się stopniowo liczyć. Teraz to sułtani tureccy zagryzali wargi ze złości. Dyplomacja osmańska dwoiła się i troiła. Gdy angielscy kupcy czynili umizgi wobec szacha, by pozwolił im jeździć przez Persję do Indii, wysłannicy sułtana przy perskim dworze, groźnie pomrukiwali, dając do zrozumienia, że zgodę uznają za casus belli. Persja nie była jednak sama. Szacha podbechtywali europejscy posłowie, pragnąc związać Imperium Osmańskiemu ręce na wschodzie.
Gandża, odrestaurowany meczet szacha Abbasa z 1606 r. (fot. J. Rohoziński)
Pojawił się wreszcie w regionie trzeci ważny gracz, którego znaczenie wraz z upływem kolejnych dziesięcioleci będzie stale rosło: Księstwo Moskiewskie (potem Rosja). Usadowiwszy się mocno na Powołżu i w delcie Wołgi, państwo carów posuwało się stopniowo coraz bardziej na południe w stronę Kaukazu. W 1567 r. Moskwa postawiła pierwszą twierdzę nad Terekiem, a w ujściu Donu osiedla Kozaków. Równocześnie starała się przyciągać do siebie na służbę arystokrację gruzińską, czerkieską i kabardyjską.
Tworzył się zupełnie nowy układ sił. O ile Turcja marzyła o przejęciu pełnej kontroli nad Morzem Kaspijskim i odepchnięciu znad jego brzegów północnego rywala, o tyle Persja nie miała nic przeciwko temu. Liczyła na ożywienie handlu kaspijsko-wołżańskiego i zakładała, że jak carowie umocnią swoje wpływy na Kaukazie, to nie pozwolą Osmanom zaatakować Persji od północy. Wówczas jeszcze myśl o tym, że Rosja sama z kolei mogłaby zaatakować Persję od północy nie mieściła się w głowach perskich dostojników. Pierwsze poselstwo Safawidów w Moskwie wzmiankowane jest już w 1521 r. Kolejne wysyłano, gdy tylko na horyzoncie pojawiało się niebezpieczeństwo osmańskiego podboju Kaukazu. W pewnym momencie Persowie zaproponowali nawet północnemu sojusznikowi Derbent i Baku w zamian za wyparcie stamtąd Osmanów. Z czasem jednak, gdy nad Terekiem rosły jak grzyby po deszczu moskiewskie twierdze, Persowie zlękli się sojuszu carów z monarchią gruzińską, a Abbas Wielki zaczął flirtować z Anglikami i Holendrami na okoliczność wspólnego handlowania jedwabiem w Zatoce Perskiej za plecami Portugalczyków. W efekcie większość jedwabiu szła przez terytorium tureckie5.
Kto wie zresztą, czy kaukaskie kampanie perskich szachów nie miały innego ukrytego celu. Wielokrotnie w dziejach wojny bywały przecież sposobem na rozwiązanie konfliktów wewnętrznych. A tych w monarchii perskiej nie brakowało.
Suficko-szyickie bractwo religijne, późniejsza dynastia Safawidów (1501-1722), zawdzięczało tron Persji oddziałom Kyzyłbaszów ("Czerwone Głowy"), których trzon stanowiły osiedlone wcześniej na Zakaukaziu tureckie plemiona Szamłu, Rumłu, Ustadżłu, Tekelu, Afszar, Kadżar i Zulkadar. Pstrokata zbieranina. Pierwsze dwa plemiona to ponoć jeńcy wojenni z Azji Mniejszej (Rum) i Syrii (Szam) pochwyceni przez Tamerlana w bitwie pod Ankarą (1402) i sprzedani jednemu z safawidzkich szejków. Tekelu to odgałęzienie turkmeńskiego plemienia Tekke, a należący do grupy oguskiej Afszarowie i Kadżarowie przywędrowali razem z Mongołami. Plemię Zulkadar (z arabskiego oznacza "posiadaczy siły") wchodziło wcześniej w skład turkmeńskiej konfederacji Ak-kojunłu ("Ludzi Białych Baranów"), która w XIV i XV w. utworzyła koczownicze państwo na pograniczu irańsko-anatolijskim. Należało też do niej plemię Bajat, w późniejszym okresie poważna siła Kyzyłbaszów. Rywalami Ak-kojunłu byli Kara-kojunłu ("Ludzie Czarnych Baranów"), wśród których odnajdujemy innych pomniejszych członków związku Kyzyłbaszów. Później usłyszymy jeszcze o plemieniu Kazach/Kazachlar stanowiącym być może jakiś odprysk konfederacji kazachskiej (w Azerbejdżanie jest dziś miasto Kazach na zachodzie kraju). Do końca XVI w. plemienna arystokracja Kyzyłbaszów stanowić będzie warstwę uprzywilejowaną w Persji, spychając na dalszy plan żywioł irańsko-tadżycki. Kres położy temu dopiero szach Abbas Wielki (1587-1629), pozbawiając tureckie elity tak znaczącego wpływu na państwo perskie. Nim tak się jednak stanie, jego poprzednicy będą się musieli borykać z ciągłymi przepychankami między elementem perskim a tureckim. Być może, wojując na Kaukazie, szachowie perscy chcieli przyciągnąć do swego państwa Gruzinów, Czerkiesów i Ormian, jako przeciwwagę dla tureckich Kyzyłbaszów. Dziś odległym echem tych prób jest społeczność Gruzinów-szyitów z irańskiego Fereydunshahr w górach Zagros, 150 km na zachód od Isfahanu. Są to najprawdopodobniej potomkowie uprowadzonych przez Abbasa z Kachetii na początku XVII w. jeńców. Przyjęli islam w wersji szyickiej, ale zachowali swój język (dialekt gruzińskiego nazywany fereidnuli). Co ciekawe, ci, co nie zislamizowali się i pozostali chrześcijanami - jak wszystko na to wskazuje - zatracili język i ulegli armenizacji, asymilując się z ormiańskimi sąsiadami, też przymusowymi przesiedleńcami. Symbolem oporu wobec przymusowej islamizacji jest męczeństwo królowej Kachetii Ketewan, fakt znany w katolickiej Europie dzięki relacji portugalskich augustianów, z którymi prawosławna monarchini pozostawała w bardzo dobrych stosunkach. Okrutna ta historia rozegrała się w 1624 r. w Szirazie6.
Żadnej przeciwwagi ani równowagi stworzyć się jednak perskim szachom nie udało. Tymczasem już w pierwszych latach panowania Safawidów wśród chanów północnego Azerbejdżanu, w zakaukaskich posiadłościach Persji, gdzie dominowały plemiona Kyzyłbaszów, dały znać o sobie tendencje odśrodkowe. Tyle, że monarchia perska była wtedy jeszcze silna. Gdy Derwisz Muhammed-chan władca szekijski wymówił posłuszeństwo szachowi Tahmaspowi (1524-1576), jego odrąbana głowa trafiła na monarszy dwór. Szach zniósł w Szekach władzę chańską, ale wyznaczani przez niego kolejni melikowie (feudałowie) nie płacili trybutu. W XVIII w. jeden z nich, melik Nadżaf tak uciskał poddanych, że ci wysłali skargę do samego Nadir-szacha (1736-1747). I tak historia zatoczyła koło. Bo miejscowa arystokracja w porozumieniu z szachem wybrała na monarszego pełnomocnika (wekila) potomka krnąbrnego Derwisz-Muhammed-chana - Hadżi Czelebiego (zm. 1755). Ten zabił chciwego melika i ogłosił się chanem szekijskim. To mocno się nie spodobało Nadir-szachowi, który wkroczył z wojskami do wilajetu szekijskiego. Hadżi Czelebi-chan schronił się zaś z mieszkańcami Szek (Nuchy) w górach i rozpoczął wojnę partyzancką. Nie dość, że szach nie pochwycił zbuntowanego chana i wrócił jak niepyszny do Persji, to jeszcze ten wyprawił się niedługo później na Tebryz i złupił miasto. Po śmierci Nadir-szacha Persja będzie już tak słaba, że synowie i krewni Czelebiego-chana będą mogli spokojnie się nawzajem zabijać w walce o tron i walczyć z sąsiadami, aż przyjdą Rosjanie.
Przykład szekijski podziałał mobilizująco na innych. Kolejne chanaty powstawały na zasadzie domina, kolejni feudałowie ogłaszali się chanami niezależnymi od władzy szacha, wypędzając jego namiestników i budowali nowe twierdze, do których się potem przenosili. Pogrążona w głębokim kryzysie politycznym po śmierci Nadir-szacha Persja nie była w stanie skutecznie zareagować na wydarzenia po drugiej stronie Araksu. Nowi chanowie szybko zaczęli też toczyć walki między sobą, zmuszeni odpierać jednocześnie najazdy górali z Dagestanu. Na lidera regionu wyrósł chan kubiński Fatali (1758-1789), utalentowany administrator i reformator, który stworzył najnowocześniejszą armię na Kaukazie. Kiedy jednak miał wszystkich wkoło przeciw sobie, zwrócił sie w 1775 r. o pomoc do Katarzyny II. Ta wysłała swoje wojska pod Derbent, co pozwoliło Fatalemu na pokonanie przeciwników. Chanatu kubińskiego pod protektorat jednak nie przyjęła, o co prosił chan, by nie drażnić Persji.
Chanaty azerbejdżańskie w przeddzień podbojów rosyjskich
Nowi władcy dokładali również starań, by ich chanaty rozwijały się gospodarczo. Nie tylko ze sobą walczyli, ale także handlowali (w coraz wiekszym stopniu towarami przemysłowymi pochodzącymi z Rosji, eksportując również do Rosji jedwab, naftę, szafran, ryby, ikrę, bawełnę, marenę, ryż i skóry). Chanaty azerbejdżańskie, zwłaszcza chanat bakijski, bogaciły się też na handlu z samą Rosją. Był to też dobry okres dla życia miejskiego. Panach-chan z Karabachu założył Szuszę (dziś Stepanakert), która szybko stała się znaczącym ośrodkiem miejskim Zakaukazia. W drugiej połowie XVIII w. dynamicznie rozwijają się też inne stolice chanatów - Szeki, Erywań i Kuba. Chanowie szyrwańscy, nachiczewańscy, tałyscy i szekijscy otwierają też w tym okresie manufaktury wyrabiające jedwab, w których pracują miejscowi chłopi pańszczyźniani (radżabar). Chanowie erywańscy dbają o rozwój rolnictwa, a kubińscy o rozwój rzemiosła. Wielu władców działało też na rzecz centralizacji władzy w swoich chanatach.
Pod względem religijnym w chanatach zapanowała zasada cuius regio eius religio. Utrwaliło to tradycyjną mapę wyznaniową północnego Azerbejdżanu na cały okres panowania rosyjskiego. Rejony szekijsko-zakatalski, kubińsko-kusarski i szemacho-gabaliński (północ kraju) pozostały sunnickie, a Nachiczewan, Karabach, Płw. Apszeroński, rejony milski, mugański, gandżyński i lenkorański (środek i południe kraju) - szyickie. Społeczeństwa były ściśle zhierarchizowane. Beków i duchowieństwo zwolniono z podatków. Chłopstwo płaciło mułłom zakat, stanowiący 1/15 dochodów, a seidom - chums, czyli 1/5. Cały ten dość sztywny system feudalnych zależności opierał się w zasadniczych rysach na prawie zwyczajowym, a nie na szariacie, oficjalnie zabraniającym zależności muzułmanina od muzułmanina.
Erywań, Błękitny Meczet (Gök-Dżami) ukończony pod koniec lat 60. XVIII w. przez Husajna Alego Chana Kadżara, po renowacji (fot. J. Rohoziński)
Chanat tałyski był z kolei w pewnym sensie dynastyczną teokracją. Jak podaje XIX-wieczny tałyski historyk Tejmur Bek Bajramalibiekow, założyciel chanatu Mir Abbas Chan przybył z Persji na ziemie tałyskie, "gdzie jako szlachetny, sprawiedliwy, pobożny i dobry seid, pochodzący wprost od potomków Proroka, został wybrany w powszechnym głosowaniu narodu kalifem do rządzenia krajem". Tałyszowie jako jedyne nieturkmeńskie plemię wchodzili skład konfederacji Kyzyłbaszów (dzisiejsi Tałyszowie należą do irańskiej grupy językowej i są najbardziej spokrewnieni z mieszkańcami irańskiego Gilanu i Mazanderanu, z którymi dzielą też swoje główne zajęcie: uprawę ryżu). Po podboju rosyjskim tałyscy szyici, jak dawniej, będą oddawali cześć świętym, głównie szejkom safawidzkim, pielgrzymując do ich grobów pod Lenkoranem7.
