Bezdzietne z wyboru - Justyna Dżbik-Kluge

Kup ebooka

39.99 zł
33.19 zł (23,99 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Dlaczego

Kilka słów o tym, czego matka dwóch synów szuka w świecie bezdzietnych z wyboru

Czekam na cios.

Czekam na pierwszą osobę, która rzuci we mnie zdaniem-kamieniem.

"To oczywiste, że napisała taką książkę, bo jest nieszczęśliwa jako matka!"

Biorę więc ten kamień i rzucam nim sama. Miejmy to z głowy.

Czy jestem nieszczęśliwa jako matka? Bywam.

Czy zazdroszczę bezdzietnym ich życia? Nie zazdroszczę.

Czy jestem w stanie zrozumieć ich wybór? Tak, jestem w stanie go zrozumieć.

Czy w związku z tym żałuję, że sama mam dwóch synów? Nie, nie żałuję.

W dzisiejszych czasach niesprawiedliwie wiele tematów wkładamy w zamknięte korytarze opozycji: czarne-białe. Jeśli matka mówi o trudach macierzyństwa, z miejsca zostaje posądzona o nieradzenie sobie, pogubienie, porażkę. Nie można rzeczowo i racjonalnie opowiadać o trudach rodzicielstwa, bo zamiast spokojnej rozmowy i próby zastanowienia się nad tym, czym te trudy są, otrzymuje się pełne współczucia spojrzenia i westchnienia: "Ojej, no, szkoda, że jesteś nieszczęśliwa". Dokładnie pamiętam zatroskany wzrok koleżanki z radiowej redakcji, kiedy wróciłam po urodzeniu młodszego syna. Jak to zwykle ja, z lekko ironicznym uśmiechem opowiadałam o "urokach" nocnych pobudek i karmienia piersią, które nie wygląda jak na plakatach zdobiących korytarze oddziałów położniczych. Nie było we mnie żalu, nie byłam jak kukułka, która chce podrzucić swoje dziecko komuś innemu. Nie opowiadałam tego, żeby wzbudzić litość. I pojawienie się tej litości bardzo mnie uderzyło.

Nie ma środka w mówieniu o rodzicielstwie. Z jednej strony są wyidealizowane instagramowe foteczki z drogimi wózkami i w pięknych ciuszkach, nigdy niezachlapanych niespieralną marchewką. Albo zamiatanie problemów pod dywan, przemilczanie - "U nas jest super! Bąbelek się rozwija, każdego dnia cieszymy się, kiedy widzimy jego uśmiech". Nieważne, że wcześniej te wychodzące świeżutko zęby pogryzły nam pierś podczas karmienia, a piękne usteczka wydały z siebie ryk tak przejmujący, że sąsiadka z parteru przyszła zapytać, czy powinna już wzywać pomoc społeczną. Z drugiej strony w sieci pojawia się coraz więcej grup dyskusyjnych, których członkami są rodzice kompletnie zdołowani i rozczarowani rodzicielstwem. Rodzice wypaleni do popiołu. Piszą często tak okropne rzeczy o swoich dzieciach, że pojawia się potrzeba chwycenia za telefon: "Halo! Policja? Proszę przyjechać na Facebooka, bo może jakiemuś dziecku za chwilę stanie się realna krzywda...".

Albo gloryfikujemy, albo narzekamy. Gratulujemy albo współczujemy. A może spróbujmy po prostu towarzyszyć i nazywać rzeczy wprost.

Rodzicielstwo jest codziennym trudem. Każdy dzień z dzieckiem przynosi nowe problemy do rozwiązania, a zazwyczaj nie mamy na nie gotowych recept. Uczymy się, próbujemy, błądzimy, obieramy jakąś drogę, by po chwili z niej zawrócić, zadajemy sobie pytania o to, czy podjęliśmy dobrą decyzję, i kolejny raz nie znajdujemy jednoznacznej odpowiedzi. Zdarza się, że dzieci zachowują się koszmarnie. Bywa, że dorosłej, zdrowej, stabilnej osobie trudno jest nie krzyknąć, nie rozpłakać się, nie trzasnąć drzwiami. Nie jest to ani złe, ani dobre. Jest faktem.

Powstaje jednak pytanie, co z tym faktem umiemy zrobić. Jak się zachowamy? Co będzie wentylem dla naszych emocji?

I pytanie - co z tymi, którzy z taką codziennością mierzyć się po prostu nie chcą. Czy dajemy bezdzietnym prawo do ich decyzji?

Nie chcesz mieć dzieci?

"Myślisz tylko o sobie".

"Egoistka".

"Lambadziara".

"Kto ci poda szklankę wody na starość?"

"Co ty wiesz o prawdziwym życiu?"

"Jakbyś miała swoje własne dzieci, tobyś mnie rozumiała".

"Jeszcze ci się zmieni".

Zdania, które słyszą osoby bezdzietne od "życzliwych" cioć, wujków, znajomych i nieznajomych, są podszyte samym złem: powątpiewaniem, zawiścią, niechęcią, drwiną, jedną wielką pretensją. A przecież człowiek ma elementarne prawo decydować o swoim życiu. Artykuł 31 polskiej Konstytucji mówi, że: "Wolność człowieka podlega ochronie prawnej. Każdy jest obowiązany szanować wolności i prawa innych. Nikogo nie wolno zmuszać do czynienia tego, czego prawo mu nie nakazuje"1. Na szczęście prawo (jeszcze) nie nakazuje kobietom rodzenia dzieci. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że jest to społecznie oczekiwane.

Tatiana Ostaszewska-Mosak, która od lat pracuje z parami leczącymi się z powodu niepłodności, mówi o tym, że jesteśmy o wiele mniej postępowi, niż nam się wydaje. Bywa, że pary, które latami starają się o dziecko, są pod ogromną presją rodziny: "Mało jest rodzin, w których nigdy ten temat nie został poruszony. Czasami bliscy wspominają o tym delikatnie, ale bywa, że nie mają żadnych oporów. To jest sprawa nas wszystkich, to jest sprawa całej naszej rodziny, czy ona się będzie powiększała, czy nie. Musimy wszystko wiedzieć".

Żywe jest również przeświadczenie, że nic nie daje kobiecie takiego spełnienia jak macierzyństwo. Skąd się bierze? Co jest podstawą takiego przekonania? Tradycyjne wychowanie? Fundamenty wiary katolickiej? Na chrześcijańskim portalu społecznościowo-informacyjnym stacja7.pl natrafiłam na ciekawą analizę tekstów biblijnych pod kątem podejścia do matek. W artykule zatytułowanym Matka jest najważniejsza Roman Zając pisze:

Bycie matką to, według Biblii, najważniejsze i fundamentalne powołanie kobiety. Pełnienie roli matki jawi się na kartach Biblii wręcz jako ucieleśnienie całości pierwiastka kobiecego, jako pełnia kobiecości. Do dziś mówimy o kobietach w ciąży, że są w stanie błogosławionym. Nie każdej kobiecie było jednak dane doświadczyć tego błogosławieństwa i nie każda mogła wypełnić wpisane w jej naturę powołanie.

W społeczności wartościującej kobietę wedle posiadanego potomstwa - brak dziecka łączył się z bólem, upokorzeniem i bezsilnością. Bezpłodność traktowano jak ciążącą na kobiecie klątwę. Kobieta taka budziła w otoczeniu litość, a czasem nawet wzgardę. Pozostawało jej jedynie błagać Boga, by zdjął z niej hańbiące piętno.

Przejmujące jest wołanie Racheli do Jakuba: "Spraw, abym miała dzieci, bo jeśli nie, wypadnie mi umrzeć" (por. Rdz 30, 1). "Spraw, abym miała dzieci!" to de facto prośba: "Spraw, abym była matką!"2.

Kiedy zbierałam materiały do mojej poprzedniej książki, Śluby (nie)posłuszeństwa3, pokazującej prawdę o życiu w zakonach żeńskich, spotkałam się z psycholożką Justyną Dąbrowską. Justyna od lat pracuje z kobietami, a w pracy terapeutycznej szczególnie bliskie są jej tematy ciąży, porodu, macierzyństwa. W maju 2023 roku ukazała się jej książka Przeprowadzę cię na drugi brzeg. Rozmowy o porodzie, traumie i ukojeniu4. W trakcie rozmów o codzienności kobiet, które wybierają życie bez dzieci, bez rodziny, by poświęcić się Bogu - czyli zakonnic - nie mogłam nie zapytać o macierzyństwo i związane z nim mity. Pytana o rosnące w kobietach przeświadczenie, że macierzyństwo jest ich największym spełnieniem, Dąbrowska mówi:

To jest patriarchalny mit! Nie ma na to żadnych dowodów. To instytucja macierzyństwa, o której Adrienne Rich pisała w książce Zrodzone z kobiety, wmawia kobiecie, że tylko urodzenie dziecka nada życiu sens. Kiedyś podstawową funkcją kobiet było rodzenie dzieci. Dziś mamy inny świat, jest bardzo wiele możliwości do wyboru, wiele różnych dróg. Tylko jedną z nich jest macierzyństwo i jeśli spojrzeć na to, co się dzieje w Polsce, to jest to droga coraz rzadziej wybierana. Polki nie chcą mieć dzieci z wielu powodów, które można zrozumieć. Zresztą ja matkowanie rozumiem szerzej, jako opiekowanie się osobami zależnymi, istotami zależnymi - jak zwierzęta. Matkować można na różne sposoby nie tylko swoim biologicznym dzieciom. Ale ktoś może w ogóle nie mieć potrzeby matkowania, wybiera inną drogę bycia w świecie, inne kreacje. Poświęca się innemu działaniu, myśleniu, innej twórczości. Znamy wiele kobiet, które spełniają się w inny sposób i wybierają bezdzietność. Zresztą to wcale nie znaczy, że kobieta bezdzietna nie znosi dzieci - to także mit. Różne ciocie, szwagierki, kuzynki, które mają więcej dystansu, potrafią być bardzo wspierające dla matek małych dzieci, które z kolei często czują się wyizolowane, samotne. Te bezdzietne kobiety potrafią wiele wnieść. Mój ojciec był wychowywany przez trzy kobiety, siostry, z których tylko jedna była jego babką, dwie pozostałe były pannami. Były bardzo wykształcone, miały mnóstwo cierpliwości dla małego chłopca. Oczytane, cierpliwe, inteligentne, pokazywały mu świat literatury. Może dlatego został poetą? A były to czasy zdecydowanie niełatwe dla bezdzietnej kobiety. Co dopiero dziś, gdy mamy o wiele szerszy repertuar różnych wyborów. O macierzyństwie można myśleć jak o kreacji, ale w życiu można uczestniczyć kreatywnie na wiele różnych innych sposobów.

Kobieta ma prawo powiedzieć, że nie chce być matką. Za każdym takim "powiedzeniem" kryje się osobista, indywidualna, czasem tragiczna, a innym razem po prostu życiowa opowieść człowieka. I to jest coś, co zafascynowało mnie najbardziej.

Świetna pisarka powieści kryminalnych Katarzyna Puzyńska - na marginesie: osoba bezdzietna, o co bywa często pytana w mediach społecznościowych i na co zawsze elegancko i grzecznie odpowiada w szerszym kontekście, odnosząc się do osób, które nie chcą lub z przyczyn zdrowotnych nie mogą mieć dzieci - powiedziała mi kiedyś w wywiadzie, że dla niej pisanie książki to nieustanne zadawanie pytania "Dlaczego?".

Ja też zadaję sobie to pytanie: Dlaczego dziś, w 2023 roku, kobiety w Polsce nie chcą mieć dzieci?

Parafrazując Ogniem i mieczem: "Rok 2023 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia"5. Niekończąca się wojna w Ukrainie, echa pandemii śmiercionośnego wirusa SARS COV-2, zmiany klimatyczne - susza, podnoszenie się temperatury oceanów, anomalie pogodowe - coraz mocniej odciskające się na naszej codzienności... Coś w tym roku wisi w powietrzu. W roku, który zaczęliśmy od medialnych nagłówków krzyczących: "Polki nie chcą rodzić dzieci!". Stało się to za sprawą opublikowanych przez GUS danych demograficznych, z których wynikało, że w 2022 roku w Polsce przyszło na świat najmniej dzieci od czasów drugiej wojny światowej6. Równolegle media emocjonowały się wynikami badań ośrodka CBOS, które pokazały, że sześćdziesiąt osiem procent Polek nie zamierza mieć dzieci7. Podlane sensacją medialne zainteresowanie tematem bezdzietności czy niedzietności, jak woli określać to zjawisko wiele osób (o tej różnicy będzie więcej w dalszej części książki), przełożyło się na kolejne teksty na portalach plotkarskich, mówiące o celebrytkach "bezkidkach". Kiedy widzę to słowo, mam ochotę przenieść się do uniwersum serialu Gra o tron i zostać smokiem, w furii ziejącym ogniem. Bezkidka? Ale że Beskidy? A może że nie ma kitki na włosach? To określenie wyprowadza skomplikowany i delikatny w swojej istocie temat na manowce absurdu. Bezkidki, lambadziary - portale plotkarskie mają swoje "ulubione" bohaterki spełniające te kryteria. Czołową bezkidką, zresztą od wielu lat, jest trenerka fitness Ewa Chodakowska. W marcu 2023 roku, w udzielonym portalowi pudelek.pl wywiadzie, Chodakowska mówiła:

Nie planuję dzieci, powiedziałam już o tym otwarcie i cieszę się, że powiedziałam, bo spotkałam się z wieloma opiniami kobiet, którym ta moja wypowiedź przyniosła jakąś ulgę. I to faktycznie dla mnie było też takie uwalniające. Borykałam się z tym komunikatem przez parę ostatnich lat, przez długie lata mówiłam: "za dwa lata, za dwa lata, za dwa lata", i wiesz, może gdzieś myślałam, że po drodze poczuję ten instynkt, może coś się zmieni. Chociaż z samego założenia, nigdy o tym nie marzyłam, nigdy nie widziałam siebie w roli mamy i nie wyobrażam sobie, żeby ta decyzja była podyktowana presją społeczeństwa. Presją kogokolwiek. [...] Zmuszanie kobiet do macierzyństwa, wywieranie na nich presji, jest okrutne. To jest największe okrucieństwo, jakie można kobiecie zrobić [...]. To są zbyt ważne decyzje, żeby ktoś miał za nas je podejmować, nie róbmy sobie tego8.

Czytam komentarze pod tekstem. Jest ich sporo - ponad sześćset. Wiele dziewczyn dziękuje trenerce za jej słowa. Chodakowska jest dla nich symbolem pozytywnej społecznej zmiany i kruszenia muru stereotypów dotyczących roli kobiety. Spełniona zawodowo, od lat w szczęśliwym małżeństwie, uśmiechnięta, zadbana i otwarcie mówiąca o tym, że nie chce mieć dzieci - ma swoje apologetki. Nie brakuje tu jednak również zajadłej krytyki.

Społeczeństwo: Zobaczymy za parę lat. Mąż nagle zapragnie dziecka. A ona nie będzie już mogła mu go dać, to znajdzie inną chętną.

Dghjhvnj: Nie wierzę Pani Ewie, że nie chce mieć dzieci. Ona po prostu nie może ich mieć, tak mi się wydaje. Mnóstwo moich znajomych, które nie mogły mieć dzieci, zawsze mówiły, że ich nie chcą, a potem okazywało się, że nie mogą mieć.

Pipi: Z uwagi na to, że pani Chodakowska uważa się za bardzo wierzącą osobę, trąci to hipokryzją niestety. Ślub kościelny który brała, z założenia jest po to, aby powołać na świat nowe istnienia. Więc po co go brała? Bo tak wypada?

Andzia: Dla mnie jest jasne, że ta pani na pierwszym miejscu stawia siebie i wie, że nawet jedna sztuka oznaczałaby rezygnację (choć w jej przypadku o ileż prościej wyglądałoby macierzyństwo - nianie etc.), a ona chce żyć dokładnie i niezmiennie tak jak teraz żyje... Dla mnie to taki nowoczesny, ukryty egoizm.

Anna: Nikt pani nie zmusza! Tylko w wieku zapominania proszę nie płakać, że nie ma się kto panią zająć! Obcy ludzie są albo ich nie ma! Najczęściej jednak nie ma!9

Moja uwaga zatrzymuje się przy dwóch bardziej wyważonych opiniach:

Paula: Kiedyś była presja na dzieci. Najlepiej zaraz po ślubie, czyli w wieku 18-19 lat. Antykoncepcja znikoma, wiedza o niej też. Mąż chciał, żeby żona wypełniała obowiązki małżeńskie i tyle. Nikt nie myślał o zabezpieczeniach. Bo bóg dał kilkoro dzieci, to tak ma być. Teraz na szczęście kobiety mają swoje zdanie, nie ma tej presji, społeczeństwo nie wymaga od kobiety zamążpójścia i dzieciarni. A singielki to nie stare panny z kotami. Poza tym zauważyłam, że w tych czasach to facetom się do ołtarza bardziej śpieszy. Babki stawiają na karierę i spokojne życie, hobby. I bardzo dobrze. Wreszcie jakaś odmiana :)

Nika: Rodzicielstwo - co widać na każdym kroku - wymaga wysokich kompetencji i olbrzymich nakładów, zarówno finansowych, jak i emocjonalnych. W dodatku obarczone jest rozmaitymi lękami związanymi z niepewną przyszłością. To nowe - młode - postrzeganie świata zderza się z archaicznymi stereotypami narzucającymi rodzicielstwo jako jedyną ścieżkę samorealizacji. Niestety brakuje nam społecznie wypracowanego wzorca szczęśliwego bezdzietnego życia.