Wspominam siebie jako sierotę
Kiedy pakowacz makulatury Haňťa po raz ostatni wyścielił starym papierem swą prasę hydrauliczną, by po chwili samemu się w niej ułożyć i pozwolić zgnieść (wolał bowiem odejść z tego świata wraz z ukochanym przeżytkiem starych czasów, niż żyć bez niego w czasach nowych), spotkał znów wiernych towarzyszy życiowej wędrówki: Jezusa i Lao-cy. Dziwna to była wędrówka - przecież przez trzydzieści pięć lat prawie nie opuszczał piwnicy przy ulicy Spalonej w Pradze; zaczytując się dziełami filozofów, stał się człowiekiem "wykształconym wbrew własnej woli".
Dawniej, w młodości, gdy robił jeszcze plany na przyszłość, podróżował w całkiem klasyczny sposób, na przykład w podróż przedślubną z ukochaną Manią wybrał się do popularnego górskiego kurortu. Niestety, podróż zakończyła się kompromitacją obojga: szczęśliwa narzeczona, szusując po zboczu, zniknęła na dłuższą chwilę w kosodrzewinie, by następnie ukazać się oczom gości hotelowych, wyległych tłumnie na taras widokowy - z własną kupą na jednej z nart.
Nie rażą nas u Hrabala obscena, wcale częste zresztą (przypomnijmy sobie, w jakich okolicznościach kelner Jan Dzieciątko - ten, który obsługiwał cesarza Etiopii - zwykł łapać prostytutki "za uszka"). Hrabal to bowiem pisarz, któremu czytelnik - choć może nieraz się sparzył i wie, że miłosierniej dla bliźnich jest nie ufać im zbytnio - ufa bezgranicznie. Prowadzi czytelników za rękę; dlatego nie przepadali za nim ci, którzy sami chcieli dyrygować innymi. Hrabal jednak nie dyryguje, on zaprasza do wspólnej podróży - tak jak Haňťa, który wędrował po świecie swych lektur w towarzystwie Jezusa i Lao-cy.
Według legendy Lao-cy zmarł na wygnaniu, a Jezusa ukrzyżowano. Nielekki jest los proroków. Hrabal nie był prorokiem ani nawet nie podpalił świątyni w Efezie, jak "ten cymbał Herostrates" (cytat ze wstępu Jaroslava Haška do Przygód dobrego wojaka Szwejka). Ale i on, tak jak jego mistrz Hašek, okupił własnym życiem swoje książki. I dzięki temu nadal w nich żyje.
Nadal też żyją bohaterowie jego prozy: matka, ojciec, stryj Pepin, Vladimírek, Haňťa, Jan Dzieciątko, Miłosz Pipka i inni. Kim są ci, wśród których Hrabal wiedzie swój pośmiertny żywot? Kim byli ci, wśród których żył naprawdę? Jacy nauczyciele pomogli mu stać się tym, kim był - największym czeskim pisarzem? Kim wreszcie był on sam?
"Życie Bohumila Hrabala już na etapie prenatalnym zaczęło się toczyć w sposób dramatyczny - pisał Jaroslav Kladiva. - Pół roku przed jego narodzeniem przydarzyła się taka oto historia: pewnej niedzieli Marie przyszła do domu i powiedziała rodzicom, że będzie miała dziecko i że ten jej absztyfikant nie zamierza się z nią żenić. Impulsywny dziadek Tomáš porwał z szafy fuzję, wypędził Marie na podwórze i tam krzyczał: "Klękaj, zastrzelę cię!". Babcia Kateřina nalała fasolówki, wyszła na podwórze i rzekła: "Dajcie spokój i chodźcie jeść, bo wystygnie!" [...]
