autor: Magdalena Świder Uczestnicy: Adam Miński, Magdalena Świder Termin: sierpień 2002 Trasa: Terespol – Moskwa – Irkutsk – Sludlianka – Mondy – Orlik – Sludlianka – Ułan-Ude &ndas

autor: Magdalena Świder


Uczestnicy: Adam Miński, Magdalena Świder
Termin: sierpień 2002
Trasa: Terespol – Moskwa – Irkutsk – Sludlianka – Mondy – Orlik – Sludlianka – Ułan-Ude – Ust-Baguzin – Ułan-Ude – Sludlianka – Listwianka – Irkutsk - Moskwa - Terespol

GENEZA
Podróż na wschód wymyśliliśmy sobie z Adasiem rok temu, wracając z wakacji w Szwecji. Właściwie wymyślił ją Adaś, bo zawsze marzył o tym, żeby przejechać się Koleją Transsyberyjską. Wtedy brzmiało to dla mnie bardzo egzotycznie. Pierwszym pomysłem była Mongolia, ale potem któreś z nas rzuciło hasło: Bajkał. Nie ukrywam, że inspiracją był przewodnik: ”Bajkał – morze Syberii”...w każdym razie chwyciło. To był magnes, który przyciągnął nas w ten rejon. Koniec końców większość czasu spędziliśmy w górach i właśnie ten górski etap najbardziej zapadł mi w pamięć, ale „Bajkał” pozostał słowem-kluczem.

Jeszcze wsiadając do pociągu, nie mieliśmy do końca sprecyzowanych planów. Szczegóły dopracowywaliśmy "na gorąco", bo niektórych rzeczy nie da przewidzieć. Zresztą, oboje jesteśmy przeciwnikami sztywnego planowania - przewodniki są cennym źródłem informacji, ale czasami na miejscu dopiero okazuje się co tak naprawdę warte jest zobaczenia i jakie są realia podróżowania.

KILKA SŁÓW O REGIONIE
Bajkał to ogromne jezioro w Syberii Wschodniej, nazywane też Świętym Morzem. Jego linia brzegowa jest bardzo zróżnicowana i często trudnodostępna, bezpośrednio do jego brzegów przylegają bowiem łańcuchy górskie o wysokości do 2000 m n.p.m. O Bajkale trzeba myśleć w kontekście otoczenia: otaczających go gór i bezkresnej tajgi, miasteczek, wiosek rybackich i zamieszkujących je ludzi, ich życia i kultury. Trzeba myśleć w kontekście pór roku: dość ciepłego lata i mroźnej zimy, kiedy cała powierzchnia jeziora skuta jest lodem. Żeby go poznać, potrzeba wielu miesięcy. Przyjeżdżając na tak krótko, jak my, można Bajkał co najwyżej zobaczyć.

Prawie cały czas przebywaliśmy na terenie Republiki Buriacji, będącej częścią Federacji Rosyjskiej. Stolicą Republiki jest Ułan Ude, tutaj mieszczą się też siedziby władz i główny ośrodek kulturalny. Buriacja obejmuje swym zasięgiem obszar 351,3 tys. km2 i dzieli się administracyjnie na 18 regionów. Należy do niej wschodni i północny brzeg Bajkału, od południa graniczy z Mongolią, a od zachodu z Republiką Tuwy. Zajmuje w przeważającej części obszary górzyste i wyżynne, trudnodostępne i niezaludnione. Republika ta ma ponad 1 mln. mieszkańców, głównie Rosjan (70%). Tylko ok. 24% ludności stanowią Buriaci, naród wywodzący się z plemion mongolskich i tureckich, mający własny język, tradycję i kulturę.

Czas nad Bajkałem postanowiliśmy spędzić na największym półwyspie jeziora – Świętym Nosie, który znajduje się na jego wschodnim brzegu, u ujścia rzeki Barguzin. W góry udaliśmy się. ok. 200 km na zachód od południowego krańca Bajkału, w pasmo Sajanu Wschodniego.

Sajan Wschodni to rozległy system górski o charakterze alpejskim. Grzbiet główny zbudowany jest z granitów, rogowców kontaktowych lub łupków krystalicznych, natomiast dolne partie i doliny porasta tajga. Charakterystyczne dla tego rejonu górskiego są również pola ruchomych głazów (tzw. kurumy). Najwyższym szczytem jest Munku Sardyk (3491 m n.p.m.) co znaczy w języku buriackim "Wieczna Góra". Roztacza się z niego piękna panorama pasma Sajanu Wschodniego z jednej strony, a bezkresnego mongolskiego stepu i jeziora Chubsugul z drugiej. Ten widok miał być ukłonem w stronę naszych pierwotnych planów. Dla Buriatów szczyt ten jest świętym miejscem, podobno starzy ludzie uważają, że nigdy nie zostało jeszcze zdobyte, gdyż nie jest możliwe, aby stanęła tam stopa człowieka. Natomiast według źródeł historycznych pierwsze wejście na szczyt miało miejsce w 1868 roku, od łatwiejszej i łagodniejszej strony mongolskiej. Dokonał tego rosyjski geograf G.Radde. Od strony rosyjskiej zdobycie szczytu drogą normalną również nie przedstawia większych trudności technicznych, należy jednak pamiętać o tym, że obszar jest zupełnie dziki. Fakt ten może stanowić potencjalną trudność w poruszaniu się, zwłaszcza dla mniej doświadczonych turystów. W masywie Munku Sardyk znajdują się też jedne z ostatnich zlodowaceń w Sajanach Wschodnich.

TAK ZWANE INFORMACJE PRAKTYCZNE
Całkowity koszt podróży wyniósł około 400 dolarów. Nie jest to wygórowana suma, ale można jeszcze taniej, jeżeli ma się dużo czasu. Właściwie większość z tej sumy wydaliśmy na transport.

Po długich pertraktacjach odnośnie wyboru środka komunikacji postanowiliśmy pójść na kompromis: do Irkutska Koleją Transsyberyjską, bo ciekawie, a z powrotem samolotem do Moskwy, bo duuuuużo szybciej. Bilet z Moskwy do Irkutska (5000km) na kolej transsyberyjską kosztował 43$.Wybraliśmy wariant najtańszy, czyli plackarty – wagony, w których każdy ma swoje łóżko, ale nie ma wydzielonych przedziałów. Samolot powrotny kosztował 120$ (wariant bez zniżek, bo takie nam nie przysługiwały). Bilety kupowaliśmy z 4 tygodniowy wyprzedzeniem, więc mogliśmy przebierać w ofertach i wybrać najtańszą.

Rosja nie jest już niestety krajem, w którym za grosze można przejechać setki kilometrów (przynajmniej nie w tym rejonie, w którym byliśmy). Ceny transportu publicznego są dość umiarkowane - na tracie długości 400 km bilet na autobus kosztuje 7-8$. Koszty podróży busem są już całkiem spore - często dwukrotnie wyższe, niż cena biletu autobusowego na danej trasie. Jednak do niektórych miejsc, oddalonych od głównych ciągów komunikacyjnych, autobus jeździ raz w tygodniu lub nie jeździ w ogóle. Rosjanie wyczuli już, że na turystach można świetnie zarobić i skwapliwie z tego korzystają. Pewną alternatywę stanowi jeszcze metoda "płatnego stopa". Cena wynosi zwyczajowo tyle, ile cena autobusu na danej trasie (jeżeli taki jeździ) lub tyle, ile uda nam się wynegocjować. Kierowcy zatrzymują się chętnie, gdyż jest to dla nich dodatkowy zarobek.

Większe problemy pojawiły się, kiedy chcieliśmy wyjechać w teren. Jeżeli podróżuje się w kilka - kilkanaście osób, sprawa jest stosunkowo prosta: można wynająć sobie całego busa lub ciężarówkę, która zawiezie nas w wybrane miejsce, a suma rozkłada się wtedy proporcjonalnie na ilość osób. Kilkadziesiąt kilometrów przez tajgę można wtedy przejechać za ok. 6-8$ na głowę. Podróżując w dwójkę najlepiej próbować dołączyć się do jakiejś większej grupy i z jej członkami pertraktować kwestię podziału kosztów. Tylko nie zawsze jest się do kogo dołączyć.

Za noclegi nie płaciliśmy nigdy, bo nocowaliśmy "na dziko". Przez większość czasu nasza podróż wiodła przez dość dzikie i bezludne rejony, gdzie namiot można było rozbić dosłownie wszędzie. Kilka razu zdarzyło nam się rozbijać namiot w wioskach i nie spotkaliśmy się tam z żadnymi zaczepkami.

Jedzenie przeznaczone na czas spędzony w górach, przygotowaliśmy jeszcze w domu, bo tak było nam wygodniej. W Rosji z zakupem produktów żywnościowych nie ma problemu: zaopatrzenie sklepów w miastach nie odbiega od tego, co znamy z Polski. W odległych wioskach trochę gorzej, ale w podstawowe artykuły żywnościowe można się zawsze zaopatrzyć (należy się jednak upewnić, czy w danej wiosce w ogóle JEST sklep).
Nie można też zapomnieć o Rosyjskich specjałach: pierożkach, blinach, wędzonych bajkalskich rybach. Te przysmaki można kupić wszędzie wzdłuż Kolei Transsyberyjskiej, a czasami też w wiejskich sklepach. Stanowi to miłe urozmaicenie po diecie złożonej z kaszki Nestle i kaszy kus-kus.

W rejonie, w który pojechaliśmy, panuje klimat kontynentalny. Charakteryzuje się upalnym latem, podczas którego temperatury niejednokrotnie przewyższają te, które spotkamy w Polsce. A Syberia kojarzy się większości ludzi przede wszystkim z zimą... Najlepszymi miesiącami na górskie wycieczki są lipiec i sierpień - zwykle słoneczne i ciepłe.
Pomimo tych optymistycznych statystyk przygotowaliśmy się jednak duchowo na walkę z przeciwnościami losu i rozmaite kaprysy pogody, łącznie z ciągłymi opadami śniegu (góry przecież wysokie - może się zdarzyć). Tymczasem pogoda nas rozpieszczała. Oprócz jednego mglistego i deszczowego dnia pojawiały się co najwyżej przelotne opady i burze, po których i tak zaraz wychodziło słońce, susząc wszystko, co zostało zmoczone. Może jestem trochę przesądna, ale boję się, że następnym razem, kiedy pojadę na Syberię, ta dopiero wtedy pokaże mi, na co ją stać.