Heretyk na ambonie
Rok 1930. Cyrankiewicz, właśnie po maturze, zgłosił się do wojska. Armia skierowała go do Wołyńskiej Szkoły Podchorążych Rezerwy Artylerii. W wojsku jednak od armat wolał dziennikarstwo.
Pracował przy "Jednodniówce Szkoły Podchorążych Rezerwy Artylerii". Jeden z tekstów puentował z nieporadnym zaangażowaniem: "[...] uczymy się być artylerzystami godnymi sławy dawnej polskiej artylerii, gotowymi w każdej chwili przyjąć wroga celowym, przygotowanym pod każdym względem ogniem nowoczesnej artylerii"8.
W czerwcu 1931 roku uzyskał stopień plutonowego podchorążego, a po ukończeniu służby i kilku seriach późniejszych ćwiczeń dla rezerwistów w styczniu 1933 roku - podporucznika rezerwy. Jako osoba wygadana w 1931 roku rozpoczął studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Henryk Vogler w Autoportrecie z pamięci opisywał: "Studia na prawie rozpoczął ze mną również wysoki blondyn, który jednak wkrótce znacznie intensywniej poświęcił się pracy w rozmaitych studenckich organizacjach artystycznych, literackich i politycznych niż zgłębianiu wiedzy prawniczej. Nie sądzę, aby i on wytrwał na tym wydziale do końca studiów"9.
Na Plantach jak co roku zakwitły kasztany. I jak co roku na ławce z Cyrankiewiczem zasiadł jego kolega Włodzimierz Reczek. Próbował mu wtłoczyć jak najwięcej z tego, czego sam się nauczył albo utrwalił w notatkach z zajęć. Bo Cyrankiewicz nie znosił nudnych wykładów. Nie cierpiał wkuwania. Ale w końcu przyszła sesja egzaminacyjna i należało zdobyć jakieś w miarę przyzwoite wpisy w indeksie. Stąd te prywatne lekcje udzielane przez kolegę, który wiele lat później zostanie prezesem Polskiego Komitetu Olimpijskiego.
Cyrankiewicz najlepiej czuł się w roli wiecznego studenta. Uczyć się zamierzał raczej poza salami wykładowymi.
*
Wygłaszał referaty o komediach Arystofanesa i pisał zabawne wierszyki. Ale wkrótce wśród tych lekkich, artystycznych zajęć pojawiła się polityka.
Na początku studiów został prezesem Akademickiego Koła Miłośników Dramatu Klasycznego. Pewnego dnia razem z kolegą wziął się do układania rymowanek. Powstać z nich miała szopka przeciwko Akademii Sztuk Pięknych. Cyrankiewicz napisał refren:
Bo Akademia to taki zaklęty kraj,
na Akademii płać tylko ciągle i zdaj.
Korekty, croquis i style,
a ty korzystasz z nauk tylu,
że sam zostajesz bez stylu.
Tak, Akademia to raj!10
Przedstawienie zamierzało wystawić Koło Miłośników Dramatu Klasycznego, ale tymczasem zostało rozwiązane.
Wielbiciele teatru zamiast odgrywać kolejne sztuki, postanowili bowiem o nich dyskutować. Z rozmachem - zapowiedzi spotkań drukowała prasa, a uczestniczyli w nich literaci, profesorowie, dziennikarze. Spotkania prowokowały tytułami jak na przykład Heretyk na ambonie.
Wpadka zdarzyła się za sprawą wieczoru poświęconego sztuce Friedricha Wolfa Cyjankali, który odbył się w lutym 1933 roku. Autor dramatu w artystyczny sposób protestował przeciwko zakazowi przerywania ciąży. Przedstawienie w reżyserii Leona Schillera w 1930 roku wystawił Teatr Miejski w Łodzi, który przedstawił je również w Warszawie. Inscenizację planowano pokazać w Krakowie, ale wycofano się pod wpływem protestów.
Koło Miłośników Dramatu Klasycznego postanowiło samo zająć się wystawieniem sztuki. Wzbogaciło spektakl o "sąd" nad pochodzącym z niemieckiego zaborczego kodeksu karnego artykułem 218 zabraniającym przerywania ciąży pod karą ciężkiego więzienia do pięciu lat. Zakaz obowiązywał na ziemiach dawnego zaboru pruskiego do roku 1932.
