Maj 2000. Zakopane
Pytam Aktora (przez telefon), kiedy urodziła się Christiane, jego matka. Mówi, że w marcu, w czterdziestym trzecim.
Proszę, by odjął dziewięć miesięcy.
Aktor liczy w myślach. Milczymy.
Wychodzi lipiec.
I jeszcze wychodzi nam, że obie miały wtedy po dwadzieścia dziewięć lat. Obie: ta, która poszła do gazu ze swoim mężczyzną, i ta, która poczęła Christiane na polu rzepaku.
Wtedy: w lipcu, w czterdziestym drugim.
O Boże, mówi Aktor.
Milczymy.
I co z tego? - reflektuje się. To przecież nic nie znaczy.
W lipcu, w czterdziestym drugim, we wsi pojawił się żołnierz.
Była to piękna wieś, na wzgórzach, nad stawem, którego brzegi porastały trzciny, tatarak i zielony mech, a żołnierz był znikąd.
Żołnierze zawsze są znikąd, kiedy zjawiają się w pojedynkę.
Opowiadano, że pracował przy samochodach.
Nie ma w tym nic dziwnego. Żołnierze Wehrmachtu - bo była to niemiecka wieś i żołnierz był niemiecki - pracowali przy samochodach albo na budowie, albo w kuchniach polowych. W najgorszym razie kopali rowy strzeleckie, rzadko się jednak słyszy, by do kogoś strzelali. Nein, nein, sie haben nie geschossen.
Lipiec był upalny tamtego roku.
Jeszcze w czerwcu niebo nie wiedziało dokładnie: zalśnić urodą czy pogrążyć świat w szpetocie i smutku.
W lipcu czterdziestego drugiego niebo postanowiło: uroda świata pozostanie nietknięta.
W słoneczny lipcowy dzień żołnierz i Martha kochali się na rzepakowym polu. Martha miała gruby warkocz, duże piersi i wąską talię.
Leżeli na ciepłej ziemi, osłonięci wysokimi, brunatnymi łodygami.
Nad nimi pękały i otwierały się dojrzałe strąki.
Na plecy żołnierza i na twarz Marthy sypały się ze strąków czarne ziarenka.
Dziewięć miesięcy później urodziła się Christiane. Żołnierz poszedł gdzieś i już nie wrócił. Christiane urodziła syna, który został aktorem.
W czterdziestym drugim roku Felicja była w getcie warszawskim. Jej mąż znajdował się w dalekim, bezpiecznym świecie. Z Felicją był mężczyzna, którego kochała. Byli także jej matka i syn. Mężczyzna miał na imię Albert.
Uważano ją za rozpieszczoną, bezwolną jedynaczkę. Szybko się męczyła. Zwykła leżeć na kanapie z książką w ręku. Lubiła zmieniać kolor włosów. Lubiła Paryż i nieźle grała na fortepianie.
Albert był wysoki, piękny i bardzo semicki. Tacy mężczyźni nie mieli po aryjskiej stronie żadnych szans.
Kiedy matka powiedziała: wyjdziemy we troje, ty, ja i chłopiec, Felicja się nie zdziwiła.
I matka się nie zdziwiła, kiedy jej bezwolna jedynaczka powiedziała: wyjdziecie we dwoje, ja zostanę z Albertem. W getcie nikt niczemu się nie dziwił. Uczucia luksusowe zostały za murem.
W lipcu czterdziestego drugiego Felicja i Albert zginęli w Treblince.
Syn Felicji przeżył wojnę i został wybitnym pianistą.
Pisywał do nieżyjącej matki obelżywe listy, pełne miłości, zazdrości i tęsknoty.
Wolałaś Alberta, prawda? Wolałaś umrzeć z nim, niż żyć ze mną. Głupia, sentymentalna cipo. Czy udał się wam miodowy miesiąc? Ładny obrazek musiał to być, kiedyście umierali, trzymając się w ramionach... i tak dalej.
Umarł na raka.
Na krótko przed śmiercią zapisał swoją czaszkę Teatrowi Szekspirowskiemu w Stratfordzie. Zagrali z tą czaszką Hamleta, po czym umieścili ją w magazynie rekwizytów.
Napisałam o tym długie opowiadanie. Nazwałam pianistę Hamletem po Treblince.
