1 15 kilometr, Bocale
Aby wydostać się na DK 106, należy wyjechać z Reggio. Opuścić śródmieście wraz z jego ulicami wychodzącymi na Cieśninę Mesyńską i zostawić za sobą dawne wojny na jego peryferiach i tamtejsze niedawne układy. Całą tę wszechobecną nutę dekadencji.
Miasto wciąż cechuje magnetyzm tak silny, że oddziałuje na całe wybrzeże. Chcąc domknąć opowieść o DK 106, na zakończenie podróży będziemy musieli jeszcze do niego powrócić.
Minąwszy na wpół opuszczony obszar przemysłowy i podupadające od lat lotnisko, droga dojazdowa do DK 106 wrzyna się w krajobraz, który przez kolejne sto cztery kilometry pozostanie taki sam: pośrodku asfalt, po lewej wzgórza, po prawej tory kolejowe i morze. Przecinająca region trasa symbolizuje podział Kalabryjczyków na tych z gór i tych znad morza. Dwa różne typy antropologiczne, które mimo to, na skutek rozmaitych przetasowań i przemieszczeń, od pokoleń krzyżują się ze sobą.
Wyruszamy pewnego wiosennego popołudnia. Wiatr wieje z północnego wschodu (czyli na południowy zachód), nie jest to zatem scirocco. Powietrze jest przejrzyste, chmury pędzą po niebie, światło przecina horyzont, ale nie oślepia. Początkowo droga przeciska się między szkieletami nieukończonych budynków - słońce odbija się w połaciach blachy i kikutach wsporników - lecz już za światłami w Pellaro ciąg tych potworków chwilowo się kończy i przed oczami rozpościera się panorama.
W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych Bocale ukształtowało właśnie scirocco. Ówcześni zamożni mieszkańcy Reggio, wyżsi urzędnicy, przedsiębiorcy, prawnicy, wszyscy działający w sektorze publicznym, wybudowali sobie domy nad morzem. Żeby mieć dokąd uciekać przed zaduchem, który paraliżuje miasto, gdy całymi dniami wieje ten południowo-wschodni wiatr.
Bocale wyrasta za cyplem Punta Pellaro, w miejscu gdzie zwykle wiatr się odmienia, leżącym zaledwie dziesięć kilometrów od Reggio. Gdyby jakiś konkurent w interesach doprowadził ukradkiem do zamknięcia przetargu w piątkowy wieczór, dałoby się jeszcze stąd dojechać do miasta i tuż przed upływem czasu wypełnić dziesiątki stron dokumentów.
Jestem przekonany, że wiele letnich rezydencji w Bocale powstało przede wszystkim po to, aby mieć na oku sąsiadów. W willach organizowano kolacje, uroczystości, przyjęcia, tajne spotkania. Gdyby wymyślono aplikację pozwalającą mierzyć, ile na danym obszarze podjęto decyzji w kwestii publicznych zleceń i ile ustawiono głosowań, w tym miejscu jej wskazania poszybowałyby pod niebo.
Wąska szosa po prawej prowadzi do drogi lokalnej, którą po niecałym kilometrze dojeżdża się do placyku otoczonego eukaliptusami. Dalej trzeba już pieszo pokonać podziemne przejście pod torami kolejowymi. Koniec końców tunel dociera na plażę i osiedle nierzucających się w oczy willi. Nie ma tu śladu zbytku, przynajmniej na zewnątrz; dwupiętrowe, otynkowane na biało budynki z gankami stoją na obszernych podwórzach otoczonych murami wysokimi na dwa-trzy metry. Jedynym wyraźnym przejawem luksusu - uzyskanym dzięki Bóg wie jakiemu zezwoleniu - jest to, że znajdują się bezpośrednio przy plaży i że roztacza się z nich wspaniały widok na cieśninę.
Ściany pierwszej willi po lewej są nieco obdrapane4. Nierzadko na posesji można dostrzec ruch. Może to ogrodnik opiekujący się bugenwillą, a może ktoś, kto szykuje łódź, by wypłynąć na ryby? Ilekroć tam bywałem, sąsiedzi powtarzali, że rodzina do tego domu już nie przyjeżdża. Czynili tym samym aluzje do złych wspomnień, których to miejsce jest pełne od trzydziestu lat.
Willa należała do Lodovica Ligata, byłego dziennikarza, byłego członka rady miejskiej, byłego parlamentarzysty i zdymisjonowanego prezesa Kolei Państwowych - w tamtym czasie największego pod względem liczby pracowników przedsiębiorstwa we Włoszech - który musiał ustąpić ze stanowiska po skandalu "złotych prześcieradeł". Czyli po aferze z przetargami i łapówkami, która zmiotła całą wierchuszkę spółki[2].
Ligata zamordowano latem 1989 roku. Zabójstwo to pozostaje najważniejszym spośród dokonanych przez 'ndranghetę, a przy tym obiektem powszechnego społecznego wyparcia. Zbrodni nie upamiętniono w żaden szczególny sposób. Nie powstały żadne specjalne programy telewizyjne, nakręcone przy użyciu materiałów z archiwów RAI[3], ani dokumentalne w stylu true crime, które dotyczyłyby morderstwa popełnionego na jednym z najważniejszych urzędników państwowych w latach osiemdziesiątych. Nie ma też - jakżeby inaczej? - żadnych nagród jego imienia, żadnych ulic, żadnych tablic pamiątkowych.
Lodovico Ligato nie jest typem ofiary, o której świat polityki chciałby pamiętać. Wręcz przeciwnie, jest ofiarą morderstwa, którą chciałoby się usunąć z rodzinnego albumu najszybciej jak się da. Mówiąc o nim, trzeba zatem podpierać się słowami świadków, którzy zeznawali we wszystkich instancjach, a ponadto bazować na innych świadectwach, tych uzyskanych bezpośrednio. Wszystko to w nadziei, że uda się zrekonstruować wielowarstwowy kontekst tej sprawy i ukazać wszystkie jej zawiłości.
Bardzo późno w nocy z 26 na 27 sierpnia 1989 roku Lodovico Ligato wychodzi ze swojej willi, by odprowadzić dwójkę gości aż do placyku z eukaliptusami, gdzie zaparkowali samochód. Żegnają się, Ligato wraca do domu przez przejście podziemne. Dokładnie w chwili, gdy Giovanni Gentile wkłada kluczyk do zamka w drzwiach wozu, on i jego żona słyszą od strony plaży długą serię strzałów, po których dobiegają ich krzyki i zawodzenie. Chowają się do samochodu, a chwilę później z tunelu z dużą prędkością wypada dwóch ludzi na motocyklu, którzy znikają na drodze.
Ciało zdymisjonowanego prezesa Kolei Państwowych leży na stopniach jego własnego domu, kilka kroków od plaży i peronów. Śledczy dochodzą do wniosku, że w kierunku Lodovica Ligata wystrzelono łącznie trzydzieści pięć pocisków, z czego dwadzieścia sześć dosięgło celu. Strzały zostały oddane z trzech różnych sztuk broni, z czego dwóch: półautomatycznego glocka kaliber .9 parabellum oraz browninga kaliber 7,65, już wcześniej użyto w innych napadach5.
Według rekonstrukcji wydarzeń: tuż po wyjściu z tunelu Ligato zostaje raniony w plecy pierwszą serią strzałów, upada, podnosi się, próbuje uciekać w kierunku domu. Zabójcy podążają za nim, nie przestając strzelać, i wreszcie dobijają go czterema kulami, gdy leży już na schodach. Ostatni pocisk zostaje wystrzelony w stronę jego żony, Eugenii Mammany, której udaje się otworzyć furtkę wejściową. Kobieta szepce: "Nie zabijajcie mojego męża", i czym prędzej zatrzaskuje furtkę, gdy widzi wycelowany w siebie pistolet. Strzał jest niecelny. Następnego ranka syn Enrico znajdzie kulę w salonie.
Zabójstwo Ligata nie tylko powala na kolana całą prowincję, która już od czterech lat ogarnięta jest wojną, ale także wywołuje podziemne wstrząsy. Te docierają aż do Rzymu.
Proces wyparcia rozpoczyna się natychmiast.
Rada miasta, pozostająca w klinczu od czerwcowych wyborów, które nie wyłoniły rzeczywistej większości, organizuje posiedzenie jak na okoliczność stanu wyjątkowego. Udaje się wybrać na burmistrza chadeka Pietra Battaglię. Tylko jeden radny, niejaki Agatino Licandro, wstaje wtedy z fotela, by uczcić pamięć Ligata.
Z kolei regionalne kierownictwo Chrześcijańskiej Demokracji wykonuje gest rodem ze Związku Radzieckiego - usuwa nazwisko Ligata ze wszystkich późniejszych dokumentów. Lokalny oddział partii w Reggio sugeruje natomiast po cichu, że zleceniodawców morderstwa należałoby szukać w Rzymie. W pogrzebie uczestniczy bardzo niewiele osób; krajowy zarząd nie przysyła przy tej okazji ani okolicznościowych listów, ani kierownictwa. Cztery dni po zabójstwie odbywa się w Palazzo Sturzo[4] krajowa rada partii: około trzynastej trzydzieści jej przewodniczący Ciriaco De Mita kończy swoje wystąpienie, które wygłasza przed publicznością złożoną z najważniejszych chadeków, lecz ani on, ani sekretarz Arnaldo Forlani, ani przewodniczący rady Giulio Andreotti[5], ani nawet minister do spraw Południa Riccardo Misasi - od dziesięcioleci wszechmocny kalabryjski lider uchodzący za politycznego ojca chrzestnego Lodovica Ligata - nie wspominają choćby słowem o zamordowaniu dawnego prezesa Kolei Państwowych6.
