Jesień
No i znów siedzimy w tej naszej saunie w Czeskim Raju i wypacamy nasze ciała i dusze. Na zewnątrz jest jesień.
A ten, co całe życie pracuje w fabryce bombek choinkowych i ma przejść na emeryturę, otwiera drzwi kabiny i siada na ławce.
A ten, co jest nauczycielem i w zeszłym roku stracił w wypadku żonę, też otwiera drzwi kabiny i siada na ławce.
Siedzi w kompletnej ciszy i się poci.
A ten, co jest taksówkarzem, otwiera drzwi kabiny, rozgląda się, siada na ławce i mówi:
- Jak w burdelu.
A ten, co ma przejść na emeryturę, mówi:
- No, tyle że nie ma dziwek.
A ten, co jest taksówkarzem, zajmuje kąt, najcieplejsze miejsce naprzeciwko pieca, gdzie siada zawsze i gdzie nikt nie ma prawa mu włazić, spogląda na tych dwóch i mówi:
- Jak to? Ja widzę dwie kurwy!
A ten, co ma przejść na emeryturę, mówi:
- A ja widzę trzecią.
- Ty, daj se spokój, co?!
- Sam zacząłeś.
- Dobra, dobra, masz recht. Kurwa to kurwa, co nie? Grunt, że nie zaruchamy.
- A by się przydało.
I wszyscy się śmieją i dalej się pocą.
- Pytanie, czy wziąłeś prysznic.
- Masz fioła na punkcie higieny, jesteś jak moja stara.
- Ja tam cię znam, wszyscy wiedzą, że jesteś wieprzem. A sauna to świątynia, tutaj się przychodzi umytym.
A ten, co jest strażakiem i ratuje ludziom życie, z impetem otwiera drzwi kabiny, wskakuje na górę, tuż pod termometr, gdzie zawsze siedzi, patrzy na nich i mówi:
- Dziewięćdziesiąt sześć. No, no, no, dawaj, dawaj. Porządnie się zgrzejemy. Cześć, chłopcy!
I ten, co ma przejść na emeryturę, mówi:
- Wziąłeś prysznic?
- No... pewnie.
- Ciekawe. O tobie też wszyscy wiedzą, że jesteś wieprzem. Kto się nie umył, niech nie lezie do sauny!
- Jasne, szeryfie.
A ten, co jest taksówkarzem, mówi:
- A co to był za wypadek dzisiaj we Vsi?
A ten, co jest strażakiem i ratuje życie, mówi:
- Nie wiem. Dowiem się. Miałem wolne.
A ten, co ma przejść na emeryturę, mówi:
- Ponoć jakaś octavia.
A ten, co jest taksówkarzem, mówi:
- To była fabia.
A ten, co ma przejść na emeryturę, mówi:
- Sam jesteś fabia, to była octavia.
- Przecież mówili, że fabia!
- Octavia, na pewno, do cholery.
- A ja mówię, że fabia. Ponoć niebieski metalik.
- Niebieska tak. Ale to była octavia.
- Fabia.
- Do jasnej cholery, ponoć to octavia, przecież mówię.
- Fabia.
- Gówno prawda, to była octavia! Zderzenie czołowe z ciężarówką, śmierć na miejscu!
- Według mnie to była fabia.
- Z tobą to się ciężko dogadać. Byłeś tam?
- Nie.
- No widzisz.
- A ty niby tam byłeś?
- No nie.
- No to sam widzisz.
- Ale mówili mi, że to była octavia.
- Kto niby?
- Jeden facet, co przejeżdżał obok, mi mówił.
- A mi inny mówił, że to była fabia wbita w ciężarówkę.
- Jezu, ciężko się z tobą dogadać. Po co się wykłócasz?
- To ty się kłócisz.
- A ty nie wiesz, co to było za auto? Musisz to wiedzieć jako strażak.
A ten, co jest strażakiem, mówi:
- Nie wiem. Dowiem się. Miałem wolne. Rąbałem drewno na zimę.
A ten, co ma przejść na emeryturę, mówi:
- A to bezpieczne auta, te fabie i octavie?
A ten, co jest strażakiem, mówi:
- Bezpieczne... Trudno powiedzieć. Jak przyjeżdżam na czołówkę i widzę, że nogi się ruszają, to wiem, że to jest dobre auto. Albo że ten człowiek miał szczęście. A jak się nogi nie ruszają, to wiem, że to nie jest dobre auto. Albo że ten człowiek nie miał szczęścia.
A ten, co w zeszłym roku stracił w wypadku żonę, mówi:
- To straszne, jak ludzie teraz jeżdżą.