Kateřina Kilianová w sobie właściwy sposób znalazła wyjście z sytuacji, która zapowiadała się groźnie... Wiosną roku 1914 jej córce Marie urodził się syn. Otrzymał imię Bohumil... stało się to w sobotę 28 marca w Brnie-Židenicach. Według kalendarza kościelnego był dzień świętego Jana Kapistrana. O północy na firmamencie rozpoczęły się rządy Merkurego... Centralna stacja meteorologiczna dla Czech, Moraw i Śląska zapowiadała pogodę nieustabilizowaną: przejściowe zachmurzenia, następnie przejaśnienia, zmiennie, chłodno i silne wiatry północno-zachodnie... Cesarz niemiecki Wilhelm spotkał się w Miramare z arcyksięciem Franciszkiem Ferdynandem, aby osobiście mieć oko na Habsburgów... Rubryki sportowe przyniosły radosną wieść, że SK Slavia w meczu rewanżowym pokonała Teplitzer FK 1903 stosunkiem 2 : 0. W niedzielę 29 marca SK Slavia grała w Brnie ze Slavią morawską... Popołudniowe wydanie gazety "Národní politika" zamieszcza 28 marca wiadomość zatytułowaną: "Dyrektor seminarium nauczycielskiego zadręczony przez wychowanków"... Praskie pismo ilustrowane "Kurýr" pisało o wizycie niewidomych skautów w galerii sztuki w Londynie..."
Ten spis okoliczności towarzyszących narodzinom Bohumila Hrabala to niemal katalog motywów i technik właściwych jego pisarstwu. Mamy tu anegdotyczną historię rodzinną, iście szwejkowską wzmiankę o arcyksięciu Ferdynandzie, niezamierzone piękno tytułów prasowych, niemal surrealistyczną anegdotę o niewidomych skautach i komunikat pogodowy, który czyta się jak zwięzłą prognozę XX-wiecznej historii Europy Środkowej. Wszystkie te - i wiele innych - elementy poetyki Hrabala kształtowały się przez lata i stosunkowo późno przerodziły w charakterystyczny styl pisarza, rozpoznawalny nawet w tekstach podpisanych cudzym nazwiskiem.
Autobiografia Bohumila Hrabala mogłaby się zacząć na przykład tak: "Otóż tam, gdzie się urodziłem, gdzie przeżyłem pierwsze trzy lata, gdzie wracałem na każde wakacje, więc tam, gdzie chodziłem do pierwszej klasy gimnazjum, tam żyłem ulicą, ta ulica była dla mnie wszystkim, byłem pod wielkim wrażeniem pogrzebów, żołnierzy maszerujących na plac ćwiczeń, robotników z Lišni, wzuwających buty przy pompie, tam, gdzie mieszkałem całkiem tak samo jak inni, gdzie moja babcia była fabryczną robotnicą w przędzalni, a dziadek krajaczem materiałów w firmie Heinrich Pisko, tam, gdzie wszyscy chłopcy uważali mnie za swojego, gdzie byłem Kilianów Bohušem, jakbym należał do babci, tam podlegałem regułom ulicy, utożsamiałem się z nią".
Jest w tym fragmencie autobiograficznej prozy Hrabala Pamiętam jedynie dni słoneczne mowa o jego babci i dziadku, o robotnikach i żołnierzach maszerujących na plac ćwiczeń (w dniach I wojny światowej musiał to być częsty widok na ulicach pozostającego pod rządami monarchii habsburskiej Brna); jest mowa o kolegach z ulicy i o samej ulicy, której regułom, jak sam pisze, podlegał i z którą się utożsamiał. Nie ma tylko mowy o dwojgu ludzi, od których przecież wszystko się zaczęło i z którymi na ogół wiążą się nasze najwcześniejsze wspomnienia - o rodzicach pisarza.
I nieprzypadkowo. Wiemy już, że Hrabal był dzieckiem nieślubnym; lecz w końcu nie było to wówczas czymś wyjątkowym (w Pradze początków XX wieku co trzecie dziecko pochodziło z nieformalnych związków; nie ma powodu przypuszczać, że Brno pozostawało pod tym względem w tyle za stolicą Czech). Znacznie istotniejsze wydaje się to, co Hrabal pośrednio daje do zrozumienia w cytowanym fragmencie - że do trzeciego roku życia nie znał swoich rodziców. Co więcej, jest całkiem prawdopodobne, że matka nigdy nie wyjawiła mu, kto był jego ojcem.
*
W autobiograficznej trylogii Wesela w domu Hrabal wkłada w usta narratorki powieści, swej żony Eliški, opowieść o tym, jak to po wieczorze autorskim w Brnie podeszła do niego pewna kobieta, przedstawiła się jako jego przyrodnia siostra i zapytała, czy nie zechciałby spotkać się z biologicznym ojcem. Pisarz nie skorzystał z tej okazji.
Czy rzeczywiście doszło do takiego zdarzenia? Jeśli nawet przyjmiemy za Tomášem Mazalem, że tak, warto zwrócić uwagę na charakterystyczny zabieg pisarza, mający je uprawdopodobnić w oczach czytelnika. Czytamy w Weselach..., że Hrabal nie miał wątpliwości, że jego domniemana przyrodnia siostra naprawdę jest osobą, za którą się podaje, ponieważ miała wystające kości policzkowe. W innym utworze pisał: "Po tych kocich pyskach poznawaliśmy się już z daleka". Otóż to "niewątpliwe dziedzictwo po Tatarach, Awarach albo Węgrach" cechowało rodzinę Kilianów, a więc krewnych Hrabala ze strony matki. W przypadku osoby spokrewnionej z nim ze strony (biologicznego) ojca cecha ta, nawet gdyby istotnie występowała u kobiety podającej się za jego siostrę, nie mogła w żadnej mierze świadczyć o tym, że są rodzeństwem.
Dlaczego więc Hrabalowi zależało na tym, by czytelnik uwierzył w spotkanie z przyrodnią siostrą i w to, że pisarz z własnej woli zrezygnował z poznania biologicznego ojca? Jesteśmy skazani na domysły, sądzę jednak, że po to, by raz na zawsze wbić czytelnikowi do głowy, że za swego jedynego ojca uważał Františka Hrabala - i że tylko ten ojciec powinien czytelnika interesować.
Czy nie mówi to nam więcej o Hrabalu niż personalia człowieka, który go spłodził? Owszem, wiemy, że prawdopodobnie był nim uczeń ostatniej klasy Czeskiego Gimnazjum Państwowego w Brnie Bohumil Blecha, który po złożeniu egzaminu dojrzałości w grudniu 1914 roku zaciągnął się do armii, został zawodowym żołnierzem, po długiej i burzliwej karierze ożenił się i w 1948 roku opowiedział dorosłej córce o grzechach młodości. Ona zaś postanowiła poznać przyrodniego brata dwadzieścia lat później, gdy został słynnym pisarzem. Ponoć obydwoje - ojciec i córka - byli rozczarowani, gdy odmówił spotkania z "tatusiem".
Syn dwudziestoletniej Marie Kilianovej, Bohumil František Kilian, przyszedł na świat 28 marca 1914 roku w domu dziadków: Kateřiny i Tomáša Kilianów przy ulicy Balbína numer 47 w Židenicach, peryferyjnej dzielnicy Brna. Po urodzeniu syna Marie wyjechała do Polnej, miasteczka we wschodnich Czechach, i zatrudniła się w tamtejszym browarze w charakterze kontystki - pomocnicy buchaltera. Owym buchalterem był jej przyjaciel, dwudziestoczteroletni syn sprzedawcy lemoniady z Brna, František Hrabal.
To on załatwił Marie pracę w browarze. Wydawca dzieł zebranych Hrabala Václav Kadlec zwraca uwagę, że na akcie chrztu pisarza, datowanym na 4 kwietnia 1914 roku, to właśnie František Hrabal występuje jako ojciec chrzestny chłopca. Nie jest wprawdzie pewne, czy chodzi o Františka Hrabala, "który urodził się w roku 1851, w tym czasie handlował lemoniadą w Brnie", czy o jego syna o tym samym imieniu. Nie ulega jednak wątpliwości, że František Hrabal junior kochał Marie i był gotów się z nią ożenić, pomimo że była matką nieślubnego dziecka.
Zapewne jakiś udział w miłosnych tarapatach Marie miała jej pasja teatralna, której oddawała się przez wiele lat, także będąc już żoną dyrektora nymburskiego browaru.
"Marie [...] miała odmienne niż Kateřina [jej matka] upodobania i aspiracje - pisał Tomáš Mazal. - Była już w pełni mieszczanką - w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Choć potrafiła ugotować obiad, nakarmić i wydoić kozy, choć hodowała przy domu świnie, najbardziej lubiła jednak teatr: z zapałem uczęszczała na próby, odnosiła sukcesy sceniczne w zespole amatorskim imienia Hálka, do browaru, w którym wraz z mężem miała służbowe mieszkanie, ściągała przyjaciół, aktorów i aktorki z praskiego Teatru Narodowego, i namawiała ich na gościnne występy w Nymburku. Wrosła w środowisko artystyczne, przyjaciele, co prawda żartobliwie, ale nie bez powodu, nazywali ją "nymburską Andulą Sedláčkovą"".