Azerbejdżańskim chanatom nie był pisany jednak długi żywot. Gdy Persja słabła, w siłę rosła Rosja. Z drugiej strony i tak miały sporo szczęścia. Gdyby dłużej żył Piotr Wielki, nigdy by nawet nie powstały. Piotr postanowił bowiem uczynić Morze Kaspijskie wewnętrznym morzem Rosji. Ten wizjoner i awanturnik chciał skierować dochodowy handel jedwabiem z Persją i przez Persję wiodący wyłącznie na szlak wołżańsko-kaspijski. A kto chciał zabezpieczyć szlak przez Morze Kaspijskie do Persji, musiał przede wszystkim opanować jego brzeg kaukaski, bo ten przeciwległy był pustynny i bezludny. W 1722 r. Piotr udał się do Astrachania i tam wydał manifest, w którym obwieszczał, że armia rosyjska wyrusza na pomoc szachowi perskiemu, by ukarać zbuntowanych feudałów dagestańskich, którzy złupili Szemachę, a na dodatek obrabowali rosyjskich kupców. W rzeczywistości Piotr wykorzystał moment, w którym szach był mocno osłabiony. W sierpniu tego roku ogromna armia carska zajęła bez walki Derbent. Przerażona starszyzna Baku wysłała do Piotra list pełen pokory i próśb o oszczędzenie miasta. Bakijczycy zmienili ton, gdy swoje wsparcie obiecał im szach. Piotr postanawił zająć miasto, ale z powodu sztormu, który zatopił statki z prowiantem dla wojska, sam wrócił z częścią armii do Astrachania, pozostawiając dość liczny garnizon w Derbencie. W czerwcu 1723 r. eskadra generała-majora Matiuszkina już na nowych statkach płynęła do Baku, ale mieszkańcy nie chcieli go dobrowolnie wpuścić. Co za przykra niespodzianka! Co za wiarołomni ludzie! Matiuszkin zarządził atak. Na miasto spadły 94 pociski. Silny wiatr ratował jednak Baku przed rosyjskim desantem. Ale oblężenie wciąż trwało. Generał znów wezwał ludność, by się poddała. Wkrótce na murach twierdzy zaczęły powiewać białe flagi. Rosjanie gwarantowali mieszkańcom "dawne swobody". Matiuszkin dostał awans na generała-lejtnanta. W Baku został rosyjski garnizon. Do miasta i okolic zostało sprowadzonych około 5 tysięcy Tatarów kazańskich, Czeremisów i Czuwaszy. Piotr zaprosił także do osiedlania się tam Ormian. Równocześnie trwały pertraktacje dyplomatyczne z szachem perskim. Persja odstąpiła Rosji całe południowe i zachodnie wybrzeże Morza Kaspijskiego od Derbentu aż do Astrabadu. Zgodziła się na to później także Turcja.
Po śmierci Piotra w 1725 r. oddział rosyjski został w Baku, ale miał już coraz mniejszą ochotę na kontynuowanie kaspijskiej awantury. Przez upały i choroby umierali żołnierze, a nowa kolonia przynosiła więcej strat niż dochodów. A jeszcze do tego ośmieleni mieszkańcy zaczęli się coraz bardziej burzyć. Co prawda dowodzący garnizonem generał Lewaszow rozkazał brać buntowników na męki, ale zaczynało mu już brakować ludzi. Gdy zwrócił się do carycy Anny o dodatkowe posiłki, spotkało go bolesne rozczarowanie. Caryca odmówiła i rozpoczęła rokowania z Persją. W styczniu 1732 r. Rosja i Persja podpisały w Raszcie pokój. Państwo carów zrzekało się na rzecz Persji południowych i zachodnich wybrzeży Morza Kaspijskiego. Trzy lata później Rosja potwierdziła to nowemu perskiemu monarsze - Nadir-szachowi i wyprowadziła swe oddziały z Zakaukazia.
Erywań, Błękitny Meczet. Dodatkowe wejście z końca XIX w. po renowacji (fot. J. Rohoziński)
Pierwsza próba podboju kolonialnego Zakaukazia okazała się więc niewiele znaczącym epizodem i mało przemyślaną awanturą. Ale co się odwlecze, to nie uciecze...8
2. "Kaukazie drżyj: idzie Jermołow!" Podbój
Kiedy zwęszywszy proch bojowy
Nad Kaukaz pałający gniewem
Uniósł się orzeł nasz dwugłowy;
Gdy na Tereku osiwiałym
Pierwsze pioruny dział zagrzmiały
I werble ruskich tarabanów,
I gdy z zapałem w pole chwały
Odważnoczoły szedł Cycjanow;
Ciebie chcę śpiewać, Kotlarewski;
Biczu Kaukazu! Gdyś po głazach
Podobny burzy szedł niebieskiej;
Twój marsz jak czarna był zaraza
I niszczył ludy. Dziś, nie zbrojny,
Rzuciłeś szablę pomsty krwawej,
Nie cieszą ciebie gromy wojny,
Nudzi cię spokój. W ranach stawy
Bezczynne pędzisz dzisiaj życie,
Lecz oto Wschód rozpocznie wycie!
Schyl śnieżną głowę, górski szczycie!
Kaukazie, drżyj: idzie Jermołow!
Umilkły już wojenne wrzaski,
Pod mieczem Rosji Wschód się chyli.
Aleksander Puszkin, Jeniec Kaukazu, tłum. Włodzimierz Słobodnik, 1822
Historia podboju Zakaukazia przez Rosję to dzieje zdrad, kłamstw, podłości i okrucieństwa. Ze wszystkich stron.
A poza tym scenariusz jak z greckiej tragedii. Kiedy "rosyjski orzeł dwugłowy zwęszył na Kaukazie proch bojowy", chanaty azerbejdżańskie stanęły przed koniecznością dramatycznego wyboru: Persja albo Rosja. Orientacja prorosyjska była tu całkiem popularna. Rosja była daleko, znacznie dalej niż Persja. Ale w obliczu rosyjskiego zagrożenia Persja też starała się przyciągnąć niektórych chanów na swoją stronę, zamiast zmuszać ich po prostu do posłuszeństwa, jak dawniej.
Tylko, żebyśmy się dobrze zrozumieli: wszelkie "orientacje" nie były żadną trwałą strategią, przemożnym pragnieniem ani programem politycznym. Kto miał dość Persji, ten kokietował Rosję. Jak przejrzał na oczy, to ponownie walczył o względy Persji. Denerwował sąsiad, to się napuszczało nań rosyjskiego generała. Samemu trudno było się po prostu wtedy utrzymać przy władzy, przeżyć.
* * *
W przeddzień rosyjskich podbojów najsilniejszym z azerbejdżańskich chanatów był - jak się wydaje - chanat karabaski. Energicznemu Panach-chanowi udało się w połowie XVIII w. zdobyć faktyczną niezależność od Persji i podporządkować sobie melików pięciu ormiańskich magałów (dzielnic). Jego syn Ibrahim-chan, naśladując wiernie dwór szacha perskiego, zdobył sobie uznanie i autorytet wśród innych chanów i króla Gruzji, a koligacje małżeńskie zapewniły mu także wsparcie Lezginów i Awarów z Dagestanu. Gdy w 1794 r. nowy szach perski Aga Mohammad Chan przymierzał się do rekonkwisty Zakaukazia, Ibrahim-chan zawarł antyperski sojusz z chanem erywańskim i tałyskim oraz z królem Gruzji Iraklim II.
Monarcha gruziński otrzymał wtedy od szacha ostre w słowach ultimatum: "Ze zdziwieniem pozwalamy sobie powiedzieć, że sprzymierzyliście się Panie z Rosjanami, którzy nie mają innych celów w Iranie, jak tylko handlować, bo ich jedyne zajęcie to handel. (...) Chociaż różnimy się co do wiary, zawsze mieliście związki z Iranem. W Iranie żyje wielu Tatarów, Gruzinów, Ormian, niewiernych i ludzi innych religii. (...) Naszą wolą jest, byście Panie zerwali z Rosjanami, a jeśli tego nie wypełnicie, wkrótce podejmiemy wyprawę na Gruzję, przelejemy krew gruzińską razem z rosyjską i uczynimy z nich rzeki na podobieństwo Kury"9.
Szach, rozdrażniony "wiarołomstwem" Iraklego i oporem Katarzyny, by uznać go jako nowego monarchę Persji, wkroczył na początku 1795 r. ze swoją armią na Step Mugański, zajął Gandżę i Erywań, zaatakował chanat karabaski i Gruzję, odnosząc zwycięstwo pod Krcanisi. Irakli II słał rozpaczliwe listy do Katarzyny z prośbą o pomoc, ale ta nie nadeszła. Persowie złupili Tyflis.
Wyprawa ta jednak dla szacha skończyła się tragicznie. Zginął z rąk własnych sług, obozując w Szuszy po złupieniu zachodniej Gruzji. Szach zginął, ale wojna trwała dalej. Z przerwami, ale trwała. Była długa i okrutna. Pełna nagłych i niespodziewanych zwrotów.
W 1796 r. dowództwo nad linią kaukaską otrzymał, owładnięty ideą opanowania przez Rosję szlaku handlowego do Indii, generał-porucznik Walerian Zubow. Zastąpił dobrze wykształconego generała Iwana Gudowicza, nota bene potomka polskiej szlachty, którego pierwszą zasługą dla Rosji było skuteczne forsowanie wśród naszej magnaterii kandydatury Stanisława Augusta Poniatowskiego na tron Polski. Gudowicz zdążył wcześniej zająć w 1791 r. małą wysepkę niedaleko wybrzeży chanatu tałyskiego, by kontrolować stamtąd Morze Kaspijskie i flotę perską. Ataku Persji lądem jednak nie upilnował. Zubow miał uderzyć na Persję i skierować do Rosji część handlu indyjskiego, który usiłowali zmonopolizować Brytyjczycy. Nacierał od północnego wschodu, zajął Derbent i ruszył w stronę Szemachy, pragnąc wyzyskać antyperskie nastroje wśród miejscowych chanów.
Borys Romanowski, Bitwa pod Krcanisi w 1795 roku, 1939
Ale niezbyt długo się Zubow nadowodził. Śmierć Katarzyny II powstrzymała działania zbrojne przeciw Persji. Syn "Semiramidy Północy", Paweł nie chciał już wojny i rozkazał Zubowowi wracać. Obrażony Gudowicz nie zdążył jeszcze dojechać do guberni woroneskiej, jak carski kurier wręczył mu rozkaz, by wrócił, przejął dowództwo od Zubowa i zawarł w imieniu nowego Cara Imperatora pokój z Persją. Niezbyt chwalebna misja.
Gudowicz wrócił wojować na Kaukaz ponownie w 1806 r. W 1808 r. wyprawił się na Erywań, oblegając bez powodzenia miasto i zajmując po drodze klasztor w Eczmiadzynie. Gudowiczowi Kaukaz najwyraźniej nie służył. W drodze powrotnej do Tyflisu po raz drugi się rozchorował, stracił częściowo wzrok i pod koniec roku został odwołany.
Nowy car Paweł I nie rządził jednak długo. W 1801 r. zastąpił go Aleksander I, który nie zamierzał kontynuować "kunktatorskiej" polityki swojego ojca, choć jego ukaz o aneksji (to była ta pomoc!) Kartlii-Kachetii (wschodnia Gruzja) czym prędzej potwierdził. Pod koniec 1803 r. z Gruzji wyruszył nowy głównodowodzący sił rosyjskich na Kaukazie, generał Pawieł Cycjanow, sam z pochodzenia Gruzin (Ciciszwili). Poza tym przyjaciel Adama Czartoryskiego. Przyświecał mu jasny cel: podporządkować kolejne chanaty, tak, by połączyć Morze Czarne z Kaspijskim. Kto podpisze umowę dobrowolnie, to dobrze, kto nie - tym gorzej dla niego, trzeba go będzie zmusić. Gruzin nie miał żadnych złudzeń. Wiedział, że tu polityka opiera się wyłącznie na sile i pieniądzach. Wyśmiewał naiwniaków z Petersburga snujących jakieś niedorzeczne plany stworzenia federacji chanatów azerbejdżańskich pod protektoratem Rosji. Nie oglądał się na nich. Robił swoje. Siłą. Zaczynał od Gandży. Tamtejszy chan Dżawad, grabiąc niemiłosiernie gruzińskich kupców, ani myślał podpisać traktat. Ale chan przegrał bitwę w otwartym polu i schronił się w twierdzy. Po miesięcznym oblężeniu twierdza jednak padła, i to akurat w święto zakończenia Ramadanu. Zginął chan wraz z synem. Straty wśród ludności też były duże. Cycjanow zaraz po tryumfie przemianował Gandżę na Jelizawietpol. Na cześć żony Aleksandra I Elżbiety. Ależ lizus!
Jean-Louis Voille, Portret Waleriana Zubowa
Jeszcze na początku 1803 r. z rozkazu Cycjanowa na podbój terytoriów dżamaatu (czyli "wolnej społeczności") dżaro-biełokańskiego udał się generał-major Wasilij Gulakow. Miał odciąć najkrótszą drogę z Dagestanu do tureckiego wówczas jeszcze Achalcyche. "Lezgini" (w rzeczywistości Awarowie) zrzeszeni w dżamaacie rzekomo ciągle najeżdżali na Kachetię. Stara śpiewka. Obrona przed dzikimi góralami. Tylko dlaczego szukało u nich schronienia dwóch niechętnych Rosji gruzińskich królewiczów ze swoimi ludźmi? Zresztą Gulakow zaatakował, bo nie mógł się doczekać kolejnego "najazdu". Biełokan został rozgrabiony, spalony i zrównany z ziemią. Chcąc uniknąć takiego losu, mieszkańcy Dżaru poddali się sami. W nagrodę propozycja nie do odrzucenia: pokój z warunkami praktycznie nie do spełnienia. Gdy pokonani ociągali się z zapłatą astronomicznej daniny w jedwabiu, zimą 1803/1804 r. Gulakow postanowił przywołać górali do porządku. Dżar został ponownie zajęty bez walki. Tyle że tym razem cała ludność uciekła. Gulakow puścił się w pogoń, ale opuszczony przez żołnierzy i otoczony ze wszystkich stron zginął w wąwozie zakatalskim. Ostateczny podbój wolnych społeczności awarskich zajmie Rosji jeszcze długie lata.