AKMDK wypożyczyło togi. Trybunałowi przewodniczył Cyrankiewicz. Prokuratorem był komunizujący socjalista Bolesław Drobner. Obrońcami Wanda Wasilewska i jej robotniczy mąż Marian Bogatko, którzy wielokrotnie gościli Cyrankiewicza w swoim mieszkaniu na Rynku Dębnickim.
Proces nad artykułem 218 zakończył się skandalem. Policja zakazała kolejnych inscenizacji. Tego typu pomysły potępił rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Cyrankiewicz od początku studiów należał też do Akademickiego Związku Pacyfistów. Studenci uważali go za świetnego mówcę, więc delegowali na najważniejsze spotkania. Jedno z jego wystąpień nosiło tytuł Przebudowa społeczna. Kiedy w 1933 roku Niemcami zaczął rządzić Hitler, Cyrankiewicz namówił AZP do zorganizowania wieczoru poświęconego faszyzmowi.
Gdy włoscy faszyści zajęli Etiopię, socjaliści spalili olbrzymie kukły Hitlera, Mussoliniego i japońskiego cesarza Hirohito. To wszystko na placu Szczepańskim, po wiecu w krakowskim Starym Teatrze. Demonstrację pod hasłem "Faszyzm podpala świat" w końcu rozpędziła policja.
Podczas jednego z zebrań w AZP Cyrankiewicz poznał Krystynę Munkównę, siostrę późniejszego znanego reżysera Andrzeja Munka. Zakochali się w sobie. Z ich związku narodził się "Krysin". Pseudonim, którym Cyrankiewicz podpisywał swoje artykuły w "Naprzód", "Sygnałach" i "Albo albo".
*
W 1933 roku wstąpił do Polskiej Partii Socjalistycznej.
Ówczesny socjalizm niewiele miał wspólnego z tym powojennym. A jeszcze mniej z komunizmem.
Rodzina Cyrankiewicza nigdy nie skłaniała się ku lewicy. Ojciec przyszłego premiera początkowo sympatyzował z Chrześcijańską Demokracją, potem ze Stronnictwem Pracy. Ale syn Józef swoje pierwsze teksty wysyłał już do prasy PPS-owskiej.
Lucjan Motyka, który poznał Józefa Cyrankiewicza przy okazji sądu nad aborcją, a wiele lat później został ministrem kultury w jego rządzie (żartowano, że pisarze idą z Motyką na słońce), wspominał: "Cyrankiewiczowie byli typową rodziną mieszczańską. Józef nie wyniósł lewicowych tradycji z domu. Ale wtedy, aby zostać socjalistą, wystarczało być młodym, mieszkać w Krakowie, mieć odrobinę wrażliwości i wyobraźni. Kiedy postawił na karierę polityczną? Nie wiem, ale już w 1933 roku - kiedy się poznaliśmy - miał wszelkie zadatki na dobrego polityka. Przede wszystkim od początku potrafił godzić wodę z ogniem"11.
Cyrankiewicz z socjalistycznej młodości zapamiętał tych, którzy wywarli na nim największe wrażenie: Ignacego Daszyńskiego, Zygmunta Żuławskiego, Zygmunta Marka. Zapamiętał też robotników krakowskich przedmieść: Prokocimia i Woli Duchackiej, do których jeździł jako prelegent.
Przystając do socjalistów, mógł nie wiedzieć, jak partia jest wewnętrznie podzielona. Jak bardzo różnią się jej członkowie. Jedni ciągnęli ku piłsudczykom, inni szukali porozumienia z komunistami.
Cyrankiewicz wstąpił do PPS, kiedy w Krakowie kierował nią Zygmunt Żuławski. Zapamiętał jego słowa: "Patrzcie! Zrobiło się u nas jak w Meksyku. Sami generałowie. A to wszystko przed wojną chodziło bez portek i pożyczało 50 halerzy na kawę u Michalika, a teraz porobili się sami dygnitarze"12.