A ten, co jest taksówkarzem, a przedtem miał szkołę jazdy, patrzy na niego i mówi:
- Na mnie się nie gap, to nie moja wina, że ludzie jeżdżą jak bydło.
A ten, co w zeszłym roku stracił żonę, patrzy na niego, kiwa głową i nic nie mówi.
A ten, co jest taksówkarzem, patrzy na niego jeszcze raz i mówi:
- Przepraszam. Przecież ja wiem. Twoja baba to była dobra baba.
A ten, co ma przejść na emeryturę, mówi:
- Bo ludzie to bydło. Weź na przykład te wojny. Te wszystkie kryzysy. Jakby ludzie nie byli bydłem, wszystko byłoby na świecie pięknie. Wszystko by się układało, rozumiesz? Poezja. Rozumiesz?
- Rozumiem. Ale chyba nie do końca.
- Nieważne. Jakbyś czytał książki, tobyś rozumiał.
- Ale świat bez ludzi? Tak chyba też się nie da.
- Ale świat bez bydła byłby lepszy.
- A to tak. Na przykład bez ciebie, co nie, bez tego twojego gadania. Człowieku, że też ty nie poszedłeś gdzieś studiować filozofii.
- Komuniści mnie nie puścili. No to robię bombki choinkowe. Ale sprzedajemy je na całym świecie, prawda? Zresztą teraz to już wszystko jedno.
- No tak, komuniści, wszyscy zwalają na nich całą winę.
- Ty nie musisz niczego zwalać, co nie? Sam byłeś komunistą.
- Bo musiałem.
- Pewnie.
- Nie każdy może być dysydentem, co nie? Poza tym teraz znowu jest w modzie bycie komunistą, a nie dysydentem.
- Wsadź se w dupę taką modę! Zresztą, to ty tu ciągle gadasz, nie ja. Ja myślę. A najwięcej to o sobie.
- Kolego, co złego to nie ja. Przecież wszyscy jesteśmy tak trochę bydłem.
A potem przez chwilę jest cicho, kapie z nas pot, a w piecu trzaska.
A ten, co pracuje jako strażak, wstaje, patrzy na termometr i mówi:
- Dziewięćdziesiąt siedem! Znowu się porządnie wypocimy. No, no, no! Dawaj, dawaj! Znowu zaczniemy dobrze śmierdzieć naszym babom.
I nagle otwierają się drzwi i jesteśmy w saunie w komplecie.
Przyszedł ten, co sprzedaje ubezpieczenia.
I ten, co był mistrzem kraju w tenisie stołowym.
I ten, co rozwozi żarcie dla psów.
I ten, co jest lekarzem chorób kobiecych.
I ten, co jest najmłodszy z nas.
I ten, co sprzedaje auta.
I ten, co rzyga danymi w biurze.
I w końcu ten, co nie widzi. A ten, co jest lekarzem, podaje mu rękę i prowadzi na jego miejsce.
Wszyscy mamy tu swoje stałe miejsca.
A ten, co ma przejść na emeryturę, mówi:
- Żona mnie kocha, bez dwóch zdań. Najbardziej mi się podoba, że tak mało mówi. Miałem szczęście. Wszystko, co ważne, powiedzieliśmy sobie w pierwszym wspólnym roku, teraz nie musimy już nic mówić. Przychodzi do domu, zamyka się w dużym pokoju, ustawia wokół siebie świeczki, zapala je i zamyka oczy. A ja włączam telewizor w kuchni. Albo sobie czytam. Inni się kłócą, ciągle wydzierają się na siebie, a my sobie wspaniale milczymy. A potem zawsze jemy coś dobrego. Jak ona gotuje, to też jest nie najgorzej.
A ten, co nie widzi i stroi pianina, mówi:
- Moja żona ciągle chce rozmawiać.
A ten, co ma przejść na emeryturę, mówi:
- Słuchaj, to znajdź jej kogoś, co? Jakąś babę do gadania, żebyś miał spokój.
- Ale ja lubię z nią rozmawiać.
- Tak? A o czym?
- No jak było, co robiła, co czytała, co widziała, co jej się przydarzyło.
- Co jej się przydarzyło? Serio?
- No i jeszcze jak dzieci i takie tam.
- Słuchaj, ja też lubię pogadać. Ale z facetami. Tu, w saunie. Z żoną już dawno sobie wszystko powiedzieliśmy. Wystarczył mi rok. My teraz tak wspaniale milczymy, nawet sobie nie umiecie wyobrazić, jak nam dobrze.