* * *
"Lezgini" (w istocie często zbiorcze określenie górali z Dagestanu) dość szybko stali się czarnym charakterem rosyjskiej "kaukazologii". Pisano w kółko, że dzicy górale, że wiecznie napadają i grabią ludność z dolin. "W latach 1810-1820, kiedy byłem jeszcze dzieckiem, (...) widziałem, jak mieszkańcy Kuby i Derbentu cierpieli od najazdów Lezginów, jak ci ostatni zabierali im stada i trzody, jak podpalali sady z zabudowaniami, gospodarstwa i plony biednych radżberów (rolników), wreszcie jak porywali młodych ludzi, którzy w nocy zostali poza bramami miasta. Nienawiść tych górali do Rosjan i miejscowych, którzy ukorzyli się przed rosyjskim orężem, była wtedy o wiele silniejsza niż dziś" - pisał w 1859 r. Mirza Kazem-Bek, syn szejk-ul-islama z Derbentu, który przyjął chrześcijaństwo10.
Dziwne, że szanowny Mirza Kazem-Bek nie pamiętał, jak Lezgini razem z innymi góralami Dagestanu przyjeżdżali handlować suknem filcowym i burkami (pelerynami z owczej wełny), czasem końmi. To była ich specjalizacja. Ich nisza. Jeździli z tym nawet do Szemachy, Telawi i Tyflisu. Tyle że w latach 20. i 30. XIX w. władze rosyjskie zabroniły im handlować. Taka blokada ekonomiczna zbuntowanych górali kaukaskich. Nieskuteczna. Bo zakazy wciąż się powtarzały.
Ale Lezgini w końcu znaleźli swoich obrońców. W latach 50. XIX w. anonimowy autor nazywający się "starym żołnierzem", który "żył pośród Lezginów z szablą w dłoni, ale też ich badał", starał się udowodnić, że wbrew obiegowym opiniom nie taki straszny diabeł jak go malują, że "pod grubą skórą górala kryją się szlachetne cechy, a także spory zapas prawości i uczuć rycerskich"11. Słowem pod kaukaskim "czerepem rubasznym" prawdziwa "lawa". Ciepło o Lezginach będzie się także wypowiadać na początku XX w. wielki obrońca "rosyjskiej sprawy" na Kaukazie, Wasilij Wieliczko. Ciepło i z odrobiną romantycznej fascynacji Kaukazem. No i w czasie, kiedy północny Kaukaz został już całkowicie ujarzmiony. Owszem, Lezgini napadali, bo zmuszały ich do tego warunki, w jakich przyszło im żyć - przekonuje Wieliczko. Ale nie poddali się przyrodzie, podjęli walkę. "Lezgińskie plemiona zamieszkujące Dagestan przejawiają ogromne talenty do rolnictwa, handlu (zwłaszcza ci z Kazi-kumucha) i sztuk stosowanych. Ich wyroby rzemieślnicze słynne są w całej Azji Przedniej. A do ziemi przykładają tyle wnikliwej pracy, ile rosyjskiemu chłopu nawet by się nie śniło. Usypują, na przykład, na skałach okręgi z kamieni, nanoszą do nich ziemi i uprawiają tam ogrody albo poletka"12.
* * *
Wiosną 1804 r. do Cycjanowa przybył z prośbą o pomoc nachiczewański chan Kiełbali. Miał prawo nie lubić Persji. Wcześniej szach Aga Muhammed wyłupił mu oczy, podejrzewając o nielojalność. Bał się, bo nowy szach Fet-Ali wysłał swojego syna Abbasa Mirzę, by zajął Erywań. Stąd już bardzo blisko do Nachiczewanu. Cycjanow pokonał wprawdzie pod Eczmiadzynem czterokrotnie liczniejsze oddziały perskie, ale po przeciągającym się w nieskończoność oblężeniu Erywania odstąpił i wrócił do Gruzji. Rosjanom nie udał się także morski atak na Baku. Wszystko to ośmieliło ponownie Lezginów, a także Osetyjczyków i Kabardyjczyków, którzy znów wystąpili przeciw Rosji.
Wreszcie osiągnięto jednak sukces. Bardziej dyplomatyczny niż militarny. 1 maja 1805 r. Ibrahim-chan wraz z chanem szekijskim i szyrwańskim, flirtując już wcześniej z hrabią Zubowem, podpisali z Cycjanowem traktat, na mocy którego przyjęli poddaństwo Rosji, wyrzekając się wszelkiej zależności od Persji i jakiegokolwiek innego państwa. Mieli przy tym zachować dla siebie i swoich potomków władzę oraz kontrolę nad sprawami wewnętrznymi w zamian za zgodę na stacjonowanie rosyjskich oddziałów, które godzili się utrzymywać, zobowiązując się równocześnie płacić Rosji corocznie 8 tysięcy czerwońców. Liczyli, że zapewni im to ochronę przed Persami.
Rosjanie rzeczywiście przysłali 500 żołnierzy do obrony Szuszy, ale w Karabachu szybko dała o sobie znać partia antyrosyjska. Wiosną 1806 r., gdy tylko armia perska znów przeprawiła się przez Araks i wkroczyła do Karabachu, Ibrahim-chan szybciutko zmienił front i zaczął przymierzać się do sojuszu z Persami, mimo że wcześniej klął się na "święty Koran, Proroka Mahometa, następcę Jego Alego i Jedenastu Jego Potomków służyć wiernie carowi". Ale cóż warta przysięga złożona niewiernym?
Nie zdążył zdradzić. W nocy zabił go jeden z rosyjskich oficerów. Zabójca, major Lisaniewicz działał kompleksowo. Wraz z chanem zabił jego żonę, siostrę, dzieci, krewnych i sługi.
W końcu nadciągnęły też rosyjskie wojska pod wodzą generałów Piotra Kotlariewskiego i Piotra Niebolsina, zadając cios armii perskiej w Karabachu. Nowym chanem karabaskim został syn Ibrahim-chana Mechtikuli, zatwierdzony przez głównodowodzącego wówczas jeszcze armią rosyjską na Kaukazie generała Gudowicza.
Podłość i zdrada zatryumfowały także w chanacie bakijskim. Tyle że tu ofiarą padł Cycjanow. Uparł się, by jechać do Baku i nakłonić tamtejszego Husajna Kuli Chana do podpisania traktatu. Chan co prawda wcześniej, już w 1801 r., "oddawał się pod opiekę cara Aleksandra" w obawie przed Persją i swoim rywalem do tronu Mirzą Muhammadem-chanem II, ale w miarę upływu czasu miał na to coraz mniejszą ochotę. Cycjanowa ostrzegano, ale ten machnął ręką i zjawił się pod Baku na początku lutego 1806 r. Ruszył w otoczeniu 200 żołnierzy pod mury twierdzy, otrzymawszy uprzednio od Husajna Kuli Chana pisemne zapewnienie o gotowości zdania przezeń bakijskiej twierdzy. Z bram miasta wyszli przedstawiciele starszyzny, witając go chlebem i solą. Chcieli mu wręczyć klucze do miasta. "Odważnoczoły" Cycjanow na to hardo, że klucze powinien mu wręczyć osobiście sam chan. Chan wyszedł więc ze swą świtą poza mury twierdzy z kluczami. Ale gdy Cycjanow wyciągnął po nie rękę, doskoczyło doń dwóch ludzi ze świty, podstępnie zastrzeliło i zadźgało kindżałami. Ojciec jednego z nich zawiózł potem głowę rosyjskiego dowódcy do szacha perskiego, robiąc mu tym straszną przyjemność. Co do szczegółów zabójstwa, jest zresztą kilka wersji.
Śmierć Cycjanowa nie powstrzymała jednak rosyjskiej ekspansji. W czerwcu 1806 r. Rosjanie zajęli Derbent i ruszyli na Baku. Mieszkańcy, widząc, co się święci, wyszli naprzeciw Rosjanom i pokornie prosili o przyjęcie ich w poddaństwo, na co mściciel Cycjanowa, generał Siergiej Bułgakow łaskawie się zgodził. Chan-zdrajca uciekł do Persji.
Ale Rosjan zdradził teraz chan szekijski Selim. Miał powody. Jego siostra była żoną Ibrahima-chana i zginęła owej strasznej nocy. Generał-major Niebolsin zajął jednak chanat szekijski, a Selim-chan uciekł do Persji.
Armii carskiej sprzyjały czasem typowo kaukaskie porachunki. W 1808 r. chan kubiński Szech-Ali napadł na chanat szyrwański, żeby pomścić kradzież kilku tysięcy baranów. Władca szyrwański Mustafa-chan połączył się z oddziałem podpułkownika Tichanowskiego. Razem udało im się przepędzić mściciela baranów do Dagestanu. Chanat kubiński został ostatecznie zajęty w 1809 r. Podpułkownik "zbiera czterech najbardziej szanowanych beków" i przedstawia im swoją propozycję nie do odrzucenia: "wszystkie dochody" mają trafiać "do skarbu Jego Cesarskiej Mości". Dla pewności w chanacie został jeszcze major Riepin. Miał nadzorować, czy wszystko jest w porządku. Nad "buntownikami" odbył się szybki sąd wojenny. Wyrok: zsyłka na Sybir. Dla przykładu. Mienie zesłanych trafiło jako nagroda dla tych, co się w odpowiedniej chwili "wykazali". Po tej lekcji "lud" złożył przysięgę na wierność "Jego Cesarskiej Mości".
Do generalnej kontrofensywy przeciw Persji Rosja przystąpiła na dobre dopiero po zakończeniu wojny z osmańską Turcją w 1812 r. Nowy głównodowodzący siłami rosyjskimi na Kaukazie, generał Nikołaj Rtiszczew wiosną tego roku prowadził jednocześnie wstępne rozmowy pokojowe z następcą tronu Abbasem Mirzą, ale panowie nie osiągnęli porozumienia, mimo że Rosjanin uchodził za człowieka nastawionego koncyliacyjnie.
Pawieł Dmitrijewicz Cycjanow
W październiku "bicz Kaukazu", generał Kotlariewski przeprawił się przez Araks i zaatakował obóz dziesiękrotnie liczniejszych sił perskich. Zadał im poważny cios. Do powtórki ataku doszło następnej nocy. To był decydujący moment wojny. Rozbici Persowie zaczęli się z Zakaukazia stopniowo wycofywać. Rosjanie szli dalej na południe w kierunku Lenkoranu, unicestwiając jedną trzecią armii perskiej.
Ostatnim aktem tej wojny była obrona Lenkoranu, zdobytego w końcu przez Rosjan 1 stycznia 1813 r. Persowie, już mocno zdemoralizowani stawiali jeszcze opór, ale na początku 1813 r. ruszyły rozmowy pokojowe. Persja miała na razie dość wojny. Niepokoje w Chorasanie i napięte stosunki z osmańską Turcją zmusiły szacha do podjęcia pertraktacji. 12 października 1813 r. na uroczysku Giulistan na terenach chanatu karabaskiego zawarto traktat pokojowy. Persja uznała prawa Rosji do jej zdobyczy wojennych, czyli chanatów karabaskiego, gandżyńskiego, tałyskiego, szekijskiego, szyrwańskiego, bakijskiego, kubińskiego, derbenckiego, a także do Gruzji i Dagestanu. Car rosyjski zaś zobowiązał się popierać tylko takiego kandydata do perskiego tronu, którego aktualny szach wyznaczy na swojego następcę.
W negocjacjach pośredniczył brytyjski ambasador. Wojna rosyjsko-perska stanowiła pierwszy poważny akord wielkiej gry. Armii perskiej w wojnie z Rosją pomagali na mocy umowy zawartej w 1801 r. angielscy oficerowie, dowodząc niektórymi oddziałami, szkoląc je i dozbrajając. Persowie byli całkiem pojętnymi uczniami poza jednym wyjątkiem. Za nic w świecie nie przeprowadziliby ataku w "nieszczęśliwy dzień" według perskiego kalendarza. Astrologia wciąż wygrywała z wojenną taktyką.
Portret Abbasa Mirzy (autor nieznany)
Gdy jednak Napoleon, który nota bene wcześniej także sfinansował częściowo wojnę Persji z Rosją, pomaszerował na Moskwę w 1812 r., Anglicy wycofali się z pomocy Persji. Teraz Rosji nie można było osłabiać i robić jej kłopotów - uznali. Dlaczego jednak Anglicy wyszli z założenia, że rosyjski podbój Zakaukazia uratuje Europę przed Napoleonem, pozostanie ich tajemnicą. Tyle że nagły atak rosyjski na terenie chanatu tałyskiego postawił angielskich oficerów, ludzi honoru, w niełatwym położeniu. Czy zostawiać w takiej sytuacji swojego dawnego sprzymierzeńca i ludzi, którymi dowodzili? Nie zostawili. Walczyli do końca. Gdy Rosjanie znaleźli rannego majora Christie, ten postanowił, że nie wezmą go żywcem. Zabił ich sześciu, nim zastrzelił go jeden z Kozaków.