Anna (Andula) Sedláčková była wybitną aktorką dramatyczną. Jak wspominał Hrabal w tomie okolicznościowych tekstów wydanym w latach osiemdziesiątych, "w Nymburku działało kilka scen amatorskich. Prym wiódł zawsze zespół imienia Hálka, w Teatrze Katolickim działał "Přemysl", w Domu Narodowym występowali narodowi socjaliści, w Domu Robotnika grali komuniści, a w Domu Husa wystawiano operetki... To były złote czasy teatru, zanim pojawiła się telewizja. Pamiętam, że moja mamusia dostała piękny pierścień z okazji swego sześćsetnego występu".
[^] Od lewej: matka Marie Hrabalová, stryj Bohuslav Kilian, dziadek Tomáš Kilian i babcia Kateřina Kilianová z wnuczkiem Bohumilem Hrabalem
Matka zachęcała do występów scenicznych także syna Bohumila. Chciała może w ten sposób dać wyraz uczuciom macierzyńskim i nawiązać bliższy kontakt z chłopcem, ale bez powodzenia: miejsce nieobecnych rodziców zdążyli już zająć w jego sercu dziadkowie, pod których opieką pozostawał przez pierwsze trzy lata życia.
Mieszkanie dziadków w brneńskich Židenicach, będące scenerią najwcześniejszych wspomnień Hrabala, było bardzo skromne: wszystkiego jeden pokój z ciemną kuchnią i ogródek. Chłopiec przebywał na ogół w nasłonecznionym przez większą część dnia pokoju. Z jego okien rozciągał się widok na okoliczne pola, na ścianach wisiały strzelby i kapelusz myśliwski dziadka oraz jego trofea łowieckie: rogi jelenie, kły dzika i wypchane ptaki. W pokoju stały dwa łóżka, a nad nimi wisiał zegar z wahadłem, które - jak wspominał Hrabal - wydawało tajemnicze dźwięki za byle poruszeniem.
Dziadkowie dorobili się tego skromnego domostwa ciężką pracą. "Gdy pod koniec ubiegłego wieku zamieszkali przy ulicy Balbína, zaczynali od tego, że babcia miała budzik, a dziadek - półlitrowy dzbanek na piwo. Oboje byli zatrudnieni w przędzalni należącej do firmy Heinrich Pisko, ul. Bratysławska". Dziadek Tomáš "lubił się elegancko ubrać - pisał Hrabal. - Często grał w karty w gospodach i wesoło popijał".
Wnuk wcześnie wziął przykład z dziadka. Gdy miał cztery lata, zobaczył na ulicy kondukt żałobny; poszedł za nim na cmentarz, a stamtąd do gospody, gdzie ukradkiem upijał uczestnikom stypy gorzałkę z kieliszków. Jak wspominał, do domu wrócił pijany. Choć jednak sam uważał swoją skłonność do alkoholu za dziedziczną, nie przypisywał jej pochodzenia dziadkowi, lecz znacznie bardziej odległemu przodkowi, żołnierzowi armii napoleońskiej nazwiskiem Kilian. Według rodzinnego przekazu owego Francuza, rannego w bitwie pod Austerlitz (czyli morawskim Sławkowem, 1805), "wieśniaczki pielęgnowały tak troskliwie, że już tu [czyli na Morawach] został".
Prawdziwą głową rodziny była, jak się zdaje, babka Hrabala. Gdy niedługo po ślubie spostrzegła, że Tomáš "potajemnie wziął pieniądze ze wspólnej kasy", by sprawić sobie pierwszy w okolicy welocyped, "zbeształa go". W odpowiedzi "Tomáš pierwszy raz wyciął jej policzek. Kateřina powiedziała mu tylko: "To był pierwszy raz - i ostatni"". Zdaniem Tomáša Mazala "we wczesnym dzieciństwie najwyższym autorytetem była dla Bohumila jego babka Kateřina [...]. Imponowała mu rozlicznymi umiejętnościami, a poza tym w końcu to właśnie ona zajmowała się nim przez pierwsze trzy lata jego życia. Była "robotnicą fabryczną, która miała własną winnicę, ogródek, a przede wszystkim... styl. Ów szczególny styl wspaniałych prostych ludzi" - napisał o niej kiedyś".