Jednak na scenie pojawia się medium, które wywołuje tego niepożądanego ducha. Nazywa się Oscar Luigi Scalfaro[6]. "Ligato jest nasz - mówi - bo był naszym posłem. Bo nie objął swojego stanowiska sam z siebie. I nawet jeśli chmury, które nad Ligatem się zebrały w związku z jego działaniami i przewinami, coraz bardziej gęstnieją, on pozostaje nasz. Bo jest czymś nie do pomyślenia, abyśmy odcinali się od błędów, bez względu na to, jakie one są, choćby i ciężkie. Czy chcemy w milczeniu przejść do porządku dziennego nad tym aktem rozlewu krwi? Czy może jednak wolimy przystanąć i pochylić się nad tym, że pewne działania mogą przynosić tak poważne skutki?"
Dziennikarze rzucają się na partyjnych przywódców, by poznać ich reakcje na te słowa, ale rozbijają się o niewzruszony mur. "Bez komentarza, choć to, co mówi Scalfaro, zawsze jest godne uwagi" - odpowiada Andreotti. "Ja nie będę rozmawiać. Partię reprezentuje Forlani" - oświadcza De Mita. Forlani nie mówi nic. Misasi, który przedstawia się jako numer jeden w Kalabrii, twierdzi, że już od jakiegoś czasu trzyma się od niej z dala. I dodaje: "Mam wrażenie, że 'ndrangheta nie jest tak zorganizowana jak mafia. To różne rodziny. Pomijając rzadkie przypadki, wzajemnie się zwalczają".
Krajowe dzienniki publikują artykuły, w których zakłopotani autorzy dają do zrozumienia, że historia Ligata skończyła się tak, jak musiała się skończyć.
W tym samym czasie w Reggio dochodzi do inwazji porywaczy ciał.
Wydaje się, że w ciągu jednej nocy jakiś zwariowany naukowiec zastąpił obywateli miasta, przedsiębiorców i urzędników - tych samych, którzy w latach 1979 i 1983 oddali na Ligata dwadzieścia jeden tysięcy głosów, co było najwyższym w historii Reggio wynikiem uzyskanym przez pojedynczego kandydata - rzeszą ich sobowtórów z zapałem kreującą alternatywną wizję rzeczywistości. Zgodnie z nią Ligato był wyłącznie przygodnym znajomym, kimś w rodzaju chwilowego statysty, a nie postacią dominującą przez ostatnią dekadę w lokalnej polityce i cieszącą się poparciem niemal jednej trzeciej wyborców.
Powody konsternacji w krajowych strukturach chadecji są dość oczywiste: partia przeżywa kryzys zaufania, zaś aferą "złotych prześcieradeł" prasa i telewizja zajmują się miesiącami. Z kolei przyczyny psychicznej dysocjacji u mieszkańców tkwią o wiele głębiej: cała prowincja, a zwłaszcza Reggio, lęka się spojrzeć w twarz trupowi, bo ujrzałaby w niej własne odbicie.
Są osoby, które potrafią dostroić się do najdelikatniejszych wibracji miasta. Niektórzy kierowcy autobusów zawsze dokładnie wiedzą, na jaki ruch uliczny się natkną. Niektórzy agenci nieruchomości są w stanie wyczuć, jak zmieni się rynek mieszkań w danej dzielnicy, wykorzystując najdrobniejsze sygnały - w rodzaju otwarcia nowego sklepu. Urzędnicy katastralni potrafią z kolei powiązać ze sobą różne wydarzenia rozłożone w czasie i stwierdzić, czy dany obszar czeka rozwój, czy upadek. Lodovico Ligato był właśnie takim typem polityka - umiejącym dostroić się do pulsu swojego świata. Ten syn maszynisty mieszkający w mieście kolejarzy rozpoczął karierę jako redaktor komunikatów prasowych. Z czasem zaczął się piąć po partyjnych szczeblach, prowadząc prowokacyjne polemiki i bezwzględnie atakując przeciwników w łonie własnego ugrupowania i poza nim. Wysoki, potężny, o donośnym głosie i wyrazistej gestykulacji stworzył ruch złożony z mieszkańców dzielnicy Portanova. Kolejarzy, rzecz jasna, dysponujących coraz większymi pakietami głosów i zdolnych do zwierania szeregów przy okazji dowolnego publicznego spotkania - od najmniej istotnych dzielnicowych zebrań po posiedzenia rady miasta. Działali oni w sposób tak zdyscyplinowany, że zasłużyli sobie w powszechnej opinii na miano "chińczyków".
W mieście, w którym wiatr zmienia kierunek trzy razy dziennie, a najbardziej charakterystycznym zjawiskiem jest fatamorgana, czyli miraż unoszący się nad wodami cieśniny, Ligato niezwykle sprawnie stosował taktykę nieustannej zmiany pozycji i uskuteczniał sztukę zastawiania pułapek wabiących złudzeniami. W kwestii pulsu miasta miał wyczucie absolutne, toteż jego starcie z najmroczniejszymi miejscowymi siłami nadciągało nieuchronnie.
Mający za sobą dwie kadencje w parlamencie, gdzie w Izbie Niższej wielokrotnie pełnił funkcję sekretarza Komisji do spraw Transportu, w 1985 roku Ligato został namaszczony na prezesa włoskich Kolei Państwowych, spółki zatrudniającej dwieście tysięcy pracowników, zarządzającej trzydziestoma sześcioma miliardami lirów, od której zależni byli - pośrednio lub bezpośrednio - niezliczeni klienci. Na szczyty największego pod względem liczby zatrudnionych przedsiębiorstwa we Włoszech wyniosło go przede wszystkim poparcie Riccarda Misasiego, byłego ministra edukacji, a zarazem byłego politycznego sekretarza Chrześcijańskiej Demokracji, wielkiego sprzymierzeńca Ligata na poziomie krajowym. Być może Misasi wyczuwał w swoim aż nazbyt obiecującym wychowanku zagrożenie dla siebie samego.
*
W toku procesu prowadzonego we wszystkich trzech instancjach zostanie ustalone, że zabójstwo Ligata to kulminacja wojny prowadzonej przez 'ndranghetę.
Wieńczy ono konflikt rozpoczęty w 1985 roku, który - zanim dobiegnie końca w roku 1991 - pociągnie za sobą śmierć bliżej nieokreślonej liczby osób. Przy całej rozbieżności w szacunkach (ofiar miało być od pięciuset do siedmiuset) liczba ta przytłacza jeszcze bardziej, jeżeli na przykład weźmie się pod uwagę, że w ośmiu wielkich masakrach, które wydarzyły się we Włoszech w latach 1969-1974, zginęło ich sto czterdzieści dziewięć[7].
Tak zwana druga wojna 'ndranghety wybucha wieczorem 11 października 1985 roku7. W chwili gdy Antonino Imerti, przezywany Nano Feroce, Dzikim Karłem, znajduje się w Villa San Giovanni[8], niedaleko siedziby towarzystwa ubezpieczeniowego, które często służy mu za przykrywkę dla rozmaitych nielegalnych działań, ktoś uruchamia bombę ukrytą w fiacie 500 zaparkowanym po drugiej stronie ulicy. Echo eksplozji niesie się na odległość wielu kilometrów i w mnóstwie okolicznych budynków pękają szyby. Ale kiedy na miejsce przyjeżdżają ratownicy, stwierdzają, że Imerti jakimś cudem jest cały i zdrowy, zaś wokół niego leży to, co pozostało z jego ochroniarzy. Ponieważ Imerti milczy uparcie, śledczy potrzebują wielu godzin na ustalenie, że byli nimi bracia Angelo i Vincenzo Palermowie oraz Umberto Spinelli, wszyscy około dwudziestki.
Policja na krótko zatrzymuje Imertiego, który wciąż nie otwiera ust, po czym go wypuszcza. Ale Nano Feroce musiał jednak komuś szepnąć słówko, bo odwet następuje przed upływem czterdziestu ośmiu godzin. Z pistoletu zostaje zastrzelony Paolo De Stefano, głowa rodziny stanowiącej w dużej mierze arystokrację świata zorganizowanej przestępczości w Reggio, oraz jego ochroniarz. Obaj giną, gdy przejeżdżają na motocyklu przez Archi, dzielnicę na północy miasta będącą terytorium De Stefanów.
W 1975 roku klany Imerti i De Stefano zawarły sojusz, który - mimo napięć i wzajemnych podejrzeń - przetrwał dekadę. Teraz z niewiadomego powodu tamto dawne porozumienie ulega dosłownemu wręcz rozerwaniu. Po ulicach miasta zaczynają krążyć grupy uzbrojonych ludzi szukających kolejnego celu. Wspólne interesy i związki matrymonialne wiążą rodzinę De Stefano z klanami Libri i Tegano. Rodzina Imerti tworzy z kolei "federację" z trzema innymi: Condello, Serraino i Rosmini. W ciągu miesiąca plaga rozszerza się na całą prowincję, a wszystkie rody z wybrzeży Morza Tyrreńskiego i Jońskiego muszą się opowiedzieć po jednej albo po drugiej stronie. Nierzadko też postanawiają wykorzystać tę wojnę do wyrównania dawnych porachunków.
"Jak się żyło w tamtym czasie?" Pytanie nasuwa się samo, lecz w Reggio próżno szukać na nie odpowiedzi. Podobnie jak na wiele innych. Kiedy wybuchła wojna, miałem lat osiem, kiedy dobiegła końca - czternaście. I choć trudno to dziś przyznać, prawda jest taka, że dla rozgarniętego chłopca o bujnej wyobraźni, nierozumiejącego, czym jest śmierć, ówczesne ponure klimaty miały w sobie coś ekscytującego. Dorastałem, czytając kryminały odkładane przez matkę oraz lokalny dziennik, który kupował ojciec, pełen opisów niedawnych egzekucji. W mojej głowie to Sherlock Holmes i Philip Marlowe ścigali Nana Ferocego i prowadzili śledztwo w sprawie zabójstwa Lodovica Ligata. Tymczasem reszta Włoch obserwowała wydarzenia w Reggio di Calabria z niesmakiem i obojętnością, jak gdyby chciała powiedzieć: "A niech ci południowcy sami się powyrzynają!". Ja wiedziałem jedynie, że w moim mieście śmierć od strzałów z pistoletu jest na porządku dziennym.
Pamiętam, jak pewnego wieczoru siedziałem na tylnym siedzeniu samochodu ojca - razem z mamą, wujkiem i ciotką - a za nami jechała ciemna alfa romeo, w której widać było trzech mężczyzn. Ilekroć ojciec przyśpieszał, alfa siadała nam na ogonie, gdy zwalniał, nie chciała wyprzedzić. Tak przejechaliśmy długi odcinek DK 106, aż wreszcie na peryferiach Reggio alfa skręciła w jakąś mniejszą uliczkę. Cała rodzina rozważała wówczas dwie przeciwstawne hipotezy: albo ci ludzie byli płatnymi zabójcami, którzy jechali nie za tym samochodem, co trzeba, albo było to trzech debili, którzy spontanicznie postanowili zrobić idiotyczny dowcip, aby porozkoszować się atmosferą czasów.
Pamiętam również, że przy co najmniej trzech okazjach, gdy byłem sam albo z mamą, słyszałem strzały z pistoletu.
Zajścia tego rodzaju stają się wtedy coraz częstsze, a zabójcy coraz bardziej zuchwali. Uderzają w kwietniu 1986 roku, gdy głowa rodziny Serraino, Francesco, o którym mówiono boss della montagna, boss z gór, kuruje się z powodu cukrzycy w głównym szpitalu w Reggio. Jego ludzie okupują całe piętro, lecz przedsięwzięte środki ostrożności nie powstrzymują komanda wysłanego przez rodzinę De Stefano. Jej żołnierze wpadają do szpitala, ganiają bossa po oddziale i zabijają go. Wraz z nim ginie syn Alessandro.
Zabójcy potrafią się przebierać; z rąk fałszywych policjantów ponosi śmierć dwóch braci związanych z klanem De Stefano. Strzelają też z wysokości do ofiar w zakładach karnych. Pasquale Libri, inny sprzymierzeniec rodziny, przechadza się o wyznaczonej godzinie po spacerniaku więzienia San Pietro, gdy nagle osuwa się na ziemię, trafiony w głowę pojedynczą kulą snajpera ulokowanego na tarasie pobliskiej kamienicy. Z życiem uchodzi natomiast inny członek rodziny Libri, choć zostaje ostrzelany na schodach sądu, w którym ma zeznawać.
Z kolei Pasquale, boss z klanu Condello, noszący jakże skromne przezwisko Il Supremo, Najwyższy, zza krat wydaje człowiekowi - później znanemu jako Świadek Alfa - polecenie stworzenia oddziału zabójców wyposażonych w zaawansowane środki bojowe. W mieście pojawiają się karabiny snajperskie i broń szturmowa pozwalające walczyć z autami terenowymi i pojazdami opancerzonymi. W epoce sprzed rewolucji cyfrowej członkowie tej, nazwijmy to, elitarnej jednostki należącej do "federacji" klanów Imerti-Condello-Serraino-Rosmini są w awangardzie. Komunikują się za pomocą urządzeń HF, UHF i VHF, wysyłając zaszyfrowane komunikaty8. Świadek Alfa dostarcza im między innymi glocki kaliber 9 parabellum, typ pistoletu, z którego zabito Ligata.
Politycy próbują reagować na tę sytuację politycznie. W styczniu 1987 roku Franco Quattrone, partyjny towarzysz, a zarazem rywal Ligata, trafia na czołówki gazet, wygłaszając zajadłe ataki na "niewidzialną partię" czy "superpartię". Czyli na rzekome tajne gremium złożone z Ligata, Giovanniego Palamary, lokalnego przywódcy socjalistów, dawnego kolegi szkolnego zamordowanego i jego sąsiada z Bocale, oraz socjaldemokraty Paola Romea, niesławnej reputacji adwokata, który w przerwach między spotkaniami w Circolo di Societa, znanym w Reggio sportowym klubie, a wizytami w miejscach bardzo odległych od Kalabrii będzie w kolejnych dekadach regularnie zamieszany w wiele niejasnych przedsięwzięć.
Quattrone deklaruje: "Rozprawienie się z logiką superpartii kierowanej w prowincji Reggio przez pewne struktury Włoskiej Partii Socjalistycznej, Chrześcijańskiej Demokracji i Socjaldemokratycznej Partii Włoch pozwoli rzucić więcej światła na około setkę morderstw dokonanych w 1986 roku, a zwłaszcza na działania osób, do których należą firmy cieszące się zaufaniem przedsiębiorstw publicznych. Trzeba wyjaśnić dogadywane cichaczem przetargi dla podwykonawców wielkich robót, niektóre dziwne, choć do przewidzenia, przypadki rozstrzygnięć konkursów, dostawy realizowane dla lokalnych przedsiębiorstw przez podstawione osoby, znane i bezkarne". I konkluduje, cytując Leonarda Sciascię[9]: "Należy inteligentnie powiązać ze sobą ślady, których w Reggio di Calabria jest aż nadto"9.
Wypowiedź ta migiem sprowadza do Reggio wysłanników wielkich gazet, a także parlamentarną Komisję do spraw Walki z Przestępczością Zorganizowaną. Nie przynosi to jednak znaczących rezultatów, jeśli wziąć pod uwagę, że średnia stu trupów rocznie utrzymywać się będzie jeszcze latami. W okresie, o którym mowa, Ligato właśnie pnie się ku fotelowi prezesa Kolei Państwowych i celowo nie pokazuje się w mieście.
Jego związki są przy tym dość oczywiste. Na przykład, jeśli idzie o krąg "chińczyków", na pierwszy plan wysuwa się żelazny pakt Ligata z Franceskiem Macrim, zwanym Ciccio Mazzetta, Frankiem Łapówką. Stoi on na czele chadeków w Taurianova[10]. Cossiga[11] dwukrotnie próbuje pozbawić go funkcji przewodniczącego miejscowej kasy chorych, ale bez rezultatu, mimo że w CV Macriego aż roi się od oskarżeń i wyroków. Jedną z rzadkich okazji, przy których Ligato pojawia się w Reggio w czasie, gdy zasiada w parlamentarnej Komisji do spraw Transportu, jest uroczystość związana z remontem lotniska. Rok później jego dyrektor Tommaso Agnello zostanie aresztowany pod zarzutem handlu narkotykami, ponieważ kurierzy klanu De Stefano przewozili tamtędy walizki wypchane heroiną i kokainą bez jakiejkolwiek kontroli, jak gdyby to był bagaż dyplomatyczny. Na jaw wyjdą wówczas także stare historie, na przykład fakt, że Ligato - już jako poseł do parlamentu - próbował przekazać głosy oddane na niego w wyborach do rady miasta adwokatowi Giorgiowi De Stefanowi, kuzynowi bossa Paola.
Badanie wątku publicznych przetargów to zarazem badanie motywów zabójstwa Ligata oraz całej wojny 'ndranghety. Ustalenia pozwalają napisać niemal traktat o historii mafijnej ekonomii i dostarczają klucz do zrozumienia urbanistycznego kształtu Reggio i całej DK 106. Wyniki licznych śledztw pokazują, że aż do lat siedemdziesiątych cosche[12] tworzące 'ndranghetę nakładały stały pięcioprocentowy podatek na większość prac budowlanych. Z czasem na podstawie zawartych porozumień klany De Stefano i Imerti zaczęły już bezpośrednio angażować się w ten biznes, wykorzystując rozliczne firmy budowlane, podstawione osoby, księgowych i radców prawnych. Jednak korzyści z przetargów musieli czerpać również politycy, którzy wprawdzie zajmowali się innymi sprawami, ale działali na obszarach częściowo interesujących także 'ndranghetę. Agatino Licandro, jedyny członek rady miasta, który wykonał gest upamiętniający Ligata po jego śmierci, zostanie burmistrzem Reggio w 1990 roku, ale zaledwie dwa lata później, na skutek głębokiego kryzysu osobistego, odda się w ręce prokuratury i opowie o działaniu systemu10. Okaże się wtedy, że każdy kontrakt musiał przejść przez kilka poziomów korupcji. Na przykład biurowiec, którego budowę zlecono w 1986 roku mediolańskiej firmie Logiani, kosztował, w przeliczeniu na obecną wartość, 7,75 miliona euro. Z tej kwoty około 4,5 procent, czyli około trzystu pięćdziesięciu tysięcy euro, zwyczajowo rozdzielono między burmistrza, naczelników referatów i - proporcjonalnie do znaczenia - partie polityczne mające większość w radzie miasta. Na pieniądze załapał się nawet Antonio Latella, dziennikarz, ktoś w rodzaju kingmakera, który wstępniakami w redagowanym przez siebie tygodniku "Il Giorno" potrafił niszczyć polityczne kariery lub kreować je ex nihilo.
Zatem sytuacja wygląda następująco: już w 1986 roku wiadomo, że parlament uchwali niezwykle istotny dekret, który pozwoli "stworzyć nowe miejsca pracy" i "poprawić warunki życia w Reggio di Calabria". Umożliwi on zlecenie ogromnych robót publicznych, takich jak budowa nowych ulic, placów, nadmorskiego bulwaru i - rzecz jasna - nowych odcinków kolejowych. Jednak w tym samym 1986 roku podejrzewa się również, że koszty owych działań będą wyższe niż kiedykolwiek. Tak czy owak, uchwalony 8 maja 1989 roku dekret o Reggio nadąża za oczekiwaniami. Wyasygnowana kwota jest niebotyczna i wynosi 556 miliardów lirów, co dziś odpowiada 668 milionom euro.
Czy dla 668 milionów euro nie opłaca się wywoływać wojny?
W trakcie swojej kariery Lodovico Ligato zdobył pozycję wyjątkową, ulokował się bowiem dokładnie na przecięciu politycznej korupcji i stworzonego przez 'ndranghetę systemu przetargów. A gdy został zmuszony do podania się do dymisji ze względu na aferę "złotych prześcieradeł", zaczął organizować wszystko od nowa po to właśnie, aby ową pozycję odzyskać.
Tylko czy dla 668 milionów euro nie opłaca się zdradzić i zabić najpotężniejszego polityka w regionie?
Powrót Ligata do Reggio uznają za motyw jego zabójstwa także agenci wywiadu. Tajny raport o tej zbrodni trafia na biurko dyrektora CESIS[13] Riccarda Malpiki rankiem 11 września 1989 roku i zostaje opatrzony numerem 7/247. Anonimowy autor pisze:
[...] Według bardzo wiarygodnych informacji LIGATO reaguje na to, co uznał za "nieszczęśliwe zrządzenie losu", które - w wymiarze prawnym - tak czy inaczej nie miało skutkować nazbyt negatywnymi konsekwencjami, i rewiduje swoje zaangażowanie na poziomie krajowym. Jest przekonany, że partyjna góra nie broniła go w sposób adekwatny i że nie solidaryzowała się z nim ani nie okazywała zrozumienia dla trudności, z którymi musiał się borykać, zarządzając spółką pogrążoną w tak głębokim kryzysie strukturalnym. Z tych właśnie powodów zaraz po swojej dymisji Lodovico LIGATO podejmuje działania mające umożliwić mu dalszą karierę. Można zasadnie przypuszczać, również w świetle dalszych wypadków, że rozczarowawszy się głęboko polityką "krajową", postanawia nie powracać do czysto politycznej gry, lecz zaangażować się w działania menedżerskie związane głównie z przedsiębiorczością. Pragnie wykorzystać w tym celu krajową sieć znajomości i powiązań ze środowiskami instytucji finansowych i przedsiębiorstw, którą stworzył i rozwinął w okresie, gdy zarządzał Kolejami Państwowymi [...]. Mając to na uwadze, tworzy podstawy przyszłych inicjatyw w dziedzinie doradztwa i projektowania oraz podejmuje działania nakierowane na swój rodzinny region, KALABRIĘ, którą można uznać za obszar odznaczający się dużymi możliwościami rozwoju przemysłowego i strukturalnego - w związku z przegłosowaniem dekretu o poprawie warunków ekonomicznych w REGGIO DI CALABRIA i planowanymi pracami nad trasą kolejową wzdłuż Morza Jońskiego oraz nad mostem nad cieśniną.11
Ostatnich elementów tej układanki dostarcza wątek broni. Glock kaliber dziewięć milimetrów parabellum, z którego zabito Lodovica Ligata, to ta sama broń, której wcześniej użyto do zabicia taksówkarza, niejakiego Vincenza Caponery, oraz mechanika Vincenza D'Agostina, związanych z grupą De Stefano-Libri-Tegano. Wszystkie trzy zabójstwa noszą znak "federacji" Imerti-Condello-Serraino-Rosmini.
Powyższe ustalenia ostatecznie potwierdzają zeznania Świadka Alfa, pierwszego w historii skruszonego członka 'ndranghety. Aresztowano go w 1992 roku na lotnisku w Amsterdamie, gdy podróżował z fałszywym paszportem. Śledczy uznali informacje od niego za kluczowe dla rozwiązania spraw wielu morderstw z okresu 1986-1991. Po pierwszych zeznaniach nazwisko Świadka Alfa ujawniono. Okazał się nim nie kto inny, tylko Giacomo Lauro, licealny kolega mojego ojca.
