Diana. Królowa ludzkich serc - Zespół autorów

Kup ebooka

19.99 zł
14.99 zł (14,99 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Sie­dzi na końcu tram­po­liny za­wie­szo­nej kilka me­trów nad gładką ta­flą mo­rza. Ko­stium ką­pie­lowy w ko­lo­rze krzy­kli­wego tur­kusu otula jej ciało i prze­cho­dzi w po­przek ple­ców. Pro­mie­nie słońca ogrze­wają nagą skórę, nie­mal ją pa­ląc.

Pa­trzy w słońce i mruga oczami, a po­tem wstaje i ska­cze na główkę do wody.

Chwilę póź­niej od tram­po­liny od­bija się ciem­no­włosy, opa­lony męż­czy­zna. Lą­duje z plu­skiem obok ko­biety w la­zu­ro­wym mo­rzu. Śmieją się.

Jest sier­pień 1997 roku, a trzy­dzie­sto­sze­ścio­let­nia Diana znaj­duje się na jach­cie na Mo­rzu Śród­ziem­nym u po­łu­dnio­wych wy­brzeży Fran­cji. Męż­czy­zną, który po­daje jej te­raz ręcz­nik na po­kła­dzie statku, jest czter­dzie­sto­trzy­letni Dodi al-Fayed. To pro­du­cent fil­mowy, syn mul­ti­mi­liar­dera, znany także tro­chę jako ce­le­bryta, który kręci się wśród sław­nych lu­dzi i uma­wia na randki mię­dzy in­nymi z Ju­lią Ro­berts i Wi­noną Ry­der.

Te­raz spo­tyka się z Dianą. Byłą przy­szłą kró­lową An­glii.

***

Czy­tasz se­rię "Bry­tyj­ska ro­dzina kró­lew­ska". Przy­bliża ona syl­wetki człon­ków ro­dziny, która od 1917 roku na­leży do dy­na­stii Wind­so­rów. Udamy się w po­dróż przez ostat­nie stu­le­cie, pod­czas któ­rej spę­dzimy czas mię­dzy in­nymi z księżną Dianą, księ­ciem Har­rym i księżną Me­ghan, kró­lową Elż­bietą oraz po­zo­sta­łymi człon­kami tej roz­le­głej i fa­scy­nu­ją­cej ro­dziny.

Czy­tasz część trze­cią. Je­śli nie czy­ta­łeś po­przed­nich, pro­po­nu­jemy roz­po­cząć od czę­ści Nie­ocze­ki­wana kró­lowa, który do­ty­czy Elż­biety.

W trze­ciej czę­ści sku­piamy się na opusz­cze­niu mo­nar­chii przez Dianę. Część nosi ty­tuł Kró­lowa ludz­kich serc.

***

Zo­sta­wi­li­śmy Dianę dzie­sięć lat temu.

Młoda dziew­czyna po­znaje wtedy księ­cia Ka­rola. Za­ko­chuje się w nim i w swoim ma­rze­niu o wspól­nym ży­ciu, a za­nim się obej­rzy, Ka­rol jej się oświad­cza.

Lecz już w chwili, kiedy biorą ślub, jest prze­ko­nana, że jego serce na­leży do in­nej ko­biety.

Te­raz - po­nad dzie­sięć lat póź­niej - mo­nar­chia zwraca Dia­nie wol­ność.

Po raz pierw­szy od czasu, kiedy miała dwa­dzie­ścia lat, stoi na wła­snych no­gach: lecz kim jest te­raz, skoro już nie księżną i przy­szłą kró­lową bry­tyj­skiego na­rodu?

Wkrótce się tego do­wiemy.

Okaże się, że wol­ność nie le­czy wszyst­kich ran i że drę­czące Dianę uczu­cia pa­ra­noi, izo­la­cji i stra­chu nie miesz­kają tylko w kró­lew­skich kom­na­tach, jak mo­gło się jej przez ja­kiś czas wy­da­wać. Miesz­kają w niej sa­mej i po­dą­żają za nią, do­kąd­kol­wiek się uda.

Los pod­słu­chuje; sły­szał jej strach i te­raz to, czego oba­wia się naj­bar­dziej, urze­czy­wist­nia się w tra­gicz­nym wy­padku.

Jed­nak za­nim zaj­dziemy tak da­leko - i za­nim znowu spo­tkamy Dianę na jach­cie na wo­dach po­łu­dnio­wej Fran­cji - cof­nijmy się o krok w prze­szłość.