Tym większym wstrząsem musiało być dla chłopca rozstanie z babką. Oto bowiem 7 lutego 1916 roku, w trzy dni po dwudziestych drugich urodzinach, Marie Kilianová wyszła za mąż za buchaltera browaru w Polnej Františka Hrabala. 26 grudnia 1916 roku usynowił on Bohumila (choć urzędowo chłopiec otrzymał nazwisko Hrabal dopiero w 1920 roku). Bohumil zamieszkał z matką i przybranym ojcem.
Tak to wspominał: "wywieźli mnie do Polnej, tam do browaru, gdzie nigdy nie dochodziło słońce, zamieszkałem z moim nowym tatusiem i z moją mamusią, która była mi obca".
Wyrwany spod opieki dziadków chłopiec z trudem odnajdywał się w nowym miejscu. Wymownym przykładem jest jego pierwsze wspomnienie z Polnej - brzęk tłukącej się butelki z piwem, o którą poranił sobie rękę. Jak pisał w szkicu o pisarzu komentator jego twórczości Radko Pytlík, "Hrabal sam mówił o poczuciu winy i szczególnym outsiderstwie, które towarzyszyło mu w dzieciństwie i okresie dojrzewania. Jako chłopiec był nieśmiały i przewrażliwiony, czuł się osamotniony nawet w stosunkowo dostatnim środowisku rodzinnym. [...] Nie nawiązał kontaktu emocjonalnego z przybranym ojcem. Poczucie, że jest dzieckiem niechcianym, wzrosło po narodzinach młodszego brata". Tym bratem był Břetislav, który urodził się w październiku 1917 roku.
Stosunki Hrabala z przybranym ojcem, którego w książkach nazywał Francinem, z czasem ułożyły się poprawnie. Znacznie bardziej skomplikowane były jego relacje z Marie. "Synowi często bardziej niż matką wydawała się starszą siostrą czy raczej koleżanką [...] - pisał Tomáš Mazal. - Nierzadko odczuwał zazdrość, cierpiał, że traktuje go, jakby nie był jej synem, nie rozumiał jej. [...] Lecz nie było mu przyjemnie również wtedy, gdy w poczuciu wyrzutów sumienia starała się nadrobić dotychczasowe zaniedbania macierzyńską czułością i pieszczotami. Krótko mówiąc - matka niezbyt umiała znaleźć drogę do jego serca i nawiązać z nim trwałe porozumienie".
Z kolei ojciec "już tam [w Polnej] ciągle się martwił, często bezradny stał w kuchni, a matka go obejmowała. Długo stali tak nieruchomo, jak posągi" - wspominał Hrabal pół wieku później. Gosposia Mařa zajmowała się małym Slávkiem. A co z Bohumilem? "Bohumil uciekał z domu..." - pisał Pytlík. "Wspominam siebie jako sierotę, jako dziecko, które w Polnej zdawało się należeć do wszystkich" - dodawał Hrabal. Do wszystkich, tylko nie do rodziców.
Mogło się to skończyć tragicznie: chłopiec, chcąc popisać się przed nowymi kolegami, dwa razy omal się nie utopił, raz w studni, a raz w potoku. "Kiedy się topiłem, aż do utraty świadomości opiłem się haustami wody z potoku, który wypływa z Piekła, stawu za Polną, kiedy zabrali mnie nieprzytomnego i pan doktor Michálek, ten, który oglądał zarżniętą Anežkę Hrůzovą, kiedy pan doktor wylał ze mnie zbędne hausty wody i położył w browarze do łóżka, chyba długo spałem, albo byłem nieprzytomny, obudziłem się i miałem wrażenie, że jestem w niebie... na pościeli widziałem swoje rączki, a dalej, aż do nóg łóżka na pierzynie leżały święte obrazki, dziesiątki kolorowych obrazków z książeczek do nabożeństwa, dzieci mi ich naznosiły, ponieważ Polną obiegła wieść, że się utopiłem... tak więc każde dziecko, które mnie znało, przyniosło mi obrazek do trumny... i teraz przypominam sobie, że byłem wtedy w świetlistym niebie, w kolorze miodu, w miodowym tunelu, jak jeden z tych, którzy przeżyli własną śmierć..." - wspominał Hrabal w jednym z ostatnich tekstów.