Z pokoju zadowolona była głównie strona brytyjska. Rosjanie czuli niedosyt, a Persowie nie pogodzili się do końca z jego warunkami. W 1815 r. próbował jeszcze coś wynegocjować w Petersburgu były ambasador perski w Londynie Mirza Abdul Husajn Chan, ale wrócił z niczym. Gdy rosyjski minister spraw zagranicznych spytał na odchodnym, czy nie odczuwa zadowolenia z przyjęcia, jakie mu zgotowano, traktowania i w ogóle, odparł, że, owszem, jest mu miło, że nie zesłano go na Sybir. W 1817 r., gdy na dalsze rozmowy do Tebryzu przyjechał generał Aleksiej Jermołow (1772-1861), kolejny dowódca sił rosyjskich na Kaukazie, wielki i zwalisty chłop, wrogo pomrukujący na niemiecko-cudzoziemską klikę wśród generalicji, Abbas Mirza w pewnym momencie stracił cierpliwość, widząc, że generał unika jak ognia tematu ponownego wytyczenia granic i poirytowany stwierdził: "Jedynym celem Pana misji było chyba przywiezienie w prezencie porcelany". Jermołow miał rzeczywiście ze sobą prezenty, które miały olśnić dwór perski (porcelana to jeszcze nic!). Był przy tym strasznie nadęty i na każdym kroku uważał, by mu ktoś "nie uchybił", a jeśli poczuł się urażony, natychmiast odpowiadał różnymi złośliwostkami. Samemu zaś szachowi Fet-Alemu klarował, że jest z pochodzenia Tatarem i potomkiem samego Czyngis-chana. Szach był ponoć pod wrażeniem. Perski premier Mirza Buzurg stwierdził potem: "Widzę, że Wasza Wielmożność całkiem nieźle sobie poczyna w sztuce dworskich komplementów, ale Persów pod tym względem nikt na świecie nie prześcignie. Lecz to tylko strata czasu. Zgódźmy się obaj je sobie podarować. Tak robimy z Anglikami. Przejdźmy w końcu do interesów. Okażemy sobie w ten sposób bardziej szacunek, przechodząc otwarcie do sprawy, niż prawiąc sobie komplementy, co zabiera tylko czas. A i tak w nie przecież nie wierzymy". Jermołow jednak najwyraźniej nie chciał okazać szacunku i rozmowy nic nie przyniosły13.
* * *
Nowa wojna wisiała w powietrzu. Do Persji zbiegł władca szyrwański Mustafa-chan (1819) i chan karabaski Mechtikuli (1822). Jermołow "z przykrością" wcielił chanaty bezpośrednio do Rosji, znosząc tym samym ostatecznie władzę chanów. Podatki mieli zbierać teraz rosyjscy urzędnicy i odsyłać do Skarbu Państwa, ale w ramach "promocji" nieco je obniżono.
Wojna wybuchła w 1826 r. Po zagadkowej śmierci Aleksandra I i spisku dekabrystów Persja poczuła, że Rosja jest słaba, że można na nią uderzyć. Jermołow walczył na Kaukazie z Czeczenami, Persowie wyczuli więc swoją szansę. Oddział perski zaatakował 800-osobowy batalion rosyjski. Połowę batalionu zabito, obcinając głowy i usypując z nich piramidkę na dworze szacha w Ardebilu, a połowę pognano jako jeńców do Tebryzu.
George Dawe, portret Aleksieja Piotrowicza Jermołowa
Szyickie duchowieństwo ogłaszając świętą wojnę, liczyło, że muzułmanie Kaukazu przyłączą się do Persji w walce z "niewiernymi", a rosyjskie raporty relacjonowały wybuchy "fanatyzmu". Co gorsza dla Rosjan, wielu azerbejdżańskich muzułmanów rzeczywiście przywitało Persów jako wyzwolicieli. Miejscowe duchowieństwo muzułmańskie już wcześniej wzywało do oporu. W 1809 r. główny achund (duchowny szyicki) Gandży zgromadził wokół siebie lokalnych beków. Później pod jego przywództwem grupa 1400 rodzin dokonała hidżry i przeszła na terytorium chanatu nachiczewańskiego, gdzie nie było jeszcze "niewiernych". Do świętej wojny nawoływali też wówczas mułłowie w chanacie kubińskim.
W rezultacie do walki przystąpiły chanat karabaski, szyrwański i tałyski. W Gandży ludność całkowicie zniszczyła rosyjski garnizon.
60-tysięczna armia perska pod dowództwem Abbasa Mirzy zajęła Lenkoran, Szeki i Szemachę, po czym rozpoczęła oblężenie Szuszy. 3-tysięczny oddział jazdy pod dowództwem Husajna Kuli Chana, władcy bakijskiego przeprawił się przez Kurę i rozbił rotę Pułku Apszerońskiego. Wysłannicy ludności chanatu bakijskiego zjawili się w obozie swojego chana i zadeklarowali wolę walki z armią rosyjską. Abbas Mirza obiecał nagrody za przejście na stronę Persji. Flota perska zaatakowała od morza twierdzę bakijską.
Przerażony Jermołow wrócił co prawda do Tyflisu, ale do wojny się nie kwapił. Zastąpił go generał Iwan Paskiewicz (1782-1856), przyszły kat powstania listopadowego. Strategia? Rosjanie zdali sobie sprawę, że do zbrojnego wystąpienia nie przyłączyli się sunnici, że na nich można polegać, bo nienawidzą szyickiej Persji. Przystąpili więc do kontrofensywy. 3 września 1826 r. armia rosyjska zadała Persom druzgocącą klęskę pod Szamchorem, przejęła w wojnie inicjatywę i odzyskała Gandżę, zabijając przy tym około 1500 mieszkańców. Tysiące "buntowników" z innych rejonów ratowały się ucieczką do Persji, bojąc się krwawego odwetu.
* * *
Los chanatu tałyskiego to pasmo okrucieństw i zdrad przeplatane wątkami wschodniej opery mydlanej. Było tak: szach Fet-Ali zaproponował tałyskiemu chanowi Mir Mustafie polityczne małżeństwo. Perski następca tronu Abbas Mirza miał pojąć za żonę córkę chana Biagim Agę Chanum. Chan przyjął swaty, przysiągł na Koran dochować sojuszu, ale równocześnie wysłał poselstwo do Rosji, oddając swój chanat pod jej "opiekę" i zapraszając armię rosyjską dla "ochrony" przed Persją. Car Aleksander I wspaniałomyślnie zgodził się objąć chanat protektoratem, zachowując wszystkie prawa chana i nadając mu tytuł generała-lejtnanta, a jego synowi Mir Hasanowi - pułkownika. Chociaż "zapraszanie" Rosjan odbywało się w tajemnicy, wszystko doszło wkrótce do szacha, który postanowił surowo ukarać tchórzliwego wiarołomcę. Ukarał niestety głównie jego poddanych, bo chan Mir Mustafa zbiegł na wyspę Sary. Abbas Mirza wraz z dowodzoną przez siebie armią pewnie by go tam dopadł, gdyby w międzyczasie nie poniósł druzgocącej klęski z oddziałami generała Kotlariewskiego. Na wieść o tym Mustafa-chan czym prędzej popędził do Rosjan, zostawiając na wyspie swoją rodzinę. Kotlariewski miał wtedy wygłosić płomienną przemowę do Tałyszów: "Wojska wielkiego i wszechmocnego Cara Imperatora przyszły tu oswobodzić was z rąk Persów - waszych grabieżców. Zostańcie w waszych domach i bądźcie pewni, że wasze mienie pozostanie nietknięte. Rosjanie to nie Persowie. To nie rozbójnicy. Nie będą was grabić. Chcę tylko, by każdy, kto może nosić broń, wystąpił przeciw waszym ciemiężcom Persom, których wojska Miłościwego Cara Mojego Imperatora ukażą (...) Obiecuję też amnestię dla tych z was, którzy dali się uwieść perskim mamieniom. Takie osoby powinny się pojawić przede mną albo swym prawowitym chanem, nie lękając się kary. Słowo Rosjanina to nie słowo Persa. Rosjanin nie wie, co to tchórzostwo i nie potrzebuje kłamać"14. Ale kłamał. Do ataku na zajętą przez Persów twierdzę lenkorańską Kotlariewski nie dopuścił ludzi Mustafy-chana, nie dowierzając ani im, ani samemu chanowi. Mogli jedynie brać udział w pracach fizycznych na tyłach. Podczas oblężenia Rosjanie oddawali się w zapamiętaniu zupełnie bezsensownym okrucieństwom. Po drodze do twierdzy zabijali wszystko, co się rusza. Zakłuwali bagnetami starców, dzieci, kobiety ciężarne i karmiące piersią. Z perskiego garnizonu nie ocalał nikt. "Rosjanie to nie rozbójnicy"... Czyżby?
Kotlariewski trafił do panteonu rosyjskich generałów, otoczony czcią niczym chrześcijański męczennik, choć był raczej okrutnym bogiem wojny. Ten syn wiejskiego popa z guberni charkowskiej uczynił ze sztuki wojennej przerażającą i krwawą liturgię. Araks spłynął obficie krwią, gdy generał zabronił brać do niewoli Persów, rozkazując zadźgać ich wszystkich bagnetami i wrzucać ich ciała wraz z łupami wojennymi do rzeki. Nie wierzył w pokój z wrogiem. Liczyło się dlań wyłącznie jego unicestwienie. Miał przy tym jakiś szósty zmysł, który pozwalał mu przenikać najtajniejsze jego plany i im zawczasu przeciwdziałać. Potrafił dążyć niezmordowanie do celów, jakie sobie postawił, nie licząc się z nikim i z niczym. Chlubiąc się głęboką znajomością "azjatyckiego charakteru", wiedział, jak ważne są gesty i symbole. Gdy chan karabaski okazał lekceważenie generałowi Rtiszczewowi, Kotlariewski sam z jednym tylko Kozakiem wparował na chański dwór i, wymachując nahajką, krzyczał w miejscowym języku, że go powiesi. Nie wolno lekceważyć rosyjskiego oficera! Podczas szturmu Lenkoranu zapowiedział żołnierzom, że nie odstąpią od oblężenia bez względu na sytuację. Zwycięstwo albo śmierć! Ranny w nogę, otoczony trupami swoich żołnierzy rzucił się z okrzykiem "ura!" na mury. Wkrótce padł bez czucia i bez oka. Półmartwego zawieźli go do Tyflisu. Potem przez prawie czterdzieści lat generał nie będzie mógł wyjść zimą na świeże powietrze z powodu ran. Bez oka, z prawą stroną twarzy wykrzywioną w straszliwym grymasie i prawym uchem, z którego wychodziło prawie czterdzieści kości i kosteczek. Prawdziwy "męczennik"! Ale wtedy, podczas szturmu, żołnierze jakby nabrali wiatru w żagle. Z furią natarli na Persów, urządzając prawdziwą rzeź. Zakłuli bagnetami 4 tysiące ludzi. Nie tylko żołnierzy. Również kobiety, starców, dzieci. Kotlariewski samą swoją obecnością hipnotyzował wojsko. Rzesze ciemnych mużyków wziętych w sołdaty patrzyło nań jak na żywego boga. I robiło, co tylko rozkazał. Trafił się rów, nie było jak przewieźć broni, proszę, od razu zgłaszało się czterech ochotników, kładli się, robiąc ze swych ciał żywy most. Oddział przeszedł. Przeżyło tylko dwóch.
Czy było to zresztą aż takie poświęcenie? Perspektywa 25 lat służby zmieniała dość drastycznie optykę. Nikt nie trzymał się tak kurczowo życia.
Mustafa-chan umarł niedługo po barbarzyńskim szturmie Lenkoranu. Władzę objął po nim jego syn Mir Hasan, zatwierdzony na tronie w 1821 r. przez generała Jermołowa. Ale Rosjanie natychmiast przystąpili do dyskredytowania go w oczach poddanych, uniemożliwiając mu sprawowanie sądów. Cel był jasny: jak najszybciej znieść chanat i wprowadzić rządy bezpośrednie. W głowie młodego chana powoli rodziła się myśl o powstaniu. Niemniej zapraszał nadal regularnie do swego pałacu rosyjskich oficerów na obiady. Ci okazali wyjątkową niewdzięczność. Gdy chan wyjechał raz zebrać podatki, dwóch oficerów: Azimbel Ałchazow i major Ilinski porwali jego dwie siostry - swataną z Abbasem Mirzą Biagim Agę Chanum i Bejuk Chanum. Przy okazji obrabowali dwór. Ta pierwsza wyszła za mąż, ponoć z miłości, za Ałchazowa, a druga wyjechała z majorem Ilinskim do Petersburga, gdzie przyjęła chrzest i też wyszła za mąż za swojego porywacza. Chan Mir Hasan po powrocie był wściekły. W lipcu 1825 r. opuścił pałac, zbiegł w niedostępne lasy, gdzie organizował wojnę partyzancką przeciw Rosjanom. Do oddziałów przystawali głównie bekowie koczowniczego plemienia Szachsewanów. W listopadzie chan uciekł z resztą rodziny i towarzyszami walk do Persji. Tam zgłosił się od razu do Abbasa Mirzy. Ten przyjął go do swojej armii, puszczając w niepamięć zdradę jego ojca. Po przegranej wojnie Abbas Mirza wydał swoją córkę za syna Mir Hasana i urządził im wspaniałe wesele, bo - jak pisze tałyski historyk - "chciał zapomnieć o niepokojach i cierpieniach swojej duszy, a poza tym zapragnął oddać się rodzinnym radościom"15.