Wokół Żuławskiego gromadzili się starsi towarzysze, przez rówieśników Cyrankiewicza zwani żuławszczykami. Znakomicie panowali nad partią. Kiedy młodzi zgłaszali wniosek, który nie podobał się Żuławskiemu, ten szybko pytał: "Kto za? Kto przeciw?". Wniosek upadał, a Żuławski natychmiast zamykał zebranie. Gdy młodzież domagała się ponownego głosowania, słyszała, że to niemożliwe, bo przecież zgromadzenie już rozwiązano.
Zygmunt Żuławski jako poseł koncentrował się na sprawach krajowych. Rolę działacza lokalnego odgrywał Adam Ciołkosz.
"Atmosfera między Żuławskim a Ciołkoszem nie była najserdeczniejsza ze względu na różnice wieku, poglądy i doświadczenia - pisał Józef Cyrankiewicz w Okruchach wspomnień krakowskich. - Pierwszy był swoistym dogmatykiem legalizmu i demokratyzmu, podczas gdy drugi reprezentował bardziej zasadniczą i bojową linię polityczną. Kiedy odbywał się wiec Centrolewu, Ciołkosz podczas swego przemówienia powiedział: "Polska ma trzech prezydentów - jednego zastrzelili jak psa, drugiego przepędzili jak psa, a trzeci słucha jak pies". I za tego trzeciego psa, plus oczywiście całą jego ówczesną działalność, poszedł Ciołkosz do Brześcia"13.
Małżeństwo Ciołkoszów - Lidia i Adam - było legendą wśród krakowskich socjalistów. Wieczorami w kawiarni Esplanada siadali przy swoim stoliku. Wielokrotnie gościli przy nim Cyrankiewicza. Lidia Ciołkoszowa - już po wojnie - opowiadała:
"[Cyrankiewicz] Był inteligentny, miał duże powodzenie u dziewcząt. Był zdecydowanym przeciwnikiem współpracy z komunistami, a wspomnienia i opowiadania drukowane w kraju inaczej tę sprawę przedstawiają. Nieraz przemawiałam razem z nim na zgromadzeniach"14.
Kolejną słynną postacią tych czasów był Bolesław Drobner. "Krakowianin z dziada pradziada, nieraz ostro lewicujący, bezpardonowo atakował sanację, która nie szczędziła mu za to aresztów, spraw sądowych i wyroków"15 - wspominał Cyrankiewicz.
Drobner, zachwalający dyktaturę proletariatu, zafascynowany sowieckim systemem, odbył podróż do Rosji Sowieckiej i budził podziw młodych ludzi. Za skrajne poglądy usunięto go z partii. Cyrankiewicz tej decyzji nie zaakceptował, jednak z dystansem traktował radykalizm kolegi16.
"O krakowskiej PPS nie można mówić tylko jako o odrębnej, zamkniętej ramami statutowymi organizacji politycznej - pisał. - Wprawdzie była ona politycznie wyodrębniona, ale równocześnie rozpościerała swoje wpływy nie tylko na klasowe związki zawodowe, lecz także, i to było charakterystyczne, na dość szerokie koła inteligencji, intelektualistów oraz kręgi artystyczne i literackie. Oczywiście, to lewicowe środowisko było podzielone na grupy socjalistyczne, komunistyczne i trochę komunizujące, tj. sympatyzujące z KPP [Komunistyczną Partią Polski]. Do takiej grupy należał na przykład malarz Jacek Puget, który na zebraniach czy wieczorach artystów chodził z kapeluszem i zbierał pieniądze na MOPR [Międzynarodową Organizację Pomocy Rewolucjonistom].
Jednak siłą polityczną, dominującą wówczas psychologicznie w Krakowie, była PPS. Potrafiliśmy na uniwersytecie robić imprezy na tysiąc osób, w dużej części reprezentujących środowisko inteligenckie"17.
Kolejny socjalista, prawnik Romuald Szumski, był niesłychanie miłym człowiekiem, jednak na swoje nieszczęście lubił wygłaszać przemówienia po kilku kieliszkach, co często kończyło się dla niego trzymiesięcznym więzieniem.
"Miał bowiem w swoich wystąpieniach takie określenia: "Polską rządzą wenerolodzy i wenerycy", i wyliczał krakowską ekipę sanacyjną, która rzeczywiście, choć przypadkowo, składała się z samych wenerologów"18 - wspominał Cyrankiewicz.