Przerażona tymi wypadkami matka starała się - na swój sposób - nawiązać bliższy kontakt z synem: kiedy miał cztery lata, zagrał wraz z nią w inscenizacji Vojnarki Aloisa Jiráska w amatorskim teatrze w Polnej. Hrabal nie okazał się jednak aktorskim wunderkindem; kolejną próbę zaistnienia na deskach scenicznych - i spełnienia oczekiwań matki - podejmie dopiero w Nymburku, gdzie latem 1919 roku František Hrabal został zarządcą miejscowego browaru.
*
Tradycje piwowarskie Nymburka, położonego około pięćdziesięciu kilometrów na wschód od Pragi, sięgały czasów średniowiecznych; już w 1327 roku król Jan Luksemburski potwierdził przywilej warzenia piwa przez jego mieszkańców. U schyłku XIX wieku stary browar w centrum miasta przestał im wystarczać, toteż w 1895 roku wybudowali nowy. Tam właśnie, w mieszkaniu służbowym, zamieszkała rodzina nowego zarządcy.
"Nymburk pierwszej połowy XX wieku niewiele się różnił od tego z minionych stuleci - pisał współczesny kronikarz miasta Jan Řehounek. - Stare miasto - okolone podwójnym pasem fos zamkowych, z małymi domkami w uliczkach Świętojerskiej, Elżbiety, Sądowej, Długiej, z resztkami na wpół zburzonych ceglanych murów zamkowych na Małych Wałach, Jeździeckiej i Zamkowej, z Kozim Placykiem pod kilkoma zrekonstruowanymi w 1909 roku basztami zamkowymi, z placem Kościelnym, gdzie wokół potężnej świątyni, w niewielkim owalu, kamieniczki cisnęły się jedna na drugiej, z handlową aleją Palackiego, z gwarną ulicą Bolesławską i piętrowymi domami mieszczan na głównym placu - wciąż zachowywało swój starodawny charakter. Życie jego mieszkańców płynęło powoli jak woda w szerokiej Łabie, dopiero w 1923 roku ujętej po regulacji w wysokie brzegi. To wciąż jeszcze pod wieloma względami średniowieczne miasto oddzielały od współczesnego świata, reprezentowanego na przedmieściach przez kolej, warsztaty kolejowe i wielką cukrownię, zamkowe fosy. Łącznikiem miasta z Załabiem, które w pierwszej połowie XX wieku zaczęło się gorączkowo rozwijać, czemu przewodził browar, był betonowy most wybudowany w 1912 roku".
To właśnie tym mostem 1 września 1920 roku dziadek Tomáš poprowadził Hrabala do Męskiej Szkoły Powszechnej imienia Masaryka w Nymburku ("wystroił mnie i do klapy przypiął mi wielki pęk kwiatów, jak rekrutowi"). Chłopiec przemierzał tę drogę niemal codziennie przez następne pięć lat.
"Droga była długa, niemal pół godziny szło się pod murem browaru, następnie przez pola do rzeki i pierwszych zabudowań Załabia. Potem przez most i wreszcie wąską ulicą na rynek. Co dzień rano o wpół do ósmej na tej ulicy Mostowej grał aryston z restauracji "U Havrdów". Potem szedłem przez podcienie koło sklepu Novaków, potem koło rzeźnika, koło handlu mąką i kaszą pana Pollaka, którego zsiniałą twarz, a także białe ręce widać było w półmroku nad stołem. Dalej sklep papierniczy i księgarnia pana Fuksa, który odkąd pierwszy raz go ujrzałem, wyglądał zawsze jak prezydent Masaryk. I potem Kupecký, cukiernik, a potem Konělapský, zegarmistrz i optyk, w półmroku jego sklepu pobłyskiwała soczewka, oświetlona lupa na oku pana Konělapskiego, a koło szkoły był jeszcze sklep papierniczy i księgarnia, gdzie zaopatrywali się niemal wszyscy uczniowie. Tutaj był gruby pan Peřina i jego dwie córki, które uśmiechały się, a ich ręce sięgały na ślepo do przegródek i podawały ćwiartki papieru, zeszyty itd."
