W Polsce byłem niezwykle zabiegany [Michał spędził dłuższy czas poza krajem, podróżując do i po Australii – przyp. red.] załatwiając sprawy związane z ostatnią wyprawą: bieżące (2 lata nieobecności), jak i głównie przygotowania do następnej podróży – miłe były te 3 miesiące spędzone w kraju. Nie zapomnę beztroskiego studenckiego życia w Krakowie, rodzinnej Wigilii, naszych smacznych polskich potraw, śniegu w górach, czy też wszystkich – starych jak i nowych – ciekawych znajomości. Jednak przyszedł czas rozstania i pora ponownie ruszyć w podróż.
Wychodząc z domu 5 stycznia doznałem jakiegoś dziwnego uczucia – przecież wyjeżdżam na kolejne 2 lata (podróż + Australia + powrót). Aż mnie ścisnęło w sercu, łza zakręciła się w oku, no i niepewnym krokiem ruszyłem naprzód. Jak zwykle w takich chwilach poza podnieceniem towarzyszy mi pewna dawka niepokoju i obawy przed nieznanym, przed nowym innym światem. Jaki będzie? Tego nie wiem, no i właśnie to pcha mnie do przodu. Znając swój cel i własne słabości, korzystając z doświadczenia, będę się starał czerpać z podróży jak najwięcej pozytywnych wrażeń, z którymi pragnę się z Wami podzielić.
Mój plan jest niezwykle prosty: chcę przejechać z południa Ameryki Południowej na północ Ameryki Północnej (Ziemia Ognista – Alaska). Mam na to 7 miesięcy i nie chcę lecieć samolotem.
Tak więc ruszyłem z Żor, zwiedziłem mroźną Pragę, następnego dnia spokojny Dublin, a kolejnego – pełen życia Madryt. Żegnam się z Europą i ląduję w Rio de Janeiro, gdzie przez 2 dni wkraczam powoli w atmosferę Ameryki Pd.
Mam niestety pecha, gdyż na lotnisku w Dublinie zaginął mój cały bagaż. Oczywiście ten drobny incydent nie jest w stanie mnie zniechęcić do drogi, jedynie zakup nowego sprzętu może na tyle nadszarpnąć mój budżet, że będę musiał zmienić nieco plan. No i poza rzeczami mającymi dużą jak dla mnie wartość materialną, miałem tam także sporo materiałów i notatek mogących pomóc mi w trasie, gromadziłem je blisko rok. Wciąż jednak liczę na odnalezienie się sprzętu.
Zostałem więc tylko z małym plecaczkiem. Na słynnej plaży w Rio – Copacabanie, byłem chyba jedyną osobą w zimowych butach. Dalej nie mam szczęścia, gdyż pojechałem zobaczyć jeden z najładniejszych widoków w Brazylii, panoramę Rio de Janeiro ze wzgórza Corcovador – niestety rozpętała się burza i nic nie widziałem. Poznałem na szczycie argentyńską parę i tak się uśmialiśmy z własnego pecha, że postanowiliśmy spotkać się i uczcić to za kilka tygodni w Buenos Aires. Wieczorem poszliśmy razem z innymi turystami z hostelu poszaleć przy brazylijskiej muzyce, poznając przy tym ładne i otwarte tutejsze dziewczyny.
Teraz jestem w Argentynie, w Lapataia na Ziemi Ognistej (13.01), gdzie zaczyna się droga Panamericana, biegnąca przez ponad 17 tys. km aż na Alaskę. Tutaj więc zaczynam swoją podróż na północ.
Stanąłem na końcu świata i spojrzałem na wprost – przede mną już tylko woda, małe wysepki i Antarktyda. Wskoczyłem do lodowatej wody, żeby popływać. Otaczała mnie dzika przyroda, słyszałem tylko szum morza i bicie swego serca, serca przepełnionego radością. Ciesząc się, że jestem tutaj, wyszedłem z wody i ruszyłem w drogę – kierunek Arktyka.
Zobacz nasze propozycje
-
-
książka
-
ebook
(17,90 zł najniższa cena z 30 dni)
17.90 zł
59.90 zł (-70%) -
-
-
książka
-
ebook
Czasowo niedostępna
-
-
-
książka
-
ebook
Niedostępna
-