Szumski wymieniał po kolei: prezydent miasta - lekarz wenerolog. Poseł BBWR [Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem] - lekarz wenerolog. Wojewoda - lekarz wenerolog. I kończył zaskakującą puentą: Piłsudski - też weneryk.
Szumskiego aresztowano za obrazę władz państwowych.
Podzieleni byli nie tylko socjaliści, ale też robotnicy.
"Wspominając krakowski ruch strajkowy, trzeba podkreślić, że najczęściej strajki wybuchały u budowlanych - opisywał przyszły premier. - Ich bowiem mocno dotykały sezonowość pracy, samowola przedsiębiorstw, ograniczona liczba miejsc pracy. Przez szereg lat istniał, na tle trudności w uzyskaniu zatrudnienia, konflikt między murarzami z Krakowa a murarzami dojeżdżającymi z Myślenic i innych miejscowości. I trzeba było ten konflikt łagodzić. Z czasem wśród murarzy została wykuta solidarność i ci z Myślenic nie byli przepędzani przez tych z Krakowa. W pojednaniu tym odegrał istotną rolę Marian Bogatko, który był energicznym działaczem Związku Budowlanych, dobrym mówcą i organizatorem. On przyczynił się w dużej mierze do tego, że wewnątrz tego oddziału klasy robotniczej nie dochodziło do walki, a ta przecież łamała solidarność robotniczą i była łatwa do wykorzystania przez sanację"19.
*
- Mówił jak inteligent i robotnicy bardzo to sobie cenili - wspominał Cyrankiewicza w rozmowie ze mną Lucjan Motyka20. - Byli tacy działacze, co mówili: "Wicie, jo wom tu powim". Zniżali się. A robotnik na ogół ma cienką skórę i widzi, kto go traktuje jak dziecko.
Robotnicy chcieli się kształcić i pomagała im w tym PPS. Profesorowie chodzili na wykłady pięć, dziesięć kilometrów w okolice Krakowa.
Pod koniec lat trzydziestych Cyrankiewicz wyruszył jako prelegent do Trzebini. W Domu Robotniczym zwołano niedzielny wiec. Cyrankiewicz krytykował podczas niego politykę ministra Józefa Becka.
"Proszę nie wymieniać tego nazwiska - nakazał przedstawiciel starostwa. - Jeżeli jeszcze raz pan powie o ministrze Becku, to rozwiążę zebranie"21.
Cyrankiewicz nie posłuchał, a gdy rzucił kilka celnych uwag, urzędnik zakończył spotkanie. Na salę wkroczyła policja z tarczami i w hełmach.
Cyrankiewicz zaintonował wtedy pieśń Czerwony sztandar, z nadzieją, że przyłączą się do niego robotnicy:
Krew naszą długo leją katy,
wciąż płyną ludu gorzkie łzy,
nadejdzie jednak dzień zapłaty,
sędziami wówczas będziem my!
Publiczność podjęła melodię, ale Cyrankiewicz zaczął za wysoko. Po chwili pieśń się załamała. Śmiechem buchnęli i robotnicy, i policjanci.
Cyrankiewicz zapamiętał swoje zażenowanie. Nigdy więcej już nie zaczynał wspólnych śpiewów. Czekał, aż rozpoczną je inni, i dopiero wówczas się przyłączał.
*
Niekiedy socjaliści spotykali się na zebraniach Akademickiego Związku Pacyfistów, czasami przychodzili do Akademickiego Koła Miłośników Dramatu Klasycznego.
"Tematem jednego ze spotkań była sprawa: wojna a rewolucja - wspominał Cyrankiewicz. - Po zagajeniu zabrał głos Łubieński, znany katolik, i powiedział: "Jeżeli będzie zagrożona niepodległość, a będzie się robić rewolucję, która będzie nożem w plecy, to będziemy rozstrzeliwać". Po nim zabrał głos Julek Hochfeld i odpowiedział: "Jeżeli ktoś będzie przeszkadzał rewolucji, to będziemy rozstrzeliwać". Wszyscy zaczęli się "rozstrzeliwać""22.