Hrabalowi nie bardzo spodobało się w szkole ("Pamiętam, że w szkole cierpiałem"). Także sam Nymburk dopiero po latach stanie się jego ukochanym "miasteczkiem, w którym czas się zatrzymał". W porównaniu z nim nawet Polná wydaje mu się rajem: "Podczas gdy w Polnej z browaru tylnym korytarzem wychodziłem wprost przed szkołę, przez bramę idąc pod górę, zaraz dochodziłem na rynek, to w Nymburku mieszkałem daleko, daleko za miastem, wśród pól i nad rzeką, tam, w Polnej, poruszałem się w pełni swobodnie, jak dziecko, które należy do wszystkich, wszyscy pieścili mnie, odzywali się do mnie, tu, w Nymburku, byłem sam, byłem synem buchaltera, ale już uważano, że jestem z pańskiej rodziny, kolegowałem się z Vendą, ale to był syn stróża. Nie potrafiłem zżyć się z miastem Nymburkiem, wśród pól i na Załabiu było jeszcze jako tako, ale w miarę jak uliczki miasta stawały się coraz ciaśniejsze, również ja czułem się coraz bardziej ściśnięty, miałem wrażenie, że ze wszystkich okien w uliczkach ktoś na mnie patrzy, i podczas gdy w Polnej machałem do wszystkich ręką i pozdrawiałem wszystkie okna, to tu wydawało mi się, że mnie ktoś z okna zastrzeli. Uspokajałem się dopiero w drodze do browaru".
[^] Bohumil Hrabal (pierwszy z lewej) jako uczeń (pierwszy z prawej
jego brat Slávek)
Po ukończeniu Szkoły Powszechnej w Nymburku w czerwcu 1925 roku Bohumil pod opieką babci kontynuował naukę w Czeskim Gimnazjum Państwowym w Brnie. Według Václava Kadleca to "ojciec, Francin, chciał się pozbyć dziecka stwarzającego problemy, a Bohumil chętnie przeprowadził się do babci". Ta jednak, po śmierci dziadka Tomáša w czerwcu 1925 roku, nie potrafiła upilnować niesfornego jedenastolatka. Rok szkolny minął mu na grze w piłkę i w karty z nowymi kolegami z Šimic, jak nazywano Židenice w brneńskim dialekcie hantec. Ich "tatusiowie i mamusie byli Niemcami, mówili jednak także po czesku. [...] ci ludzie, ci Niemcy, skończyli gdzieś pod Stalingradem, albo po wojnie podczas tego przemarszu do Wiednia".
W czerwcu 1926 roku na świadectwie szkolnym Hrabala znalazło się aż sześć ocen niedostatecznych. Ocena ogólna: "Uczeń nie kwalifikuje się, żeby przejść do następnej klasy". Na odwrocie świadectwa dyrektor gimnazjum Vališ napisał: "Uczeń zgłosił chęć opuszczenia szkoły i nie ma powodu, by nie mógł być przyjęty do innej szkoły".
"Ciekawe, że istnieje także duplikat tego świadectwa - pisał Tomáš Mazal. - Opatrzony jest znaczkiem opłaty skarbowej, a na odwrocie uwagą: "Duplikat niniejszy wydany został na prośbę ojca ucznia. Oryginał zaginął. Opłata 30 koron uiszczona"".
"Oryginał świadectwa wolałem przed rodziną zataić, schowałem go, że niby zginął - tłumaczył Hrabal. - Wobec tego Francin zażądał nowego".
Ojciec przeniósł syna do Państwowego Gimnazjum Realnego w Nymburku. "Tatuś mówił mi: "masz zostawać na drugi rok w Brnie lub w Nymburku? To już lepiej na miejscu, u nas, w Nymburku"". Tak też się stało.
W 1930 roku Bohumil zostaje na drugi rok w czwartej klasie gimnazjum, choć tym razem "tylko" z trzema ocenami niedostatecznymi, "i w ten sposób - jak pisał Mazal - wbrew własnej woli przedłużył sobie młodość o dwa lata". Sam Hrabal tak tłumaczył niepowodzenia szkolne: "Nie mogłem nawet spojrzeć na podręcznik, dostawałem od tego drgawek. [...] Mogłem słuchać, ale nie lubiłem zaglądać do książek. [...] Lubiłem czytać, ale nie chciałem się uczyć z podręczników. [...] Moją książką było wszystko za oknem".
Reszta tekstu dostępna w regularniej sprzedaży.