George Dawe, portret Iwana Fiodorowicza Paskiewicza
Abbas Mirza rzeczywiście miał co odreagowywać. Na początku 1827 r. Paskiewicz wraz z ormiańskim awanturnikiem Grigorijem Madatowem przegnał ostatecznie Persów z Zakaukazia i ruszył na Tebryz, zajmując po drodze chanat nachiczewański i erywański. Teraz zagrożona była sama Persja. Do Rosjan przyłączyło się plemię Kengerli. Plemię to, co prawda, chlubiło się swoją odwagą, ale tu wykazało się raczej wyjątkowym koniunkturalizmem, zdradzając słabnących Persów. Jego śladem podążyli też niektórzy bekowie z chanatu bakijskiego.
13 października 1827 r. Rosjanie wkroczyli do Tebryzu. Tu czekała ich miła niespodzianka. Największy autorytet spośród miejscowego duchowieństwa, mudżtahid Aga Mir-Fattah Tabatabai przeszedł na stronę rosyjską, wzywając wiernych, by postąpili tak samo. Nie pomogły krzyki i groźby dowódcy miejscowego garnizonu. Na Rosjan sypały się płatki róż. Tebryski duchowny przysłużył się jeszcze Rosjanom, mobilizując szyitów do walki z osmańską Turcją po stronie Rosji. W 1829 r. car Mikołaj I nada mu za wyjątkowe zasługi dla Imperium Rosyjskiego order św. Anny i kilka wsi pod Szyrwanem. Władze co prawda obawiały się, czy przyjmie on order z chrześcijańskimi wyobrażeniami i zastanawiały się, czy nie dać mu lepiej jakiegoś wspaniałego brylantu zamiast medalu, ale mudżtahid wolał order. W 1841 r. rozczarowany do Rosji opuści jednak potajemnie Zakaukazie i powrócił do Tebryzu, pozbawiony dwa lata później rosyjskiego obywatelstwa i objęty zakazem przekraczania rosyjskiej granicy.
Inni mudżtahidzi nawoływali jednak do dżihadu przeciw Rosji, choć nie przepadali za reformatorsko nastawionym Abbasem Mirzą. Na każdego szyitę nakładali obowiązek uczestnictwa w tej świętej wojnie, a władcy przyznawali prawo ściągania podatków ne cele wojskowe. Kto by się uchylał od wojaczki i płacenia podatków zyskiwał miano "heretyka" i "czciciela Szatana".
Ale na tym świecie nie ma nic za darmo. W zamian za te, jakże potrzebne szachowi i następcy tronu, deklaracje duchowni domagali się coraz większego wpływu na sprawy państwowe. Oznaczało to także prześladowania dla religijnych "odmieńców" - sufickich mistyków i nowych szkół religijnych. Niektórym alimom szach sypnął też ze skarbca dworskiego albo dopuścił ich do lukratywnych interesów. Czysty pragmatyzm. Po przegranej dwór i uczeni szyiccy zwalali winę na siebie nawzajem. Nie dziwi więc już tak bardzo postawa Agi Mir-Fattaha Tabatabaja. Był po prostu w swym pragmatyzmie konsekwentny do bólu. Uznał, że na Rosji "więcej ugra".
* * *
I znów Persowie negocjowali z Rosją pokój za pośrednictwem Brytyjczyków. Wstępne porozumienie podpisano 18 lutego 1828 r. w Turkmenczaju. Potwierdzano w nim warunki pokoju w Giulistanie. Wszystkie zbuntowane chanaty wracały do Rosji, ale już bez namiastek władzy chanów. Ponadto Persja odstępowała Rosji chanaty erywański i nachiczewański (w ciągu 6 miesięcy miała też przekazać całe archiwa i wszystkie dokumenty publiczne chanatów), ale część perskiego Azerbejdżanu z Tebryzem została przy Persji. No i kontrybucja w wysokości 20 milionów rubli. Termin spłaty: pół roku. W przeciwnym razie Rosjanie mieli zająć cały Azerbejdżan z Tebryzem. Tu znów pomocną dłoń wyciągnęli Brytyjczycy, oferując Persji subsydium.
Rosja tryumfowała. Rosja pokazywała, że nikogo i niczego się nie boi. Generał Paskiewicz wracał z 2 milionami tumanów, pierwszą ratą kontrybucji, w eskorcie zaledwie 20 Kozaków.
Granica rosyjsko-perska na Araksie okazała się trwała. Oddziela ona dziś Iran od postradzieckiego Azerbejdżanu. Rosjanie nie odważyli się wejść dalej w głąb Persji. Oczywiście, będą tam dbać o swoje wpływy, ale nie podejmą już żadnych dalszych podbojów. Dlaczego? Przecież zajęcie Persji uczyniłoby Morze Kaspijskie wewnętrznym jeziorem Rosji, jak chciał Piotr. A od strony militarnej Persja nie miałaby żadnych szans w starciu z Rosją. No, chyba że włączyliby się Anglicy. Ale niezależnie od postawy Albionu, wyprawa na Persję byłaby dla Rosji istnym szaleństwem. Już w trakcie wojny na Zakaukaziu bystre oko pruskiego orientalisty Juliusa Heinricha Klaprotha (1783-1835) dostrzegło, że Kaukaz (wyprawę sponsorował Jan Potocki) nie jest w stanie utrzymać stacjonującej tam, dużej armii rosyjskiej i zboże dla żołnierzy trzeba przywozić na statkach przez Morze Czarne do Gruzji. Nie byłoby dla Rosji żadnym problemem przerzucenie na Kaukaz dodatkowych 100 tysięcy żołnierzy w razie wojny z Persją. Ale już wyżywienie ich - tak. Gdyby oddziały rosyjskie zapuściły się w głąb Persji na dłuższą wojnę, błądząc po górach i pustyniach, powymierałyby zapewne z głodu. Przewidział też przenikliwie Klaproth, że górale kaukascy zwiążą ręce Rosji na północy, angażując ją w długoletnią i kosztowną wojnę, która z pewnością ostatecznie uratuje Persję przed rosyjskim atakiem16.
ZAMIAST WSTĘPU, CZYLI WRESZCIE SAM NA SAM Z GRUZJĄ
"HISTORIA GRUZJI JAWI SIĘ jako nieprzerwany ciąg trwających od wielu wieków wojen. Niemniej jakże piękny i cudowny jest blask tego ludu, blask, którego gwiazdą jest Święta Nino. Jakąż aurę roztacza szczyt chwały, z którego widać takich monarchów jak Dawid i Tamara. (...) Czy rola, jaką pełniła Gruzja, kończy się wraz z przyłączeniem do Rosji? Nie, albowiem zrodziła ona pokolenia bohaterów, poetów i geniuszy. W ten sposób uczyniła ona swoje tradycje nieśmiertelnymi, bo jej dusza składa się z szaleńczej odwagi i poezji. Jej rolą będzie przeto błyszczeć niezrównanym blaskiem, gdyż jest ona najpiękniejszym klejnotem w carskiej koronie. Klejnot ten - jak się zdaje - wykonano z rubinów. Łączą one w swych barwach jasnoczerwony blask wina i tętniące życiem szlachectwo krwi dzieci Iberii. To krew pokoleń, która płynęła i zawsze będzie płynąć w żyłach wojowników, bohaterskich obrońców ziemi ojczystej i poetów opiewających chwałę i piękno swego kraju. A wino gruzińskie, najstarsze na świecie, wynalazł jeszcze Noe, gdy opuścił swą arkę na górze Ararat. Na niebie Gruzji zaś rozbłysnęła pierwsza tęcza. Odtąd jej żyzna i błogosławiona ziemia porośnięta jest winoroślą. A zamieszkują ją najpiękniejsze z ludzkich dzieci" - pisał rozegzaltowany francuski archeolog i podróżnik Amour Auguste Louis Joseph Berthelot, baron de Baye (1853-1931) w swych wspomnieniach z misji po Imeretii odbytej pod koniec XIX w. Baron miał niegdyś obsesję: klejnoty Merowingów. Szukał ich po całym świecie, do czasu aż w Rosji zainteresował się ceramiką. Od lat 90. do wybuchu Wielkiej Wojny wiele podróżował po państwie carów, dokumentując swoje wojaże wspaniałymi fotografiami. I tak oto baron odnalazł klejnot nie w koronie Merowingów, ale Romanowów. Najpiękniejszy klejnot w carskiej koronie - Gruzję1.
Synagoga w Oni (Racza), wzniesiona w 1895 r. na wzór jednej z bożnic warszawskich (której?) fot. J. Rohoziński
Klejnot ów kryje w sobie także ślady polskości. Natrafia się na nie w najmniej spodziewanych momentach, w miejscach zupełnie egzotycznych. Podam kilka przykładów. Przechadzam się po słynnej piwnicy do składowania wina w kachetyjskim Cinandali, którą sprawił sobie ojciec gruzińskiego romantyzmu, książę Aleksander Czawczawadze (1786-1846). Pierwsza taka w Gruzji. I co widzę? Najstarszym alkoholem jest... polski miód pitny, rocznik 1814. A teraz coś z zupełnie innej beczki. Jadę do Oni, stolicy przepięknego regionu Racza. Na końcu miasta synagoga. Stoi dumnie u podnóży ośnieżonych szczytów Kaukazu. Żydów zostało tu już tylko kilku. Idę do miejscowego muzeum, i co słyszę? Bożnicę postawiono w 1895 r. na wzór jednej z warszawskich. A gdzie urodził się w 1885 r. Władysław Raczkiewicz, pierwszy Prezydent RP na uchodźstwie? W Kutaisi. Tak, proszę Państwa, ojciec przyszłego prezydenta - sędzia Józef Raczkiewicz - był synem powstańca styczniowego, któremu po zakończeniu zsyłki nakazano osiedlić się na terenie Kaukazu. Historia Gruzji zatem to także historia Polski, czy też ściślej rzecz biorąc, historia Polaków.
Akt chrztu urodzonego w Kutaisi prezydenta RP na uchodźstwie Władysława Raczkiewicza, Narodowe Archiwa Gruzji
Kutaisi, katedra pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, gdzie chrzczony był prezydent Władysław Raczkiewicz (obecnie jest tam świątynia prawosławna). fot. J. Rohoziński
Po książce Bawełna, samowary i Sartowie. Muzułmańskie okrainy carskiej Rosji 1795-1916 moim obowiązkiem było napisać o Gruzji pod panowaniem rosyjskim. Zwłaszcza że w międzyczasie miałem szczęście mieszkać i pracować w tym kraju. Co tu dużo mówić? Mnóstwo niesamowitych przeżyć, przebogata gama estetycznych doznań i głębokich wzruszeń. Tamta publikacja pomijała gruzińską historię, koncentrując się przede wszystkim na muzułmanach, a także Ormianach (ale już nie tyfliskiej burżuazji) i rosyjskich siektantach. Miasta, regiony i ziemie gruzińskie pojawiały się czasem na jej kartach jedynie jako dopełnienie ilustracji szerszych zjawisk w skali ogólnozakaukaskiej. Niektóre problemy strukturalne, takie jak charakter rosyjskiej ekspansji na południe, jej geopolityczne uwarunkowania, rosyjski model administracji i "misji cywilizacyjnej" na okrainach opisane są w Bawełnie... i nie ma sensu tutaj tego wszystkiego powtarzać. Ale już takie kwestie jak styl zarządzania poszczególnych namiestników i głównodowodzących, urzędujących przecież (przynajmniej w teorii) w Tyflisie - stolicy całego Kaukazu, czy też rola kompleksu górniczo-metalurgicznego w aneksji Gruzji (czynnik nieobecny w przypadku innych rejonów "podbrzusza" Imperium Rosyjskiego), wymagały przyjrzenia im się bliżej.