"Zimą 1938 roku odbyły się w Krakowie wybory samorządowe - pisał dalej. - OZN [Obóz Zjednoczenia Narodowego] zainstalował sobie duży megafon w Sukiennicach, przez który agitowali. Rynek krakowski [...] był zawsze miejscem spacerów, randek i wystawania dużej ilości bezrobotnych szukających zajęcia; przeważnie byli to murarze, zwłaszcza że było to zimą.
Cały Rynek był zawsze pełny. Pożyczaliśmy więc sobie duży megafon marki Telefunken i zainstalowaliśmy go naprzeciwko Sukiennic, w Domu Robotników Przemysłu Spożywczego - u Cekiery. I wówczas, gdy tamten coś powiedział, to zaraz polemizowaliśmy. Trwało to całymi dniami w przedwyborczym tygodniu. Siła głosu tych megafonów była tak duża, że kioskarze siedzący cały dzień na Rynku bali się, że ogłuchną"23.
*
Kiedy Cyrankiewicz miał zaledwie dwadzieścia cztery lata (1935 rok), wybrano go sekretarzem Okręgowego Komitetu Robotniczego PPS w Krakowie.
Eleonora i Bronisław Syzdkowie, autorzy książki Cyrankiewicz. Zanim zostanie zapomniany, twierdzą, że młodym działaczom było trudno dostać się do władz partii. Blokowali ich starzy wyjadacze z Zygmuntem Żuławskim na czele. Ponoć dopiero w efekcie upartej walki "młodym" udało się przeforsować wybór swojego przedstawiciela.
PPS-owcy główne zagrożenie widzieli w faszyzmie. Tym różnili się od Młodzieży Wszechpolskiej, która najbardziej bała się Żydów i komunistów.
Socjaliści wierzyli, że zbudują świat, w którym znikną arystokracja, przywileje finansowe, wyzysk i nędza. Nadzieją była klasa robotnicza, która miała zapoczątkować przemianę - ale nie poprzez mordowanie kapitalistów, jak drogę do lepszego świata widzieli komuniści.
Gospodarka miała się opierać na uspołecznieniu. Tym socjaliści odróżniali się z kolei od komunistów, którzy optowali za upaństwowieniem. Dziś oba te pojęcia, uspołecznienie i upaństwowienie, zlewają się w jedno. W świecie komunistycznego upaństwowienia fabryki stały się własnością państwa. W jego imieniu zakładami zarządzali wydelegowani dyrektorzy. W ten sposób powstawała komunistyczna biurokracja. Społeczeństwo, również robotnicy, wciąż pozostawało tylko bierną masą - tak samo jak w kapitalizmie.
Socjaliści uspołecznienie zakładów pracy wyobrażali sobie jako sposób na wyrwanie społeczeństwa z bierności. W założeniu fabryką miał kierować dyrektor, ale przy współdziałaniu przedstawicieli robotników.
Socjaliści nie ufali komunistom. "Ktokolwiek szczerze chce zwycięstwa ideałów socjalizmu, musi czynnie zwalczać komunizm, będący nie tylko karykaturą socjalizmu, ale najwstrętniejszym kłamstwem osłaniającym tendencje gwałtu i wyzysku społecznego"24 - uważał jeden z najbardziej znanych działaczy socjalistycznych tamtego okresu, Zygmunt Zaremba.
Polscy socjaliści myśleli nie tylko o wielkich sprawach, ale też o codzienności. Wspierali ruch spółdzielczy i związkowy. Organizowali strajki w obronie praw robotników.
W drugiej połowie lat trzydziestych na przyjazd szefa Obozu Zjednoczenia Narodowego do Krakowa socjaliści okleili nocą miasto tysiącami czerwonych nalepek z wielkim skrótem BBWR - OZN. I wyjaśnieniem małymi literami: Bardzo Bujaliśmy Was Rodacy - Obecnie Zaczynamy Na Nowo.
Po odzyskaniu niepodległości polska prawica nabrała przekonania, że Żydzi wspierają komunistów, szczególnie na Kresach Wschodnich. Podczas wojny roku 1920 niektóre lokalne koła żydowskiego Bundu poparły władzę ustanawianą przez Armię Czerwoną na zajmowanych polskich terenach. W tym samym roku w Polsce powstał w Jabłonnie obóz, w którym internowano ponad siedemnaście tysięcy poborowych Żydów. Znaleźli się w nim nawet żydowscy oficerowie walczący na froncie przeciw Rosji.
