Facebook

ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

 

Aktualności

Bestia i książę - kto jako pierwszy próbował zdobyć K2? Historia niezwykłej wyprawy, która nie mogła się zakończyć sukcesem

Cała opowieść zaczyna się  w 1902 r. (…), wraz z początkiem pierwszej wyprawy, która zdołała postawić stopę na K2. Jak przystało na górę okrzykniętą później mianem „przeklętej”, jednym z liderów tej ekspedycji był najsłynniejszy okultysta XX w., Aleister Crowley, „Wielka Bestia, 666”.

Aleister Crowley był ekstrawaganckim, biseksualnym wielbicielem narkotyków, na dodatek zafascynowanym okultyzmem. Nie zaliczał się do typowych XX-wiecznych wspinaczy, aczkolwiek przynajmniej przez kilka lat podchodził do działalności górskiej z ogromnym entuzjazmem.

Urodził się w 1875 r. w Royal Leamington Spa jako Edward Alexander Crowley, a jego rodzice byli konserwatywnymi chrześcijanami. Po tym, jak w 1887 r. zmarł jego ojciec, 11-letni Crowley szybko się zbuntował i spędził większą część młodości w rozmaitych szkołach, z których kolejno go wydalano. Ostatecznie w połowie lat 90. XIX w. wylądował na Uniwersytecie Cambridge. Ponieważ odziedziczył ogromną fortunę, szybko zaczął się oddawać zamiłowaniu do 12-letnich prostytutek, szachów, poezji i „magii”, od czasu do czasu organizując też wypady w góry.

Crowley rozpoczął przygodę ze wspinaczką tuż przed wkroczeniem w trzecią dekadę życia; pierwsze kroki w wertykalnym świecie stawiał wśród bardzo niebezpiecznych kredowych klifów Beachy Head na południowym wybrzeżu Anglii. Podobnie jak większość brytyjskich wspinaczy, wkrótce wyjechał w Alpy, które (jak ujął to słynny wiktoriański pisarz, sir Leslie Stephen) stały się wówczas „europejskim placem zabaw”. Inaczej niż gros osób udających się wówczas w góry, Crowley nigdy nie był zwolennikiem zatrudniania zawodowych przewodników alpejskich — wolał się wspinać samotnie lub z przyjaciółmi prezentującymi takie samo nastawienie, jak on. Chociaż był utalentowany i nie brakowało mu entuzjazmu, nigdy nie wstąpił do Alpine Clubu stanowiącego wówczas ostoję brytyjskiego środowiska górskiego.

W 1898 r. 23-letni Aleister spotkał Oscara Eckensteina — wspinacza, który miał później pokierować wraz z Crowleyem pierwszą udokumentowaną próbą zdobycia K2. Eckenstein również był typowym outsiderem i ekscentrykiem, choć bardzo różnił się od Crowleya — był synem żydowskiego socjalisty, który po rewolucjach z 1848 r. uciekł z Niemiec do Londynu. Oscar Eckenstein był z wykształcenia chemikiem, lecz przekwalifikował się i podjął pracę na kolei jako inżynier. Chociaż był o 17 lat starszy od Crowleya, wkrótce zostali dobrymi przyjaciółmi, i to pomimo bardzo odmiennego pochodzenia oraz różnic dotyczących usposobienia.

Nie pasowali do siebie równie z wyglądem. Eckenstein był niski i umięśniony; jak stwierdził brytyjski pisarz Geoffrey Winthrop Young, „miał brodę i budowę ciała naszego praprzodka”. Ubierał się w niechlujny sposób, chodził po mieście w sandałach, a gdy nie ćwiczył akurat gry na dudach, z ust niezmiennie zwisała mu fajka, otaczając go duszącym zapachem Rutter’s Mitcham Shag, jednej z najmocniejszych i najbardziej pospolitych odmian tytoniu dostępnych na rynku. Crowley ubierał się z kolei niczym dandys i wyglądał na szczupłego, wychudzonego wiktoriańskiego estetę, zaś jego udręczona twarz wieńczyła bujna czupryna.

*

 

Pierwszy etap bardzo przypominał wizualnie krajobraz alpejski, ale gdy tylko wyprawa wkroczyła na teren Baltistanu (wówczas jednego z regionów wchodzących w skład Kaszmiru), pejzaż gwałtownie się zmienił. Pagórki porośnięte gęsto sosnami i niekończące się lasy nagle zniknęły, a ich miejsce zajął dużo bardziej surowy krajobraz złożony z nagich, skalistych wzgórz poprzecinanych siatką wąskich ścieżek. Jeśli nie liczyć napotykanych okazjonalnie wsi dysponujących własnymi systemami nawadniania, trudno było dostrzec jakąkolwiek roślinność.

Odcinki pokonywane przez uczestników wyprawy były krótkie, ale często okazywały się wyczerpujące. Chociaż poszczególne etapy nie musiały wcale odpowiadać dużemu dystansowi na mapie, zazwyczaj obejmowały tyle podejść i zejść oraz tyle odchyleń od zasadniczego kierunku podróży, że czasem potrzeba było wielu godzin, by przebyć zaledwie kilka kilometrów. W trakcie podróży ekspedycja była witana i zabawiana przez lokalnych radżów; Aleister Crowley zwrócił uwagę na to, że w Baltistanie tytuł „króla” mógł oznaczać zarówno wodza rządzącego lokalnym plemieniem, jak i monarchę absolutnego władającego setkami tysięcy poddanych.

Eckenstein zapamiętał z 1892 r. kilka sytuacji, w których w niezwykle odległych miejscach spotykał brytyjskich i amerykańskich myśliwych, ale tym razem nie napotkali żadnych innych przedstawicieli Świata Zachodu, jeśli nie liczyć brytyjskiego misjonarza we wsi Shigar. Nie będzie raczej zaskoczeniem, że Aleister Crowley nie był zbyt zadowolony, widząc (jak to określił¯) „chrześcijańskiego węża w mahometańskim Edenie”.

Po dwuipółtygodniowej wędrówce wyprawa dotarła do Skardu, największego miasta w Baltistanie, i zatrzymała się tam na kilka dni, by po raz trzeci i ostatni przepakować ekwipunek przed końcowymi etapami podróży prowadzącymi do Askole, ostatniej wsi przed K2. Było wiadomo, że później nie będzie już możliwości uzupełnienia zapasów, a zatem, jak ujął to Crowley, „wykupili wszystko, co nadawało się do jedzenia w całej dolinie, i zatrudnili wszystkich tamtejszych mieszkańców”. Uświadomili sobie również, że z tego rodzaju ekspedycjami wysokogórskimi wiąże się dodatkowy problem: nie tylko musisz znaleźć tragarzy, którzy będą nieśli twoją żywność i ekwipunek; trzeba też wynająć następną grupę, która będzie niosła jedzenie dla osób dźwigających twoje bagaże. Doktor Jacot-Guillarmod oszacował, że po minięciu Askole jedna trzecia zatrudnionych przez ekspedycję tragarzy niosła mąkę na ćapati (stanowiące podstawą diety w Baltistanie) dla pozostałych mężczyzn wynajętych do dźwigania ładunków.

W sytuacji, w której siła robocza była kosztowna i trudno dostępna, Eckenstein poprosił każdego członka zespołu o ograniczenie bagażu osobistego do maksymalnie 18 kilogramów; doprowadził w ten sposób do nadspodziewanie zażartej kłótni z Aleisterem Crowleyem. Problemem okazał się spory księgozbiór tego ostatniego. Crowley twierdził, że inni wspinacze mógł być skłonni do tego, by zrezygnować z takich intelektualnych przyjemności i zachowywać się „podczas podróży przez dziki kraj” w sposób godny barbarzyńców, ale on sam utrzymywał¯, iż nie jest w stanie żyć bez Miltona i reszty swoich książek. Z teatralną przesadą utrzymywał, że woli raczej cierpień fizyczny głód, niż pozbawić się intelektualnej strawy. Spór zaostrzył się do tego stopnia, że Crowley zagroził, iż prędzej zrezygnuje z uczestnictwa w wyprawie, niż rozstanie się ze swoją przenośną biblioteczką.

Ostatecznie Eckenstein ustąpił, a literatura zwyciężyła, lecz nim ekspedycja opuściła Askole, pojawiły się znaki świadczące o tym, że jej uczestnikom zaczynają doskwierać trudy wędrówki. Guy Knowles, najmłodszy uczestnik wyprawy, kiepsko znosił wysiłek związany z podróżą, a Crowley był coraz bardziej rozdrażniony. W obliczu narastającego napięcia dwaj Austriacy, Pfannl i Wessely, poprosili Eckensteina, by ten pozwolił im zabrać racje żywieniowe na trzy dni i odłączyć się od grupy w celu urządzenia szybkiego wypadu w górę Baltoro — ogromnego, liczącego ponad 60 kilometrów lodowca biegnącego przez samo serce Karakorum — połączonego z błyskawicznym atakiem na K2. Eckenstein (czemu trudno się dziwić) odrzucił ich nierealistyczną prośbę

Gdy grupa opuściła wreszcie Askole po kolejnych 10 dniach działań organizacyjnych i reorganizacyjnych, karawana rozrosła się do niemal 230 osób, a w jej skład wchodziło teraz także czterech kucharzy, 12 osobistych służących, niewielkie stadko kóz i owiec, a także lokalny dostojnik, wezyr Alchori. Ostatni odcinek podróży miał być najtrudniejszy. Jałowe pustkowia Baltistanu oraz nieustanne podejścia i zejścia towarzyszce pokonywaniu tego terenu były dziecinną igraszkąą w porównaniu z trudnościami, jakich nastręczało Karakorum.

(…)

Postępy były tak powolne, że Eckenstein postanowił podzielić karawanę. Uznał, że najlepiej będzie, jeśli Crowley ruszy jako pierwszy, zmierzając prosto pod K2 wraz z garstką tragarzy; reszta wyprawy podzielona na grupy miała podążać tą samą drogą w niewielkich odstępach. Eckenstein bezinteresownie zaproponował, że zajmie się zabezpieczaniem tyłów oraz organizacją transportu jedzenia i zapasów, dopóki nie będzie gotów, by dołączyć do towarzyszy. Dbając o to, by nie zrazić do całej wyprawy Wessely’ego i Pfannla, Eckenstein powiedział Crowleyowi, by ten nie rozpoczynał ataku na K2, dopóki wszyscy członkowie ekspedycji nie zbiorą się znów w jednym miejscu.

Ze swojej strony Aleister Crowley był bardzo zadowolony z tego, że choć na kilka dni może zostawić towarzyszy za sobą. Nigdy nie znosił ludzi, których uważał za głupców, a wraz z upływem czasu zaczął żywić ogromną niechęć do jednego z Austriaków, Wessely’ego. Szczególnie bulwersowały go nawyki, jakie ów adwokat przejawiał podczas jedzenia. Zdaniem Crowleya Wessely był „wypisz wymaluj wieprzem”, który cierpiał na taką krótkowzroczność, że gdy chciał coś zjeść, „pochylał głowę nad talerzem, a następnie używając widelca i noża niczym elementów koła łopatkowego, zagarnia jedzenie do ust szybkim obrotowym ruchem”8. Nie wiemy dokładnie, co Wessely myślał o swoim młodym brytyjskim towarzyszu, ale sam fakt, że w swojej relacji z wyprawy w ogóle nie wspominał o Crowleyu, jest równie wymowny, jak każdy inny afront.

Chociaż Crowley był zadowolony z tego, że znalazł się w grupie podróżującej na czele wyprawy, w miarę pokonywania dystansu w górę lodowca Baltoro czerpał z wędrówki coraz mniej przyjemności. Nocami temperatura spadała do –30 stopni Celsjusza, ale w ciągu dnia wędrowcom dokuczał niemiłosierny skwar. Podobnie jak wielu wspinaczy i przyszłych uczestników trekkingów, Crowley musiał porzucić swoje zachodnie wyobrażenia na temat higieny. Nie mył się przez 85 dni z rzędu i pozwolił, by jego ręce i twarz pokryły się warstwą tłuszczu. Początkowo uważał, że jest to odrażające, ale wkrótce uświadomił sobie, iż jest to najlepsza metoda, by zadbać o nawilżenie skóry. Jak zauważył, wszy stanowiły w tych okolicznościach element ryzyka zawodowego, a ich populacja była uzupełniana za każdym razem, gdy miał kontakt z którymkolwiek z tragarzy.

Jeśli chodzi o antypatie okazywane innym, Crowley był dużo bardziej wyrozumiały wobec lokalnych mieszkańców niż wobec swoich europejskich kompanów. Szczególną fascynację budziły w nim zwyczaje kulinarne Baltów. Podstawą lokalnej diety były ćapati, placuszki wytwarzane poprzez rozsmarowanie masy z mąki i wody na okrąłych kamieniach rozgrzewanych w ogniskach. Tragarze przygotowywali rano ciasto, a następnie owijali kamienie chustami, dzięki czemu gdy kończyli pracę pod koniec dnia, ćapati były gotowe do jedzenia. Jeśli chodzi o obuwie, tubylcy nosili prymitywne buty nazywane pabu, wykonane z trójkątnych kawałków maty słomianej lub szmaty, które trzymały się potem na miejscu dzięki rzemykom. Pabu dobrze się sprawdzały podczas wędrówki wśród skalistego terenu i miękkiego śniegu, ale na lodzie stawały się niebezpieczne. Zamiast okularów ochronnych tragarze nosili fryzury w tybetańskim stylu — mieli długie warkocze, które w razie potrzeby można było wykorzystać do przesłaniania oczu.

Po dwutygodniowym marszu grupa Crowleya dotarła wreszcie w połowie czerwca do Concordii, spektakularnego naturalnego amfiteatru, w którym spotyka się pięć lodowców, a linią horyzontu wyznaczają ogromne góry. Crowley był zdumiony tym, jak zróżnicowane były poszczególne szczyty: Marble Peak ze swoim ostrym wierzchołkiem, Mitre Peak ze swoimi dwiema iglicami, a także Crystal Peak okryty grubą warstwą śniegu. K2 (lub Czogori, jak wolał określać górę Crowley) nie był jeszcze widoczny, ale po kilku godzinach wędrówki w górę Lodowca Godwina-Austena — długiej rzeki skał lodu prowadzącej z Concordii pod południowo-wschodnie zbocze drugiej pod względem wysokości góry na świecie — pojawił się wreszcie w zasięgu wzroku.

Mick Conefrey, Duchy K2. Epicka historia zdobycia szczytu, Wydawnictwo Bezdroża