***

Jest 15 wrze­śnia 1984 roku. Diana uśmie­cha się do apa­ra­tów fo­to­gra­ficz­nych, a słońce póź­nego lata oświe­tla jej twarz. Ma cie­płe po­liczki, czer­wony ża­kiet w ko­lo­rze skrzynki pocz­to­wej i pa­su­jącą do niego wstążkę w koł­nie­rzu bia­łej ko­szuli. Oświe­tla ją flesz za fle­szem. Wy­gląda na spe­szoną i za­wsty­dzoną. Jakby so­czewki apa­ra­tów fo­to­gra­ficz­nych od­bie­rały jej po ka­wałku ener­gii z każ­dym pstryk­nię­tym zdję­ciem.

Stoi przed szpi­ta­lem St Mary's Ho­spi­tal w cen­trum Lon­dynu. U boku ma księ­cia Ka­rola, a kilka me­trów da­lej za ba­rier­kami od­gra­dza­ją­cymi wi­wa­tują i ma­chają rę­kami setki Bry­tyj­czy­ków.

Diana spo­gląda na swoje ręce i uśmie­cha się. Po­wód tego uśmie­chu trzyma czule w ra­mio­nach.

Ka­rol ma­cha do zgro­ma­dzo­nych tłu­mów i mówi do Diany kilka słów, któ­rych z po­wodu wrzawy nie sły­szy nikt oprócz niej. Z ru­chu jej warg wi­dać, że od­po­wiada zwięźle. Kilka mi­nut póź­niej po­mię­dzy nich a wi­wa­tu­jący tłum wjeż­dża gra­na­towy sa­mo­chód. Wsia­dają do niego.

***

Mi­nęły trzy lata od chwili, kiedy Diana kro­czyła po ko­ściel­nej po­sadzce ka­te­dry św. Pawła z utkwio­nymi w so­bie mi­lio­nami oczu. Przy oł­ta­rzu stała jej sym­pa­tia z na­sto­let­nich lat, książę Ka­rol. Wzięli ślub i mi­nęły dwa lata od na­ro­dzin ich pierw­szego syna, dzie­dzica tronu księ­cia Wil­liama.

Diana po­grą­żyła się wtedy we wszech­ogar­nia­ją­cej de­pre­sji po­po­ro­do­wej. Prze­zwy­cię­że­nie cho­roby za­jęło jej całe mie­siące - i była to ciężka praca. I cho­ciaż tym ra­zem okres po­łogu prze­bie­gnie nieco lżej, już te­raz - za­le­d­wie kilka go­dzin po przyj­ściu na świat młod­szego brata Wil­liama, księ­cia Harry'ego - sta­nie się ja­sne, że dla przy­szłej kró­lo­wej nic nie bę­dzie pro­ste.

Wy­obraź so­bie Dianę sie­dzącą sa­mot­nie na skraju łóżka w spar­tań­sko urzą­dzo­nej sali szpi­tal­nej, prze­peł­nioną uczu­ciem szczę­ścia, które roz­cho­dzi się od jej piersi, do­cie­ra­jąc do każ­dej ko­mórki ciała.

Ma tu­taj tylko naj­bar­dziej pod­sta­wowe przed­mioty: sto­lik, fo­tel, a tuż przy łóżku - do­stawne łó­żeczko. Miękki ko­cyk otula jej nowo na­ro­dzo­nego syna. Prze­peł­niają ją cie­płe uczu­cia. Jakby ja­sne i ła­godne ko­lory w po­miesz­cze­niu otu­lały jej mię­śnie i da­wały jej ciału spo­kój, za któ­rym tę­sk­niła. Ktoś po­sta­wił na sto­liku bu­kiet kwia­tów. Nie wie kto. Kiedy, tak jak te­raz, drzwi na szpi­talny ko­ry­tarz są za­mknięte, po­kój jest po­grą­żony w ci­szy. Diana od­dy­cha swo­bod­nie i głę­boko. Jest wy­czer­pana.

Ze swo­jego miej­sca może bez wy­siłku się­gnąć do łó­żeczka. Nowo na­ro­dzony książę Harry śpi spo­koj­nie. Ob­ser­wuje drobne ru­chy na jego twa­rzy, a w jej wnę­trzu bu­zują hor­mony. Nie może wyjść z po­dziwu, jak do­sko­na­łym ma­łym czło­wie­kiem jest jej syn.

Ostroż­nie gła­dzi jego drob­niutką rączkę i po raz ko­lejny prze­li­cza pa­luszki, od­gar­nia­jąc na bok jego ja­sne, po­ma­rań­czowe aniel­skie włosy. Chwilę póź­nej ona sama także za­pada w sen.