Nacjonaliści uważali, że Żydzi spiskują przeciw Polsce, współpracując z bolszewikami. Antybohaterem stał się Adolf Warszawski (zwany też Warskim), współzałożyciel Komunistycznej Partii Polski. Został posłem na Sejm I kadencji w II RP. Późniejsze jego losy pokazały, że większym wrogiem komunistów byli nie nacjonaliści, tylko sami komuniści. W 1937 roku podczas wielkiej czystki skazano go w Związku Radzieckim na śmierć i rozstrzelano.
Antysemityzm krył w sobie sprzeczność. Z jednej strony Żydów uważano za komunistów, z drugiej - za władców świata, którzy panują za pomocą międzynarodowego kapitału.
Niektóre uczelnie wyższe utrudniały Żydom dostęp do studiów, wykorzystując zasadę numerus clausus. Zgodnie z nią na studia mógł się dostawać jedynie taki odsetek reprezentantów mniejszości narodowych, jaki stanowiły one w całym społeczeństwie. W praktyce ograniczenie najbardziej dotykało właśnie Żydów. Dyskryminowano ich też tak zwanym gettem ławkowym - nakazem zajmowania na sali wykładowej wydzielonych miejsc. Ten system, funkcjonujący na polskich uczelniach od wczesnych lat trzydziestych, a na początku 1937 roku oficjalnie zatwierdzony decyzją rządu, teoretycznie służyć miał ochronie Żydów, regularnie bowiem dochodziło do napaści ze strony "narodowych" studentów. W praktyce getto ławkowe tylko pogłębiło podział na Polaków i "innych" - Żydów.
Socjaliści zawsze zdecydowanie występowali przeciwko antysemitom.
- Józek studiował prawo, ja historię sztuki - opowiadała mi Wanda Załuska, przedwojenna znajoma Cyrankiewicza25. - Przyszedł do PPS ze Związku Pacyfistów. To była moja młodość: stary Drobner, Żuławski, wybitni działacze PPS. Józek kojarzy mi się z jesienią. Myśmy to nazywali "manewry jesienne". Wtedy bojówki napadały na Żydów, tworzono getto ławkowe. Cyrankiewicz zwoływał swoich kolegów z PPS, tramwajarzy i murem chronili żydowskich studentów. Odprowadzali ich do sal wykładowych.
*
Cyrankiewicz odebrał telefon z Uniwersytetu Jagiellońskiego w krakowskiej siedzibie PPS. Wysłuchał krótkiej, emocjonalnej wiadomości.
Był rok 1936. Akademicki Związek Pacyfistów i Związek Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej zaprosiły na odczyt profesora Zygmunta Szymanowskiego z Warszawy. Lekarza, socjalistę, o którym mówiono: "sztandarowy pacyfista i na dodatek ateista". Wystąpienie zaplanowano w sali Kopernika na drugim piętrze krakowskiej akademii.
Bojówki endeckie zablokowały dostęp do pomieszczenia, bijąc i zrzucając ze schodów zbliżających się słuchaczy. I o tym właśnie usłyszał Cyrankiewicz przez telefon. Pobiegł do Domu Górnika, w którego sali, mieszczącej nawet sześćset osób, zgromadzili się bezrobotni na wykład komunistycznego związkowca. Cyrankiewicz przerwał mu: "Przepraszam, naszych biją na uniwersytecie. Trzeba pójść na pomoc".
I wtedy zaczął się tumult. Bezrobotni zerwali się z miejsc, przy okazji odrywając od każdego krzesła jedną nogę. Podstępem przedostali się pod salę Kopernika nie bezpośrednio od dołu, ale bocznymi klatkami, zachodząc endeków z dwóch stron. W ruch poszły nogi od krzeseł, posypało się szkło z tablic z rozkładem zajęć. Endecy zostali wyparci. Na własnej skórze poczuli siłę klasy robotniczej.
Reszta tekstu dostępna w regularniej sprzedaży.