Ze źródłami jest podobnie jak w Bawełnie - to rosyjskie dokumenty, memuarystyka, opisy etnograficzne i statystyczne, dla zbalansowania narracji oddaję czasem głos miejscowym albo przyjezdnym cudzoziemcom. Nieocenione są "Akty zebrane przez Kaukaską Komisję Archeograficzną" - wydawnictwo ciągłe i seryjne, publikujące najważniejsze dokumenty oficjalne Gruzji rosyjskiej i przedrosyjskiej. Korzystam oczywiście też z badań historyków gruzińskich, abchaskich, rosyjskich i polskich, czasem zachodnioeuropejskich i amerykańskich. Wśród tych ostatnich należy wymienić dwóch herosów historiografii Gruzji: Ronalda Grigora Suny'ego (ormiańskiego pochodzenia) i Stephena F. Jonesa. Na szczególną uwagę zasługują też Brytyjczycy: John Frederick Baddeley, którego praca The Russian Conquest of the Caucasus z 1908 r. wciąż pozostaje bezkonkurencyjna, i dwaj wielcy znawcy przedrosyjskiej Gruzji - David Marshall Lang oraz William Edward David Allen. W Polsce warto przede wszystkim zaglądać do wydawanego przez Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego periodyku Pro Georgia, którego redaktorem naczelnym jest Dawid Kolbaja. Jednym z ojców założycieli tego czasopisma jest nestor badań nad związkami polsko-gruzińskimi, etnograf, prof. Andrzej Woźniak.
Książka ta jest w pewnym sensie uzupełnieniem Bawełny, samowarów i Sartów. Gorąco zachęcam zatem także do lektury tamtej. Jeśli kogoś przerażą jej pokaźne rozmiary, niech wyszuka sobie jakiś fragment i resztą się nie przejmuje. Najpiękniejszy klejnot w carskiej koronie zaś, jako - było nie było - uzupełnienie, do "cegły" nie miał już prawa się rozrosnąć. Gruzini ze swą wspaniałą cywilizacją, której narodziny staram się przybliżyć w niewielkiej książeczce Początki państw. Gruzja (Wydawnictwo Poznańskie, 2016) zasługują, by potraktować ich osobno, nie wrzucać do jednego worka z innymi narodami zakaukaskimi, czy też - tym bardziej - środkowoazjatyckimi. Gruzja wszak to "najpiękniejszy klejnot w carskiej koronie". Wyciągam go z niej, obracam w palcach, oglądam i podziwiam. Nie chcę się rozpraszać, kierować uwagi na inne rzeczy. Wolę zostać sam na sam z tym szlachetnym kamieniem. Czytelnik też niech pozostanie z nim t?te-a-t?te. Oczywiście, rosyjskie trolle, buszujące po naszym internecie, nie podarują. Będą zbierać "haki", dziergać swoje "kompromaty". Zrobią wszystko, żeby obrzydzić to intymne obcowanie z prawdziwą historią Gruzji. Nie dajmy im się!
W TURECKO-PERSKICH KLESZCZACH
W EPOCE NOWOŻYTNEJ GRUZJA - tak jak w późnej starożytności - staje się wielkim polem nigdy nierozstrzygniętej bitwy między dwoma mocarstwami regionalnymi: tym razem Turcją Osmanów i szyicką Persją Safawidów. Pokój podpisany w 1636 r. między rywalami ustala ostatecznie podział stref wpływów. Gruzja wschodnia (Kartlia i Kachetia) przypada Persji, a Gruzja zachodnia (Imeretia, Megrelia, Guria i Meschetia) - Turcji. Granicę stanowią Góry Suramijskie (Lichi). Turcy zamykają Morze Czarne i wprowadzają tam monopol handlowy, co mocno odizoluje zachodnią Gruzję od Europy i świata. Kartlia z Kachetią dostają się zaś w orbitę perskiego systemu kaspijskiej strefy wolnego handlu i znacznie lepiej na tym wychodzą.
Ale panowanie perskie miewało także swoje mroczne strony: "dyscyplinujące" najazdy urządzane przez szacha Abbasa I i jego następców, po których najechane ziemie z trudem dochodziły do siebie. Gdy w latach 40. XVII w. odwiedzili je dwaj carscy wysłannicy - książę Jewfim Mieszecki i diak Iwan Kliuczariew - zastali kraj w stanie ruiny: "W części swych włości przylegających do Tyflisu król Tejmuraz włada tylko dwoma zamieszkanymi miejscami, to Kyzik i Marthop, a gdzie indziej jest ich bardzo mało. (...) w ziemi gruzińskiej nie ma miast. Może były tam wcześniej, ale szach wszystkie je zniszczył. (...) Ziemie uprawne porosły lasem. (...) Szach toczył wojnę przeciw Gruzinom wielce bezwzględnie. Dosłownie zrównał z ziemią kościoły i klasztory, miasta i wsie, domy z drewna i z kamienia. Pałace są teraz w ruinie i nie można ich odbudować. Król Tejmuraz długo nie zabawi w jednym miejscu, lecz przenosi się z jednej wsi do drugiej".
Ów monarcha-tułacz dramatycznie rozglądał się na wszystkie strony za jakąś pomocą zewnętrzną. Wysłał z tajnym poselstwem do Rzymu, Neapolu i Madrytu mnicha bazylianina Nikolosa Irubakidze-Czolokaszwili, nazywanego potem Nikiforem Irbachem albo don Niceforo Irbakisse. Gruzin usiłował namówić papieża Urbana VIII i króla Filipa IV do wspólnych działań przeciw Wielkiej Porcie, do "sojuszu dwóch Iberii", czarując swych rozmówców, że Tejmuraz jest katolikiem. Sam zresztą Nikifor, do tej pory katolicki mnich obrządku greckiego, przyjął w Hiszpanii rzymski katolicyzm, bo już w tej sytuacji nie wypadało mu inaczej. Do wojny nikogo nie namówił, ale w efekcie jego poselstwa katolicka Europa zbliżyła się do Gruzji, a Gruzja do Europy. W Rzymie wydano pierwsze książki po gruzińsku (1629), a misjonarze teatyńscy pojawili się u podnóży Kaukazu.
Tęsknym wzrokiem spoglądał Tejmuraz na "bratnią w wierze" Moskwę. Do cara Aleksego pisał: "Ja, sługa Twój, Tejmuraz król ziemi iwerskiej, biję mnóstwo pokłonów przed najwyższym Twym carskim tronem i modlę się do Pana naszego Jezusa Chrystusa o opiekę i ochronę wielkiego Twego królestwa. Oby Pan Bóg ukorzył przed podnóżkiem nóg Twych wroga Twego wszelakiego i odstępcę". W 1658 r. Tejmuraz udał się nawet do Moskwy szukać pomocy u cara Aleksego. Ale wielki car nie pomógł biednemu Tejmurazowi. W końcu sponiewierany i uwięziony w Astarabadzie przez szacha Abbasa II, odrażającego zboczeńca i pijaka, nota bene po matce pół-Czerkiesa (oto jak kaukaskie cnoty degenerowały się na orientalnym dworze!), umarł w mniszych szatach (1663), a rodacy sprowadzili jego ciało do katedry w Alawerdi i tam je pochowali.
W drugiej połowie XVII w., gdy w Persji słabła władza centralna, Kartlia i Kachetia zarządzane (1656-1722) przez dziedzicznych namiestników szacha z rodu muchrańskiego (odgałęzienia Bagratydów, prastarego rodu królewskiego, zajmującego zamek Muchrani nad rzeką Aragwi) osiągnęły znaczny stopień niezależności. Lata wewnętrznego pokoju i stabilizacji zaowocowały tam pomyślnym rozwojem gospodarczym. Wschodnia Gruzja złapała drugi oddech. Ród namiestniczy przyjął islam, uczestniczył w dworskich intrygach i sporach teologicznych w łonie perskiego szyizmu, ale jednocześnie fundował kościoły i klasztory. Stołeczny Tyflis niewiele się wtedy różnił od miast perskich i innych ośrodków muzułmańskich na wschodnim Zakaukaziu.
Irakli II, anonimowy portret
Upadek dynastii Safawidów w Persji (1722) zachwiał jednak bipolarną równowagą na Kaukazie i pociągnął za sobą prawdziwą erupcję anarchii. Turcy walczyli z Persami, Bagratydzi kachetyjscy z muchrańskimi, wojna domowa toczyła się także w Imeretii, na Kachetię najeżdżali Lezgini i inni górale, a jakby tego było mało, Piotr Wielki podjął awanturniczą wyprawę na wybrzeże kaspijskie. Kontrakcja Persji za Nadira Szaha (1688-1747) okazała się tylko krótkim epizodem, który nie położył kresu anarchii w samej Persji, za to dla Gruzji był niezwykle bolesny i kosztowny.
Na szczęście druga połowa XVIII w., a zwłaszcza panowanie króla Herakliusza (Iraklego) II z kachetyjskiej linii Bagratydów (1762-1798) to czas udanego zaleczenia ran, ba, nawet chwilowego odrodzenia. To był "one-man show" wedle określenia brytyjskiego historyka Williama Edwarda Davida Allena. "Moi en Europe, et en l'Asie l'invincible Hercule" - miał ponoć stwierdzić pruski monarcha Fryderyk Wielki. To nie będzie co prawda tak do końca państwo gruzińskie, a raczej wielonarodowa federacja zakaukaska, próba odtworzenia wspaniałego dzieła Dawida Budowniczego z wieków średnich. Geopolityczny sens miało bowiem tylko opanowanie całego Kaukazu, nie jego części, doliny czy wąwozu zamieszkanego przez dane plemię. Irakli, tak jak Dawid, doskonale rozumiał, że tylko cały Kaukaz pod względem handlowo-gospodarczym i militarno-strategicznym stanowił określoną całość. Jego poszczególne części przedstawiały niewielką wartość. Wystarczy, że którąś z krain zaczną omijać szlaki handlowe, przesuną się gdzieś na północ albo na południe i już region ten popada w izolację, marnieje. Wielcy tego świata, Bizancjum i Persja, potem Bizancjum i Kalifat, jeszcze później osmańska Turcja i safawidzka Persja, zwarci w klinczu, nie mogli zapanować nad całym Kaukazem, dlatego interesowało ich głównie, by nie opanował go rywal. Budowali tam twierdze, organizowali strefy buforowe i nic ponadto, bo posiadanie części tak naprawdę niewiele dawało. A dla kaukaskich monarchii rozszerzenie granic do brzegów Kury i Araksu na południu i przedkaukaskich równin na północy stwarzało nadzieję na ograniczenie do minimum zależności własnych systemów komunikacyjnych od warunków zewnętrznych. Dawało nadzieję pomyślnego rozwoju na swoich warunkach. Irakli zdołał sobie podporządkować tereny od Gór Suramijskich (Lichi) do Dagestanu i od Wąwozu Darialskiego do Nachiczewania, a sercem jego państwa stał się Tyflis, gdzie wciąż dominował żywioł ormiański, perski i azerbejdżański. Gruzińsko-abchaskie ziemie na zachód od Gór Lichi, targane permanentną wojną domową, pozostawały poza jego kontrolą, choć starał się tam kiedy tylko się dało interweniować. Dochody czerpał nowy Dawid Budowniczy głównie z kontroli nad szlakami handlowymi, porządkując system monetarny. Przeznaczał je potem na tworzenie i rozwój nowoczesnej armii na wzór europejski, choć złożonej głównie z najemników czerkieskich, kałmuckich, nogajskich, osetyjskich, chewsurskich, lezgińskich i pszawo-tuszyńskich. Szło nowe - regimenty, artyleria, próby wprowadzenia stałego, okresowego zaciągu ludności. Siłami tymi Irakli starał się trzymać w ryzach kurdyjskich koczowników i górali kaukaskich, ale nie był w stanie do końca opanować procesów dezintegracji społecznej i feudalnej anarchizacji. Musiał także stawiać czoła intrygom odsuniętych od władzy muchrańskich Bagratydów. Udało mu się jednak przekonać do swych pomysłów pochodzącego z tej linii katolikosa Antona oskarżanego o sympatie prokatolickie, który powrócił z emigracji w Rosji i pomógł odbudować uniwersytety w Tyflisie i Telawi. Sprawne zarządzanie i dyplomację zapewniali mu zaś licznie skupieni na dworze Ormianie.
Traktat georgijewski, ilustracja z Życia Gruzji, wyd. B.S. Esadze, druk Kancelarii Namiestnika J.C.W. na Kaukazie, 1913
Wszystko to pięknie - powie ktoś - ale monarcha ten przecież utorował drogę Rosji do przejęcia ziem wschodniej Gruzji. To prawda. Lecz czy miał inne wyjście? Irakli miał całkiem bogatą, zdywersyfikowaną wizję potencjalnych sojuszy: Austria, Francja, Wenecja, Sardynia. Jednak nic z tego nie wyszło. Niektórzy z jego posłów w ogóle nie dotarli tam, gdzie powinni, innych potraktowano jak kosmitów, a wieści o samych próbach zabiegów dyplomatycznych dotarły na dwór osmański i perski. I wtedy pozostała już w zasadzie tylko Rosja. Irakli kusił Katarzynę gruzińskimi winami, rudami metali, zastrzykiem nowych podatków dla rosyjskich finansów, byle tylko wzięła go "pod opiekę". Wreszcie w 1783 r. caryca łaskawie wyraziła zgodę na przyjęcie Kartlii i Kachetii pod swoje opiekuńcze skrzydła. Traktat podpisano w twierdzy georgijewskiej 24 lipca 1783 r. Na dokumencie podpisy złożyli generał Paweł Potiomkin (1743-1796), który otrzymał szerokie pełnomocnictwa od monarchini, oraz ze strony gruzińskiej generał adiutant króla książę Garsewan Czawczawadze (1757-1811) i zięć króla Ioane Bagration-Muchrański (1755-1801). Kartlia i Kachetia na mocy traktatu rezygnowały z samodzielnej polityki zagranicznej, zgadzając się także, by następców Iraklego zatwierdzał car rosyjski. Kraj utrzymał natomiast prawo do rządzenia się po swojemu w polityce wewnętrznej i do zachowania niektórych atrybutów niezawisłego państwa, np. do bicia własnej monety z godłem Kartlii-Kachetii, ponad którym widniał jednakże dwugłowy orzeł rosyjski. Rosja zobowiązywała się zaś do ochrony niepodległości Gruzji przed atakami ze strony Persji, Turcji i górali kaukaskich. Na terenie kraju miały przebywać oddziały rosyjskie w sile 4 tys. ludzi i czterech dział. Owszem, wkroczyły do Gruzji w listopadzie 1783 i pomogły w odparciu kolejnego najazdu Lezginów. Jednakże w 1787 r. chyłkiem je wycofano2.
