Górskie wędrówki Tatry Wysokie - Granaty Świnica Kasprowy Wierch - Wojciech Biedroń

Kup ebooka

15.00 zł

-
Proszę czekać

 Wstęp

 Muszę przyznać, że Tatry za każdym razem, kiedy tutaj przyjeżdżam, coraz bardziej mnie urzekają. Od pierwszego mojego samotnego trekkingu po Tatrach Polskich od Doliny Chochołowskiej do Doliny Białki (opisanego w 2011 roku w książce pt. "Pierwszy kręgu wtajemniczenia" w podrozdziale: TATRY - od Chochołowskiej do Białki) minęło już trochę czasu, dlatego tylko, kiedy mogę czy to sam czy z kimś powracam do tych gór, które często określa się mianem małych Alp.    Tym razem dzięki inspiracji mojej znajomej mogła powstać ta książka. Wybierając się w rejon Hali Gąsienicowej pod koniec drugiej dekady czerwca Tatry okazały się być nie tylko deszczowe, burzowe ale przede wszystkim mniej upalne niż inne rejony Polski. Dodatkowo moim zdaniem teraz naprawdę wyglądały jak Alpy. Czerwcowy trekking był króciutki, ale dzięki oknom pogodowym (z wyjątkiem jednego dnia) udało się zrealizować większość planu a dodatkowo zahaczyliśmy o Kasprowy i weszliśmy na Świnicę (to była moja trzecia próba, gdyż poprzednie obie podjęte podczas innych wyjazdów, nie powiodły się ze względu na deszcze i burze).    Okazało się, że Tatry rządzą się swoimi własnymi prawami, bo choć według prognoz pogody miało padać przez cały tydzień to trafiło się kilka dni, kiedy szlak był w miarę suchy i bezpieczny. Nawet komary uaktywniły się dopiero wtedy, gdy w ostatnim dniu schodziliśmy czarnym szlakiem z Murowańca do Brzezin.    W niniejszym opracowaniu opisuję przejście do naszej bazy oraz krótkie wyjścia na Granaty, zaliczenie częściowo Orlej Perci, wejście na Świnicę oraz Kasprowy. Opisuję również najtrudniejszy szlak Żlebem Kulczyńskiego, którym musieliśmy się ewakuować.    Okazało się, że w tym właśnie rejonie na drugi dzień TOPR-owcy przy użyciu śmigłowca pomagali innym turystom, gdyż zastała ich tam burza. My mieliśmy szczęście. Skończyło się na kilku zadrapaniach i siniakach, ale ten dzień mocno dał się nam, nie tylko kondycyjnie, we znaki.    Cytuję tutaj również nasz autorytet Józefa Nykę i fragmenty jego przewodnika. Rozważam w przyszłości również inne warianty przejścia (niewykluczone, że te opisane tutaj również wykorzystam jako plany w następnym trekkingu w Tatrach) oraz podsuwam Ci Czytelniku kilka pomysłów, które mogą okazać się przydatne na szlaku nie tylko jeśli chodzi o bazę noclegową, ale również mogą ułatwić Ci wędrówkę po tych najwyższych górach w Polsce.

    Wojciech Biedroń