A ten, co jest najmłodszy z nas, co dopiero zaczyna przygodę ze swoim członkiem, zbiera na nim pierwsze blizny i pracuje w fabryce samochodów, mówi:
- Mam teraz jedną starszą, prawie trzydziestka. Rozwiedziona, free, spoko. Otwieram u niej rano szafkę w łazience i widzę w szklance mnóstwo szczoteczek do zębów. Myślę sobie: spoko, lubi myć zęby, to przecież zdrowo, higienicznie, ja też myję zęby, też jestem higieniczny. Ale to są szczoteczki po facetach, z którymi była, którzy z nią mieszkali, którzy u niej spali. Chowa sobie ich szczoteczki na pamiątkę, jak takie trofea.
A ten, co jest w naszym mieście lekarzem chorób kobiecych i jest z nas wszystkich najstarszy, najbardziej doświadczony i najspokojniejszy, mówi:
- Są takie przypadki.
- Ale to chyba trochę dziwne, nie? To nie jest normalne, prawda? To nie jest higieniczne czy jest?
- A w łóżku jest namiętna?
- Tak.
- To najważniejsze. Jakby nie była namiętna, to coś byłoby nie tak. Wszystko jedno, czy chodzi o seks, czy o szczoteczki. A czy to jest higieniczne, czy nie, to akurat nie takie ważne. Otóż seks zasadniczo nie jest za bardzo higieniczny. Nie może być, te płyny to natura. A natura jest brudna. Ale brud jest zdrowy, to wam mówię jako lekarz.
A ten, co jest taksówkarzem, odwraca się do tego, co ma przejść na emeryturę, i mówi:
- No widzisz, a ty ciągle męczysz z tą higieną.
A ten, co ma przejść na emeryturę, mówi:
- Tylko że brud to brud i basta. Na drzwiach do sauny jest jasno napisane, że masz wziąć prysznic, zanim tu wleziesz.
A ten, co jest najmłodszy, mówi:
- Właśnie, w saunie wszyscy jesteśmy higieniczni.
A ten, co jest taksówkarzem, zwraca się do tego, któremu zmarła żona, i mówi:
- W szkole uczyłem wszystkich, jak dobrze jeździć. Uczyłem ich rozwagi do tego stopnia, że musiałem rzucić tę robotę i zacząć pracować na taryfie, żeby od tej nauki nie zwariować. To nie moja wina, że ludziom odbija i bawią się za kółkiem w Monte Carlo, baby tak samo jak faceci, że zabijają się nawzajem. To nie moja wina, że ludzie to bydło.
A ten, co mu w zeszłym roku zmarła żona, wstaje i idzie się schłodzić. I kilku z nas też idzie.
A ten, co ma przejść na emeryturę, jeszcze się poci i patrzy na odchodzącego, tego, co mu zmarła żona, i mówi:
- Jego żona to serio była bardzo piękna baba. Boję się, że on się z tego nie wygrzebie, że zrobi sobie krzywdę.
A ten, co jest taksówkarzem, też się jeszcze poci i mówi:
- Czemu niby miałby zrobić sobie krzywdę?
- Według mnie to zrobi.
- Wygrzebie się, na każdego czeka jeszcze jakaś lasencja, co przewiezie go na karuzeli.
- Na karuzeli?
- No, włóż, wyjmij, włóż, wyjmij, fiuta moczenie, cyców miętoszenie, w kółko jak na karuzeli, co nie? Tylko trzeba uważać, żeby wyciągnąć w porę i żeby nie było na świecie o jednego bachora więcej.
- Aha. Nie, moim zdaniem on niedługo zrobi sobie krzywdę. To wrażliwy człowiek. To nie jest takie bydło jak my. To nauczyciel.
- Przestań pieprzyć. Nie zrobi tego.
- Ta jego żona to była naprawdę piękna baba.
- No, była.
- Wiesz, ona tak pięknie chodziła. Miała piękne biodra. Nie takie strasznie wielkie, raczej trochę małe. Ale okrąglutkie.
- Miała wielkie.
- Nie, właśnie że nie. Małe. Takie jak piersi, w sam raz do ręki.
- Miała wielkie te biodra.
- Bzdura. Miała małe. Nie kłóć się ze mną.
- To ty się kłócisz. A tak w ogóle, to skąd wiesz o tych piersiach?
- No... Trochę się z nią kolegowałem.
- Serio?
- To znaczy kiedyś, oczywiście, dawno.
- Naprawdę? I jak było?
- Dobrze. Ale nie mów mu tego.
Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej