typer: 0
id: 294
id2:




  Kontakt   Pomoc   Mapa portalu   Forum
Portal Podróżnika bezdroza.pl

Wyszukaj   
GLOWNA
koszyk jest pusty
Twój schowek jest pusty
Nowości w księgarni
Niepołomice. Spacerem i rowerem
17.00 PLN
Więcej...


Londyn. Udany weekend
PLN
Więcej...


Promocja KSIˇŻKA DNIA
ks_dnia Codziennie inna książka Wydawnictwa Bezdroża
25% taniej!!!

Zobacz więcej
Znajdž
mapka
Klub bezdrożnika
Warto zobaczyć

Bezdroza.pl

Przewodniki pisane z pasją

rejestracja

RELACJE Z PODRÓŻY

Część II: Walka ze sprzętami domowymi: pralka, żelazko, klimatyzator, kuchenka; Tokio (13.07.2004)

Data dodania do serwisu: 2004-07-19

Oceń relacjęŚrednia ocenaIlość ocen
6,001798


W trakcie mojego sześciodniowego niemal pobytu w Japonii, około trzech dni spędziłem w domu. Przeżywałem wówczas okres walki ze sprzętami gospodarstwa domowego.

Pierwszy niespodziewany cios zadała mi bohaterka poprzedniej opowieści: pralka balkonówka.
Muszę przyznać, że od początku czułem do niej sympatię. Składa się ona z prostego z pozoru kubła z otwieranym od góry wiekiem, przez co robiła wrażenie pokrewieństwa ze starą dobrą polską Franią.
Nie doceniłem jednak czterech przycisków i kilku kontrolek na górze owej piekielnej maszyny. Oznaczenia czy kolory, delikatnie rzecz określając, niewiele mi mówiły. Właściwie w połączeniu z napisami braille'em tworzyły kombinacje budzące skojarzenia z filmami science-fiction, w których Ziemianie wchodzą do statków kosmitów. Pralka w interakcji z istotą ludzką (tzn. ze mną...) zaczęła żyć własnym życiem, a nawet prowadzić z użytkownikiem dialog. Po wrzuceniu prania i naciśnięciu jednego z owych przycisków pożarła, przemieliła i próbowała nawet wypluć włożoną do niej zawartość. Jak się okazało dokonała wówczas pomiaru ilości prania poprzez ważenie, dobrała ilość wody, którą zużyje i katagorycznie zażądała obliczonej przez nią ilości proszku. Naści bestyjo - rzekłem w odwecie w mym rodzimym dialekcie i miast normalnie rzucić, ile dusza zagra, dałem proszku, ile trzeba. Sympatia do pralki zniknęła - doceniłem jednak jej profesjonalizm.



Drugi cios przyszedł znienacka od strony żelazka.
Muszę tu wyjaśnić, iż generalnie z żelazkiem miałem w życiu raczej niewiele wspólnego. Urządzenie, które posiadam w moim krakowskim mieszkaniu, składa się ze sznura, pokrętła do termostatu i powierzchni nagrzewającej. Nie ma w nim ani grama tajemnicy. Znam zasadę jego działania od początku do końca (dla niezorientowanych: przełącznik zawierający tzw. bimetal - stop dwóch różnych metali o różnych właściwościach termodynamicznych - steruje przepływem prądu do części grzewczej powierzchni płaskiej...).





Japońskie żelazko wzbudziło we mnie szereg podejrzeń. Po pierwsze składa się z dwóch części: żelazka właściwego oraz podstawki razem tworzących zestaw na wzór czajnika bezprzewodowego. Na podstawce - oznaczone oczywiście tylko krzaczkami - jeden przycisk i siedem kontrolek. Aby rozpocząć prasowanie, należy wybrać jeden z programów. Włączyłem coś na chybił trafił - w końcu to żelazko a nie bomba termojądrowa. Kiedy na czuja uznałem, że jest już wystarczająco gorące wyjąłem je z podstawki i zacząłem wreszcie zwykłe prasowanie. Po kilku sekundach podstawka zaczęła wołać żelazko. Odstawiłem je tam na chwilę i zaraz wróciłem do rozpoczętego rękawa. Sytuacja jednak powtarzała się dość często. Zdenerwowany, męskim szarpnięciem wyłączyłem podstawkę z prądu, karząc ją w ten sposób za niestosowne zachowanie. Lekko już przestygniętym, ale za to milczącym żelazkiem dokończyłem prasowanie mojej ulubionej, niebieskiej koszuli.

Kolejny incydent miał miejsce w zderzeniu z klimatyzatorem - w Japonii urządzeniem pierwszej potrzeby. Postanowiłem mianowicie któregoś popołudnia, kiedy Zosia była na zajęciach (w Japonii semestr studncki kończy się dopiero w drugiej połowie lipca), wyłączyć klimatyzację, gdyż zaczęło mi się już robić chłodnawo, a na zewnątrz w końcu skwar...
Jak tego jednak dokonać? Nie zdziwi pewnie informacja, iż na panelu sterującym były tylko napisy po japońsku. Owszem, znalazłem cztery suwaki z zakresem temperatur - to rozumiałem, ale nie o to mi chodziło - następnie suwak z trzema pozycjami oraz, jak się okazało dopiero po powrocie Tomoki, dwa przyciski, które uznałem za zwykłe napisy. Suwak z trzema pozycjami wydawał mi się najbardziej odpowiedni do dokonania operacji wyłączenia klimatyzacji.



Aby tego dokonać posłużyłem się sprawdzonymi metodami naukowymi: dokonałem wstępnej analizy kulturoznawczej, osadzając kod kulturowy w jego kontekście. W oparciu o dane z obserwacji terenowej stwierdziłem, iż w Japonii kolorami przeciwstawnymi są zielony i niebieski. Wnioski te wysnułem z obserwacji urządzeń sterujących ruchem na skrzyżowaniach, zwanych popularnie światłami drogowymi. Światła na tokijskich skrzyżowaniach, zawieszone w sposób poziomy, zawierają trzy kolory: zielony, żółty i niebieski.
Wracając do klimatyzatora - uznałem, iż ten kod jest zapewne przełożony na działanie innych urządzeń. Suwak powędrował więc z pozycji niebieskiej na pozycję czerwoną. Jak wielka była moja pomyłka, okazało się, gdy po około 10 minutach w mieszkaniu zaczęło być bardziej gorąco niż na zewnątrz... Kolory niebieski i czerwony okazały się mieć w tym kontekście znaczenie takie jak w Europie - oznaczają zimne i ciepłe. Moje badania zakończyły się klęską. Chciałbym z tego miejsca przestrzec młodych antropologów i innych badaczy kultury, aby - zanim zaczną wyciągać wnioski - zawsze przeprowadzali solidne rozeznanie w terenie.

Wszystkie poprzednie bitwy poszły w niepamięć przy decydującym starciu z kuchenką mikrofalową. Tu przyznam się szczerze: spodziewałem się kłopotów od początku. Nic, absolutnie nic, nie dawało mi wskazówki, co mam nacisnąć, aby zaczęło działać i nie spaliło potrawy. Ba, nie pomogły nawet rysunki zamieszczone na niektórych przyciskach. Jak bowiem zinterpretować np. przycisk z rysunkiem dwóch udek kurczaka, przy którym dodatkowo znajduje się numer 13 i szereg innych napisów w języku jak najbardziej nieznanym?



Jak olewając wszelkie programy nastawić kuchenkę po prostu na minutę dużej mocy? Poległem. Musiałem poprosić o instruktaż. Zosia z uśmiechem i lekkim zdziwieniem spytała:
- No jak to? Po prostu wkładasz jedzenie i naciskasz ten czerwony przycisk. Mikrofala sama dobierze czas do wagi potrawy.
- No a te pozostałe przyciski?
- To nie wiem...
Kuchenka mikrofalowa kryje jeszcze wiele tajemnic. Nie tylko dla mnie zresztą.
Powrót do strony głównej relacji.
powrót do początku strony
Podziel się: