kucnął pod ścianą i myślał o tym, co ona może w tej chwili robić. Gdy odjeżdżał, stała samotnie na ulicy i denerwowała się. Natana nie było, ani nie przesłał też do niej żadnej wiadomości.
-Dam sobie radę - powiedziała na pożegnanie. -Jedź już.
Przytulił ją mocno i poczuł się zdołowany, jak nigdy wcześniej. Najchęt-niej zabrałby ją ze sobą, ale przecież miała inne plany. On też przyjechał do pracy i musiał sporządzić raport dla CIA.
-Wychodzimy - powiedział Paul, szturchając go w ramię.
-Nie rozumiem ich - stwierdził głośno, gdy znaleźli się samochodzie.
-Kogo? - Paul zerknął w jego stronę.
-Tych Żydów.
-A kto ich rozumie? - odparł stonowanym głosem.
-Chodzą w tych swoich pejsach i w ogóle nie przejmują się pandemią. Ani nikim - dodał zdenerwowany Neo.
-Teraz większość ludzi w Izraelu jest zaszczepiona, więc nie ma takiego problemu - powiedział Paul skręcając na główną drogę. -Rok temu było bardzo nieciekawie - dodał.
-A co się działo?
-Charedim, czyli wyznawcy judaizmu ultradoksyjnego, nie respektowa-li żadnych ograniczeń. W kraju był lockdown, a ci chodzili do pracy, szkół, organizowali modlitwy, uroczystości dla 200-300 osób.
-Rozumiem, że zarażali...
-Jeszcze jak - ożywił się Paul. -Stali się bombą pandemiczną, ogniskami wirusa. 70 procent wszystkich zakażeń w Izraelu pochodziło od nich. A musisz wiedzieć, że stanowią niespełna 12 procent ludności.