- Kiedyś wydawało się, że interesuje go wyłącznie granie na gitarze kawałków Elvisa i Beatlesów i robienie wrażenia na dziewczynach. Nigdy bym nie pomyślał, że skończy w taki sposób - skomentował ojciec.
Według Laura decyzja o zabójstwie Ligata zapadła kilka tygodni przed egzekucją i zaledwie dwa miesiące po zatwierdzeniu dekretu o rozwoju Reggio. Stało się to na tajnym spotkaniu na cmentarzu w Catonie, jednej z północnych dzielnic miasta. Zaproponował je Pasquale "Il Supremo" Condello, zatwierdzili jednogłośnie przedstawiciele rodzin Imerti, Serraino i Rosmini. Rozumowali następująco: Ligato wraca do miasta, dzięki swojej pozycji zapewnia przetargi, a więc i pieniądze, rodzinom De Stefano, Libri i Tegano, które część tych pieniędzy przeznaczają na usunięcie nas z powierzchni ziemi. Ergo: Ligato musi umrzeć.
Zebrani postanowili, że grupa uderzeniowa będzie się składać z Natale Rosminiego i - przede wszystkim - Giuseppe Lombarda, najlepszego w niej zabójcy, mającego już na koncie pojedynczy strzał, który powalił Pasquale Libriego na dziedzińcu więzienia San Pietro. Rosmini i Lombardo spędzili więc w okolicy willi w Bocale kilka wieczorów z rzędu i w końcu ruszyli do akcji, nocą z 26 na 27 sierpnia.
Lombardo przyzna się do zabójstwa Ligata, jak również trzynastu innych osób, i w 1993 roku usłyszy wyrok razem z Natale Rosminim, a także dwoma innymi członkami swojego klanu oraz najważniejszymi ludźmi z rodzin Condello, Serraino i Imerti.
Przed opuszczeniem Bocale należy opowiedzieć jeszcze jedną historię. Otóż przez pewien czas dochodzenie zatacza coraz szersze kręgi i zaczyna obejmować zleceniodawców także ze świata polityki. Śledczy typują dwie osoby - obie przetrwały upadek "niewidzialnej partii". Są to socjalista Giovanni Palamara i nieuchwytny adwokat Paolo Romeo. Obaj działają w porozumieniu z Frankiem Quattronem, tym samym, który w 1987 roku obwieścił istnienie "superpartii" za przyzwoleniem byłego sekretarza regionalnego Chrześcijańskiej Demokracji Giuseppe Nicola oraz dawnego burmistrza Reggio Pietra Battaglii, który jako parlamentarzysta jak nikt inny walczył o dekret w sprawie dofinansowania. Innymi słowy, szefowie kartelu konkurującego z rodziną De Stefano mieli podjąć decyzję o zamordowaniu Lodovica Ligata w zgodzie z wierchuszką "niewidzialnej partii", czyli pięcioma politykami, którzy darli ze sobą koty w szeregach różnych ugrupowań, a ukradkiem współpracowali, tworząc tajemne gremium zdolne kontrolować całe miasto.
Wprawdzie cała piątka zostanie całkowicie oczyszczona z tych zarzutów, lecz w kolejnych latach każdy jej członek zaliczy upadek na skutek rozmaitych skandali i zawiłych machinacji, które odsuną go od świata polityki. Giovanni Palamara, numer jeden partii socjalistycznej w Reggio, przyjaciel Ligata z czasów dzieciństwa i jego sąsiad w ustronnym Bocale, tak jak i inni członkowie partii usłyszy zarzuty udziału w organizacji przestępczej. Także one zostaną uznane za bezzasadne, niemniej Palamara najpierw zostanie skazany na zwrot pięciu miliardów lirów za nieprawidłowości, których dopuścił się jako regionalny kierownik w dyrekcji lasów. Ze śledztwa dotyczącego rzekomej superpartii obronną ręką wyjdą także Quattrone, Nicol? i Battaglia, choć z powodu rozmaitych pobocznych oskarżeń trafią do aresztu tymczasowego.
Z kolei postać adwokata Paola Romea, socjaldemokraty i byłego parlamentarzysty, przez następne trzydzieści lat na rozmaite sposoby będzie się przewijać na kartach najskrytszej historii Reggio. Koniec końców w toczonym przed sądem pierwszej instancji tak zwanym procesie Gotha[14] zostanie on w 2018 roku uznany winnym. Zdaniem oskarżenia Paolo Romeo miał być członkiem koterii złożonej z przedstawicieli różnych wolnych zawodów, przedsiębiorców i sędziów, która pośredniczyła między tworzącymi 'ndranghetę klanami i klasą rządzącą w Reggio di Calabria.
Reszta tekstu dostępna w regularnej sprzedaży.