Anonimowy portret księcia Garsewana Czawczawadze
* * *
Tłamszona w XVII i XVIII w. przez Imperium Osmańskie i Persję Gruzja łaknie kontaktów ze światem zewnętrznym. Pragnie się modernizować. Pożąda wszelkich nowych impulsów, nauk, inspiracji. Co istotne zaczyna ich szukać także w świecie katolickim, na Zachodzie. W Rzymie z pras Drukarni Kongregacji Propagandy Wiary schodzą pierwsze książki drukowane (częściowo) w alfabecie gruzińskim: Słownik gruzińsko-włoski oraz Gruziński alfabet z modlitwami. Obie przeznaczone dla misjonarzy. Kto wie, czy w XVII stuleciu nie była realna unia Gruzji z Rzymem?
W swych dążeniach modernizacyjnych nie odwraca się jednak Gruzja od świata prawosławnego. Pozbawiony tronu i nominalnie nawrócony na islam król Imeretii Arczil II (1647-1713), zdolny historyk i poeta, dwoi się i troi, by założyć pierwszą na ziemiach gruzińskich drukarnię. O pomoc zwraca się najpierw do patriarchy Jerozolimy Dosyteusza II (1641-1707), który reagował alergicznie na wszelkie wpływy katolickie i protestanckie. Prosi też o nią podróżującego po Rosji burmistrza Amsterdamu Nicolaesa Witsena (1641-1717), znanego speca od sztuki drukarskiej i kartografii. Dostaje wreszcie zezwolenie na osiedlenie się w Moskwie i tam uzyskuje pozwolenie Piotra I, by otworzyć przy Moskowskoj sinodalnoj tipografii drukarnię gruzińską. Przydaje się wszechobecny wówczas w Rosji zagraniczny know-how i porady Witsena. Jednak w 1688 r. Arczil opuszcza Moskwę, by odzyskać tron imeretyński. Zabiera z sobą w charakterze nadwornego lekarza Niemca Dreschera, który sporządzi słowniczek języków kaukaskich i podaruje Witsenowi, a ten z kolei opublikuje go w drugim wydaniu swej relacji Północna i wschodnia Tataria. Arczilowi tymczasem nie powiedzie się próba odzyskania tronu. W 1699 r. wraca do Rosji, gdzie może znowu zająć się sprawą drukarni. W 1705 r. ukazuje się wreszcie drukiem pierwsza gruzińska książka w Rosji: Dawitin ("Psalmy Dawida").
Na razie więc to Moskwa staje się ważnym ośrodkiem kultury gruzińskiej. Ale już trzy lata później z inicjatywy króla Kartlii Wachtanga VI powstanie pierwsza drukarnia na ziemiach gruzińskich, ba, na Kaukazie. Tutaj pomoc okazuje prawosławne duchowieństwo Wołoszczyzny, gdzie metropolitą był Gruzin Antimoz Iwerieli (Antym Iberyjczyk, 1650-1716), człowiek licznych talentów i wielkiej wiedzy, jako 16-latek wzięty do niewoli przez Turków i sprzedany na bazarze w Konstantynopolu, gdzie wykupił go Dosyteusz II. To właśnie głównie dzięki Antymowi w roku 1709 miało miejsce wiekopomne wydarzenie: wydano pierwszą drukowaną książkę w Gruzji - Ewangelię. Typografia działała do najazdu tureckiego w 1723 r. Jej nakładem ukazało się 20 książek (z czego cztery dwukrotnie), w tym arcydzieło Szoty Rustawelego Witeź w tygrysiej skórze (1712), obłożone potem kościelną cenzurą. Na szczęście udało się ukryć przed najeźdźcami sprzęt i gdy kraj trochę odetchnął, drukarnia w 1749 r. wznowiła działalność.
Stało się tak głównie dzięki wysiłkom króla Iraklego II i reformatorsko nastawionego katolikosa Antona I (1720-1788), ogłoszonego później przez sobór Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego heretykiem za sprzyjanie katolickim misjonarzom (głównie kapucynom). Rosyjski konsul w Enzeli z satysfakcją odnotowywał w marcu 1756 r. powstanie gruzińsko-ormiańskiego sojuszu zwróconego przeciwko katolickim misjonarzom (czy nie była to przypadkiem intryga samej Rosji?). "Przybyły tu niedawno z Tyflisu Gruzin Dawid Zugrabow oznajmił mi, że gruziński patriarcha Anton (...) został pozbawiony swego stanowiska i zesłany do jednego z klasztorów jako zarażony papieską herezją (...). Tejmuraz-chan i syn jego Irakli, dowiedziawszy się o tym (...) zebrali wszystkich archiejerejów z okolicy i oddali całą sprawę ich sądowi, ci zaś zgodnie z relacjami swych zwierzchników, że Anton na pytanie o swe związki z rzymskim Kościołem nie okazał żadnego wstydu, (...) wspólnym wyrokiem pozbawili go patriarszego stolca, a sprzyjających mu biskupów, hieromonachów i ormiańskiego księdza obłożyli klątwą. Rzymskich zaś ojców, ilu ich nie było, (...) wyprowadzili do tureckich granic, ażeby pod żadnym pozorem nie mogli oni ani żadni inni już w Gruzji osiedlić się i rozpusty żadnej w prawach gruzińskich i ormiańskich czynić, i zawarli z Ormianami pod sankcją anatemy traktat o nie wpuszczaniu ich. A co do nawróconych na rzymską religię ludzi z obu tych nacji, to dla Gruzinów wyznaczono duchownych gruzińskich, a dla Ormian - ormiańskich, by sprowadzili ich z powrotem na łono dawnej wiary".
W efekcie u progu rosyjskiego panowania bilans otwarcia dla katolicyzmu w Gruzji nie wyglądał imponująco. W styczniu 1802 r. generał Iwan Łazariew raportował głównodowodzącemu na Kaukazie generałowi Karlowi von Knorringowi: "Obecnie w Gruzji są dwa kościoły katolickie - jeden w Tyflisie, drugi w Gori, które zbudowali w 1735 r. obecni tu wcześniej ojcowie (...) na miejscach należących do katolików, ale król Tejmuraz odebrał im je pod zarzutem, że były patriarcha gruziński Anton jakoby pod wpływem ojców zamierzał przyjąć wiarę katolicką. Od tej pory katolicy nie mają tu żadnych kościołów, choć wielokrotnie poprzedni królowie obiecywali im je oddać, i swoje nabożeństwa odprawiają po domach. Zgodnie z wyliczeniami ojców, katolików żyje teraz w Gruzji pięciuset, z czego trzystu w Tyflisie i dwustu w Gori. Poza tym jest jeszcze trochę rodzin zamieszkujących pobliskie wsie, ale nie wiadomo ile. Większość tutejszych katolików wywodzi się z Ormian, którzy po przyjeździe pierwszych Partów do Gruzji (co było około 1200 lat temu) przyjęli wiarę katolicką. Druga część to Ormianie, którzy wyjechali z Turcji, osiedlili się tutaj i część z nich przyjęła wiarę katolicką".
Tymczasem to właśnie w siedzibie "zarażonego papieską herezją" patriarchy Antona stanęły początkowo prasy drukarskie. Anton opracował podręcznik gramatyki języka gruzińskiego i ustalił zasady gruzińskiej ortografii. Przetłumaczył także na gruziński jeden z europejskich podręczników fizyki, wprowadzając tym samym do swej ojczystej mowy fachową terminologię naukową. Nakładem drukarni, w której sukcesywnie wymieniano stare prasy i czcionki na nowsze, do 1795 r. ukazało się ponad 20 kunsztownie wydanych tytułów. Po najeździe perskim drukarnia właściwie już się nie podniosła. Niby wznowiła działalność po przyłączeniu wschodniej Gruzji do Rosji, ale drukowano tam coraz mniej i w 1819 r. zaprzestała działalności. Przed Persami zbiegł z Tyflisu do Kutaisi doświadczony drukarz, kierujący przed pożogą 1795 r. pracą typografii, Giorgi Pajczadze. Został on przyjęty na dworze króla imeretyńskiego Solomona II, który w 1799 r. wysłał go do Moskwy, by przywiózł ile się da sprzętu z działającej tam już drukarni gruzińskiej. W rezultacie rok później w Kutaisi ukazują się drukiem, jak niegdyś w Moskwie, Psalmy Dawida. W 1809 r. drukarnię przeniesiono z Kutaisi do wsi Cechi, a stamtąd do Saczchere, posiadłości książąt Zuraba i Grigola Ceretelich, skąd w 1820 r. prawdopodobnie znów powróciła do stolicy Imeretii3.
Gdy mówimy o kulturalnych osiągnięciach tego okresu, grzechem byłoby nie wspomnieć o księciu Wachusztim Bagrationim (1695/6-1758), nieślubnym synu króla Wachtanga VI, edukowanym m.in. przez włoskich teatynów (zakon misjonarzy), największym chyba erudycie w gruzińskich dziejach. W latach 1744-1745 na emigracji w Moskwie, gdzie wraz z carycą Elżbietą, Michaiłem Łomonosowem i "mecenasem rosyjskiego Oświecenia" Iwanem Szuwałowem zakładał Uniwersytet Moskiewski, książę ukończył swe opus magnum - Historię (Życie) Gruzji (Sakartwelos cchowreba). Dzieło to składa się z dwóch części: historycznej i geograficznej. Ta pierwsza stanowi pierwszą w dziejach Gruzji próbę krytycznych badań nad historią kraju. Znalazły się w niej tablice chronologiczne i genealogiczne, obszerny wybór źródeł składających się na Życie Kartlii, wreszcie wspaniałe mapy, które zebrane potem w atlas okazały się prawdziwą sensacją w Europie i wielu podróżnikom służyły jako przewodniki. Część druga nosi tytuł Geograficzne opisanie królestwa Gruzji i dzieli się na pięć części nawiązujących do administracyjno-regionalnych podziałów, poprzedzonych wstępem na temat gruzińskich obyczajów. Rozdrobnienie polityczne Gruzji - to właśnie nie dawało spać spokojnie Bagrationiemu - a próba jego przezwyciężenia stanowi myśl przewodnią pracy. Dzieło gruzińskiego królewicza przełożył na francuski orientalista znad Sekwany Marie-Félicité Brosset, działający najpierw w Petersburgu, a potem w Tyflisie4.
***
Epoka ta w dziejach Gruzji miała także swoje ciemne strony. W XVII i XVIII w. ziemie gruzińskie wyludniały się, a ich mieszkańcy trafiali do krajów muzułmańskich. W zasadzie nie było to nic nowego. Ludźmi handlowano na Kaukazie od niepamiętnych czasów. Już biblijny prorok Ezechiel (Ez 27,13) wypomina, że Tubal i Mesech, od którego wywodzą swoje pochodzenie Gruzini i Ormianie, "dostarczali Tyrowi niewolników". Grecki historyk Herodot wspomina o daninie z młodych chłopców i dziewcząt składanej Persji przez Kolchów. Bizancjum zaś gustowało i w abchaskich eunuchach, i w żołnierzach. W VI w. eunuch Eufrates Abasgos zrobił imponującą karierę na dworze w Konstantynopolu jako działacz kościelny, z czasem wręcz główny finansista państwa, który także otworzył szkołę dla dzieci z abchaskiej arystokracji, a potem "pilotował" chrystianizację Abchazji. Osobista ochrona Justyniania składała się m.in. z abchaskich łuczników, w Egipcie z kolei od początku V w. stacjonuje oddział jazdy abchaskiej - "pierwsze skrzydło Abchazów" (Ala prima Abasgorum).
Co potem? Mijały kolejne stulecia, zmieniały się dynastie, organizmy polityczne i religie panujące. Nie zmieniało się tylko jedno: nie malał popyt na kaukaskich niewolników. Don Juan de Persia (Orudż Bek Bajat, 1560-1604), perski poseł na dwór króla hiszpańskiego, który przyjął katolicyzm, podaje np., że szach Abbas I po objęciu tronu sformował od razu swoją gwardię osobistą złożoną z 12 tys. "gruzińskich renegatów". Tak, bywały za jego panowania błyskotliwe kariery dworskie i wojskowe Gruzinów, którzy przyjęli islam. W żyłach wielu przedstawicieli dynastii safawidzkiej płynęła przecież gruzińska krew. Pozostałością po pięciu falach perskich deportacji z Kachetii i Kartlii zapoczątkowanych przez Abbasa będzie społeczność Gruzinów-szyitów z irańskiego Fereydunshahr w górach Zagros, 150 km na zachód od Isfahanu i niewielkie jej skupiska w Chorasanie i Mazandaranie. Przyjęli oni islam w wersji szyickiej, ale zachowali swój język (dialekt gruzińskiego nazywany fereidnuli). Co ciekawe, ci Gruzini, którzy się nie zislamizowali i pozostali chrześcijanami - jak wszystko na to wskazuje - zatracili swój język i ulegli armenizacji, asymilując się z ormiańskimi sąsiadami, też przymusowymi przesiedleńcami.
Wielkim symbolem gruzińskiego oporu wobec przymusowej islamizacji stanie się męczeństwo królowej Kachetii Ketewan w 1624 r., fakt znany w katolickiej Europie dzięki relacji portugalskich augustianów, z którymi prawosławna monarchini pozostawała w bardzo dobrych stosunkach. Temat uwieczni w swym dramacie Katharina von Georgien (1657) wybitny przedstawiciel śląskiej szkoły poetyckiej, urodzony w Głogowie Andrea Gryphius (1616-1664). Okrutna ta historia rozegrała się w Szyrazie, stolicy prowincji Fars. Gubernatorem był tam wtedy Imam Kuli Chan (zm. 1632) z gruzińskiej rodziny Undiladze. Portugalscy mnisi nocą wykradli szczątki męczennicy. Trzy lata później trafią one do kaplicy klasztoru św. Augustyna w indyjskim porcie Goa, gdzie pod koniec pieriestrojki badali je natchnieni renesansem narodowej świadomości gruzińscy archeologowie. Część relikwii powędrowała też do soboru katedralnego w Alawerdi i do Rzymu. Na ziemiach gruzińskich cnoty królowej wychwalał w pismach hagiograficznych i hymnach mnich z kachetyjskiego klasztoru Dawida Garedży Grigol Doderkeli-Wachwachiszwili. W Europie historię jej męczeństwa na dobre rozpropaguje przede wszystkim francuski podróżnik kawaler Jean Chardin, który w latach 70. XVII w. odwiedził Persję. To na jego opisie bazował szkocki poeta William Forsyth (1818- -1879) w swym wzniosłym poemacie The Martyrdom of Kelavane (1861). Drugim słynnym męczennikiem za szacha Abbasa I był kartlijski król Luarsab II (1622), którego żywot spisał na początku XVIII w. katolikos Besarion (zm. 1738). Monarcha ten poddał się sam, by uchronić swe królestwo przed perskim najazdem. Nic nie pomogły tu mediacje cara Michała I Fiodorowicza. Abbas był nieubłagany: islam albo śmierć.
Gruzińscy władcy starali się jakoś chronić substancję narodową na podległych sobie terenach. Król Kartlii Simon I Wielki (1537-1603/1611) miał nałożyć na każde gospodarstwo chłopskie specjalny podatek przeznaczony na wykup Osetyjczyków, Czerkiesów i innych górali kaukaskich, by ich potem posyłać "w zastępstwie" jako wymagany kontyngent niewolników do Persji. Gdy w 1599 r. Simon zakuty w łańcuchy trafi przed oblicze Mehmeda III w Stambule, by umrzeć potem w murach twierdzy Yedikule, szczęśliwy sułtan wyda ponoć rozkaz: "Nakazuję rozłożyć dywany we wszystkich moich włościach, od Maroka po Morze Kaspijskie i od Kaukazu po Zatokę Perską, by przez trzy dni świętować uwięzienie króla Simona". Później obowiązkiem dostarczania niewolników na dwór perski monarchowie kartlijscy obłożyli także tureckich nomadów koczujących w stepach borczalińskich. Prawa gruzińskiego Kościoła włączone do Kodeksu Wachtanga nakładały ekskomunikę na każdego, kto sprzedawał niewolników muzułmanom. Sam zresztą Wachtang VI miał sprzedawać do Persji zamiast Gruzinów "niewolników zastępczych" z innych nacji.
Scena z dramatu "Katarzyna z Gruzji", barokowego pisarza Andreasa Gryphiusa, wydanego w 1657 r. Ilustracja pochodzi z: Johann Using, Illustrierte Geschichte der Deutschen Literatur von Anselm Salzer, 1938
Michaił Sabinin, Król Luarsab II z Kartlii, XIX w.
Giovanni Orlandi, Simeon prencipe de Giorgiani, ok. 1590-1640. Biblioteka Watykańska
Upadek dynastii Safawidów w 1722 r. sprawi, że wschodnia Gruzja stanie się z kolei rezerwuarem siły ludzkiej dla osmańskich Turków. Pod koniec XVIII stulecia gruzińscy mamelucy (niewolnicy) zdominują personel administracji w arabskich prowincjach Porty Ottomańskiej. Gruzini zarządzali w Damaszku, Basrze i Bagdadzie. Gdy w 1798 r. na Egipt najechał Napoleon, na czele tamtejszej administracji stał Ibrahim Bej (Abram Sindżikaszwili, 1735-1816/17). Urodzony w Marthopi, syn kachetyjskiego duchownego, w dzieciństwie został porwany przez handlarzy niewolników i sprzedany w Egipcie. Tam przyjął islam i zrobił błyskotliwą karierę mameluckiego dowódcy, sprawując de facto kontrolę nad całym krajem wespół z urodzonym w Tyflisie Muradem Bejem (ok. 1750-1801). Obaj flirtowali z wysłannikami Rosji, którym przewodził ówczesny kochanek Katarzyny II hrabia Grigorij Orłow (1734-1783) sączący słowianofilskie hasełka na osmańskich Bałkanach, a w Egipcie dla odmiany wspierający muzułmańskich konserwatystów - typowy kameleon rosyjskiej agentury, w jakiejś mierze także zapowiedź radzieckich doradców wojskowych u prezydenta Nasera. Gruzińscy mamelucy rozmowy z Rosją prowadzili, nota bene, za pośrednictwem króla Iraklego, korespondując z nim po gruzińsku. Obaj dowodzili armią egipską w przegranej bitwie pod Piramidami i pod Heliopolis, co uwiecznił na swym płótnie Bitwa pod piramidami z 1896 r. Wojciech Kossak. Wielu gruzińskich mameluków Napoleon wywiezie potem do Francji. Mameluk Rustam Raza (1782-1845) sam przeszedł na służbę do Napoleona, zostając jego osobistym "ochroniarzem". Był synem niezbyt bogatego kupca ormiańskiego z Tyflisu, w dzieciństwie został porwany i sprzedany do niewoli w Egipcie. Ormianie instynktownie wiedzieli od razu, z kim trzymać i kiedy zmienić "barwy"! Wielu zakaukaskich mameluków trafi tak do Francji i dzięki temu przeżyje masakrę janczarów urządzoną w 1811 r. przez Mohammeda Alego Paszę. Ibrahim Bej ucieknie zaś wtedy do Sudanu i tam kilka lat później umrze. Ach, jakże przydaliby się wtedy tacy ludzie w Gruzji5!
Twierdza Siedmiu Wież (Yedikule). Alain Manesson Mallet, Description de l'Universe, 1685
Portret Murada Beja Abel Hugo, Histoire des armées françaises de terre et de mer de 1792 a 1833
Wojciech Kossak, Bitwa pod piramidami, 1896. Muzeum Narodowe w Warszawie
Najbardziej z powodu handlu niewolnikami wyludniały się wszakże tereny zachodniej Gruzji. Francuski hugenot, kupiec, jubiler i podróżnik, znany nam już kawaler Jean Chardin (1643-1713), który penetrując szlaki do Indii, w latach 70. XVII w. odwiedził Megrelię, tak relacjonuje zgubne skutki tego zjawiska: "Megrelia jest też słabo zaludniona i liczy nie więcej niż 20 tys. mieszkańców. A jeszcze 30 lat temu jej ludność dochodziła do 80 tys. Te ubytki mają swoje źródło w wojnach z sąsiadami i w fakcie, że w ostatnich latach szlachta sprzedała mnóstwo ludzi obu płci. Od dawna z Megrelii wywożono co roku na handel i wymianę po 12 tys. ludzi. Wszyscy wpadają w ręce mahometan - Persów i Turków, bo u nich jest na to zapotrzebowanie. Co roku trzy tysiące trafia prosto do Konstantynopola. Wymienia się ich na broń, tkaniny i inne przedmioty sprowadzane do Megrelii. (...) Megrelowie przejawiają niewiarygodne okrucieństwo i bezduszność wobec swoich rodaków, a niektórzy - nawet krewnych. Szukają tylko okazji, żeby mieć jakiś pretekst do sprzedania swoich podwładnych razem z żonami i dziećmi. W tym celu właśnie odbierają dzieci sąsiadom. Sprzedają nawet własne żony, dzieci i matki. I nie robią tego z zemsty czy ze złości, ale wyłącznie z przyrodzonego im okrucieństwa. Pokazywano mi kilku takich panów, co doszli już do takiego stopnia braku ludzkich uczuć. Jeden z nich sprzedał raz dwunastu duchownych. (...) Szlachcic ten zakochał się w dziewczynie szlachetnego rodu i postanowił ją poślubić, choć był już żonaty. Oświadczył jej się, a ona się zgodziła. W Megrelii panuje wszakże obyczaj, że żonę się kupuje, a (...) człowiek ów mógł zdobyć środki na swą ukochaną i wesele jedynie sprzedając swoich niewolników. Ci zaś, poznawszy jego zamiary, pouciekali razem z żonami i dziećmi. Zdesperowany wymyślił nikczemny plan przekraczający wszelkie granice podłości. Zaprosił do siebie dwunastu kapłanów, by odprawili uroczystą mszę i ofiarę, a ci, niczego nie podejrzewając, zgodzili się. Do głowy im nie przyszło, że mogą zostać sprzedani Turkom, bo w Megrelii czegoś takiego jeszcze nikt nie widział. Szlachcic przyjął ich bardzo uprzejmie, kazał odprawić mszę i zarżnął byka na ofiarę, a potem poczęstował ich jego mięsem. Dobrze ich spiwszy, kazał swoim ludziom ich pojmać, zakuć, obciąć wąsy i brody, a następnej nocy zawiózł ich na turecki statek i tam wymienił na różne naczynia domowe. Ale jako że uzyskanych tak pieniędzy i tak mu nie starczyło na kupno ukochanej i wydatki weselne, to ten dziki zwierz sprzedał też i swoją żonę na tym tureckim statku". W innym miejscu Chardin z obrzydzeniem wspomina o miejscowym zwyczaju mordowania nowo narodzonego dziecka, gdy ktoś uznał, że nie będzie w stanie go utrzymać. Tłumaczono wtedy, że oszczędza im się w ten sposób cierpienia na tym łez padole. Bez wątpienia cywilizacja gruzińska, zwłaszcza tu na zachodzie, straciła swój impet, instynkt przetrwania. Jak widać mocno targały nią wtedy tendencje autodestrukcyjne6.
***
Polski wątek? W kontaktach gruzińsko-rosyjsko-perskich uczestniczył najsłynniejszy Gruzin Rzeczypospolitej tamtych czasów, rotmistrz wojsk królewskich Bogdan (Parsadan) Gurdziecki, któremu za zasługi dla Polski Sejm przyznał w 1673 r. szlachectwo i dobra ziemskie. Wiedzę o XVII- i XVIII-wiecznej, "przedrosyjskiej" Gruzji rozpowszechniali także w Europie polscy jezuici działający na placówkach misyjnych. Zaprzyjaźniony z szachem perskim Franciszek Ignacy Zapolski pod koniec XVII w. przebywał w Gandży i Tyflisie. Prawie pół wieku spędził w Imeretii Jan Gostkowski, zyskując szacunek i sympatię miejscowych. Zmarł tam podczas epidemii w 1738 r. Obaj pozostawili po sobie nieznane u nas listy z uwagami na temat sytuacji politycznej i obyczajów panujących w Gruzji. Juda Tadeusz Krusiński (1675-1757) został w 1720 r. prokuratorem generalnym misji katolickiej w Isfahanie, a jako że Gruzini piastowali wówczas wiele wysokich stanowisk w perskiej armii i administracji, czerpał od nich wiele informacji o kraju. To bez wątpienia postać najwybitniejsza z tego grona. Wszechstronnie wykształcony poliglota, bystry obserwator, człowiek śmiały i przedsiębiorczy stworzył wielkie dzieło Historia rewolucji w Persji traktujące o upadku panowania dynastii Safawidów w tym kraju, zawierające także podrozdział O Gruzinach - bodaj pierwszy polski opis historyczno-etnograficzny Gruzji. Wreszcie Józef Suryn, który jako superior misji jezuickiej w Astrachaniu odbył w 1816-1817 r. podróż duszpasterską z Mozdoku do Tyflisu, pozostawiając po niej jednak niezbyt wnikliwą relację (skupiał się w niej głównie na polskich żołnierzach). Uderza w niej jakiś zabobonny niemal lęk przed górami. Zamyka on już właściwie epokę naszych misjonarzy na tych terenach, a otwiera - zesłańców7.