Wieś, w której są wzgórza, staw porośnięty tatarakiem i pola rzepaku, od dawna znajduje się w Polsce.
Christiane rozmawia ze swoją matką po niemiecku.
Syn Christiane pokochał niemiecką kulturę.
Kochał Goethego i Kleista, a nade wszystko kochał niemiecki teatr. Kiedy był jeszcze w szkole aktorskiej, dowiedział się o Peterze Steinie i marzył, by grać w jego niezwykłych przedstawieniach. Dowiedział się o Josefie Kainzu i marzył, by zagrać Hamleta. Napisał o Kainzu pracę magisterską: Ludwik Bawarski czyta mu na głos sztukę Schillera, a znudzony artysta, ku rozpaczy zakochanego monarchy, zapada w drzemkę.
Ktoś powiedział Aktorowi, że przypomina Kainza. Ma podobnie połyskliwe, przezroczyste oczy i równie dźwięczny głos. Obejrzał w Wiedniu jego pomnik - Hamleta z czaszką w smutnych, bezbronnych rękach. Nie usłyszał głosu, nie dostrzegł podobieństwa, mimo to postanowił zostać Niemcem.
Zgromadził niezbite dowody niemieckości.
Znalazł wypisy ze starych ksiąg metrykalnych, przedwojenne książeczki oszczędnościowe ze sporymi sumami i nawet ubezpieczenie od ognia gospodarstwa babki Marthy.
Wyruszył do Niemiec.
Matce powiedział, że jedzie odzyskać rodzinne oszczędności.
W istocie chciał odzyskać Fausta i Steina.
Niemcy go zachwyciły. Były bezszelestne jak ekspresowe pociągi i higieniczne jak cytrynowy zapach w publicznych toaletach.
Znalazł się w obozie dla przesiedleńców.
Po dwóch miesiącach miał otrzymać ausweis.
Po dwóch tygodniach wrócił do Polski.
Może zrozumiał, że razem z Faustem i Steinem otrzyma Treblinkę w posagu?
Może dostał dobrą rolę?
Wrócił do Polski.
Zagrał Hamleta.
Mówił: "Pewnie król znowu zwabi cię do łóżka, nazwie cię myszką, uszczypnie w policzek, oślini cię obleśnym pocałunkiem...".
Równie dobrze mógłby mówić: "Głupia, sentymentalna cipo, czy udał wam się miodowy miesiąc?".
Zagrał wiele ról, a kimkolwiek się stawał - Harfiarzem Dawidem, Fryderykiem von Strahl, Baudelaire'em czy księciem Danii - była w nim przestrzeń i uroda lipcowych pól rzepakowych. A także tęsknota i niespełnienie babki Marthy, czekającej na powrót żołnierza.
Aktor chciałby wybrać się na wieś, do babki Marthy.
Jest kłopot: babka nie nauczyła się polskiego. Aktor nie zna niemieckiego, od kiedy przestał być Niemcem.
Tłumaczem będzie wuj Aktora. Przybrany wuj, przybrany brat Christiane. Znaleziony w gospodarstwie pod stodołą. Przybłąkane dziecko z dziwnie czarnymi oczami, wychowane przez Marthę.
Aktor chciałby spytać...
Er will dich fragen... zacznie przybrany wuj i szepnie po polsku: o co ją chcesz zapytać?
O dziadka, o żołnierza, powie Aktor.
Babcia nie będzie o nim mówić, powie surowo wuj.
To prawda. Martha nie rozmawia o żołnierzu nigdy i z nikim.
Chcę tylko spytać, skąd wie, że był przy samochodach, a nie na przykład...
Ona ma osiemdziesiąt siedem lat, przerwie wuj. Niczego się już nie dowiesz.
Was will er? - zniecierpliwi się babka.
Twój wnuk pyta cię, jak się czujesz, uśmiechnie się do Marthy jej syn. Przybłąkane dziecko. Z dziwnie czarnymi oczami - syn znikąd.
O Boże, mówi.
Reflektuje się: nic to nie znaczy. Kobiety, daty, czaszka, Hamlet... Przypadek. Zbiegi okoliczności.
Albo... dodaje ostrożnie. Trzeba te szczegóły zapamiętać. Może kiedyś dowiemy się o nich czegoś więcej.
Proszę pana. Kiedyś o wszystkim dowiemy się czegoś więcej.